środa, 28 marca 2012

Bezwzględna - Gail Carriger

Książki o istotach nadprzyrodzonych wyrastają ostatnimi czasy, jak grzyby po deszczu. Niestety wśród tylu pozytywnie zapowiadających się tytułów, nie trudno trafić na pozycje miałkie i bardzo ciężko strawne...  Jak w tym natłoku wypada Bezwzględna amerykańskiej pisarki Gail Carriger? Dowiecie się już za chwilę.

Bezwzględna to czwarty tom przygód Alexi Maccon, charakternej kobietki, która z parasolką w ręku, odważnie stawia czoła przeciwnością losu oraz stadom wrogów czyhających na  jej życie. Tym razem nasza bohaterka została zmuszona walczyć nie tylko o siebie, ale i o swoje dziecko, albowiem Alexia jest już w ósmym miesiącu ciąży. Szkoda tylko, że stan radosnego oczekiwania zakłócają jej zarówno członkowie własnej rodziny, jak i pewna zjawa, która ni stąd ni zowąd oznajmia, że królowej grozi wielkie niebezpieczeństwo.

Powieść Gail Carriger to oryginalna podróż w czasie, która przez pryzmat historii dla młodzieży, przypomina nam lata wiktoriańskiej świetności. Damy w eleganckich sukniach, mężczyźni z nieodzownym cylindrem. Pomady, perfumy i powierzchowna kulturalność.

Nie ukrywam, że przewijające się wszędzie wampiry i wilkołaki zaczęły mnie już nudzić. Nie da się setny raz czytać o tym samym, jednak książka Carriger broni się archaicznym stylem narracji (tu ukłon w stronę tłumaczki) oraz wplecionym w akcję ironicznym tonem wypowiedzi. W ten sposób nie da się jej traktować zbyt serio, a dystans autorki do swojego dzieła łatwo udziela się również odbiorcy. Cała lektura mija sympatycznie, a po jej zakończeniu nie czujemy się ociężali nadmierną czułością bohaterów, czy wtórnymi motywami. Wręcz przeciwnie. Jesteśmy spragnieni dalszych losów Alexi i z zaczynamy wypatrywać kolejnego tomu serii. 


Gail Carriger „Bezwzględna”
Ilość stron: 364
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 26 marca 2012

Gazetowo

Zmiana czasu źle na mnie wpływa.  Umysł odmawia posłuszeństwa, myśli nie chcą się formułować w zrozumiałe zdania, dlatego dziś lekko i magazynowo. Nadrabiam prasowe zaległości, a opis wrażeń po "Bezwzględnej" zaczeka do jutra.


Przy okazji przypominam, że w sobotę o 20:30 mamy kolejną edycję akcji "Godzina dla Ziemi". Jesteście już zaopatrzeni w świece na tę okazję? Ja dziś zakupiłam cegiełkę od Rossmana. Prawda, że urocza :) 

niedziela, 25 marca 2012

Amsterdam Parano - Michał Puchalak

Dla bohatera tej powieści Amsterdam jest czymś więcej niż tylko stolicą Holandii. W jego oczach urasta on do synonimu wolności i wyzwolenia, a przy okazji staje się nieświadomym zagrożeniem dla samokontroli oraz poczucia rzeczywistości.

Wyjazd za granicę był dla Michała decyzją spontaniczną i z założenia krótkoterminową. Miał to być wakacyjny wypad dla zabicia nudy oraz zdobycia paru groszy na dalszą zabawę. Nieoczekiwanie stał się trudnym etapem w życiu, który na zawsze zmienił jego sposób postrzegania  świat.

Na początku wszystko się jakoś układało. Niezłe zakwaterowanie, praca. Ludzie pomocni i życzliwi. Z czasem zaczęły się problemy z pieniędzmi, kłótnie, a im więcej towarzyszyło im towaru, tym stawały się dłuższe i bardziej zacięte. Życie na tripie. Wieczna balanga. Może i brzmi atrakcyjnie, ale wszystko ma swoją cenę. 

Amsterdam Parano to biograficzna powieść o młodzieńczym buncie, która owiana narkotycznym dymem, staje się szczerą wyprawą w karkołomne środowisko „pasjonatów ryzyka”. Łatwość dostępu do używek oraz ich legalność, uczyniła z tego miasta mekkę dilerów i drobnych dystrybutorów. W takich okolicznościach nie trudno się zatracić, a odnalezienie właściwej drogi staje się sporym wyzwaniem.

Powieść w osiemdziesięciu procentach bazuje na wątku narkotyczno – metafizycznym, a znaczy to tyle, że mamy tu od groma historii kiedy, jak i ile Michał wziął oraz co mu się po tym działo. Brzmi średnio porywająco, mimo to nie spisywałabym tej książki na starty. Jeżeli dobrze wczytamy się w fabułę, będziemy w stanie dostrzec w niej opowieść o dorastaniu, braniu za siebie odpowiedzialności oraz o błądzeniu w nieznanym świecie, czyli uniwersalne problemy każdego człowieka.

Czyta się to gładko i nie odczuwamy znużenia tekstem, jednak będę daleka od nazwania jej lekturą łatwą i przyjemną. Poruszana tematyka jest bardzo specyficzna, przez co nie każdemu przypadnie do gustu i też nie każdy powinien po nią sięgać. Na mnie niestety wielkiego wrażenia nie zrobiła. Mogę przypisać ją do skandalizującego nurtu literatury, ale powiem szczerze, że za stara już jestem by takie rzeczy mnie szokowały. Nie odbieram jej prawdy ani szczerości. Co więcej, doceniam brak moralizatorstwa oraz wykładanie kawy na ławę. Po prostu za dużo takich rzeczy w życiu czytałam, by Amsterdam mógł mnie czymś zaskoczyć.


Michał Puchalak „Amsterdam Parano”
Ilość stron: 328
Wyd. Comm
Ocena: 3,5/6

sobota, 24 marca 2012

Zima lwów - Jan Costin Wagner

Literatura skandynawska od dawna jest jedną z moich ulubionych. Gdy od pierwszej czytanej książki dostałam gęsiej skórki, naprawdę szybko się uzależniłam. Trzeba przyznać, że i tym razem okazji do zimnych dreszczy nam nie zabraknie, a Jan Costin Wagner po raz kolejny stanął na wysokości zadania.

Grudzień, zimowe szaleństwo i butelka whisky. Detektyw Kimmo Joentaa od śmierci żony szykuje się, w tradycyjny dla siebie sposób, do kolejnych samotnych świąt Bożego Narodzenia. W tym roku sprawy przybierają jednak zupełnie nowy obrót, gdy do mieszkania Kimmo wprowadza się prostytutka, a na leśnym szlaku odnalezione zostają zwłoki znanego patologa – Patrika Laukkanena.

Wstępne wnioski prowadzą śledczych do popularnego talk show Kai Petteri Hämäläinen’a, w którym lekarz udzielił swego ostatniego wywiadu. Napad na prowadzącego program utwierdza Kimmo, że to właściwy trop. Jak tu jednak zrozumieć świat show biznesu, w którym każdy wydaje się być podejrzanym?

Ponownie kluczem do rozwiązania zagadki staje się umysł zabójcy. Próby wejścia w jego tok myślenia, a poniekąd i w sposób rozumowania ofiary są przełomowymi momentami śledztwa. Co takiego zrobił patolog, że zasłużył na śmierć? Jakie zachowania przykuły uwagę mordercy? Joentaa musi skonfrontować ze sobą dwa odległe światy i znaleźć łączący je element. Poznać przyzwyczajenia lekarza oraz okoliczności w których popełniono zbrodnię. Czy mu się to uda?

Nie wiem dlaczego, ale historie umiejscowione w zimie wywierają na mnie dużo większe wrażenie, niż te opisujące upalne lato. Policjanci wydają się być bardziej powściągliwi, przestępcy wyrachowani, a zbrodnie ostrzej zarysowane. Taki też obraz sytuacji prezentuje Zima Lwów. Powieść nie tylko o brutalności morderców, ale przede wszystkim o zagubieniu zwykłego człowieka. Prosty język oraz wprawne pióro autora, dodatkowo ułatwiają wgryzienie się w historię, a trzeba przyznać, że cała fabuła jest bardzo smakowita.

Książkę otrzymałam od serwisu Na kanapie, za co bardzo dziękuję.

Jan Costin Wagner „Zima lwów”
Ilość stron: 302
Wyd. Akcent
Ocena: 4,5/6
recenzja "Milczenia"- poprzedniej książki autora -  dostępna tu klik.

piątek, 23 marca 2012

Kreta, Rodos, Santorini – Wyspy pełne słońca

Kreta, Rodos i Santorini to jedne z najpiękniejszych greckich wysp. Od wieków związane z mitologią, pełne starożytnych sekretów oraz zachwycających budowli. Co roku przyciągają miliony przyjezdnych, a jeżeli i ktoś z Was chciałby się tam wybrać, to mam książkę idealną do tych celów. 

Wsypy pełne słońca to przewodnik, dzięki któremu poznamy największe atrakcje rejonu oraz dowiemy się jak właściwie zaplanować całą wyprawę. Od szczegółów geograficznych, poprzez adresy hoteli, sklepów aż po ciekawostki związane z savoir vivre, bezpieczeństwem, a nawet mini słowniczek polsko-grecki(!). Z takim przewodnikiem naprawdę nie sposób się zgubić, a samo zwiedzane stanie się czystą przyjemnością.

Jak to w pozycjach tego typu bywa, nie obyło się też bez masy pięknych zdjęć, ciekawostek historycznych oraz praktycznych wskazówek, mających ułatwić nam poruszanie się po okolicy. I nie zależnie od tego czy interesuje nas nurkowanie, zabawa w kasynach, czy opalanie się na plaży, autor zadbał o to żeby każdy znalazł tu coś dla siebie.

W dobie ekonomicznego kryzysu oraz trwających zamieszek na kontynencie, wyspy stają się bezpieczną alternatywą dla wakacji w mitologicznym świecie. Z pewnością nie mniej urokliwe, za to czarują bajecznymi pejzażami, wyrosły na malownicze zakątki, gdzie czeka nas masa atrakcji.

Kreta, Rodos, Santorini – Wyspy pełne słońca
Ilość stron: 240
wyd. Bezdroża
ocena: 5/6

czwartek, 22 marca 2012

Stos

Ostatnie tygodnie do łatwych nie należały, jednak doczekałam się paru dni wolnego i biorę się za nadrabianie zaległości. Dziś stos i wieczór z książką (oraz pewnym osobnikiem usiłującym odgryźć mi palec;)), a jutro intensywne odwiedziny Waszych blogów i tworzenie zaległych recenzji.


Johanna NilssonKochający na marginesie” – zakup własny
Maciej BennewiczWszystkie kobiety don Hułana” – od wyd. G+J
Gail CarrigerBezwzględna” – od p. Marcina Zwierzchowskiego
Macin RychlewskiRewolucja rocka” – od serwisu Sztukater.pl
Kreta Rodos i Santorini – wyspy pełne słońca – j.w.
Pamela Wells Zauroczenia” – j.w.
Timo ParvelaStrażnicy Sampo I – Miecz” – od wyd. Kojro
Michał PuchalakAmsterdam Parano” – od serwisu Kostnica.com.pl
Jan Costin WagnerZima lwów” – od serwisu Nakanapie.pl

~ Za wszystkie książki serdecznie dziękuję ~


poniedziałek, 19 marca 2012

Wszystkie kobiety Don Hułana - Maciej Bennewicz

Myli się ten, kto sądzi, że będzie to książka o miłosnych podbojach  samozwańczego playboya. Próżno doszukiwać się w niej wątków rodem z taniego romansu, a wszelkie skojarzenia z literackim Don Juanem to większości ślepe trafy.

Hieronim Ułan nazwany za szkolnych czasów Hułanem, znika nagle w niewyjaśnionych okolicznościach. Nikt nie wie gdzie się zapodział. Trafił mu się służbowy wyjazd, a może stało się coś złego? Spanikowana matka Hułana, w starym notesie syna znajduje numer telefonu podpisany „mój najserdeczniejszy przyjaciel”. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jego właściciel nie tylko nie widział Hirka od paru lat na oczy, ale też nigdy nie uważał go nawet za dobrego kumpla.

Takim oto zbiegiem okoliczności Piotr Gluck zostaje wciągnięty w wir niezrozumiałych zdarzeń, które wzbudzą w nim wiele irytacji, ale też zainteresują do tego stopnia, że na własną rękę postanowi odnaleźć Hirka. Droga do prawdy wiedzie przez wiele kobiet, które żądne wiedzy i satysfakcji, stają się trudnymi kompanami w samodzielnym śledztwie. Jednak im dalej w las zagadek Piotrek brnie, tym trudniej jest mu się z niego wyrwać.

Książkę zaczęłam czytać dość ślamazarnie, a skończyłam niczym maratończyk na ostatniej prostej – szczęśliwa, że to już koniec i oszołomiona ilością napotkanych wrażeń. Ani to krwawy kryminał, ani też klasyczna obyczajówka, a wciąga jak diabli i nie pozwala się oderwać. Co więcej, sieje w głowie mętlik, przez który nawet stworzenie recenzji zajęło mi dobry tydzień.

Co w niej jest takiego niezwykłego? Zwyczajność. Zwykła ludzka codzienność odarta ze złudzeń i niczym szpilka, kłująca w czytelniczą podświadomość. Pan Bennewicz stworzył historię, która może przytrafić się każdemu z nas, a do tego tak głęboko wniknął w stworzone postacie, że stają one przed nami nagusieńkie i pozbawione wszelkich pozorów.

Polubiłam Don Hułana. Jego kobiety z resztą też. Za drzemiącą w nich siłę, za determinację, a także przemycone miejscami perełki PRL-u. Świetna lektura. 


Maciej Bennewicz „Wszystkie kobiety Don Hułana”
Ilość stron: 304
Wyd. G + J
Ocena: 5,5/6

środa, 14 marca 2012

Strażnicy Sampo I: Miecz - Timo Parvela

Okładka tej książki może przywoływać skojarzenia z opowieściami w średniowiecznym klimacie, gdzie na pierwszym planie są rycerze, magowie i cała ich świta. Otóż nic z tych rzeczy. U Tima Paravela akcja jest jak najbardziej współczesna, a bohaterowie wiarygodni i barwnie przedstawieni.

Poznamy tu Ahtiego, Ilmari i Anni, którzy na skutek niespodziewanego zbiegu okoliczności stają się posiadaczami kanteli. W tym wypadku instrumentu szczególnego, bo posiadającego zdolność wprawiania ludzi w trans. Płynąca z niego melodia silnie oddziałuje na słuchaczy, a z grupy przyjaciół czyni strażników Sampo - legendarnego przedmiotu, który wedle pradawnych wierzeń, rozbity na kawałki dał początek bogactwu ziemi, mórz i oceanów.  

Przenikanie się świata rzeczywistego z fińskimi legendami. Podziemny naród. Liczne teorie spiskowe oraz grupa nastolatków. Nie da się zaprzeczyć, że jest to powieść stworzona z myślą o najmłodszych. Jej atutem jest żywy język, który w sposób daleki od banalności przenosi czytelnika w zupełnie inny wymiar. Baśniowe analogie i zaczarowane przedmioty są popularnym motywem w literaturze dziecięcej. Mimo to w tym wydaniu są w stanie porwać również grupę dużo starszych odbiorców.

Jestem bardzo zaskoczona sposobem, w jaki powieść na mnie wpłynęła. Bawiłam się przy niej nie gorzej niż przy osławionym już Harrym Potterze, który być może pod względem wątków i bogactwa opisów jest Strażnikom bardzo daleki, ale gdy weźmiemy pod uwagę klimat oraz zwyczajną „chwytliwość tematu”, sprawimy sobie iście królewski wieczór.

Dzieło Timo Parvela polecam szczególnie jako lekturę do poduszki - będziecie mieć po nim iście bajeczne sny :)


Timo Parvela „Strażnicy Sampo I – Miecz”
Ilość stron: 200
Wyd. Kojro
Ocena: 5/6

wtorek, 6 marca 2012

Defekt pamięci - Krzysztof Bielecki

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o motywie przewodnim tej książki, z miejsca nasunęły mi się skojarzenia z serialem Lost. Tam wciskano guzik by uniknąć końca świata, tu pisze się dwie strony tekstu by uniknąć nieszczęśliwych wypadków. Obie wersje mają mnóstwo znaków zapytania i równie zaskakujące zakończenie.

Gdyby Kool Autobee wiedział, jaki będzie finał remontu kuchni, nigdy by się go nie podjął. Ten przewrotny wybraniec losu, na nocnej szafce znalazł kartkę na której widniało tylko jedno zdanie: „musisz napisać dwie strony tekstu”. Początkowo polecenie to nie zrobiło na nim większego wrażenia. Ot, jakaś zbłąkana wiadomość, która przypadkiem trafiła w jego ręce. Jednak gdy skojarzył ilościowe braki tekstu z liczbą katastrof na świecie, nie miał wątpliwości, że to jego sprawka. A wszystko to z powodu niepozornej rurki pod zlewem, której trzeba było nigdy nie ruszać.

Historia, tak jak jej krótki opis, jest szalona i pozytywnie zakręcona. Przyznam, że z początku podeszłam do niej  z wielką rezerwą – bez konkretnych oczekiwań i wyobrażeń. Tym czasem otrzymałam brawurową opowieść, która z wielkim dystansem przedstawia coś więcej niż tylko motyw tekstu i związane z nim następstwa.

Znajdziemy w niej odniesienia do wielu gatunków literackich. Odkryjemy siłę słowa pisanego oraz jego wielki wpływ na ludzki umysł. Przekonamy się, jak głęboko można wejść w tworzoną historię i przy okazji poznamy następstwa takiej sytuacji.  A cały ten miszmasz, autor zmieścił na stu pięćdziesięciu stronach tekstu.

Uwielbiam nietuzinkowe pomysły i niezależnie od ich realizacji, ta książka już na starcie miała mu mnie ogromny plus za koncepcję. Mimo to Defekt pamięci nie potrzebuje żadnych forów, bo świetnie broni się własnymi rękami. Dlatego jeżeli lubicie książki o pisaniu, którym nie brakuje świeżości, to serdecznie ją polecam.


Krzysztof Bielecki „Defekt pamięci”
Ilość stron: 154
Warszawa 2012
Ocena: 4,5/6

piątek, 2 marca 2012

Niech to się nigdy nie kończy - Åke Edwardson

Lato – pora roku będąca synonimem beztroski oraz czasu, kiedy wszystko wydaje się być dużo łatwiejsze. Dni mijają na rozgrzanej słońcem plaży, noce pulsują światłem ulicznych dyskotek. Są jednak na świecie ludzie zdolni bezwzględnie wykorzystać tę chwilę nierozwagi.

Kiedy w miejskim parku zostaje zgwałcona nastoletnia dziewczyna, nikt nie ma wątpliwości, że On powrócił. Ten sam schemat napadu, podobne narzędzie zbrodni oraz cel. Sprawa wygląda inaczej tylko w jednym aspekcie – Jeanette udało się przeżyć. Zszokowana zdaje się niewiele pamiętać. Sznur ściskał jej gardło, ciało było wgniecione w ziemię, a do uszu docierało niezrozumiałe mamrotanie...

Do sprawy przydzielony zostaje Erik Winter. Szef i chluba miejscowego wydziału policji, który szybko odkrywa cienką nić powiązań między podobnymi napadami sprzed lat. Niestety skupienie nad aktami utrudnia mu groźny wypadek w rodzinie partnera.

Niech to się nigdy nie kończy nie jest powieścią o dzielnym komisarzu, który łapie przestępców. To wielowymiarowa historia o ludziach i ich osobistych tragediach, które sięgają dużo dalej niż ramy prowadzonego śledztwa. Poczynając od Janette, poprzez jej rodziców, znajomych aż do współpracowników Winter’a. Wszyscy skrywają za pazuchą mroczne sekrety i unikają stawienia im czoła.

I mimo, że nie jest to najlepszy kryminał jaki w życiu czytałam, to styl Edwardson’a zdołał mnie do siebie przekonać. Akcja toczy się żwawo, postacie są przekonywujące, a fabuła trzyma dobry poziom i nie powinna nikogo zawieść. Nie miałam okazji poznać tomów serii, ale przy najbliższej okazji z pewnością to nadrobię.


Åke Edwardson „Niech to się nigdy nie kończy”
Ilość stron: 368
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 4,5/6