piątek, 29 kwietnia 2011

Stos

 

od serwisu Sztukateria:

Barbara KosmowskaSamotni.pl
Sherryl WoodsŚwiatła portu
Kay LangdaleZamknięte ogrody

od wydawnictwa Novae Res:

Barbara SmalCzterdziestka to nie grzech

od wydawnictwa Kojro:

Risto IsomäkiLIT-6
Matti Yrjänä JoensuuHarjunpää i kapłan zła

od serwisu Kostnica:

Agnieszka FibichRequiem dla tancerki
Marcin WrońskiA na imię jej będzie Aniela

z wymiany u Sabinki:

Marek KrajewskiWidma w mieście Breslau
Alex KavaŁowca dusz

z konkursu u Tajemnicy33:

Joanna JodełkaGrzechotka


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~

 zakup własny:

Richard Paul EvansStokrotki w śniegu
Richard Paul Evans  “Szukając Noel
Małgorzata i Edward GardasiewiczowieOpowieści Druida
Iwona BanachChwast
Piotr RogożaRock’n’roll, bejbi!”
Mariusz MaślankaNa imię mam Jestem
Mariusz MaślankaJutro będzie lepiej
Emily GriffinSiedem lat później
Emily GriffinSto dni po ślubie
Emily GriffinDziecioodporna
Emily GriffinCoś niebieskiego
Emily GriffinCoś pożyczonego"

oraz trochę Selkarowych gadżetów z sówką.


I jako, że na długi weekend znikam, to chciałam życzyć Wam wszystkim: udanego, słonecznego wypoczynku. Ciekawych lektur i mnóstwa lenistwa. Do zobaczenia w maju :)

O książkach i czytaniu - premiera!

Miłośnicy książek zrzeszeni na Facebooku uczcili Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich wydając zbiór cytatów o książkach i czytaniu. To pionierska akcja zainicjowana przez Wydawnictwo Bezkartek.pl Self-Publishing oraz grupę Książki Moja Miłość.

  
E-book jest uwieńczeniem wspólnej pracy wielu wspaniałych osób, które od 12 do 17 kwietnia 2011 roku dzieliły się  zebranymi cytatami na forum wydarzenia, stworzonego na portalu społecznościowym Facebook. Wynikiem akcji jest e-book pod tytułem "O książkach i czytaniu. Zbiór cytatów" wydany przez Bezkartek.pl Self-Publishing.
 

E-book można pobierać za darmo ze strony wydawnictwa. 
>>  K L I K <<


To nie pierwszy tego typu projekt autorstwa Bezkartek, ponieważ wydawnictwo intensywnie promuje czytelnictwo organizując wiele akcji rozpowszechniających czytanie książek w formie zarówno elektronicznej jak i tradycyjnej.



Warto sięgnąć po niniejszą publikację, ponieważ zawiera cały wachlarz pięknych cytatów, które czyta się z wielką przyjemnością. Publikacja powinna spodobać się wszystkim, którzy  z pasją oddają się czytaniu. Natomiast tym, którzy czytać nie lubią, mogę jedynie zacytować słowa J.A. Kamieńskiego "Kto ksiąg nie miłuje, ten nie miłuje mądrości, a kto nie miłuje mądrości tępieje". Zalecam daleko idącą interpretację - komentuje Katarzyna Cymbalista-Hajib z wydawnictwa Bezkartek.pl Self-Publishing.

Polecam wszystkim i zachęcam do ściągania!

czwartek, 28 kwietnia 2011

Nie ufaj nikomu - Gregg Hurwitz

Gregg Hurwitz jest twórcą powieści sensacyjnych, komiksów i scenariuszy do popularnych programów telewizyjnych. W swoim pisarskim dorobku posiada już cztery komiksy oraz dziesięć książek, których większość nominowana była do wielu prestiżowych nagród literackich. Nie ufaj nikomu, to jego najnowsze dzieło, zabierające czytelnika w mroczny świat rządowych spisków, gdzie każdy ma coś na sumieniu. 

Nick Horrigan miał siedemnaście lat, kiedy na skutek jego nieprzemyślanej decyzji, zginął jego ojczym Frank. Wyrzuty sumienia i tysiące pytań kłębią się w jego głowie do dnia, kiedy to oddział Secret Service wpada mu do mieszkania. Zaciągnięty siłą do helikoptera, dowiaduje się, że leci do pobliskiej elektrowni jądrowej, gdzie ma się spotkać z zamachowcem, który zgodził się rozmawiać tylko z nim. Terrorystą okazuje się być znajomym Franka, który ma dla jego potomka ważne informacje. Nick otrzymuje klucz do skrytki i pouczenie by nikomu nie ufać. Resztę informacji zagłusza odgłos wybuchu, z którego cało udaje się wyjść tylko jemu. Chcąc się dowiedzieć do czego służy zagadkowy klucz, zaczyna drążyć sprawę, która zaprowadzi go dalej niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać.

Książa napisana jest prostym, dynamicznym stylem, ale sam jej początek może się trochę dłużyć. Wiemy, że coś się wydarzyło, jednak nie do końca jesteśmy przekonani co. Nick wydaje się być stuprocentowo pewny swojej teorii spiskowej, ale czytelnik ma wątpliwości, czy aby nie są to tylko wymysły paranoika. Autor bardzo powoli dawkuje nam informacje i małymi krokami wprowadza w coraz bardziej skomplikowany świat zbrodni i oszustw, pozwalając by odbiorca sam wyrobił sobie o nim zdanie.

Książka ta, jak żadna inna którą do tej pory czytałam, naszpikowana jest niespodziewanymi zwrotami akcji. Przy czym największą ich ilość standardowo odnajdziemy pod koniec całej historii. Co rusz cofamy się fabułą do młodzieńczych lat Nicka, poznając w ten sposób zdarzenia mające wpływ na współczesne losy bohaterów, a następnie wracamy do teraźniejszości i kompletujemy części układanki w logiczną całość.

Nick jest tu ukazany jako bardzo złożona postać. Gdzieś głęboko w środku, zdaje się być wiecznie przestraszonym dzieckiem nie mogącym wybaczyć sobie grzechów przeszłości. Na co dzień kiepsko radzi sobie, z wciąż żywymi, uczuciami do byłej dziewczyny, a jednak jakimś cudem udaje mu się prowadzić własne śledztwo. Nie boi się narażać dla dobra innych ludzi oraz uparcie dąży do celu. Jego świetnym uzupełnieniem staje się Homer, miejscowy kloszard, a jednocześnie przyjaciel Nicka. Równie nieprzewidywalny i pełen tajemnic jak on sam. Trzeba przyznać, że jak na powieść sensacyjną, tworzą razem dość nietypowy duet.

Z innych, miło zakasujących w książce rzeczy, można by wymienić dziwny nawyk Nicka, polegający na ssaniu torebek herbaty, a także bliskie memu sercu nawiązywanie do jednej z moich ulubionych bajek, czyli Zwariowanych Melodii. Serii kreskówek z Królikiem Bugsem i jego drużyną, przy których nasz bohater stara się złapać chwilę oddechu. Te dwa motywy są tutaj ujęte w taki sposób, że co by się nie działo,  Nick i tak wzbudza w nas masę sympatii.

Słowami podsumowania muszę przyznać, że choć historii o politycznych machlojkach było już co nie miara, to Nie ufaj nikomu wypada całkiem świeżo i oryginalnie. Przyjemnie się ją czyta, trzyma w napięciu. A przecież właśnie o to chodzi...


 Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.


Gregg Hurwitz „Nie ufaj nikomu”
Ilość stron: 400
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

środa, 27 kwietnia 2011

Książka na majówkę

Właśnie dotarła! Mimo przemęczenia listonosza, który powoli zaczyna obawiać się ilości przesyłek do mnie przychodzących, mam swoją majówkową paczuchę. Oto relacja na żywo, z jeszcze ciepłą kopertą w ręce :)

Jak pewnie zdążyliście zauważyć, czytam ogromne ilości literatury z  "deszczykiem", a mimo to z twórczością państwa Kava i Krajewski zapoznać się do tej pory okazji nie było. Dlatego jestem bardzo wdzięczna Maknecie za umożliwienie zmiany tego stanu rzeczy. Z książkowych dodatków, to czekolady pewnie majówki nie doczekają, podobnie jak kawa - co by nie mówić moja ulubiona, a otrzymana zakładka jest idealnym uzupełnieniem mojej sporej kolekcji :)

Drodzy czytelnicy, widok ogólny: 


oraz zbliżenie na detale:



W tym miejscu chciałam bardzo dziękować zarówno Maknecie za prezent "Dziękuję i ściskam mocno", jak i Sabince za zorganizowanie wymiany "Dziękuję kochana!".

Już nie mogę doczekać się kolejnych akcji :)

wtorek, 26 kwietnia 2011

Harjunpää i kapłan zła - Matti Yrjänä Joensuu

Matti Yrjänä Joensuu jest pisarzem fińskiego pochodzenia, specjalizującym się w tworzeniu powieści kryminalnych. Dzięki temu, że na co dzień pracuje jako policjach, w jego powieściach odnaleźć można wiele oryginalnych rozwiązań śledczych, jak i niestandardowe kreacje samych bohaterów.

Główną zaletą tej książki jest to, że przedstawia ona nie tylko historię policyjnego dochodzenia, ale też obraz społeczeństwa i tkwiących w nim patologii. Jest to właściwie portret kilku osób z różnych środowisk, których losy łączy ze sobą popełniona zbrodnia. Mamy tutaj młodego chłopaka o imieniu Matti, który staje się ofiarą szkolnych rzezimieszków. Otyłą dziewczynę Leene, nieakceptowaną przez otoczenie z powodu swojej wagi. Pisarza Mikko, pochodzącego z dysfunkcyjnej rodziny i cierpiącego na brak weny twórczej oraz przede wszystkim Tima Harjunpää, nadkonstabla w wydziału kryminalnego, odpowiedzialnego za prowadzone śledztwo i dziwnego kapłana, a w zasadzie religijnego fanatyka, mieszkającego w podziemnych korytarzach.

Harjunpää i kapłan zła opowiada o dziwnych wypadkach mających miejsce w Helsińskim metrze. Młody mężczyzna wpada pod pociągi, lecz nie jak to zwykle bywa pod jego lokomotywę, a między wagony. Sprawa wygląda jakby chciał popełnić samobójstwo, ale ten drobny szczegół nie daje policji spokoju. Winnym tego zamieszania jest kapłan zła. Ukazany tu właściwe jak postać z innego wymiaru. Obdarzony dziwnymi mocami, mający wizje i spełniający wyznaczane mu zadania przez tajemniczą Macierz. 

W książce właściwie od samego początku wiadomo kto zabija, ale nie znamy jego imienia ani historii życia. Skąd się wziął, czy policji uda się go schwytać, a może osiągnie on swój cel?  To właściwe pytania w powieści, którą trzeba przyznać, czyta się tak, jak jakby oglądało się film sensacyjny. Szybkie zmiany scen, krótkie ujęcia, istotność detalu i wielowątkowość. Każdy z bohaterów to jednostka pełna wątpliwości, problemów i desperacji. Autor tworzy tu jak gdyby psychologiczne studium indywidualnego przypadku. Pokazuje do czego może doprowadzić samotność i brak pewności siebie. Ostrzega przed zgubną wiarą w samozwańczych zbawicieli. A także daje do zrozumienia, że wszystko tak naprawdę zależy tylko od nas samych.

Wielopłaszczyznowość tej powieści czyni ją czymś nowym i oryginalnym wśród setek pozycji literatury skandynawskiej. Nie bez znaczenia jest także przewrotne zakończenie książki, dające w pewien sposób kapłanowi to, czego tak bardzo pragnął.

Fanom Skandynawii, psychologii i po prostu dobrej lektury, serdecznie polecam.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Kojro, za co bardzo dziękuję.


Matti Yrjänä Joensuu „Harjunpää i kapłan zła”
Ilość stron: 320
Wyd. Kojro
Warszawa 2005
Ocena: 5/6

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Krzyk w niebiosa - Anne Rice

Anne Rice znana jest światu głównie za sprawą Kroniki Wampirów, cyklu cenionego przez czytelników już od ponad dwudziestu lat. Krzyk w niebiosa to jedna z pierwszych książek autorki, poruszająca dość kontrowersyjną tematykę kastratów, niegdyś licznie występujących na scenach europejskich oper.

Ta niezwykła powieść, osadzona w XVIII wiecznych Włoszech, ukazuje nam losy dwóch mężczyzn: Tonia - młodego patrycjusza z rodu Treschich, dość niesfornego lecz obdarzonego doskonałym głosem oraz Guida Maffeo - kastrata dawniej świecącego wokalne tryumfy, a obecnie pełniącego rolę nauczyciela śpiewu w neapolitańskim konserwatorium. Ich drogi krzyżują się ze sobą, kiedy Tonio pada ofiarą intrygi, uknutej przez członka swojego rodu. Zwabiony przez oszusta w pułapkę, staje się kastratem i trafia pod opiekę Guida. Wypędzony z miasta, obdarty z godności oraz marzeń chłopak, poprzysięga zemstę na winowajcy.

Kastraci przez lata fascynowali i zadziwiali słuchaczy swoim głosem. Wychowywani w surowej dyscyplinie, przymuszani do nauki nut i emisji dźwięku, istnieli tylko dla śpiewu. A kiedy los pozbawiał ich tej możliwości, nierzadko targali się na swe życie. Traktowano ich jak istoty innego gatunku, podchodzono do nich z szacunkiem ale i sporą rezerwą. Podobny los, spotkał też Tonia. Niegdyś był on weneckim księciem przed którym życie stało otworem, a teraz stał się źródłem niepokoju i obiektem żartów przy którym inni czuli się nieswojo.

Przy pomocy tej książki możemy zajrzeć za kulisy tamtego świata, poznać jego jasne i ciemne strony oraz dowiedzieć się, jak to naprawdę wyglądało. A wszystko dzięki Anne Rice, która pisząc swoją historię nie stroniła od wnikliwych studiów historycznych. Badała zagadnienia z dziedziny muzyki i sztuki ówczesnego Neapolu, a także medycznych i anatomicznych szczegółów życia kastrata. W efekcie czego powieść ta, to swoiste kompendium wiedzy na ich temat, a przede wszystkim opis wewnętrznej walki artysty z samym sobą.

W Krzyku w niebiosa znajdziemy wszystko to, z czego twórczość pisarki słynie. Klimat z nutą nostalgii, pokoleniową intrygę, sporą dawkę erotyzmu, a przede wszystkim charakterystyczny warsztat literacki. Barwnych opisów architektury, ubiorów czy nawet dźwięków muzyki, jest tu bowiem bez liku. Nie mniej trzeba zaznaczyć, że jeżeli komuś myśl przewodnia książki nie jest wyjątkowo bliska, to zarówno ilość szczegółów, jak i opisów może go lekko przytłoczyć. Podobnie jest z samą tematyką, zdającą się być przeznaczoną dla dość wąskiego grona odbiorców. Tempo akcji oraz jej różnorodność nie są też zbyt wartkie i urozmaicone, ale w tym przypadku myślę, że właśnie za to miłośnicy autorki cenią ją najbardziej.

Książkę polecam w szczególności fanom epoki, muzyki i poetyki Anne Rice. Jestem pewna że niejedna wrażliwa dusza przeżyje dzięki niej wiele niezapomnianych wrażeń. Ale także ci, którzy stylu pani Rice jeszcze nie poznali, bądź nie są do końca do niego przekonani, również powinni znaleźć w niej coś dla siebie.   

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu: Kostnica.


Anne Rice „Krzyk w niebiosa”
Ilość stron: 536
Wyd. Rebis
Poznań 2011
Ocena: 4/6

czwartek, 21 kwietnia 2011

Mila księżycowego światła - Dennis Lehane

Rzadko się zdarza, aby powieść kryminalna nosiła tak zagadkowy tytuł, jak dzieło Dennisa Lehane. Mila księżycowego światła, mimo skojarzeń ze sferą bajek nie zabiera nas do krainy czarów, lecz do świata zbuntowanej nastolatki Amandy McCready. Dziewczyny, która została porwana, gdy miała niespełna cztery lata, a teraz, gdy ma ich szesnaście znika ponownie.

Zaniepokojona jej ucieczką ciotka Beatrice prosi o pomoc detektywa Patricka Kenzie. Tego samego, który dwanaście lat wcześniej pomógł jej odnaleźć Amandę. Tamta sprawa spowodowała, że zwątpił on w słuszność swoich decyzji, a pytanie: co jest ważniejsze?  Działanie zgodne z prawem, czy zdrowym rozsądkiem? Pojawia się w jego głowie po dziś dzień. Czy w tamtym przypadku rzeczywiście postąpił tak jak należało? Kolejna sprawa z tą samą dziewczyną, rozdrapuje rany z przeszłości i staje się dla niego jeszcze większym wyzwaniem.

Przyglądając się sylwetce autora za pomocą licznych stron internetowych nie trudno zauważyć, że jest on powszechnie lubianym i cenionym pisarzem. W moim przypadku Mila księżycowego światła to dopiero pierwsza okazja do spotkania z Dennisem Lehane, ale na jej podstawie już zdążyłam się przekonać, że słowa zachwytu pod jego adresem nie są wcale przesadzone.

Patrick Kenzie pracuje dorywczo jako prywatny detektyw dla dużej firmy Dunhamel-Standiford i nie czuje się w tej roli zbyt komfortowo. Ochrona bogaczy i wpędzanie za kratki ludzi chcących im zaszkodzić, to zdecydowanie nie to o czym marzył. Z każdym kolejnym dniem zmęczenie i frustracja coraz bardziej dają o sobie znać, a wewnętrzna walka z samym sobą powoli sięga zenitu. Tak właśnie wygląda pierwsza, zawodowa twarz Patricka. Drugie oblicze, to obraz kochającego ojca i męża, który dla rodziny jest w stanie poświęcić wszystko, również własne przekonania. Połączenie zawodowej determinacji i rodzinnej mobilizacji czynią z niego postać niezwykle skuteczną w swoich działaniach.
           
Prócz ciekawej kreacji głównego bohatera, w książce uwagę przykuwa również Bubba. Ni to gangster, ni to dobry przyjaciela rodziny Kenzie’ch, którego córka Patricka nazywa wujkiem Bubbą. Wujaszek ten, nie jest jednak tak sympatycznym gościem, jak mogło by się wydawać. Jeżeli ktoś nadepnie mu na przysłowiowy odcisk, to nie zawaha się ani na sekundę by wpakować w niego cały magazynek z pistoletu. Mimo zamiłowania do sprawiania bólu i niewątpliwej porywczości, to właśnie jemu Patrick ufa najbardziej.

Sam pomysł na historię może szczególnie innowacyjny nie jest, ale jego wykonaniu nie mam nic do zarzucenia. Lehane posiada dar do tworzenia plastycznych opisów rzeczywistości i w pełni go wykorzystuje. Czytelnik bez trudu może wyobrazić sobie scenerię poszczególnych wydarzeń jak i wygląd samych bohaterów. Nic dziwnego, że blisko połowa jego powieści została już zekranizowana..

W Mili księżycowego światła nic nie jest takie jak się wydaje, a każdy trop ma drugie dno. Przewrotność akcji i szereg barwnych postaci, nie pozwala czytelnikowi się nudzić ani na chwilę. Jeżeli dodamy tego żywe dialogi, inteligentne riposty oraz spora dozę humoru. Otrzymamy rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie. Taka jest właśnie najnowsza powieść Dennisa Lehane. Błyskotliwa, trzymająca w napięciu i skrywająca niejedną tajemnicę. Czy znajdą się odważni gotowi na ich odkrycie?

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu: Kostnica.


Dennis Lehane „Mila księżycowego światła”
Ilość stron: 280
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

wtorek, 19 kwietnia 2011

W bagnie - Arnaldur Indriðason

Arnaldur Indriðason obecnie uważany jest za jednego z najpoczytniejszych autorów islandzkiego pochodzenia. Z wykształcenia historyk, z zawodu dziennikarz i krytyk filmowy. W latach 2002/2003 laureat Szklanego Klucza – nagrody literackiej dla najlepszej skandynawskiej powieści kryminalnej. W bagnie to pierwsza książka autora przetłumaczona na język polski.

Ciało starszego mężczyzny znalezione zostaje w należącym do niego mieszkaniu. Najprawdopodobniej został on zamordowany, lecz brak jest jakichkolwiek świadków. Przypuszczalnym narzędziem zbrodni staje się popielniczka, a dowodem udziału osób trzecich dziwna wiadomość zostawiona na kartce papieru. Sprawę prowadzi komisarz Ernerdur Sveinsson. Policjant w średnim wieku, mający tyle samo zmartwień w życiu zawodowym co osobistym.

W toku dochodzenia udaje się ustalić, że ofiarą jest niejaki Holberg, kierowca ciężarówki, postać wyjątkowo mało sympatyczna, za to mająca bardzo wiele na sumieniu. Co wiąże go z gwałtem na młodej kobiecie, śmiercią małej dziewczynki i zaginięciem kolegi sprzed lat?  Jaka jest w tym wina policji i co ma to wspólnego ze starym zdjęciem grobu?

W książce mamy do czynienia ze zbrodnią związaną z grzechami przeszłości i nie ma co ukrywać: kryminalna literatura zawsze opiera się na tych samych założeniach. Jest ofiara, nie ma winnego, ale za to pojawia się mnóstwo pytań. Można też powiedzieć, że w temacie tym nie da się wprowadzić już nic, co by zadziwiało i dostarczało czytelnikowi nowych emocji. A jednak istnieje rzecz, która to wszystko zmienia i jest nią powieści Arnaldura Indriðasona.

Każdy element tu zaskakuje. Od wielowątkowej zbrodni po samo zakończenie historii. Nic nie jest tu proste, nic się dobrze nie kończy. Niby ostatecznie sprawa zostaje rozwiązana, a tak nie ma komu gratulować. Wszystko jest tu szemrane i na swój sposób brudne. Każda postać tonie w jakimś bagnie, czy to uzależnienia, zbrodni czy niedopowiedzenia. Nawet wśród policjantów znajdują się typy spod ciemnej gwiazdy - opryskliwi, niewarci zaufania, aroganccy. I to właśnie ten klimat czyni książkę wyjątkową. Islandia została tu ukazana jako kraj mroczny i złowrogi. Każdy wydaje się być podejrzany, każdy z mieszkańców coś ukrywa.

Może zbrodnia sama w sobie szczególnie porywająca tu nie jest, ale i tak nie zmienia to faktu, że powieść czyta się naprawdę świetnie. Nawet główny bohater, Erlendur nie jest do końca pozytywną osobą. Rozwodnik będący w ciągłym konflikcie z byłą żoną. Ojciec dwójki dzieci: narkomanki Evy Lind oraz alkoholika Sindriego Snaera. Sam nie stroniący od butelki.

Po powieści skandynawskie sięgamy zazwyczaj zafascynowani ich szorstkością i surowością. Szukamy czegoś nowego, dzikiego, nieznanego. W bagnie odnajdziemy to wszystko podane ze zdwojoną siłą. Jest to zarówno mroczna,  zapadająca w pamięć historia zbrodni, jak i wnikliwa analiza ludzkiej mentalności. Dla wszystkich czytelników rzecz naprawdę warta poznania.


Arnaldur Indriðason „W bagnie”
Ilość stron: 304
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2009
Ocena: 6/6

piątek, 15 kwietnia 2011

Pies, który uratował mi życie - Isabel George

Mówi się, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Wierzymy w jego oddanie, mamy za wiernego towarzysza i walecznego obrońcę. Książka Isabel George, to historia opowiadająca o pięciu zwierzakach, które swoją postawą i zachowaniem udowodniły, że w tym starym powiedzeniu kryje się bardzo wiele prawdy.

Przedstawione tu czworonogi, dzięki swojej pracy ocaliły steki ludzi na całym świecie. Gander uratował siedem osób łapiąc spadający granat. Bonnie pomagała rozminować obszar Bośni. Judy broniła jeńców w Indonezyjskich obozach. Cezar sprawdzał z żołnierzami niebezpieczne tereny Wietnamu, a Rat był niepowtarzalnym kompanem każdego patrolu. I chociaż nie wszystkie historie mają szczęśliwe zakończenie, to z każdej z nich bije nadzieja i ogromna wdzięczność dla podopiecznych ze strony ich opiekunów.

W książce zaskakuje jednak nie tylko psia odwaga. To na ile żołnierze byli w stanie poświęcić się dla swoich niezwykłych przyjaciół jest równie godne uznania. Oddawanie im porcji żywności, szmuglowanie w transporcie, a nawet bezpośrednie stawanie w obronie, to tylko niektóre przykłady ich postaw. I nie chodzi tu wyłącznie o właścicieli danych psów, ale o całe oddziały wojska. Zwierzak były dla nich nie tylko „wyposażeniem” danej misji, lecz także towarzyszem zabaw, powiernikiem i co najważniejsze namiastką domowego ciepła. Na obcym terenie, gdzie z każdej strony może czaić się wróg, psy i ludzie nauczyli się żyć jak równy z równym i bezgranicznie sobie ufać.

Pies, który uratował mi życie to zderzenie dwóch światów. Z jednej strony świata zwierząt, które mimo pełnienia ważnej roli w wojennej taktyce, nadal były zwykłymi, beztroskimi czworonogami lubiącymi się bawić. A z drugiej świata ludzi, a właściwie młodych chłopców, których wojna wyrwała z matczynych objęć i wysłała do dalekiego, wrogiego kraju.

Odwaga i poświęcenie zwierząt na wojnie, znalazło w ludzkich oczach uznanie dzięki czemu powstał Medal Dickina. Odznaczenie dla psów, które wykazały się niezwykłym męstwem na polach bitew. Niestety, nagrodzono nim zaledwie dwudziestu sześciu czworonogów, a bohaterów, którzy na nie zasłużyli jest znacznie więcej. Żołnierze jednak nie zapominają. Sami dbają aby pamięć o ich wiernych pomocnikach nigdy nie zaginęła. Dlatego powstają książki takie jak ta - małe formatem, ale wielkie przesłaniem, świadectwa psiego poświęcenia.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Hachette, za co bardzo dziękuję.


Isabel George „Pies, który uratował mi życie”
Ilość stron: 240
Wyd. Hachette
Warszawa 2010
Ocena: 4/6

czwartek, 14 kwietnia 2011

Sekundę za późno - William R. Forstchen

Wyobraź sobie, że jest ciepły letni dzień, a ty mkniesz autostradą swoim nowiutkim samochodem. Nagle auto się zatrzymuje, a radio przestaje nadawać. Myślisz sobie – kurcze, co jest grane? Poirytowany rozglądasz się dookoła i budzi się w tobie pytanie – dlaczego wszyscy inni też stoją?

John Matherson jest wykładowcą historii na uniwersytecie w Black Mountain, małym miasteczku w Północnej Karolinie. Wcześniej pracował dla Army Wall College, gdzie prowadził zajęcia z taktyki wojennej. Za osiągnięcia w tej dziedzinie, miał nawet otrzymać swoją pierwszą generalską gwiazdkę. Niestety, nagła choroba żony zmusiła go do przeprowadzki do Black Mountain. Teraz, cztery lata po jej śmierci, John mieszka w tym malowniczym miejscu wraz z dwiema córkami: szesnastoletnią Elizabeth i Jennifer, która właśnie ma obchodzić swoje dwunaste urodziny.

Kiedy w trakcie przygotowań do urodzinowego przyjęcia przestaje grać muzyka, a telefon się wyłącza, wszyscy sądzą, że to tylko chwilowa awaria. Kilka godzin później dostrzegają, że na autostradzie międzystanowej setki samochodów po prostu się zatrzymały. Od tego momentu sytuacja zaczyna wydawać się coraz dziwniejsza. Dlaczego nie słychać wycia policyjnych syren? Na niebie nie ma ani jednego samolotu, a z oddali widać unoszący się dym? Wygląda jakby cały świat nagle się zatrzymał. Ale czy jest to w ogóle możliwe?

Książka Williama Forstchena poraża realnością i prawdopodobieństwem zdarzeń. Jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nagle wszystkie urządzenia elektryczne przestały działać? Nie ma radia, telefonów, transportu. Nie można nigdzie wyjechać, a dostawy żywności i leków zostają wstrzymane. Chorzy zaczynają umierać, zdrowi zaczynają chorować. W społeczeństwie szerzy się panika i dezorientacja.

Właśnie taki obraz świata ukazuje nam powieść Sekundę za późno. Jest to literatura, która choć dziś jest fikcją, to jutro może stać się faktem. Wszystko co opisuje autor, jest szczerą prawdą. Impuls elektromagnetyczny (EMP) istnieje naprawdę, a my jesteśmy całkowicie zależni od bieżących dostaw prądu. Ogrzewamy nim domy, przygotowujemy posiłki, komunikujemy się, a nawet - jeśli weźmiemy pod uwagę rozruszniki serca - żyjemy. Odcięcie energii elektrycznej, to katastrofa sama w sobie. Z tego powodu Sekundę za późno to apokalipsa podana w najczystszej postaci. Bez ekscentryzmu, ataku obcych, dziwnych maszyn, bakterii i wirusów. Prosty pomysł - maksymalny efekt.

Książkę czyta się błyskawicznie i nie sposób się od niej oderwać. Autor, który sam z wykształcenia jest historykiem wojskowości i technologii, nie tylko w sposób jasny oraz zrozumiały prezentuje nam taktyczne podejście do tematu, ale udowadnia też, że jest świetnym behawiorystą. Zachowania ludzi, ich reakcje, uczucia są przedstawione w sposób niezwykle obrazowy i emocjonalny.

Napięcie w powieści budowane jest powoli, ale konsekwentnie. Początkowe rozdziały w żaden sposób nie przygotowują nas na to, co nastąpi kawałek dalej. Tymczasem, mniej więcej od setnej strony, wpadamy w zwariowany wir wydarzeń, który towarzyszy czytelnikowi do samego końca powieści. Ogrom kataklizmu i jego konsekwencji jest zatrważający. W sytuacji zagrożenia można zapomnieć o społecznej solidarności czy współczuciu. Rozpoczyna się walka o przetrwanie, które niewielkim stopniu zależy od nas samych. Ta historia mrozi krew w żyłach i naprawdę skłania do refleksji.

Sadzę, że Sekundę za późno jest powieścią idealnie umiejscowioną w czasie i przestrzeni. Rozwój technologii, modernizacja życia i ciągły proces urbanizacji, uzależniają nas od zdobyczy XXI wieku. Kiedy pewnego dnia, ktoś nagle nas ich pozbawi, na ratunek będzie już za późno. Ta książka to ostrzeżenie, bo „to nie jest kwestią tego, czy to się stanie, tylko kiedy to się stanie”.*


Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu:


William R. Forstchen „Sekundę za późno”
Ilość stron: 466
Wyd. Bullet Books
Warszawa 2011
Ocena 6/6
* s.12

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich z Bezkartek Self-Publishing

Zbliża się Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich – doroczne święto organizowane przez UNESCO w celu promocji czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich.
Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich obchodzony jest 23 kwietnia.


Z tej okazji Bezkartek Self-Publishing wraz ze społecznością Ksiązki Moja Miłość zrzeszającą na Facebooku ludzi kochających książki, przygotowali wspólną akcję, której celem jest zebranie cytatów traktujących o książkach, e-bookach i czytaniu. Kordynatorem akcji ze strony Bezkartek jest Katarzyna Cymbalista – Hajib, natomiast grupę Książki Moja Miłość reprezentuje Agata Wiśniewska i z tymi osobami należy kontaktowac się w sprawie akcji i jej promocji.

Zgłaszanie cytatów trwa do 17 kwietnia włącznie. Następnie z przesłanych tekstów zostanie złożony e-book, który bezpłatnie będzie rozpowszechniać wydawnictwo Bezkartek Self–Publishing.

Cytaty zbieramy w dwóch miejscach:

Zapraszamy do wzięcia udziału w akcji i przesyłanie ulubionych cytatów.

środa, 13 kwietnia 2011

Trucicielka - Éric-Emmanuel Schmitt

Trucicielka to najnowsze dzieło Érica-Emmanuela Schmitta, jednego z najpopularniejszych pisarzy francuskiego pochodzenia. Jest to zbiór czterech, pozornie różnych historii, które łączy jeden wspólny element.

***

W pierwszym opowiadaniu, czyli tytułowej Trucicielce, poznajemy Marie Maurestier. Siedemdziesięcioletnią kobietę, która dwadzieścia lat temu stanęła przed sądem podejrzana o otrucie swoich trzech mężów. Sędzia ostatecznie sprawę umorzył, ale wątpliwości i domysły pozostały do dziś. Kiedy do miasteczka przybywa nowy proboszcz, Marie zaczyna snuć wobec niego konkretne zamiary. Jaki los czeka księdza i czy Marie rzeczywiście jest winna zarzucanych jej czynów?

Powrót to historia Grega - marynarza, który pewnego dnia otrzymuje telegram informujący, że jedna z jego córek nie żyje. Pozostaje jednak pytanie: która? Grace, Joan, Kate, a może Betty? Wiadomość nie zawiera żadnego imienia, a łączność z lądem jest zerwana. Nim statek dopłynie do portu, Greg przez kilka dni zostaje sam ze swoimi myślami. Wówczas dociera do niego ogrom jego własnej obojętności. Mężczyzna nie kocha każdej córki równie mocno. Nie wie kim one tak naprawdę są ani jakie są ich marzenia. Czy los da mu szansę by naprawić błędy, a może jest już za późno?

Koncert Pamięci anioła to opowieść o zazdrości, chęci bycia najlepszym i dokonywaniu złych wyborów. Chris i Alex to dwójka wybitnych muzyków. Niestety, podczas jednego z koncertów skrzypek Alex okazuje się być lepszy od pianisty Chrisa. Rozdrażniony tym faktem Chris w trakcie sportowej rywalizacji podejmuje złą decyzję. Konsekwencje tego zdarzenia przypieczętowują nie tylko jego los, ale i okazują się być niezwykle przewrotne.

Elizejska miłość – Catherine jest zawiedziona wyglądem swojego życia i małżeństwa. Ma dość kolejnych zdrad męża, jego dziwnego zachowania i powierzchowności. Jako prezydencka para są przez społeczeństwo uwielbiani i nazywani „wzorową miłością”. W rzeczywistości ona dla tego uczucia poświęciła wszystko, a on nie dał jej nic w zamian. Teraz, w ramach rewanżu, Catherine postanawia zamienić życie męża w piekło, ale plany komplikuje jej nagła choroba.

Zbiór kończy nietypowy Pamiętnik autora, który jest zbiorem pomysłów i luźnych przemyśleń, jakie pojawiały się w głowie autora w trakcie pisania poszczególnych opowiadań.

***

Po książkę sięgnęłam zaciekawiona przede wszystkim jej chwytliwym tytułem i nietuzinkową okładką. O samym Éricu Schmittcie słyszałam już wielokrotnie, lecz jego dość liczne porównania do P. Coelho do tej pory wyłącznie mnie zniechęcały. Nie mam nic przeciwko Paulo, a nawet w swojej kolekcji posiadam kilka jego książek, nie mniej dwóm autorom piszących specyficznym religijno-moralizatorskim tonem bym nie podołała. Nie wiem, jak się ten pogląd ma do reszty twórczości Schmitta, jednak w Trucicielce zbyt wielu wspólnych im mianowników nie znalazłam. A przyznam nawet, że bez odgórnego założenia, iż panowie są do siebie podobni, to skojarzeń z Coelho w ogóle bym nie miała.

Antologia, prócz walorów zewnętrznych, zaskoczyła mnie swoją formą literacką. Każde użyte tu słowo, jest starannie dobrane i wyważone. Już dawno żadnego zbioru opowiadań nie czytało mi się tak lekko i przyjemnie. Sam autor przyznaje, że: „wyłuskanie z opowiadania tego, co w nim niezbędne, unikanie niepotrzebnych perypetii, sprowadzenie opisu do sugestii, odtłuszczenie tekstu, pozbycie się wszelkich autorskich upodobań”* wymaga czasu, godzin analizy i krytyki. Pod tym względem nad Trucicielką pan Schmitt musiał się naprawdę sporo napracować. Przy okazji w tym miejscu chciałabym przekonać do opowiadań wszystkich tych, którzy nie są ich zwolennikami. Nie skrzywiajcie się na samo brzmienie słowa ‘opowiadanie’. To, że jakaś historia została ujęta bardziej konkretny i rzeczowy sposób wcale nie czyni jej gorszej :)

Co do treści samych opowiadań to tytułowa Trucicielka jak i Koncert Pamięci anioła zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Są zagadkowe, przewrotne i do samego końca nie wiadomo jaką sprezentują nam puentę. Powrót miał niestety przewidywalne zakończenie, a Elizejska miłość, mimo przesłania, bardziej mnie nużyła niż ciekawiła.

Jak to bywa przy zbiorach, trudno by każda historia w pełni przypadła czytelnikowi do gustu, ale i tak całość książki oceniam bardzo dobrze. Są tu opowieści o ludzkich pragnieniach: tych osobistych, indywidualnych, głównie egoistycznych, lecz również o duchowej przemianie i przewrotności losu. Trucicielka przekonała mnie do Érica Schmitta na tyle mocno, że w kolejce czeka już kolejne jego dzieło i sam ten fakt, jest chyba najlepszą jej recenzją.


Éric-Emmanuel Schmitt „Trucicielka”
Ilość stron: 240
Wyd. Znak
Kraków 2011
Ocena: 4/6
* 234

wtorek, 12 kwietnia 2011

Stos


William R. Forstchen "Sekundę za późno"- od serwisu Na kanapie
Melisa Kuźniar "Morfina" - od wydawnictwa Novae Res - recenzja

od serwisu Kostnica:

Lee Child "Jutro możesz zniknąć
Gregg Hurwitz "Nie ufaj nikomu
Dennis Lehane "Mila księżycowego światła"
Anne Rice "Krzyk w niebiosa"

~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~

  

Arto Paasilinna "Wyjący młynarz"
Éric-Emmanuel Schmitt "Trucicielka"
Éric-Emmanuel Schmitt "Tektonika uczuć"
Shan Sa "Konspiratorzy"
Alexsander Masters "Stuart"
Ali Shaw "Dziewczynka o szklanych stopach"
Haruki Murakami "Na południe od granicy, na zachód od słońca"
Almond McKean "Dzikus"

Książkę Arto Paasilinna zdobyłam w konkursie magazynu Archipelag
A reszta to zakupy w Matrasie dzięki zniżce wygranej u dm1994.  


piątek, 8 kwietnia 2011

Tatusiu proszę nie - Stuart Howarth

Tatusiu proszę nie, to szokująca historia maltretowanego dziecka. Jest to autobiograficzna opowieść Stuarta, który od najmłodszych lat był poniżany i wykorzystywany seksualnie przez swojego ojca.

Naszego bohatera poznajemy jako czteroletniego chłopca, mieszkającego z dwoma siostrami – Christiną i niepełnosprawną Shirley – w biednej dzielnicy Smallshaw. Jego ojciec, pracujący jako śmieciarz, znosi do domu sprzęty, które inni uważają za zbędne. Stary telewizor, niemodna kanapa. Wszystko to sprawia, że na swojej ulicy uchodzą za dobrze sytuowanych, co bynajmniej rodzeństwu nie ułatwia życia. Zastraszani w domu i na podwórku coraz bardziej izolują się od otoczenia.

Najbardziej wstrząsająca w tej historii, jest jednak bezgraniczna miłość, jaką chłopiec darzy swojego ojca. Mimo ogromu bólu i poniżenia, które spotykają go z jego strony, wciąż zależy mu na jego opinii. Co rusz powtarza, że musi być grzeczny, aby nie sprawiać mu zawodu. Ten schemat myślenia nie opuszcza go nawet w dorosłym życiu. Czy to w pracy, czy wśród znajomych, to co powiedzą inni jest kluczowe i ze wszystkich sił stara się nikogo nie zawieść. Jednocześnie ta nieustanna pogoń za akceptacją, niszczy go wewnętrznie i rozbija kolejne związki.

Stuart przez wiele lat szuka pomocy, ale nikt nie chce go wysłuchać. Ignorowany i odsyłany od drzwi do drzwi, alkoholem próbuje wymazać obrazy przeszłości. Kiedy jedno ze zdarzeń doprowadza go do granicy wytrzymałości, a czara żalu ostatecznie się przelewa, dochodzi do kolejnej tragedii.

Tatusiu proszę nie, opisuje nie tylko prawdziwą historię Stuarta Howarth, lecz również opowiada o społecznej obojętności, która tak często dotyka ludzi takich jak on. Brak reakcji ze strony sąsiadów, nauczycieli czy lekarzy pociąga za sobą lawinę zdarzeń, a beztroskie dzieciństwo wali się jak domek z kart.

W swoim życiu przeczytałam już wiele przejmujących książek. Jednak żadna z nich, nie wpłynęła na mnie tak bardzo, jak losy Stuarta. Jest to pewnie zasługą przedziału czasowego, który został opisany na jej stronach. Poznanie blisko trzydziestu lat czyjegoś życia, zbliża do siebie ludzi. Mimo, że spotkania te odbywały się tylko w mojej wyobraźni, był to czas by się z sobą zżyć, a chwilami nawet i utożsamić. Jeżeli przed lekturą dodatkowo odwiedzimy stronę autora i przyjrzymy się zdjęciom w galerii, to wszystkie wydarzenia odbierzemy jakby opowiadał je nasz dobry przyjaciel.

W serii pisane przez życie, mój absolutny faworyt.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Hachette, za co bardzo dziękuję.

Stuart Howarth „Tatusiu proszę nie”
Ilość stron: 240
Wyd. Hachette
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

środa, 6 kwietnia 2011

Widma Minionych Nocy - James Paul Blaylock

James Paul Blaylock jest amerykańskim pisarzem, kojarzonym głównie z powieściami fantasy i science fiction. Uważa się go za jednego z prekursorów steampunku, a od lat jego mentorem jest znany miłośnikom fantastyki - Phillip K. Dick.

Widma Minionych Nocy są pierwszą częścią tak zwanej Trylogii Duchów, zapoczątkowanej w 1994 roku. Akcja powieści toczy się w kanionie Trabuco w stanie Kalifornia. Pierwszą interesującą rzeczą, która rzuca się czytelnikowi w oczy, są ramy czasowe powieści. Fabuła skupia się wokół trzech dni: soboty, niedzieli i poniedziałku. Wydawałoby się, że opisanie weekendu na prawie 500 stronach może okazać się bardzo trudne, a mimo to autor dość umiejętnie sobie z tym poradził, wplatając miejscami wątki retrospekcyjne.

Głównym bohaterem książki jest Peter Travers, nauczyciel rysunku architektonicznego borykający się z problemami związanymi z separacją. W codziennym życiu pomaga mu kobieta o imieniu Beth wraz z jej 6 letnim synkiem Bobby’m. Wszystko wywraca się do góry nogami, kiedy Peter odkrywa, że jego była żona Amanda i 10 letni syn David zaginęli. Mieli udać się na tygodniowe wakacje na Hawajach, jednak Peter odwiedzając swój dawny dom odkrywa, że prawdopodobnie nigdzie nie wyjechali. Odnajduje spakowane torby, bilety lotnicze, a nawet gotówkę. Gdy docierają do niego informacje, że w Falls Canyon, pewien turysta odnalazł ciało kobiety z dzieckiem, wpada w przerażenie i postanawia na własną rękę sprawdzić co się stało.

W powieści odnajdujemy całe spektrum postaci, których historie umiejętnie przeplatają się z życiem Petera. Mamy tu przykładowo pana Kleina – inwestora budowlanego oraz Adamsa (w rzeczywistości nazywającego się Pomeroy) – agenta nieruchomości. Moją uwagę szczególnie przykuła postać Pomeroya. Blaylock stworzył człowieka, który praktycznie przez całą powieść wywołuje w czytelniku odrazę i wściekłość. Można nawet powiedzieć, że jest to osoba o skłonnościach psychopatycznych, a jego zachowanie tylko to potwierdza.

Odnośnie samej akcji, na tylnej okładce książki odnajdujemy cytat: „Czekasz na Happy End? Zapomnij. To nie jest bajka, to horror”. Słowa te wzbudziły we mnie spore nadzieje, ale niestety muszę przyznać: trochę się na powieści zawiodłam. Usilnie szukałam elementów horroru, jednak znalezienie ich tutaj jest dość trudne. Faktem jest, że w powieści pojawiają się duchy, w pewnym momencie napędzające całą spiralę przyczynowo skutkową, ale panująca tutaj atmosfera jest bardziej tajemnicza niż „horrorowa”. Nawet sceneria powieści, umiejscowienie wielu wydarzeń w nocy i potęgowanie ich wszechobecnym wiatrem, nie jest w stanie wprowadzić wystarczającej ilości grozy, żeby Widma Minionych Nocy można było nazwać horrorem.

Nie mniej, w historii strapieniem były dla mnie tylko dwie rzeczy. Opisy miejsc, sytuacji, pogody są zbyt liczne i momentami nużące. A także ciągle powtarzające się słowo „wiatr” w połowie książki zaczynało już irytować. Być może autor chciał w ten sposób lepiej oddać atmosferę otaczającą naszych bohaterów, ale czytając co pewien czas to samo, człowiek zaczyna się po prostu nudzić.

Ostatnie 40-50 stron książki jest za to naprawdę niezłe. Akcja toczy się na przyzwoitym poziomie i jest niezwykle klimatyczna. Powieść ogólnie czyta się szybko i przystępnie, a podział na podrozdziały dodatkowo ułatwia lekturę. Nasze rodzime wydanie zasługuje też na pochwałę za chwytliwą okładkę.

Widma Minionych Nocy są wprawdzie literaturą dość intrygującą, jednak dla mnie jako horror, raczej średniego poziomu. Być może to ilość przeczytanych powieści grozy wpływa na moją ocenę, ale osobiście uważam, że w kwestii gatunku autora stać było na znacznie więcej. Tym, którzy szukają mniejszych dawek strachu na pewno się spodoba. Fanów mocnych wrażeń może trochę zawieść.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu: Kostnica.


James P. Blaylock „Widma Minionych Nocy”
Ilość stron: 488
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 3/6

Zaproszenia wydawnictwa MUZA


Wydawnictwo MUZA zaprasza w tym tygodniu na:


wtorek, 5 kwietnia 2011

Fałszywa Śmierć - Nora Roberts i inni

Fałszywa Śmierć to drugi, po Śmierci w mroku, zbiór opowiadań wydanych pod patronatem Nory Roberts. Historie zamieszczone w tym tomie łączy przede wszystkim jedno – kobiety. Są one zarówno głównymi bohaterkami jak i autorkami poszczególnych opowiadań.

Fałszywa Śmierć  Nora Roberts jako J. D. Robb

Jest to kolejna część przygód porucznik Eve Dallas z nowojorskiej policji. Tym razem nasza bohaterka zostaje wezwana na prom wycieczkowy, gdzie doszło do zaginięcia młodej kobiety. Caroleen udała się ze swoim synkiem do toalety i od tamtej pory słuch o niej zaginął. Damska łazienka jest niemal cała skąpana we krwi, ale nigdzie nie widać nawet śladu ciała. Jak to możliwe by w biały dzień, na statku pełnym turystów ktoś wyniósł zwłoki i pozostał niezauważony?

Norę Roberts kojarzyłam do tej pory głównie jako autorkę niezliczonej ilości romansów. Odkrycie, że ma ona w swym dorobku również serię powieści kryminalnych, było dla mnie miłym zaskoczeniem.

Fałszywa śmierć jest tak naprawdę dobrze przemyślaną historią zemsty. Mamy tutaj intrygujący motyw przewodni, masę lawinowo narastających pytań i bardzo powoli dawkowane odpowiedzi. Eve Dallas z kolei nie jest głupiutką maskotą swojego wydziału, ale skuteczną i inteligentną panią porucznik. Nie mogło tu wprawdzie zabraknąć scen opisujących jej gorące uczucie do męża - jego urodę i zachwyty nad boskim ciałem - ale mimo to całość odebrałam bardzo pozytywnie.

Pieskie życie Laurie Summer – Patricia Gaffney

Laurie jest kobietą sukcesu. W pracy właśnie otrzymała awans, a w domu czekają na nią kochający mąż i syn. Kiedy całą rodziną wybiera się do domku nad jeziorem, nic nie zapowiada tragedii. Niestety przechodząc przez rzekę Laurie potyka się, uderza głową o kamień i zapada w śpiączkę. Gdy przebywając w szpitalu wydaje się, że jej stan ulega poprawie, kobieta niespodziewanie doznaje zapaści i budzi się w ciele... psa. Czworonoga, który został potrącony przez samochód jej męża i w ten sposób trafia do swojego rodzinnego. domu

Historia ta z początku wydawała mi się absurdalna i niedorzeczna. Kobieta zamieniona w psa? To muszą być jakieś żarty. Jednak z czasem zaczęłam dostrzegać w niej drugie dno. Laurie, dzięki sytuacji w jakiej się znalazła, ma okazję przyjrzeć się swojej rodzinie z zupełnie innej strony. Wcześniej pochłonięta przez pracę nie miała wiele czasu dla najbliższych. Teraz widzi nie tylko to jak radzą sobie oni na co dzień, ale i zaczyna słyszeć co inni sądzą o niej samej.

Zagubiona w raju – Mary Blayney

Isabelle Reynaud jest pielęgniarką wysłaną na wyspę Perdida w celu zapewnienia jej mieszkańcom niezbędnych szczepień i właściwej opieki medycznej. W drodze na wyspę jej statek zostaje zaatakowany przez sztorm i rozbija się o skały. Z całej załogi, z wypadku uchodzi żywo tylko Isabelle. Trafiając pod opiekę Sebastiana Dushayne nie jest jednak świadoma, że ciążąca na nim klątwa odbije swoje piętno również na jej życiu.

Opowiadanie to spowodowało u mnie skojarzenia z baśniami dla dzieci. Jedynie role głównych postaci zostały tutaj odwrócone. To nie książę ma za zadanie uratować piękną niewiastę, ale niewinna kobieta za pomocą swej miłości ma odczynić zły urok i ocalić mężczyznę. Mimo bajkowej otoczki, historia ta w ogóle mnie do siebie nie przekonała. Jest cukierkowa, przewidywalna i naiwna. Nic w niej nie zaskakuje, wszystko się udaje, a główną bohaterkę każdy od razu uwielbia.

Dziedzictwo – Ruth Ryan Langan

Aidan O’Mara dopiero co pochowała swoją od lat schorowaną matkę. Koszty leczenia oraz opieki pochłonęły nie tylko jej całe oszczędności, ale i wpędziły w ogromne długi. Gdy kilka dni po tym zdarzeniu u jej drzwi zjawia się osobliwy posłaniec, Aidan nie może uwierzyć w wieści jakie zostają jej przekazane. Niejaki pan Glin Cullen z Irlandii, od lat poszukuje swego zaginionego dziecka. Materiały przez niego zebrane jednoznacznie wskazują, że potomkiem tym jest matka Aidan, a ona sama jego wnuczką. Do tej zaskakującej informacji dołączone jest zaproszenie do Irlandii oraz czek na dość pokaźną sumę. Chociaż kobieta nie daje wiary w przekazane wiadomości, postanawia skorzystać z zaproszenia i zaspokoić swoją ciekawość.

Opowiadanie z początku bardzo wciąga czytelnika. Motyw zagubionego dziecka, wielkiego spadku i dalekiej podróży jest na tyle interesujący, że nie pozwala oderwać się od lektury. Jesteśmy ciekawi kim jest i jak wygląda ten rzekomy daleki krewny, jakie są jego intencje i czy Aidan naprawdę jest jego wnuczką. Kiedy jednak z Dziedzictwa zaczyna się robić standardowa historia miłosna, emocje maleją a opowiadanie nie jest już takie pasjonujące. 

***

Trudno ocenić mi powyższą antologię jako nierozłączną, integralną całość. Każda historia jest inna i skupia się na zupełnie innych elementach. Mamy tu kryminał, opowiadanie fantasy i historie miłosne. Nie wiem jakim kluczem kierowano się w doborze akurat tych czterech opowieści, ale w ogólnym rozrachunku zbiór nie jest nawet taki zły. 

Mimo swej odwiecznej niechęci do pani Roberts przyznać muszę, że to właśnie jej opowiadanie czytało mi się najlepiej. Drugie miejsce przyznaję osobliwemu Pieskiemu życiu, za niezwykle realne opisy psich zachowań i emocji, a także oryginalny pomysł na fabułę. Pozostałe opowiadania nie były tragiczne, ale nie mogę powiedzieć by w szczególny sposób mnie zainteresowały. Każde z nich miało swój potencjał, ale też niestety każde ostatecznie go marnowało.

W Fałszywej Śmierci nie znajdziemy zbyt wielu dreszczy emocji i sytuacji trzymających nas w napięciu. Jest to literatura skierowana przede wszystkim do żeńskiej części odbiorców. Miłośnicy grozy w zasadzie nie mają tu czego szukać, ale pozostała część czytelników nie powinna czuć się bardzo zawiedzona.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu: Kostnica.


Nora Roberts „Fałszywa Śmierć”
Ilość stron: 400
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 3,5/6

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Morfina - Melisa Kuźniar

Biorąc książkę Melisy Kuźniar po raz pierwszy do ręki, pomyślałam, że będzie to krótka, niezobowiązująca historia jakich wiele. Luźne przemyślenia nastolatki czyli coś w sam raz dla popołudniowego zabicia czasu. Kiedy zaczęłam przenikać w treść, wyszło na jaw jak bardzo się myliłam.

Z każdą kolejną stroną byłam co raz bardziej zadziwiona, ale też zdezorientowana. Książka jest niewielka objętościowo, a jednak nie tak łatwo przeczytać ją za jednym podejściem. Wymaga od nas czasu do namysłu i skupienia, żeby w nią wniknąć i zrozumieć.

Morfina to zapis emocji oraz nieustannej walki jaka toczy się w nastoletnim umyśle. Są tu słowa płynące z miłości, bólu, tęsknoty, a także nienawiści, pasji i niemocy. Wszystkie wyrażone surowym, miejscami wulgarnym, ale przede wszystkim ociekającym szczerością i realizmem językiem. Historia skupia się na relacji dziewczyny (autorki) z matką. Nie jest to prosty związek, pełno w nim oskarżeń, żalu, a brak tylko jednego. Komunikacji. 

Jest to pozycja tak naprawdę bardzo trudna do ocenienia i zrecenzowania. Odnoszę wrażenie, że każdy odbierze ją zupełnie inaczej, w zależności od tego w jakim będzie nastroju, kiedy się na nią zdecyduje. Książka ta nie należy do łatwych, ale dzięki niej czytelnik będzie miał okazję dokonać rzeczy niespotykanej – wniknąć w umysł drugiego człowieka. 

Jestem świadoma, że w przypadku Morfiny nie braknie głosów mówiących: to nie dla mnie, może kiedyś. Nie ma rzeczy, która byłaby dla wszystkich, ale też warto wszystko poznać, aby wyrobić sobie własną opinię.

Jak głosi sam wydawca: 
„ To jedna z tych książek, które dzielą czytelników - albo się ją kocha, albo nienawidzi”.
Najważniejsze by nie być obojętnym.



Książkę otrzymałam od wydawnictwa Novae Res za co bardzo dziękuję.

Melisa Kuźniar – Morfina
Ilość stron: 72
Wyd. Novae Res
Gdynia 2011
Ocena: 4/6