czwartek, 29 września 2011

Sorry - Zoran Drvenkar

Wszyscy mamy coś na sumieniu, gdzieś popełniliśmy błąd i wypadałoby kogoś przeprosić. Ta myśl, dla czterech przyjaciół z Berlina, stała się okazją do założenia własnego interesu. Stworzona przez nich firma „Sorry” specjalizuje się bowiem w przepraszaniu. Są nadzwyczaj dokładni, konkretni i świetni w swoim fachu. Bez zbędnego dramatu rozwiązują dawne spory klientów, zdobywają ugody, a nawet grają na nosie bogaczom. Tym sposobem szybko zyskują rozgłos i renomę, jednak sława nie zawsze okazuje się być korzystna. W ich przypadku jest to nawet śmiertelne zagrożenie.

Po otrzymaniu zlecenia, którego adresatką jest samotna kobieta, nie spodziewają się niczego szczególnego. Jak bardzo się mylą, wychodzi na jaw po otwarciu drzwi do jej mieszkania.  Odkrywają wówczas, że została ona przybita do ściany, a ich zadaniem jest przeproszenie jej za niewyobrażalne męki, jakich doświadczyła tuż przed śmiercią. Zamówienie mrozi krew w żyłach, ale jak się wkrótce okazuje, to wcale nie ono jest tutaj najgorsze.

Książka pod względem budowy jest bardzo dziwna. Fabułę skonstruowano z różnych punktów widzenia, natomiast narrator co rusz zwraca się do czytelnika, utożsamiając go z osobą mordercy. Jest to zabieg bardzo nietypowy, może nieco nawet ryzykowny, ale za to maksymalnie angażujący odbiorcę. Podobnie rzecz się ma z układem scen. Poznajemy sekwencje zdarzeń sprzed i po najważniejszych momentach akcji. Wiemy, że jacyś chłopcy bawią się na placu budowy, ktoś inny został zamknięty w bagażniku, ale nie mamy pomysłu jak to przyporządkować. Pozornie niczym nie powiązane elementy z czasem układają się w logiczną całość, sprawiając nam masę przyjemności przy ich kompletowaniu.

Sorry to przede wszystkim duszna atmosfera zagrożenia, pozbawiona prostych rozwiązań. Książka wnosi sporo nowego, nie tylko w budowie historii, ale i w samym pomyśle na nią. Po przeczytaniu niezliczonej ilości thrillerów i horrorów nie sądziłam, że znajdę jeszcze coś co mnie zaskoczy, jednak powieści Zorana Drvenkera się to udało. Jest bardzo chwytliwa, nieco obłąkańcza, a zarazem perfekcyjna pod każdym względem. Polecam.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Telbit, za co bardzo dziękuję. 

Zoran Drvenkar „Sorry”
Ilość stron: 400
Wyd. Telbit
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

środa, 28 września 2011

Poczekajka - Katarzyna Michalak

Patrycja jest młodą panią weterynarz, która w poszukiwaniu swego „księcia z bajki” chwyta się wszystkich dostępnych środków. Siła woli, afirmacja, a nawet czary. Nic nie jest jej obce. W celu realizacji marzeń podróżuje po świecie, szukając wymarzonego domku i wielkiej miłości. Pewnego dnia przypadek kieruje ją do Poczekajki, maleńkiej wioski, ledwo zaznaczonej na mapie. Czy ta miejscowość okaże się być iście magiczna, a zamieszkanie w chatce wiedźmy korzystne? Nowa praca, ludzie i wielkie wyzwania – tego z pewnością nie zabraknie, ale gdzie ten książę?

W książce spotykamy się z dwoma biegunami ludzkich obyczajowości. Elitą znakomitych i świetnie wyszkolonych prawników oraz wiejską społecznością, robiącą zakupy w sklepie „Sporzywczym”. I choć nie da się ukryć, że podział ten jest mocno stereotypowy, to mieszkańcom Poczekajki nie brakuje uroku. Nie są wszechstronnie wykształceni, ale za to bardzo honorowi, czego niestety miejskiej inteligencji przypisać nie można.

Przedstawicielką ów grupy jest matka Patrycji, której toksyczna miłość do córki nie zna umiaru. Kobieta usiłuje zaplanować jej praktycznie całe życie. Wtrąca się w każdą decyzję, manipuluje ludźmi i faktami. Już dawno nie spotkałam się z tak zaborczą i bezwzględną postacią, która żeby osiągnąć swój cel, gotowa jest skrzywdzić nawet własne dziecko. Z kolei Patrycja to jej całkowite przeciwieństwo. Spontaniczna, trochę szalona dziewczyna, która w każdym widzi dobro oraz wierzy w przeznaczenie. Jej otwartość jest może trochę naiwna, ale  przy bliższym poznaniu każdy chciałby mieć takiego przyjaciela.

Powieść z początku mnie nie zachwyciła, ale im głębiej w nią wkraczałam, tym bardziej mi się podobało. Ostatecznie urzekła mnie ukryta tu magia. Z jednej strony traktowana bardzo serio przez Patrycję, a z drugiej opisywana z lekkim przymrużeniem oka przez autorkę. Dlatego jeżeli chcecie poznać sekrety pracy weterynarza, przygody z panterą i wężem boa, Poczekajka was nie zawiedzie.

Bardzo ciepła, lekka, a przy tym i nie głupia historia.


Katarzyna Michalak „Poczekajka”
Ilość stron: 320
Wyd. Albatros
Warszawa 2008
Ocena: 4/6

wtorek, 27 września 2011

Pociąg do śmierci - Nora Roberts

Na początku mamy trzęsienie ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie – za pomocą tej znanej maksymy, bez trudu możemy odzwierciedlić to,co się dzieje w Pociągu do śmierci, kolejnym tomie o przygód Eve Dallas, żywiołowej porucznik z Nowego Yorku. 

Wyjazd do Irlandii miał być dla Eve i Roarke’a okazją do wypoczynku oraz odwiedzenia dawno niewidzianej rodziny. W zasadzie wszystko szło zgodnie z planem, ale tylko do czasu, gdy w pobliskim lesie natknięto się na ciało młodej dziewczyny. W tej okolicy od lat nie było podobnej zbrodni, dlatego doświadczenie i pomoc pani porucznik po raz kolejny okażą się tu niezastąpione.

Niestety morderstwo na wyspie, to nie jedyny problem policjantki. Tuż po powrocie czeka ją kolejna zagadka, tym razem śmierci kierowcy wytwornej limuzyny, a kilka dni później ekskluzywnej damy do towarzystwa. Sprawy wydają się być powiązane, lecz wciąż brakuje w nich jasnego motywu. Na dodatek włożony w morderstwo wysiłek oraz wyszukane narzędzia zbrodni, wskazują na kogoś zamożnego i posiadającego spore umiejętności. Czyżby w okolicy pojawił się seryjny morderca z wyższych sfer?

Podobnie jak w przypadku poprzednich części, również tutaj Nora Roberts świetnie łączy ze sobą elementy kryminału z wątkiem nieco bardziej romantycznym, czyli pożyciem małżeńskim. Od kiedy Eve i Roarke powiedzieli sobie sakramentalne „tak”, mamy okazję poznać ich wspólne perypetie. A trzeba przyznać, że za sprawą licznych nadgodzin na posterunku, do standardowych zaliczyć się ich nie da. Równie niespotykaną, a zarazem zaskakującą sprawą, jest umiejscowienie akcji w roku 2060. Ogólnie w trakcie lektury nie zwraca się na to większej uwagi, ale pojawiające się od czasu do czasu androidy i nowinki technologiczne za każdym razem wywołują drobne zdziwienie.

Szkoda tylko, że pomimo tych plusów powieść ma też jeden poważny mankament. Po naprawdę świetnym początku, gdzieś w połowie książki, napięcie zaczyna opadać, a wszystko z powodu poznania tożsamości sprawcy. Faktem jest, że potem staramy się go złapać na gorącym uczynku, jednak znajomość mordercy w pewien sposób odbiera przyjemność rozwiązywania zagadki.

Z tego też powodu nie mogę powiedzieć by Pociąg do śmierci jakoś szczególnie mnie zachwycił, ale czyta się go naprawdę dobrze. Nie jestem zwolenniczką odkrywania kart już w połowie historii i może dlatego mam wobec niej mieszane uczucia, ale w ogólnym rozliczeniu nie jest źle. I chociaż nie można mnie nazwać wielbicielką, ani nawet znawczynią twórczości Nory Roberts, to muszę przyznać, że kryminały tworzy ona całkiem pomysłowe. 


  Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję. 
 
Nora Roberts (J. D. Robb) “Pociąg do śmierci”
Ilość stron: 392
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 3,5/6

poniedziałek, 26 września 2011

Morderstwo tuż za rogiem - Zofia Małopolska

Kraków to jedno z najpiękniejszy miast w Polsce. Liczne zabytki, malownicze kamienice. Nic tylko się zakochać. Okazuje się jednak, że „rezydencja królów” posiada również drugie oblicze. Mroczne i owiane zbrodniczą aurą niepewności.

Jest burzowa letnia noc. W jednym z osiedlowych domów trwa właśnie głośna zabawa. Nikt nie przypuszcza, że w tym samym czasie, tuż pod ich oknami, dochodzi do tragedii. Od ciosów w głowę ginie mężczyzna, prawdopodobnie bezdomny alkoholik. Do sprawy przydzielony zostaje komisarz Marcin Bartnik, niedoszły lekarz, a obecnie całkiem nieźle radzący sobie policjant.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że będzie to kolejne rutynowe śledztwo. Zatargi między bezdomnymi nie są w końcu niczym nowym, ani skomplikowanym. Niestety w chwili odkrycia kim naprawdę był kloszard, dochodzenie zaczyna niebezpiecznie zapętlać się wokół pewnej, dobrze znanej Marcinowi grupy ludzi.... Co takiego uczynił mężczyzna, że trafił na ulicę. Kto i dlaczego go zabił? Pytań nie brakuje, ale czy komisarz Bartnik będzie wystarczająco zdeterminowany by znaleźć na nie odpowiedź?  

Trzeba przyznać, że najciekawszym zabiegiem w powieści jest wykorzystanie roli pani Rudzkiej, byłej polonistki Marcina. Kobiety leciwej, ale za to posiadającej bystry umysł oraz zmysł obserwacji. Niespodziewanie staje się ona dla Marcina kimś, kogo można by przyrównać do doktora Watsona z serii o Sherlocku Holmesie, czyli pomocnikiem, przyjacielem, a nawet pewnego rodzaju mentorem. Jej spostrzeżenia, a często i własna działalność, okazują się mieć duże znaczenie dla prowadzonego śledztwa. W końcu któż bałby się odpowiedzieć na kilka niewinnych pytań, padających z ust starszej pani ;) 

W toku rozwiązywania zagadki odwiedzamy różne miejsca i ludzi, będąc przy tym zaskakiwani trafnością ich przedstawienia. Nie ważne czy chodzi tu o religijną sąsiadkę, która ma wyrobione zdanie na każdy temat, czy może pracownicę uniwersyteckiego dziekanatu, jak zawsze skorą do „pomocy”. Realność ich zachowania oraz nasze własne doświadczenia z tego typu osobami sprawiają, że opisywane wydarzenia wydają się być bardziej rzeczywiste.

Powieść pani Małopolskiej polecam zarówno fanom kryminalnych historii, jak i miłośnikom Krakowa, bo choć nie wprowadza do gatunku nic nowego, to świetnie umila czas oraz przypomina malownicze zaułki tego miasta. 
  

  Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję. 

Zofia Małopolska „Morderstwo tuż za rogiem”
Ilość stron: 304
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

niedziela, 25 września 2011

Stos


od wydawnictwa Telbit:

Ewa Barańska "Nie odchodź Julio"
Zoran Drvenkar "Sorry"

od serwisu Kostnica:

Nora Roberts (J. D. Robb) "Pociąg do śmierci"
Zofia Małopolska "Morderstwo tuż za rogiem"
Wojciech Szyda "Stroiciel ciszy"
Michael White "Sztuka morderstwa"


Bradley P. Beaulieu "Wichry archipelagu"

oraz:

Konrad Staszewski "Śmierć na śniegu" - wygrana w konkursie u Immory
Jan Costin Wagner "Księżyc z lodu" - zakup własny
Jo Nesbø "Człowiek-nietoperz" - zakup własny
Sara Shepard "Pretty Little Liars: Bez skazy" - prezent

~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~

czwartek, 22 września 2011

Diable ziele - Andrzej Sikora

Karol w wieku trzynastu lat uległ wypadkowi, podczas którego stracił lewą dłoń oraz wzrok. Oszołomiony tym co się wydarzyło, nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji. Wszystko wydaje mu się wrogie i nieznane. Unika kontaktu z ludźmi, którzy choć pełni współczucia, przygniatają go swym żalem. Poszukując wytchnienia wyjeżdża do dziadków na wieś. Tam uczy się wychodzić na zewnątrz i poruszać z pomocą kija, gdyż biała laska to dla niego atrybut kalectwa, którego za nic w świecie nie chce przyjąć. Z czasem, dzięki ludzkiej życzliwości, udaje mu się dostać do szkoły dla niewidomych dzieci, która od tej pory staje się dla niego oknem na świat i dodaje mu sił do walki o niezależność.

Karolowi towarzyszymy przez około dwadzieścia lat życia. Jesteśmy obserwatorami jego wzlotów i upadków. Chwil załamania oraz wielkich radości. Wraz z nim uczymy się okazywać miłość, pokonywać strach i walczyć o swoje marzenia. Tłem dla tych wydarzeń są czasy PRL-u, pierwsze strajki, tworzenie się Solidarności. Okres, gdzie toczyła się „wojna państwa z własnym narodem”, którą osobiście odebrałam jako metaforę tego co działo się w duszy Karola – chaosu, a zarazem wielkiego pragnienia by coś zmienić.

Autor nie pozwala, żeby akcję zdominowała szarość dnia codziennego, a głównego bohatera zdusiły wątpliwości. W prawdzie nie brak tu momentów trudnych i przygnębiających, ale znalazło się też miejsce na bezinteresowną pomoc oraz wielką przyjaźń. Każda z postaci jest kimś ważnym, odgrywającym rolę w podejmowanych przez Karola decyzjach. Wspiera go, bądź hartuje swą nieczułością, ale nigdy nie jest dla niego obojętna. 

Jestem pod sporym wrażeniem tej powieści. W zasadzie nie dzieje się tu nic niezwykłego, ale czyta się ją znakomicie. Jest ona szczera, błyskotliwa, a zarazem taka ludzka i zwyczajna. Ukazuje cienie i blaski ówczesnej Polski oraz udowadnia, że nie ma rzeczy nie możliwych. Diable ziele to świetnie napisana książka, daleka od ckliwych dramatów, którą polecam na długie, jesienne wieczory.


 Książkę otrzymałam od wydawnictwa Radwan, za co bardzo dziękuję.

Andrzej Sikora „Diable ziele”
Ilość stron: 342
Wyd. Radwan
Tolkmicko 2011
Ocena: 5/6

środa, 21 września 2011

Rozkaz wymarszu - Leo Kessler

Książek historycznych, a tym bardziej wojennych, nie lubię i raczej nie czytam z własnego wyboru. Niestety tak się stało, że jedna z nich trafiła mi się do recenzji. Z nieskrywanym bólem ją doczytałam, a recenzję stworzyłam bardziej ogólną, informacyjną, żeby autora własnymi uprzedzeniami nie skrzywdzić. Nie mniej mam wielką prośbę do serwisów i wydawnictw, co by mi więcej takich niespodzianek nie serwować, bo to nie na moje siły... ;)


Jest sierpień 1942 roku, w którym po trudnych walkach na froncie nie brakuje rannych. Również sławny Batalion SS Wotan musi odbudować swe siły. W tym celu zostaje przetransportowany na północne wybrzeże Francji, by tam pod pilnym okiem dowódców, uzupełnić sprzęt i wyszkolić kolejną grupę ochotników. Pozorny spokój na terenie obozowiska zostaje zakłócony przez feldmarszałka von Rundstedta, który zapowiada, że niedługo w okolicy odbędzie się spory desant brytyjskiej armii.

Jak na powieść o bezwzględności wojny przystało, nie brak tu brudu i ordynarności. Żołnierze zostali ukazani jako marionetki do spełniania rozkazów oraz zaspokajania seksualnych potrzeb. Ich język jest prostacki, wulgarny i ma na celu jedynie pokazanie swej wytrwałości – choć trzeba przyznać, że w pewnym sensie nie jest to wina tych ludzi, lecz ich dowództwa, które w ten sposób ich wyszkoliło.

Każdy w tej historii ma ukryte cele. Poczynając od oficerów, a na głowach poszczególnych państw kończąc. W czasie walk nie ma przyjaciół i liczyć można tylko na siebie, o czym dobitnie przekonujemy się na każdej stronie Rozkazu wymarszu. Okrucieństwo wraz z sadyzmem wycieka tu z każdego zdania. Dostrzegamy je u żołnierzy, w planach przywódców, a nawet szkoleniu nowego batalionu. Hitlerjungen przyuczani do służenia w Wotan, to tak zwane „mięso armatnie”, które już w trakcie wykonywania pierwszych zadań, zaczyna bezsensownie ginąć. Mają być twardzi, pozbawieni uczuć, zdehumanizowani, ale nikt nie dba  o to co się z nimi stanie. 

Wojna to maszyna do zabijania i nawet nie chodzi tu o likwidowanie wrogów, ale siebie nawzajem. Nie ma znaczenia, czy jest się po tej samej stronie barykady, czy też nie. I tak przeżyje tylko ten silniejszy i pozbawiony skrupułów.

Rozkaz wymarszu na ile to możliwe, napisany jest realistycznym i brutalnym językiem, bez ogródek odzierającym konflikt zbrojny z wizji romantycznej batalii o ojczyznę. Wzbudza odrazę i przeraża, czyli chyba tak, jak być powinno.  


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Erica.

Leo Kessler „Rozkaz wymarszu”
Ilość stron: 280
Wyd. Instytut Wydawniczy Erica
Warszawa 2009
Ocena: 2/6

wtorek, 20 września 2011

Głos - Arnaldur Indriðason

Święta Bożego Narodzenia to czas magiczny. W oknach migoczą kolorowe światełka, w powietrzu unosi się zapach igliwia, a ludzie oddają się radosnej krzątaninie. Okazuje się jednak, że nie wszyscy, bo na Islandii nawet Mikołaj może stać się ofiarą zbrodni.

Mała suterena, ulokowana w podziemiach hotelu. W środku mężczyzna o licznych ranach kłutych, a wśród nich ta śmiertelna, prosto w serce. Na imię miał Gudlaugur i pracował jako miejscowy portier, dorabiając w czasie świąt rolą świętego Mikołaja. Od dawna zamieszkiwał tu darmowy pokój, imając się przy tym różnych zajęć i służąc wszystkim pomocą. Z zewnątrz postrzegany jako człowiek spokojny, zdawać być by się mogło nikomu nie wadzący. Jak widać tylko pozornie, bo ktoś znalazł powód wart od niego najwyżej zapłaty.  

Prowadzący śledztwo komisarz Erlendur, po raz kolejny ma trudny orzech do zgryzienia. Wstępne przesłuchania ujawniają, że nikt z hotelowej obsługi nie ma żadnych informacji na temat Gudlaugura, a można nawet powiedzieć, że był on dla nich kompletnie anonimowy. W przypadku, gdy ktoś spędza w jednym miejscu przeszło dwadzieścia lat, jest to co najmniej zastanawiające. Takich faktów jest znacznie więcej, a największym odkryciem dla dochodzenia okazuje się być poszlaka, że ofiara była za młodu gwiazdą chłopięcego chóru. Czy ta wiadomość wystarczy by złapać mordercę i dowiedzieć się kim jest tajemniczy Henry?

Kryminalna intryga, do czego zdążył nas już Indriðason przyzwyczaić, jest naprawdę dobrze skonstruowana, ale tym razem autor pokusił się też o coś nowego, a mianowicie, wykorzystanie czarnego humoru. Cięte riposty oraz zabawne wtrącenia stają się od tej pory zdobnikiem policyjnych dialogów i rozładowują momentami wyjątkowo napiętą atmosferę.

Tak jak w poprzednich częściach, również tutaj poruszone zostały kwestie społeczne i obyczajowe. Przemoc wobec najmłodszych, obarczanie ich własnymi marzeniami, czy odbieranie dzieciństwa to klamry łączące ze sobą dwie, tylko z pozoru odrębne historie. Morderstwo portiera oraz pobicie małego chłopca są sprawami, w których ucierpiały niewinne dzieci, a ukaranie winnych staje się w tym wypadku priorytetem. Te zbrodnie nie tylko zastanawiają i budzą odrazę, ale też stawiają pytania natury moralnej, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.

Arnaldura cenię za niezwykle dobry smak. W jego powieściach próżno doszukiwać się wyuzdania czy zbędnej przemocy, a mimo to są one dla czytelnika bardzo szokujące. Tutaj przeraża zwykły człowiek. Osoba po której najmniej spodziewalibyśmy się krwawych zapędów i właśnie to jest kluczem do sukcesu. Prostota oraz prawdopodobieństwo, których Głosowi odmówić nie można. Jednym słowem – polecam!


 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa W.A.B.

Arnaldur Indriðason „Głos”
Ilość stron: 344
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

poniedziałek, 19 września 2011

Konkursy i nowości wydawnicze

Zapowiedzi wydawnictwa Akcent:

Od czasu tragicznej śmierci żony detektyw Kimmo Joentaa każdego roku spędza samotnie święta Bożego Narodzenia. Szklanka mleka i butelka wódki pomagają mu przetrwać srogą fińską zimę. Tegoroczne Boże Narodzenie nie będzie jednak wyglądało tak, jak zaplanował sobie Joentaa.
Scenariusz wydarzeń zmienia się, gdy u drzwi Joenty pojawia się młoda prostytutka. Jakiś czas później kolega Joenty, patolog, zostaje odnaleziony martwy, a najpopularniejszy fiński prezenter Kai Petteri Hämäläinen ledwo uchodzi z życiem.
Okazuje się, że patolog kilka tygodni przed śmiercią był gościem talk-show Hämäläinena. Kimmo Joentaa zaczyna rozmyślać nad śmiercią lekarza. Dlaczego popularny talk-show, który dla milionów widzów stanowi dobrą rozrywkę, mógł w kimś wywołać taką wściekłość, że popchnął go do popełnienia zbrodni?
 
Bohater książki Andreïa Makine’a, Eliasz Almeida, przechodzi przez życie, będąc świadkiem bestialstwa na granicy ludzkiej wytrzymałości. Poznaje hipokryzję i okrucieństwo rewolucji. Towarzyszenie Almeidzie w jego wędrówce przez ogarnięte rewolucyjną gorączką kraje XX wieku pokazuje, że tylko dzięki miłości można pozostać człowiekiem i zachować godność wbrew barbarzyństwu otaczającego świata…
Na przykładzie aktualnych stosunków między Afryką a krajami europejskimi autor w drastyczny sposób ukazuje mechanizmy rządzące działalnością międzynarodowych organizacji pozarządowych – korupcję oraz egoistyczną walkę o wpływy.
„Ludzka miłość” jest powieścią wstrząsającą – w naturalistyczny sposób pokazuje okrucieństwo, przynosząc jednak pełne nadziei przekonanie, że podążanie za humanistycznymi ideałami jest możliwe.

Pokryty śniegiem górski pensjonat, tajemnicze morderstwo, nieznośny doktor Langhammer – komisarz Kluftinger znów na tropie! Nowa książka bestsellerowego duetu: Volker Klüpfel i Michael Kobr.
Dla państwa Kluftingerów ma to być krótki, odprężający wypoczynek w górach, którym chcą się cieszyć mimo towarzystwa dość specyficznego małżeństwa Langhammerów. Zimowy weekend w pięknym górskim hotelu w Allgäu z atrakcją w postaci sztuki kryminalnej na żywo zapowiada się naprawdę ciekawie. Niestety początkowa zabawa szybko przeistacza się w rzeczywistość, gdy jeden z gości hotelowych zostaje zamordowany. Kluftinger staje przed nie lada zagadką: zwłoki znajdują się w pokoju zamkniętym od wewnątrz. Na domiar złego szalejąca burza śnieżna wywołuje lawinę, która odcina hotel od reszty świata. Komisarz może liczyć tylko na siebie. To znaczy: prawie…. Do śledztwa miesza się Langhammer. Na domiar złego dochodzenie rozgrywa się w czasie osławionych Szczodrych Godów, o których w górach opowiada się przerażające historie.

 Konkursy Sztukatera:

niedziela, 18 września 2011

Jesienny koktajl - Jolanta Kwiatkowska

„Jesień jest piękna. Tylko trzeba się nauczyć dostrzec piękno i w listopadzie”.

Alina to nowoczesna i wyzwolona kobieta po sześćdziesiątce. Młoda duchem, energiczna oraz bardzo postępowa. Dla niej życie na emeryturze wcale się nie kończy, a dopiero zaczyna. Nareszcie ma czas tylko dla siebie. Taniec, brydż, SPA, modne ubrania i makijaż, bo kto powiedział, że w tym wieku nie można zaszaleć. Dzieci odchowane, wnuki już prawie dorosłe, zatem przyszła pora na spełnianie własnych pragnień. 

Książce pani Kwiatkowskiej z pewnością nie można odmówić pogody ducha, ani niewyczerpanych pokładów pozytywnej energii. Po licznych pozycjach o rodzinnych dramatach i przeciwnościach losu pojawił się Jesienny koktajl. Powieść o tym, że na emeryturze wcale nie musi być nudno. Przysłowiowa jesień życia to pora na realizację marzeń, zdobywanie nowych doświadczeń i umiejętności. Kurs obsługi komputera, uniwersytet trzeciego wieku, harmonogram zajęć Aliny pęka w szwach.

Może odrobinę za dużo tu jasnych stron życia, bo przecież nikt nie ma go aż tak idealnego, lecz traktując tę powieść wyłącznie rozrywkowo, z pewnością się na niej nie zawiedziemy. Główna bohaterka nie należy do zamożnych, ale też nie musi przeliczać każdego grosza. Oszczędza oraz racjonalnie wydaje swe pieniądze, jednak gdy trzeba, stać ją na spontaniczność. Sama twierdzi, że w jej wieku nie należy się już przejmować opinią innych, dlatego raz zachowuje się jak doświadczona kobieta – udzielając rad potrzebującym - a kiedy indziej nie brak jej uroku dziecka, gdy zajada się czekoladowymi pralinami.

Pewien artysta śpiewał, że „w życiu piękne są tylko chwile”. Trudno się z nim nie zgodzić, ale tych chwil mogą być dziesiątki, a nawet setki każdego dnia. Wystarczy przestać oglądać się za siebie i zacząć czerpać z życia to, co najlepsze.

Kiedy za oknem jesienna szaruga pozbawia was energii, zażyjcie ten koktajl. Działa błyskawicznie :)

Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Mg.

Jolanta Kwiatkowska „Jesienny koktajl”
Ilość stron: 160
Wyd. Mg
Warszawa 2009
Ocena: 4/6

sobota, 17 września 2011

Zimny drań - Candice Speare

Trish robiąc zakupy w markecie, dokonuje zaskakującego odkrycia. W lodówce, tuż za butelkami z mlekiem, znajduje ludzką rękę, a po chwili całe ciało z wbitym w brzuch nożem. Wychowana na farmie, gdzie ze śmiercią spotykała się dość często, stara się zachować zimną krew. Niestety opanowanie to działa na jej niekorzyść, sprawiając że staje się jedną z podejrzanych o dokonanie tej potwornej zbrodni. Broniąc swego imienia, rozpoczyna przy pomocy znajomych własne śledztwo, które ostatecznie ściąga na nią jeszcze większe kłopoty.    

Z tyłu okładki możemy przeczytać, że Trish jest prawdziwą amerykańską „gotową na wszystko” i trudno mi się z tym zdaniem nie zgodzić. Wgłębiając się w treść Zimnego drania, odnajdujemy wiele wspólnych elementów z popularnym serialem Desperate Housewives, a główna bohaterka swym temperamentem nieodłącznie kojarzyła mi się z Susan. Jej talent do wpadania w tarapaty, gubienia różnych rzeczy czy plątania się w półprawdach jest wręcz zjawiskowy. Mimo to nie brak jej sympatii, którą od pierwszych stron zjednuje sobie czytelnika, a nawet policyjnych oficerów.

Powieść pani Speare najtrafniej można nazwać kryminałem z przymrużeniem oka. Nie da się go traktować zbyt poważnie, ale nie jest też wtórny, ani tym bardziej przewidywalny. Napisany lekkim językiem, wprowadza nas w skomplikowany świat średniej klasy wyższej, małżeńskich meandrów i szkolnej zawiści. Na jego przykładzie widać, jak godzenie ze sobą roli świadka zbrodni, odpowiedzialnej matki czwórki dzieci, a do tego rozgryzanie na własną rękę przestępstwa, może namieszać w głowie.

Nie spotkałam się wcześniej z twórczością tej autorki, ale śmiało mogę powiedzieć, że zyskała ona moje uznanie. Zimny drań to niepozornych rozmiarów tomik, w którym znalazło się miejsce na humor, akcję, rodzinne dramaty i naprawdę dobry obyczaj. Jestem przekonana, że wielu z Was spędzi przy nim kilka przyjemnych godzin. Gorąco polecam.


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Rafael.

Candice Speare „Zimny drań”
Ilość stron: 340
Wyd. Rafael
Kraków 2010
Ocena: 4,5/6

piątek, 16 września 2011

Pretty Little Liars: Kłamczuchy - Sara Shepard

Pretty Little Liars to seria, która bije obecnie rekordy popularności. Nakręcony na jej podstawie serial, co tydzień przyciąga przed ekrany telewizorów miliony widzów, a książki błyskawicznie znikają z księgarskich półek. Skąd to szaleństwo? Odpowiedź jest prosta: z dobrej historii i świetnej jej realizacji.

Alison, Spencer, Aria, Emily oraz Hanna to przyjaciółki na dobre i na złe. Ich relacje może nie do końca są tak urocze jakby się zdawało, ale z pewnością nie można odmówić im zażyłości. Kiedy pewnego dnia Ali gdzieś znika, reszta dziewczyn nie może w to uwierzyć. Sądzą, że jest to kolejna głupia zagrywka ich koleżanki, która w przeróżny sposób uwielbia zwracać na siebie uwagę. Dokładnie rok po jej zaginięciu zagadka nadal pozostaje bez odpowiedzi, ale ktoś zaczyna wysyłać im dziwne sms-y.

Pierwszy tom Kłamczuch przede wszystkim przybliża nam charaktery głównych bohaterek. Każda z nich otrzymuje tajemnicze wiadomości, nie wie kto jest ich nadawcą, ani jaki ma w tym cel. Czy jest to zaginiona Alison, a może ktoś się pod nią podszywa? Intryga ledwie się zawiązuje, a tu już trafiamy na ostatnią stronę powieści, jednak w ten sposób jedynie nabieramy ochoty na więcej. 

Pretty Little Liars to tak zwana literatura wypoczynkowa, ale poruszająca wiele społecznych tematów. Rozwód rodziców, romans jednego z nich, czy też dylematy związane z własną tożsamością są zaledwie ich częścią. Lubię, gdy historia prócz rozrywki oferuje też coś więcej i tutaj to znalazłam. Odnośnie wad dostrzegłam tylko jedną – związaną z modą przez duże M – ale za to istotną. Nie wiem dlaczego autorka tak wielką wagę przyłożyła do metek, lecz nieustanne wspominanie o tym co i jakiej firmy mają poszczególni bohaterowie, jest dość irytujące.

Przyrównując książkę do serialu, nie da się jednoznacznie powiedzieć co wypada lepiej. Natomiast bez wątpienia można mieć przyjemność z lektury mimo znajomości jej ekranizacji. Nie wszystkie wątki są takie same. Książka wiele rzeczy pokazuje szerzej bądź zmienia ich kolejność. Dorobek pani Shepard to dla mnie świetny sposób na uzupełnienie posiadanej już wiedzy. A jeżeli i wy pilnie śledzicie perypetie czterech dziewczyn, również nie będziecie żałować.


Sara Shepard „Pretty Little Liars: Kłamczuchy”
Ilość stron: 280
Wyd. Otwarte
Kraków 2011
Ocena: 5/6

czwartek, 15 września 2011

Ludzie na walizkach: Nowe historie - Szymon Hołownia

Któż nie zna Szymona Hołowni. Duchowego przewodnika, publicysty, a zarazem prezentera telewizyjnego. Ludzie na walizkach – Nowe historie to już druga książka, stworzona na podstawie programu pod tym samym tytułem. Obejmuje ona cykl rozmów, które odbyły się na antenie Religia.tv i wbrew pierwszemu wrażeniu, wcale nie dotyczą one wyłączenie wiary.

Ludzie sławni, ktoś dodałby przy tym, że bogaci. Osobowości z pierwszych stron gazet, telewizyjnego ekranu. Przez pryzmat mediów, odbierani zazwyczaj jako nieskazitelne ideały, a tym czasem zły los nie omija ich tak samo jak nas. Dodałabym nawet, że  jest im dużo trudniej. Ciągłe zainteresowanie ich osobą utrudnia walkę, wyciszenie się i potęguje ból. 

Nie jest to jednak książka tylko o cierpieniu. Choć każdy z zaproszonych tu gości miał go w swym życiu niemało, to ich słowa oraz postawa uczą czytelnika jak je zrozumieć. Bardzo często kojarzymy ich nazwiska, ale nie mamy pojęcia jacy ludzie się za nimi kryją. Świetnym przykładem może być Janina Ochojska - Okońska. Szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej, kobieta kojarzona przede wszystkim z budowaniem studni w Sudanie, a mało kto jest świadom, że i ona sama bez pomocy innych, nie byłaby w stanie funkcjonować. Od dziecka choruje na polio, przeszła już trzydzieści trzy operacje, a niedługo czeka ją kolejna.

Takich przykładów można mnożyć w nieskończoność, ale nie o to tutaj chodzi. Liczy się siła przekazu i determinacja bohaterów, która najzwyczajniej zaraża. Skoro ktoś chodzący o kulach mógł uczynić tak wiele, to dlaczego mnie, w pełni sprawnej, miałoby się nie udać. Ludzie na walizkach to przejmujące historie tych, którym udało się stawić czoła przeciwnością losu i tragedii. Pogodzili się oni ze stratą najbliższych, wyciągnęli wnioski z uzależnienia, a co najważniejsze, stali się inspiracją dla innych.

Nie jest to moja pierwsza styczność z Szymonem Hołownią, ale za każdym razem jestem tak samo zaskoczona, zarówno jego talentem do aktywnego słuchania, jak i siłą empatii. Nie dominuje on rozmowy, niczego nie narzuca, a bywa, że jednym swym słowem dopełnia urwaną myśl i komponuje całość. Polecam tą niezwykłą lekturę każdemu, bo każdy odnajdzie w niej coś o dla siebie. 


Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak

Szymon Hołownia „Ludzie na walizkach – Nowe historie”
Ilość stron: 256
Wyd. Znak
Kraków 2011
Ocena: 5/6

środa, 14 września 2011

Pokuta - Anne Rice

Twórczość Anne Rice od wielu lat nie jest mi obca. Zanim powstała saga Zmierzch, Pamiętniki Wampirów i reszta cukierkowych ballad na ich temat, istniały Kroniki - dwunastotomowa seria o rodzie tych potężnych i niebezpiecznych stworzeń. Tym razem autorka na literacki warsztat wzięła anioły, a co jej z tego wyszło, przeczytacie już za chwilę. 

Lucky to płatny morderca pracującym dla Pana Sprawiedliwego. Pewnego dnia otrzymuje od szefa zlecenie zabicia bankiera, przebywającego notabene, w jego ulubionym hotelu. Od samego początku Lucky’emu coś w tej sprawie nie pasuje, jednak nie przywykł on do zadawania zbędnych pytań. Przystępując do działania, dokładnie wszystko przewidział i zaplanował, prócz jednego nieproszonego gościa. Owym nieznajomym okazuje się być anioł stróż Lucky’ego mający dla niego bardzo intratną ofertę.

Dotychczasowy zabójca ma nagle ruszyć z misją obrony życia. Jest to pewna forma odkupienia za winy i wcześniejsze jego odbieranie. Pomysł ten, sam w sobie może zaskakujący nie jest, gdyby nie wiązała się z nim podróż w czasie do XIII wiecznej Anglii. 

Anne Rice to mistrzyni klimatu. Ta kobieta nawet o życiu mordercy potrafi opowiadać poetyckim językiem, pełnym fascynacji i uroku. Prócz bezwzględności, wyposażyła Lucky’ego również w talent muzyczny oraz zamiłowanie do sztuki. Bogactwo jego pasji kontrastuje z poczuciem wewnętrznej pustki i ma związek z trudną historią jego rodziny.

Z tego co zauważyłam, powieść spotyka się w sieci z wyjątkowo dobrym przyjęciem, ale niestety w mój gust się nie wpasowała. Jeżeli mam być szczera, to przyznam, że Pokuta mnie wynudziła. Pomysł na fabułę jest świetny, ale wykonanie (jak dla mnie) strasznie nużące. Za dużo tu życiorysów poszczególnych bohaterów. Ja wiem, że mają one na celu zaangażować nas emocjonalnie w opisywaną akcję, ale wyjątkowo brakowało w nich dynamiki.

Po przeniesieniu się do XIII wieku liczyłam na przygodę, poznanie atmosfery tego okresu, a tym czasem wszystko kręci się wokół kleru i Żydów. Nie ujmuję powieści wymiaru historycznego, bo jak możemy przeczytać w zakończeniu, wiele sytuacji zostało zaczerpniętych z autentycznych wydarzeń, ale losy Kościoła i jego zatargów, nigdy nie znajdowały się w kręgu moich zainteresowań.

Jak ceniłam i lubiłam Anne Rice, tak robię to nadal, ale bardziej podoba mi się, gdy tworzy żywoty potępionych, niźli świętych. Pokuta jest naprawdę dobrze napisania, i jeżeli tylko ktoś lubi taką tematykę, z pewnością nie poczuje się zawiedziony.


 Książę otrzymałam od serwisu Sztukateria, dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte.

Anne Rice „Pokuta”
Ilość stron: 304
Wyd. Otwarte
Kraków 2011
Ocena: 3,5/6

wtorek, 13 września 2011

Stos


od wydawnictwa Radwan

Andrzej Sikora "Diable ziele"

od wydawnictwa Novae Res:

Rafał Kuleta "Krótkie dni i noce"    recenzja

od wydawnictwa Kojro:

Tove Ditlevsen "Twarze"    recenzja  

od serwisu Sztukateria:  

Candice Spear "Zimny drań"
Leo Kessler "Rozkaz wymarszu"
Arlandur Indridason "Głos"
Jolanta Kwiatkowska "Jesienny koktajl"
Anne Rice "Pokuta"
Szymon Hołownia "Ludzie na walizkach - nowe historie"

prezent urodzinowy:

Sara Shepard "Pretty Little Liars - Kłamczuchy"

zakup własny:

Katarzyna Michalak "Rok w Poziomce"    recenzja
Jeffery Deaver "Spirale grozy"
Beata Pawlikowska "Blondynka w kwiecie lotosu"

z biblioteki:

Katarzyna Michalak "Poczekajka"
Katarzyna Michalak "Zachcianek"
Katarzyna Michalak "Zmyślona"

oraz część zakładkowych nowości, których całość znajdziecie na podstronie "Moje zakładki":

 

poniedziałek, 12 września 2011

Grobowa cisza - Arnaldur Indriðason

Grobowa cisza, to drugi tom serii o komisarzu Erlendurze, której akcja toczy się w mroźnej i mało życzliwej dla obcych, Islandii. Tym razem nasz bohater stanie przed trudnym zadaniem rozwikłania zagadki sprzed lat oraz zmierzy się z rodzinnym dramatem. 

Trwają przygotowania do budowy nowego osiedla – sprowadzono ciężki sprzęt, robotnicy wytrwale przekopują ziemie. Tymczasem kilka ulic dalej trwa przyjęcie urodzinowe. Brat jednego z uczestników w małym, białym przedmiocie, którym bawi się niemowlę, rozpoznaje ludzką kość. Dochodząc skąd się wzięła, wędrują do pobliskiego placu budowy, na którym odnajdują dawno pochowane zwłoki. Zaalarmowana znaleziskiem policja z miejsca rozpoczyna dochodzenie.

Choć dotarcie do świadków jest obecnie bardzo trudne, stopniowo odkrywamy tajemnice i  poznajemy przerażającą historię sprzed siedemdziesięciu lat. Jedyny racjonalny trop prowadzi do „krzywej” kobiety, ale czy to wystarczy by poznać winnych tej zbrodni?

Literaturę skandynawską cenię za bezkompromisowość i nie uznawanie ideałów. Próżno szukać tu pięknych policjantów o wyjątkowych umiejętnościach, czy też sprzętu rodem z Jamesa Bonda. Taki już mój gust i poglądy, że w supermanów nie wierzę. Dużo bardziej przekonują mnie przeciętniaki w wymiętym ubraniu i licznych problemach osobistych, czyli dokładnie ktoś taki jak Erlendur. Jego dylematy są bardzo przyziemne: była żona, która wciąż go nienawidzi, dwójka uzależnionych dzieci – w tym walka o życie jednego z nich – oraz znaleziony na budowie szkielet.

Tym razem, prócz kryminalnej zagadki, zgłębiamy też prywatne życie głównego bohatera. Poznajemy historię jego małżeństwa i to jak doszło do rozwodu. Jakie były emocjonalne skutki tej decyzji, a przede wszystkim dramat ojca, który jest bezsilny wobec sytuacji, która go spotkała. Ktoś mógłby narzekać, że za mało tu akcji, pościgów i broni palnej, ale nie ja.

W prozie Indriðasona podoba mi się to, że wybiega on daleko poza ramy klasycznego kryminału. Żadna z poznanych dotąd historii, nie była wyłącznie zapisem policyjnego dochodzenia. W dużej mierze jest to opowieść o problemach islandzkiego społeczeństwa, które tak naprawdę nie wiele różnią się od naszych. A jedyne na co mogę ponarzekać to słabszy klimat powieść. W bagnie, jak sam tytuł sugerował, wszystko było brudne, złe i podejrzane. Tu mi tego brakuje. Z Grobową ciszą nie ma źle, ale pod tym względem nie wiele różni się ona od innych książek tego gatunku.

Podsumowując, drugi tom wypada nieco słabiej od debiutu, jednak wciąż zaliczam Indriðasona do swych ulubieńców, a najnowszy jego Głos, już do mnie woła z domowej biblioteczki.


Arnaldur Indriðason „Grobowa cisza”
Ilość stron: 328
Wyd. W.A.B.
Warszawa 2010
Ocena: 5/6

piątek, 9 września 2011

Twarze - Tove Ditlevsen

Książek opowiadających o wszelkiego rodzaju zaburzeniach było już co niemiara, jednak mało która pozawala tak głęboko wniknąć w chory umysł, jak Twarze -  powieść wybitnej duńskiej literatki, Tove Ditlevsen.

Lise jest pisarką. Tworzy bajki dla dzieci, którym zawdzięcza sławę i rozgłos, ale mimo to, nie można jej nazwać szczęśliwą osobą. Od dawna nie opuszcza swego mieszkania, jej mąż ma romans z gosposią, a jakby tego było mało, oboje starają się ją otruć. Pewnego dnia kobieta postanawia ich przechytrzyć. Łyka garść tabletek nasennych i chwile po tym dzwoni do lekarza, tłumacząc mu co zrobiła. Zgodnie z planem udaje się ujść jej z życiem, ale nie przewidziała, że za swój czyn zostanie umieszczona na oddziale psychiatrycznym. Niestety tu również nie czuje się bezpiecznie. Gdziekolwiek by nie poszła, uciążliwe głosy podążają tuż za nią, siejąc coraz większy zamęt w jej głowie.

Tej książki nie da się „połknąć” w godzinę. Mimo skromnych rozmiarów, trzeba poświęcić jej sporo czasu oraz uwagi, żeby dostrzec każdy aspekt przedstawionego tutaj problemu. Poznawanie świata z perspektywy osoby chorej psychicznie, jest tak samo fascynujące, jak i przerażające. W zasadzie do ostatniej strony nie wiemy co jest prawdą, a co wytworem chorego umysłu. Balansujemy między kolejnymi wersjami zdarzeń, gubiąc się w nich tak samo jak Lise, i czując w ten sposób na samym sobie, z czym wiąże się ta przypadłość.

Powieść obnaża piętno zaburzeń psychicznych. Demonstruje sposób w jak wykrzywiają one obraz rzeczywistości, dostosowując go do podszeptów manii prześladowczej oraz spisków. W tej historii nie jest istotne to, jak się ona zaczęła, ani co było przyczyną pierwszych objawów. Tu liczą się wewnętrzne uczucia bohaterki, zdominowane wszechobecnym strachem i niepewnością. Stopniowe odzyskiwanie świadomości przypomina błądzenie w gęstym lesie. Z czasem trafimy na jakaś ścieżkę, lecz nie mamy pojęcia dokąd ona nas zaprowadzi.

Twarze to piękna opowieść o ucieczce przed samym sobą do świata dźwięków i fantazji, okupiona latami cierpienia, ale za ta to z puentą która daje nadzieję.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Kojro, za co bardzo serdecznie dziękuję.

Tove Ditlevsen „Twarze”
Ilość stron: 135
Wyd. Kojro
Warszawa 2007
Ocena: 4/6

czwartek, 8 września 2011

Rok w Poziomce - Katarzyna Michalak

Rok w Poziomce zaintrygował mnie od chwili, gdy po raz pierwszy o nim usłyszałam. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością pani Michalak, ale ta książka przyciągała mnie jak magnes. Cóż mogę dodać. W tym przypadku moja intuicja spisała się na piątkę. 

Własny dom to największe marzenie Ewy. Poświęcenie mnóstwa czasu oraz energii na znalezienie tego idealnego, w końcu przyniosło upragniony efekt. Niestety w kluczowym momencie transakcji bank odmówił jej kredytu. W tym przypadku brak zaliczki oznacza  utratę domku, jednak Ewa nie ma zamiaru się poddawać. Szukając ratunku wśród przyjaciół, otrzymuje nietypową propozycję. Andrzej obiecuje jej pieniądze w zamian za znalezienie i wypromowanie literackiego bestsellera. Czas przeznaczony na to zadanie to bagatela trzy miesiące, ale kiedy pragnie się czegoś wystarczająco mocno, nie ma rzeczy niemożliwych.

Ktoś mógłby nazwać to banalną historią o oklepanej tematyce, ale dla mnie jest ona czymś znacznie większym. Wszystko jest tu domknięte na ostatni guzik. Zaczynając od energicznej, a nieraz i komicznej w swym zachowaniu głównej bohaterki, idąc dalej poprzez opis realiów pracy wydawnictwa i kończąc na wiejskim życiu. Początkowo obawiałam się, że będzie to kolejna książka o tym, jak ktoś wyjeżdża na wieś, zakłada pensjonat tudzież inną oazę spokoju i rozpoczyna swe sielskie życie. Całe szczęście - nic z tych rzeczy. Zakończenie jest co prawda dość bajkowe i jak na mój gust zbyt idealne, ale prócz tego drobnego mankamentu, Poziomce nie mam nic do zarzucenia.

Po tej lekturze śmiało mogę powiedzieć, że jestem pod wrażaniem literackiego warsztatu pani Kasi. Książka czyta się właściwie sama, a wpleciony w nią humor oraz drobne dygresje, stają się idealnym lekiem na jesienną chandrę. Nie bez znaczenia jest też dystans autorki do samej siebie. Wprowadzenie do fabuły Tej Michalak, sprawia że odbiorca zaczyna pałać do niej wielką sympatią, a jak wiadomo autorom których lubimy, wybacza się drobne niedociągnięcia.


Katarzyna Michalak  „Rok w poziomce”
Ilość stron: 262
Wyd. Wydawnictwo Literackie
Kraków 2010
Ocena: 5/6

wtorek, 6 września 2011

Krótkie dni i noce - Rafał Kuleta

Napisanie dobrego horroru na sto stron, jest wyzwaniem. Stworzenie takiego na sto słów, talentem. A panu Kulecie tego ostatniego z pewnością odmówić nie można.

Zawarte w poniższym tomie utwory, to tak zwane drabble – krótkie formy literackie o często zaskakującym finale. Jest ich tu dokładnie trzysta trzydzieści trzy i pomimo tak sporej liczby, ich tematyka nie powtarza się, a każdy kolejny jest w stanie nas zadziwić. Jedne są odzwierciedleniem brutalnej masakry (Ściany), inne mają delikatniejszy, wręcz poetycki wydźwięk (Podwieszone). Zdarzają się również te niezwykle surrealistyczne (Klaun na huśtawce), jak i dosadnie obrazujące zastaną rzeczywistość (Dzień zwycięstwa).

Jednak wszystkie one udowadniają, że grozę można odnaleźć w każdej sytuacji. Nie ważne czy stoimy w kolejce do kasy, jedziemy autobusem czy zdajemy państwowy egzamin. Niebezpieczeństwo czyha i w drobnym geście, i w niewypowiedzianym zdaniu. Prostota tych utworów, a przede wszystkim oszczędność słowa, skupiają naszą uwagę na opisywanym zdarzeniu. Nie ma tu miejsca na błędy ani zbędne wypełniacze. Prym wiodą jasność oraz konkretność i właśnie to świadczy o ich wartości.

Nie mogę powiedzieć by każdy utwór przypadł mi do gustu, ale jest wśród nich kilka znakomitych perełek. Do swoich ulubieńców śmiało mogę zaliczyć Z życia wzięte, Wyróżnienie i Podwieszone, a ilustracje pani Olgi Kołodziejczak i Anny Jarmołowskiej idealnie dopełniają całości.

Krótkie dni i noce to wyjątkowa pozycja na naszym rynku literackim. Innowacyjna w formie oraz rubaszna w przekazie, na długo zagnieździ się w waszej pamięci.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Novae Res, za co serdecznie dziękuję.

Rafał Kuleta „Krótkie dni i noce”
Ilość stron: 342
Wyd. Novae Res
Gdynia 2011
Ocena: 5/6

sobota, 3 września 2011

Zagubiony heros - Rick Riordan

Zagubiony heros to pierwszy tom cyklu Olimpijscy herosi autorstwa Ricka Riordana, twórcy wielokrotnie nagradzanej już serii Percy Jackson i bogowie olimpijscy. Również w tym przypadku zostaniemy porwani do krainy zamieszkiwanej przez starożytne bóstwa, a mistyczne przepowiednie wyznaczą cel naszej wędrówki.

Jason, Piper i Leo to grupa przyjaciół, których poznajemy w szkolnym autobusie. Spotkanie to jest dość niezwykłe bowiem Jason odkrywa nagle, że nic nie pamięta. Nie wie jak się nazywa, co robi w autokarze, ani kim są ludzie dookoła. Kolejna dezorientacja spotyka ich na tarasie widokowym Wielkiego Kanionu, kiedy to ni stąd ni zowąd, nad ich głowami pojawia się Duch Burzy. Dochodzi między nimi do zaciętej walki w trakcie której odkrywają, że ich trener jest satyrem, Jason potrafi latać, a oni wszyscy są potomkami wielkich bogów.

Ostatecznie w złotym rydwanie trafiają do Obozu Herosów, jedynego bezpiecznego miejsca dla takich „mieszańców” jak oni. To tu poznają imiona swych rodziców, zamieszkują w ich obozowiskach oraz zyskują nowe umiejętności.  Za dodatkowe zdolności trzeba jednak słono zapłacić. Wysłuchane proroctwo jasno wskazuje, iż to im została powierzona misja uwolnienia Hery. Czy trójce przyjaciół wystarczy odwagi by wypełnić to trudne zadanie? Co takiego knuje Hera i na ile rzeczywiście potrzebuje ona pomocy?

Zagubiony heros porywa czytelnika wartką akcją i siłą tkwiącą w wyobraźni. Starożytni bogowie przeniesieni do współczesności, a przy tym nie pozbawieni siły i wyrachowania, od pierwszych stron wzbudzają naszą ciekawość. Cyklopi, centaury, życiodajna ambrozja, to wszystko jest tu na wyciągnięcie ręki.

Autor zyskał w moich oczach głównie nietuzinkowym podejściem do tematu. Mitologia mniej lub bardziej znana jest każdemu, ale w tym przypadku nie będziemy znudzeni „ponownym odgrzewaniem kotleta”. Zasadnicza część boskiego życiorysu została nie zmieniona – Zeus jest szefem, Afrodyta olśniewa urodą, a Hefajstos ma najlepszą broń. Natomiast wszystko to, co zostało nad nimi zbudowane, jest świeże i pomysłowe. Mechaniczny smok oraz przenikające się światy teraźniejszych ludzi i mitycznych herosów, to zaledwie początek.

Powieść napisana została sprawnym, plastycznym językiem. Nie znajdziemy w niej fragmentów zbytniej stagnacji ani nagromadzenia szczegółów, co jest dużym ułatwieniem w trakcie tak obszernej lektury. Nowe działo Ricka Riordana polecam przede wszystkim wielbicielom wszelkiej maści przygód i tajemnic. Ciekawi, zaskakuje oraz sprawia, że czekamy na więcej.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Galeria Książki, za co serdecznie dziękuję.

Rick Riordan „Zagubiony heros”
Ilość stron: 520
Wyd. Galeria Książki
Kraków 2011
Ocena: 5/6

piątek, 2 września 2011

Wichrołak - Paweł Szlachetko

Szremle Małe – góralska miejscowość otoczona ziemią orną oraz lasem. Kraina z pozoru senna i niezwykle religijna, ale niech was ta sielankowość nie zmyli. Od pewnego czasu jej mieszkańców nęka bowiem dziwna przypadłość. Co rusz ktoś popełnia samobójstwo, a miejscowi jakoś wcale nie są tym faktem zaskoczeni. Lekarz bez głębszego zastanowienia wypisuje akt zgonu, policjant drapie się tylko po głowie, a ksiądz szybko pędzi organizować pogrzeby.

Pytania „jak i dlaczego?” stawia dopiero Roman, młody dziennikarz szukający sensacji. Pod przykrywką biologa z urzędu, udaje się do Szremli badać przyczyny pomoru owiec. To co zastanie na miejscu oraz jak ostatecznie przyjmą go mieszkańcy, przekroczy jego najśmielsze oczekiwania...

Niewątpliwym atutem książki jest wierne oddanie góralskiej gwary i obyczajowości. Charakterystyczne słówka, skłonność do bójki i wypitki, choć stereotypowe, dodają jej zbójnickiego klimatu. Podobnie jest też z hasłem „Co ludzie powiedzą”, które może się stać główną maksymą Szremlowskiej wioski. Czego by jej mieszkańcy nie robili, najpierw martwią się o to co powiedzą inni, a dopiero potem myślą o sobie. I nieistotne czy chodzi tu o nieślubne dziecko, czy własną inteligencję. Opinia sąsiada jest najważniejsza.

Jedyną rysą na „idealnym” obrazie tej społeczności, jest tytułowy Wichrołak. Miejscowy znachor i człowiek władający „czarną magią”, którego wszyscy mają za pomyleńca trzymającego konszachty z diabłem. Ostatecznie chłopi decydują się go wypędzić, w efekcie czego, zaczyna ich potem nawiedzać tajemnicza postać w pelerynie.

Można by zarzucić autorowi zbytnie wyolbrzymianie niektórych faktów lub zachowań. Pewne postacie są przerysowane, ale na dłuższą metę dzięki temu stają się one bardziej charakterne i zadziorne. Cała intryga jest zręcznie oraz chytrze pomyślana. Niby od połowy można zacząć podejrzewać jakie będzie zakończenie, ale w żaden sposób nie odbiera to przyjemności z czytania.

Paweł Szlachetko stworzył powieść barwną i niezwykle oryginalną. Umiejscowienie kryminalnego wątku między juhasami, dla mnie osobiście jest sprawą tak dziwną – żeby nie powiedzieć niedorzeczną – iż w żaden sposób nie mogłam odmówić sobie jej poznania. Nie sądziłam, że jakakolwiek góralska historia będzie w stanie mnie oczarować, a Wichrołakowi się to udało. Jego wielowątkowość, plastyczność przekazu, a ostatecznie trafność spostrzeżeń tworzą niebanalną całość. Czy trzeba dodawać coś więcej ? :)
 

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Muza, za co bardzo dziękuję. 

Paweł Szlachetko „Wichrołak”
Ilość stron: 336
Wyd. Muza
Warszawa 2011
Ocena: 4,5/6 

czwartek, 1 września 2011

Informacje

Wybaczcie moją nikłą obecność na Waszych blogach, ale dwa dni temu zawitał do mnie mały kotek. Nie wiem co za desperat zostawił mi go placu (jeszcze w tej części co psy siedzą), ale normalni ludzie zwierząt tak nie podrzucają.... Był wychodzony i strasznie spanikowany, ale powoli wraca już do formy. Ogólnie efekt jest taki, że pierw go przygarnęłam, a teraz chronię swój dobytek przed jego łapkami ;)

Życie z trzema kotami do łatwych nie należy, ale za to ile dają radości...
 

***************

A z ogłoszeń bardziej uniwersalnych, to informuję, że serwis Sztukateria poszukuje dwóch redaktorów do działu z książkami. Sama od dawna z nimi współpracuję i bardzo sobie chwalę, dlatego jeżeli ktoś jest zainteresowany, to teraz nadeszła najlepsza pora by się ujawnić :)

  
Jeżeli macie jakieś pytania możecie do mnie napisać - chętnie na nie odpowiem.  
Regulamin serwisu dostępny u mnie oraz na forum >>klik<<