środa, 30 maja 2012

Leniwe popołudnie

Obecny tydzień będzie wyjątkowo długi jeśli chodzi o pracę, dlatego brak weekendu odbijam sobie popołudniami. Dzisiejszy wpis sponsoruje frugo i mój trawnik. Reszta to czyste lenistwo, więc wrażenia z kolejnych lektur pewnie dopiero w poniedziałek. 

poniedziałek, 28 maja 2012

Dzidzia - Sylwia Chutnik

Takie książki lubię najbardziej. Życiowe i bijące prawdą po oczach. Sylwię Chutnik poznałam dzięki felietonom w Pani i z miejsca polubiłam jej nieokiełznany styl. Autorka ma w zwyczaju opisywanie rzeczy prozaicznych, takiej naszej klasycznej codzienności, ale czyni to w sposób, który sprawia, że „klapki spadają z oczu”.

Dzidzia to odważna opowieść o kalekiej dziewczynce, która dotknięta upośledzeniem umysłowym żyje w pełni zależna od matki. Kobieta we dnie i w nocy czuwa nad tym „kadłubem”, traktując swój los jako karę za grzechy przodków. Przeklina dzień w którym to wszystko się zaczęło, ale gdzieś tam w głębi, czuje się jednak odpowiedzialna za swoje dziecko. Życzliwi sąsiedzi szczodrze obdarzają ją słowami krytyki, a ksiądz z ambony dopatruje się w jej córce świętości „znoszącej złote jajka”.

Jak łatwo można zauważyć, nie jest to pokrzepiająca serca proza o heroizmie matki i jej rodziny. Próżno doszukiwać się w niej szacunku, czy nawet zrozumienia dla losu niepełnosprawnego dziecka. Dzidzia jest symbolem kulawego państwa i społeczeństwa zżeranego przez znieczulicę. W przerysowany sposób obnaża prawdę o ludziach i ich współczuciu wobec bliźniego, w którym to właśnie ona, kaleka, ma najcelniejsze myśli i spostrzeżenia.

Nie jest to sympatyczna opowieść, lecz dzięki trudowi w nią włożonemu, czujemy, że jeszcze więcej z niej wynosimy. Jestem świadoma, że zaraz posypią się opinie „to nie dla mnie”. Sama w trakcie lektury kilka razy zastanawiałam się o co tu właściwe chodzi. Nie twierdzę abym była w stanie zrozumieć wszystkie aluzje pisarki, ale jestem pod coraz większym wrażeniem jej pomysłów i warsztatu.

Niezwykła historia o banalności naszego życia. Polecam.


Sylwia Chutnik „Dzidzia”
Ilość stron: 176
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5/6

sobota, 26 maja 2012

Biała jak mleko, czerwona jak krew - Alessandro D’Avenia

Muszę przyznać, że po tę książkę sięgnęłam wbrew rozsądkowi i wszelkim naturalnym odruchom. „Historia pierwszej miłości. Współczesne Love Story”? Nigdy w życiu, nie dziękuję! Do czasu... Zachęcona pozytywnymi opiniami postanowiłam spróbować.

Poznajemy tu chłopaka imieniem Leo oraz rudowłosy obiekt jego nieustannych westchnień, czyli Beatrice. Leo to szkolny zawadiaka. Uwielbia prowokować nauczycieli, a na boisku piłkarskim jest nieustannym królem strzelców. Mimo to w miłości brakuje mu odwagi, aby zrobić ten pierwszy krok. Obserwuje on Beatrice głównie z końca korytarza, za to wieczorami anonimowo pisze do niej romantyczne smsy. Wszystko zmienia się w obliczu choroby, kiedy to platoniczne uczucie uskrzydla naszego bohatera i sprawia, że staje się zdolny do największych wyrzeczeń.

Z początku niesamowicie spodobał mi się gawędziarski styl autora. Ton w jakim Leo opowiada o swoim życiu, uczuciach do dziewczyny, a nawet stosunku wobec szkoły to absolutny majstersztyk. Ta lekkość, niewymuszony humor. Niestety im bliżej końca byłam, tym bardziej robiło mi się słabo od nadmiaru wyznań i wzniosłych refleksji. Po co aż tyle tego i dlaczego tak dosłownie?

Muszę przyznać, iż w dalszym ciągu nie nadaję się do czytania takich książek, bo tym co wspominam stąd najmilej jest Naiwniak – nauczyciel ze szkoły Lea. Cała reszta to romantyczne uniesienie przybrane w religią przypowieści o miłości. Potencjał jest, ale bez szału. Ot taki Coelho dla nastolatków. 


Alessandro D’Avenia „Biała jak mleko, czerwona jak krew”
Ilość stron: 310
Wyd. Znak
Ocena: 4/6

czwartek, 24 maja 2012

Ukojenie - Maggie Stiefvater

Ukojenie to trzecia, a zarazem ostatnia część sagi o Samie i Grace – parze nastolatków, która pod wpływem zimna zamienia się w leśne wilki. Na przestrzeni ponad tysiąca stron obserwowaliśmy ich walkę z własnymi słabościami, dopingowaliśmy w trakcie licznych starć z wrogiem oraz czekaliśmy jak ostatecznie potoczą się ich losy. Niestety finał historii, mimo iż zaspokaja naszą ciekawość, jest jednak daleki od czytelniczego spełnienia.

Cole eksperymentuje, aby znaleźć lekarstwo na wilczy wirus. Rodzice Grace poznają drugie oblicze swej córki, a Sam staje twarzą w twarz z nieuchronnie zbliżającym się polowaniem na sforę. Dodatkowo i tak trudną sytuacje komplikuje nagła przemiana Grace, dokładnie w chwili rozpoczęcia się łowów.

Beztroscy rodzice, chwile zwątpienia i skrajność uczuć od miłości po nienawiść. Maggie Stiefvater ponownie oferuje nam to, co w jej twórczości najlepsze: chwytliwe dialogi, wiarygodne opisy oraz wszechobecną skromność. W jej książkach nie zostaniemy stłamszeni przez nadmiar pomysłów ani nadzwyczajnych zdolności. Młodzieńcza miłość nie jest mdlącą papką, a bohaterowie wbrew pozorom posiadają znamiona inteligencji. Szkoda tylko, że w tym wszystkim zabrakło przysłowiowej kropki nad „i”. Po zakończeniu spodziewałam się czegoś więcej. Liczyłam na znaczący przełom, wir wydarzeń. Coś, co kompletnie by mnie zaskoczyło, a tego tu nie ma...

Urzekła mnie za to prostota całej historii. Lekkość z jaką autorka splata ze sobą dwa odrębne światy, bo akurat w tym gatunku, to wiarygodność ma dla mnie największe znaczenie. Nierealne bajki każdy może snuć, lecz podanie tego w chwytliwy sposób jest już sztuką. 

Serię będę wspominać z miłym rozrzewnieniem, ale kolejnym powieściom autorki stawiam już znacznie trudniejsze wyzwanie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Maggie Stiefvater „Ukojenie”
Ilość stron: 518
Wyd. Wilga
Ocena: 4/6
Recenzje: część I, część II 

środa, 23 maja 2012

Pokój - Emma Donoghue

Jack to pięciolatek, dla którego całym światem są cztery ściany jego pokoju. Mieszka w nim wraz z mamą, która dba o to by niczego mu nie brakowało. Razem się bawią, przygotowują posiłki, a nawet dbają o swoją sprawność fizyczną. Tak mijają im kolejne dni, których rytm wyznaczony jest przez noce, kiedy to chłopiec musi chować się do szafy. To właśnie wtedy, gdy zapada zmrok, pojawia się Stary Nick, a łóżko mamy zaczyna skrzypieć. 

Pokój to historia opowiedziana z perspektywy chłopca, który na swój sposób tłumaczy rzeczy których doświadcza. Nie rozumie dlaczego mama co wieczór gasi i zapala kilka razy światło oraz czemu ma służyć dziwna zabawa w okrzyki. Ma kilku przyjaciół z telewizora, ale wszystko co w nim ogląda, jest tylko kosmicznym wyobrażeniem, bo w końcu jak morze lub inni ludzie mogą istnieć, skoro ich nigdy nie widział. 

Autorka w brawurowy sposób oddała psychikę małego dziecka oraz język którym się ono posługuje. Cała ta historia to przejmujący obraz poświęcenia i walki o namiastkę normalności w ograniczonym świecie „pokoju”. Wyjątkowa i oryginalna opowieść o sile matczynej miłości, gdzie nie ma rzeczy niemożliwych, chociaż cena za nie bywa bardzo wysoka. 

W trakcie lektury nieustannie nasuwały mi się skojarzenia z dwoma postaciami. Jedną z nich jest Kasper Hauser, a drugą Natascha Kampusch, w obliczu których Pokój staje się przerażającym połączeniem fikcji z rzeczywistością, i która niestety, pewnie jeszcze nieraz znajdzie na świecie swe odzwierciedlenie.

Niesamowita i wstrząsająca. Ta proza nikogo nie pozostawi obojętnym.

Emma Donoghue „Pokój”
Ilość stron: 408
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5,5/6

niedziela, 20 maja 2012

Kartki z białego zeszytu - Sonia Raduńska

Pogoda nareszcie znalazła właściwy tor na tę porę roku. Można usiąść pod drzewem i oddać się lekturze. W moim przypadku deszcz i zawierucha czytaniu nie sprzyjają, ale ostatnio udało mi się poznać książkę wyjątkową i wartą promowania.

Kartki z białego zeszytu, to zbiór felietonów stanowiących osobiste zapiski dojrzałej kobiety. Na pierwszy rzut oka ich temat może się wydawać prozaiczny – życie pięćdziesięciolatki, nic nowego. Jednak towarzyszące mu wtrącenia ze światowej literatury oraz do bólu szczery ton wypowiedzi, czynią go głębokim i świadomym przesłaniem.

Mam słabość do takich, snutych w nieśpieszny sposób historii, a forma pamiętnika, nawet jeśli ujętego w konwencję comiesięcznego felietonu, bardzo mi odpowiada. Delektowałam się tym zbiorem przez kilka dni. Dawkowałam sobie zawarte w nim emocje. I nawet, jeśli z powodu dzielącej nas różnicy wieku, nie zawsze byłam w stanie się z nimi utożsamić, to uważam to za cenne doświadczenie. Pewien drogowskaz na przyszłość, ponieważ talent autorki potrafi z najprostszej chwili uczynić zdarzenie wyjątkowe.

W niedzielny poranek wykluwam się ze snu i powoli dojrzewam do dnia. Słyszę dzwony. Czuję brzuch i skórę na łydkach. Stopa łagodnie pociera drugą. Kciuk sprawdza obecność pozostałych palców. Jestem. Jak Wenus z piany coraz bardziej wynurzona. Ponownie obecna i żywa, chociaż przecież nigdy nie przestałam. Niedziela jest świętem także dlatego, że mogę tego doświadczyć i bez pośpiechu po prostu być. O tym Ken Wilber mówi: W otwartości tej chwili nieskończona wdzięczność spotyka całkowitą prostotę.”* 


Sonia Raduńska „Kartki z białego zeszytu”
Ilość stron: 184
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6
* s. 93

A na zakończenie cudna zakładka, która przywędrowała do mnie jakiś czas temu :)  


czwartek, 17 maja 2012

Spotkanie z Szymonem Hołownią

Jestem świeżo po spotkaniu i jedyne co ciśnie mi się na usta to: "Co za człowiek!" Otwarty, zabawny, oczytany. Właśnie ludzi o takich poglądach było nam trzeba. Szymon Hołownia to jedyny "człowiek kościoła", którego jestem w stanie słuchać, a co więcej, zgadzam się z wieloma jego postawami. Bo tym co jest ważne nie są doktryny, lecz chęć zrozumienia. Oby więcej takich osób i okazji do refleksji. 

środa, 16 maja 2012

Świat według reportera: Szwecja - Piotr Kraśko

Od dawna chłonę nie tylko skandynawskie powieści, ale też liczne informacje na temat tej bajecznej krainy. Za książkę Piotra Kraśko zabrałam się niemal w momencie zakupu i co? I klops.

Zawiodłam się na całej linii. Gdzie tu jakaś relacja z podróży? Ciekawostki na temat ludzi i ich obyczajowości? Prócz chwytliwego wstępu o „toksycznych” śledziach strasznie wieje nudą. Nic tylko monarchia: królowa to, a król tamto. Co gorsze, nawet ten wątek zawiera miejscami więcej porównań z np. Francją czy Stanami Zjednoczonymi, niż ma do czynienia z faktyczną relacją ze spotkania z głową państwa. Pod koniec robi się nieco ciekawiej, gdy możemy przeczytać kilka zdań na temat Abby czy Lodowego Hotelu, ale te krótkie rozdzialiki nie są w żadnym stanie uratować całości.

Odnoszę wrażenie, że książka ta powstała na siłę. Autor nie bardzo miał o czym napisać, ale i tak się uparł żeby ją stworzyć. Nawet zdjęć jest tu jak na lekarstwo.... Nudy na pudy, a szkoda, bo miałam nadzieję przeczytać coś atrakcyjnego.


Piotr Kraśko „Świat według reportera: Szwecja”
Ilość stron: 96
Wyd. G+J (National Geographic)
Ocena: 2,5/6

wtorek, 15 maja 2012

Dopóki widzę twój cień - Agnieszka Fibich

Piękna i niezwykle ambitna Natalia, ginie w tragicznym wypadku samochodowym. Zrozpaczony mąż, nie mogąc pogodzić się z jej stratą, zaczyna szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego do tego doszło. Ma pretensje do siebie, losu, a ostatecznie też i policji, która jego zdaniem myli akt zgonu Natalii z inną ofiarą. Sęk w tym, że gdy Wiktor zaczyna drążyć sprawę, dokument nagle gdzieś znika, a zagadkowe sytuacje zaczynają szybko się namnażać. Jedna niewiadoma pociąga za sobą kolejną, lecz tym co jest najgorsze, okazuje się być dopiero odkrycie prawdy.

Debiutancka powieść Agnieszki Fibich, to książka z dobrze ujętym tematem przewodnim, którego największym atutem jest brak momentów, w których akcja by spowalniała. Autorka nieustannie wplata w fabułę coś kompletnie zaskakującego i nie są to wcale tanie rozwiązania. Tutejszy kryminał to bardziej element podświadomości, niż jawna rozgrywka. Wprawdzie mamy dwoje jasno określonych przeciwników, ale w opozycji do nich jest mnóstwo innych postaci, które choć grają drugie, a nawet trzecie skrzypce, stają się ważnym elementem układanki.

Nie będę ukrywać, że jest to historia jakich wiele, ale zdobyła mnie ona swoim podejściem do tematu. Poruszanie się po cienkiej granicy między obyczajem i sensacją bardzo mi odpowiada, i tylko kwestią gustu jest, czy się to spodoba czy nie. Ja jestem mile zaskoczona.


Agnieszka Fibich „Dopóki widzę twój cień”
Ilość stron: 238           
Wyd. Klucze
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 14 maja 2012

Stos pofestiwalowy


Wróciłam. Trzy razy bardziej styrana niż przed urlopem, ale niczego nie żałuje. Co więcej, już mnie ciągnie na kolejny festiwal. Tym razem w Jaworznie, ale niestety robocza sobota brutalne pozbawia mnie wszelkich nadziei.... a tak mi się marzy zobaczyć na żywo Emergency Gate....

Na pociechę ostatnia partia popełnionych zakupów:

Piotr Kraśko "Świat według reportera - Szwecja"
Julianna Baggott "Nowa Ziemia" - od p. Anny Pawlikowskiej  recenzja
Maggie Stefvater "Ukojenie" - od serwisu Kostnica
Laurell K. Hamilton "Druga Pełnia" - j.w.
Emma Donoghue "Pokój"
Agnieszka Wróbel "Asertywność na co dzień"
Ewa Stec "Klub Matek Swatek"
Oksana Zabużko "Siostro, siostro"
Majgull Axelsson "Dom Augusty"
Sonia Raduńska "Białe zeszyty"
Majgull Axelsson "Kwietniowa czarownica"
Maryse Condé "Ja, Tituba, czarownica z Salem"
Majgull Axelsson "Lód i woda, woda i lód"
Majgull Axelsson "Droga do piekła"
Johnny Depp - osobisty album Johnny'ego Deppa

wtorek, 8 maja 2012

Zapiski (pod)różne - Martyna Wojciechowska

Jeśli lubicie odkrywać nietypowe relacje z podróży, to ta książka powinna was zainteresować. Dzięki niej poznacie rozochoconego szamana z Ekwadoru. Zgłębicie tajemnicę japońskiego kultu hotelowego kapcia oraz dowiecie się jakie to uczucie, dosłownie znaleźć się pod napięciem. Opisane tematy sięgają każdej szerokości geograficznej, zapewniając tym samym imponujące spektrum wrażeń.

Martyna Wojciechowska, dzieląc się swymi przemyśleniami, próbuje wnikać w specyfikę poruszanych zagadnień. Jej opinie są subiektywne, a miejscami też bardzo intymne, co szczególnie można zauważyć w drugiej części książki, kiedy pojawią się jej listy do przyjaciół. 

W wykorzystanych notatkach nie brakuje humoru ani licznych ciekawostek. Podobało mi, że prócz klasycznych i wymęczonych na wszystkie sposoby tematów, pojawiło się też kilka perełek.

Zapiski (pod)różne to egzotyczne migawki z najdalszych zakątków świata. Za krótkie aby wczuć się w klimat poszczególnych miejsc, ale wystarczająco długie żeby samemu zapragnąć wyruszyć w nieznane. Świetna pozycja do miejskich środków lokomocji.

 *******
Naładowana pozytywną energią z zapisków Martyny, pakuję powoli torbę i wyruszam w własną podróż. Zgoła odmienną od przytoczonych tu przygód, ale dla mnie nie mniej ekscytującą. Sonisphere Festival i Live Festival Oświęcim już na mnie czekają, zatem do zobaczenia po weekendzie :)


Martyna Wojciechowska „Zapiski (pod)różne”
Ilość stron: 300
Wyd. G+J (National Geographic)
Ocena: 4/6

poniedziałek, 7 maja 2012

Świat po wybychu: Nowa Ziemia - Julianna Baggott

Na horyzoncie pojawia się oślepiająca łuna światła. Świat zamiera w bezruchu, po czym następuje uderzenie palącego powierza. Ludzie, zwierzęta, a nawet przedmioty zapadają się w sobie, giną lub co gorsza udaje im się to przeżyć. 

Od czasu Wybuchu mieszkańcy Ziemi zostali podzieleni na dwie grupy: Czystych – wybrańców będących mieszkańcami wspaniałej Kopuły oraz Nieszczęśników – tych którzy ocaleli na zewnątrz. Jedni trwają w pozornej wolności, drudzy marzą o krwawej zemście. Dla obojga świat Przedtem jest tylko wyblakłym wspomnieniem.

Pierwszą rzeczą jaka urzekła mnie w tej historii jest jej oprawa. Magiczna okładka i widniejący na niej papierowy ptak, właściwe z miejsca mnie do siebie zwabiły. Niech was one jednak nie zmylą. W tej książce nie ma niczego z bajki dla dzieci. Jej siłą jest brutalny realizm, który nawet ubrany w formę fantastycznej opowieści, nie traci na znaczeniu. W trakcie lektury nie odpędzicie się od skojarzeń z wojną nuklearną i tym co mogło się dziać w Hiroszimie czy Nagasaki. Okaleczeni ludzie, deformacje, walka o resztki pożywienia.

Porównania do młodzieżowego nurtu apokaliptycznego mogą być mylące, ponieważ ta książka daleka jest od romantyzmu. Nie znajdziecie w niej zakochanych bohaterów, ani ckliwych dialogów. Jest za to mądrze podane świadectwo tego co może się wydarzyć, zilustrowane brawurową akcją i druzgocącymi opisami.

I chociaż jak dla mnie było tu za dużo mutacji i dziwnych połączeń, to i tak książkę odebrałam jako wielkie zaskoczenie. Julianna Baggott pokazała, że literatura młodzieżowa nie musi być wtórna, a weekendowa rozrywka pozbawiona sensu. Nową Ziemię polecam wszystkim, a w szczególności przeciwnikom tego typu historii. Wydaje mi się, że po jej przeczytaniu bardzo zmieni się wasz sposób postrzegania takich książek.


Julianna Baggott „Świat po wybuchu: Nowa Ziemia”
Ilość stron: 472
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6
Premiera: 9 maja 2012

niedziela, 6 maja 2012

Kochający na marginesie - Johanna Nilsson

Kawiarnia „Na marginesie” to swoista przystań dla tych, którzy z jakiegoś powodu czują się odtrąceni. Prowadzona przez kochające się małżeństwo, staje się azylem dla zranionych dusz. Jej klientów jednoczy skomplikowana przeszłość oraz ogromne pokłady nieodwzajemnionej miłości. Walczą oni o samych siebie, starają się pokonać lęki, mimo, że te z każdym dniem ciążą im coraz bardziej.

Tematem przewodnim powieści jest samotność i szeroko pojęta tolerancja, która w moim odczuciu nie ma nic wspólnego z obojętnością. Jest to raczej akceptacja, pewien stopień zrozumienia. Coś, czego niestety brakuje u wielu znanych mi ludzi.

Można zapytać o ile życie „kochających na marginesie” byłoby łatwiejsze, gdyby została im zapewniona możliwość swobodnego wyrażenia siebie? Nie musieliby się chować po zaułkach, udawać kogoś kim nie są. Może właśnie to by ich uratowało?

Siłą tej książki jest jej naturalność. Chwile zamknięte w słowach. Miejscami urwane, niekompletne, ale zawsze tak samo celne i bezpośrednie. Powieść Johanny Nilsson czyta się przyjemnie, jednak tylko w warstwie słownej, ponieważ jej przekaz jest znacznie potężniejszy. Poniekąd nawet kontrowersyjny. Kobieta, która urodziła się mężczyzną, ciężarna nastolatka, młoda złodziejka, rodzina walcząca ze śmiertelną chorobą... wachlarz postaci oraz trapiących je problemów jest ogromny.

Zakochani na marginesie to naprawdę dobra, wielopłaszczyznowa opowieść, w której nie liczy się ilość stron, ale jakość zawartych w niej słów. Warto poświęcić jej chwile zadumy.


Johanna Nilsson „Kochający na marginesie”
Ilość stron: 206
Wyd. Replika
Ocena: 4,5/6

piątek, 4 maja 2012

Europa Blues - Arne Dahl

Europa Blues to moje drugie spotkanie z autorem. Pierwszy kontakt do szczególnie udanych nie należał, ale nie chciałam się od razu zrażać. Postanowiłam dać mu kolejną szansę i udało się wyłuskać coś pozytywnego.

Drużyna A to jednostka stworzona do zwalczania przestępczości o charakterze międzynarodowym. Tym razem zwęszony przez nią trop obejmie sporą część starego kontynentu, a na celowniku znajdą się makabryczne zdarzenia w sztokholmskim skansenie, metrze i pobliskim cmentarzu. Wątki mafijne nie są mi szczególnie bliskie, jednak tym razem książkę ratuje społeczno-mitologiczny obraz wydarzeń. Zagadkowe morderstwa, żądne zemsty erynie. W pewnym momencie robi się naprawdę dziwnie i właśnie to jest największą zaletą tej historii.

Autor ma sprawne pióro, ale niestety nadal zapędza się w wielowątkowość akcji. Mamy tu – chyba już charakterystyczny dla tego twórcy – natłok zdarzeń, które na pewnym etapie zaczyna się łączyć w sposób dla mnie zbyt naciągany. Jedną osobę zjadają rosomaki, ktoś inny zostaje wepchnięty pod pociąg, w ośrodku dla uchodźców znika kilka kobiet, a to wszystko zapętla się z niemal rytualnym mordem na znanym profesorze. 

Nie przekonało mnie to ani nie urzekło. Naprawdę starałam się być bardziej obiektywna, ale chyba już taki mój charakter, że z panem Dahl'em do końca porozumieć się nie mogę. Sam zamysł oceniam na plus i Europę wspominać będę dużo przyjemniej niż Na szczyt góry, jednak mimo to wolę sięgnąć po powieści innych twórców.


Arne Dahl „Europa Blues”
Ilość stron: 368
Wyd. Muza
Ocena: 3,5/6

środa, 2 maja 2012

Charlotte Isabel Hansen - Tore Renberg

Są historie, które opowiedziane nawet po raz setny nie tracą na swej wartości. Zawsze są tak samo ekscytujące i porywają słuchacza, jeżeli tylko bohaterowie są dostatecznie głęboko oddani. Najlepszym tego przykładem jest książka Torego Renberg’a. Tematycznie zaliczana do tej samej kategorii co recenzowane niedawno Pudełko ze szpilkami, a mimo to równie dobra, jak nie lepsza od swej poprzedniczki.

Charlotte Isabel Hansen to córka Jarlego Kleppa, o której istnieniu chłopak dowiaduje się dokładnie tydzień przed jej siódmymi urodzinami. Kto czytał poprzedni tom przygód, powinien pamiętać mocno zakrapianą imprezę w której Jarle brał udział. To właśnie stąd na świecie wzięła się Lotte.

Nagłe pojawienie się dziecka w beztroskim świecie Jarlego, wywraca jego codzienne zwyczaje do góry nogami. Nie nauczony ponoszenia konsekwencji, gubi się w nowej rzeczywistości, wprowadzając w nią więcej chaosu niż stabilizacji. Nie da się ukryć, że zachowanie głównego bohatera dalekie jest od dojrzałości, ale szczerość z jaką stara się sprostać roli ojca jest wprost urzekająca.

Charlotte Isabel Hansen to psychologiczna podróż do sfery wielkich wyzwań i jeszcze większych znaków zapytania. Wiarygodna i ciepła w swym przesłaniu opowieść o wielkiej miłości, gdzie dwoje obcych sobie ludzi musi nauczyć się wspólnie żyć i rozwijać. I rozwój jest chyba najlepszym słowem do jej opisania, ponieważ tu nic nie stoi w miejscu - również sam czytelnik.

Wszystkim zainteresowanym serdecznie polecam też ekranizację historii, bo co się rzadko zdarza, film nie odstaje poziomem od swego literackiego pierwowzoru.

Recenzja książki Człowiek, który pokochał Yngvego dostępna tu.

Tore Renberg „Charlotte Isabel Hansen”
Ilość stron: 348
Wyd. Akcent
Ocena: 5,5/6

wtorek, 1 maja 2012

Pudełko ze szpilkami - Grażyna Plebanek

Jest na świecie mnóstwo dziewczyn, marzących o wyrwaniu się do wielkiego miasta. Rosnąca przed nimi perspektywa wolności i szybkiej kariery pcha je w objęcia niewiadomego. Marcie się to jednak udało. Postawiła wszystko na jedną kartę i wygrała. Wyjechała do Warszawy, znalazła pracę, wynajęła kawalerkę i ma szansę na awans. Jedynie życie uczuciowe nie chce się jej ułożyć.

Eksperymentuje z wieloma mężczyznami, trafiając najczęściej z deszczu pod rynnę, aż jedna impreza diametralnie zmienia wszystko. Przystojny, zabawny i niewątpliwe czarujący chłopak zawrócił jej totalnie w głowie. Na wybuch romansu nie trzeba było długo czekać, podobnie jak na narodziny ich wspólnego dziecka.

W pudełku ze szpilkami zaobserwujemy  proces przeistaczania się singielki w matkę oraz zwykłej dziewczyny w pełni świadomą kobietę. Towarzyszy temu klasyczny dylemat – kariera czy rodzina, ale podany w taki sposób, że nie zniechęca nas do dalszej lektury. Jest mądrze, a zarazem miło i przyjemnie. Grażyna Plebanek z niezwykłą lekkością przedstawia istotne momenty z życia bohaterki, odciążając je ze zbędnej powagi tematu.

Nie jest to najlepsza powieść jaką w życiu czytałam, ale wystarczająco dobra na to by udowodnić, że oklepany temat można zaprezentować w chwytliwy sposób.


Grażyna Plebanek „Pudełko ze szpilkami”
Ilość stron: 246
Wyd. W.A.B.
Ocena: 4,5/6