piątek, 28 stycznia 2011

Hotel transylvania - Chelsea Quinn Yarbro

Hrabia Saint – Germain. Mężczyzna zawsze ubrany na czarno i powściągliwy w kontaktach. Nikt do końca nie wie, kim on właściwie jest. Ma klejnoty i maniery, cieszy się wysoką pozycją, ale otacza go nieprzenikniona aura tajemniczości.

Madelaine Roxanne Bertrande de Montalia. Delikatna, błyskotliwa i bardzo rezolutna młoda dama. Przybywa na dwór swojej ciotki by pod jej opieką nabrać ogłady i wkroczyć w świat wyższych sfer.

Ich drogi krzyżują się na skutek czyhającego na nich niebezpieczeństwa. Spisku sprzed lat, czarnej magii i odradzającego się kultu szatana.

Powieść dogłębnie ukazuje fałszywość dworskiego życia. Sfer, które uważają się za chlubę narodu, a tak naprawdę są mieszaniną podejrzanych i niebezpiecznych ludzi. Przesadnie wystrojeni w najmodniejsze koronki i jedwabie, skupieni tylko na sobie, nie baczą na zło, które dzieje się wokół nich.

Wszystko to, z niemal mistrzowską dbałością o detale, wprowadza nas w świat Francji XVIII wieku. Wnętrza, ubiór, fryzury pełne są barokowego przepychu. Jeśli dodamy do tego gildię czarowników, pojedynki na śmierć i życie oraz alchemiczne sekrety otrzymamy nietuzinkową mieszankę, która porwie nas bez reszty i nie pozwoli o sobie zapomnieć.

Hotel Transylwania jest pierwszym tomem cyklu o Hrabim Sain – Germain. I choć po lekturze tej części nie mogę powiedzieć, by w pełni dorównywała ona atmosferą „Kronikom wampirów”. To jednak saga o Hrabim Sain – Germain jest na dobrej drodze by stać się ich godnym następcą.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.


Chelsea Quinn Yarbro „Hotel transylvania”
Ilość stron: 336
Wyd. Rebis
Poznań 2009
Ocena: 4/6

środa, 26 stycznia 2011

Stos + Witaj wolności

Sesja zakończona. Notatki i ksera rzucone w kąt. Nadeszła pora na zasłużony odpoczynek.
Odpoczynek tym milszy, że po powrocie z uczelni czekała na mnie paczka od serwisu grozy 'Kostnica', z którym niedawno miałam przyjemność nawiązać współpracę.


Stephen King "Oczy smoka"
Will Adams "Grota Skarbów"
Chelsea Quinn Yarbro "Hotel Transylwania"
Chelsea Quinn Yarbro "Pałac"
Chelsea Quinn Yarbro "Krwawe igrzyska"

Seria Yarbro kusiła mnie już od dawna i strasznie sie cieszę, że teraz będę miała okazję ją bliżej poznać. Mam nadzieję, że skojarzenia z Anne Rice będą wiązać się nie tylko z okładką ale i klimatem powieści.

Za wszystkie książki bardzo dziekuję i zaraz biorę się za czytanie :)

A w gratisie moja 'Włochata Narośl', która nie mogła odmówić sobie okazji do sprawdzenia co się dzieje na łóżku i szybkiego ulokowania sie na kolanach.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

LOSOWANIE

Wyniki miały być co prawda jutro, ale krucho u mnie z czasem więc postanowiłam przeprowadzić losowanie póki była ku temu okazja.

Ponownie dziękuję za tak dużą ilość zgłoszeń:


A książka wędruje do...


Zwycięzcę proszę o przesłanie swoje adresu na:  varia-blog@gg.pl
Wszystkim jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie i zapraszam w przyszłości do kolejnych!


'Pochwalę się' jeszcze szybko za pomocą czego resetuje ostatnio swój umysł. Widząc cuda jakie tworzy Sabinka postanowiłam, że i ja spróbuje swoich sił w dzierganiu.


Ostatnie, jeszcze nie ukończone, wyzwanie:


Znając mój słomiany zapał do rzeczy związanych z igłą, długiej zabawy z tym nie przewiduje, ale jeśli ktoś jest zainteresowany tym co tworzę zapraszam do działu "Moje zakładki".

niedziela, 16 stycznia 2011

Stos

Pierwszy tegoroczny zbiór. Niekompletny, bo czekam jeszcze na "Zwierza w łóżku" Doroty Sumińskiej i "Nawiedził nas diabeł" Casadei Luci i Francesca, ale oczekiwanie trwa już ponad 2 tygodnie i nie wiem kiedy się wreszcie zakończy.


Enrico Brizzi "Jack Frusciante opuszcza grupę"
Juliusz Verne "Wyprawa do wnętrza ziemi"
Carlos Ruiz Zafon "Cień wiatru"
Michelle Zink "Strażniczka bramy"
Michelle Zink "Proroctwo sisóstr"
Kat Von D "High Voltage Tattoo"
Arthur Conan Doyle "Sherlock Holmes. Dzienniki i przygody"

Książka Kat jest najlepiej wydaną książką jaką w życiu widziałam. Twarda okładka z "poduszkowym" obiciem (chodzi o to, że jest specyficznie miękka - niektóre książki dla dzieci taką mają), kredowy papier i tysiące zdjęć. Cudo warte każdej złotówki!


Wizualnie jej totalnym przeciwieństwem jest powieść J. Verna, którą przyniosłam z biblioteki z działu "dla czytelników". Pożółkłe kartki, zniszczona okładka, ale za to ilustracje takie jak lubię i swoisty klimat bijący z wysłużonej książki sprawiły, że bezwahania ją przygarnęłam.


A na zakończenie, choroby ciąg dalszy - 2 nowe zakładki. Pierwsza gratisowa od Selkara dorzucona do zamówienia za recke tygodnia od portalu Na kanapie, a druga to prezent to sympatycznego pana z księgarni:



Korzystając z okazji chcę także prosić wszystkich odwiedzających o cierpliwość. Zostały mi jako ostatnie 3 najgorsze zaliczenia i nie mam teraz kompletnie na nic czasu.
Obiecuję, że za jakieś 1,5 tygodnia odwdzięczę się każdemu za komentarz :)

środa, 12 stycznia 2011

Książę mgły - Carlos Ruiz Zafon

Max wraz z rodziną, szukając schronienia przed wojną, przeprowadza się do małego miasteczka leżącego nad brzegiem oceanu. Zamieszkują w starym domu należącym niegdyś do znanego w okolicy doktora. Posiadłość, mimo, iż jest zaniedbana, od razu przypada Max’owi do gustu. Niestety już pierwszego dnia pobytu w nowym miejscu sielankę zaczynają zakłócać dziwne zdarzenia. Roland, miejscowy chłopak, staje się nie tylko przewodnikiem Maxa po okolicy, ale i sprzymierzeńcem w walce z nieznanym.

„Książę mgły” jest debiutancką powieścią Carlosa Ruiza Zafona i trzeba przyznać, że sukces, jaki autor odniósł na przestrzeni ostatnich lat, należał mu się od samego początku. Już od pierwszych stron książki wnikamy w urzekającą atmosferę i klimat, tak charakterystyczne dla tego twórcy. Nawiązujemy nowe przyjaźnie, poznajemy malownicze miasteczko, starego latarnika, stawiamy czołowo dziwnym stworom i rozwiązujemy niebezpieczne zagadki.

Choć książka wyraźnie jest pisana z myślą o młodym czytelniku, to ci starsi również nie powinni czuć się zawiedzeni. Będą mieli oni, bowiem szczególną okazję, przenieść się do tajemniczego świata baśni, gdzie dobro musi na nowo stoczyć niebezpieczną walkę ze złem, a sekrety sprzed wielu lat w końcu ujrzą światło dzienne.

Jest to pozycja idealna do czytania w ponure i mgliste zimowe wieczory. Opatuleni ciepłym kocem z kubkiem aromatycznej herbaty w dłoni, poczujemy dzięki niej dreszcz emocji. Nigdy przecież nie możemy być pewni, co takiego czai się na końcu naszego ogrodu, ani jaka to złowroga siła spogląda na nas niezauważona.

Carlos Ruiz Zafon "Książę mgły"
Ilość stron:198
Wyd. Muza
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Zakładki

Powszechnie wiadomo, że nieodłącznym elementem każdej książki jest jej zakładka. Dlatego dziś wpis czysto zakładkowy - moja skromna (póki co) kolekcja.


Zakładki 3d i magnetyczne:

Magnetyczne są najlepsze w podróży. Żadna siła ich nie ruszy więc można rzucać torbą na wszystkie strony :)

Materiałowe:


Pluszowe, drewniane i bliżej nieokreślona środkowa:


Spinacze:
Choć wizualnie uwielbiam wszystkie zakładki wypuszczane przez Funky Land, to użytkowania tych dużych nie polecam. Są dość grube przez co mną kartki.

Metalowe:


Papierowe:
Większość to reklamówki wydawnictw. Jednak pierwsza z lewej jest moją ulubioną - przedstawia obraz Michel Rauschera. Znalazłam ją w książce B.Pawlikowskiej, którą kupiłam na allegro. 

sobota, 8 stycznia 2011

Kolekcjoner – Evelyn Grill


Jak twierdzi Alfred Irgang, tytułowy kolekcjoner i niedoszły profesor: zbieranie zawsze prowadzi do wiedzy. Niestety w jego przypadku zbieractwo przyjęło formę choroby, która zaczyna zagrażać nie tylko jemu ale i jego sąsiadom.



„Czuł się wprost atakowany przez rzeczy, wystarczyło się tylko po nie schylić. Jestem zbieraczem przedmiotów, stwierdził i w tym momencie przyszedł mu na myśl wspominany Syzyf, tak, jestem Syzyfem i jestem szczęśliwy. Jednak prócz podnoszenia przedmiotów z ziemi, przetrząsał kosze na śmieci, które otaczały jego drogę(...) Cieszył się z tych niezgodnych z zasadami znalezisk, brał je do rąk, obracał na wszystkie strony; a kiedy przypuszczał, co często się zdarzało, że może on sam lub ktoś z grona jego znajomych tę rzecz będzie potrzebował, pakował do torby”.*



Całe mieszkanie to jedna wielka sterta śmieci. Doszło już nawet do tego, że po kryjomu wynajmuje na mieście kilka piwnic, by tam w spokoju móc gromadzić dalsze swe zbiory. Zaniepokojeni tym faktem przyjaciele z grona profesorskiego postanawiają położyć temu kres. Wykorzystują pobyt Alfreda w szpitalu i biorą się za porządkowanie jego mieszkania...

Pamiętając jeszcze wykłady z psychologii klinicznej na temat nerwicy natręctw, książkę odbierałam inaczej niż zwykły czytelnik. Potraktowałam ją jako pewnego rodzaju studium indywidualnego przypadku. W niespotykany, dokładny i poruszający bowiem sposób Evelyn Grill opisuje człowieka zniewolonego przez chorobę. Nie szczędzi przy tym przykrych czy momentami niesmacznych wręcz opisów. Jednak to właśnie one nadają całości realizmu i sprawiają, że sami zaczynamy się zastanawiać nad zaistniałą sytuacją.

Lata młodości Alfreda poznajemy z opowieści Gregora, które snuje podczas podróży nocnym pociągiem. Na ich podstawie widać, jak początkowe małe i nieszkodliwe dziwactwa zaczynają władać życiem jego przyjaciela. Chorobliwy przymus zbierania, segregowania i katalogowania wszystkiego sprawia, że ludzie powoli zaczynają się od niego odsuwać. Zapuszczone mieszkanie z karaluchami, kolejne wezwania do dezynfekcji, to tylko nieliczne przykłady tego jak daleko to wszystko zaszło.

Przewrotne zakończenie - dające sporo do myślenia - jest przysłowiową wisienką na torcie. Nasuwa się tu bowiem pytanie: czy to co się wydarzyło było naprawdę winą Alfreda, czy tylko społecznym przeświadczeniem, za które poniósł on niezasłużoną karę?


Evelyn Grill „Kolekcjoner”
Ilość stron: 232
Wyd. Vesper
Poznań 2007
Ocena: 4/6
* s.22-23

piątek, 7 stycznia 2011

KONKURS vol.2


Jako, że poprzedni konkurs był głównie dla tych co lubią koty to dla równowagi teraz będzie coś dla miłośników psów.
W związku ze zdobyciem tego cuda nowego domu poszukuje ten oto sympatyczny czworonóg.

Zasady:

W komentarzach pod notką wystarczy wyrazić chęć do wzięcia udziału w zabawie.
* Osoba, która doda mnie do obserwowanych zyska drugi los, który będzie brał udział w losowaniu. 
Tutaj prośba do zainteresowanych: obserwujcie w sposób publiczny, będzie mi łatwiej zweryfikować dodatkowe głosy. 


* Jeśli ktoś ma trochę wolnego miejsca na blogu, będę bardzo wdzięczna za zamieszczenie wklejki.


Konkurs trwa do 24 stycznia. Wyniki w dniu nastepnym.

wtorek, 4 stycznia 2011

Ja, Ozzy - Ozzy Osbourne


Ozzy Osbourne, a w zasadzie John Osbourne. Wokalista Black Sabbath i solista. Postać nietuzinkowa i ekscentryczna, o której z pewnością każdy zdążył już usłyszeć niejedno.

Swoją biografię również zaczyna nietypowo i z charakterystycznym tylko jemu poczuciem humoru:


„Mówili, że nigdy nie napiszę tej książki.
Niech się walą. Oto ona.
Teraz wystarczy sobie coś przypomnieć...
...
Kicha. Nic sobie nie przypominam.
No, może oprócz tego...”*


Jak można się było spodziewać. Życie Ozzy’ego należało do gatunku tych wyjątkowo burzliwych i szalonych. Nie stronił od alkoholu i wszelkich używek. Mimo to wiele rzeczy, które się mu przypisuje albo nie były takie jak się powszechnie uważa, albo w ogóle nie miały miejsca. Przykładem może być sprawa odgryzienia głowy nietoperzowi. Nie dość, że był to całkowity przypadek, to jeszcze o bolesnych konsekwencjach – w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Książkę odbieram bardziej jako próbę rozliczenia się z przeszłością – rodzicami, pierwszą żoną – i sposób na ich przeproszenie niż drogę do kolejnego szokowania jakim to złym i beztroskim się nie było. Nie jest to też narzędzie do pokazania jak wiele inni zawdzięczają właśnie jemu – choć zabójczo skromny to on nie jest - ale pewnym pogodzeniem się z tym co miało miejsce i uporządkowaniem historii.

Trzeba przyznać, że choć talentu do wariactwa mu nigdy nie brakowało, to posiada on też sporą umiejętność autorefleksji. A wszystko to w okraszone typowym dla Anglików czarnym humorem, który sprawiał, że momentami śmiałam się na cały głos. Wizji Osborune’a jadącego na kosiarce do baru, bądź biegające z obłędem w oczach w samym szlafroku i gumiakach za stadem kur nijak nie da się przyjąć ze stoickim spokojem :)

Poza tym książka zasługuje na uznanie chociażby dlatego, że posiada ponad 400 stron, a napisał ją totalny dyslektyk, dla którego słowo pisane na ogół jest barierą nie do pokonania.

Jak widać dla Ozzy’ego nie ma rzeczy nie możliwych i jestem pewna, że niejednokrotnie nam to jeszcze udowodni.

Niniejszym POLECAM!


Ozzy Osbourne „Ja, Ozzy”
Ilość stron: 402
Wyd. Telbit
Warszawa 2010
Ocena: 6/6
* s. 9-19


p.s. pochwale się jeszcze, że dziś rano jak ostatni oszołom goniłam po podwórku z maską spawalniczą i oglądałam zaćmienie słońca. kij, że była 9 rano i mróz pizgał ale następna okazja dopiero za 15 lat ;)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

W proch się obrócisz - Ken McClure


Ken McClure jest nie tylko uznanym twórcą thrillerów medycznych, ale i wybitnym lekarzem. I choć W proch się obrócisz to pierwsze spotkaniem z tym autorem, bez trudu zdobył on moją sympatię.

Fabuła powieści opiera się na postaci Johna Motram’a, mikrobiologa zafascynowanego zjawiskiem czarnej śmierci. Stara się on dowieść, że nie było ono wywołane dżumą, lecz innym, nieznanym dotychczas wirusem. Kiedy zostaje zatrudniony jako jeden z ekspertów do przebadania tajemniczej krypty z XVI w. pojawia się niepowtarzalna okazja na odkrycie prawdy i potwierdzenie swojej teorii. Mimo drobnych trudności całość wydaje się iść z zgodnie z planem. Wszystko zmienia się w momencie, gdy John wchodzi do krypty i zapada na tajemniczą chorobę. Na ratunek rusza mu doktor Steven Dunbar. Ma on jednak bardzo mało czasu na odkrycie prawdy, a co za tym idzie uratowanie naukowca.

Książkę czyta się błyskawicznie, a fakt, że taka historia mogła wydarzyć się naprawdę dodatkowo to jeszcze potęguje. Postacie są inteligentne i sprytne, trzeba jednak przyznać, że były momenty w których brak należytej dedukcji powodował, iż miałam ochotę chwycić i nimi potrząsnąć. Niby ci agenci tacy przebiegli i przewidujący, a momentami głupi i ufni jak małe dzieci. Aby nie zepsuć wam przyjemności z czytania nie mogę niestety napisać o który fragment dokładnie mi chodzi. Nie mniej wydaje mi się, że samo wzbudzenie we mnie takich emocji chyba najlepiej obrazuje, jak bardzo fabuła wciąga.

Znajdziemy tutaj także mały polski akcent. Może w wymiarze nie do końca pozytywnym, ale jednak. Bardzo lubię odnajdywać w treści książki takie nawiązania. Jakoś przyjemniej się czyta, gdy autor wie co to jest Polska i gdzie ona leży :)

Podsumowując. Mamy tutaj do czynienia z kawałkiem mocnej, realnej i bardzo szybkiej akcji.


Niniejszą książkę otrzymałam od wydawnictwa
Ken McClure "W proch się obrócisz"
Ilość stron: 248
Wyd. Amber
Warszawa 2010
Ocena: 4/6