niedziela, 27 lutego 2011

Blondynka w Tanzanii - Beata Pawlikowska

Nikt nie potrafi tak opowiadać o podróżach jak Beata Pawlikowska, pisarka, dziennikarka i tłumaczka. Na swoim koncie ma już ponad 12 wydanych książek i niezliczoną ilość audycji radiowych.

Dzienniki z podróży, to nowa seria wydawnicza autorstwa pani Beaty. W tych dość niepozornie wyglądających książeczkach, kryją się wspomnienia z wypraw, do tak malowniczych zakątków świata, jak Tybet, Zanzibar czy Wyspa Wielkanocna (o tej pisałam już na blogu).

Blondynka w Tanzanii opisuje wyprawę do krateru Ngorongro, gdzie na terenie o średnicy dwudziestu kilometrów mieści się rezerwat z nietkniętą, przez myśliwego, przyrodą. Spotkać tam można większość afrykańskich zwierząt, a autorka przy okazji ich krótkiej charakterystyki, przekazuje nam sporo ciekawostek. Między innymi dowiadujemy się jak brzmią szczęśliwe antylopy, w jaki sposób słoń chłodzi się w czasie upału oraz, że hipopotamy nie są wcale tak nieporadne jak się powszechnie uważa. 

Jeżeli ktoś czytał Blondynkę na safari, to kilka tutejszych historii wyda mu się niewątpliwie znajomych, lecz nie brak i zupełnie nowych wątków, więc z pewnością nikt nie poczuje się znudzony. Opis lotu balonem nad Serengeti, dziesiątki barwnych zdjęć i mini słownik z przydatnymi wyrażeniami w języku suahili, to tylko nieliczne z jej zalet.

Nie brak tu zabawnych perypetii autorki z miejscowymi przewodnikami, a nawet i kelnerami, których zaradność wielokrotnie wprawiała ją w zdumienie. Ale jak powiedział jeden z miejscowych: „tu jest Afryka, tu wszystko jest możliwe”. *

Dajmy się porwać jej magii.

Beata Pawlikoska „Blondynka w Tanzanii”
Ilość stron: 96
Wyd. G+J
Warszawa 2010
Ocena: 4/6
* s. 78

piątek, 25 lutego 2011

Pamiętniki Wampirów: Księga 2 - L. J. Smith


Po dramatycznych wydarzeniach na cmentarzu, Elena trafia w zaświaty. Niestety, nawet tam nie może czuć się bezpiecznie. Uwięziona przez pierwotną siłę, stara się nie dopuścić by skrzywdziła ona również jej przyjaciół. Wykorzystując nadprzyrodzone zdolności Bonnie, nawiązuje kontakt z dziewczynami i braćmi Salvatore. Decydują się wspólnie stanąć do walki, ale to co najgorsze, dopiero ma nadejść.
                       
Księga 2 w znacznej mierze skupia się wokół drugiego z braci Salvatore - Damona. Po tragedii, jaka spotkała Elenę, Stafano postanawia się wycofać. Wyrusza w podróż do miejsca, gdzie ma nadzieję na nowo stać się człowiekiem. Wykorzystujący sytuację Damon, na swój daleki od uczciwości sposób, przejmuje rolę opiekuna Eleny. W kontakcie z dziewczyną budzi się w nim dotąd nie znana, bardziej ludzka część natury. Wampir ukazuje nam swoje rozterki, wątpliwości oraz emocje, i choć stan ten nie trwa zbyt długo, to wystarczy by zacząć się zastanawiać, co tak naprawdę nim kieruje i jaki jest jego ostateczny cel.

W porównaniu do swej poprzedniczki, druga część jest dużo bardziej mroczna i zagadkowa. Balansuje na granicy rzeczywistości i sennej mary. Liczne „metamorfozy” Eleny, jej wędrówki między wymiarami oraz ogrom mistycznych postaci czynią ją czymś na pograniczu fantasy i powieści grozy.

Po przeczytaniu tej Księgi odnoszę jednak wrażenie, że autorka zbyt wiele pomysłów chciała za jednym razem wcielić w życie. Nagromadzenie nowych postaci, mieszanie wydarzeń i miejsc akcji sprawiają, że po pewnym czasie czytelnik nie wie, o co właściwe tu chodzi. Wydaje mi się, że Lisa Jane Smith zagalopowała się w takie rejony wyobraźni, gdzie niekoniecznie powinna się zapuszczać. Mam tu namyśli przede wszystkim ostatnią część zatytułowaną „Uwięzieni”. Malaki, lisołaki, przenikanie się światów oraz czasu. Za dużo tu tego i zaczyna to trącić lekkim kiczem. Może w przypadku, gdy tomy Pamiętników były publikowane osobno nie zwracało się na to takiej uwagi, ale w połączonym wydaniu za dobrze to nie wypada.

W tym momencie zaczynam po części rozumieć, dlaczego książka ma tak wielu przeciwników. Jednak mimo to nadal obstaje przy swoim. Bez wątpienia w zestawieniu z Księgą 1, jest to część słabsza i bardziej naciągana, lecz nadal całkiem nie źle się to czyta. Nie jest to ambitna literatura, ale kto powiedział, że wszystkie książki muszą takie być?

Uważam, że jest to świetna pozycja dla pasażerów autobusu, tramwaju oraz wszelkich innych środków lokomocji, jak i uczestników nudnych wykładów. Czyta się bez wysiłku i nie wymaga tony skupienia. Ot,  dobry środek dla zabicia czasu.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.

L. J. Smith „Pamiętniki Wampirów – Księga 2: Mrok, Powrót o zmierzchu, Uwięzieni”
Ilość stron: 576
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

wtorek, 22 lutego 2011

Pamiętniki Wampirów: Księga 1 - L. J. Smith

Pamiętniki Wampirów to seria 7 książek autorstwa L. J. Smith, na podstawie których, zdążył już powstać serial noszący ten sam tytuł. Aby osoby znające historię głównie za jego sprawą, w trakcie czytania nie czuły się zdezorientowane, warto uprzedzić kilka faktów. Książkowa Elena to nie nieśmiała brunetka o gołębim sercu lecz przebojowa i pewna siebie blondynka. Mieszka w miasteczku Fells Church, a nie Mystic Falls i zamiast młodszego brata posiada czteroletnią siostrę. 

Wydarzenia, które na zawsze zmienią jej życie łączą się z początkiem września. Wraz z rozpoczęciem kolejnego semestru w szkole pojawia się nowy uczeń - Stefano Salvatore. Jego niecodzienny wygląd i zachowanie natychmiast przykuwają uwagę wszystkich dziewczyn. Elena, lubiąca być w centrum zainteresowania, postanawia jak najszybciej sprawdzić kim jest tajemniczy nieznajomy.

W książce spotykamy się z dość dobrze znanym już schematem: on piękny i niebezpieczny, ona młoda i zakochana, oboje walczą z przeszkodami aby móć być razem. Trzeba jednak przyznać, że został on tutaj podany w mało rażący sposób, a nawet znacznie przełamany. Miłosna historia jest tylko szkieletem na którym opiera się znacznie bardziej złożona i trzymająca w napięciu przygoda.

Mamy tutaj Stefano i Damona - dwóch walczących ze sobą braci, uroczą Bonnie - dziewczynę z parapsychicznymi zdolnościami, złowrogą i upartą Caroline – szkolną rywalkę Eleny oraz Alarica Saltzman’a – nauczyciela historii, który w rzeczywistości za bardzo się nią nie zajmuje. Losy większości z nich łączy ze sobą złowroga siła, która postanowiła zadomowić się w dotychczas sennym Fells Church.

Niezależnie od tego, jak dobrze ktoś zna serialową wersję historii, wiedza ta w żaden sposób nie zakłuci przyjemności płynącej z czytania. Mimo, że obie wersje z gruntu opowiadają o tym samym, to przedstawione w nich wydarzenia diametralnie się od siebie różnią. Fabuła książki pędzi w znacznie szybszym tempie niż serialowy scenariusz. W kilku miejscach miałam nawet poczucie, że autorka za bardzo przyśpieszyła bieg zdarzeń i brakowało mi kilku elementów pomiędzy kolejnymi sytuacjami. A fakty kończące pierwszy tom myślę, że są w stanie zaskoczyć nawet najbardziej zagorzałych fanów serialu.

Książkę bez wahania można zaliczyć do gatunku „czytadeł”, ale nie sądzę by było to jej wadą. Napisana bardzo prostym językiem, o urozmaiconej lecz nieskomplikowanej fabule staje się po prostu idealnym sposobem na popołudniowy relaks. Jej nowe, trzytomowe wydanie, jest obszerne lecz poręczne. Dobre klejenie i przede wszystkim brak drukarskich błędów czynią z niej źródło niewymuszonej rozrywki.

Jednym słowem polecam.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.


L. J. Smith „Pamiętniki Wampirów – Księga 1: Przebudzenie. Walka. Szał”

Ilość stron: 512
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

sobota, 19 lutego 2011

Krwawe Igrzyska - Chelsea Quinn Yarbro

Krwawe Igrzyska to już trzeci tom o przygodach Hrabiego Saint-Germain. Tym razem autorka przenosi nas do starożytnego Rzymu za czasów panowania cesarza Nerona. Pierwszy wiek naszej ery, to wiek spisków politycznych, gladiatorów, walki na cyrkowych arenach i szerzącego się niewolnictwa. W tym brutalnym świecie Hrabia, noszący teraz imię Rakoczego Sanct’ Germain Franciskus, ponownie musi walczyć o przetrwanie i dzielnie stawić czoła przeciwnikom.

Krwawe Igrzyska są najbardziej osadzoną w historii częścią cyklu o Hrabim Rakoczym. Wydarzenia w nich przedstawione skupiają się przede wszystkim wokół politycznych intryg i zbrodni kolejnych senatorów. Jesteśmy, co prawda kilkukrotnie uczestnikami krwawej rozrywki Rzymian: wyścigów rydwanów, walki gladiatorów i cesarskich niewolników z dzikimi zwierzętami, ale to tylko ułamek tej, co by nie było, dość obszernej historii.

Tak jak w Hotelu Transylvania oraz Pałacu również i tutaj Hrabia zakochuje się w kobiecie, której los nie szczędzi cierpienia. Acja Oliwia Klemens, bo tak nazywa się jego wybranka, od lat jest maltretowana i zastraszana przez swojego męża Justusa. Zagraża on nie tylko niej, ale przede wszystkim całej jej rodzinie. Nie mając sił by dłużej trwać w tym koszmarze, ani tym bardziej odwagi by w końcu się od niego uwolnić, prosi o pomoc Rakoczego.

Klimat starożytnego Rzymu uchwycony został w wyjątkowy sposób, ale chcąc być szczerą muszę powiedzieć, że tylko on tutaj zachwyca. Schemat wydarzeń jest identyczny jak w poprzednich częściach. Hrabia przybywa do nowego miasta, buduje/urządza okazałą posiadłość, z racji swego pochodzenia i bogactwa zwraca uwagę wysoko postawionych osób, nawiązuje z nimi kontakty, lecz z czasem zaczynają mu one zagrażać. Przy okazji poznaje piękną niewiastę, której grozi niebezpieczeństwo, więc pędzi jej na ratunek. Samo zachowanie Hrabiego też praktycznie niczym się nie różni. Nadal jest szarmancki, wytworny, nosi się wyłącznie na czarno, a patrząc na niego przez pryzmat poczynań Rzymian jest również wyjątkowo miłosierny, pomocy i życzliwy. I, tutaj ponownie nasuwa się moje pytanie: Gdzie tu, do jasnej ciasnej, jest ten wampir? Gdzie nieprzewidywalność i krwawy instynkt?

Powieść czyta się szybko i przyjemnie, ale wciąż do horroru jej bardzo daleko. A nawet jeszcze dalej niż w przypadku poprzednich części. Miłośnicy starożytnych klimatów z miłosnym wątkiem w tle będą zachwyceni. Wszyscy inni obawiam się, że już niekoniecznie. Hotel Transylvania wykazywał spory potencjał, niestety im dalej w historię (a w zasadzie bliżej, bo wraz z kolejnymi częściami poznajemy coraz wcześniejsze życie Rakoczego) tym jest bardziej wtórnie i przewidywalnie. Zmienia się sceneria i poboczni bohaterowie, lecz historia i Hrabia wciąż jest ten sam.

Nie ukrywam, że wiązałam z serią spore nadzieje. Mówiło się, że Chelsea Quinn Yarbro to godna następczyni Anne Rice. Pierwotnie również tak sądziłam, jednak z upływem stron i tomów powoli zmieniłam zdanie. W przypadku Kronik Wampirów w trakcie czytania mamy uczucie jakbyśmy przez dziurkę od klucza podglądali coś zakazanego i śmiertelnie niebezpiecznego. U Chelsea Q. Yarbro mam wrażenie patrzenia przez okno na nowego, trochę tajemniczego sąsiada, goniącego w dziwnych ciuchach po podwórku. Początkowo jedno i drugie wydaje się być ciekawe oraz intrygujące, ale z biegiem czasu sąsiad nam powszednieje, a jego niecodzienny ubiór nie robi już takiego wrażenia. Natomiast niebezpieczna gra, oscylująca na granicy przyzwoitości napędza naszą ciekawość cały czas tak samo. Szkoda, że u Hrabiego właśnie tego zabrało. Nie mówię, że powinien on od razu rzucać się z kłami na każda napotkaną osobę, ale jakaś wewnętrzna walka i trochę dzikiego instynktu by mu nie zaszkodziły. Przecież nawet Edward Cullen bał się, że szybciej zje Belle niż z nią pogada...


Chelsea Quinn Yarbro „Krwawe Igrzyska”

Ilość stron: 544
Wyd. Rebis
Poznań 2010
Ocena: 2/6

piątek, 18 lutego 2011

Wszystkie boże dzieci tańczą – Haruki Murakami

O Murakamim zdążyłam się już wiele naczytać. Większości znanych mi blogowiczów opisywała przynajmniej jedną jego książkę. Do mnie literatura japońska nigdy nie przemawiała, ale skuszona pochlebnymi opiniami postanowiłam zaryzykować i dać jej kolejną szansę.

Wybór padł na zbiór opowiadań Murakamiego. Wystarczające by poznać styl autora, a jednocześnie na tyle niewielkie by niezależnie od upodobań doczytać je do końca. Książka objętościowo jest skromna. Posiada zaledwie 180 stron, które zdążyłam pochłonąć w trakcie dwugodzinnej przerwy między zajęciami.

Wszystkie boże dzieci tańczą składa się z sześciu opowiadań o dość intrygujących tytułach:

UFO ląduje w Kushiro – Komure opuszcza żona. Domagając się od niego rozwodu po raz pierwszy ma okazję powiedzieć mu co naprawdę o nim myśli. Wszystko to staje się dla mężczyzny bodźcem do podjęcia wewnętrznej refleksji nad sobą, swoim życiem i monotonią, która je zdominowała.

Krajobraz z żelazkiem – opowiadanie, które najbardziej przypadło mi do gustu. Porusza historię pana Mitake. Człowieka uwielbiające palić ogniska nad morzem. Stworzył on niemalże rytuał zbierania drewna, układania go i odpowiedniego rozpalania. Ogień staje się tu analogią życia, przemijania i dokonywania wyborów . 

Wszystkie boże dzieci tańczą – porusza temat relacji matka – syn. Yoshiyi wychowanemu bez ojca od samego początku wpajano, że jest synem boga. Z biegiem czasu wyobrażenie to upada, a on sam stara się zrozumieć kim jest tak naprawdę.

Tajlandia – Satsuki jest znaną i cenioną lekarką. Postanawia wyjechać na urlop do Tajlandii by tam w spokoju na nowo nabrać sił. Nieoczekiwane podróż staje się dla niej okazją do podjęcia refleksji nad własną przeszłością i próbą pogodzenia się z nią.

Pan Żaba ratuje Tokio – zdecydowanie najdziwniejsze opowiadanie w całym zbiorze. Oscylujące na granicy surrealizmu i sennej mary. Katagiri zostaje wybrany przez Pana Żabę do pomocy w ocaleniu miasta przed trzęsieniem ziemi. Musi udać się z nim w wnętrza globu by tam stawić czoła niebezpiecznej Dżdżownicy.

Ciastka z miodem – opowiada o wzajemnej relacji między trójką przyjaciół. Jumpej, Kan i Sayoko poznali się na studiach i od tamtej pory byli praktycznie nierozłączni. Niestety rodząca się miłość zaczęła zakłócać tę harmonię. Historia porusza temat dążenia do celu, realizacji swoich marzeń oraz rezygnacji z nich.

Wspólnym elementem wszystkich opowiadań jest motyw trzęsienia ziemi w Kobe. To ono niejako staje się dla bohaterów zapalnikiem do podjęcia refleksji nad własnym życiem. Życiem, które jak się okazuje było do tej pory pełne samotności, strachu i niepewności. Historie opowiadają głównie o relacjach międzyludzkich, poczuciu sensu życiu i szukaniu własnej drogi. Wszystkie są w pewien sposób niedokończona co pozwala czytelnikowi na osobiste dopowiedzenie co było dalej.

Opowiadania napisane są oszczędnym, ale głębokim językiem. Czyta się je przyjemnie jednak nie mogę powiedzieć, by zrobiły one na mnie piorunujące wrażenie. Z pewnością czas im poświęcony nie był stracony, ale w moim odczuciu czegoś tu jeszcze brakowało. Mimo to,  jak na początek i moją dotychczasową awersje do Azji to wrażenia i tak niezłe. 



Haruki Murakami „Wszystkie boże dzieci tańczą”
Ilość stron: 182
Wyd. Muza
Warszawa 2006
Ocena: 4/6

czwartek, 17 lutego 2011

Światowy dzień kota


Z okazji Dnia Kota dla kota wędka, a dla mnie dwie nowe zakładki:


A oto i rzeczony kot, a w zasadzie dwa:


Zabawka zaakceptowana:

wtorek, 15 lutego 2011

Stos

Wolne dobiegło końca, zajęcia na uczelni ruszyły na nowo, a ja rozleniwiona po ostatnich dnia obecnie ledwo kontaktuje. Wielkość mojego roztargnienia widać nawet na zdjęciu - część książek do góry nogami. Na dodatek cyfrówka kona mi już śmiercią ostateczną zatem od dziś zdjęcia głównie z komórki - przy dobrym świetle jakościowo różnica  niewielka więc nie powinno być tak źle.  
Wasze strony odwiedzę w czwartek. Dziś już ledwo widzę na oczy, a jutro przypuszczam wcale nie będzie lepiej....




L. J. Smith "Pamiętniki Wampirów" - 3 tomy
Gleen Cooper "Biblioteka umarłych"
Jakob Wassermann "Dziecię Europy czyli Kacper Hauser"
Adam Hilkiewicz "Zawsze wygrywa najlepszy"
Lucia i Francesco Casadei "Nawiedził nas diabeł"
Paul Kieve "Hokus - Pokus"

poniedziałek, 14 lutego 2011

Noc zombie - Miasto żywych trupów - Brian Keene

Patrząc na zalewającą nas niczym tsunami, falę wampirzych opowieści. Można odnieść wrażenie, że wszelkie inne stworzenia świata grozy dawno już wyginęły. Próżno w księgarniach szukać wilkołaków, czarownic, duchów czy zombie. A prawdę mówiąc, na temat tych ostatnich, prócz Zombie Survival - któremu bliżej do podręcznika przysposobienia obronnego niż powieści grozy - i Wojny Zombie - której akurat nie czytałam – nic więcej z ostatnich lat sobie nie przypominam. Dlatego też, gdy tylko dostrzegłam na sklepowej półce Noc Zombie bez zastanowienia wrzuciłam ją do koszyka.

Fabuła powieści opiera się na postaci Jima Thurmond’a. Wyrusza on w długą i niebezpieczną podróż, przez kilka amerykańskich stanów, żeby uratować swojego syna Danny’ego. Na skutek rozwodu z jego matką, Jim ma nie tylko ograniczony kontakt z chłopcem, ale i ogromne wyrzuty sumienia. Teraz, gdy życie syna leży tylko w jego rękach, postanawia ocalić go za wszelką cenę. W książce poznajemy również losy młodej narkomanki Frankie, pastora Thomasa Martin’a i Powella Baker’a naukowca z laboratorium broni.

Brian Keene bez wątpienia wprowadza dużo nowego. Przede wszystkim mamy tutaj koncepcję inteligentnych zombie, których jedyną klasyczną cechą jest odżywianie się żywym mięsem i bycie dość powolnym. Oprócz tego potrafią one planować, obliczać, mówić i prowadzić samochody(!). Dodatkowo na każdym kroku spotykamy nieumarłe ptaki, myszy, ryby i praktycznie wszystko inne co się rusza. Przy ich okazji, autor nie szczędzi nam dosadnych opisów rozrywanych ciał, procesów rozpadu czy efektów użytej broni, którymi nie powstydziłby się nawet najlepszy film gore.

A mimo to, tym, co czytelnika porusza najbardziej nie są postacie stworów, ich zachowanie czy wygląd, lecz upadek człowieka. Jego moralna degradacja, czyniąca go ostatecznie większym potworem niż całe hordy zombie. Odwieczny pęd do władzy absolutnej i pragnienie zaspokojenia nawet najbardziej chorych żądz, sprawiają, że sumienie oraz przyzwoitość to już tylko puste słowa. Sceneria powieści pełna jest postapokaliptycznych obrazów upadłego świata. Opuszczone miasta, samochody porzucone na drogach, domy z pozbijanymi drzwiami i oknami, to tylko niektóre przykłady potęgujące wszechobecne uczucie pustki i zagubienia.

Śmiało można powiedzieć, że w Nocy Zombie wszystko jest dopracowane i ciekawie przedstawione. Mamy coś nowego, nietypowego, przyjemnie się to czyta, tylko, że cała ta innowacyjność do mnie akurat nie przemawia. Wychowana na klasycznej Nocy żywych trupów – której vhs do dziś zbiera kurz na mojej półce – nijak nie mogę pogodzić się z tym, że ktoś, kto de facto nie żyje, może planować swoje działania i jeszcze w trakcie tego jeździć samochodem. A jeżeli nad głową latają mu ochoczo go dziobiące ptaszki zombie, to jest to za wiele nawet jak na mój chory umysł.

Nie chcę w ten sposób nikogo zniechęcać do zapoznania się z książką. Wystarczy, że nie posiadacie tak sprecyzowanych upodobań w tematyce nieumarłych, a z pewnością przypadnie ona wam do gustu. Tym bardziej, że widząc ubóstwo polskiego rynku w pozycje o tej tematyce śmiało można powiedzieć, że na bezrybiu i rak ryba... Tylko, że jak dla mnie ten rak ma bliżej do opancerzonego czołgu niż wodnego stworzenia.

Brian Keene „Noc zombie”
Ilość stron: 246
Wyd. Amber
Warszawa 2009
Ocena: 3/6


Miasto żywych trupów - Brian Keene


Nie ma co ukrywać: Noc Zombie w mój gust raczej nie trafiła. Keene wykazał się jednak sporym sprytem i tak skonstruował jej zakończenie, że ręka wbrew logice sama sięga po ciąg dalszy. Skoro więc moja ciekawość została rozpalona, a książka i tak leżała na półce, uznałam, że dam jej drugą szansę.

Tym razem Jim wraz z grupą ocalonych ludzi znajduje schronienie w budynku miliardera Darrena Ramsey’a. Wybudował on istną twierdzę tylko po to by pokazać światu swą potęgę i bogactwo. Wieżowiec, odporny na ataki terrorystyczne, nieoczekiwanie staje się azylem dla setek ludzi, a Ramsey zaczyna odgrywać w nim rolę nowego zbawiciela. Niestety, nieumarli są inteligentni, potrafią prowadzić pojazdy i mają do pomocy zwierzęta. Pod przywództwem nieprzezwyciężonego Oba rozpoczynają militarny szturm na budynek. Wkrótce mieszkańcy przekonają się ile betonowa konstrukcja jest naprawdę w stanie wytrzymać.

Jak już we wstępnie wspominałam, po Miasto żywych trupów sięgną z pewnością wszyscy ciekawi tego, co stało się z synem Jima - Danny’m (a zapewniam was, działo się naprawdę wiele). Trzeba jednak pamiętać, że druga część znacznie różni się od Nocy Zombie. Nie doszukamy się w niej tylu szokujących opisów, wymyślnych tortur czy obrazów rodem z apokalipsy. Większość akcji dzieje się na zamkniętym terenie wśród betonowych ścian wieżowca. Mamy tu do czynienia z dobrze zorganizowaną społecznością, w której każdemu powierzono określone zadanie. Są lekarze, ogrodnicy, konserwatorzy, a nawet ekipa powitalna. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest tu idealnie ze sobą zgrane. Pozory mogą jednak mylić. Wśród mieszkańców są bowiem ludzie pozbawieni wszelkich skrupułów i już niedługo każdy będzie miał okazję się o tym przekonać.

Miasto żywych trupów jest łagodniejszą, zarówno wizualnie jak i emocjonalnie, odsłoną świata pod rządami nieumarłych. Atmosferę grozy tworzy tu przede wszystkim ludzka bezradność. Bezradność przejawiająca się tym, że choć wszyscy są w końcu bezpieczni, to tak naprawdę na nowo stają się więźniami. Żyją z dnia na dzień niepewni tego, co przyniesie im jutro. Zmuszeni do przestrzegania sztucznych zasad i wykonywania rozkazów przełożonych czują coraz mocniej, że świat, który znali bezpowrotnie znika z powierzchni ziemi.

Chcąc w kilku zdaniach podsumować ten cykl mogę powiedzieć, że książki Briana Keene’a z pewnością są pozycjami wartymi naszej uwagi. Sprawnie napisane i wnoszące do gatunku powiew świeżego powietrza, godnie wypełniają niszę panującą na rynku. Ode mnie owacji na stojąco nie dostaną, ale jestem pewna, że nie jeden czytelnik będzie pod ich sporym wrażeniem.


Brian Keene „Miasto żywych trupów”

Ilość stron: 264
Wyd. Amber
Warszawa 2009
Ocena: 3/6

piątek, 11 lutego 2011

Uwięzieni - Hilary Norman

Hilary Norman jest autorką thrillerów i kryminałów znaną polskiemu czytelnikowi głównie za sprawą takich powieści jak Niebezpieczna zabawa czy Pasierbice, i choć od dawna jestem fanką tego rodzaju literatury, dopiero za sprawą Uwięzionych miałam okazję do pierwszego spotkania z tą pisarką. Spotkania, które obyło się bez fajerwerków, a i tak mogę je uznać za w pełni udane.

Historia rozpoczyna się 6 lutego, kiedy to spokojnym na co dzień miasteczkiem wstrząsa seria dramatycznych wydarzeń. W ogrodzie, nieczynnej już galerii sztuki, zostają odnalezione zwłoki dwójki młodych ludzi. Odkrycie to, nie byłoby może tak wstrząsające, gdyby nie fakt, że para została ze sobą sklejona w dość nietypowej pozie. Wezwana na miejsce zbrodni policja natychmiast rozpoczyna dochodzenie. Niestety zabójca okazuje się być znacznie sprytniejszy i doprowadza do śmieci kolejnej pary mieszkańców.

Uwięzieni to następna książka o życiu detektywa Sama Becket’a i jego rodziny. Tym razem nasz bohater musi sobie poradzić nie tylko ze skomplikowanym policyjnym dochodzeniem, ale i chorobą partnera, Alejandra Martinez’a. Lawirując między posterunkiem a szpitalem, życiem służbowym a prywatnym, za wszelką cenę stara się niczego nie przeoczyć. Niestety, jak to zwykle bywa, im więcej rzeczy naraz chce zrobić, tym bardziej się one komplikują.

Wraz z rozwojem wydarzeń, czytelnik nabiera uznania dla dość niepozornej dwójki detektywów. Becket i Martinez nie mogą się bowiem pochwalić, ani szóstym zmysłem ani nawet wyjątkową dedukcją. Mają mnóstwo własnych problemów i na ogół sami za bardzo nie wiedzą, co z nimi zrobić. Kiedy jednak sytuacja zaczyna od nich tego wymagać, odkładają ma bok własne priorytety i całkowicie oddają się sprawie. Ich poświęcenie dla odkrycia prawdy jest naprawdę imponujące.

Tempo wydarzeń nie należy w prawdzie do zawrotnych, ale dzięki wielowątkowej fabule książka zdecydowanie nie nudzi. Z jednej strony poznajemy rodzinne życie państwa Becketów i uczuciowe zawirowania detektywa Martinez’a. Z drugiej zagłębiamy się w elementy zbrodniczej układanki, starając się przy tym samemu rozwikłać zagadkę.

Miłośników kryminałów twórczość Hilary Norman raczej nie zaskoczy. Próżno doszukiwać się w niej nietypowego schematu wydarzeń, innowacyjnych rozwiązań czy nieoczekiwanych elementów, jednak nawet bez tego książka większości osób powinna przypaść do gustu. Oparta na sprawdzonych rozwiązaniach, posiadająca kilka ciekawych zwrotów akcji, a przede wszystkim dość intrygujący wątek „artystyczny” jest lekturą, przy której z pewnością nie zdarzy nam się przysnąć.

Uwięzionych mogę polecić każdej osobie ceniącej sobie chwile spędzone przy sprawnie napisanej powieści kryminalnej, a także tym, którzy lubią bogato rozwinięte wątki rodzinne. Pani Norman z pewnością ich nie zawiedzie.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.


Hilary Norman "Uwięzieni"
Ilość stron: 312
Wyd. Próśzyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

~~  WYBIŁ 555 KOMENTARZ!   ~~
Szczęśliwym jego autorem jest UpiornyGroszek. Gratulacje. Niespodzianka w poniedziałek powędruje do Ciebie :)

środa, 9 lutego 2011

Dziecko ulicy - Judith Westwater

Dzieciństwo Judy Westwater nie należało do lekkich. Trzeba nawet przyznać, że dziewczynka tak naprawdę nigdy go nie miała. Od najmłodszych lat była bita, zastraszana i poniżana przez swojego ojca i jego kochankę. Wykonywała dla nich ciężkie prace domowe, brała udział w oszustwach i naciąganiu ludzi. Nigdy jednak nie usłyszała za to słowa wdzięczności. Nieuzasadnione poczucie wyższości ojca oraz jego nieustająca chęć bycia lepszym od wszystkich innych, sprawiały, że ilekroć Judy znalazła sobie przyjaciela by on jej brutalnie odbierany.

Próby nawiązania kontaktu dziewczynki z matką spotykają się z tak wielkim wybuchem złości ojca, że w przypływie furii pakuje on swoją rodzinę i wyjeżdża z nimi do południowej Afryki. W kraju i środowisku, którego Judy kompletnie nie zna, obmyśla ostateczny plan uwolnienia się spod domowej tyranii.

Historie pisane przez życie darzę ogromnym szacunkiem, szczególnie, jeśli poruszają one tak trudne i przejmujące wydarzenia, jakimi są losy Judy. Dziecko ulicy jest książką o prawdziwym życiu, napisaną prostym i surowym językiem, który z całą swą brutalnością wprowadza nas w świat krzywdy i odrzucenia. Kilkukrotnie jesteśmy świadkami pobicia oraz gwałtu, a obelgi i psychiczne znęcanie się są tutaj na porządku dziennym.

Fabuła wstrząsa czytelnikiem już od pierwszych stron. Sadyzm niektórych sytuacji, wydaje się momentami do tego stopnia nierealny, że kilka razy sprawdzałam czy rzeczywiście jest to książka oparta na faktach. Nie wyobrażam sobie jak można tak traktować kilkuletnie dziecko, a tym, co uderzyło mnie najbardziej była absurdalna upartość ojca by zatrzymać przy sobie Judy. Nie karmi jej, nie zapewnia ubrania, żałuje na nią każdego grosza, a i tak wszystkimi dostępnymi sposobami nie pozwala jej odejść. 

Powieść Judith Westwater jest autobiografią pisarki i nie wątpię, że potrzebowała ona na wiele odwagi by w tak bezpośredni sposób przedstawić nam swoje życie. Nie mniej siła i upór, jaki posiada w sobie postać Judy niejednego wprawić może w osłupienie. Nie zważając na trudności i niepowodzenia, uparcie dąży ona do celu i udowadnia, że każde marzenie, jeśli tylko wystarczająco mocno się tego chce, może się urzeczywistnić.

Książka jest idealną lekturą dla wszystkich wątpiących w siebie niedowiarków. Dobitnie pokazuje, jak siła pozwalająca zmieniać świat tkwi dokładnie w nas samych. Jest ona na tyle głęboko schowana, że nikt i nic nie jest w stanie nam jej odebrać. Nigdy o tym nie zapominajmy, a jeżeli kiedyś się to zdarzy, sięgnijmy po książkę Judith Westwater. 

 Judith Westwater „Dziecko ulicy”
Ilość stron: 280
Wyd. Hachette
Warszawa 2008
Ocena: 5/6

wtorek, 8 lutego 2011

Ponury Piaskun - Richard Kadrey

Richard Kadrey już samym swym wyglądem i posturą – zdjęcie zamieszczone na okładce – wywołuje w człowieku przeświadczenie, że Ponury Piaskun nie będzie standardową powieścią grozy. Zainteresowania autora: pisarza, dziennikarza i fotografa oddanego tematyce fetyszu są tylko tego dodatkowym potwierdzeniem.

James Stark w wieku 19 lat zostaje żywcem wciągnięty do piekła. Trafiając pod nadzór Azazela staje się diabelską zabawką walczącą na ringu. Jego zdolności wpadania w tarapaty i niemały talent do wychodzenia z nich cało, sprawiły, że otrzymał on przydomek Ponurego Piaskuna – „potwora, który zabija potwory”*. Po 11 latach walk i nauki magicznych sztuczek udaje mu się w końcu stamtąd uciec. Teraz, gdy jest silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, a jego jedynym celem jest zemsta, nikt oraz nic, nie jest w stanie stanąć mu na drodze.

Kadrey stworzył zupełnie nowy wymiar powieści grozy. Ponury Piaskun z jednej strony „puszcza oko” do czytelnika, a z drugiej nieoczekiwanie przykłada mu pięścią w brzuch. Wykreowany przez autora świat pełen jest czarnego humoru, soczystego języka oraz pomysłowych i niekonwencjonalnych epitetów. Dzięki tym zabiegom, nie sposób jest odłożyć książę po jej rozpoczęciu. Absurdalność i komizm niektórych postaci – na przykład gadającej głowy - wywołuje skojarzenia z twórczością takich osób jak George A. Romero czy Sam Raimi. Widać, że autor bawi się konwencją grozy i nie traktuje jej zbyt poważnie, co wychodzi mu zdecydowanie na dobre.

Postać Jamesa, faceta w wiecznie potarganych i poklejonych taśmą izolacyjną ciuchach, jest tak stworzona, że już od pierwszych stron nie sposób nie polubić tego gościa. Nawet jego porywczość, nieokiełznanie i cała reszta niewątpliwych wad, nie jest w stanie zagłuszyć w nas tej nuty sympatii. Jego osobowość nie jest nam jednak podana jak na tacy. W trakcie czytania stale dowiadujemy się o nim czegoś nowego, by dopiero na samym końcu móc wyrobić sobie o nim osobiste zdanie.  

Przemyślana akcja toczy się żywo i dynamicznie. Bieżące wydarzenia łączą się z retrospekcyjnymi scenami z pobytu James’a w piekle, które w sprytny sposób przybliżają nam obraz całej sytuacji. Poznajemy mroczne zakamarki piekła, nie mniej wrogie uliczki Los Angeles, a nawet wskakujemy na chwilę w nicość. Fabuła pełna jest mistycznych stworzeń: aniołów, magów, nefrytów, a epickie zakończenie historii stanowi przysłowiową wisienkę na torcie.

Wydaniu książki również nie mam nic do zarzucenia. Dopracowana graficznie i przyciągająca jak magnes wzrok „skrzydełkowa okładka”. Tatuażowe wykończenia stron i rozdziałów oraz świetna robota tłumacza sprawiają, że kontakt z nią to sama przyjemność.

Parafrazując na koniec styl autora, mogę tylko powiedzieć, że jest to kawał cholernie dobrej komedii z mocnym, piekielnym przytupem.

Dla fanów gatunku pozycja obowiązkowa!


Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.

Richard Kadrey „Ponury Piaskun”
Ilość stron: 384
Wyd. Zysk i S-ka
Poznań 2011
* s. 227
Ocena: 6/6

P.S. Nie wiem czy to tylko moje zboczenie, ale jak przeczytałam, że będzie tu o facecie żywcem wciągniętym do piekła, to moim pierwszym skojarzeniem było – DEAN WINCHESTER ;)


poniedziałek, 7 lutego 2011

Stos

Poraz pierwszy w tym roku zrobiło się u mnie naprawdę ciepło. Widząc słońce za oknem nie zastanawiałam się wiele, wziełam torbę i poszłam na miasto. Efektem wyprawy jest poniższy stos. Nowości prosto ze sklepu, biblioteki i od kuriera.



Jill Gregory, Karen Tintori "Księga imion"
Umberto Eco "O bibliotece"
Hilary Norman "Uwięzieni"
Richard Kadrey "Ponury Piaskun"
Jo Nesbø "Pentagram"
Haruki Murakami "Wszystkie boże dzieci tańczą"

niedziela, 6 lutego 2011

Pałac - Chelsea Quinn Yarbro

Pałac jest drugim tomem przygód Hrabiego Saint-Gemain. Tym razem nasz bohater wyrusza do Florencji, która od dawna zachwyca go kulturą i sztuką. Buduje w niej tytułowy pałac, poznaje nowych przyjaciół, załatwia różne interesy, a przede wszystkim wdaje się w romans, który z czasem przysparza mu nie lada kłopotów.

Niestety dla miasta również nadciągają trudne czasy. Śmiertelna choroba księcia Lorenza sprawia, że fanatycy kościoła zaczynają rosnąć w siłę. Hrabia, noszący teraz imię San Germano, po raz kolejny zmuszony jest walczyć o życie swoje i swych przyjaciół.

Książka, podobnie jak jej poprzedniczka, podzielona jest na trzy części, i o ile pierwsza z nich może się dłużyć, o tyle pozostałe wciągają nas w zawrotny wir wydarzeń. Florencję ogarniają dwie wyniszczające ją zarazy: śmiertelna epidemia, wżerającą się w ciała mieszkańców oraz obsesyjna religijność niszcząca ich umysły. Zostają zakazane wszelkie uciechy, a na stosach zaczynają płonąć nie tylko heretyckie dzieła sztuki, ale i ludzie.

Na kartach powieści ponownie odnajdujemy bogaty język literacki, realistyczne opisy XV wiecznych Włoch, a także poznajemy mechanizm, jak za pomocą strachu władać ludzkimi umysłami. Niemalże na własnej skórze doświadczamy ogromnego upadku Florencji, która z miasta namiętności i obsesji staje się ponurym miejscem, w którym już nikt nie może czuć się bezpiecznie.

C. Q. Yarbro bez wątpienia jest mistrzynią opisywania życia i klimatu panującego w minionych epokach. Bogactwo szczegółów i detali dotyczących architektury, ubioru czy też obowiązujących manier jest wprost nieograniczone. Ciągle mam jednak poczucie, że jak na cykl o wampirze niestety trochę za mało w nim wampira. Postać Hrabiego pojawia się na wielu stronach, lecz bardziej przypomina on zwykłego człowieka, który niewiele różni się od nas samych, niż mistyczne i niebezpieczne stworzenie. Jest osobliwie ubrany, roztacza wokół siebie tajemniczy urok, lecz brakuje mu nuty dzikości i podążania za instynktami.

Być może są to tylko moje osobliwe wymagania, spowodowane atakowaniem mnie z każdej strony właśnie takim obrazem wampira, ale sądzę, że gdyby autorka pozwoliła mu na odrobinę szaleństwa i nieobliczalności cykl mógłby znacznie na tym zyskać.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.


Chelsea Quinn Yarbro „Pałac”
Ilość stron: 480
Wyd. Rebis
Poznań 2009
Ocena: 4/6

A teraz trochę prywaty. Jako, że 5 jest moją ulubioną cyfrą postanowiłam nagrodzić małym prezentem mojego 55 obserwatora. Tym samym Deline proszona jest o przysłanie mi na maila swojego adresu pocztowego oraz wybranie jednej z zakładek mojej produkcji.

Niedługo wybije też 555 komentarz więc kolejna osoba ma szansę na małe co nieco.

piątek, 4 lutego 2011

Grota Skarbów - Will Adams

Grota Skarbów jest drugą, wydaną w Polsce, książką Willa Adamsa. Jej główny bohater to Daniel Knox, egiptolog i archeolog zarazem. Jak przystało na kolejną powieść opowiadającą o przygodach naszego bohatera, nie jest on już zupełnie nieznaną postacią, a można nawet powiedzieć, stał się gwiazdą egipskiej archeologii. Odkrycie grobu Aleksandra Wielkiego - które miało miejsce w Szyfrze Aleksandra Wielkiego - pozwoliło mu zdobyć prestiż i szacunek wielu kolegów po fachu.

Akcja powieści nabiera tempa w momencie, kiedy na bazarze w Aleksandrii Daniel przez przypadek odkrywa pokrywę dzbana, która może mieć powiązanie ze zwojami odnalezionymi w Qumaran. Nie jest do końca przekonany o jej prawdziwości, ale nie może o niej zapomnieć i rozpoczyna poszukiwania. Zwraca się z pomocą do swojego przyjaciela Omara Tawfiqua, który jest szefem wydziały Ministerstwa Kultury Egiptu. Gdy odnajduje w bazie danych gromadzonych przez Omara wręcz łudząco podobny obiekt, postanawia sprawdzić wykopaliska, z których może pochodzić wspomniana pokrywa. W tym momencie rozpoczyna się wartka akcja, która trwa nieprzerwanie przez całą książkę.

Jak na dobrą powieść przygodową przystało, odnajdujemy w niej fanatyka religijnego, obsesyjnie wypełniającego misję Pana, przyjaciółkę Daniela – Gaille, która wpada w nie lada tarapaty oraz policjanta ogarniętego korupcją i chęcią wzbogacania się na własną rękę. Jest to tylko parę przykładów, ponieważ wielość postaci oraz wątków nadaje powieści sporej dynamiki.

Konstrukcja książki jest bardzo przyjazna czytelnikowi. Każdy rozdział podzielony jest na podrozdziały, dzięki którym w gładki sposób przemieszczamy się akcją z miejsca na miejsce. Co najważniejsze, rozdziały za każdym razem pozostawiają one po sobie jakąś tajemnicę i emocje, które napędzają naszą ciekawość.

Will Adams napisał powieść, która zapewne spodoba się fanom przygód w stylu Indiany Jones. Świat jest stworzony precyzyjnie, a opisy są bardzo wiarygodne. Nie raz trzeba się zastanowić, co tu właściwie jest prawdą, a co tylko literacką fikcją. Jedynej rzeczy, jakiej brakowało mi w książce to humoru, który zazwyczaj towarzyszy takim przygodą. Były, co prawda momenty uśmiechu wywołane ciętymi ripostami bohaterów, ale to jednak nie to, co mały wątek komediowy, sprytnie wpleciony w całość.

Książka jest przyjemna w czytaniu, a płynność akcji nie nudzi. Nie jest to dzieło w żadnym stopniu przełomowe, ale warto je poznać. Dlatego też, jeśli mamy ochotę odwiedzić Egipt i dowiedzieć się co nieco o heretyckim faraonie Echnatonie, esseńczykach czy też sekcie terapeutów, odkryć parę tajemnic i artefaktów, to zdecydowanie warto zaglądnąć do Groty Skarbów.

Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.



Will Adams „Grota Skarbów”
Ilość stron: 440
Wyd. Albatros
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

środa, 2 lutego 2011

Piękna ZŁAlicja - Rebecca James

Katherine po przeżyciu wielkiej tragedii postanawia zacząć wszystko od początku. Przeprowadza się do ciotki, zmienia szkołę, a nawet nazwisko. Staje się cicha i zamknięta w sobie. W końcu poznaję Alicję. Przebojową dziewczynę z którą powoli zaczyna łączyć ją przyjaźń. Jednak czy aby na pewno? Alicja jest egoistyczną osobą, którą nie zawaha się przed niczym. Co tym razem jest jej celem?

Książka wywołuje w czytelniku burzę emocji. Od ciekawości, smutku po złości i nienawiść. Na jej kartach zmierzamy się z bolesnymi wydarzeniami bohaterów do tego stopnia, że przeżywamy wszystko niemalże osobiście. Jest tu dużo o stracie, poczuciu winy, ale całość przybiera raczej formę sensacyjnego filmu na skutek czego coraz szybciej przewracamy kolejne strony.

Jej kompozycja, łączy ze sobą trzy wymiary czasu: czas, gdy Katie była z siostrą, ten spędzany z Alicją oraz kiedy przebywa ze swoją córką. Są one ze sobą tak skomponowane, że czytelnik bez trudu odnajduje się w tym schemacie i nie ma mowy o jakimś chaosie czy zgubieniu.

Nasza ciekawość jest stale podsycana poprzez wspomniane lawirowanie między czasem wydarzeń, oraz to, że praktycznie do samego końca nie wiemy co właściwie się stało. Rebecca James non stop częstuje nas fragmentami różnych zdarzeń, które dopiero w przedostatniej scenie układają się w logiczna całość.

Musze też przyznać, że już dawno czarny charakter nie wzbudził we mnie takiej niechęci. Alicja jest postacią, która potrafi zapanować nad ludzkimi umysłami i tym co robią. Jej bezduszność i wyrachowanie sprawiały, że momentami miałam ochotę zdzielić ją po twarzy. Z długiej strony ciągle się dziwiłam jak Katherie może być aż tak ślepa i znosić to zachowanie, a nawet tłumaczyć sobie, że to jej wina.

Przyznam się, że czytając o tym jaką sensacją wydawniczą okazała się ta książka nie zaufałam tej opinii i nie nastawiałam się na zbyt wiele. Mile się jednak zaskoczyłam. Nie jest to głęboka literatura, zmieniające ludzkie życia, ale kawałek naprawdę dobrze napisanej powieści.

Nie wiem do jakiego gatunku zaklasyfikować tę książkę. Oddziałuje ona na nas na tak wielu płaszczyznach, że zamykanie jej w jakieś szufladzie wydaje mi się mijać się z celem.

Zresztą przeczytajcie i oceńcie sami. Według mnie naprawdę warto.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa


Rebecca James „Piękna ZŁAlicja”
Ilość stron: 344
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

wtorek, 1 lutego 2011

Oczy Smoka - Stephen King

Życie w królestwie Delain biegło spokojnie własnym, niezmąconym trybem. Król Roland, choć daleki od wzoru władcy idealnego, starał się rządzić krajem najlepiej jak potrafił. Był oddany żonie Sashy oraz dwójce synów Peter’owi i Thomas’owii. Niestety układ ten nie podobał się królewskiemu czarnoksiężnikowi Flagg’owi. Knując i spiskując przez lata doprowadza on do wielu tragedii, aż w końcu ginie i sam król. O zbrodnię zostaje posądzony najstarszy syn władcy Peter. Od tej pory wszystko ulega zmianie, a życie w królestwie przemienia się w koszmar.

Tym, co od razu przykuwa uwagę czytelnika jest nietypowa forma literacka. „Oczy smoka” zostały stworzone na kształt opowiadania, które w niecodzienny sposób przenosi nas do dalekiej i nieznanej krainy. Już pierwsze zdanie, rozpoczynające się od zwrotu: Dawno, dawno temu, wywołuje skojarzenia z baśnią i historiami, jakich wysłuchiwało się w dzieciństwie. Wszystko to sprawia, że bezwiednie zapadamy się w fotel dając się ponieść literackiej fantazji.

Trzeba jednak zaznaczyć, że choć odnajdujemy tutaj charakterystyczne cechy stylu Stephena Kinga: postacie rozbudowane od strony psychologicznej czy bogato zobrazowany świat przedstawiony, jest to książka bardzo odbiegająca od jego klasycznej twórczości i nie można jej oceniać przez pryzmat jego pozostałych dokonań.

Nie jest to powieść grozy ani typowe fantasy. Trzon historii stanowi w zasadzie walka dobra ze złem oraz wszechwiedzący narrator, a tym, co najbardziej przypadło mi do gustu jest jego luźna forma wypowiedzi. Opowiada on historię nie stroniąc od osobistych uwag, rozmyślań czy wybiegów czasowych przez co książka zyskuje na swobodzie wyrazu i staje idealnym przykładem tego, jak proza może ożywać w naszych rękach.

I choć jestem świadoma, że od Stephena King’a można wymagać znacznie więcej, to koło tej książki nie można przejść obojętnie. Jest ona jego osobliwym dziełem, ale to wcale nie oznacza, że najgorszym.


Książkę recenzowałam dla serwisu Kostnica.


Stephen King „Oczy smoka”
Ilość stron: 400
Wyd. Albatros
Poznań 2010
Ocena: 4/6