czwartek, 30 czerwca 2011

Papierowe love story - Sylwia Chutnik

Dziś będzie nietypowo, bo nie o książce, ale o artykule, a dokładniej o Papierowym love story Sylwii Chutnik. 
 
Jest ona autorką powieści Kieszonkowy atlas kobiet i Dzidzia, a także laureatką Paszportu Polityki i Społecznego Nobla Ashoki. Na co dzień kieruje fundacją MaMa zajmującą się prawami matek, a od niedawna pisze błyskotliwe felietony dla miesięcznika Pani. I właśnie  jej czerwcowym tekstem chciałam się tutaj podzielić.
  
Pani Sylwia ubrała w słowa to, co od zawsze kołatało się w mojej głowie, ale nigdy nie potrafiło wyjść z niej w odpowiedniej formie. Skoro teraz zrobił to ktoś inny, i to jeszcze tak perfekcyjnie, nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do czytania. Jestem pewna, że wiele osób odnajdzie w tym artykule cząstkę siebie  :) 

 Sylwia Chutnik 
"Papierowe love story"
Pani, czerwiec 2011, s. 96

środa, 29 czerwca 2011

Nowości wydawnictwa Akcent

Jan Costin Wagner "Milczenie"

Sinikka zaginęła – znaleziono tylko jej torbę i rower. Dokładnie w tym miejscu, w którym 33 lata wcześniej inna dziewczyna została zgwałcona i zamordowana. To zdarzenie wyprowadziło z równowagi nie tylko policję i opinię publiczną, ale także jednego z dwóch sprawców przestępstwa sprzed lat. Dla niego ta podróż do przeszłości okaże się bardzo bolesna…

Nikt nie wie lepiej od komisarza Kimmo Joenty, co znaczy stracić najukochańszą osobę w swoim życiu. Joenta, komisarz z Turku, nie chce odebrać rodzicom Sinikki nadziei, że ich córka jeszcze żyje. Nawet jeśli wie, że podobieństwo tego zdarzenia do historii sprzed 30 lat jest uderzające.

 

Sigrid Undset "Krystyna córka Lavransa"

W 1306 roku, w targanej konfliktami wewnętrznymi Norwegii, Lavrans z żoną Ragnfridą i córeczką Krystyną osiedlają się na gruncie Jørund w pięknej górskiej dolinie w Gudbrandsdalen. Od tej chwili śledzimy ich historię toczącą się w epoce rozgrywek politycznych, walki o władzę oraz dominującej roli Kościoła. Opowieść jest tak plastyczna, że razem z jej bohaterką przenosimy się w ten nieistniejący już świat, w którym liczyły się prawda, honor, męstwo i głęboka, szczera religijność. Z kart powieści przenika szmer strumieni, stukot kopyt, zapach morza i ciepło promieni słońca zachodzącego nad norweskimi fiordami. Poznajemy realia trudnego codziennego życia na ziemskim dworze i obyczaje tamtych czasów.

Krystyna córka Lavransa to historia miłości, w której szczęście – choć osiągalne – bywa niezmiernie krótkotrwałe. To przede wszystkim historia kobiety, która wbrew tradycji epoki, nakazującej córce bez cienia sprzeciwu poddawać się woli ojca w kwestii małżeństwa, odważnie walczy o własne wybory i samodzielne kształtowanie życia. Krystyna zmienia się, dojrzewa, poddaje się namiętnościom, grzeszy i upada, ale chwilę później podnosi się i znów stawia czoła losowi – z pokorą i determinacją wypływającą z mocno ugruntowanej wiary i wrażliwego sumienia.


 Tore Renberg "Człowiek, który pokochał Yngvego"

Jest styczeń 1990 roku. Jarle Klepp ma 17 lat i uczy się w liceum w Stavanger, małym mieście w zachodniej Norwegii. W jego życiu liczy się rock, seks i polityka. Razem z najlepszym kumplem gra w kapeli punkowej, ma świetną dziewczynę, chodzi w czarnym płaszczu i arafatce, a do tego cały czas stara się wyróżnić z tłumu. Wszystko zmienia się, gdy w jego szkole pojawia się nowy uczeń, Yngve – roztargniony marzyciel lubiący słuchać popu, grać w tenisa i czytać o starożytnym Egipcie. Nagle Jarle ze zdumieniem odkrywa, że nie może przestać o nim myśleć…

Człowiek, który pokochał Yngvego to pełna energii i uroku opowieść o zakochaniu, przyjaźni i dorastaniu w czasach, gdy nie znano internetu, a muzyki słuchało się z walkmanów. To porywająca, czasem zabawna, a czasem dramatyczna historia o dojrzewaniu młodego buntownika do miłości i odpowiedzialności. Historia o przeobrażającym się świecie i fascynacji, która zmienia wszystko.

Młodzi ludzie pokochają tę powieść. A ci, którzy byli młodzi około roku 1990, pokochają przedstawiony w niej nostalgiczny obraz czasów.


Więcej interesujących książek możecie znaleźć na stronie wydawnictwa Akcent, do odwiedzenia której serdecznie zapraszam.


wtorek, 28 czerwca 2011

Kiedyś przy Błękitnym Księżycu - Katarzyna Enerlich

Barbara dorastała w domu, gdzie alkohol był codziennością. Uzależniony ojciec bardziej patrzył na to co w butelce, niż na talerzu dziecka, a matka nie przejmując się losem dziewczynki wyjechała do Włoch, gdy ta miała zaledwie kilka lat. I choć pisała oraz słała paczki, stała się dla niej osobą daleką, a z czasem coraz bardziej obcą. Teraz główna bohaterka ma czterdzieści trzy lata i czuwa przy ciężko schorowanym ojcu w szpitalu. Czekając na lekarskie być albo nie być, nachodzą ją refleksje na temat mijającego życia.  

„Niewiele jeszcze wiedziałam o miłości, ale już wtedy przeczuwałam, że nie będę umiała zbudować szczęśliwego domu. Żeby być rzemieślnikiem życia, trzeba najpierw poterminować u mistrza. Mnie zabrakło nauczyciela”.* To stwierdzenie najlepiej oddaje emocjonalną sytuację Basi. Przygodne kontakty z chłopakami oraz nieudane małżeństwo pełne fałszu i przemocy, to tylko niektóre skutki wieloletnich zaniedbań.
 
Jest to powieść niezwykle osobista, szczera. Można nawet powiedzieć, że przybiera formę rachunku sumienia, czy próby rozliczenia się z własnym życiem i nie są to odczucia bezpodstawne. Książka jako całość jest literacką fikcją, ale zgodnie z tym, co możemy przeczytać w jej zakończeniu, składają się na nią prawdziwe historie konkretnych ludzi i ich doświadczenia. A pierwszoosobowa narracja oraz skupienie na wewnętrznych przeżyciach postaci, wrażenie to tylko potęgują. 

Nie brak tu fragmentów przesiąkniętych czarnym humorem, których przykładem może być opis małżeństwa Barbary z religijnym fanatykiem. Mężczyzna ten dumnie niesie „krzyż”, a zarazem idealnie ukazuje hipokryzję swej wiary, kiedy wyzywa i oczernia żonę. Z kolei stosowane przez niego słowne egzorcyzmy, mogą wywołać u czytelnika jedynie szczery uśmiech politowania.   

Katarzyna Enerlich stworzyła lekturę wprawdzie dość przygnębiającą, ale nie pozbawioną iskierki nadziei. Jest to przejmująca batalia o własne szczęście i niezależność, okropiona latami wyrzeczeń, ale dowodząca, że na wszystko w życiu jest czas. Tytułowy Błękitny Księżyc to trzynasta pełnia w roku, zdarzająca się mniej więcej co dwadzieścia parę lat. Jest to czas, kiedy spełniają się wszystkie marzenia, a szczególnie te, które wydawały się dotąd najmniej realne. Czy ta magiczna data pomoże bohaterce stanąć na nogi i jaka będzie lekarska diagnoza dla jej ojca? Przeczytajcie powieść pani Katarzyny. Warto choćby dla jej pięknego, poetyckiego języka.   


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Mg.

Katarzyna Enerlich „Kiedyś przy Błękitnym Księżycu”
Ilość stron: 288
Wyd. Mg
Warszawa 2011
Ocena: 5/6
* s. 12

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Poduszka w różowe słonie - Joanna M. Chmielewska

Hanka jest młodą, energiczną i idealnie zorganizowaną kobietą. Niestety po śmierci najlepszej przyjaciółki Ewy, jej życie wywraca się nagle do góry nogami. Pod jej opiekę trafia Ania – pięciolatka ze złamanym sercem i niebieskim niedźwiadkiem o imieniu Florian. Od teraz nic nie będzie takie jak dawnej. Nawet dom stanie się obcy i jakby dla nich za mały. Ania to dla Hanki nie tyle dziecko, co nieznajomy, którego nie sposób jest zrozumieć. Ich wzajemne relacje są bardzo skomplikowane nie tylko ze względu na różnicę wieku, ale i emocjonalne problemy bohaterek.

Kontakty Hanki z matką również są dalekie od ideału. Atmosfera między nimi od zawsze była napięta, a słów pełnych krytyki nigdy nie brakowało. Teraz, gdy Hanna przyjęła na siebie odpowiedzialność za drugiego człowieka, musi stawić czoła nie tylko piętrzącym się trudnością, ale i samej sobie.

Książka pani Chmielewskiej, mimo bajkowego tytułu, daleka jest od opowiastek dla dzieci. Pełno w niej ludzkich dramatów, nostalgii i zdań wyciskających łzy. Czekolada, która tak często pojawia się na kartach powieści, staje się dla jej bohaterów synonimem słodko – gorzkiego życia. Chociaż na losie każdego z nich śmierć odcisnęła swe pięto, to stali się oni dzięki temu silniejsi i bardziej pewni siebie.

Prócz Ani i Hanki, bardzo ważną postacią jest tutaj Łukasz, najnowszy nabytek firmy cukierniczej, a zarazem współpracownik Hanny. On także dusi w sobie ciężkie doświadczenia i masę dręczących go pytań. Z czasem sprawy komplikują się tym bardziej, że Hanka zaczyna mu się podobać, ale czy człowiek, który boi się dotyku i zaangażowania jest w ogóle zdolny do miłości?

Poduszka w różowe słonie to niezwykła historia o przyjaźni, dotrzymywaniu obietnic oraz leczeniu ran z przeszłości. Przy czym mimo trudnej tematyki, nie jest ona depresyjna, a raczej skierowana na zadumę i chwilę refleksji nad samym sobą. Polecam tą do bólu szczerą i niezwykle prawdziwą opowieść. Gwarantuję, że długo o niej nie zapomnicie.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Mg.

Joanna M. Chmielewska „Poduszka w różowe słonie”
Ilość stron: 280
Wyd. Mg
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

niedziela, 26 czerwca 2011

Lewa ręka Boga - Paul Hoffman

Paul Hoffman to autor w Polsce jeszcze mało znany. Nim rozpoczął tworzenie trylogii Lewa Ręka Boga, napisał zaledwie dwie książki, z czego jedna – The Wisdom of Crocodiles – została zekranizowana, a sam twórca był jej scenarzystą. Tym razem, ten absolwent Oxfordu, może wpisać się na stałe do kanonów szeroko pojętej literatury fantasy dzięki Lewej Ręce Boga, która z pewnością znajdzie wielu zwolenników.

Książka, rozpoczyna cykl przygód Thomasa Cale’a – chłopca o niesamowitych zdolnościach, które raz ratują mu życie, a kiedy indziej wpędzają w nie lada tarapaty. Trzeba jednak zaznaczyć, że powieść ta bynajmniej nie jest skierowana dla dzieci. Mimo młodego wieku głównego bohatera (14 lat), nie jest on postacią w stylu Harry’ego Pottera czy innych przedstawiciel nurtu młodzieżowego fantasy. Cale to osoba niezwykła, ale również okrutna i bezwzględna. Gdzieś głęboko drzemie w nim dobroć, lecz życie w Sanktuarium Odkupicieli przysporzyło mu tylu cierpień, że jego natura stała się na twarda i zajadła. Do tego dochodzą momentami dość drastyczne opisy kilku sytuacji, które moim zdaniem nie bardzo nadają się dla najmłodszych czytelników.

Punktem zapalnym powieści, jest moment w którym chłopak przypadkiem odkrywa tajemnicę jednego z odkupicieli. Otóż, Lord Dyscyplinariusz Picarbo, zajmuje się krojeniem ludzkich ciał oraz preparowaniem kobiecych narządów. Gdy pewnego dnia Thomas staje się świadkiem tych okrutnych czynności, postanawia zabić Picarba. W tym też momencie ratuje z opresji Ribę, dziewczynę, która w ogóle nie powinna przebywać na terenie Sanktuarium. Po tej brawurowej akcji, wraz ze swymi przyjaciółmi – Mętnym Henrim oraz Kleistem – muszą jak najszybciej uciec, aby nie zostać skazanym na śmierć. Podróż chłopców doprowadza ich do miasta Memphis, gdzie akcja zawiązuje się na tyle dynamicznie, iż czytelnik z pewnością nie będzie się nudził.

Stworzony przez autora świat jest oryginalny i niezwykle interesujący. Z jednej strony mamy tu srogich oraz nieokiełznanych Odkupicieli, walczących w obronie Jedynej Słusznej Wiary w Powieszonego Odkupiciela, a z drugiej ród Materazzich żyjący w Memphis, pewnych siebie ludzi odnoszących od lat militarne sukcesy potwierdzające ich potęgę. Do tego dochodzą ciekawie wykreowane postacie poboczne, takie jak IdrysPukke czy piękna Arbell, oraz duża ilość zwrotów akcji, dzięki czemu książkę czyta się szybko i sprawnie. Można by trochę ponarzekać na niesamowite umiejętności Cale’a, czy dziwne nazwy niektórych bohaterów, lecz jak to w książkach fantasy bywa, zawsze musi znaleźć się osoba o nieprzeciętnych zdolnościach i imieniu, które ciężko wymówić.

Trzeba przyznać, że Paul Hoffman dostarczył nam historię przy której czytelnik będzie niecierpliwie przewracał strony powieści, aby poznać burzliwe losy Cale’a. Żywię też nadzieję, że jej kontynuacja będzie równie dobra, jak nie lepsza, od swej poprzedniczki. A póki co zainteresowane osoby zapraszam na oficjalną stronę autora, gdzie można zobaczyć interaktywną mapę świata oraz przyglądnąć się miejscom odwiedzanym przez Cale’a i jego przyjaciół.


 Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Paul Hoffman „Lewa Ręka Boga”
Ilość stron: 448
Wyd. Albatros
Poznań 2011
Ocena: 5/6

sobota, 25 czerwca 2011

Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke

Ilu z was wierzy w anioły? W skrzydlatych opiekunów, którzy dzień i noc przy czuwają, pilnując by nic złego się nie wydarzyło? Bohaterka tej książki również miała z tym problem, lecz tylko do momentu, gdy sama stała się jednym z nich.

Margot umiera i nagle staje się aniołem stróżem... samej siebie. Choć brzmi to dziwie, od teraz na imię ma Ruth, a jej zadaniem jest sprawowaniem na sobą opieki. Ponowne obserwowanie minionego życia nie jest dla niej rzeczą łatwą. Przypomina sobie nie tylko popełnione niegdyś błędy, ale również ogrom cierpienia jaki ją spotkał. Porzucenie przez ojca, liczni opiekunowie zastępczy, a ostatecznie dom dziecka, w którym przemoc jest czymś normalnym. Mimo, że z czasem udaje jej się stamtąd uciec oraz odnaleźć kochającą rodzinę, nie oznacza to wcale końca jej problemów.  

Zawsze przy mnie stój nie jest kolejną paranormalną opowiastką dla młodzieży. Książka porusza tematy znacznie poważniejsze, niż uczucia pary nastolatków i dylematy z nimi związane. Jest to historia o dokonywaniu wyborów, braniu za nie odpowiedzialności oraz ogromnej sile miłości. Przy czym najbardziej zadziwia to, jak autora zdołała na trzystu stronach streścić czyjeś życie i odwzorować przy tym wszystkie jego aspekty. Od dziecięcych fascynacji, po młodzieńczy bunt, marzenia o studiach, rodzinie, aż do zaskakującego końca.

Akcja toczy się żwawo, dynamicznie i praktycznie nie ma tu zbędnych fragmentów. Dialogi są rzadkością, lecz mimo to historia nie nudzi, a każdy rozdział roztacza przed nami cały wachlarz emocji. Ta powieść jest bardzo magiczna, jednak nie w sferze cudów, a w zwykłym, ziemskim wymiarze codzienności. Przez jej pryzmat dostrzeżemy znaczenie każdego gestu i  słowa. Dlatego też jestem przekonana, że oczaruje wszystkich którzy po nią sięgną.

Margot ma w sobie to coś, że pomimo licznych złych wyborów, stale darzymy ją sympatią, a tym samym wspieramy Ruth by udało jej się osiągnąć sukces. Anielska ingerencja ma jednak swoje granice, a koło fortuny toczy się nieubłaganie. Czy bohaterce uda się ocalić samą siebie? Dowiecie się jedynie czytając książkę Carolyn Jess-Cooke, ale już wam mogę zdradzić, że niełatwo tu cokolwiek przewidzieć. Świetna lektura. Naprawdę.


 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte.

Carolyn Jess-Cooke „Zawsze przy mnie stój”
Ilość stron: 314
Wyd. Otwarte
Kraków 2011
Ocena: 5/6

piątek, 24 czerwca 2011

Stos


od wydawnictwa Novae Res:

Sylwia Adamiak "Tajemnica czarnej róży"

od serwisu Sztukateria:

Carolyn Jess-Cooke "Zawsze przy mnie stój"
Joanna M. Chmielewska "Poduszka w różowe słonie"
Katarzyna Enerlich "Kiedyś przy Błękitnym Księżyciu"
Larry Winget "Liczy się tylko wynik!"
Larry Winget "Twoje dzieci to twoja wina"


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~

czwartek, 23 czerwca 2011

Czarna Bezgwiezdna Noc - Stephen King

Opowiadania nie mają zazwyczaj zbyt wielu zwolenników. Narzeka się, że są zbyt  lakoniczne, mało szczegółowe i ogólnie nie warte większej uwagi. Ja osobiście się z tym nie zgadzam, a już w szczególności nie w przypadku Czarnej Bezgwiezdnej Nocy. Tom zawierający cztery najnowsze historie mistrza grozy, w pełnej krasie ukazuje ciemną stronę ludzkiej duszy i muszę przyznać, jest się czego bać.

1922 – opowiada o rolniku, który tak wielbi swoją ziemię, że jest w stanie dla niej zrobić wszystko. Kiedy jego żona wpada na pomysł sprzedaży części farmy, nie może tego tak pozostawić. Planuje zabić kobietę, a pomóc mu w tym ma jego czternastoletni syn.

Wielki Kierowca – przedstawia losy Tess, pisarki, która wyrusza na spotkanie z czytelnikami. Niestety słuchając rad jednej z organizatorek, w drodze powrotnej decyduje się na skorzystanie z krótszej trasy. W efekcie uszkadza swój samochód i napotyka mężczyznę, który okazuje się być mordercą – gwałcicielem. Jakimś cudem Tess wychodzi z napaści żywa, ale poprzysięga srogą zemstę na winowajcy.

Dobry Interes – Dave jest chory na raka i nie pozostało mu już wiele doczesnego życia. Jadąc pewnego dnia koło lotniska trafia na dziwny stragan, którego właściciel świadczy usługi „przedłużania losów”. Zaciekawiony przystaje i postanawia skorzystać z oferty. Zostaje mu obiecane dodatkowe piętnaście lat życia w zamian za... No właśnie. Cena pozornie nie jest wygórowana, musi tylko wskazać człowieka, którego szczerze nienawidzi.

Dobrane Małżeństwo – Darcy i Bob od lat są zgodnym małżeństwem. Rozumieją się bez słów i darzą się ogromnym zaufaniem. Jednak, kiedy Bob wyjeżdża w podróż służbową, jego żona przypadkiem odkrywa w garażu tajemniczą skrytkę. Znajdują się w niej dowody tożsamości – karta biblioteczna, prawo jazdy - zaginionej niedawno dziewczyny. Darcy uświadamia sobie, że jej mąż jest seryjnym mordercą, a co gorsza już niedługo wróci on do domu.

W przypadku S. Kinga, opowiadania takie jak te, to moja ulubiona forma jego twórczości. Powieści na początku dość często bywają dla mnie nużące. Zbyt rozległe opisy i kilkusetstronicowe wprowadzenia do tematu nie znajdują we mnie wielbicielki. Natomiast w opowiadaniach wszystko jest zwarte, konkretne, a przy tym tak samo zaskakujące i ciekawe.

Mimo krótkiej formy autor sobie nie odpuszcza i cały czas trzyma jednakowy poziom. Odnajdziemy tu wszystkie charakterystyczne cechy jego prozy – bogate opisy postaci, spokojny początek, mocne zakończenie, a także pisarza - bohatera tak chętnie przez niego wykorzystywanego.

Z każdą historią coraz bardziej zatracamy się w ludzkim zepsuciu, egoizmie oraz  niepohamowanych żądzach. Przytoczone tu sytuacje są prowokujące, brutalne i wysnute z resztek jakiegokolwiek współczucia. Największa podłość nie pochodzi z zaświatów, kosmosu czy innej nieznanej nam krainy, ale z ludzkiej duszy i z zła które się w niej przyczaiło. Nie znamy dnia ani godziny, kiedy staniemy się jego ofiarami, ale możemy je wcześniej nieco poznać, a może i oswoić?

Sięgnijcie po Czarną Bezgwiezdną Noc, a nie pożałujecie. Stephen King jest w iście mistrzowskiej formie.


 Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Stephen King „Czarna Bezgwiezdna Noc”
Ilość stron: 488
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

środa, 22 czerwca 2011

Fantastyczne samobójstwo zbiorowe - Arto Paasilinna

Czego można się spodziewać po książce o tak niezwykłym tytule jak Fantastyczne samobójstwo zbiorowe? Depresyjnego nastroju, czarnego humoru, czy może zwykłego chwytu marketingowego? Przypuszczeń miałam wiele, ale prawda okazała się być dużo bardziej zaskakująca.

Onni to pięćdziesięcioletni bankrut o marnych perspektywach na przyszłość. Przytłoczony życiem oraz masą nieszczęść jakie na niego spadły, postanawia się zastrzelić. Za miejsce ostatecznego spoczynku wybiera starą stodołę, lecz gdy się w niej zjawia, czeka go tam niemiła niespodzianka. Inny człowiek, sadząc po ubraniu - wojskowy, właśnie zawiązał sobie na szyi pętlę. Wystraszony obecnością nieproszonego gościa pułkownik potyka się i gdyby nie pomoc Onniego, byłby to już jego koniec.

Między mężczyznami nawiązuje się rozmowa, i w przypływie szczerości wyjawiają sobie co ich skłoniło do tak radykalnego kroku. Dochodzą też do wniosku, że Finlandia jest krajem na tyle depresyjnym, że gdzieś tam z pewnością jest więcej ludzi jak takich oni. Warto by nawiązać z nimi kontakt, bo przecież w grupie umiera się dużo raźniej. Tym sposobem zamieszczają w gazecie ogłoszenie pod wiele mówiącym hasłem - „Spróbujmy razem”. Zebrana w ten sposób grupa śmiałków, wyrusza w swą ostateczną podróż, aby na krańcu świata odnaleźć wieczny spokój.

Powieść Arto Paasilinna ukazuje samobójstwo w krzywym zwierciadle. Mimo ponurej, a momentami wręcz groteskowej problematyki, jest to przypowieść o wielkiej sile przesłania i niewyczerpanych pokładach nadziei. Oryginalna, odważna i do bólu szczera. Obdziera człowieczeństwo z wszelkich złudzeń. Sprawy ważkie, ważne oraz te najbardziej istotne. Wszystko jest w stanie popchnąć człowieka do samozagłady. Ale czy determinacja „Anonimowych Śmiertelników” rzeczywiście jest tak niepodważalna? Czy w chwili ostatecznego starcia wystarczy im odwagi by spojrzeć śmierci w oczy?

Dla mnie ta książka to niezwykła podróż nie tylko po Europie, ale i zakamarkach ludzkiej duszy. Pełno w niej ukrytych treści, anegdot, a przede wszystkim wzajemnej ufność i oddania dotychczas całkowicie obcych sobie ludzi. Wcześniej każdy z nich był samotnikiem bez wiary w lepsze jutro, aż tu nagle znalazł sprzymierzeńców w sprawie, może nie do końca sensowej, ale w  ich oczach jedynej jaką uważają za słuszną.

Po tej lekturze spojrzycie na świat oraz samych siebie z zupełnie innej perspektywy. Z pewnością nie jest to powieść dla każdego, ale każdemu kto ją przeczyta da ona bardzo wiele. Jej swobodny język i nietuzinkowa akcja wciągną was bez reszty. Ja jestem nią oczarowana, a wam gorąco ją polecam.  

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Kojro, za co bardzo serdecznie dziękuję.


Arto Paasilinna „Fantastyczne samobójstwo zbiorowe”
Ilość stron: 256
Wyd. Kojro
Warszawa 2007
Ocena: 6/6

wtorek, 21 czerwca 2011

Pałac północy - Carlos Ruiz Zafón

Nie ma co ukrywać, miłośniczką technologii, które wkradły się w świat książek nie jestem. Nigdy zarówno za e-bookami, jaki i audiobookami nie przepadałam. Dlatego też, gdy w przesyłce od wydawnictwa Muza znalazłam pozycję do słuchania, nieco struchlałam.

Początkowo nie obyło się bez komplikacji. Moje radio, mimo posiadanej funkcji mp3 nie było w stanie odczytać plików ani z samej płyty, ani też z pendrive’a. Dopiero po przepuszczeniu ich przez program do obróbki dźwięku całość ruszyła i wówczas się zaczęło...

Ben jest wychowankiem sierocińca St. Patrick’s w Indyjskiej Kalkucie. Wraz z szóstką mieszkających tam dzieci, założył przed laty tajne stowarzyszenie Chowbar Society, którego siedzibą stał się Pałac Północy. Budynek ten, mimo dumnej nazwy, jest co prawda tylko rozsypującą się ruiną, jednak nie przeszkadza to grupie przyjaciół co noc się w nim spotykać.

W dniu szesnastych urodzin Bena, kiedy wybija jego pora na puszczenie domu, poznaje on swą rówieśniczkę Sheere i zaprasza ją na ostatnie spotkanie stowarzyszenia. Gdy dziewczyna opowiada tragiczną historię swej rodziny, wszyscy jednogłośnie postanawiają jej pomóc. W ten sposób zostają wciągnięci w niebezpieczną rozgrywkę na śmierć i życie, której finał okaże się być niemałym zaskoczeniem. 

Ponura, deszczowa atmosfera, szaleńcza pogoń za dowodami, opuszczony dworzec kolejowy, a przede wszystkim złowieszcza postać Jawahala, sprawiają, że słucha się tego z wypiekami na twarzy. Autor nie tylko świetnie kreśli obraz każdego z bohaterów, ale też wartko prowadzi akcję, nie pozwalając jej spocząć ani na chwilę. Rodzinne sekrety, klątwy i przewinienia to zaledwie ułamek tego co ich czeka.

Należę do pokolenia, które Piotra Fronczewskiego utożsamia jeszcze z postacią pana Kleksa. Z tego też powodu słuchanie jak pan Piotr czyta, a właściwie opowiada o losach przyjaciół, przywoływały mi wspomnienia z licznych gawęd snutych przez wykreowaną przez niego postać.

Ta podwójna magia – postaci lektora oraz prezentowanej przez niego historii – sprawiła, że ja, pełnoletnia już osoba, poczułam się jak za dawnych lat, kiedy to przed zaśnięciem wysłuchiwałam bajek na dobranoc. Jeżeli i wy chcecie powrócić na moment do tych beztroskich chwil oraz dać się porwać przygodzie, sięgnijcie po Pałac Północy w formie audiobooka. Ja wprawdzie nadal ich fanką nie jestem, ale do tego z chęcią będę wracać.

A do wydawnictwa Muza mam mały apel, żeby sprawdzili format rozpowszechnianych plików, bo typowa mp3 to niestety nie jest ;)



 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza, za co bardzo dziękuję.

Carlos Ruiz Zafón „Pałac północy”
Czyta: Piotr Fronczewski
Czas: 8,5 h
Wyd. Muza
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Człowiek, który pokochał Yngvego - Tore Renberg

Tore Renberg urodził się w 1972 r. w Stavanger. Jest absolwentem filozofii oraz literaturoznawstwa na uniwersytecie w Bergen, a od 1995 pisze również własne powieści. Już jego debiutancki zbiór opowiadań – Śpiący węzeł – odniósł ogromny sukces, przynosząc mu nagrodę im. Trejei Vesaasa. Człowiek, który pokochał Yngvego to pierwszy z czterech tomów o losach Jarlego, jednak cykl nie został jeszcze zamknięty. 

Pamiętacie czasy, kiedy muzyki słuchało się z płyt winylowych, komputer w domu był rzadkością, a Nirvana dopiero zaczynała wspinać się na radiowe listy przebojów? Ja przyznam się, że mgliście, dlatego, gdy usłyszałam o powieści Torego Renberg’a z miejsca zapragnęłam ją przeczytać.

Przedstawiona tu historia rozpoczyna się w styczniu 1990 roku, kiedy to siedemnastoletni wówczas Jarle Klepp, po raz pierwszy spotyka Yngvego - nowego ucznia liceum w Stavanger w zachodniej Norwegii. W zdarzeniu tym nie byłoby może nic dziwnego, gdyby nie nagła fascynacja ustami tajemniczego kolegi. I tak, wierny dotychczas swej dziewczynie Jarle, zaczyna gubić się między dwoma miłosnymi światami.  

Nie rozumiejąc tego co się z nim dzieje, poddaje się sile emocji i szuka kontaktu z nieznajomym chłopakiem. Ostatecznie zdobywa się na odwagę i odwiedza go w domu, co staje się początkiem końca jego obecnego życia.

Książka ta, jest nie tylko pełna ciekawostek z ubiegłego stulecia, ale również bardzo trafnie, a przede wszystkimi mądrze opowiada o uczuciach, przyjaźni i trudach dorastania. Marzenia o sukcesie punkowego zespołu, buntownicza potrzeba przeciwstawiania się wszystkiemu dookoła, zainteresowanie polityką oraz wszechobecna chęć bycia innym, to jedyne sprawy, które absorbują Jarlego i jego przyjaciela Helge. Jednak tylko do czasu, kiedy to Jarle coraz bardziej zbliża się do Yngvego, co z kolei nie umyka uwadze reszty jego kompanii.

Człowiek, który pokochał Yngvego to fascynująca lektura niebojąca się poruszać tematów trudnych i społecznie niewygodnych. Okazjonalny seks, uzależnienia czy rozboje, to zaledwie początek. Prawdziwym wyzwaniem dla Jarlego, staje się próba znalezienia swojego miejsca na świecie oraz odpowiedzi na pytanie „kim jestem?”. A podejrzliwość i brak zrozumienia ze strony przyjaciół, wszystko dodatkowo komplikują.

Cała powieść to jedno wielkie wspomnienie, które prowadzi nas do zaskakującego finału mającego miejsce kilka lat po opisanych tu wydarzeniach. I o ile tło przedstawionych tu okoliczności współcześnie uległo ogromnej przemianie, o tyle same zdarzenia są, i zapewne długo jeszcze będą aktualne. Czuję się jednak zobowiązana zaakcentować w tym miejscu dwie sprawy. Pierwszą jest fakt, że choć powieść mocno osadzona jest w historii, to nie dominuje ona jej fabuły. A drugą, że pomimo wykorzystanego tu wątku „miłości” dwójki chłopaków, cała akcja bardziej dzieje się na gruncie platonicznym i w obszarach fantazji, niż w opisach konkretnych sytuacji. Dlatego też, jeżeli ktoś czuje się zrażony motywem Jarle-Yngve, to niech wie, że tak naprawdę nie ma się tu czego obawiać.

Książkę Tore Renbera odbieram, jako naprawdę dobrą literaturę psychologiczno-obyczajową z ważnym i wiecznie żywym przesłaniem: abyśmy się nigdy nie bali być sobą, ponieważ ludzie raz przy nas są, a za chwilę ich nie ma. A z samym sobą trzeba żyć nieustannie, dlatego należy postępować wyłącznie w zgodzie z własnym sumieniem.  

Na zakończenie dodam jeszcze, że we wrześniu ukarze się druga część przygód Jarlego Klepp’a - Charlotte Isabel Hansen i już nie mogę się jej doczekać. 


Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu:
 
Tore Renberg „Człowiek, który pokochał Yngvego”
Ilość stron: 360
Wyd. Akcent
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

niedziela, 19 czerwca 2011

Wywiad z Izabelą Degórską, autorką Pamięci Krwi

Izabela Degórska to osoba o wielu talentach oraz rozległych zainteresowaniach. Dotychczas pracowała między innymi jako: dziennikarka telewizyjna, twórczyni scenariuszy do seriali telewizyjnych, producentka teledysków, a nawet autorka bajek dla dzieci. Teraz postanowiła stawić czoła wampirycznym kanonom i napisać o nich pierwszą polską powieść z prawdziwego zdarzenia. Do premiery Pamięć krwi zostało jeszcze kilka dni, a tym czasem, żeby umilić sobie okres oczekiwania, zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z autorką.  

 
>> Dziennikarstwo i pisarstwo to z pozoru bliźniacze dziedziny, które jednak dużo się od siebie różnią. Jak narodził się u Pani pomysł na twórczość literacką?

Od zawsze coś wymyślałam. Najpierw były to wiersze, potem piosenki. W pewnym momencie zaczęłam pisać fantasy i bajki. A dalej samo już poszło.
 
>> A co Panią inspiruje i jak wygląda proces twórczy?

Inspiracją jest czasem jakieś skojarzenie, zasłyszana historia lub sugestywny sen. Mam też folder w komputerze, w którym archiwizuję ciekawostki z internetowych witryn informacyjnych. Rzeczywistość bywa bardziej zaskakująca od ludzkiej wyobraźni.
W przypadku PAMIĘCI KRWI jedną z inspiracji były docierające do mnie różnymi kanałami opowieści o przepastnych podziemiach rozciągających się pod Szczecinem. Miasto pod miastem wydało mi się idealnym tłem do wydarzeń niezwykłych i tajemniczych.
Sam proces twórczy jest bardzo przyjemny, zwłaszcza kiedy piszę powieść. Mogę sobie wtedy poszaleć i nie muszę dumać, czy dana postać, czy scena jest niezbędna. W scenariuszach nie ma tak dobrze – pisanie przypomina tworzenie misternej konstrukcji, co wymaga wiedzy i sporej dyscypliny. A właśnie swoboda twórcza, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. :)

>> Dość powszechnie mówi się, że Polacy nie mają smykałki do tworzenia horrorów. Dlaczego postanowiła się Pani zmierzyć właśnie z tym, dość niełatwym gatunkiem?

Naprawdę tak mówi się o polskich horrorach? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Co do mojej powieści, to świat wampirów trudno ująć w inny gatunek literacki. Chociaż, teoretycznie, mogło być romantycznie i przy świecach.…
Sam horror nie jest mi obcy – opublikowałam wcześniej dwa opowiadania w turpistycznych, dość mrocznych klimatach (Magazyn Fantastyczny). Groza, która dotyka ludzkiej natury jest bardzo powabna literacko.

>> Obecnie rynek przepełniony jest powieściami opowiadającymi o losach wampirów. Co było powodem, że zdecydowała się Pani właśnie na takich bohaterów?

No tak, wydało się. Nie pomyślałam. Powinnam była napisać o aniołach, wiedźmach, albo wilkołakach. A tak serio, to brakowało mi „wampirów w Polsce” - takich z krwi i kości. 
No i szczerze mówiąc, kiedy pochłania mnie projekt, „nie decyduję się” na bohaterów. Tylko z pozoru mam wpływ na to, jacy są i co zrobią. Mogę sobie "w przerwie" wymyślać różne rozwiązania, a potem i tak dzieje się to, co ma się dziać. Moja rola jest dość ograniczona. Jeśli w historii moich bohaterów pojawia się mroczna przeszłość lub dramatyczne wydarzenia - podążam za nimi na tyle, na ile mi starcza "pary w palcach".

>> Trudno nie dostrzec kilku podobieństw między Panią a Mileną, czy jest to pewna forma alter ego?

Nie sądzę. Główna bohaterka jest dziennikarką, a ja mam za sobą 10 lat ganiania z mikrofonem – i niestety to wszystko, co śliczna Lenka ma ze mnie... No tak, jest jeszcze równie zgryźliwa i ironiczna. :)

>> Przyznam się, że losy Mileny i Darka bardzo przypadły mi do gustu. Jest szansa na ich kontynuację?

Cieszę się, że się podobało. A co dalszego ciągu - wszystko się może zdarzyć. To co było najbardziej pracochłonne – stworzenie świata, w którym rozgrywa się powieść, już za mną.

>>Na Pani stronie internetowej można przeczytać kilka scenariuszy sztuk teatralnych. Czy można je w tej chwili gdzieś zobaczyć na dużej scenie i jak narodziła się współpraca z teatrem? 

Moja współpraca z teatrem zaczęła się od konkursu na sztukę dla dzieci. Byłam laureatką takiego konkursu w 2001 roku. W efekcie tekst został wydrukowany w antologii i bardzo szybko trafił na scenę. Ostatnia premiera miała miejsce pod koniec kwietnia tego roku, w Katowicach. Tam, w nowym sezonie, zapewne pojawi się jeszcze moja BAJKA O SZCZĘŚCIU. Gdzie poza tym? Nie wiem, trzeba poczekać na wrześniowy repertuar. Odbyło 12 premier moich sztuk i niektóre teatry wciąż je grają.

>> Patrząc na Pani dorobek artystyczny widać mnogość zainteresowań. Co innego Panią pasjonuje prócz pisania. Jakieś hobby?

Kiedy mam czas - czytam, z uwagą śledzę informacje z dziedziny astronomii, nauki i medycyny, chodzę do teatru (najczęściej... lalkowego), oglądam filmy (ze szczególną przyjemnością w najstarszym kinie świata, które mieści się w Szczecinie). Czasem uczestniczę w jakimś wyczerpującym projekcie, np. w nagrywaniu psychodelicznego teledysku. No i mam swoje tajemnice, których nie zdradzę.

>> A jaką książkę lub film mogłaby Pani polecić naszym czytelnikom?

Polecam nieśmiertelny FOLWARK ZWIERZĘCY Georga Orwella, za mądrość, HOBBITA Tolkiena – za humor, no i jeszcze CIEŃ KATA Gene Wolfea. Wiem, że to starocie, ale bardzo je lubię.

>> Premiera książki zbiega się z rozpoczęciem wakacji, dając tym samym czytelnikom ciekawą lekturę na wolne chwile. Ma Pani już jakieś urlopowe plany, czy może najbliższe tygodnie zostaną poświęcone na promocję książki?

Planuję kilka krótkich wypadów urlopowych. Zbieram się też, żeby skończyć pewną komedię. Co do promocji książki, to jest to pytanie do wydawnictwa.

>> Gdzie w najbliższym czasie można się z Panią spotkać, jakieś wieczory autorskie?

Och, na to chyba muszę sobie najpierw zasłużyć. Dziś można do mnie jedynie wysłać e-maila. Wygooglować nazwisko, zajrzeć na moją stronkę i kliknąć w zakładkę KONTAKT. Odpowiadam, jeśli tylko mam dostęp do komputera.

>> Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę dalszych sukcesów.

Dziękuję również. I pozdrawiam miłośników horroru!


Wywiad został zrealizowany dzięki serwisowi Kostnica.

Life Festival 2011

Miniony weekend upłynął mi pod znakiem koncertów. W piątek Ewa Farna, a w sobotę Life Festival. I o ile ten pierwszy będę wspominać z mieszanymi uczuciami, o tyle w drugim nic – może prócz pogody - bym nie zmieniła. Organizacja, atmosfera, koncerty jak i towarzystwo – pary przesympatycznych Warszawiaków – idealne :)

 
 

Już nie mogę się doczekać trzeciej edycji. W końcu nie samą książką człowiek żyje.

sobota, 18 czerwca 2011

K-O-N-K-U-R-S

W raz z serwisem Sztukateria oraz wydawnictwem Kwiaty Orientu, przygotowałam dla Was mały konkurs w którym do wygrania są 3 egzemplarze książki: 
Shin Kyung-Sook "Zaopiekuj Się Moją Mamą" o której więcej przeczytać możecie TU.


Zasady są bardzo proste. 
 
Wystarczy w komentarzu pod notką napisać, dlaczego ta powieść ma trafić właśnie do was

Odpowiedź, którą uznam za najbardziej oryginalną/zabawną, otrzyma pierwszy egzemplarz, a pozostałe dwa rozlosuje między wszystkimi uczestnikami zabawy.


Wyłonienie zwycięzców 11 lipca


Było by też miło jakbyście polubili na
>>Facebooku<<
profil naszego sponsora :)



Osoby nie posiadające bloga proszone są o pozostawienie adresu mailowego.

Przewidziano również 3 nagrody pocieszenia w postaci filmów DVD zatem jest o co walczyć. 

piątek, 17 czerwca 2011

Dziewczyna i chłopak, wszystko na opak - Wendelin Van Draanen

Bryce przeprowadził się z rodziną do nowego domu na przedmieściach Mayfield. W sąsiedztwie ma dziewczynę o imieniu Julia, która już od pierwszych chwil znajomości, wzbudza w nim mieszane uczucia. Jest niesamowicie irytująca, a zarazem wyjątkowo go fascynuje. Wszędzie jej pełno, nie pojmuje aluzji, a w dodatku otwarcie mówi co myśli i bardzo zależy jej na nowym przyjacielu. Nie jest to jednak łatwa znajomość, bo choć Bryce i Julia mieszkają na jednej ulicy, to żyją jakby w dwóch odległych od siebie światach.

Dziewczyna i chłopak... to urokliwa opowieść o ważnych sprawach, podana czytelnikowi z lekkim przymrużeniem oka. Wandelin świetnie akcentuje odrębności w postrzeganiu świata z męskiego i żeńskiego punktu widzenia. Główni bohaterowie książki, to zaledwie gimnazjaliści, ale już na ich przykładzie można dostrzec różnice w usposobieniu obu płci. To co dla Bryce’a było mową, dla Julii jest milczeniem. Troskę dziewczyny, chłopak odbiera jako nachalność, a jej walkę o ukochane drzewo, za chęć zwrócenia na siebie uwagi.

I chociaż książka skupia się przede wszystkim na młodzieży, to nie brak w niej ważnych historii o rodzinnych dramatach, rozróżnianiu spraw istotnych od pustych gestów, czy bronieniu swych ideałów. Mnie do gustu szczególnie przypadł wątek walki o drzewo oraz opis krajobrazu widzianego ze szczytu Platana. Pokazuje on jak w miejscach nam bliskich można odnaleźć odrobinę prawdziwej magii.

Nie jest to wprawdzie powieść zmieniająca ludzkie życia, ale czyta się ją naprawdę bardzo dobrze i śmiało mogę przyznać, że jestem nią mile zaskoczona. Literatura młodzieżowa nastawiona jest zazwyczaj na pustą rozrywkę, a tutaj prócz przyjemnie spędzonego czasu, można się również wiele nauczyć. Możemy dzięki niej poznać jedną sytuację z dwóch punktów widzenia, zobaczyć do czego prowadzi różnorodność interpretacji oraz odkryć jak nie popełniać tych samym błędów we własnym życiu.

Słowem podsumowania. Jeżeli interesuje was czy Bryce i Julia będą w stanie pokonać dzielące ich różnice oraz czy znajdą w końcu wspólny ze sobą język? Sięgnijcie po książkę i sprawdźcie sami. Nie będziecie żałować.

 
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co serdecznie dziękuję.
 

Wendelin Van Draanen „Dziewczyna i chłopak, wszystko na opak”
Ilość stron:224
Wyd. Galeria Książki
Kraków 2011
Ocena: 5/6

środa, 15 czerwca 2011

Pamięć krwi - Izabela Degórska

Zapomnijcie o wampirach rodem z bajek dla dzieci. O miłych stworzeniach bardziej martwiących się o ludzi niż o własne przetrwanie. W Pamięci krwi nikt się żywymi nie przejmuje. Ludzka rasa to bufet i zabawka dla zabicia czasu. Tak, w naszym kraju mieszkają stworzenia, o których wolelibyśmy nigdy nie usłyszeć.

Milena jest młodą dziennikarką próbującą zdobyć uznanie na rynku wydawniczym. Szukając chwytliwego tematu na artykuł, trafia na trop zagadkowych morderstw w podziemiach Szczecina. W tym samym dniu, dostaje też informacje o osobliwym zachowaniu swojego byłego chłopaka - Darka. Kiedy za namową przyjaciółki decyduje się go odwiedzić, ten niespodzianie się na nią rzuca i pozbawia przytomność. Po przebudzeniu dziewczyna znajduje na ciele dziwne ślady i orientuje się, że gdzieś umknęły jej cztery dni z kalendarza. Jednak to nie to, jest jej największym problemem, ale przemiana, którą właśnie przechodzi.

Porównując powieść pani Izabeli do innych dzieł z gatunku, trzeba przyznać, że wypada ona na naprawdę światowym poziomie. Mnie, głównie za sprawą natury jej bohaterów, jak i otaczającej ich aury erotyzmu, kojarzyła się ona trochę z serią True Blood. Tutejsze wampiry również są nieokrzesane, władcze i drapieżne, ale znajdują się wśród nich outsiderzy o spokojniejszym i bardziej litościwym usposobieniu. Na uwagę zasługuje jednak przede wszystkim proces transformacji głównej bohaterki. Powolny, oddany w każdy detalu, jest dzięki temu mocno sugestywny i zaskakujący. Z kolei moment, w którym Milena odkrywa swoje nowe „uzębienie”, zapada w pamięć odbiorcy ze zdwojoną siłą.

Autorka z wykształcenia jest dziennikarką, mieszkającą w Szczecinie i z tego też powodu, książce nie brak autentyczności oraz odniesień do rzeczywistych miejsc i wydarzeń. Jestem pewna, że mieszkańcy miasta bez trudu rozpoznają większość scenerii w których odbywa się akcja. Natomiast ci bardziej dociekliwi, wyruszą w podróż śladami Fidiasza i reszty mrocznej świty. 

Powieść w warstwie językowej jest lekka i przyjazna czytelnikowi, a wprowadzenie obcojęzycznych zwrotów dodaje jej zadziorności. Intryga skonstruowana została dość prosto, ale za to z pomysłem. Nie znajdziemy tu zbędnych udziwnień czy naciągania faktów, ale jest za to sporo humoru i autoironii. Użyte retrospekcje oraz wątki poboczne krok po kroku się zazębiają, budując w ten sposób napięcie i urozmaicając fabułę. Niestety chwilami poszczególnym wydarzeniom brakuje nieco dynamiczności. Historia jako całość podsyca apetyt na więcej i nie nudzi, ale żeby było idealnie jeszcze trochę jej brakuje.
           
Pamięć krwi jak na polski rynek wydawniczy, jest powieścią oryginalną i odważą. Wielu już pisało o wampirach, lecz zazwyczaj były to marne kopie zachodnich książek. Akcja osadzona w odległych zakamarkach Ameryki czy Europy, o których przeciętny odbiorca nie ma zazwyczaj bladego pojęcia, nijak miała się do naszych realiów. Ale jak widać, również ojczysty grunt, świetnie spisuje się jako tło do walki wampirzych rodów. Mam nadzieję, że książka zbierze dobre recenzje, a autorka pokusi się o dalszy ciąg przygód Mileny i Darka. I niech to będzie jej najlepszą rekomendacją.

Książka objęta jest patronatem serwisu


Izabela Degórska „Pamięć krwi”
Ilość stron: 334
Wyd. Zysk i S-ka
Poznań 2011
Ocena: 5/6
Premiera: 28 czerwca

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Opowieść emigracyjna - Justyna Nowak

Klara to trzydziestodwulatka pozbawiona perspektyw na dobrą pracę. Liczne próby znalezienia posady spełzły na niczym, a szara rzeczywistości wbija się w jej życie drzwiami i oknami. W końcu przekonana przez siostrę postanawia odwiedzić dawno niewidzianą ciotkę mieszkającą w Anglii. Początkowo wyjazd okazuje się być spełnieniem jej marzeń, lecz tylko do czasu, kiedy zostaje oskarżona o próbę uwiedzenia jej męża. Zmuszona do nagłej przeprowadzki wpada z deszczu pod rynnę i uruchamia szereg wyjątkowo niefortunnych zdarzeń.

Główna bohaterka to postać, której nie da się nie lubić. Jest to inteligentna i oczytana kobieta, która ma problemy z uświadomieniem sobie swej wartości i niewątpliwej atrakcyjności. Zawsze widzi się w gorszym świetle, ale mimo to dzielnie stawia czoła każdej sytuacji, a nawet paskudnym typom, którzy stają jej na drodze. I to właśnie ona, Klara, staje się naszym przewodnikiem po Londynie. Nie jest to jednak podróż znana z turystycznych folderów, ale bardzo osobista interpretacja miasta i jego mieszkańców, widziana oczami emigrantki, która nie tylko nie zna jego kultury, ale nawet używanego w nim języka.

Cieszymy się, tęsknimy i cierpimy wraz z nią jej wszystkie dole i niedole. Zaprzyjaźniamy się z panem Romanem, jesteśmy zaskoczeni stylem życia naszych rodaków oraz jak to zwykle w takich powieściach bywa, spotykamy wielką miłość. 

Ktoś mógłby spytać: „po co mam czytać takie książki skoro moje życie jest wystarczająco przygnębiające?” Odpowiedź jest prosta. Po to by się od niego oderwać, trochę je ośmieszyć i przyjrzeć się mu z zupełnie innej perspektywy. 

Opowieść emigracyjna to lektura na przeczytanie, której czekałam już od dawna. Oczarowana jej okładką z malowniczym Big Benem oraz poruszaną tematyką, wiązałam z nią spore oczekiwania, niestety nie wszystkie ona zostały spełnione. Podobało mi się tu wszystko prócz zakończenia. Nie było ono złe, ale prawdę mówiąc nie tego oczekiwałam. Nie jestem fanką bajkowych happyendów, a to tutejsze to niestety ich absolutna kwintesencja.

Nie mniej Opowieść emigracyjna to pełna inteligentnego humoru książka, która zaskakuje swą fabułą i kompletnie nie żałuję czasu z nią spędzonego.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Novae Res, za co bardzo dziękuję.


Justyna Nowak „Opowieść emigracyjna”
Ilość stron: 234
Wyd. Novae Res
Gdynia 2010
Ocena: 4,5/6

Literacki Debiut Roku

Wydawnictwo Novae Res organizuje konkurs pt. „Literacki Debiut Roku”, który inicjowany jest w celu promowania polskich debiutantów w zakresie literatury pięknej. Głównym celem konkursu jest wyłonienie w danym roku kalendarzowym najlepszej powieści, która nie była dotychczas nigdzie publikowana w wersji drukowanej.

Literacki Debiut Roku ma być inicjatywą, dzięki której odnajdziemy i wypromujemy utalentowanych rodzimych debiutantów, których twórczość ma za zadanie odświeżyć polski rynek literacki” – mówi Wojciech Gustowski, redaktor naczelny Wydawnictwa Novae Res.

Konkurs składać się będzie z trzech części. Pierwsza z nich obejmować będzie zbiórkę zgłoszeń konkursowych oraz ich wstępną weryfikację przez Komisję Opiniującą, która wyłoni pięć utworów nominowanych do nagrody. W drugiej części walory literackie nominowanych przez Komisję Opiniującą utworów oceniać  będzie Kapituła Konkursu, w której skład wchodzą:
Prof. dr hab. Jolanta Maćkiewicz
Dr Anna Ryłko-Kurpiewska
Prof. dr hab. Michał Błażejewski
Red. nacz. mgr Wojciech Gustowski
Red. mgr Krzysztof Szymański  

Trzeci etap konkursu stanowi wyłonienie przez Kapitułę Konkursu trzech laureatów, którzy zajmą kolejno I, II i III miejsce w konkursie.

Na laureatów konkursu czekają bardzo atrakcyjne nagrody:
I miejsce – tytuł „Literacki Debiut Roku”, statuetka, laptop, eleganckie pióro, opublikowanie zwycięskiego utworu  drukiem, jego dystrybucja oraz promocja przez Wydawnictwo Novae Res.
II miejsce – dyplom, elektroniczny czytnik książek, eleganckie pióro, zestaw 10 egzemplarzy książek.
III miejsce – dyplom, eleganckie pióro, zestaw 10 egzemplarzy książek.

Konkurs ma mieć charakter cykliczny i ustanawiany być co roku. Konkretne terminy będą podawane do publicznej wiadomości z odpowiednim wyprzedzeniem. Obecna edycja trwać będzie od 15 czerwca 2011 roku do 31 stycznia 2012 roku. Nadsyłanie zgłoszeń upływa dnia 31 października. 

W obliczu spadku czytelnictwa w Polsce, przy ogromnym potencjale, jaki drzemie w polskich autorach, postanowiliśmy dać im szansę zaistnienia na rynku literackim. Mamy nadzieje, że konkurs spełni swoje zadanie i zbierze jak największą liczbę zgłoszeń polskiej prozy współczesnej. Zachęcamy wszystkich, którzy wierzą w swój talent do przystąpienia do konkursu „Literacki Debiut Roku” – mówi Wojciech Gustowski.

Zgłoszenia do konkursu dokonuje autor powieści lub osoba przez niego upoważniona, przesyłając do dnia 31 pażdziernika 2011 jej wersję elektroniczną (zapisaną w formacie doc lub rtf na płycie CD lub DVD), na adres:
Wydawnictwo Novae Res
al. Zwycięstwa 96/98
81-451 Gdynia
z dopiskiem: Literacki Debiut Roku

Wysłanie zgłoszenia do konkursu oznacza akceptację regulaminu.

Informacji związanych z konkursem udziela sekretariat wydawnictwa Novae Res pod adresem ldr@novaeres.pl.
Oficjalna strona konkursu: www.literackidebiutroku.pl


Z kolei ja zapraszam na spotkanie z panią Agnieszką Lingas-Łoniewską, które odbędzie się już w najbliższy piątek w Zawierciu. Szczegóły poniżej.


niedziela, 12 czerwca 2011

Strach na wróble - Michael Connelly

Powieści o wszelkiej maści reporterach kryminalnych, było już co nie miara. Strach na wróble, choć w ogólnym założeniu niewiele się od nich różni, to jednak ma w sobie coś takiego, że jak zaczniemy czytać, to ciężko jest się oderwać.

Jack McEvoy pracuje dla LA Times, a właściwie pracował, bo właśnie otrzymał dwutygodniowe wypowiedzenie. Rozgoryczony zwolnieniem i faktem, że na „do widzenia” ma jeszcze wprowadzić do zawodu swoją następczynię – Angelę Cook – postanawia utrzeć nosa dyrekcji i napisać najlepszy artykuł w swoim życiu. Traf pada na sprawę Alonza – młodego dilera narkotyków oskarżonego o brutalne morderstwo. Chłopak uparcie twierdzi, że jest niewinny, lecz policja rozgłasza wszędzie co innego.

Współpracując z Angelą trafia przypadkiem na trop bliźniaczej zbrodni popełnionej w Las Vegas. Kto za nią stoi i czy wówczas również osądzono niewinnego człowieka? Ciekawość Jacka prowadzi go do miejsca, gdzie w głowie nie będzie mu nagroda Pulitzera, ale walka o własne życie.

Trudno mi jednoznacznie zdefiniować, co przesądziło o magnetyzmie tej książki. Może była to redakcyjna rzeczywistość, opisująca bez ogródek los reporterów gazety, która zmaga się z kryzysem? Albo postać Jacka, rezolutnego faceta, który z niebywałym wdziękiem potrafi strzelić każdą gafę?

Na pewno spore znaczenie miał tu zabieg zdradzenia już we wstępie, kto jest winny zbrodni o którą posądzono Alonza. Znajomość mordercy, pozwala na śledzenie walki z dwóch stron barykady. Jedną jest chcący rozwikłać zagadkę dziennikarz, a drugą grający mu na nosie zabójca. Kiedy dochodzi do nieświadomej ich konfrontacji, to czytelnik, jako jedyna dobrze poinformowana strona, zaczyna się irytować jak oni mogą tego nie zauważyć.

Jest tu co prawda kilka momentów o nieco naciąganych zbiegach okoliczności, ale potem nikną one w coraz szybszym tempie wydarzeń. Za to Michaelowi Connelly na pewno nie można odmówić trafności spostrzeżeń dotyczących wirtualnego świata. Udowadnia on jak wprawne oko i analityczny umysł mogą z każdej, zamieszczonej w nim wiadomości, wyciągnąć informacje o naszym miejscu zamieszkania, zasobności konta czy godzinach przebywania w domu. A kiedy tym umysłem może poszczycić się seryjny morderca, dla ich nadawcy zaczyna się robić dosyć nieciekawie.

Słowami podsumowania mogę jedynie dodać, że jest to kawał dobrej literatury z jeszcze lepszą okładką. Po której nigdy już nie spojrzycie na stracha na wróble w taki sam sposób. Polecam. It’s so creepy...
 
Książę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od serwisu Kostnica.

Michael Connelly „Strach na wróble”
Ilość stron: 448
Wyd. Albatros
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

piątek, 10 czerwca 2011

Tunele: Głębiej - Roderick Gordon, Brian Williams

Głębiej to druga część serii Tunele, opowiadająca o Willu - chłopcu, który ruszył na ratunek ojcu wprost do wnętrza ziemi.

Jak wiadomo z poprzedniego tomu, pod Londynem, w wielkiej sieci skomplikowanych korytarzy tętni zwyczajne życie. Mieszkają tam Koloniści, potomkowie dawnych założycieli miasta oraz rasy ludzi i stworzeń nikomu dotąd nie znane. To w tym świecie, zauroczony nowymi odkryciami, błąka się gdzieś doktor Burrows, ojciec Willa. Chłopiec, wraz ze swym przyjacielem Chesterem i bratem Calem, wędrują coraz głębiej w tą niezwykłą krainę, starając się go odnaleźć.

Tym razem nasi śmiałkowie na swej drodze spotykają Drake’a i Elliott, dwójkę rebeliantów, która przyjmuje ich pod swą opiekę i postanawia pomóc w dalszych poszukiwaniach. Stawiając czoła kolejnym niebezpieczeństwom, odkrywają przy okazji potężny spisek, który zagraża istnieniu całego świata Górnoziemców. Czy uda im się powstrzymać planowaną zagładę i gdzie właściwie, przez cały ten czas, podziewa się pan Burrows? 

Jeżeli we wcześniejszej części spodobały wam się opisy podziemnej krainy, to tutaj czeka was prawdziwa uczta. Głębia skrywa bowiem jeszcze większą masę niezwykłych miejsc, zjawisk i mieszkańców. Bezkres wielkiej równiny, Miasto w Szczelinie czy cukrowa pułapka, to zaledwie ich namiastka. A już bez wątpienia najbardziej frapujący są Koprolici, górniczy ród, który choć na co dzień jest milczący i ospały, to w chwili zagrożenia potrafi wykazać się niezwykłym sprytem.

To tutaj po raz pierwszy pojawia się też zaginiona matka Willa, Sara. Zwerbowana podstępem do współpracy ze Styksami, elitarnymi oddziałami podziemnej policji, rusza w morderczym pościgu za własnym synem.

Po przeczytaniu Głębiej mój stosunek do twórczości duetu Gordon i Williams w zasadzie się nie zmienił. Książka nie tylko nie odstaje poziomem od swej poprzedniczki, ale momentami wypada nawet nieco lepiej. Użyty w niej język jest prosty, lecz daleki od banalności. A wykorzystane ciekawostki z dziedziny prehistorii, starożytności czy pisma klinowego dodają jej uroku. Trzeba przyznać, że wyobraźnia obu panów świetnie się uzupełnia, a ciekawość czytelnika, co takiego wymyślą w kolejnych tomach, tylko się zaostrza.

W obecnym natłoku powieści dla nastolatków, seria Tunele wypada bardzo oryginalnie i udowadnia, że nawet bez wątku paranormalnego, można zbudować wciągającą historię dla odbiorcy w praktycznie każdym wieku.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Wilga.


Roderick Gordon, Brian Williams “Tunele - Głębiej”
Ilość stron: 648
Wyd. Wilga
Warszawa 2011
Ocena: 4,5/6

czwartek, 9 czerwca 2011

Kilka prawd...

Zaproszona do zabawy przez Kasieńkę zdradzę Wam teraz kilka rzeczy o sobie. Może nie będzie bardzo nudno ;)

 

  • Jako zodiakalna panna mam manie na punkcie planowania i organizowania, co często obraca się przeciwko mnie - staje się centrum informacyjnymi dla wszystkich ludzi dookoła, przez co ciągle piszą i dzwonią, a....
  • Nienawidzę rozmawiać przez telefon i nigdy nie obieram połączeń z zastrzeżonym numerem – wychodzę z założenia, że normalnie osoby nie mają powodów się ukrywać, a kolejne oferty reklamowe mnie nie interesują.
  • Mam 165 cm wzrostu i oczy zmieniające kolor. Raz są zielone, kiedy indziej niebieskie, a nawet brązowe.
  • Uwielbiam zieloną herbatę z malinami od Sagi i desperadosa od Żywca ;)
  • Moje muzyczne upodobania są co najmniej dziwne. Potrafię słuchać Soilworka zmieszanego z Avril Lavigne, Still Remains, Pendulum i jeszcze podeprzeć to Keshą lub Mattem Pokorą ;P
  • Moim ulubionym kolorem jest fiolet – szczególnie połączony z czernią i srebrem – a zapachem kokos.
  • Jestem żywą definicją osobowości sowy – mogę cały dzień chodzić ledwo przytomna, za to o 22.00 dostaje mocy i zaczynam sprzątać lub myć okna (serio). Po czym siedzę jeszcze do czwartej rano i czytam książkę ;)
  • Preferuję duże galerie handlowe od małych sklepików. Kiedy słyszę ust ekspedientki „coś podać?”, a ledwo co przestąpiłam próg, to aż mnie mierzi.
  • Mój kot ma nade mną władzę absolutną. Ostatnio odmówiłam sobie kawy, bo spał mi na nogach i żal mi go było wyganiać. A kiedy mocno pada bywa, że gonię z parasolem po ogrodzie i szukam go żeby za bardzo nie zmoknął.
  • Nie lubię pomarańczowego, ale kocham wszystko co rude.
  • Muminki to moi rysunkowi ulubieńcy. Mam nie tylko wszystkie książki Tove Jansson, ale i większość odcinków dobranocki :D
  • Jestem strasznym zmarzluchem i każda temperatura poniżej 15 stopni to dla mnie sybir.
  • Mam słabość do biżuterii z motywem zwierzęcym oraz lampek choinkowych, które przypięte pod sufitem okalają cały mój pokój.

A do dalszej zabawy zapraszam dm1994 i oczywiście moją niezastąpioną M. :)

środa, 8 czerwca 2011

Stos

Dawno już sterty nie było, dlatego zestawienie nieco bardziej okazałe.


 

zakup własny:

James Frey "Milion małych kawałków"
Mark Haddon "Dobry interes"

obie z KDC za łączną kwotę 26,80 - mają obecnie "słoneczną promocję" i kilka książek w naprawdę dobrych cenach.

prezent od P.:

Mary Roach "Ale kosmos!"

od wydawnictwa Muza:

Carlos Ruiz Zafon "Pałac Północy"
Julian Rios "Korowód cieni"      recenzja
Paweł Szlachetko "Zwerbowana miłość"

od serwisu Na kanapie:

Tore Renberg "Człowiek, który pokochoał Yngvego"

od wydawnictwa Kojro:

Arto Paasilinna "Fantastyczne samobójstwo zbiorowe"

od wydawnictwa Galeria Książki:

Wendelin Van Draanen "Dziewczyna i chłopak wszystko na opak"
Bree Despain "Dziedzictwo mroku"
Bree Despain "Łaska utracona"

od serwisu Sztukateria:

Antoinette van Heugten "Dotknąć prawdy"    recenzja
Roderick Gordon, Brian Williams "Tunele"    recenzja
Roderick Gordon, Brian Williams "Głębiej"

od serwisu Kostnica:

L. J. Smith "Północ"   recenzja
Michael Connelly "Strach na wróble"
Lee Child "Siła persfazji"
Tana French "Lustrzane odbicie"
Paul Hoffman "Lewa ręka Boga"
Stephen King "Czarna Bezgwiezdna Noc"


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~ 


A teraz zabieram się za napisanie dwóch zaległych recenzji i zdradzenia kilku tajemnic o sobie.