wtorek, 30 lipca 2013

Bezdomna - Katarzyna Michalak

Ileż to razy spotkało się na bruku ludzi brudnych i odartych z godności. Kloszardów, „obszczymurów”, degeneratów unikających naszego spojrzenia. A czy zastanowiła Was kiedyś historia tych ludzi. Powody, które sprowadziły ich na ulicę, zmuszając do codziennego proszenia się o choćby złotówkę.

Kinga w wigilijny wieczór, zamyka się w osiedlowym śmietniku z postanowieniem odebrania sobie życia. Ma przygotowany alkohol oraz tabletki, nie przewidziała tylko, że zabarykadowała ze sobą w schowku kogoś jeszcze. Burego kota. Małą upartą znajdę, która swym napastliwym charakterem nie pozwoliła jej dokończyć dzieła. To tu, w stanie totalnego zamroczenia znajduje ją Aśka, młoda reporterka dopatrująca się w historii Kingi artykułu na miarę Pulitzera.

Mówi się, że bezdomni sami wybrali sobie taką drogę. Że większość z nich to alkoholicy, nie warci złamanego grosza. Opowieść Kingi jest jednak zupełnie inna. To spowiedź kobiety, która sama sprowadziła na siebie „karę za grzechy” i uważa, że tak jest przecież w porządku. Nie ważne, że powody oraz okoliczności, które doprowadziły ją do tej sytuacji były zupełnie inne. Że zawiniło jej otoczenie, wszechobecna w nim obojętność, a nie ona sama, która starała się przecież tylko ochronić swoje dziecko.

W historii Bezdomnej nie chodzi o pozbawienie kogoś domu, ale odebranie mu serca i duszy. Zdeptanie tej jedynej iskierki nadziei, która choć wątła wciąż tli się i karze szukać odpowiedzi. Brakuje tu wiary w szczęśliwy finał, jednak historia Kingi mnie nie załamała. Jest ona niczym kubeł zimnej wody, wylany na nasze spostrzeżenia i chwile próżność.

Katarzyna Michalak kolejny raz uwiodła mnie swoimi emocjami oraz ogromną dozą empatii. Mocna, pouczająca lektura.


Katarzyna Michalak „Bezdomna”
Ilość stron: 256
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

poniedziałek, 29 lipca 2013

Misiek i fałszerze czekolady - Anna Gras

Lekka, okraszona masą humoru opowieść o rezolutnym chłopcu, który postanowił walczyć o dobre imię po przegranym turnieju oraz o jego ulubionym przysmaku, który stał się ofiarą bezwzględnych fałszerzy.

Misiek jako znawca, a wręcz można by powiedzieć koneser smaku, zostaje zaproszony przez nauczycielkę do szkolnego konkursu rozpoznawania potraw. Wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, kiedy w degustacji przychodzi czas na czekoladę. Siódme niebo od lat rozpływało się w ustach, wprowadzając jedzącego w stan bliski euforii, jednak nie tym razem. To coś, co podano Miśkowi, kojarzy się bardziej ze spalonym grysikiem, niż niebem w gębie. Nierozpoznanie producenta odbiera chłopcu zwycięstwo, sprawiając, że szkolni koledzy znowu mogą się na nim wyżywać. Oburzony przegraną oraz zdegustowany smakiem podrobionej czekolady, Michał rozpoczyna poszukiwanie winnych.

Pomysł na fabułę może się z początku wydawać nieco dziwny i zakręcony, jednak autorka prezentuje go w tak wdzięczny sposób, że fałszerstwo czekolady naprawdę urasta w naszych oczach do rangi niewybaczalnego wykroczenia. Razem z Miśkiem chodzimy po okolicznych sklepikach i szukamy dostawcy trefnego towaru. Trudno mówić tu o jakimś szczególnym napięciu, za to kreacja chłopca i sposób jego wysławiana się nadrabiają wszelkie ewentualne niedociągnięcia. Jest mądrze, zabawnie, po prostu relaksująco.

Odradzam tę lekturę na pusty żołądek, za to jako uzupełnienie poobiedniego deseru będzie jak znalazł. Naprawdę apetyczna historia.


Anna Gras „Misiek i fałszerze czekolady”
Ilość stron: 124
Wyd. Grodkowskie
Ocena: 4/6

sobota, 27 lipca 2013

Śnieżka musi umrzeć - Nele Neuhaus

Tobias, po dziesięciu latach odsiadki, wychodzi w końcu na wolność. Osądzony i skazany za podwójne morderstwo, musi zmierzyć się z nowym dla niego otoczeniem. Pragnie wrócić do miasta, w którym z jego rąk zginęły dwie nastolatki i spojrzeć w oczy własnym rodzicom. Jednak czy prawda rzeczywiście tak wygląda, jak ją opisali? Skąd pewność, że to Tobias zabił swoją dziewczynę i towarzyszącą jej koleżankę? Luki w pamięci coraz bardziej dają się chłopakowi we znaki, lecz kiedy parę dni po opuszczeniu przez niego aresztu, w miasteczku ponownie ginie dziewczyna, nikt nie ma wątpliwości, kto jest za to odpowiedzialny. 

Śnieżka musi umrzeć, to powieść znakomicie obrazująca proces, jak w podrzędnej mieścinie potrafi się w ludziach wezbrać agresja, przekraczająca wszelkie granice. Jednakowo dostaje się Tobiasiowi, jak i jego ojcu. Obraźliwe napisy, pokrzykiwania, bicie. Dopiero pojawienie się policji, sprawia, że ktoś nareszcie ma ochotę ich wysłuchać. Tym kimś jest Pia, miejscowa komisarz, której przeczucie nakazuje sprawdzić, co tak naprawdę stało się z Królewną Śnieżką.

Nele Neuhaus to ceniona i chętnie nagradzana pisarka zza Odrzańskiej granicy, i nic w tym dziwnego. Śnieżka to kawał naprawdę znakomitej prozy, łączącej w sobie kryminał z elementami obyczaju. Autorka dobrze wie, jak dawkować czytelnikowi napięcie, a trafność przytaczanych przez nią spostrzeżeń nie pozwala spokojnie usiedzieć w fotelu. Tempo akcji przez całą powieść płynie jednakowo wartkim nurtem, za to kreacje bohaterów w jej wykonaniu, to prawdziwa uczta osobowości. 

Śnieżka musi umrzeć to solidnych rozmiarów opowieść, której objętość znika nam pod palcami, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Bawiłam się przy niej wyśmienicie i pozostaje tylko czekać, aż wydawnictwo Media Rodzina wypuści kolejne części serii.


Nele Neuhaus „Śnieżka musi umrzeć”
Ilość stron: 520
Wyd. Media Rodzina
Ocena: 5,5/6

piątek, 26 lipca 2013

W krainie smaku cz. I


Kilka dni temu miałam okazję zapoznać się z ofertą sklepu Skworcu, który specjalizuje się w pozyskiwaniu aromatów z całego świata. Trafiłam na niego zupełnym przypadkiem, ale zachęcona apetycznymi opisami, musiałam czegoś spróbować. Wybór padł na kilka kaw, herbat i oczywiście małe co nieco dla podniebienia. A ponieważ otrzymanymi produktami jestem totalnie zachwycona, postanowiłam zrobić cykl wpisów traktujących na ich temat.


Na pierwszą degustację wybrałam bananową kawę rozpuszczalną oraz mieszankę studencką. Do tego wygodne łóżko, dobra powieść i pół dnia mogłam się nie ruszać :) O kawie wystarczy powiedzieć tylko tyle, że już w chwili zalewania czuć, iż faktycznie są w niej banany, a gdy dodamy do niej odrobinę mleka, w smaku nie potrzeba nam już nic więcej. Z kolei mieszanka studencka to miks chipsów bananowych, trzech rodzajów orzechów, rodzynek oraz migdałów. Nie zauważyłam by owoce były specjalnie dosładzane, co jest dla mnie ogromnym plusem, bo jako osoba nieużywająca w ogóle cukru, jestem wyczulona na jego nadmiar.


W chwili obecnej z produktów sklepu Skworcu.com jestem bardzo zadowolona. Paczka przyszła do mnie w ciągu jednego dnia i wszystko było w niej starannie zapakowane. Dlatego, jeżeli ktoś z Was, tak jak ja, lubi próbować nowych aromatów i nie chce przy tym wydawać wielkich pieniędzy, śmiało może się skusić.

środa, 24 lipca 2013

Szwed, który zniknął - Robert Karjel

Jeżeli do jakiejś sprawy zamieszany zostaje amerykański rząd, to z miejsca wiadomo, że: „a” rzecz dziać się będzie na wielką skalę, „b” nic co oficjalne nie będzie prawdziwe i „c”, gdy federalni poproszą cię o pomoc, lepiej odwróć się i wiej.

Ernst Grip, jako pracownik szwedzkiej Policji Bezpieczeństwa, zaangażowany zostaje w dochodzenie prowadzone przez FBI. Na zlecenie swoich przełożonych leci do Stanów, by tam przy wsparciu miejscowych agentów, przesłuchać więźnia podejrzanego o terroryzm, o którym wiadomo tylko tyle, że może być Szwedem. Dość szybko wychodzi na jaw, że dla FBI nie tylko osadzony jest interesującym celem. Historia Grip’a oraz jego przeszłość do najczystszych  nie należą, stąd nastała pora aby mieć się na baczności.

Robert Karjel jako podpułkownik sił powietrznych, dobrze wie, co znaczy adrenalina i nieludzki wysiłek. Ten niespełna pięćdziesięcioletni pilot helikoptera, jest już też doświadczonym pisarzem. Szwed, który zniknął to piąty tytuł w jego dorobku, a fakt, że każda książka szturmem zdobywa listy bestsellerów musi o czymś świadczyć.

Najnowsze dzieło Karjela to elektryzująca sensacja, w której nic nie jest takie, na jakie się wydaje. Podwójni agenci, nieznane tożsamości, pieniądze, fortele i oczywiście władza. Motyw terroryzmu wielokrotnie pojawiał się już w literaturze, jednak szwedzkie spojrzenie na ten problem, okazuje się być całkiem ciekawe.

Książka trzyma w napięciu do samego końca i udowadnia, że Skandynawia to nie tylko ojczyzna społecznego kryminału, lecz również ziemia krwi i bezprawia. Mocna, dosadna rzecz. Serdecznie polecam. 


Robert Karjel „Szwed, który zniknął”
Ilość stron: 316
Wyd. Czytelnik
Ocena: 4,5/6

wtorek, 23 lipca 2013

Ogród muzycznych wspomnień

Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że zaczynam wracać do swoich korzeni, czyli muzyki, której słuchałam dziesięć, piętnaście lat temu. To wtedy Aguilera była jeszcze grzeczną dziewczynką, a Spice Girls planowały swój wielki powrót na listy przebojów. Dla części z Was brzmi to pewnie, jak totalna prehistoria, ale pamiętam jak dziś chwile, kiedy trzymając w dłoni banknot zaledwie dwudziestozłotowy, biegłam do muzycznego po najnowszą kasetę jakiegoś artysty. Kasetę świeżutką i nigdy nie przesłuchaną, bo przecież coś takiego jak Internet jeszcze powszechnie nie istniało :)

Wczoraj wygrzebałam ze swojej półki płytę Darren’a Hayes The Tension and the Spark, drugi solowy album wokalisty znanego z Savage Garden i tak mnie wzięło na te wspominki. Trochę szkoda mi czasów, kiedy większość teledysków opowiadała jakąś historię, a piosenki nawet popowe, niosły sobą jasne przesłanie. Najmilej z tamtego okresu wspominam Savage Garden oraz ich album Affirmation, który sprawił, że karierę Darren’a Hayes śledzę do dnia dzisiejszego.

Żałuję tylko, że współczesna telewizja po macoszemu traktuje tamtejsze czasy. W popularnych stacjach, jak na lekarstwo jest teledysków z lat 90-tych i tylko chwała przypadkowi, że na cyfrówce istnieje coś takiego jak Stars TV. Cała reszta to w większości głupie programy na chwile tylko przerywane muzyką, a przecież skrót MTV nie wziął się wcale z powietrza.

Nie wiem jak wy, ale ja do takich videoklipów i muzyki, nadal wracam z przyjemnością.


Kto nie ma kablówki, satelity albo nawet telewizora Stars TV może oglądać on-line klik.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Hotel Zaświat - Przemysław Borkowski

Hotel Zaświat to historia powrotu w rodzinne strony. Klimatyczna opowieść o konfrontacji dziecięcych wspomnień z zastaną przez nas rzeczywistością. O tajemnicy, odkupieniu win oraz o strachu, który wcale nie musi mieć wielkich oczu, by do reszty nas przerazić.

Krzysztof wraca do rodzinnej miejscowości, żeby sprzedać swój poprzedni dom. Transakcja przeciąga się w czasie, więc dla zabicia nudy bohater zaczyna zwiedzać okoliczne tereny. Wspomina jak to wszystko wyglądało, kiedy był jeszcze dzieckiem. Odwiedza łąki na których się wychował, jezioro, gdzie podobno zatopiony został czołg, miejscową plebanię oraz zajazd. Nie ulega jednak wątpliwości, że to, co kiedyś wydawało się być wiejską sielanką, teraz przybrało zupełnie nowy wygląd. Zmienili się ludzie, atmosfera, za to w powietrzu można wyczuć napięte oczekiwanie.

Na podstawie przeczytanej książki, nigdy bym nie powiedziała, że Przemysław Borkowski jest kabareciarzem. Stawiałabym bardziej na historyka, nawet murarza, ale na pewno nie osobę żyjącą z satyry i zabawiania ludzi. Kiedy w fabule pojawia się fragment, w którym Krzysztof znajduje ciało i nikt nie traktuje tego poważnie, nie mamy wątpliwości, że z tutejszymi mieszkańcami jest coś nie tak. Atmosfera robi się duszna, ludzie podejrzani, a najgorsze zdaje się być jeszcze przed nami.

Hotel Zaświat to opowieść pełna zagadkowych zdarzeń oraz nastroju, który z miejsca zdobył moje uznanie. Borkowski może się poszczycić sprawnym językiem, tylko brakuje mu jeszcze konsekwencji w trzymaniu się głównego wątku. Zbyt łatwo daje się on zwodzić dygresją, które niewiele wnoszą, a sprawiają, że całe napięcie gdzieś nam się rozchodzi.

Trochę niedopracowana ta lektura, ale zasługująca na chwilę uwagi. Dobrze się przy niej bawiłam i żywię szczerą nadzieje, że autor nadal będzie szedł w kierunku takiej literatury.


Przemysław Borkowski „Hotel Zaświat”
Ilość stron: 312
Wyd. Oficynka
Ocena: 4/6

sobota, 20 lipca 2013

Ostatni raz - Anna Gavalda

O prozie Anny Gavalda naczytałam się już tak wielu pozytywnych komentarzy, że gdy w księgarni wypatrzyłam Ostatni raz za zaledwie osiem złotych, nie zastanawiałam się ani przez chwilę. Kupiłam, usiadłam, a powrót do domu, upłynął mi w towarzystwie nowych, francuskich przyjaciół.  

Poznajemy tu czwórkę rodzeństwa. Tak bardzo od siebie różną, nie tylko wiekiem i charakterem, ale przede wszystkim pomysłem na życie. Mimo to od lat świetnie się dogadują i tworzą zgraną paczkę, która zawsze może na siebie liczyć.

Dla Simona i jego sióstr zbliżające się wesele, staje się pretekstem do ponownego spotkania się we własnym gronie. W trakcie uroczystości wymykają się z kościoła i jadą do Vincenta, najmłodszego z rodzeństwa, który pracuje w pobliskim zamku jako przewodnik. Te kilka godzin wykradzionych z codzienności, sprawia, że zapominają o swoich troskach i dręczących ich kłopotach. Przekomarzają się, żartują, jakby obecny dzień był ostatnią dobą ich dzieciństwa.

Ostatni raz to bez wątpienia książka dobra i warta uwagi. Znalazłam w niej nieco refleksji, oraz zabawnych anegdot. Pośmiałam się z kreacji Carine, wiecznie narzekającej żony Simona, jednak nie mogę powiedzieć bym została tym oczarowana. Mam wrażenie, że było to wszystko zbyt spieszne i pobieżne. Niewiele dowiedziałam się o Vincencie, brakowało mi dokładniejszego opisu relacji między rodzeństwem. Zawiedziona nie jestem i po kolejną książkę sięgnę z równą ciekawością, ale w czym tkwi fenomen tej autorki nadal nie odkryłam.


Anna Gavalda „Ostatni raz”
Ilość stron: 120
Wyd. Świat książki
Ocena: 4/6

czwartek, 18 lipca 2013

Londyn we krwi - James Craig

Kto, z kim, dlaczego i za jakie pieniądze? Te pytania zdają się od wieków, nieodzownie łączyć się ze światem wielkiej polityki. Kto ma władzę, ten z miejsca zwraca na siebie uwagę, a zawiści w oczach obserwujących nigdy nie brakuje.

Tuż przed kolejnymi wyborami do brytyjskiego parlamentu, ktoś w okrutny sposób morduje byłych członków ekskluzywnego Klubu Merrion. Zebrane dowody jasno wskazują, że na celowniku znaleźli się przyszły premier oraz burmistrz Londynu. John Carlyle nie cieszy się jednak, myśląc o nadchodzącej sprawie. Wie, że przełożeni szukają na niego przysłowiowego haka, a polityczne kulisy pełne są korupcji, co raczej nie zwiastuje mu prędkiego sukcesu. Aby znaleźć mordercę John zagłębia się w historię z pierwszych stron gazet, o której wiele wpływowych ludzi, wolałaby na zawsze zapomnieć.

Jako osoba, która na co dzień preferuje kryminały z północnym rodowodem, gdzie to obyczaj i psychologia wiodą prym w fabule, nie mogę powiedzieć, żebym w Londynie się nudziła. Powieść Craig’a to duszny kryminał pełen dziennikarskiego zacięcia. Autor dobrze wie, ile warta jest sprawdzona informacja oraz co można za jej pomocą zyskać. Ten były już reporter, nie boi się sięgać do opisów brutalnych morderstw ani gwałtów, dbając przy tym o szczegóły i wywołując w czytelniku dreszcz napięcia.

Londyn we krwi to zbiór ludzkich historii, silnie ze sobą powiązanych krwawymi śladami zbrodni. Solidnie napisana książka o ambicji i rywalizacji w mieście, gdzie atmosfera grozy unosi się praktycznie nad każdym zaułkiem.


James Craig „Londyn we krwi”
Ilość stron: 335
Wyd. Akurat
Ocena: 4/6

środa, 17 lipca 2013

Szuflada Szymborskiej

 W pierwszej gablocie
leży kamień.
Widzimy na nim
niewyraźną rysę.
Dzieło przypadku,
jak mówią niektórzy.
 W drugiej gablocie
część kości czołowej.
Trudno ustalić -
zwierzęcej czy ludzkiej.
Kość jak kość.
Idźmy dalej.
Tu nic nie ma.
 Zostało tylko
stare podobieństwo
iskry skrzesanej za kamienia
do gwiazdy.
Rozsunięta od wieków
przestrzeń porównania
zachowała się dobrze.
 To ona
wywabiła nas z wnętrza gatunku,
wywiodła z kręgu snu
sprzed słowa sen,
w którym, co żywa,
rodzi się zawsze
i umiera bez śmierci.
 To ona
obróciła naszą głowę w ludzką
od iskry do gwiazdy,
od jednej do wielu,
od każdej do wszystkich,
od skroni do skroni
i to, co nie ma powiek,
otworzyła w nas.
 Z kamienia
uleciało niebo.
Kij rozgałęził się
w gęstwinę końców.
Wąż uniósł żądło
z kłębka swoich przyczyn.
Czas się zatoczył
w słojach drzew.
Rozmnożyło się w echu
wycie zbudzonego.
 W pierwszej gablocie
leży kamień.
W drugiej gablocie
część kości czołowej.
Ubyliśmy zwierzętom.
Kto ubędzie nam.
Przez jakie podobieństwo.
Czego z czym porównanie.

*Wisława Szymborska Notatka wiersz z tomiku Chwila

Szuflada Szymborskiej mieści się w Kamienicy Szołayskich – jednym z oddziałów Muzeum Narodowego w Krakowie. Wystawa trwa do końca przyszłego roku, a wstęp na nią jest darmowy. Kto ma po drodze lub będzie w okolicy – serdecznie polecam.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Urlopowy foto-mix


Pierwszy tydzień urlopu już za mną, ale grunt, że drugi dopiero się rozpoczął. Pogodę mam kapryśną. Jak nie skwar to deszcz, jak nie deszcz to znowu grad, ale ja się nie poddaje i z wielkim uwielbieniem kontempluje cudowne "nicnierobienie". Recenzje ukazują się znacznie wolniej, jednak w między czasie odkrywam u sobie nowe talenty. Wczoraj wyczarowałam ciastka owsiane, a planach mam jeszcze muffiny i może sernik... Większość z Was pewnie ma wakacje, więc życzę wszystkim udanego wypoczynku. Dajcie znać co u Was słychać, ja jutro ponownie wyruszam do Krakowa :) 

 

sobota, 13 lipca 2013

Cwaniary - Sylwia Chutnik

Kiedy jakiś deweloper próbuje siłą wysiedlić cię z twojej kamienicy, to żadna szanująca się cwaniara nie może na to pozwolić. Winnym należy się nagana, a pokonanym represja. Tak ten świat jest skonstruowany, tak funkcjonuje współczesna Warszawa.

Hance fakt bycia w zaawansowanej ciąży, nie przeszkadza w snuciu się po mieście i wymierzaniu, po swojemu pojmowanej sprawiedliwości. W towarzystwie koleżanek rabuje i napada, ale tylko tych, którym jawnie się to należy. Kto o tym decyduje? Oczywiście one, jednak nie pękamy. „Nie wolno się bać! Strach zabija duszę”.

Cwaniary odbieram jako pewnego rodzaju satyrę na kulawą rzeczywistość, pełną agresji i źle pojętego patriotyzmu. Gdzie nie pomagają argumenty, tam zwycięży pięść i przemoc. Hanka w towarzystwie swych kumpelek zdaje się być niezwyciężona. Pewna siebie, zaczepna, kiedy jednak wszystkie się rozchodzą, również waleczność zaczyna się ulatniać. W pojedynkę stają się kruchymi kobietkami, którym zawsze coś leży na sercu. Jedną bije mąż, drugą zżera choroba. Nie jest to jednak pora na rozczulanie się nad sobą. Miasta trzeba bronić. Przestępców eliminować.

O swojej słabości do książek Sylwii Chutnik pisałam już wielokrotnie. Ta autorka to dla mnie intelektualny ideał kobiety. Mądra, oczytana i wyszczekana – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – indywidualistka. Dobrze wie, co jest dla niej ważne i dumnie o to walczy. Działaczka społeczna, felietonistka, matka... Co tu dużo pisać. Czytajcie i sprawdzajcie na własnej skórze.

Dociekliwym polecam wywiad z pisarką w programie Xięgarnia: cz. 1, cz. 2 i cz. 3


Sylwia Chutnik „Cwaniary”
Ilość stron:
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5/6

piątek, 12 lipca 2013

Godzina szakala - Bernhard Jaumann

Kraje trzeciego świata od zawsze były dla Europejczyków ziemią dziką i stawiająca opór wszelkim próbom jej kolonizacji. To biały człowiek, kierowany żądzą władzy, pragnął narzucać tubylcom swoje prawa, mianując się bogiem i wymagając od nich bezwzględnego posłuszeństwa. Po latach walk w imię rewolucji, nastał czas, w którym to biali muszą uważać na swoje głowy. Uzbrojeni w karabiny Namibijczycy dobrze wiedzą, co jest dla nich ważne, i nie spoczną, póki ich nieodparta potrzeba wolności nie zostanie zaspokojona. 

Godzina szakala to opowieść o nienawiści, bezsilności i rozpaczy, która opanowała Czarny Ląd. W Namibii zło jest wszechobecne, a przeciętny człowiek staje się zdolny do najpodlejszej zbrodni. Nic dziwnego, że to właśnie tu, przestępczość zorganizowana ma się tak dobrze, skoro policja przybrała postawę biernego obserwatora i nie reaguje na to, co dzieje się na ulicach miasta.

Książkę przeczytałam na jednym oddechu, chociaż polityczne tło wydarzeń było miejscami dla mnie bardzo męczące. Mimo to Jaumann udowodnił mi, że na kanwie prawdziwych wydarzeń można zbudować opowieść, która prócz napięcia i sensacji, reprezentuje też sobą kawał ludzkiej historii. W Godzinie szakala prawda miesza się z fikcją, zapewniając intelektualną rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie. Bez trudu doszukacie się w niej reporterskich naleciałości i myślę, że nie jeden fan sensacji czy Afryki, będzie nią usatysfakcjonowany.

Znany biznesmen zostaje zastrzelony w swej posiadłości na oczach całej rodziny. Tuż po tym zdarzeniu snajper, w przebraniu pracownika służb ochrony, porywa kolejną ofiarę, okrada ją i podpala w samochodzie, zacierając za sobą wszelkie ślady obecności. Inspektor kryminalna Clemencia Garises, zdaje się jako jedyna przejmować zaistniałą sytuacją. Reszta pracowników nie śpieszy się do roboty, a nawet gubi po drodze ciało denata. Clemencia ma jednak przeczucie. Wie, że obecne morderstwo łączy się w jakiś sposób, ze zbrodnią popełnioną na zwolenniku namibijskiej rewolucji blisko trzydzieści lat temu. Nie wie tylko jak to udowodnić.

Bernahard Jaumann „Godzina szakala”
Ilość stron: 294
Wyd. Czarne
Ocena: 4/6

środa, 10 lipca 2013

Ladacznica - Emma Donoghue


Los brutalnie zakpił sobie z nastoletniej Mary, a przecież jedyną rzeczą o jakiej marzyła, to odrobina koloru, zamkniętego w szkarłacie maleńkiej wstążki.

Ladacznica opowiada historię dziewczyny, która dla wizji życia w zamożnym świecie, zdolna była poświęcić własne ciało. Jako córka ubogiej szwaczki dobrze wiedziała, że nigdy nie będzie jej stać na barwne ubrania i kosztowności. Czasami jednak żądza bywa silniejsza od rozumu, a łatwe do zarobienia pieniądze kuszą swą dostępnością. Mary w wieku trzynastu lat zachodzi w ciążę. Wyrzucona z domu bez grosza przy duszy, znajduje ratunek na londyńskiej ulicy. To tu spotyka Doll, lokalną  prostytutkę i za jej namową podejmuje się rzeczy, od których ludziom włos jeży się na głowie.

Emma Donoghue po spektakularnym sukcesie powieści Pokój, postanowiła wziąć na warsztat dramat historyczny, osadzony w realiach XVIII wiecznego Londynu. Moim zdaniem był to zabieg trafny i udany. Ze stron książki da się niemal wyczuć odór tamtego okresu. Brud płynący rynsztokami, przeraźliwą biedę oraz ludzi myślących tylko o tym, aby jakoś przetrwać kolejny dzień. Z łatwością można stwierdzić, że uparta i pełna pychy Mary, jest w tym świecie wyrzutkiem, który sam sprowadza na siebie nieszczęście. Prowokuje, unika odpowiedzialności, czuje się wobec niej respekt, ale do sympatii i szacunku jesteśmy bardzo dalecy.

Barwna i napisana z wielkim rozmachem powieść o zatraceniu się w potrzebie bycia – zauważonym, znaczącym, bogatym. O zmarnowaniu podarowanej przez ludzi szansie oraz tym, że podłą historią nie można usprawiedliwić wszystkich swoich czynów. Nie polubiłam Mary i nawet nie było mi jej żal. Okropna dziewucha.


Emma Donoghue „Ladacznica”
Ilość stron: 456
Wyd. Papierowy księżyc
Ocena: 4/6

poniedziałek, 8 lipca 2013

Wąsy - Emmanuel Carrère

Wąsy to nowela po której zaczęłam wątpić we wszystko, co znałam do tej pory. Szczególnie w swoją dedukcję, która sprowadziła mnie na manowce i ani śmie dopomóc w odkryciu, kto tu miał właściwie rację.

Tchnięty spontanicznymi pobudkami Marc, postanawia zgolić swoje wąsy. Przez ostatnie lata zarost stał się jego znakiem rozpoznawczym, jednak by zrobić bliskim psikusa, ludzie skłonni są do najróżniejszych poświęceń. Niestety, kiedy Agnès wraca wieczorem do domu zachowuje się jak gdyby nigdy nic. Nie ma komentarza, a w jej oczach nie widać nawet śladu zdziwienia. Wąsy? Jakie wąsy? - mówi. Marc, przecież ty nigdy wąsów nie miałeś...

Na nieco ponad dwustu stronach Carrère stworzył paranoiczny świat, w którym wszystko da się zakwestionować. Kto ma rację? Marc, przeświadczony o swoim „życiu pod wąsem” czy może otoczenie, skrupulatnie wytykające mu, w jak wielkim błędzie się obecnie znajduje? Czytelnik jednoznacznej odpowiedzi od autora nie dostanie. Będzie za to wodzony za nos i spychany na granicę obłędu, z którego mieszkańcy Paryża nie zdają sobie nawet sprawy.

Lubię takie psychodeliczne historie, pełne zagadek i znaków zapytania, warto jednak zaznaczyć, że Wąsy to coś znacznie głębszego niż walka argumentów. To opis intymnych relacji, pomiędzy bohaterem a jego żoną w obliczu domniemanej zdrady lub - w optymistycznej wersji - kawału w bardzo złym guście. Jak wygląda prawda? Czy to Agnès chce doprowadzić Marca do obłędu, a może to Marc sam postradał już wszystkie zmysły?

Wciągająca i trzymająca w napięciu opowieść, której finał zostawia oniemiałego czytelnika z jego własnymi myślami.

Emmanuel Carrère "Wąsy"
Ilość stron: 212
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6

piątek, 5 lipca 2013

Kamieniarz - Camilla Läckberg

W czasie połowu homarów u wybrzeży Fjällbaki, w rybackie sieci wplątuje się ciało małej dziewczynki. Zaalarmowany komisariat policji wysyła na miejsce Patrika Hedström’a. Ten w błyskawicznym dochodzeniu ujawnia, że to co z początku wyglądało na nieszczęśliwy wypadek, w rzeczywistości jest istnym koszmarem, a mała Sara, to nie jedyna ofiara tej potwornej zbrodni.

Cała miejscowa policja postawiona zostaje w stan gotowości, tylko Erice kolejne nadgodziny Patrika wyjątkowo nie są na rękę. I to jeszcze teraz, w momencie, gdy ich kilkumiesięczna Maja wymaga zdwojonej uwagi.

Kamieniarz to moje czwarte spotkanie z dorobkiem Camilli Läckberg. Kontynuację przygód Eriki i Patricka śledzę z coraz większym zainteresowaniem i podtrzymuje stwierdzenie, że warsztat pisarki z książki na książkę staje się jeszcze lepszy. Ta powieść to zdecydowanie najbardziej przemyślana część z dotychczasowych historii. Sprawnie łączy poboczne wątki z policyjnym dochodzeniem, poszerzając je o istotne zagadnienia z dziedziny psychologii czy choćby dziejów miasteczka.  

Najbardziej w tym wszystkim ciekawi mnie jednak wątek Anny oraz motyw jej nieszczęśliwego małżeństwa. Finał trzeciego tomu nie pozostawia mi w tej kwestii wielkiego wyboru. W przyszłym tygodniu biorę się za kontynuację, bo takiego obrotu spraw w życiu bym nie przypuszczała.

Świetnie skonstruowana historia prowincjonalnej osady. Jeśli co jakiś czas nie odwiedzę Fjällbaki, zaczyna mi jej zwyczajnie brakować.


Camilla Läckberg „Kamieniarz”
Ilość stron: 536
Wyd. Czarna owca

środa, 3 lipca 2013

Siedem minut po północy - Patrick Ness

Co noc, dokładnie siedem minut po północy, Conor’a odwiedza potwór. Monstrum jest wielkie i potężne, ale to nie jego chłopiec boi się najbardziej. Prawdziwy koszmar rozgrywa się na jawie, tuż za drzwiami jego pokoju, w domu, gdzie od pewnego czasu już nic nie jest takie, jakie być powinno.

Okazuje się, że stwór ma wobec Conor’a konkretne plany. Chce poznać jego historię oraz usłyszeć prawdę, choćby to miała być najgorsza rzecz na świecie. 

Patrick Ness w oparciu o zapiski swojej, niestety zmarłej już koleżanki, stworzył historię, która oddziałuje na całą naszą wyobraźnię. W trakcie lektury nie mamy wątpliwości, że powstała ona z prostej potrzeby serca. Z chęci wytłumaczenia wszystkim, że na świecie istnieją rzeczy złe, które tak samo dotykają dzieci, jak i dorosłych. Nie ważne, że ma się tylko pięć czy dziesięć lat, strach jest strachem i nigdy nie wybiera.

Podobało mi się, że każdy ma może odebrać tę książkę zupełnie inaczej. Dla jednych będzie ona czymś w rodzaju bajki, dla drugich powieścią grozy, a jeszcze ktoś inny odkryje w niej po prostu cząstkę samego siebie. W Siedmiu minutach.. świat jest pełen lęków i nadziei, ale znajdziemy w nim też wiele magicznych stworzeń, które pomagają przetrwać chwile, czasami gorsze, niż to co kryje się pod osłoną nocy.

Piękna, wzruszająca baśń, opowiadająca o miłości, tęsknocie, ale też o trudnej relacji matki i syna w obliczu choroby. Co tu dużo mówić. Patrick Ness skrywa w sobie ogromny talent.


Patrick Ness „Siedem minut po północy”
Ilość stron: 216
Wyd. Papierowy Księżyc
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 1 lipca 2013

Projekt "Rosie" - Graeme Simsion

Wszystkie działania Dona Tillman'a nastawione są na określone cele i służą wyższym, bardziej zaawansowanym sprawom. Pogaduszki, nawiązywanie przygodnych znajomości? Po co marnować energię na takie głupoty, lepiej oddać się autorefleksji i zgłębianiu wiedzy.

Sęk jednak w tym, że Don bardzo chciałby mieć żonę, tylko szkoda mu czasu na jej poszukiwania. Wymyśla więc kwestionariusz - szesnastostronicową ankietę, odrzucając na wstępnie wszystkie kandydatki nie spełniające jego wymogów. Proste? No cóż, tylko Donowi może się tak wydawać.

Projekt „Rosie” to lekka komedia z romantycznym zabarwieniem. Widać, że Simsion włożył w nią masę serca i roboty, bo język, którym się posługuje, dopracowany został w najdrobniejszym nawet szczególe. Świetnie skonstruowane dialogi, niosą całą historię, a zachowanie Don’a zadziwia nas na każdym kroku.

Co jednak istotne, Projekt „Rosie” nie jest kolejną przesłodzoną powieścią, jakich spotkać możemy wiele. Autor bardziej skupia się na osobowości bohatera i motywach jego działania, niż podrywie i uwodzeniu. Pewnie Don chciałby, aby rzecz miała się zupełnie inaczej, lecz z jego charakterem inaczej się po prostu nie da. Jest mądrze, przewrotnie, a przede wszystkim zabawnie.

Bardzo udany debiut, którego zagraniczna popularność w żaden sposób mnie nie dziwi. Polecam. Fantastycznie się przy niej odpoczywa.

Graeme Simsion „Projekt Rosie”
Ilość stron: 320
Wyd. Media Rodzina
Ocena: 5/6