sobota, 31 sierpnia 2013

Wyprawa do wnętrza Ziemi - Juliusz Verne

Ostatnio sporo było u mnie literatury skandynawskiej, dlatego żeby zachować zdrową równowagę, postanowiłam sięgnąć ponownie do klasyki. Wybór padł na najstarszą książkę w moim zbiorze.  Pożółkłą, pachnąca, klejoną na wszystkie dostępne sposoby Wyprawę do wnętrza Ziemi Juliusza Verne’a, i co? Trafiłam na Islandię – zapewniam – całkowicie nieświadomie :)

Profesor mineralogii, Otto Lidencrock, zachwycony zagadką znalezioną w jednej z zakupionych w antykwariacie książek, postanawia sprawdzić na ile słowa jej autora zgodne są z prawdą. Naukowiec, wraz ze swoim bratankiem i miejscowym przewodnikiem, ruszają w daleką podróż na Islandię. Chcą przez krater nieczynnego już wulkanu, dostać się do wnętrza Ziemi. 

Powieść stara jak świat, motyw przewodni wszystkim dobrze znany, a ja dopiero teraz Verne’a wzięłam do ręki. Późno, przyznaję, jednak z pełną świadomością stwierdzam, że mimo iż książka powstała niemal półtora wieku temu – zmienił się świat, rozwinęły się technologie – to wyobraźnia Verne’a wciąż zadziwia i fascynuje.

Urzekła mnie realność jego historii. To, że bohaterom nic nie przychodzi z łatwością, że błądzą, ranią się, załamują. Znoszą trudną i ryzykowną wyprawę w imię czego? Nadziei, nauki, własnych marzeń?
 
Wyjątkowy dziennik z niezwykłej podróży oraz wielki plus za stare wydanie, pełne fantastycznych ilustracji. Bardzo mi się podobało.


Juliusz Verne „Wyprawa do wnętrza Ziemi”
Ilość stron: 276
Wyd. Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6

piątek, 30 sierpnia 2013

Stos

Szmat czasu stosu nie było. Lipiec minął nie wiadomo kiedy, sierpień już się kończy. Najwyższa zatem pora podsumować, co nowego przez wakacje się u mnie pojawiło. 


Abbi Glines "O krok za daleko"      od wyd. Pascal  recenzja
Gemma Burgess "Dziewczyny z Nowego Jorku"        j.w.  recenzja
Paweł Jaszczuk "Ochronka Anioła Stróża"      od wyd. Oficynka  recenzja
Przemysław Borkowski "Hotel Zaświat"      j.w.   recenzja
Joanna Fabicka "Second Hand"       zakup własny
Katarzyna Michalak "Bezdomna"     j.w.    recenzja
Majgull Axelsson "Pępowina"      j.w.
Emma Donoghue "Ladacznica"        j.w.  recenzja
A. Młynarska i D. Wellmman "Kalendarzyk niemałżeński"       j.w.
Shelley Emling "Maria Skłodowska-Curie i jej córki"       od wyd. Muza 
YrsaSigurðardóttir "Statek śmierci"       j.w.   recenzja
James Craig "Londyn we krwi"      j.w.  recenzja
Federico Mocca "Amore 14"      j.w.  recenzja


Robert Karjel "Szwed, który zniknął"          od p. Macieja Drozd   recenzja 
Nele Neuhaus "Śnieżka musi umrzeć"          od. wyd. Media Rodzina  recenzja
Graeme Simsion "Projekt Rosie"                  j.w.   recenzja 
Anna M. Nowakowska "Dziunia"               od wyd. W.A.B.    recenzja
Anna Gras "Misiek i fałszerze czekolady"        od. wyd. Grodkowskiego  recenzja


Emmanuel Carrère "Wąsy"             od wyd. Literackiego  recenzja
Ewa Nowak "Bransoletka"             j.w.   recenzja
Annabel Pitcher "Moja siostra mieszka na kominku"  od wyd. Papierowy Księżyc  recenzja
Patrick Ness "Siedem minut po północy"             j.w.  recenzja


Mariolina Venezia "Jestem tu od wieków"    zakup własny
Ivana Sajko "Rio bar"                   j.w. 
Anna Maria Matute "Bezludny raj"        j.w.
Melania Mazzucco "Taki piękny dzień"       j.w.
Melania Mazzucco "Vita"                    j.w.


Anna Gavalda "Ostatni raz"            j.w.   recenzja
Mian Mian "Cukiereczki"               j.w.
Monika Rakusa "39,9"                   j.w.
Anna Gavalda "Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał"    j.w.

Na koniec jeszcze pióro. Poprzednie zaczęło straszyć swoim wyglądem, dlatego zdecydowałam się na wersje stalową, oby bardziej na mnie odporną.


Za otrzymane książki serdecznie dziękuję.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Amore 14 - Federico Moccia

Czternastoletnia Caroline przeżywa właśnie najbardziej wyjątkowy okres w swoim życiu. To w te wakacje pierwszy raz czuje, że kocha, całuje się z chłopakiem i przeżywa miłosne uniesienia. Wakacyjny czas beztroski szybko się jednak kończy, a w raz z nastaniem nowego roku, nadchodzi pora na dojrzałe decyzje. Naście lat to dla człowieka wielkie zmiany i sporo nowości. Pierwsza miłość, pierwsze oczarowanie oraz gorycz porażki. Szkoda, że nie wszyscy jednakowo dobrze sobie z nimi radzą.

Federico Moccia to jeden z poczytniejszych pisarzy włoskiego pochodzenia. Jego powieści licznie są ekranizowane, a każda następna w ojczystym kraju, z miejsca staje się bestsellerem. Można by przypuszczać, że skoro Włosi tak bardzo go lubią, to Mocca znakomicie potrafi pisać. Czy po Amore 14 ja też tak uważam? Niestety nie.

Historia Caroline mimo entuzjastycznego opisu na okładce, w nikłym stopniu nastawiona jest na prawdziwe uczucia. Więcej tu szpanu samochodami oraz nowym modelem telefonu, niż dylematów z właściwym lokowaniem uczuć. Co rozdział dziewczyna kocha innego, a sposób narracji jest zbyt roztrzepany. Nie czułam też wykreowanego w Amore 14 świata. Brakowało mi klimatu, atmosfery włoskich miasteczek, zabytków, spacerów bulwarami. Akcja może się dziać w zasadzie w każdym innym miejscu na świecie i nic by to w niej nie zmieniło.

Może to moja wina, że wyrosłam z młodzieżowych historii. Że coraz trudniej jest mi zrozumieć takich bohaterów, utożsamić ich słowa z własnym życiem i doświadczeniami. A może to Moccia się nie przyłożył, i zamiast skupić uwagę na miłosnych gestach, zawartej w nich magii i nieśmiałości, to pisze o pustych przedmiotach?

Opasła książka. Dużo słów, a tak mało treści.


Federico Moccia “Amore 14”
Ilość stron: 480
Wyd. Muza
Ocena: 3/6

wtorek, 27 sierpnia 2013

Jedyna prawda - Olle Lönnaeus

W którym momencie kończy się nasza odpowiedzialność za rodziców? Czy można czuć obowiązek wobec ojca, który pił i bił, niczego nie żałując? Joel żył z nadzieją, że rodzinne piekło zostawił już daleko za sobą. Dwadzieścia lat temu spakował się, wyszedł z domu i do tej pory nawet się nie obejrzał. Skąd więc impuls by w środku nocy, w trakcie śnieżycy, pędzić ojcu na ratunek?

Kiedy Joel wpada resztkami sił do domu Mårtena, ten wisi już na haku, uwieszony pod sufitem. Jego ciało jest zimne, twarz zastygła w kaprysie. Na ścinanie widnieje też napis, czerwony niczym krew akt oskarżenia: Ghadab Allah – Gniew Boga. Czyich bogów rozgniewał Mårten – miejscowy blagier i niewydarzony artysta?

To moje drugie spotkanie z Olle Lönnaeusem i ponownie jestem mile zaskoczona. Wielu kręci nosem, że smęci i mało się u niego dzieje, ale mi się podoba to jak on pisze. Próżno doszukiwać się w jego historiach szczególnej przebojowości, za to klimat tworzy naprawdę wyjątkowy.

Początkowe obawy wobec motywu terroryzmu również szybko się rozwiały. W Jedynej prawdzie dżihad to tylko ułamek rozbudowanej fabuły. Istotny element wydarzeń, ale nie dominujący opowiadanej historii – nudzą mnie polityczne spory i podkładanie bomb, stąd kolejny plus dla autora.

Kwestią gustu jest czy Jedyna prawda się spodoba, czy też nie. Dla mnie świetna rozrywka z akcentem na relacje, w krzywdzącej się nawzajem rodzinie. 


Olle Lönnaeus „Jedyna prawda”
Ilość stron: 416
Wyd. Rea
Ocena: 5/6

sobota, 24 sierpnia 2013

W krainie smaku cz.V

Tym razem mniej słów, za to znacznie więcej zdjęć. Jesień coraz bardziej panoszy się za oknem, dlatego słoneczna sobota w całości minęła mi na powietrzu. Był grill i piknikowa lektura. Zaległości prasowe mam ogromne, więc niech was nie dziwi okładka sprzed pół roku :)


Pamiętacie serial Gdzie jest Wally? W tym wypadku można zapytać Gdzie jest Fizionek? On to zawsze w jakiś kadr się wciśnie.




piątek, 23 sierpnia 2013

Lista życzeń

Pomarzyć dobra rzecz, a jeszcze lepsza zastanowić się, jaki przedmiot sprawiłby nam mnóstwo radość i konsekwentnie dążyć do jego zdobycia. Moje listy życzeń z natury końca nie mają - patrz lista książek - ale ostatnio podjęłam decyzję na co do końca roku będę odkładać. Tak powstało moje Top 6 z zamaszystym wykrzyknikiem.

Kubki Mugtail - wiewiórka i łos - obecnie mam kota i jestem w nim absolutnie zadurzona.
Szary koc z mikrofibry - kończy się słoneczny czas w roku, pora zbierać ciepłe odzienie.
Banksy wojna na ściany - album z pracami najbardziej fascynującego graficiarza świata.
Biała taca z drewna - do mojej brązowej nic nie mam, ale biel jest dużo bardziej klimatyczna, ot moje kolejne kolorystyczne zboczenie.
Ultrabook(!) - lekki, zgrabny i mega wydajny. Reszta komputerów może się schować.

Realizacja planu rozpoczęta pomyślnie. Przez ostatnie trzy tygodnie nie kupiłam żadnej, słownie ż-a-d-n-e-j kolejnej książki. Koniec z wydawaniem kasy na impulsywne pierdoły, do stycznia ultrabook musi być.

Deklarację złożyłam publicznie, co by mi było łyso, jeśli się nie uda. Amen.

czwartek, 22 sierpnia 2013

Ochronka Anioła Stóża - Paweł Jaszczuk

Dziwna. To słowo chyba najlepiej opisuje Ochronkę Anioła Stróża. Osobliwa, zagmatwana i przy okazji totalnie nie w moim guście.

Ceniony pisarz Piotr Magnus, w burzy oklasków kończy swoją karierę zawodową. Na koncie ma kilka poczytnych opowieści i liczne biografie, nie przypuszcza jednak, że największe wyzwanie dopiero go czeka. W recepcji hotelu informują go o sporej awarii w wynajętym przez niego pokoju. Wraz z przeprowadzką i gorącymi przeprosinami, na jego ręce złożona zostaje jeszcze interesująca propozycja. Właściciel budynku, niejaki LMG, chce aby Mangus podjął się napisania jego osobistej biografii. Przyjęcie tego zlecenia oznacza dla Pawła wędrówkę do świata pełnego zagadek i niespodzianek, gdzie nigdy ściśle chronione nazwisko sponsora, to najmniej dziwna z okoliczności.

Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało cudownie. Okładka, krakowski Kazimierz i tajemnica ukryta w fabule. Niestety, choćbym nie wiem jak się starała, historia zawiązywała się mgliście i strasznie topornie. Mamy tu akcję mieszczącą się w hotelu, zapiski jego właściciela, odnośniki do wcześniejszych powieści Magnusa, a na dokładkę jakieś urojenia obu bohaterów. Strasznie tego dużo. O wiele, wiele za dużo. I dziwacznie, nawet jak na mnie.

Brawa dla Jaszczuka za klimat i krakowskie tło historii. Wobec reszty oklasków nie będzie.
           

Paweł Jaszczuk „Ochronka Anioła Stróża”
Ilość stron: 272
Wyd. Oficynka
Ocena: 3/6

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dziewczyny z Nowego Jorku - Gemma Burgess

Poznajcie Pię. Młodą, energiczną i trochę nazbyt wyluzowaną dziewczynę, która przez słabość do hucznych imprez, traci załatwioną jej przez rodziców posadę. Zirytowany tym faktem ojciec stawia córkę pod ścianą. Albo w ciągu miesiąca znajdzie nową, dobrze płatną pracę, albo ma się spakować i wróci z nim do Zurychu.

Dziewczyny z Nowego Jorku to pełna humoru opowieść o dzisiejszych kobietach, które kończąc wymarzone studia, coraz częściej lądują w patowej sytuacji. Nie mają doświadczenia, więc nikt ich nie chce zatrudnić, a żeby się czegoś nauczyć trzeba przecież pracować. Jak w takich warunkach odnajdzie się Pia? Jej doradczyniami są cztery zwariowane przyjaciółki, które tak jak ona, uwielbiają się bawić. Czy współczesny Nowy Jork okaże się być dla nich łaskawy?

W książce podobało mi się praktycznie wszystko. Szaleństwo bohaterek, ich charaktery, a nawet sposób prezentacji. Gemma Burgess bawi się konwencją Seksu w wielkim mieście, odmładzając dziewczyny i dodając ich życiu nieco więcej frywolności. Jest sporo beztroski, wielkich nadziei, słowem wszystkiego, czym cechuje się człowiek u progu swej dorosłości.

Aż szkoda, że Nowy Jork leży na drugim końcu świata.


Gemma Burgess „Dziewczyny z Nowego Jorku”
Ilość stron: 384
Wyd. Pascal
Ocena: 5/6

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Osobliwy gość i inne utwory - Edward Gorey


„A jak Amelka, co spadła ze schodów;
B jak Bazyl, zabity dla miodu.
C jak Celinka, co chudła i bladła;
D jak Dorotka, co z sanek wypadła...”.

Mało kto w naszym kraju słyszał nazwisko Edwarda Gorey’a, a szkoda bo był on nie tylko znakomitej klasy ilustratorem, ale mógł się również poszczycić świetnym wyczuciem żartu oraz talentem do tworzenia kuriozalnych utworów.

Osobliwy gość to w porównaniu z bogatym dorobkiem artysty (ponad 100 różnego rodzaju utworów), bardzo skromna porcja jego możliwości, dająca jednak nam wgląd w jego zainteresowania oraz niezwykły styl prowadzenia historii. Znajdziecie w nim osiem wierszowanych mini opowieści z pogranicza surrealizmu, makabry i parodii. Każda bogato ilustrowana, przywodząca skojarzenia z  XIX wieczną Anglią oraz stylem królowej Wiktorii. Znajdziecie tu panów w melonikach, dzieci, koty, a nawet stworzone przez Gorey’a zaskakujące stwory. Jest zabawnie, trochę nonsensownie, a nade wszystko cudnie i wbrew pozorom pogodnie.

Książka formatem mało okazała, za to radości sprawia co nie miara. Oryginalna i ujmująca swym absurdem pozycja literacka, których na naszym rynku jest jak na lekarstwo. Serdecznie polecam. Groza absolutnie nie dla dzieci. 

 Tu zajrzysz do środka klik.

Edward Gorey „Osobliwy gość i inne utwory”
Ilość stron: 196
Wyd. Znak
Ocena: 5,5/6

sobota, 17 sierpnia 2013

W krainie smaku cz. IV

Długi weekend. Kilka godzin więcej, wykradzionych z zabieganego tym razem tygodnia. Jako osoba cierpiąca na chroniczny brak czasu, staram się takie okazje wykorzystywać do ostatniej kropli. Coraz chłodniejsze wieczory nie zachęcają ostatnio do biwakowania, jednak dla aromatycznej kawy i skandynawskiej lektury, właściwa pora zawsze się znajdzie.
 

Jest to już ostatnie spotkanie z kawą, tym razem rumowo - wiśniową, ale mam wrażenie, że i tak udało Wam się poznać większość mojej zastawy ;) W przyszłym tygodniu będzie orientalna herbata oraz danie prosto z grilla, a następnie szukanie pretekstu do kolejnych zdjęć, bo nie ukrywam, że taka forma "ozdabiania" lektury, bardzo mi się spodobała.


A Wam jak mija weekend? 


piątek, 16 sierpnia 2013

wywiad z Przemysławem Borkowskim, autorem Hotelu Zaświat

Niedawno wspominałam Wam o książce Przemysława Borkowskiego Hotel Zaświat, która zrobiła na mnie bardzo pozytywnie wrażenie. Dziś dzięki uprzejmości wydawnictwa Oficynka, mam dla Was krótki wywiad z autorem. Myślę, że kto się jeszcze waha czy sięgnąć po lekturę, zostanie przekonany osobowością Pana Przemka. Dlatego usiądźcie wygodnie i posłuchajcie, skąd w ogóle wziął się pomysł na tę historię...

* * * 

Twórca kabaretowy, poeta, absolwent polonistyki – tak definiują Pana strony internetowe, a jak opisał by Pan samego siebie?

Metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu, blondyn, niebieskie oczy. Uzależniony od pisania. W pracy się z niego śmieją.
 
Właśnie, praca i pisanie. Da się pogodzić ze sobą te role? Nie ma Pan wrażenia, że z powodu licznych zajęć, coś Panu umyka?

Życie składa się z wyborów. Gdy wybieramy jedną możliwość, inne nam umykają. Ważne, by wybierać te właściwe. U mnie na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina, potem kabaret, bo to moja praca, a pracę – zwłaszcza taką, którą się lubi – należy szanować, a pisanie niestety na końcu. To dobra kolejność mimo tego „niestety”.

Widać, że szeroko pojęte „słowo” od lat jest dla Pana ważne i bliskie. Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem, występami?

Moja „przygoda” z pisaniem zaczęła się, tak jak pewnie u większości ludzi, którzy się tym zajmują – od czytania. W dzieciństwie i w młodości pochłaniałem książki wręcz kompulsywnie. I w pewnym momencie pojawiła się u mnie myśl, że ja też tak chcę, że też chcę pisać. I że we wszystkich tych książkach, które czytałem – a niektóre przecież były wspaniałe – nie ma tego czegoś, czegoś dla mnie bardzo ważnego, co tylko ja mógłbym opisać. Wtedy zacząłem próbować „to coś” opisać.
Kabaret był zaś poniekąd tego niespodziewaną konsekwencją. Poszedłem na polonistykę, bo myślałem, że tam nauczą mnie, jak pisać książki. Tego akurat mnie nie nauczyli, musiałem się nauczyć tej sztuki sam, ale w zamian za to poznałem na studiach kilku fajnych gości, z którymi założyliśmy kabaret.

Skąd wziął się pomysł Hotelu Zaświat?

Pomysł wziął się można powiedzieć z życia i to z życia w jego niezbyt przyjemnym, paskudnym przejawie. Kilka lat temu w mojej rodzinnej miejscowości popełniono dość makabryczną zbrodnię. Ta właśnie zbrodnia stała się punktem wyjścia mojej powieści.

Muszę przyznać, że książka jest dość osobliwa, w szczególności podobało mi się, że balansuje na granicy powieści grozy i obyczaju. Czy prywatnie też lubi się Pan bać?

Nikt się chyba nie lubi bać, jeśli powód tego strachu jest prawdziwy i może nam realnie zagrozić. Co innego film albo książka. Taki strach, właśnie dlatego, że wiemy, iż nie ma rzeczywistego podłoża, może być nawet dość przyjemny.  Już dzieci lubią, gdy się je straszy. Śmieją się wtedy, zamiast płakać. Ja też lubię czasami obejrzeć horror. Zwłaszcza gdy jedziemy z moim kabaretem busem, często włączamy sobie taki film, po części dlatego, że w takiej, pędzącej po Polsce sali kinowej, dość kiepsko się sprawdzają filmy Bergmana. Ale tak naprawdę bardziej mnie chyba w literaturze pociąga tajemniczość niż groza. Choć z drugiej strony często chodzą one ze sobą w parze.

A jak Pan ocenia swoje dziecięce lata? Czy w rodzinnym mieście można zaobserwować podobne zmiany, jak te dostrzeżone przez Krzysztofa, bohatera książki?

Chyba niestety trochę tak. Gdy przyjeżdżam teraz do swojej rodzinnej miejscowości, często mam takie same odczucia, jak bohater „Hotelu Zaświat”. Nikogo już tam nie znam, wszystko wydaje mi się jakieś pozarastane, coraz bardziej obce. To dość smutne. Być może moja książka jest jakąś próbą pożegnania się z tamtymi krajobrazami.

Pewnie trudno to ze sobą porównać, ale co sprawia panu większą przyjemność – pisanie książek, występy na scenie, tworzenie felietonów?

Największą przyjemność sprawia mi niewątpliwie pisanie. Gdy zamykam się w swoim pokoju z filiżanką mocnej kawy i zasiadam do pisania, czuję się, jakbym był dokładnie w tym miejscu, w którym być powinienem. Ale występy też są strasznie przyjemne. Gdy widzisz, jak po twoim tekście kilkaset albo i kilka tysięcy osób kładzie się ze śmiechu, to jest to niezwykłe uczucie, nieporównywalne z niczym. Obie te rzeczy w każdym razie uzależniają. Jestem więc można powiedzieć podwójnie uzależniony. I bardzo mi z tym dobrze.

Ostatnio coraz więcej mówi się o „blogowych” recenzentach. Zdarza się Panu odwiedzać takie strony?

Tak i to coraz częściej. Zwłaszcza, gdy szukam informacji o swojej własnej książce. Ale także wtedy, gdy zastanawiam się, czy warto zainwestować czterdzieści złotych, nie mówiąc już o czasie, w jakąś nowość literacką, o której jeszcze nic pewnego nie wiem.

Amatorzy wyprą w rezultacie zawodowców?

Tak, jeśli sami staną się zawodowcami. Myślę zresztą, że ten proces powoli postępuje. Znam człowieka, który utrzymuje się z bloga, na którym zamieszcza recenzje teatralne. Komputer jest obecnie pierwszym miejscem, w którym szukamy informacji o świecie. Czy chodzi o przepisy kulinarne, porady zdrowotne, czy właśnie o recenzje książek, filmów i spektakli teatralnych – pędzimy najpierw do komputera.

Kontakt z czytelnikami to istotna sprawa dla chyba każdego autora. Czy w najbliższym czasie można się z Panem gdzieś spotkać?

W najbliższym czasie nic niestety nie planuję. Ale może po wakacjach się coś ruszy.

Czego możemy się spodziewać po kolejnej książce Przemysława Borkowskiego? Były już gangsterskie opowiadania, historia grozy... Czym tym razem zechce nas Pan zaskoczyć?

Kończę już kolejną powieść i tym razem nie będzie to ani thriller, ani kryminał, ani powieść grozy, tylko melodramat, powieść o miłości. Jej akcja dzieje się w Warszawie, bohaterami są dwie kobiety i mężczyzna, których łączy dość pokręcona, trójkątna relacja. Jest jeszcze pewna tajemnica z przeszłości, która wpłynie na ich losy.  Jeśli więc jest to thriller, to thriller emocjonalny, a groza wynika w nim z samego faktu istnienia. Polecam, bo wydaje mi się, że wyszło z tego coś naprawdę fajnego.


                Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych, artystycznych sukcesów.

Konkurs eBuka 2013r.

Mój blog bierze udział w tegorocznej edycji konkursu eBuka organizowanej przez portal DużeKa. Stąd apel, jeżeli podoba Wam się ta strona i macie chwilę wolnego czasu, będę bardzo wdzięczna za każdy oddany na nią głos.



Aby to zrobić wystarczy wysłać e-mail na adres:
 ebuka@duzeka.pl 
wpisując w temacie "Varia-czyta".


Z góry wszystkim dziękuję!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Uczciwa oszustka - Tove Jansson


Skuta lodem nadmorska mieścina. Pozornie cicha i milcząca, lecz gdy się dobrze wsłuchamy, huczy w niej od plotek na temat trójki osobliwych mieszkańców. Mowa tu o Katri Kling, młodziutkiej księgowej i mieszkającym z nią bracie oraz o Annie Aemelin, ilustratorce bajek dla dzieci. Katri, powszechnie uważana za wzór cnót i uczciwości, ma wobec Anny konkretne plany. Upatruje się w niej łatwego celu manipulacji i poprzez drobne gesty i uprzejmości, wkupuje się w jej łaski, dążąc do przejęcia domu. 

Jansson cenię za spokój unoszący się z każdej jej historii. Za wrażenie jakby czas w mieszkaniu się zatrzymał i tylko szum fal dobiegał do nas z oddali. Nie inaczej jest w przypadku Oszustki. Nie ma w tej książce za wiele akcji ani wydarzeń, a mimo to niczego jej nie brakuje. Jest to swego rodzaju teatr jednego bohatera, bo choć wszystkim kieruje Katri to z miejsca wiadomo, że najważniejsza potyczka rozgrywa się o uczucia Anny i jej słowa.

Uczciwa oszustka to dzieło pełne niedopowiedzeń i ukrytych znaczeń. Napisana szeptem opowieść o rodzeństwie oraz dziwacznej relacji między kobietami, w której choć jedna z nich nastawiona jest wyłącznie na branie, to obie uczą się od siebie czegoś znacznie ważniejszego...

Spokojna, nieco nostalgiczna, za to pełna uroku powieść.


Tove Jansson „Uczciwa oszustka”
ilość stron: 242
Wyd. Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6

wtorek, 13 sierpnia 2013

Bransoletka - Ewa Nowak

Dwutygodniowe warsztaty teatralne, miały być dla Weroniki okazją do wspólnego spędzenia czasu z chłopakiem oraz wytchnieniem od tyranii panującej w domu. Dziewczyna marzyła o romantycznych spacerach i wieczorach pod gwieździstym niebem. Tymczasem „Romeo” przed wyjazdem robi w tył zwrot, a ferie już w autokarze zapowiadają się być totalną katastrofą.

Kilkugodzinne ćwiczenia dykcji, powtarzanie w kółko tych samych zdań, przecież nikt o zdrowych zmysłach tego nie wytrzyma. Zawiedziona i znużona zajęciami Weronika nie kryje swego niezadowolenia, tymczasem dzięki charyzmatycznej prowadzącej, coś powoli zaczyna się w niej zmieniać.

Najnowsza książka Ewy Nowak to świat widziany oczami zbuntowanej nastolatki. Dziewczyny przeżywającej swoje pierwsze miłości, rozczarowania, a także konfrontacja jej oczekiwań wobec świata z zastaną rzeczywistością. Dzięki z pozoru banalnym ćwiczeniom, Weronika zaczyna lepiej rozumieć swoje otoczenie. Staje się świadoma własnych zachowań, a z drugiej strony zyskuje zdolność oddziaływania na ludzi i tylko od niej zależy czy wykorzysta ją w dobrej czy złej wierze.

Naście lat skończyłam bardzo dawno temu, a mimo to z Bransoletką udało mi się wyjątkowo mile spędzić czas. Nie potrafiłam przeżywać jej emocjonalnie, za to byłam pełna podziwu dla pani Ewy, jak wiernie wczuła się w opisywaną rolę. Jej historia pełna jest sytuacji bliskich współczesnemu nastolatkowi. Porusza temat faworyzowania rodzeństwa; awantur w domu; rodziców, którzy tylko udają, że słuchają co się do nich mówi.

Wdzięczna i uniwersalna opowieść o dorastaniu i wyborach, które choć czasami wydają się błahe, mogą znacząco zmienić naturę człowieka.

P.S. Na początku września będę miała dla Was konkurs, w którym do zdobycia będą egzemplarze Bransoletki, dlatego bądźcie czujni.


Ewa Nowak „Bransoletka”
Ilość stron: 292
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6
Premiera: 11 września 2013r.

sobota, 10 sierpnia 2013

Osobliwy dom pani Peregrine - Ransom Riggs

Jacob od małego dziecka raczony był niezwykłymi historiami z dzieciństwa swojego dziadka. Co wieczór, tuż przed zaśnięciem, siadali wspólnie nad zebranymi przez niego zdjęciami i snuli opowieści o uchwyconych na nich postaciach – dziewczynce, która latała oraz siłaczu z wielkim głazem w ręku.

Kiedy pewnego dnia dziadek Jacoba ginie w niewyjaśnionych okolicznościach, chłopiec zaczyna przeżywać conocne koszmary. Gonią go w nich nieznane potwory oraz ludzie o pustych oczach. Po tygodniach bezsennych nocy i setkach zażytych leków, Jacob wraz z ojcem wyrusza w końcu do Walli – krainy z opowieści jego dziadka. Chce odnaleźć tam wewnętrzny spokój i poznać prawdziwe losy swojego przodka. Może osobliwy dom pani Peregrine pomoże mu wrócić do formy, a przy okazji ujawni prawdę o historiach, towarzyszących mu w dzieciństwie.

Ransom Riggs stworzył baśniowy świat pełen magii i dziwów natury. Poznajemy w nim nastoletniego chłopca, zmuszonego do konfrontacji ze swoim strachem, a także wiele innych, podobnych do niego dzieci. W opisywanych zdarzeniach nie brakuje grozy i odgłosów wojny, ale wszystko ukazane jest bardzo mądrze, tajemniczo i co najważniejsze z pomysłem!

Pięknie wydana, ilustrowana powieść nie tylko dla młodzieży. Spoty reklamowe wyrzućcie do kosza i dajcie historii szansę. Ja się bawiłam naprawdę znakomicie.

Polecam też film W poszukiwaniu domu pani Peregrine - świetnie oddaje klimat książki. 

Ransom Riggs „Osobliwy dom pani Peregrine”
Ilość stron: 398
Wyd. Media Rodzina
Ocena: 5/6

piątek, 9 sierpnia 2013

W krainie smaku cz.III

Pogoda nareszcie zaczęła nas rozpieszczać, temu coraz częściej krążę po ogrodzie z dobrą książką i kawą w ręku.


Wczorajsze popołudnie upłynęło mi pod hasłem Paryża nocą - rozpuszczalnej kawy o smaku francuskiego likieru - dodałam do niej spienione mleko ze szczyptą cynamonu - oraz orzechów arachidowych w karmelu. Do tego wciągająca powieść, wygodna ławka i w końcu czułam, że żyję :)


A jak wy umilacie sobie popołudnia? Macie jakieś sprawdzone przepisy na mrożoną kawę?

środa, 7 sierpnia 2013

O krok za daleko - Abbi Glines

Blair nie widziała ojca od dnia, kiedy opuścił swoją rodzinę prawie pięć lat temu. Niestety z powodu choroby matki oraz związanego z nią drogiego leczenia, dziewczyna nie ma wyboru. Sprzedaje dom po babci i rusza na południe, ponowie spotkać się z ojcem. Zamierza zatrzymać się u niego na kilka dni, do czasu aż znajdzie pracę i sama stanie na nogi. Oszołomiona po niedawnym pogrzebie matki, samotna niczym palec, przyjeżdża w końcu na Florydę, gdzie czekają ją jeszcze większe kłopoty. Kłopoty, które na imię mają Rush.

O krok za daleko to historia relacji dwójki młodych ludzi. Biednej dziewczyny z Alabamy oraz rozpuszczonego chłopaka z Rosemary Beach. Nie jest to jednak klasyczne nawiązanie do motywu „pięknej i bestii”, ponieważ mam po lekturze sporo wątpliwości, kto tu tak naprawdę okazał się tym złym i manipulującym.

Denerwowała mnie naiwność Blair oraz jej natarczywe odgrywanie niewinności. Zachowanie dziewczyny w znikomym stopniu pokrywało się z wygłaszanymi przez nią tyradami, bo przed ludźmi uchodziła za twardą i niezależną, ale wystarczyło by Rush rzucił na nią okiem, a miękły jej nie tylko kolana. Nie wiem jak dokładniej opisać mój problem z tą bohaterką, ale nie potrafiłam jej zaufać. Już bardziej autentyczny okazał się dla mnie Rush, otwarcie mówiący, że zależy mu tylko na dobrej zabawie i alkoholu, niż cnotliwa z pozoru Blair.

Abbi Glines stworzyła powieść, która pod otoczką młodzieżowej historii o miłości, demonstruje różne mechanizmy wywierania wpływu na ludzi. W relacjach damsko-męskich rzadko kiedy zdajemy się na przypadek, za to dużo częściej wchodzimy w role, zgoła odmienne od naszych codziennych sytuacji.

Kto w tej historii przekroczył własne granice i posunął się o krok za daleko? Przeczytajcie i dowiedzcie się sami. Dobra, wakacyjna lektura.


Abbi Glines „O krok za daleko”
Ilość stron: 304
Wyd. Pascal
Ocena: 3/6

wtorek, 6 sierpnia 2013

Statek śmierci - Yrsa Sigurðardóttir

Z pokładu luksusowego jachtu odbywającego rejs do Reykjavika, znika nagle cała załoga. Nie wiadomo czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy może efekt działania osób trzecich. W środku nocy statek z hukiem uderza w nadbrzeże i na tym ślad po pasażerach się kończy.

Jednym z uczestników feralnego kursu jest Egir, wracający wraz z żoną i bliźniaczkami z pobytu w Portugalii. Zaniepokojeni losem swojego syna, państwo Dögg zwracają się z prośbą o pomoc do miejscowej kancelarii. Thora jako pełnomocnik rodziny zaczyna szukać odpowiedzi, nie przypuszczając nawet, że prawda którą odkryje, będzie jeszcze straszniejsza niż samo jej wyczekiwanie.  

Okrzyknięta najpopularniejszą pisarką w historii Islandii, Yrsa Sigurðardóttir ponowione udowodniła na co ją stać. W Statku śmierci elementy niesamowitości uzupełniane są o bezwzględną prawdę, sprawiając, że wielu ludzi staje przez to na skraju szaleństwa. Znalazłam tu klimat i nastrój godny czołowych twórców grozy, a wyspa widziana oczami autorki, jawi się nam jako kraina wzburzonych fal i przestępstwa. Podobało mi się jak Yrsa buduje napięcie, szatkując swą opowieść i przeplatając bieżące wydarzenia z tym, co robił Egir po wejściu na pokład.

Przyzwyczajona do stylu w jakim Sigurðardóttir pisze, wiele od Statku oczekiwałam i nic się nie zawiodłam. Perełka, która zdecydowanie ma w sobie to „coś”.


Yrsa Sigurðardóttir „Statek śmierci”
Ilość stron: 336
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

piątek, 2 sierpnia 2013

Ofiara losu - Camilla Läckberg

Lubiana przez wszystkich sprzedawczyni z miejscowego sklepiku, ginie nagle w wypadku samochodowym, prowadząc pod wpływem alkoholu. Sytuacja nie była by może dla nikogo dziwna, gdyby nie powszechnie znana abstynencja denatki i świadomość, że nigdy nie zaglądała do kieliszka.

Jakby zamieszania z tą sprawą było mało, gminę odwiedza jeszcze ekipa telewizyjna kręcąca jedno z popularniejszych reality-show, a na komisariacie policji w Tanumshede pojawia się nowa pracownica – Hanna. Dzieje się też w prywatnym życiu Patrika. Jego ślub z Eriką zbliża się wielkimi krokami, a Anna w dalszym ciągu nie może się otrząsnąć po przeżytej niedawno traumie.

Co tu dużo mówić. Zakręciłam się na punkcie Läckberg i opisywanej przez nią Fjällbaki. Bohaterów książek polubiłam niczym własnych sąsiadów, z tą małą różnicą, że opisywane morderstwa niekoniecznie chciałabym zobaczyć za swoim płotem :)

Niestety mimo ogólnej sympatii do autorki Ofiara losu nie zrobiła na mnie wrażenia. Konwencja programu w którym uczestnicy upijają się, wszczynając przy okazji coraz poważniejsze burdy, już w połowie książki zaczynała mnie nudzić. Jedynym co ratowało historię było prywatne życie Eriki i liczne do niego nawiązania. Kryminalny motyw tym razem spalił na panewce, za to obyczajowo zaczyna się robić naprawdę gorąco.

Do poziomu Kaznodziei i Kamieniarza zrobiło się daleko, ale zobaczę co przyniesie z sobą następny tom.


Camilla Läckberg „Ofiara losu”
Ilość stron: 448
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 3/6

czwartek, 1 sierpnia 2013

W krainie smaku cz. II

Drugie spotkanie z produktami sklepu Skworcu.com, to wieczór spędzony przy herbacie z nutą gorącej czekolady oraz blanszowanymi migdałami.


Napój kolejny raz, okazał się być dla mnie miłym zaskoczeniem. Jego mieszanka nie tylko w opakowaniu wygląda bardzo obiecująco, ale również w praktyce aromatu mu nie brakuje. Trudne jest dokładne opisanie tego smaku. Ja prócz czekolady wyczułam w nim też coś pikantnego, a słodycz i delikatna ostrość to jest to, co obecnie lubię najbardziej.

 

Jako przegryzkę do wspominanej herbaty - prócz wcześniejszych ciastek - wybrałam migdały. O nich akurat wiele mówić nie trzeba. Smaczne, chrupiące, słowem degustację numer dwa uważam ponownie za udaną :)