wtorek, 28 lutego 2012

Sukces według Teen Vogue

Vogue to bez wątpienia jeden z czołowych przedstawicieli świata mody oraz jego niezaprzeczalne dopełnienie. Magazyn od lat będący ikoną, w coraz większym stopniu sam kreuje tych, którzy zaczynają wyznaczać światowe kanony. Kim jednak są ludzie ukryci za zagadkowo brzmiącymi funkcjami? Co takiego mają do powiedzenia szefowie poszczególnych działów? Doradcy wizerunkowi, kreatorzy, styliści?

Dla mnie ta książka to kalejdoskop ludzi z pasją. Nie traktuje jej jako poradnika o tym w jaki sposób odnosić sukcesy. Z modą mam tyle wspólnego, że kupuję i noszę ubrania. Trendy oraz wybiegi to w moim wypadku pojęcia abstrakcyjne i mało istotne. Uwielbiam jednak poznawać ludzkie historie i zaczytywać się o tych, którzy z hobby uczynili swą pracę. Zagłębiać się w opowieści o jednostkach, które z marzeń potrafiły utkać coś namacalnego, a co więcej, są w stanie swobodnie się z tego utrzymać. Czytanie o nich to sama przyjemność, a kiedy towarzyszą temu piękne i barwne fotografie – tym większa strawa dla ducha.

Sukces według Teen Vogue to pasjonująca wyprawa do świata blichtru i sławy, pokazująca że droga na szczyt to tak naprawdę lata żmudnej pracy, a przy okazji niepowtarzalna przygoda warta swojej ceny. Nie wszystkim się ona udaje, lecz każdy może choć na chwilę do niej wniknąć i podpatrzeć co tam się dzieje.

Książki tego typu są na to najlepszym dowodem.


„Sukces według Teen Vogue”
Ilość stron: 280
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

środa, 22 lutego 2012

Stroiciel ciszy - Wojciech Szyda

Wojciech Szyda znany jest z tego, że wydaje swoje powieści niezwykle rzadko, ale gdy już czytelnicy doczekają się tego momentu, urasta ono do rangi małego święta. Ja sama, jako postronna obserwatorka wydarzeń w nurcie science fiction, muszę przyznać, że pan Szyda wypracował sobie osobliwy, acz niezwykle ciekawy sposób prezentacji.

Stroiciel ciszy to brawurowa i co by nie mówić, nieco szalona wariacja na temat wiary. Ubrana w formę dziesięciu opowiadań szerzy „dobrą nowinę” w konwencji kosmicznej eskapady. Poznamy tu historię o rycerzu poszukującym świętego Graala. O wyznawcach Kościoła Danych Osobowych oponujących przeciwko powszechnej jawności, a nawet o misjonarzu, który staje twarzą w twarz z klonem Chrystusa. A to wszystko, mimo ziarna szaleństwa, jest zaledwie ułamkiem najnowszych pomysłów pana Wojciecha.

Stroiciel ciszy to bez wątpienia książka dziwna i bardzo surrealistyczna nawet jak na swój gatunek. Chwilami można powiedzieć, że staje się wręcz obrazoburcza, gdyż osoby religijne mogą odczuć przy niej niemałe zawirowania. Jednak tym co sprawia, że całość staje się akceptowalna jest jej staranne dopracowanie.

Wyszukany język i odważna forma czynią z tej pozycji antologię, którą warto poznać z czystej ciekawości. Mnie science-fiction w zasadzie mało interesuje, a mimo to czułam się nią szczerze zaintrygowana. Co prawda nie mogę też powiedzieć by lektura ta była czystą przyjemnością, ale obyło się bez większych zgrzytów, co w moim przypadku już jest sporym sukcesem.

Tym samym jeżeli lubicie odważne historie o zagadkowym brzmieniu, a przy tym i głębszym przesłaniu, zachęcam do poznania Stroiciela ciszy. Świetna pozycja dla czytelników nie bojących się przekraczania granic – tych dosłownych jak i metaforycznych.


Wojciech Szyda „Stroiciel ciszy”
Ilość stron: 304
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

niedziela, 19 lutego 2012

Perfect Women

Zaproszona do zabawy przez Edytę prezentuje wam moje zestawienie Perfect Women.



Perfekcyjna w swoim zawodzie:


Kat Von D i Karin Axelsson, czyli kobiety, które z pasji uczyniły swój zawód. Pierwsza jest tatuażystką, druga basistką, obie odniosły sukces w światach uważanych dotąd za typowo męskie.

Ideał urody:

 

Kate Beckinsale i Marguerite Moreau to aktorki, które choć rzadko goszczą na prasowych stronach to w kategorii uroda dyskwalifikują całe Hollywood.

Perfekcyjny styl:


W tym przypadku Maja Sablewska oraz Caroline Mode  nie mają sobie równych. Cenie je za luz i pomysłowe dodatki. Bez wahania zamieniłabym się z nimi szafami :)


Do dalszej zabawy zapraszam: IsadoręMiqaisonfire... oraz każdego, kto to ma na to ochotę.

A to jej zasady:
- Wybierz idealne kobiety w trzech kategoriach: 
* perfekcyjna w swoim zawodzie, 
* ideał urody, 
* perfekcyjny styl.
- Opublikuj na blogu obrazek z tagiem “Perfect Women”.
- Napisz, kto cię wyznaczył.
- Przekaż zabawę innym blogerom.

piątek, 17 lutego 2012

Kwas siarkowy - Amélie Nothomb

Witajcie za drutami to telewizyjne reality show urządzone na wzór obozu koncentracyjnego. Mamy grupę więźniów, surowych kapo, tortury oraz eliminację, w tym przypadku naprawdę śmiertelną. Dni upływają tu na ciężkiej pracy, a noce stają się siedliskiem bólu i rozpaczy. W takich to okolicznościach poznajemy Pannonique (CKZ 114) i Pietro (EPJ 327). Ona staje się miejscową wojowniczką o ludzką godność, on zakochanym w niej męczennikiem. Relacje tej dwójki komplikują się jeszcze bardziej, gdy do gry dołącza kapo Zdena, naiwna dziewczyna marząca o fortunie i wielkiej sławie.

Praca wyciskająca z ludzi siódme poty, upokorzenie i degradacja do poziomu numerów. Nie da się ukryć, że producenci zadbali o każdy szczegół programu. Na początku to kapo wydawali rozkazy i decydowali który z więźniów pójdzie na stracenie. Potem szefowie produkcji postanowili pójść o krok dalej i przekroczyć odwieczną granice tabu. Teraz to widzowie decydują o tym kto zostanie na ich oczach uśmiercony, a kogo chcą jeszcze przez jakiś czas zachować przy życiu...

Polubiłam bohaterów tej historii. Każdy z nich ma swoje wady i zalety. Momentami nas drażnią, za chwilę oczarowują. Tak, jak to w prawdziwym życiu bywa. Pannonique przeciwstawia się ślepym zasadą i czyni, to co podpowiada jej serce. Ale czy w bezdusznym świecie jedno serce jest w stanie cokolwiek wywalczyć?

Pani Nothomb pokazuje jak łatwo utracić człowieczeństwo, ale też jak wbrew wszystkiemu o nie walczyć. Można jej zarzucić zbędne moralizatorstwo, czy też pisanie pod publikę. Czytałam opinie, że posługuje się utartymi schematami, a jej język jest bez szczególnego polotu. Może i tak, ale nie o kwieciste słownictwo tu chodzi. Ta niepozorna książeczka oparta jest na wyjątkowo szokującym pomyśle, który z mojego punktu widzenia, wcale nie jest niemożliwy do zrealizowania.

Kwas siarkowy to przysłowiowa kropla, która przelewa czarę goryczy i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad własnymi postawami w życiu codziennym.


Amélie Nothomb „Kwas siarkowy”
Ilość stron: 136
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

środa, 15 lutego 2012

Stos


Zakup własny:

Laurent Graff "Szczęśliwe dni"
Piotr Kraśko "Bliski wschód"
Claire Castillon "Insekt"
Melissa De La Cruz "Zapach spalonych kwiatów"
Alessandro D'Avenia "Biała jak mleko, czerwona jak krew"
Sara Shepard "Zepsute"
Sara Shepard "Niewiarygodne"
Sara Shepard "Doskonałe"
Amy Astley "Sukces według Teen Vogue"
Bobbi Brown "Perfekcyjny makijaż"    recenzja
Allison Winn Scotch "Jillian Westfield wyszła za mąż"
Eric Emmanuel Schmitt "Oskar i pani Róża"

 od wydawnictwa Muza:

Christina Brown "Szybka i prosta joga"
 Scott Spencer "Mężczyzna z lasu"
Arne Dahl "Europa Blues"

od wydawnictwa Papierowy Księżyc:

Brooke i Keith Desserich "Wiadomość z nieba"    recenzja

od autora:

Krzysztof Bielecki "Defekt pamięci"

od serwisu Kostnica:

J.D. Robb/Nora Roberts "Zdrada i śmierć"
Dina Rubina "Biały gołąbek z Kordoby"
Åke Edwardson "Niech to się nigdy nie kończy"


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ~~

poniedziałek, 13 lutego 2012

Infekcja - Scott Sigler

Jak to się dzieje, że ludzie uważani do tej pory za porządnych i prawych obywateli, nagle wpadają w niepohamowany szał? Dlaczego mordują przyjaciół, okaleczają swoje ciało i co gorsza, zdają się mieć z tego niemały ubaw? Winnym powyższych zachowań jest nieznany organizm. Ani to wirus, ani tym bardziej stworzenie. Wiadomo tylko, że kiedy pojmie swoją ofiarę jej dni stają się policzone i upływają w potwornych męczarniach.

Doktor Margaret Montoya została przydzielona do zbadania tej nietypowej infekcji. Wnioski, jakie odkryje z analizy ciał denatów, zadziwią nie tylko ją samą, ale i wywołają panikę w najwyższych strukturach rządowych. Czy na ratunek jednak nie jest już za późno?

Po debiutancką powieść Scotta Siglera sięgnęłam bez większego zapału. Ot kolejna historia o zmutowanym genie, który chce wyniszczyć ludzki ród. I o ile sam motyw rzeczywiście jest już mocno wyeksploatowany, o tyle Pan Sigler przedstawił go w na tyle umiejętny sposób, że w pełni zdobył moją aprobatę. Co więcej, nie mogłam się od tej książki oderwać. Połączenie thrillera medycznego z elementami naukowo-fantastycznymi w tym wypadku spisało się na medal. Czytając, nieustannie zastanawiamy się jaki będzie dalszy krok „infekcji” oraz co stanie się z zarażoną osobą. 

Dużą rolę odegrało tu umiejętne przedstawienie powyższego zjawiska. Zobrazowanie pełnego cyklu przemiany z punktu widzenia niedoszłego sportowca sprawia, że na zmianę krzywimy się z obrzydzenia i dostajemy rumieńców z myślą o dalszych jego etapach. Brzmi to może dziwnie, ale jeżeli  skusicie się na tę książkę sami przekonacie, że tak się dzieje naprawdę.

Nie jest to fenomenalna powieść, jednak w swoim gatunku naprawdę trzyma poziom. Intryguje, wzbudza ciekawość i sprawia, że czas mija nam znacznie przyjemniej. Niestety sama puenta historii mnie rozczarowała – liczyłam na bardziej racjonalne wyjaśnienie, ale mimo to nie żałuję dnia z nią spędzonego.


Scott Sigler „Infekcja”
Ilość stron: 412
Wyd. Papierowy Księżyc
Ocena: 4,5/6

czwartek, 9 lutego 2012

Przypomnij sobie - Elina Hirvonen

Powszechnie mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. W tym przypadku to jednak podobieństwo sprawiło, że Anna i Ian tak dobrze się rozumieją. Ich dzieciństwo od samego początku owiane było aurą zagrożenia. Ona bała się o swojego brata, on żył w niepewności tego co zrobi jego ojciec. 

Zamiast beztroskiej zabawy to awantury i odgłos wymierzanych ciosów wypełniały im rutynę kolejnych dni. Teraz, kiedy stali się już dorośli i w końcu niezależni, ciężar minionych lat coraz silniej zaczyna o sobie przypominać. Uciekają przed tęsknotą za najbliższymi, przed swoją tożsamością, ale mimo to proza życia i tak ich dogania.

Elina Hirvonen przywraca wiarę, że Finlandia to nie tylko kraj znakomitych kryminałów, ale też wybitnej powieści obyczajowej. Przypomnij sobie chwyta za serce i sprawia, że toniemy w morzu osobistych wspomnień. Ta nieco ascetyczna historia, oszczędnym w słowa stylem prezentuje nam sprawy niewygodne dla świata. Opisuje rozpad rodziny z powodów powszechnie uważanych za wstydliwe. Pierwszym jest powrót ojca obciążonego ciężarem traumatycznych przeżyć z wojennego frontu. Drugim dziecko z zaburzeniami zachowania, na życiu którego cieniem położył się oddział szpitala psychiatrycznego.

Przypomnij sobie to bardzo dojrzały debiut literacki, który na niespełna stu dziewięćdziesięciu stronach sprezentuje nam cały wachlarz emocji. Lekturę rozpoczynałam w sposób zupełnie nie zobowiązujący. Miała ona być chwilą wytchnienia po tygodniu pracy, a stała się trudną przeprawą do świata ludzkich dramatów. Polubiłam panią Hirvonen i mam nadzieję, że kolejna jej książka doczeka się przekładu na język polski.

 
Elina Hirvonen „Przypomnij sobie”
Ilość stron: 184
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6

poniedziałek, 6 lutego 2012

Na szczyt góry - Arne Dahl

W zatłoczonym barze dochodzi do śmiertelnego wypadku – od uderzenia kuflem w głowę ginie młody mężczyzna. Przesłuchiwany w roli świadka Per Karlsson twierdzi, że niczego nie widział. Pochłonięty lekturą Metamorfoz Owidiusza zarejestrował tylko strzępki rozmów i nie spostrzegł niczego podejrzanego. Przyciśnięty do muru okazuje się być jednak dużo lepszym obserwatorem niż by się to mogło wydawać, a z pozoru błaha szamotanina, staje się punktem wyjścia do dużo szerzej zakrojonego śledztwa. 

Jeżeli mieliście już kiedyś styczność z twórczością Arne Dahl’a, to członkowie „Drużyny A” nie będą wam pewnie obcy. Jest to specjalna jednostka szwedzkiej policji powołana do walki z międzynarodowymi przestępstwami. Niestety na skutek błędnych decyzji utraciła ona dobrą reputację i została rozwiązana. Z tego też powodu aktualna sprawa staje się dla niej nie tylko okazją do znalezienia winnych, ale przede wszystkim odzyskania utraconego szacunku.

Zaczynając lekturę byłam pełna nadziei na naprawdę dobrą rozrywkę. Szkoda, że im dalej brnęłam w historię, tym bardziej mój zapał do niej stawał się mniejszy. Atak w pubie, morderstwo w więzieniu, mafijne porachunki, pedofile... Autor wykorzystał tu tak wiele wątków, że można od nich dostać zawrotów głowy. Zabrakło mi w tym wszystkim konkretnego zamysłu. Skupienia się na jednym tropie, a nie rozbijania akcji na pomniejsze sytuacje, które mieszając się ze sobą rozpraszały moją uwagę. 

Prócz tego powieści brakowało społecznego wymiaru historii. Fabule dużo bliżej do sensacji rodem z amerykańskiego filmu, niż klasycznego skandynawskiego kryminału w którym to ludzie i emocje są najważniejsze. Nie gustuję w akcjach typu „zabili go i uciekł”. Wręcz przeciwnie. Wolę kiedy prowadzone śledztwo staje się tłem do snucia opowieści o tym jak żyją bohaterowie i co ich wewnętrznie trapi.

Książka Arne Dahl’a nafaszerowana jest spiskami. Wybuchające bomby, akty cyberprzemocy. Nie jest to moja bajka, nie mniej wielbicielom sensacji serdecznie ją polecam. Autor sprawnie przelał na papier co siedziało w jego w głowie, a sama intryga chociaż nieszczególnie oryginalna, to satysfakcjonuje wartką akcją i solidnym zarysowaniem. Na szczyt góry moich oczekiwań nie spełniło, jednak w przyszłości pewnie dam autorowi jeszcze jedną szansę.


Arne Dahl „Na szczyt góry”
Ilość stron: 374
Wyd. Muza
Ocena: 3/6

niedziela, 5 lutego 2012

Losowanie

Na wstępie bardzo dziękuję wszystkim za udział w zabawie. Po książkę zgłosiło się aż 41 chętnych, ale niestety 7 osobom nie mogłam uznać odpowiedzi - pomyliliście ekranizację Ketchum'owej Dziewczyny z sąsiedztwa z komedią z 2004 roku.



Poprawne rozwiązane zagadki jest następujące:

1. rok jej produkcji - 2007
2. reżysera - Gregory Wilson
3. nazwiska trzech aktorów odgrywających główne role - Auffarth, Manche, Baker
4. oraz tytuł innej powieści Ketchum'a, która doczekała się filmowej adaptacji - np. Offspring, Red, The Lost, The Woman.

A książka wędruje do...




Zwyciężczynię proszę o wysłanie swojego adresu na: varia-blog@gg.pl
Gratuluję!

piątek, 3 lutego 2012

Ty - Zoran Drvenkar

Co łączy ze sobą pięć szesnastolatek, dilera narkotyków i bezwzględnego mordercę?
Jaki jest TWÓJ własny udział w tej historii?


Ty to druga powieść Zorana Drvenkar’a, która swym stylem oraz sposobem narracji w niczym nie ustępuje doskonałej poprzedniczce, jaką było Sorry.

Akcja rozpoczyna się dość niewinnie. Mamy kilometrowy korek na autostradzie i uwięzionych w nim, znudzonych pasażerów. Niestety senną atmosferę postanawia przerwać  pewien „podróżnik” – mężczyzna, który z nieznanych przyczyn pozbawi życia kilkanaście osób. Jego działania przeplatają się z poczynaniami grupy przyjaciółek. Capa, Rute, Nessi, Taja oraz Papla to młode, nierozważne i ciągle pakujące się w tarapaty dziewczyny. Kiedy jedna z nich w tragicznych okolicznościach traci ojca, a inna znajduje w jego domu wielki skład narkotyków, wszystkie dochodzą do wniosku, że warto by je spieniężyć. Nie przypuszczają jednak, że zostaną skazane w ten sposób na niełaskę impulsywnego przestępcy.

Książkę Drvenkar’a można śmiało nazwać dziwną, a nawet lekko obłąkaną. I mimo, że konstrukcją nie różni się ona zbyt wiele od Sorry, to nadal zostaję przy stwierdzeniu, że jest to coś zupełnie nowego i oryginalnego. Zoran wypracował sobie charakterystyczny styl pisania, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. Mam świadomość, że nie każdemu może przypaść on do gustu, ale wśród miłośników mocnych wrażeń powinien się sprawdzić.

Dzięki dynamicznym zwrotom akcji, opisana historia niesamowicie wciąga, tworząc przy tym pozytywny zamęt w naszych głowach. Jest nieprzewidywalna, a przede wszystkim wielowymiarowa. Każdy rozdział to obraz sytuacji widziany oczami innego bohatera, a ostatecznie też i naszymi, ponieważ autor bardzo umiejętnie wplótł czytelnika w wir prezentowanych wydarzeń. Co rusz bezpośrednio się do nas zwraca, czyniąc z nas nie tyle obserwatorów co sprawców popełnianych zbrodni.

Wśród setek przeczytanych książek, Ty uplasowało się u mnie na bardzo wysokiej pozycji i nie sądzę by szybko pojawił się ktoś, kto da radę ją zdetronizować.

Polecam nie tylko fanom gatunku.
 
Zoran Drvenkar „Ty”
Ilość stron: 576
Wyd. Telbit
Ocena: 6/6

środa, 1 lutego 2012

Wiadomość z nieba - Brooke i Keith Desserich


„Rak lub każda inna śmiertelna choroba z bohaterów czyni męczenników i pustoszy dusze tych, którzy przetrwali”.*


Choroba człowieka to dramat dla każdego z jego bliskich. Z kolei poważny problem ze zdrowiem dziecka, to nie tylko osobista tragedia rodziców, ale przede wszystkim ogromne dla nich wyzwanie.

Wiadomość z nieba to zapis kilku miesięcy walki o życie Eleny Desserich, pogodnej dziewczynki, która wciągu kilku tygodni została pozbawiona tego co najważniejsze – poczucia bezpieczeństwa. Tę wstrząsającą historię opisali jej rodzice. Najpierw na swoim blogu, a potem zaskoczeni ilością płynących do nich słów otuchy, również w formie książkowej. Na trzystu stronach zawarli wspólne chwile radości, momenty klęsk i ogromne pokłady nadziei. 

Częściowy paraliż, utrata głosu oraz osłabiony wzrok, to tylko niektóre z następstw glejaka pnia mózgu, choroby która zaatakowała ich ukochane dziecko. Poddawana intensywnemu leczeniu Elena słabnie w oczach, ale mimo to się nie poddaje. Paradoksalnie to właśnie ona robi więcej dla swej rodziny, niż jej rodzice są w stanie zrobić dla niej. Zbliża ich do siebie, uczy zaufania. Teraz kluczowe stają się zwyczajne czynności, a najważniejsza jest szkoła – namiastka rutyny i porządku dnia sprzed choroby.

Determinacja oraz niezłomna siła walki tej małej dziewczynki zadziwią każdego czytelnika. Elena udowadnia, że wszystko jest „bardziej kwestią woli niż siły fizycznej”, a ona sama mimo młodego wieku rozumie i przewiduje o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby sądzić. Dlatego też powstały wiadomości z nieba – krótkie liściki stworzone i pochowane w zakamarkach domu przez drobną Elenę. Był to jej sposób na przekazanie swej miłości, dodanie rodzicom otuchy, a niestety ostatecznie i pożegnanie się z nimi. 

Ta powieść nie da wam żadnych odpowiedzi. Nie ułatwi zmagania się z chorobą ani nawet nie sprawi, że będzie ono łatwiejsze. Pokaże jednak, że mimo bólu można to wszystko przetrwać, a czas w końcu pozwoli stanąć na nogi.


Brooke i Keith Desserich „Wiadomość z nieba”
Ilość stron: 322
Wyd. Papierowy Księżyc
Ocena: 5/6
*str. 231