niedziela, 31 marca 2013

44 Scotland Street - Alexander McCall Smith

44 Scotland Street to adres kamienicy położonej w skromnej, acz malowniczej części Edynburga. Zamieszkuje ją grupka ludzi, którą śmiało można określić mianem oryginalnej. 

Mamy wśród z nich małżeństwo z nad wyraz uzdolnionym synem (w ich mniemaniu), pięknego i pewnego siebie chłopaka (klasyczny przykład narcyza), bystrą panią antropolog, a także młodą dziewczynę, która nie bardzo wie co ze sobą zrobić. Miszmasz totalny, ale upleciony w tak barwny sposób, że z przyjemnością się o nim czyta.

Lokatorom towarzyszymy w codziennych sytuacjach. W pracy, w szkole, na przyjęciach. Można powiedzieć, że banalność, i że było to już tysiące razy, ale ich brytyjskie usposobienie sprawia, że historia wychodzi obronną ręką. Dodatkowo w tle pojawia się motyw anonimowego obrazu, jego kradzieży oraz rzeczywistej wartości, co potęguje naszą ciekawość.

Powieść McCall Smitha to optymistyczna historia na wolne popołudnie. Bez szczególnej rewelacji, ale mimo to w pewien sposób mnie ujęła.


Alexander McCall Smith „44 Scotland Street”
Ilość stron: 312
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

czwartek, 28 marca 2013

Tove Jansson: Mama Muminków - Boel Westin

Tove Jansson to autorka w Polsce znana, lecz mam wrażenie, że niedoceniania. Nie wiele się o niej pisze, jeszcze mniej się mówi. Na szczęście znalazło się wydawnictwo, które podjęło się próby wydania historii tej wyjątkowej kobiety, a ja z ogromną satysfakcją całkowicie w niej przepadłam.

Tove urodziła się w Helsinkach. Jako małe dziecko wyjechała z rodzicami do Francji, gdzie przesiąknęła klimatem miejscowych galerii i pracowni malarskich. Malowała obrazy, tworzyła grafikę, pisała... Równolegle z rozwojem warsztatu zachodziły w niej też zmiany emocjonalne. Dojrzewała, kochała, męczyła się nie mogąc powiedzieć bliskim o swoich uczuciach. Tove bała się reakcji rodziny na wieści, że wybranką jej serca jest inna kobieta. Mimo to, gdy jej na kimś zależało, oddawała się mu bez reszty i nie zważała na żadne konsekwencje.

Wszystkie te stany znalazły odbicie w jej pracach, szczególnie literackich. Muminki pełne są strachu i niepokoju związanego z wojną, bohaterowie noszą cechy charakterystyczne dla jej bliskich, a między zdaniami można wyczuć miłość do Tuulikki Pietilä, pierwowzoru książkowej Too-tiki.

Biografię czytałam naprawdę bardzo długo, ale nie dlatego, że ma ponad pięćset stron, ale dlatego że dawkowałam sobie jej obecność. Jansson była niezwykłą artystką, a zarazem pisarką, która – nie boję się użyć tego słowa – stworzyła część mojego dzieciństwa. Fenomen jej książek do dziś nie maleje, a pasją i zaangażowaniem mogłaby śmiało obdzielić pół świata.

Mama Muminków to barwna i napisana z wielkim oddaniem historia kobiety, której losy udowadniają, że w życiu wszystko ma sens.


Boel Westin „Tove Jansson: Mama Muminków”
Ilość stron: 512
wyd. Marginesy
Ocena: 6/6

środa, 27 marca 2013

Stos



Camilla LäckbergKsiężniczka z lodu” - zakup własny   recenzja 
Nino Haratischwili "Mój łagodny bliźniak" - od wydawnictwa Muza   recenzja
Alexander McCall Smith "Mieć siedem lat" - j. w.
Amélie NothombZabić ojca” - j. w.  recenzja
Sophia Bennett Look” - od pana Macieja Drozd    recenzja
Isaac MarionWiecznie żywy” - od serwisu Kostnica.com.pl   recenzja
 Przygody Sherlocka Holmes'a - audiobook -  j.w.


Na koniec dwie nowości warte moim zdaniem uwagi. Pierwszą z nich jest zrecenzowana przeze mnie Przędza, której premię zaplanowano na 18 kwietnia:
 
Adelice ma szczególny talent. Potrafi tkać materię czasu i przestrzeni. Wiedzieli o tym jej rodzice, którzy usiłowali ochronić ją przed nieumyślnym zdradzeniem swoich zdolności. Każda nastolatka, u której wykryto dar kształtowania rzeczywistości, trafia bowiem w ręce Gildii Dwunastu, czyli tajemniczej, bezwzględnej, niemal totalitarnej organizacji, która rządzi światem – Arrasem. To Gildia decyduje o tym, co mieszkańcy Arrasu jedzą, gdzie mieszkają, kiedy powinni umrzeć… Ich włókna pozostają w rękach Kądzielniczek – pięknych, ale często zawistnych dziewcząt (…)
 

a drugą Buzz, czyli kontynuacja powieści Geim. Książka ukaże się w druku 17 kwietnia:

Henrik Petterson ciągle ucieka. Minął ponad rok, od kiedy za sprawą tajemniczego telefonu komórkowego dał się wciągnąć w pasjonującą, choć makabryczną Grę. Swojej fascynacji nieomal nie przypłacił życiem. Teraz na pozór ma wszystko, czego pragnie: pieniądze i wolność. Jednak nowy, wygodny styl życia zaczął już go nudzić. Brakuje mu ekscytujących wyzwań i adrenaliny. Pewnego dnia w luksusowym hotelu w Dubaju poznaje piękną i bogatą Annę Argos, w której jest coś bardzo niepokojącego. Poza tym jej telefon wydaje się trochę podejrzany (…)

wtorek, 26 marca 2013

Księżniczka z lodu - Camilla Läckberg

Camilli mistrzynią kryminału bym nie nazwała, ale jako autorka obyczaju z domieszką napięcia, spisuje się naprawdę dobrze. Jej historia pełna jest dygresji i pomniejszych epizodów, które spowalniają wprawdzie akcję, ale zarazem czynią ją też dużo głębszą i angażującą. Księżniczka z lodu to pierwszy tom serii poświęconej dziennikarce – Erice Falck.

Przyjaciółka Ericy odbiera sobie życie w niewyjaśnionych okolicznościach. Policja jest zdania, że dziewczyna popełniła samobójstwo, ale ujawnione szczegóły zdarzenia jasno temu przeczą. Drogi do odkrycia prawdy są dwie. Jedna obrana przez komisarza policji, karierowicza i człowieka lubiącego robić wokół siebie dużo szumu. Druga nieformalna, którą kroczy Erica. Finał obu jest jednak taki sam: szok oraz zdumienie.

Läckberg nie odbiega od ogólnego nurtu literatury skandynawskiej. Mamy tu nadmorską mieścinę, wielopokoleniowe rodziny oraz sekrety, które ludzie starają się ukryć za wszelką cenę. Mimo to jej książka ma w sobie trudny do opisania magnetyzm, który łatwo nam się udziela. Poddajemy się grze na szczegółach, łączymy części układanki i dobrze się bawimy. 

Wsiąknęłam tę krainę oraz klimat. Polubiłam Erice, Patricka, nawet Fjällbaca wydała mi się interesującym miejscem. Kontynuacji serii z pewnością sobie nie odpuszczę.


Camilla Läckberg „Księżniczka z lodu”
Ilość stron:  424
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 4/6

sobota, 23 marca 2013

Zabić ojca - Amélie Nothomb


Patrząc na życiorys Amélie Nothomb nie ma się co dziwić, że jej książki są tak osobliwe i niezwykłe. Autorka urodziła się w Japonii, dzieciństwo spędziła jeżdżąc z ojcem po świecie, jako nastolatka miała słabość do alkoholu, pokonała anoreksję, a teraz śpi cztery godziny na dobę i je tylko jeden posiłek dziennie. To wszystko blednie jednak, gdy weźmiemy pod uwagę jej talent. Ta kobieta (o czym wspominałam już wielokrotnie) jest mistrzynią krótkiej formy, a z książki na książkę staje się w tym jeszcze lepsza.

Zabić ojca to historia chłopca, który chciał zostać iluzjonistą. Zdeterminowany swym pragnieniem ucieka z domu, by w przydrożnych motelach dalej szlifować posiadany talent. Tam odkrywa go Norman Terence, światowej sławy magik. W domu mistrza Joe znajduje nie tylko dach nad głową, ale przede wszystkim namiastkę prawdziwej rodziny. Przez lata kształci się i trenuje pod jego okiem, aż w pewnym momencie wychodzi na jaw, jak bardzo rozbieżne jest ich podejście do kuglarstwa. Rodzi się między nimi konflikt, ocierający się o śmierć i stracone życie.

Barwna podróż do świata sztuczek, zarówno tych czarodziejskich, jak i obyczajowych. Opowieść o pogoni za marzeniami, o wielkich namiętnościach, cierpliwości i jeszcze większym oddaniu. Jej finał jest tak zaskakujący jak inne książki autorki, a sama puenta bardzo mi się podobała. Co więcej, sądzę, że warto zwolnić tempo by zostać z tą historią na dłużej.


Amélie Nothomb „Zabić ojca”
Ilość stron: 104
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

czwartek, 21 marca 2013

Czytanie o czytaniu

W Polsce można znaleźć kilka, a z pomocą Internetu nawet kilkanaście, magazynów traktujących o szeroko pojętej literaturze. Niestety dostęp do nich tylko pozornie jest łatwy, bo kiedy nie dysponujemy tabletem, ani nie mieszkamy w dużym mieście, sprawa nie wygląda już tak dobrze.

Prym pod względem dystrybucji wiodą na pewno Książki – magazyn do czytania. Można je dostać praktycznie w każdym kiosku, ale niestety wychodzą tylko cztery razy w roku, a poruszane w nich zagadnienia nie zawsze są jednakowo interesujące. Często zdarzają się artykuły pisane w moim odczuciu jakby na siłę. Zbyt drętwe i zwyczajnie nudnawe. 

Z tego powodu za najciekawsze czasopismo literackie uważam Papiermint, bo i dostać go nie tak trudno (mają go Matrasy, Empiki i większe salony prasowe), wychodzi zazwyczaj co miesiąc (zdarza się, że co dwa) i przede wszystkim oferuje nam artykuły nie tylko stricte „książkowe”, ale i tyczące się wszystkiego, co choć trochę wiąże się z pisaniem. Trafi się tam i coś o modzie, i o malarstwie, a nawet o gotowaniu i podróżach. Plusem jest też staranne wydanie oraz dbałość redakcji o detale.

Cenowo zarówno Książki, jak i Papiermint kosztują tyle samo (9,90zł) więc rachunek co wybrać jest dla mnie oczywisty. Mimo to w dalszym ciągu kupuje obie gazety, ale tylko do czasu aż trafi się coś lepszego.

A jakie są wasze odczucia na temat prasy? Da się znaleźć w kiosku jeszcze coś ciekawego?

środa, 20 marca 2013

Mój łagodny bliźniak - Nino Haratischwili



"Spokój i bliskość były możliwe tylko dlatego, że przez ten czas znowu byliśmy rodzeństwem, rodzeństwem, które się nawzajem wybrało".*


Książka o samotności. Tak w skrócie można scharakteryzować powieść Nino Haratischwili. Jest to historia Stelli, która po latach rozłąki na nowo spotyka swojego przyrodniego brata Ivo. Nagle z dnia na dzień jej uporządkowane życie zaczyna chwiać się w posadach, a emocje z przeszłości wybuchają ze zdwojoną siłą. Chłopak namawia ją na wyjazd do Gruzji by tam, wśród odgłosów wojny, szukać odpowiedzi na dręczące ich pytania.

Relacje między rodzeństwem są tym bardziej skomplikowane, że nie łączą ich ze sobą więzy krwi. Ivo został adoptowany przez ojca Stelli, w chwili gdy zmarła jego matka. A ponieważ dzieciństwo obojga z nich naznaczone było łzami rozpadającej się rodziny, stali się w pewien sposób sobie aż nazbyt bliscy. Narodził się romans, pełen bólu i ranienia się nawzajem.

Miesiąc temu czytałam powieść o zdradzie, która bardziej mnie denerwowała niż fascynowała. Tym razem otrzymałam dojrzałą historię o relacji ludzi zagubionych między miłością i pogardą. Mój łagodny bliźniak to pełna wrażliwości, a zarazem niezwykle mocna rzecz. Starannie dopracowana i zamknięta w sensowną całość. Naprawdę polecam.


Nino Haratischwili "Mój łagodny bliźniak"
Ilość stron: 288
Wyd. Muza
Ocena: 5/6
* s. 159

poniedziałek, 18 marca 2013

Look - Sophia Bennett

Nie spodziewałam się, że ta historia będzie dla mnie tak miłym zaskoczeniem. Look to powieść dla nastolatek z morałem i nie głupim pomysłem na fabułę. Łączy modne tematy z klasyczną prozą życia, udowadniając tym samym, że książki dla młodzieży nie muszą być wcale głupie i szpanerskie.

Ted od zawsze uważała się za brzydszą i gorszą od swojej siostry. Za Avą oglądali się wszyscy chłopcy ze szkoły, miała wierne przyjaciółki i zainteresowanie ze strony rodziców. Ted to z kolei chłopczyca o patykowatych nogach, z powodu których jest stałym obiektem drwin ze strony kolegów. Mimo tych rozbieżności rodzeństwo pozostaje sobie bliskie, a w obliczu choroby ich więzi jeszcze bardziej się zacieśniają. Nieoczekiwanie wraz z druzgocącą diagnozą, na rodzinę Pstrągów, spada też wiadomość z agencji modelek Model City, że Ted może stać się ich wielką gwiazdą. Co w takiej sytuacji wybierze dziewczyna? Karierę czy własną rodzinę?

Książka okazała się być dla mnie naprawdę wielką niespodzianką. Obawiałam się pustej historyjki o wypacykowanej dziewczynie, a dostałam przypowieść ku pokrzepieniu serc i to nie tylko z powodu poruszonej w niej tematyki, ale przede wszystkim chęci i warsztatu samej autorki. Sophia Bennett nie używa wielkich słów, ani wyszukanych porównań. W prosty, ale zarazem swobodny sposób, wprowadza nas w sytuację rodziny, by za chwilę przybliżyć rzeczy dziejące się w agencjach mody i u wielkich fotografów.

Jedyną rzeczą jakiej nie mogłam tu zaakceptować to zapędzenie się tłumacza i przełożenie na język polski nazwiska bohaterów. Do samego Pstrąga nic nie mam, ale zastawienie tak swojskiej nazwy z imieniem Ava albo Ted, od samego początku strasznie mnie drażniło. Nie jest jednak winą autorki, to jak inni tłumaczą jej powieści.

Look to historia skierowana do żeńskiej części odbiorców, ale na tyle uniwersalna, że trafi do każdej grupy wiekowej. Serdecznie polecam.     


Sophia Bennett „Look”
Ilość stron: 360
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6
Premiera: 10 kwietnia 2013

czwartek, 14 marca 2013

Kochanie, zabiłam nasze koty - Dorota Masłowska

Kochanie, zabiłam nasze koty to Masłowska do jakiej przywykłam, jaką cenię, ale i taka, której nigdy nie zdołam do końca zrozumieć. 

Mam wrażenie, że ta kobieta żyje w zupełnie innej rzeczywistości i potrafi dostrzec w niej szczegóły dla nas niedostępne, a w większości nawet niepojęte. Przy jej książkach warto odciąć się od otoczenia i otworzyć się na fantazję, bo tej autorce naprawdę nie brakuje.

Kochanie… opisuje historię przyjaźni, a w zasadzie znajomości, jakie nawiązuje Farah, mieszkanka sporego miasta w bliżej nieokreślonym kraju. W nieco schizofrenicznym tonie, narrator opowiada nam o pustce jaka ją otacza, o pogoni za lansem i dobrym wrażeniem, które usiłuje zrobić na miejscowej „śmietance”. W rzeczywistości wszystko na czym jej zależy, okazuje się być złudnym wyobrażeniem. Znajomi nieustannie ją wykorzystują, ona sama gubi się między snem a jawią, natomiast cała reszta to szalony kołowrotek, którego nie ma ucieczki.

Bardzo dziwna i specyficzna mini opowieść. Z pewnością nie dla każdego, bo Masłowską po prostu trzeba lubić, ale dla tych przenośni i metafor, myślę, że warto.


Dorota Masłowska „Kochanie, zabiłam nasze koty”
Ilość stron: 160
Wyd. Noir Sur Blanc
Ocena: 4,5/6

środa, 13 marca 2013

Wiecznie żywy - Isaak Marion

Zdawać by się mogło, że w temacie zombie nie można już stworzyć nic dobrego, że wszystko już było i po co się powtarzać. Nic bardziej mylnego. Isaac Marion w swej debiutanckiej powieści połączył to, co w gatunku  najlepsze: flaki, nastrój oraz przewrotność akcji, czyli dobra zabawa gwarantowana.

R nie pamięta skąd się wziął, ile ma lat, ani jak tak naprawdę się nazywa. Jego najlepszym przyjacielem jest M, z którym wspólnie polują, jęczą, a w zasadzie głównie stoją i wpatrują się w horyzont. Wszystko to jednak ulega zmianie, gdy pewnego dnia R poznaję Julie, wyjątkową dziewczynę z krwi i kości. Mimo, że ciało R nadal ulega rozkładowi, zaczyna budzić się w nim nowe, niespodziewane życie, a następstwa tego stanu są naprawdę niewyobrażalne.

Za najlepszą rekomendację książki niech posłuży fakt, że dostałam ją poniedziałek po południu, a we wtorek o tej samej porze byłam już po lekturze i w trakcie pisania recenzji. Wiecznie żywy czyta się praktycznie sam i nie ma w nim słabych momentów. Jedyną rzeczą jaką mogę mu zarzucić, to niepotrzebne nawiązania do Shakespeare’owskiego dramatu, ale prócz sceny balkonowej oraz imion bohaterów niż szczególnie nie razi. Wręcz przeciwnie, siedzi się jak na szpilkach czekając co będzie dalej i dopinguje się R, by w końcu udało mu się zrealizować swoje plany.

Niestety mam wrażenie, że wydawnictwo „strzeliło sobie w kolano” reklamując powieść nazwiskiem Stephanie Meyer. Znając życie więcej osób zrezygnuje przez to z książki niż po nią sięgnie, a szkoda, bo Marion odwalił kawał dobrej roboty. Jego historia jest żwawa, nie ma w niej ckliwości, ani biadolenia o pięknych oczach. Jest za to krew, urywanie głów i nierówna walka z zarazą.

Na dniach planuje zobaczyć ekranizację Wiecznie żywego (który tak prawdę, pierwszy raz w druku ukazał się po tytułem Ciepłe ciała ) i po zwiastunie mam wrażenie, że tu również się nie zawiodę. Jest akcja. Są zęby. Niech żyje zombie!

Isaac Marion „Wiecznie żywy”
Ilość stron: 308
Wyd. Replika
Ocena: 5/6

piątek, 8 marca 2013

Strażnicy historii: Circus Maximus - Damian Dibben

Wystarczyło kilka cieplejszych dni, aby zapał do lektury na nowo we mnie ożył. W przypływie energii sięgnęłam po powieść, która sama w sobie jest wulkanem zdarzeń i wielobarwnych postaci.

Circus Maximus to drugi tom przygód Jake’a, strażnika historii, który posiada zdolność przemieszczania się w czasie. Tym razem chłopak musi podwójnie się wykazać, by po nieudanej misji, odbudować utracone zaufanie organizacji. W między czasie okazuje się, że część załogi utknęła w starożytnym Rzymie, a na domiar złego zapasy atomium, substancji umożliwiającej podróżowanie w czasie, drastycznie się kurczą. I chociaż mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, to na Strażników zdają się spadać, jak grom z jasnego nieba. Wracają dawni wrogowie, pojawiają się nowi, jednak nikt się nie poddaje, bo ostatecznie to od ich decyzji, zależą losy całego świata.

Strażnicy historii pokazują, że książka przygodowa nie musi wcale być sztampowa i przewidywalna. Już pierwsza część serii zdobyła moje uznanie, a kolejna na tym polu wcale nie zawodzi. Pod hasłem następcy Harry’ego Pottera, otrzymujemy lekką historię z mnóstwem ciekawostek na temat starożytnego Rzymu. Jest w tym trochę grozy, poczucia humoru i dużo dobrej zabawy.

Damian Dibben stworzył książkę przy której nie sposób jest spokojnie wysiedzieć, a akcja i napięcie to słowa, które najlepiej ją charakteryzują. Żywię szczerą nadzieję, że na naszym rynku wydawniczym zacznie się pojawiać jeszcze więcej powieści tego typu, a póki co niecierpliwie wypatruję finału, który mam nadzieję, na długo zostanie w mej pamięci.


Damian Dibben „Strażnicy historii: Circus Maximus”
Ilość stron: 336
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

poniedziałek, 4 marca 2013

Sabaton i Eluveitie - Kraków 2013r.

Była moc, atmosfera oraz świetna zabawa, czyli Sabaton i Eluveitie wymietli wszystkich. Visdom ze swoim pitu pitu w takim towarzystwie był bez szans, ale może jestem uszczypliwa tylko dlatego, że to totalnie nie moja estetyka. Niemniej hala się "spociła", zespoły nie zawiodły (czego nie można powiedzieć o organizatorze), a 17-18 maja powtórka z rozrywki :)


* filmy zapożyczone z Youtube.

piątek, 1 marca 2013

Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość - Paul Keller

Marie jest drugim w kolejności dzieckiem, jakie urodziło się w rodzinie Heinrichów. Jej ojciec zmarł wiele lat temu, jednak matka nigdy nie odważyła się ponownie wyjść za mąż. Kiedy brak sił i sędziwy wiek uniemożliwiły jej właściwe zajmowanie się domostwem, obowiązki gospodyni przejęła Marie. Dziewczyna surową, lecz pełną miłości ręką, usiłuje wychować braci oraz zadbać o gospodarstwo. Niestety wzbudza to zawiść miejscowej ludności, która nie potrafi zrozumieć wielu podejmowanych przez nią decyzji. Nieoczekiwane wsparcie kobiecie okazuje Neuman, nauczyciel jej brata, ale czy za tym gestem kryje się coś więcej? A może ufność i zauroczenie, jakie budzi się w Marie będzie dla niej zgubą?

Czytając powieść Paula Kellera bardzo łatwo wnikamy w zaprezentowaną epokę. Już po kilku rozdziałach przestaje nas dziwić cnotliwość jej bohaterów oraz styl wychowania, jakiemu hołdują. Jest to bez wątpienia zasługa tego, iż autor sam żył w opisywanych czasach. Marie Heinrich po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1926 roku, ale mimo wiekowej przepaści jaka nas dzieli, nie straciła nic na swym przekazie.

Jest to uniwersalna historia o odwadze oraz ogromnym harcie ducha, jaki drzemie w młodej kobiecie. Marie można zarzucić zbytnie wtrącanie się w życie najbliższych i działanie pod wpływem emocji, jednak ma ona zarazem w sobie tyle sił i pokory, że nie tylko skutecznie broni własnego imienia, ale jeszcze wstawia się za innymi.

Dlatego jeżeli lubicie rodzinne sagi i powieści traktujące o uczuciach, to dzieło Paula Kellera powinno wam się spodobać. Książka, w daleki od dosłowności oraz natręctwa sposób, traktuje o uczuciach w połowie XX wieku. W tle pobrzmiewa nadchodząca wojna, atmosfera w wiosce staje się coraz bardziej napięta, ale młodość ma swoje prawa, a uczucie nigdy nie wybiera.

Wiekowa historia ze współczesnym przesłaniem. Polecam. 


Paul Keller „Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość”
Ilość stron: 270
Wyd. Novae Res
Ocena: 4/6