wtorek, 31 maja 2011

Najsmutniejsze dziecko - Cathy Glass

Cathy Glass pracuje jako opiekunka zastępcza, dla dzieci z rodzin dotkniętych różnymi problemami. Najsmutniejsze dziecko to kolejna jej książka, opowiadająca o losie dziewczynki, której własna matka oraz bracia nie szczędzili mnóstwa przykrości.

Pewnego dnia do domu Cathy trafia Donna. Niezwykle cicha jedenastolatka o przejmującym i pełnym cierpienia spojrzeniu. Jej bierność oraz obojętność wobec otoczenia, dają Cathy do zrozumienia, że dziecko musiało wiele w swoim życiu już przejść. Kiedy w końcu udaje się jej nawiązać z Donną nić porozumienia, pojawia się kolejny problem. Niekontrolowane wybuchy złości oraz potrzeba rządzenia wszystkimi ludźmi dookoła.

Każdy rozdział powieści odkrywa przed czytelnikiem ogrom wyrachowania i niewiarygodnej wręcz złośliwości, do jakiej zdolna była matka Donny. Zmuszanie jej do prania, sprzątania, krytykowanie wyglądu (w tym koloru skóry), odbieranie prezentów, a nawet przemoc fizyczna, to tak naprawdę tylko drobna część jej pomysłów. Wiecznie upojona alkoholem i odurzona narkotykami nie przywiązywała do wychowania córki najmniejszej uwagi.

Podziwiam ludzi takich jak Cathy Glass, którzy nie tylko całe swoje życie poświęcają opiece nad drugim człowiekiem, ale i tworzą powieści będące przestrogą dla innych. Ta historia, choć może nie jest tak wstrząsająca, jak pozostałe z tej serii, to w równej mierze pokazuje do czego ludzie są zdolni.

W takich sytuacjach nie rozumiem tylko jednego. Skoro ktoś nie kocha swojego dziecka i jest mu ono w tak jawny sposób obojętne, to dlaczego nie zgadza się na jego oddanie pod opiekę innym ludziom? W każdej książce pojawia się ten sam problem i w każdej o wszystkim musi decydować sąd.

Najsmutniejsze dziecko to przejmująca opowieść o poczuciu własnej wartości i prawie do bycia dzieckiem. Przekazana prostym językiem, bez zbędnego moralizatorstwa wnika w nas głęboko i na długo pozostaje w pamięci. Wszystkim tym, którzy nie są przekonani do tego typu literatury mogę ją tylko dwa razy bardziej polecić. Po prócz sporego bagażu złych doświadczeń, przekazuje ona również wielkie pokłady nadziei i udowadnia, że nawet w największym złu można odnaleźć ogromne pokłady miłości.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Hachette, za co bardzo dziękuję.


Cathy Glass „Najsmutniejsze dziecko”
Ilość stron: 400
Wyd. Hachette
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

poniedziałek, 30 maja 2011

Bosch - Carolina Anna Van Roben, John Gleason

Wątek obrazów Hieronima Boscha i umieszczonych na nich przedmiotów, w ogólnym założeniu miał ogromny potencjał. Mógł stać się podstawą historii, dzięki której każdy z wypiekami na twarzy przyglądałby się jego dziełom. Jednak, no właśnie. Mógł być, ale nie jest.

Mikołaj dostaje w prezencie album z plastycznym dorobkiem H. Boscha. Przeglądając go, na jednym z obrazów zauważa dziwny przedmiot. Hełm do złudzenia przypominający te, jakie nosili niemieccy żołnierze w czasie I Wojny Światowej. Skąd na średniowiecznym malunku taki obiekt? Żart fałszerza, a może Bosch wiedział znacznie więcej niż przeciętny człowiek jego epoki? Swoimi wątpliwościami Mikołaj dzieli się z Izą, znajomą, która naprowadza go na trop Paula Hardenne, naukowca od lat zajmującego się twórczością niderlandzkiego malarza. Od tamtej pory sprawa nabiera tempa, a dziwne ślady prowadzą dwójkę bohaterów przez całą Europę, aż do rodzimej Polski. 

Dla mnie ta lektura to niestety niezdarna kopia Kodu Da Vinci. Mamy tu malarza, który za pomocą pędzla przekazuje ukryte treści, tajne stowarzyszenie, wątek Templariuszy, skarbu Hitlera, a nawet rzecz o świętym Graalu. Z jednej strony jest tego za dużo, a z drugiej, gdyby w książce rzeczywiście chodziło tylko o to, to nie było by z nią tak źle. Cały problem polega na tym, że historia ta, jest tylko dodatkiem. Główny trzon powieści stanowią sceny wyuzdanego seksu dwójki głównych bohaterów (i nie tylko), którymi książka jest naszpikowana do granic możliwości. Rozumiem chęć szokowania czytelnika, ale tu momentami robi się to wręcz niesmaczne.

Nie należę do osób religijnych, więc moja opinia nie jest kierowana urażonymi uczuciami, ale i tak czuję się oszukana. Liczyłam na ciekawą powieść sensacyjno - przygodową, a otrzymałam marnej jakości książkę wręcz pornograficzną, gdzie zakonnice zachowują się jak nimfomanki, a ksiądz bawi się na polanie w „słoneczko”. Słowem wszystko, absolutnie wszystko, kręci się tutaj tylko wokół jednego.

Boscha czyta się wprawdzie szybko i sprawnie, lecz cóż z tego, skoro jego treść ma tak wiele do życzenia. Brak w niej interesującej kreacji bohaterów. Nie wiemy gdzie Mikołaj z Izą pracują, ani jak wyglądają. A jeżeli był o tym jakiś fragment, to skutecznie utonął w opisach czynności jakimi się oddawali. Udają oni archeologów lub naukowców i oczywiście każdy z miejsca im wierzy, a wyjazd do obcego kraju bez cienia wątpliwości, bo w jakiejś anonimowej kopercie było takie polecenie, jest oczywiście rzeczą naturalną.

To nie jest tak, że wszystko jest tu beznadziejne i nic nie warte, bo motyw kopalni w Złotym Stoku oraz odnalezionej tam skrzyni jest intrygujący. Tak samo postać Paula Hardenne, która pozostaje czytelnikowi w pamięci na długo, ale reszta fabuły ma tak wiele niedopatrzeń, że nie da się przejść koło tego obojętnie.

Jeżeli chcecie poczytać o malarskich spiskach oraz tajnych organizacjach sięgnijcie po dzieło Dana Brown’a. Czego by o nim nie mówili i tak wypada o niebo lepiej niż ta książka. 

 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Studio Emka.

Carolina Anna Van Roben, John Gleason „Bosch. Tajemnica namalowana rzeczywistością”
Ilość stron: 272
Wyd. Fontanna
Warszawa 2010
Ocena: 2/6

niedziela, 29 maja 2011

Życie na kredyt - Agnieszka Zydroń

Kredyty to największa pułapka XXI wieku. Najpierw mamią wizją szybkiego wzbogacenia się, a potem duszą kolosalnymi odsetkami. Konsumpcja i brak edukacji finansowej, sprawiają, że coraz więcej osób wpada w ich sidła.

Życie na kredyt to poradnik o tym jak unikać problemów. Przybliża nam obraz współczesnego kredytobiorcy, tłumaczy, które pożyczki są bezpieczne, a które najlepiej omijać szerokim łukiem. Dokładnie obrazuje proces ich zdobywania: powody, oczekiwanie, chwilę euforii, a potem psychiczne i fizyczne uzależnienie od każdej raty.

Na szczególną uwagę zasługuje tu rozdział poświęcony wychowaniu młodego pokolenia. Kupowanie dziecku wszystkiego, czego tylko zapragnie, sprawia, że gdy dorośnie nie może ono odmówić sobie żadnej przyjemności. Co w efekcie prowadzi do utraty kontroli nad własnymi wydatkami. Jest tu również wiele przydatnych wskazówek, które można bezpośrednio przełożyć na własne życie. A także mnóstwo informacji mało znanych, a bardzo ważnych. Czy wiedzieliście na przykład, że samochód wzięty w leasing i opóźniony w spłacie nawet o jedną ratę, może zostać odebrany właścicielowi, a pieniądze jakie wcześniej za niego wpłacił nigdy nie zostaną zwrócone? Takich kruczków prawnych w umowach jest znacznie więcej.

Choć na okładce widnieje napis „poradnik”, to moim zdaniem tej książce znacznie bliżej jest do literatury faktu. Opisuje ona tak szeroki zakres tematyczny i merytoryczny poruszonego zagadnienia, że śmiało można ją wziąć za pozycję o ekonomii i finansach ogólnie. Jej głównym celem nie jest prowadzenie nas za rękę i mówienie „tak nie wolno”, ale przybliżenie obrazu polityki na której opiera się rynek kredytów i sprawienie by czytelnik sam doszedł do właściwych wniosków.

Na tle wszystkich książek tego typu jakie znam, tą oceniam najlepiej. W Życiu na kredyt nie ma naiwności, nachalnej edukacji ani przeświadczenia autora o własnym geniuszu. Pani Agnieszka jest po prostu kobietą o rozległej wiedzy, którą chętnie się z nami dzieli.

To nie kredyty, pożyczki i inne formy subwencji są złe, ale powody ich zaciągania. „Jesteśmy niewolnikami samych siebie. Naszej potrzeby posiadania, naszych zazdrości, pozorów, które za wszelką cenę chcemy zachować”.* Nie dajmy się im zwariować i dbajmy przede wszystkim o siebie, a nie o przedmioty.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa IPS.


Agnieszka Zydroń „Życie na kredyt”
Ilość stron: 160
Wyd. IPS
Warszawa 2011
Ocena: 5/6
* s. 17

sobota, 28 maja 2011

Pamiętniki Wampirów: Księga 4 - L. J. Smith

Północ, to już tak naprawdę 8 tom cyklu Pamiętniki Wampirów, który wyszedł spod pióra amerykańskiej pisarki L. J. Smith. Opowiada on o pięknej Elenie oraz dwójce walczących o jej względy braci – Stefano i Damonie.

Stefano powraca z Mrocznych Wymiarów cały i zdrowy, ale potwornie wychudzony. Damon też byłby w formie, gdyby nie jeden drobny szczegół – stał się człowiekiem. Postanawia za wszelką cenę odzyskać swoją dawną postać, dlatego wraca do świata podziemi. Musi odnaleźć na tyle potężnego wampira, by był on w stanie ponownie go przemienić. Wraz z nim trafia tam też Bonnie, rudowłosa dziewczyna o wielkim sercu i jeszcze większym talencie do wpadania w tarapaty. 

Książka ta, w znacznej mierze bazuje na tym, co wydarzyło się w poprzedniej części. Matt ostatecznie staje przed sądem za rzekomą napaść na Caroline. Meredith poznaje prawdę o swoim dziadku, a Fell’s Church chyli się ku upadkowi. Grupa przyjaciół po raz kolejny musi odbyć niebezpieczną wyprawę, aby ocalić miasto przed unicestwiłem go z rąk kitsune.

W ogólnym założeniu powieść nie jest zła, ale nie można też powiedzieć, by zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tak jak poprzednio, również w tym przypadku opisy Mrocznego Wymiaru należały do moich ulubionych. Dziwne zwierzęta, śnieżne bezkresy czy Lustrzane Jezioro oczarowywały swym wyglądem. Z drugiej strony, trąciło tu jednak wtórnością. Jakby nie patrzeć, wszystko to w pewien sposób już było. Wśród bohaterów nie pojawił się praktycznie nikt nowy, a i konflikty były te same, tylko nieco przetworzone i bardziej rozwinięte.

Na uwagę zasługuje za to rozbudowanie postaci Pani Flowers. Leciwej staruszki, wiecznie parzącej herbatę, ale jak się potem okazuje, skrywającej nie małą tajemnicę swojego pochodzenia. Nie ma co ukrywać, w tej części to właśnie ona stała się moją ulubienicą. U innych zmian w ich kreacji nie zauważyłam, a szkoda, bo choć wszyscy są sympatyczni, to płaczliwość Eleny z czasem zaczynała mnie irytować. 

W ogólnym podsumowaniu cykl jest naprawdę godny uwagi, ale od razu zaznaczam, że bardzo nierówny poziomem. Północ można zaliczyć do jego lepszej części, lecz nie tej perfekcyjnej. Żywię jednak ogromną nadzieję, żeby Pani Smith nie przyszło już do głowy pisanie kontynuacji. Akurat zakończenie udało jej się znakomicie. Jest zaskakujące, dwuznaczne i dające ogromne pole do popisu dla wyobraźni czytelnika. To wymarzona kropka nad „i” i oby jej nie zepsuła kolejnym tomem z ckliwym happy ednem.


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.


L. J. Smith „Pamiętniki Wampirów – Księga 4: Północ”
Ilość stron: 480
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

piątek, 27 maja 2011

Jesteś bez grosza na własne życzenie - Larry Winget


„Są trzy powody, dla których ludziom się nie powodzi.
Są głupi, leniwi albo mają wszystko gdzieś”.*


Nie ma co ukrywać, Lary Winget nie owija w bawełnę. Jest szorstki, rzeczowy. Tak jak jego książka. Jesteś bez grosza... to poradnik o oszczędzaniu, zarabianiu oraz wychodzeniu z długów. Ten w połowie podręcznik, w połowie zeszyt ćwiczeń, wymaga od odbiorcy czynnego udziału w procesie kształcenia. Autor zadaje liczne pytania i żąda na nie odpowiedzi – pisemnych.

Pierwsza jego część obala mit o złym losie oraz uświadamia czytelnikowi, że sam jest winien sytuacji w której się znalazł. Druga opowiada o tym, jak analizować finanse, ustalać plan ich naprawy oraz zabierać się do jego realizacji. A trzecia to historie ludzi, którym udało się już dorobić do fortuny.

Język książki jest prosty, niemalże wojskowy. Jasne, bliskie rozkazom komunikaty, nie szczędzą adresatowi słów goryczy. Zbyt brutalne? Według mnie nie. Jeżeli coś ma rzeczywiście trafić do ludzi i wywrzeć na nich wrażenie, musi zostać odpowiednio przekazane. W sytuacji, gdy ktoś wytyka nam błędy, momentalnie pojawia się wewnętrzny sprzeciw „wcale nie”, a to w oczywisty sposób skłania nas do działania.

Chwilami pewność autora na temat wartości tej książki, jak i jego talentu bywała drażniąca, ale w gruncie rzeczy znajdziemy tu parę mądrych słów. Przykładem może być cytat: „Jeśli karmisz mózg równie często jak żołądek, to nigdy nie będziesz musiał się martwić nakarmieniem żołądka, dachem nad głową czy ubraniem na grzbiet”.**

Z jednej strony jest to książka mogąca naprawdę komuś pomóc. Opierająca się na realnych podstawach, a nie naiwnym przeświadczeniu, że wystarczy czegoś bardzo chcieć, a na pewno się to ziści. Uczy, że bez ciężkiej pracy nic się nie osiągnie, a to już jakby nie patrzeć, całkiem sporo. Ale z drugiej, nie są to też żadne nowości. Facet nie sprzedaje nam jakiejś innowacyjnej metody, a jedynie porządkuje rzeczy w większości już dobrze znane. Pewnie gdyby się chwilę zastanowić, sami bez trudu byśmy do nich doszli.

Nie ukrywam, że poradniki to gatunek literacki do którego mam ogrom zastrzeżeń. Nie mniej, jeżeli pozycja ta pomoże choć jednej osobie wydostać się z problemów, to dobrze, że powstała.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa IPS.


Larry Winget „Jesteś bez grosza na własne życzenie”
Ilość stron: 166
Wyd. IPS
Warszawa 2010
Ocena: 4/6
* s. 40
** s. 34

Prolibri.pl wystartowało!

Właśnie ruszyła nowa księgarnia internetowa Prolibri.pl. Z tej okazji ma ona dla swoich przyszłych klientów mały prezent: 

kod rabatowy uprawniający do 25% zniżki na zakupy


Aby go otrzymać wystarczy polubić stronę księgarni na Facebooku, a następnie wpisać w koszyku w pole "kod rabatowy".

"Przygotowaliśmy dla Was sporo atrakcji - od kuponów rabatowych przez liczne oferty specjalne, tylko dla facebookowych rabatożerców, po wcześniejsze info o promocjach w sklepie. Bądźcie z nami i kupujcie książki z lepszej strony!"
                                                                                                  Prolibri.pl

czwartek, 26 maja 2011

Zaproszenie na kimchi - Lena Świadek

Lena Świadek – absolwentka filologii angielskiej, podróżniczka i redaktor naczelna GoodLifePoland. W 2004 roku wyjechała na trzy lata do Korei Południowej. Zaproszenie na kimchi to opis przygód, jakie spotkały ją w tamtym miejscu.

Korea to kraj daleki i przeciętnemu Europejczykowi raczej mało znany. Gdyby mnie ktoś przed lekturą zapytał, z czym mi się on kojarzy, powiedziałabym tylko, że z Azją i Kim Jong-il’em. Teraz wiem, że Kim twardą ręką rządzi Koreą Północą, czyniąc ją krajem dość smutnym i ponurym. Za to Korea Południowa, to państwo rozwoju i możliwości w którym, po przeczytaniu tej pozycji, bardzo chętnie bym się znalazła.  

Ta książka to literacki odpowiednik albumu na zdjęcia. Zbiór relacji portretujących konkretne sytuacje, miejsca i ludzi. Możemy otworzyć go w dowolnym miejscu i zaczytać się w opisach nocnych ulic tętniących życiem, beztroskim losie studentów czy niezwykłych łaźniach, gdzie każdy czuje się swobodnie. Autorka niczego nie krytykuje i nie stara się tłumaczyć na siłę. Prezentuje nam zastaną rzeczywistość taką jaka jest, bez opinii i narzucania swoich poglądów.

Dowiadujemy się od niej, że Koreańczycy to naród niezwykle otwarty, pogodny i uczciwy. Jeżeli zdarzy nam się zostawić w jakimś miejscy portfel, to możemy być spokojni, bo na drugi dzień o nadal będzie tam na nas czekać. Z drugiej strony mieszkańcy Korei są tak pochłonięci pracą i nauką, że nic dziwnego, iż nie w głowie im rozboje. Już małe dzieci mają starannie zaplanowany cały dzień, a gdy wracają wieczorem do domu ich obowiązki się nie kończą.

Jedyne co mogę zarzucić tej książce, to trochę za dużo w niej zachwytu autorki nad własną urodą, czy też dowodów na jej potwierdzenie – co kilka stron czytamy o tym, jak to mężczyźni, kobiety i dzieci byli pod wrażeniem jej koloru włosów, wzrostu czy figury. Nie ujmuję pani Lenie urody, ale tak częste jej podkreślanie w pewnym momencie zaczyna nużyć.

Nie mniej całość czyta się przyjemnie i z nieskrywaną w moim przypadku fascynacją. Lektura wydana została na kredowym papierze z mnóstwem barwnych fotografii, co czyni ją dodatkowo ucztą nie tylko dla ducha ale i oka. Emanuje z niej optymizm i dobre samopoczucie, udzielające się czytelnikowi już od pierwszych jej stron.

Nie ukrywam, że do większości książek podróżniczych podchodzę nieufnie. Przytłaczają mnie ilością szczegółów etnologiczno-geograficznych i monotonnym, niemalże naukowym językiem. Wolę, gdy ktoś opisuje swoje wrażenia i uczucia, a nie tylko to kogo spotkał, jak wyglądał i dokąd się dalej udał.

Jeżeli i wy cenicie barwne opowieści z dużą ilością humoru oraz chcecie poczuć odrobinę orientu na własnej skórze, przyjmijcie Zaproszenie na kimchi. Z pewnością nie pożałujecie. 


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Kwiaty Orientu.


Lena Świadek „Zaproszenie na kimchi”
Ilość stron: 96
Wyd. Kwiaty Orientu
Skarżysko Kamienna 2008
Ocena: 5/6

środa, 25 maja 2011

Być zakochanym... - Marek i Wojciech Warecki


Zastanawialiście się kiedyś czym jest miłość? Chwilową fascynacją, a może dozgonnym oddaniem się drugiej osobie? Prawdziwie kocha się tylko raz, a może uczucia nie mają limitu?

Na te pytania, odpowiedzi próbują znaleźć bracia Wareccy. W książce „Być zakochanym” przyglądają się miłości zarówno z naukowego, jak i boskiego punktu widzenia. Przy czym warto od razu zaznaczyć, że nie jest to nudne, moralizatorskie gadanie. Wszystkie przemyślenia zostały ujęte w formie humorystycznego dialogu odbywającego się między Hanią i Tomkiem - wyluzowanym chłopakiem oraz mądrą dziewczyną – dzięki czemu czyta się to lekko i z nie małą przyjemnością.

Dzięki tej lekturze poznamy nie tylko rodzaje miłości, ale także jej składniki, fazy, a nawet dowiemy się dlaczego ktoś nam się podoba. Książka ta bowiem rozkłada miłość na części pierwsze i nie pozostawia miejsca dla jakiegokolwiek tabu. Kłótnie, zazdrość, relacje z teściami, a nawet wiadomości sms. To wszystko naprawdę tu znajdziemy. Do tego mamy kilka wesołych ilustracji oraz mądre sentencje poprzedzające każdy rozdział, które są zarazem ciekawą formą wprowadzenia nas w kolejne rozważania.

Powszechnie wiadomo, że uczucia są skomplikowane, a romantyczne początki nie mogą trwać wiecznie. Dokąd zmierza nasza relacja i na co się przygotować? Stąd może dokładnie tego się nie dowiemy, ale i tak sporo w naszej głowie się rozjaśni. Książka ta zawiera wiele prawd, które choć po przeczytaniu mogą się wydawać oczywiste, to na co dzień nie zdajemy sobie z nich sprawy. Dlatego warto mieć je wszystkie zebrane w jednym miejscu, a ta pozycja właśnie nam to oferuje.

„Być zakochanym” to swoiste kompendium wiedzy romantycznej. Ten mały objętościowo, ale duży przesłaniem tomik, doskonale pozwoli nam się zorientować w bogatej teorii zakochania, a stąd do praktyki już krótka droga :)


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa ProMic.


Marek Warecki, Wojciech Warecki „Być zakochanym...”
Ilość stron: 104
Wyd. ProMic
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

wtorek, 24 maja 2011

Spójrz na mnie - Yrsa Sigurdardóttir


Yrsa Sigurdardóttir – islandzka pisarka, a zarazem absolwentka inżynierii budowlanej. Gdy w jej głowie pojawił się pomysł napisania pierwszej książki nie sądziła, że odniesie jakikolwiek sukces. Tym czasem każda z jej powieści od lat nie schodzi z list bestsellerów. Spójrz na mnie to 5 tom serii o losach Thory Gudmundsdottir, prawniczki z Reykjaviku.

„Gdy zło odkryje słabość człowieka, zbuduje mu piekło”. To zdanie, zamieszczone na przedniej okładce powieści, idealnie oddaje jej klimat oraz charakter bohaterów.

Josteinn to człowiek bezwzględny i zły do szpiku kości. Skazany za pedofilię i usiłowanie morderstwa odsiaduje dożywocie. Do tego samego zakładu, w którym przebywa Josteinn, trafia też Jakob, chłopak cierpiący na zespół Downa. Oskarżono go o podpalenie ośrodka w którym mieszkał, na skutek czego śmierć poniosło pięć osób. Mężczyźni ze sobą nie rozmawiają, nie można też powiedzieć by darzyli się szczególną sympatią. Tym samym kiedy pewnego dnia Josteinn zwraca się do Thory z propozycją sfinansowania rewizji Jakobowego wyroku, wiadomo, że nie może mieć w tym dobrych intencji.

Mimo strachu przed Josteinnem, Thora postanawia podjąć się tej sprawy. Liczy, że nie będzie musiała zbyt często się z nim spotykać, a sam proces może ostatecznie pomóc niewinnemu chłopakowi oczyścić się z zarzutów. Jak bardzo było to naiwne dowiaduje się już w trakcie zbierania informacji. Utrudniony dostęp do akt, prawnik unikający kontaktu oraz dyrektorka ośrodka jawnie wprowadzająca ją w błąd są zaledwie początkiem większych problemów. Kto wysyła jej dziwne smsy? Kim jest anioł w złotej aureoli? I o co tak naprawdę chodzi Josteinnowi? 

Odpowiedzi na te pytanie z pewnością wprawią czytelnika w zdumienie. Powieść ma tak wiele wątków, niekiedy bardzo dziwnych i niejasnych, że na końcu jesteśmy pod wrażeniem wniosków jakie z nich wypływają. Nawiedzony dom, sparaliżowana dziewczyna, a nawet Ministerstwo Sprawiedliwości. Każdy ma w tej sprawie swój udział.

W Spójrz na mnie podoba mi się to, że nie pozostaje ona obojętna na społeczną sytuację Islandii. Kryzys i załamanie rynku finansowego odbija się echem także na jej bohaterach. Cenię książki w których prócz głównej historii, autor serwuje nam również obraz społeczeństwa bliski rzeczywistości. Nie tylko fabuła staje się wówczas bardziej wiarygodna, ale i odbiorca może dowiedzieć się czegoś nowego o kraju dotąd mu nie znanym.

Spójrz na mnie ma w sobie coś magnetycznego. Lubiłam tą subtelną nutę grozy, jaka unosiła się w powietrzu w trakcie jej czytania. Myślę, że przyrównanie jej do Azjatyckiego kina  nie będzie nad wyraz. Powieść główną oś strachu prowadzi przez nasz umysł, a nie opisy drastyczne opisy, na skutek czego ,choć odłożymy ją na bok, to ciarki na plecach pozostają. Czy takie filmy jak Klątwa albo Ring nie prezentują nam tego samego?

Książkę pani Sigurdardóttir, w przeciwieństwie do jej nazwiska, czyta się niezwykle lekko i po prostu przyjemnie. Jest intrygująca, niebanalna i w kilku miejscach porządnie nas zaskoczy. A do tego ma finał w stylu Stephena King’a. Jednym słowem. Polecam!


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Yrsa Sigurdardóttir „Spójrz na mnie”
Ilość stron: 464
Wyd. Muza
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

niedziela, 22 maja 2011

Wielka prośba!!

Właśnie zamykam są swoją pracę magisterską i potrzebuje rozszerzyć ankietę o jedno pytanie. Nie chcę na siłę wymyślać odpowiedzi stąd moja wielka, błagalna wręcz prośba.
Jeżeli macie 30 sekund czasu możecie zaznaczyć w niej swoją opinię?
Ankieta jest po prawej stronie u góry w menu.
Z góry dziękuje każdemu kto w nią kliknie! 

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA POMOC! 
Nie spodziewałam się wielkiego odzewu, a tu tak miło mnie zaskoczyliście :) 
Trochę odpocznę i od jutra zaczynam Was odwiedzać co by nadrobić nie małe już zaległości.

piątek, 20 maja 2011

Stos

W środę kończy się moja przygoda z edukacją, zatem  od czwartku obiecuję zabrać się za nadrabianie zaległości (szczególnie na Waszych stronach). Dziękuje za zainteresowanie tym, którzy tutaj zaglądają oraz serwisom i wydawnictwom za cierpliwość w oczekiwaniu na recenzję.
 

zakup własny:

Yrsa Sigurðardóttir: "Weż moją duszę"
Dorota Wellman, Janusz Leon Wiśniewski "Arytmia uczuć"
Ally Condie "Dobrani"
Arnaldur Indriðason "Grobowa cisza"
Agnieszka Fibich "Dopóki widzę twój cień"

od serwisu Kostnica:

 Yrsa Sigurðardóttir: "Spójrz na mnie"
Paul Sussman "Ukryta oaza"

od serwisu Na kanapie:

Autor nieznany "To nie jest książka"

od serwisu Sztukateria:

Marek Walecki "Być Zakochanym..."  
Katarzyna Matejek "Wybór Łukasza"
Agnieszka Zydroń "Życie Na Kredyt "
Larry Winget "Jesteś Bez Grosza Na Własne Życzenie"
Carolina Anna Van Roben, John Gleason "Bosch. Tajemnica Namalowana Rzeczywistością"
Katarzyna Rygiel "Śmiertelne zlecenie"
Lena Świadek "Zaproszenie Na Kimchi"

~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~

wtorek, 17 maja 2011

A na imię jej będzie Aniela - Marcin Wroński

Marcin Wroński – pisarz, redaktor, dziennikarz i felietonista. Znany czytelnikom głównie za sprawą cyklu powieści o komisarzu Maciejewskim. Za jego pierwsze dwie części, tj. Morderstwo pod cenzurą i Kino Venus, został nominowany do prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru. Twórca piosenek i skeczy dla prowadzonego przez siebie kabaretu o nazwie „Osoby o Nieustalonej Tożsamości”.

A na imię będzie jej Aniela to już trzeci kryminał opowiadający o losach komisarza Zygmunta Maciejewskiego. Akcja powieści rozpoczyna się w 1938 roku w Lublinie. Dokładnie na rok przed wybuchem II Wojny Światowej, tytułowy Zyga, który jest komisarzem wydziału śledczego w lublinie, wpada na trop zagadkowego morderstwa młodej kobiety. Dziewiątego września, Aniela Biernacka została uduszona i zgwałcona. Śladów, które mogłyby doprowadzić do sprawcy praktycznie nie ma, a jedynym interesującym tropem, jest osobliwa ropna maź, pozostawiona na ciele denatki.

Po roku śledztwa postępów w sprawie nie widać, lecz komisarz Maciejewski nie zamierza się poddawać i na przekór szalejącej wojnie nadal prowadzi rozpoczęte dochodzenie. Gdy ginie kolejna ofiara, a do Lublina wkraczają Niemcy, Zyga nie ma wyjścia. Aby móc działać i dowiedzieć się prawdy musi wstąpić do niemieckiej Policji Kryminalnej - Kripo. I choć od tamtej pory dla większości ludzi staje się zdrajcą, on nadal zamierza robić przede wszystkim to, co do niego należy.

Marcin Wroński stworzył książkę intrygującą, a zarazem dość niezwykłą w swej kreacji. Ujęcie kryminalnej historii w klamry II Wojny Światowej, jest dla czytelnika rozwiązaniem co najmniej zaskakującym. W czasie, gdy dookoła ginie masa niewinny ludzi, okazuje się, że jeden człowiek z uporem maniaka dąży do wyjaśnienia kilku morderstw, które w zaistniałym kontekście, wydawać się mogą małym i niewiele znaczącym incydentem. Tym czasem wbrew przeciwnością losu i masie problemów, to właśnie Maciejewski stara się dociec prawdy.

Atutem książki, jest świat wykreowany przez autora. Odwzorowanie przedwojennego Lublina, a następnie ukazanie procesu jego germanizacji jest bardzo szczegółowe i wierne historii. Widzimy jak od 1940 roku Krakowskie Przedmieście przekształciło się w Krakauerstrasse, plac Litewski w Adolf-Hitler-Platz, a ulice zyskiwały kolejno niemieckie nazwy. W powieści znajdziemy też wiele nawiązań do rzeczywistych wydarzeń z przeszłości. Między innymi słynnego orędzia prezydenta RP Ignacego Mościckiego o początku wojny, czy fragmentów gazet, które mimo małych modyfikacji w pełni oddają istniejącą wówczas propagandę.

Prócz tego książka oferuje nam sporą ilość postaci i wątków pobocznych, których liczebność jest niestety dla mnie jej słabym punktem. Problem polega na tym, że jeżeli nie jesteśmy w stanie poświęcić jej np. weekendu, i czytamy ją przez kilka dni z przerwami, to postacie i sytuacje zaczynają się nam ze sobą mieszać. ...Aniela wymaga od czytelnika skupienia oraz sporo wolnego czasu, czyli tego, czego w minionym tygodniu zapewnić jej nie mogłam. Tym samym nie można jej nazwać lekturą rozrywkową, i jako relaksacyjny punkt dnia egzaminu nie zdaje. 

Powieść w warstwie językowej czyta się dobrze i na pewno wiele osób znajdzie w niej odskocznię od typowych, masowych kryminałów amerykańskich. W pewnym sensie pełni ona również rolę dydaktyczną, gdyż co krok przypomina nam o takich miejscach jak Majdanek, Bełżec, Auschwitz czy Katyń. Mimo, że wojna jest tu tylko tłem wydarzeń, to autor nie pozostaje obojętny i przynajmniej stara się wspomnieć o tych, ważnych dla Polski miejscach.

Słowami podsumowania muszę przyznać, że fanką literatury historycznej nie jestem, więc nie mogę powiedzieć bym czerpała pełnię przyjemności z jej czytania, ale wśród wielbicieli historii książka odbiorców zapewne znajdzie. Marcin Wroński osadził bardzo dobrze znany motyw morderstwa, w mniej znanym środowisku i czasie. Dzięki czemu otrzymaliśmy retrokryminał, który powinien przypaść do gustu sporej ilości czytelników.


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.


Marcin Wroński „A na imię jej będzie Aniela”
Ilość stron: 440
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

niedziela, 15 maja 2011

Lit-6 - Risto Isomäki

Risto Isomäki – dziennikarz i ekolog fińskiego pochodzenia. Od lat zainteresowany energią jądrową i globalnym ociepleniem. Jego celem jest zachęcenie ludzi do myślenia oraz uświadomienie im czyhających wszędzie zagrożeń. Swoją misję realizuje z pomocą pisanych przez siebie książek i artykułów.

Lit-6 opowiada historię mogącą się ziścić o każdej porze dnia i nocy. Z japońskiej firmy ktoś kradnie izotop litu i plutonu. Materiały osobno nie stanowią wielkiego zagrożenia, ale połączone ze sobą tworzą bombę mogącą zagrozić istnieniu całych Stanów Zjednoczonych. By do tego nie dopuścić Laurie Nurmi zmuszony jest stawić czoło Japońskiej mafii oraz ludziom, których brał do tej pory za swych sprzymierzeńców.

Książka pana Isomäki odziera atomowy przemysł ze złudzeń. Wojna w Iraku, World Trade Center, Hiroszima. Wszystko to, uzależnione jest od siebie gęsta siecią połączeń. Kiedy walczą przywódcy wielkich narodów, cierpią na tym nie oni sami, ale ludzie którzy znajdują się gdzieś na dalszym planie - cywile. Ślepe dążenie USA do potęgi i chęć odwetu za wszelką cenę odbija się szerokim echem na każdym bohaterze Litu-6.

Fabuła trzyma w napięciu i nie pozwala oderwać się od lektury do samego jej końca. Jest to historia mrożąca krew w żyłach i zgodnie z zamierzeniem autora, skłaniająca nas do przemyśleń. Jak wiele jesteśmy w stanie zaryzykować dla energii produkowanej w elektrowniach jądrowych? Czy są one wystarczająco chronione by nikt niepowołany nie mógł się do nich dostać?  To tylko niektóre wątpliwości jakie zaszczepia w nas ta opowieść.

Risto Isomäki udowadnia, że z każdego, nawet ściśle naukowego tematu, można utkać pasjonującą opowieść dla zwykłego zjadacza chleba. Jedynym mankamentem Litu-6 jest tylko spore nagromadzenie fachowych terminów, które z początku mogą przyprawić czytelnika o zawrót głowy. Jednak wraz z rozwojem wydarzeń, zaczynamy kojarzyć poszczególne fakty, dzięki czemu wszystko staje się jaśniejsze oraz bardziej przejrzyste.

Lit-6 to lektura, którą polecam każdemu, kto ceni szybkie tempo wydarzeń i nie boi się stawiać czoła światowym dylematom. Jest zaskakująca, niebanalna, a naród Fiński po raz kolejny udowodnił, że nikt nie pisze tak jak oni.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Kojro, za co bardzo dziękuję.


Risto Isomäki „Lit-6”
Ilość stron: 311
Wyd. Kojro
Warszawa 2008
Ocena: 4/6

piątek, 13 maja 2011

To nie jest książka - Autor Nieznany

Większość swych recenzji rozpoczynam od krótkiej noty na temat autora. Co jednak można powiedzieć o twórcy, kiedy jest on anonimowy? W tym przypadku jedynie tyle, że jest osobą o niezwykłej wyobraźni i ogromnym talencie. Potrafi ze skrawków codzienności utkać historię głęboką w swej prostocie, a jednocześnie zadziwić lekkością z jaką to robi. Brzmi nieźle? Zapewniam was, jest jeszcze lepiej.

Wieśka cały swój czas i energię poświęca szukaniu książki o zagadkowym tytule: „To nie jest książka”. Wedle jej wiedzy, zawiera ona przepis na nieśmiertelność. Zjawisko fascynujące ją od lat. Jest jednak mały haczyk – każdy kto ją przeczytał postradał zmysły. Czy ją to zniechęci? Bynajmniej. Ciekawość i ryzyko sprawiają, że chce ją zdobyć jeszcze bardziej. W poszukiwaniach towarzyszy jej Miłosz, kolega z klasy. Osobnik początkowo sceptycznie nastawiony do planu przyjaciółki, ale z czasem i on zaczyna pokładać w starodruku wielkie nadzieje.

Bohaterowie o swojsko brzmiących imionach, przywołujących skojarzenia z rodzimymi noblistami, wprowadzają nas w świat zagraconej biblioteki i licealnych korytarzy. Poznajemy Wuceta, Janinę Marion, Ariela Totelesa, a nawet samą Śmierć i jej Cerbera. Przemierzamy trasę autobusu numer 22, dbamy o sowy w Kornwalii oraz zaczytujemy się w Kanale. Przekonujemy się, że życie wieczne wcale nie jest tak doskonałe, jak powszechnie się uważa, a zakazany owoc był świetnym sposobem wybrnięcia z tego kłopotu.

Książka ta, to w pewnym stopniu nadnaturalny paradoks. Z jednej strony, jest totalnie abstrakcyjna w swym zamyśle i formie, a z drugiej niesamowicie osadzona w rzeczywistości. Odwołań do współczesnych wydarzeń, publikacji, piosenek, a nawet wypowiedzi polityków jest tutaj od groma. Jeżeli ktoś dobrze orientuje się w bieżącej historii, będzie miał sporo frajdy w ich wyłapywaniu.

Jest to bardzo dziwna, ale przede wszystkim mądra opowieść o przemijaniu. Swoiste remedium dla tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji i szukają odpowiedzi na pytania ważne, często ostateczne. Choroba nie oznacza przecież konieczności zrezygnowania ze swoich marzeń, tak samo jak złe wiadomości nie są wyznacznikiem końca. Napisana lekkim piórem z dużą ilością dialogów, swobodnie wprowadza nas do niezwykłego świata trójki licealistów. Książka o prawdziwym życiu, owiana odrobiną magii i tajemnicy, a zarazem baśń o przyjaźni i trudnych wyborach, która rozbawi, zadziwi oraz poruszy czytelnika.

Jedyne zastrzeżenie, jakie wobec niej mam, dotyczy jakości wydania. Wypuszczenie jej w tak widoczny sposób po macoszemu, w pewnym stopniu przeszkadza w lekturze - śliska i wyjątkowo miękka okładka, co rusz wymyka się czytelnikowi z rąk. Mam nadzieje, że powieść okaże się sukcesem i z czasem doczeka się wydania na miarę swoich możliwości.

To nie jest książka to lektura bardzo osobliwa, a przez to niesamowicie intrygująca. Nieznany autor i dziwny tytuł, które nie są chwytem marketingowym(!), działają na czytelnika jak magnes. Zapytacie pewnie skąd moja pewność, że twórca na pewno chce pozostać anonimowy? Otóż z bloga wydawcy, gdzie możemy przeczytać, jak wiele wysiłku zostało podjęte, aby nigdy nie udało się go odnaleźć. Bezimienna paczka, nie działający numer telefonu, opuszczony dom, a nawet notariusz, który zmienił obywatelstwo, to tylko niektóre przykłady!

Osobną sprawą jest zysk. Autor jest nieznany, dlatego honorarium ze sprzedaży „To nie jest książki” ma zostać przekazane na cele charytatywne. Ważny jest jednak zapis w umowie, jasno mówiący, że jeżeli ktoś kiedykolwiek poda dane twórcy do publicznej wiadomości, książka zostanie wycofana, a dotacje wstrzymane. Któż odważy się odebrać chorym ludziom pieniądze na leczenie? I już samo to dowodzi, że ktoś tak przewidujący, a co za tym idzie inteligentny, nie mógł napisać złej powieści.

Jeżeli ciekawi was, co takiego zawiera ta księga i nie boicie się przy tym o swoje szare komórki, nie wahajcie się ani chwili. Gwarantuje, że zapamiętacie ją na długi czas.  
 
Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu:

Autor nieznany „To nie jest książka”
Ilość stron: 264
Wyd. Narbook
Ocena: 6/6

Przy okazji informuję, że Sztukateria prowadzi nabór na redaktorów. 
Sama jednym jestem i sobie chwalę :) Potrzebne są osoby do redagowania działu: książka, film, gra i komiks. 
Jeżeli ktoś jest zainteresowany, wszelkie informacje może uzyskać na forum serwisu:

środa, 11 maja 2011

Wywiad z Agnieszką Fibich autorką Requiem dla Tancerki

Dzięki serwisowi Kostnica, miałam wczoraj okazję zostać autorką pytań zadanych pani Agnieszce Fibich. Autorce nie tak dawno zachwalanego u mnie Requiem dla tancerki. Była to moja pierwsza aktywność w tym kierunku, ale mam nadzieję, że zagadnienia nudne i  nijakie udało mi się ominąć... Wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury :)  


Varia: Kryminał nie był dotychczas szczególnie lubianym przez kobiety gatunkiem literackim. Skąd pomysł by samemu zacząć je pisać?

Agnieszka Fibich: Zaczęłam od wierszy, krótkich opowiadań, zaczęłam pisać powieść... okazało się, że ma wątek sensacyjny. W efekcie powstał kryminał, potem drugi. Taka naturalna ewolucja :-) Tutaj zmuszona jestem dodać, że fascynuje mnie wszystko, co tajemicze i nieodgadnione; kryminały to mój ulubiony gatunek.

Varia: Nie jest tajemnicą, że Francja od lat Panią fascynuje. Tym samym nasuwa się pytanie czy zachowania paryskiej części bohaterów Requiem dla tancerki, np. problemy z naszymi nazwiskami, były zaczerpnięte z pani osobistego doświadczenia?

Agnieszka Fibich: Jako dziecko pobierałam lekcje języka francuskiego. Udzielała mi ich cudowna starsza pani, która przed wojną studiowała na Sorbonie. Nasze spotkania okraszone były niesamowitymi historiami zaczerpniętymi z jej życia (a może z wyobraźni?). Kiedy pierwszy raz znalazłam się w Paryżu, w Polsce była głęboka komuna, smutek, strach i szarość. A tam, barwne miasto tętniące życiem, uśmiechnięci ludzie żyjący na dużym luzie, zabawa, radość, gwar... Nie można było się nie zakochać.
Później moje życie zawodowe dało mi wiele okazji do podróżowania po Francji, poznania wielu ludzi, zrozumienia tego, jak patrzą na świat i na nas, Polaków. Niektóre spostrzeżenia umieściłam w moich powieściach.

Varia: Swoją przygodę z literaturą zaczęła Pani dość wcześnie. Co było impulsem by w ogóle zacząć pisać?Jaki jest Pani ulubiony pisarz bądź kto jest inspiracją dla Pani własnej twórczości?

Agnieszka Fibich: Kiedy byłam dzieckiem nie było jeszcze komputerów, a i telewizor nie był tak popularny, jak dzisiaj. W dodatku czarno-biały i odbierał tylko 2 kanały (na obu często nie było co oglądać). Dla osób z wyobraźnią pozostawała książka, radio i film, chociaż kino też było reglamentowane przez państwo. Czytałam sporo, zarówno poezję, jak i prozę. Świetną literaturę podsuwała mi mama, która również dużo czyta. Uwielbiałam słuchać radia, zwłaszcza programu trzeciego, słuchowisk, teatrzyków, których się już dzisiaj nie przygotowuje. Myślę, że na to, iż zaczęłam pisać wpływ miała w dużej mierze rozwinięta wyobraźnia. Bez przerwy coś sobie wyobrażałam. Myśli piętrzyły się w mojej głowie. Czułam potrzebę przelania ich na papier. Jako nastolatkę fascynaowały mnie powieści Kafki i Marqueza... 

poniedziałek, 9 maja 2011

Zamknięte ogrody - Kay Langdale

Kay Langdale to angielska pisarka oraz zdobywczyni doktoratu na Uniwersytecie w Oksfordzie. Jest szczęśliwą żoną i matką czwórki dzieci. Obecnie cały swój czas poświęca tworzeniu książek. Mieszka w Oxfordshire w południowej Anglii, a Zamknięte ogrody to jej druga powieść przetłumaczona na język polski.

Jane i Nick są szczęśliwym małżeństwem. Mają wielu przyjaciół, aktywnie spędzają czas wolny, a w pracy odnoszą same sukcesy. Do czasu. Wszystko staje pod znakiem zapytania, kiedy do ich domu wprowadza się Vera, matka Jane. Kobieta trudna i wymagająca wiele cierpliwości nie tylko z powodu swej choroby, ale przede wszystkim charakteru.

Kiedy cała uwaga Jane skupia się na Verze, do domu obok wprowadza się Eve, samotna matka z dwójką dzieci. Nick, któremu nie dane było zostać ojcem, szybko nawiązuje z nimi nić przyjaźni, a jego instynkt rodzicielski zaczyna dawać o sobie znać. Pewnego dnia w domu Eve pojawia się jej siostra, od lat bezskutecznie starająca się o dziecko. Jej niecodzienna propozycja na zawsze zmieni życie ich wszystkich.

Patrząc na okładkę książki Kay Langdale można przypuszczać, że będzie to rzecz w stylu romansu bądź przeciętnej powieści obyczajowej. Nic bardziej mylnego. Zamknięte ogrody to bardzo emocjonalna i wzruszająca historia życia sześciu osób. Każdy rozdział napisany jest z punktu widzenia innej postaci i dopiero razem tworzą pełny obraz sytuacji. Jest to opowieść o poczuciu obowiązku, sile rodzinnych więzi oraz niezaprzeczalnym prawie do życia po swojemu. Na jej podstawie doskonale widać, jak toksyczna osobowość człowieka może zdominować i zniszczyć życie wszystkich ludzi dookoła.

Książka wymaga od czytelnika skupienia i czasu do namysłu. Niewielka ilość dialogów oraz skoncentrowanie się na wewnętrznych przeżyciach bohaterów stają się drogą do zrozumienia głębi zaistniałej sytuacji. Jest to powieść przede wszystkim psychologiczna, a co za tym idzie bardzo wzruszająca i prawdziwa. Zamknięte ogrody pokazują jak przypadek może zmienić całe nasze życie i pomóc w odnalezieniu jego sensu. Biorąc ją do ręki nie spodziewałam się tak wciągającej książki. Jest to krzepiąca historia, którą polecam każdemu. Bez wyjątku.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, której udostępnienie było możliwe dzięki wydawnictwu Książnica.

Kay Langdale „Zamknięte ogrody”
Ilość stron: 240
Wyd. Książnica
Katowice 2011
Ocena: 5/6

sobota, 7 maja 2011

Requiem dla tancerki - Agnieszka Fibich

Agnieszka Fibich – Warszawianka zafascynowana językiem i kulturą Francji. Pisarstwu oddana od najmłodszych lat swojego życia. Już jako nastolatka tworzyła pierwsze opowiadania oraz dołączyła do Klubu Młodych Poetów. Swoją debiutancką powieść - Dopóki widzę twój cień - wydała w 2005 roku. Requiem dla tancerki to jej drugie dzieło. 

Paryż. Miasto zakochanych, uciech cielesnych i rozpusty staje się nagle areną „miłosnego wynaturzenia”. Ktoś w niewyjaśnionych okolicznościach morduje tancerki nocnych klubów. Nie ma żadnych świadków, tropów ani poszlak. Ta niełatwa sprawa trafia się Cesarowi Bresson, inspektorowi paryskiej policji, w chyba najgorszym momencie jego życia. W trakcie wieczoru panieńskiego w klubie nocnym, zauroczyła go jedna z pracownic o imieniu Lola. Początkowo miała to być tylko krótka przygoda na jedną noc. Kiedy jednak w dniu ślubu nadal nie może o niej zapomnieć, zaczynają rodzić się wątpliwości. Jego życie rodzinne staje pod znakiem zapytania, a w pracy problemy związane ze śledztwem piętrzą się coraz bardziej.

Nawet bez wiedzy na temat autora, łatwo można zauważyć, że Requiem wyszło spod pióra kobiety. Nie jest to bowiem standardowy kryminał. Jego fabuła skupia się na dość specyficznej grupie społecznej jaką są tancerki erotyczne. Co jednak ważnie, nie są one tu wyuzdanymi przedstawicielkami lekkich obyczajów, a powabnymi kobietami zarówno na scenie jak i w życiu osobistym. Książkę otacza aura zmysłowości, bez zbędnego wulgaryzmu. Jest to obraz ludzi zwabionych przez Zachód obietnicą sławy i kariery. Raz są to baletnice ze znanych rewii, kiedy indziej proste dziewczyny bez wykształcenia, ale z wielkimi marzeniami. Morderca nie jest jednak wybredny. Nie obchodzą go ich losy, bo ma dla nich zupełnie nowe zadanie. Będą częścią brudnej zabawy, do której zaprosił całą paryską policję.

Choć głównym bohaterem książki jest bez wątpienia mężczyzna, to czynnik żeński odgrywa tu bardzo znaczącą rolę. Brennson jest zagubionym facetem, poświęcającym więcej czasu i energii zatajeniu swego romansu, niż pilnemu studiowaniu akt sprawy. Co rusz pakuje się w rozmaite tarapaty, a nawet trafia za kratki. Gdyby nie silna ręka współpracującej z nim  kobiety, śledztwo nie ruszyło by się nawet o krok. Płeć piękna jest tu ważnymi elementem nie tylko z racji bycia głównym ogniwem zbrodniczej układanki, ale jest też siłą napędową jej rozwiązania. Poznajemy Marie, inteligentną policjantkę z darem dedukcji. Doktor Stewart, wysokiej klasy panią psycholog o dość niezwykłych metodach pracy, a także szereg innych, kluczowych postaci, których co by zbyt wiele nie zdradzić, wymienić niestety nie mogę.

Powieści tego typu dość często obarczone są specyficznym, trochę ciężkawym stylem literackim. Requiem dla tancerki, to jednak zupełnie inna liga. Ta, napisana z lekkością historia, bawi się kryminalną konwencją i inteligentnie łączy ją z wątkami obyczajowymi, a nawet nutą satyry. Do tego mamy świetną okładkę, chwytliwy tytuł, ciekawie wpleciony polski akcent oraz mały żarcik kończący całą książkę.

Drodzy panowie, którzy do tej pory wiedliście prym na rynku kryminałów, bójcie się. Oto narodziła się wam niełatwa konkurencja.


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.


Agnieszka Fibich „Requiem dla tancerki”
Ilość stron: 440
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

piątek, 6 maja 2011

Zaopiekuj Się Moją Mamą - Shin Kyung-Sook


Sztukateria wraz z wydawnictwem Kwiaty Orientu poleca najnowszą książkę
Shin Kyung-Sook: "Zaopiekuj Się Moją Mamą".

Już nigdy nie pomyślisz o swojej mamie w ten sam sposób po przeczytaniu tej książki.

„Zaopiekuj się moją mamą” to niezwykła i głęboko poruszająca historia o rodzinie poszukującej matki, która znika pewnego popołudnia wśród tłumu na stacji metra. Opowiedziana z perspektywy córki, syna, męża i samej matki jest uniwersalną opowieścią o miłości, rodzinnych sekretach, przeszłości i współczesności.

Stanowi chwytającą za serce sentymentalną podróż świadomości, która doprowadza cię do spotkania twarzą z twarz z gorzką prawdą - że nie wiesz nic o swojej matce.

„Ja nie znam mamy. Wiem tylko, że zaginęła...”



 
Shin Kyung-Sook urodziła się jako czwarte dziecko w licznej rodzinie w małym miasteczku w Południowej Korei. W wieku szesnastu lat przeniosła się do Seulu, gdzie pracowała w firmie produkującej sprzęt stereo i uczęszczała do liceum wieczorowego. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczęła naukę w Instytucie Sztuki na kierunku twórczego pisania. W wieku 20 lat opublikowała pierwsze opowiadanie. 


Do dziś wydała 7 powieści, 7 zbiorów opowiadań i 3 tomy esejów. Otrzymała między innymi nagrody literackie w Korei takie jak: Nagrodę Młodych Artystów (1993), Nagrodę literacką Hyundae (1994), Literacką Nagrodę Manhae (1995), Literacką Nagrodę Dong (1997) oraz Nagrodę Yi Sanga (2001). W 2006 roku zdobyła Prix de L'Inapercu we Francji. 


Zaopiekuj się moją mamą” to jej szósta powieść. W samej  Korei Południowej sprzedano 1 500 000 egzemplarzy tej książki. To pierwsza powieść Shin publikowana w języku angielskim w Stanach Zjednoczonych. Książka ma zostać wydana w sumie w 23 krajach, m.in. Anglii, Niemczech, Polsce i Francji. Obecnie Shin Kyung-Sook wykłada na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku.

Książka objęta jest patronatem serwisu:


 

Data premiery: 26 Maja 2011
>> Przeczytaj fragment <<

Światła portu - Sherryl Woods

Sherryl Woods to amerykańska pisarka, tworząca powieści już od blisko trzydziestu lat.  Zafascynowana romantyzmem z nutą rodzinnego ciepła, opracowała Kroniki Portowe. Jak do tej pory trzytomową sagę o losach rodzeństwa O’Brien. Światła portu to najnowsza część serii, poświęcona jednemu z braci - Kevinowi.

Kevin O’Brien po tragicznej śmierci żony przenosi się z synem do Chesapeake Shores. Sennego miasteczka, gdzie wszyscy się znają i nie sposób mieć przed sobą tajemnice. Szczególnie, gdy zamieszkuje je twoja, całkiem sporej wielkości rodzina. Kiedy do owej mieściny przyjeżdża Shanna, oczy całego miasteczka zwrócone są w jej stronę. Doraźna pomoc Kevina w urządzaniu jej księgarni, powoli przeradza się w przyjaźń. Jednak przeszłość obojga naznaczona jest bolesnymi przeżyciami, które w pewnym momencie zaważą na ich dalszym losie.

Światła portu to opowieść o stracie, obawach i nowym początku. To historia rodziny w której każdy może liczyć na pomocną dłoń bliskich, ale jest też bacznie przez nich obserwowany. Klan O'Brienów to familia jakich mało. Piątka rodzeństwa, które uwielbia się ze sobą droczyć. Skłócone stryjostwo, które swym sporem wzbudza więcej zabawnego zamieszania niż obaw oraz rodzice potrafiący zajść sobie za skórę. Choć brzmi groźnie, to przede wszystkim jest wesoło. Nastrój pogodnego harmidru udziela się wszystkim, również czytelnikowi.

Książka sprawia pozytywne wrażenie, ale jak na mój gust jest nieco zbyt sielankowa. Co prawda z początku poznajemy tragiczne losy każdego z bohaterów, ale potem wszystko, czego by się oni nie podjęli, kończy się sukcesem. Nową mieszkankę każdy od razu darzy zaufaniem i pędzi jej z pomocą. Rodzinne spory mijają po kilku zdaniach, a nowo otwarty biznes święci triumfy od pierwszych chwil istnienia. Chciałoby się, aby takie miejsca istniały naprawdę, ale kiedy dobrze wiemy jak jest w prawdziwym życiu, to zaczyna brakować tu trochę realizmu.

Nie mniej, jakby pominąć ten mały szczegół, albo uznać go wręcz za atut powieści, to można powiedzieć, że staje się ona świetnym sposobem na oderwanie się od codziennej ruty. Zabiera nas do optymistycznego świata, gdzie mimo większych lub mniejszych trudności wszystko się układa, a nadzieje na lepsze jutro nigdy nie ginie.

Zakończenie, jak to w takich historiach bywa, jest łatwe do przewidzenia, ale wydaje mi się, że w tego typu literaturze nie chodzi o element zaskoczenia, ale o emocje jakie ona przekazuje. Dzieje Shanny i Kevina trafiają bowiem do uczuć czytelnika i stają się mu bardzo bliskie. Zaczynamy przypatrywać się ich relacji i czekać na dalszy rozwój wydarzeń. A barwne dialogi oraz lekkie pióro autorki, tylko to ułatwiają.

Światła portu to kawałek niezłej, choć dalekiej od ideału literatury, która fanom gatunku pozwoli całkiem miło spędzić wolny dzień. 


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Sztukateria, której udostępnienie było możliwe dzięki wydawnictwu Mira.

Sherryl Woods „Światła portu”
Ilość stron: 320
Wyd. Mira
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

czwartek, 5 maja 2011

Czterdziestka to nie grzech - Barbara Smal

Julia to szczupła, dobrze ubrana blondynka. Matka dwójki dzieci, żona swojego męża i najlepsza przyjaciółka Moniki. Właśnie skończyła czterdzieste urodziny. Połowa życia za nią, nastał czas podsumowań i rozrachunków. Ale czy na pewno? Czy „czterdziestka” to rzeczywiście moment przełomowy? Początek drogi ku starości a zarazem ostatni moment na podejmowanie spontanicznych decyzji? Co w takiej sytuacji ma zrobić kobieta: gonić za młodością, a może pogodzić się z losem?

Julii towarzyszmy przez okrągły rok jej życia. Rok, który pokaże jak jest naprawdę. Nie będzie to czas lekki, łatwy i przyjemny, wręcz przeciwnie. Z każdej strony czają się pokusy i niebezpieczeństwa. Zmiany są nieubłagane, ale czy nowe i ekscytujące zawsze znaczy lepsze? Nasza bohaterka jest cenioną stylistką, która na ilość klientów narzekać nie może, lecz w życiu prywatnym zaczyna jej czegoś brakować. Kuszona przez obce dłonie, zaczyna stąpać na  granicy między niewinną fantazją, a wierutnym kłamstwem.

Książka pokazuje, że świat czterdziestolatków właściwie niczym się nie różni od tego, gdy ma się lat dwadzieścia czy trzydzieści. Wszyscy chcemy tego samego: miłości, szczęścia, pieniędzy, urody. Jest to prosta, ale pełna wdzięku historia o codziennym życiu: pracy, wychowywaniu dzieci, radzeniu sobie z problemami. Wydawać by się mogło, że to takie niby nic, lecz właśnie te z pozoru najprostsze rzeczy zawsze najtrudniej się tworzy.

Czterdziestka to nie grzech to ciepła opowieść o przyjaźni, rodzinie, dokonywaniu wyborów i szukaniu własnego szczęścia. Napisana bardzo prostym językiem, który bynajmniej nie jest jej wadą, powieść pani Smal należy przede wszystkim do „czasoumilaczy”. Historyjek czarujących choć niewymagających, które mimo wszystko przekazują uniwersalne prawdy o życiu. Wszyscy popełniamy błędy, których naprawić się nie da i napotykamy okazje, których przeoczenia nigdy sobie nie darujemy.

Dlatego jest to książka dobra dla każdego i w każdym wieku. Zarówno tych sporo przed czterdziestką, jak i mających ją dawno za sobą. Z łatwością odnajdziemy w niej małą cząstkę siebie.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Novae Res, za co bardzo dziękuję.


Barbara Smal „Czterdziestka to nie grzech”
Ilość stron: 354
Wyd. Novae Res
Gdynia 2011
Ocena: 4/6

środa, 4 maja 2011

Jutro możesz zniknąć - Lee Child

Jutro możesz zniknąć autorstwa Lee Child’a, jest już trzynastą książką – z piętnastu napisanych – poświęconą postaci Jacka Reachera i choć jest to moja pierwsza styczność z jego przygodami, to nie miałam najmniejszego problemu z wdrożeniem się zarówno w akcję powieści, jak i same losy Jacka. Co ciekawe, już na jednej z pierwszych stron możemy się nawet zapoznać z jego krótkim życiorysem.

Akcja powieści rozpoczyna się w Nowym Jorku, kiedy to nocą w jednym z wagonów metra, Jack przez przypadek staje się świadkiem samobójstwa kobiety o imieniu Susan. Mimo swojego doświadczenia i wyszkolenia wojskowego nie jest w stanie jej uratować. Z braku dowodów wskazujących na udział w zdarzaniu osób trzecich, sprawa zostaje szybko umorzona, ale wątpliwości nie dają Jackowi spokoju. Zaczyna on na własną rękę badać sprawę i jak się można spodziewać, wpada przez to w nie lada tarapaty.

W toku dochodzenia spotyka na swojej drodze panią detektyw Theresę Lee oraz Jacoba, policjanta z Jersey, prywatnie będącego bratem Susan. Oboje śledczych, mimo początkowych niechęci, ostatecznie również zostaje wplątanych w całą intrygę. Nieoczekiwanie głównym problemem w sprawie staje się sama Susan, która rzekomo przekazała Jackowi jakieś ważne informacje, mające mieć duże znaczenie dla Departamentu Stanu. Reacher zaczyna szukać powiązań z miejscowym kongresmanem Sansomem i tajemniczą Lilą Hoth, co sprowadza na niego gniew nie tylko drobnych rzezimieszków, ale i ludzi wysoko postawionych. Dlaczego Susan targnęła się na swoje życie oraz co takiego wiedziała, że interesują się tym najważniejsze siły specjalne w kraju?

Jack Reacher jest postacią intrygującą, nie tylko ze względu na były zawód żandarma wojskowego i wysokie wyszkolenie specjalistyczne, ale też dlatego, że sposób jego życia jest dość niezwykły. Nie należy on do osób, które potrafią długo usiedzieć w jednym miejscu. Jest aktywny, cały czas się przemieszcza i wiecznie coś planuje. Z książki dowiadujemy się co stanowi jego podstawowy ekwipunek i nie jedna osoba może się zastanowić jakim cudem ten facet w ogóle egzystuje. Jego cały dobytek to: zwitek banknotów, stary nie ważny już paszport, karta kredytowa, szczoteczka do zębów i karta miejska. No cóż, nie za wiele tego ale jak widać naszemu bohaterowi w zupełności to wystarcza.

Trzeba przyznać, że Lee Child ma dryg do budowania napięcia i dobrego konstruowania fabuły. Książka napisana jest bardzo sprawnym językiem, a opisy Nowego Jorku są tak precyzyjne, że zdają się być żywcem wyciągnięte z akt militarnych. Poznajemy szczegóły każdej ulicy, kawiarni i hotelu który Jack odwiedza. Dzięki czemu po lekturze czujemy się jakbyśmy osobiście odwiedzili Nowy Jork. Akcja toczy się płynnie, a krótkie rozdziały nadają jej jeszcze większego tempa. Powieść nie nudzi, czyta się ją bardzo przyjemnie, a ciągłe zwroty akcji wywołują u nas chęć jak najszybszego rozwikłania sprawy.

Nie znam innych przygód Jacka, ale spokojnie mogę założyć, że są równie interesujące i niebezpiecznie, jak te opisane w Jutro możesz zniknąć. Już sam tytuł oddaje idealnie sytuację w jakiej znajduje się Reacher. Dziś stara się rozwiązać sprawę, a jutro może zniknąć za to, że za bardzo się interesuje. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie będzie nawet żadnej osoby która pomyśli co się z nim stało.

Dla wielbicieli sensacji myślę, że jest to pozycja jak najbardziej obowiązkowa. Nie wnosi ona być może jakiś nowych, niesamowitych innowacji lecz napisana jest ręką starego wyjadacza, który potrafi zainteresować czytelnika swoją opowieścią.


Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.


Lee Child „Jutro możesz zniknąć”
Ilość stron: 472
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 4/6