wtorek, 31 grudnia 2013

Pewnego dnia, w grudniu - Martyna Ochnik

Jeszcze się nie urodziła, a już była przeklęta. Niechciana, przez matkę nigdy nie pokochana. Porzucona, kiedy ta w porywach depresji wyskoczyła z domowego okna. W chwili zderzenia z betonem, życie maleńkiej jeszcze Poli, otrzymało ranę, która nigdy się nie zagoi.

Gęsta linia połączeń splata ze sobą człowiecze losy. Od skutku do przyczyny, wędrujemy z Basią w rytmie jej prywatnego śledztwa. Przez rozmowy z obcymi ludźmi, po głąb samego siebie, odważając się w końcu, wziąć odpowiedzialność za popełnione czyny.

Książka Martyny Ochnik z początku wywołała we mnie zachwyt, porównywalny do czytanej kiedyś Dziuni Anny Nowakowskiej. Szkoda tylko, że w pewnym momencie pisarka niepotrzebnie zapędziła się w taroty, medytację oraz resztę dziwacznych historii, które paradoksalnie odebrały jej całą magię.

Składana z przypadkowych fragmentów, opowieść o życiu Poli - pół sieroty, oustiderki, dziewczyny, która nieświadoma swej siły, naznaczyła przyszłość dziesiątek ludzi. Podobała mi się konwencja Pewnego dnia i pomysł na „puzzlową układankę”. Rozczarowało zakończenie oraz ilość pytań na które nie ma odpowiedzi.

Coś po tej książce zostaje w człowieku, ale jest to bardzo nietrwałe. Liczyłam na dużo więcej.

Martyna Ochnik „Pewnego dnia, w grudniu”
Ilość stron: 316
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

niedziela, 29 grudnia 2013

Stos

Jak tam Wasz świąteczny tydzień? Wypoczęci, zrelaksowani? Ja niestety ciągle byłam w biegu i dopiero dziś znalazłam chwilę, aby zająć się swoimi rzeczami i porobić kilka zaległych zdjęć.

W grudniu przybyło do mnie wiele nowych książek, a dzięki wczorajszym wyprzedażom, również dwa obłędne skrzaty normalni ludzie w takich okolicznościach kupują sobie ciuchy, osobniki takie jak ja, metrowe głowy z wielkim nosem ;)


Renata L. Górska "Historia kotem się toczy"   od wyd. Replika    recenzja
Yrsa Sigurðardóttir "Pamiętam cię"
Yrsa Sigurðardóttir "W proch się obrócisz"
Amélie Nothomb "Z pokora i uniżeniem"
Pierre Lemaitre "Ślubna suknia"
Pierre Lemaitre "Zakładnik"
Carlos Ruiz Zafon "Gra Anioła"
Eowyn Ivey "Dziecko śniegu"   od wyd. Pascal    recenzja
Martyna Ochnik "Pewnego dnia, w grudniu"     od wyd. Zysk i S-ka
Trygve Gulbranssen "A lasy wiecznie śpiewają"    j.w.
Przemysław Wechterowicz "Rybka i słońce"   od wyd. Officyna   recenzja
Thomas Bernhard "Kalkwerk"    j.w.
Jimmy Liao "Księżyc zapomniał"     j.w.    recenzja
Jimmy Liao "Dźwięki kolorów"     j.w.
Simon Tofield "Kot Simona kontra reszta świata"
Tomek Tomczyk "Blog"      recenzja
Eberhard Schuy "Fotografia produktowa"
Banksy "Wojna na ściany

środa, 25 grudnia 2013

Księżyc zapomniał - Jimmy Liao


„Zaraz się skończy najczarniejsza godzina nocy. Spójrz, na niebie pojawił się księżyc”.

Jestem zdania, że każda bajka ma w sobie coś z poezji. Że żyje ona własnym życiem, całkowicie poddana naszej wyobraźni. Szkoda jedynie, że wraz z wiekiem, tracimy zdolność zanurzenia się w takie historie. Zaczynamy niepotrzebnie wszystko analizować, gubiąc po drodze magię w nich zaklętą.

Księżyc zapomniał to bajka, która na moment, budzi w nas uśpione pod skórą dziecko. Bardziej za sprawą obrazów niż słów, opowiada o losach księżyca, który z niewiadomych nikomu przyczyn spadł z nieba i wylądował w zimnej sadzawce. Ocalony przez chłopca, w zamian ofiarowuje mu swoją przyjaźnią. Sęk jednak w tym, że niebo nie może zbyt długo pozostawać puste.

Jedni opowiadanie potraktują dosłownie, inni będą doszukiwać się w nim ukrytych znaczeń. Sama zapytana o czym ono jest odpowiem, że o dorastaniu oraz o przyjaźni ponad podziałami. Liao stworzył naprawdę piękną, wielowymiarową historię, która prowadzi nas przez świat, aż na granice kosmosu.

Ręczę za każdy komplement na temat Jimmy’ego, a bajkę polecam szczególnie tym, którzy z założenia nie czytają już podobnych książek.


Jimmy Liao „Księżyc zapomniał”
Ilość stron: 120
Wyd. Officyna
Ocena: 5/6

wtorek, 24 grudnia 2013

Dużo ciepła i spokoju...

                                                                   ...niech ten czas będzie dla Was wyjątkowy.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Spowiedź bezrobotnego - Ireneusz Gębski

Obstawiam, że problem ze znalezieniem pracy, dotknął już każdego z nas. Albo sami nie jesteśmy w stanie zdobyć żadnej posady, albo narzeka na to ktoś z naszych znajomych. Przyczyna tego stanu rzeczy, jest mało istotna. Ważne, że przez to nie tylko setki ludzi stanęło na progu ubóstwa, ale przede wszystkim straciło wiarę we własne możliwości.

To, co w długotrwałym bezrobociu jest najgorsze, to nie bieda, do której z czasem można przywyknąć, tylko poczucie bezradności oraz wrażenie, że do niczego się już człowiek nie nadaje. Ireneusz Gębski w Spowiedzi bezrobotnego jest naprawdę szczery, jak przy konfesjonale. Opisując swoje przygody nie szczędzi sobie oraz innym słów krytyki, obnażając przy okazji metody łgarzy, bezczelnie żerujących na cudzym nieszczęściu.

Początek książki wypada średnio, z uwagi na dużą ilość liczb i suchych faktów, ale kiedy dotrzemy do miejsca, w którym rozpoczyna się dziennik autora, cała historia zyskuje na przystępności. Ireneusz parał się dziesiątkami profesji. Od rozprowadzania poradników, bycia magazynierem, po zbieranie owoców, handel, a nawet organizowanie pokazów dotyczących pościeli. Sporo miejsca poświęcono pracy w Szwecji, która od zawsze ma u mnie szczególne względy, stąd książkę czytało mi się naprawdę dobrze.
  
Optymizmu w Spowiedzi nie ma za wiele, jednak czuję szacunek dla autora z racji jego odwagi i determinacji. Pojechać kilka razy w ciemno do obcego kraju, raz nieomal trafić w ręce tamtejszej mafii, a już na pewno handlarzy ludźmi, pracować za minimalną płacę po dwanaście godzin dziennie. Brzmi nieprawdopodobnie, a przecież do dziś, zdaje się to być powszechną normą.

Marna to pociecha, ale finał historii pozostaje otwarty. Czy Ireneusz znajdzie w końcu stałą posadę, a może po latach na obczyźnie znowu dokądś wyjedzie? W walce o lepsze jutro trzeba mieć wiele samozaparcia, bo jeżeli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny za nas tego nie zrobi.


Ireneusz Gębski „Spowiedź bezrobotnego”
Ilość stron: 454
Wyd. Novae Res
Ocena: 4,5/6

piątek, 20 grudnia 2013

W krainie smaku - kasza jaglana z dynią albo jabłkiem

Od dawna nie było u mnie nic smakowitego, dlatego przygotowując ostatnio śniadanie pomyślałam, że warto podzielić się z wami pomysłem na szybkie i zdrowie jedzenie. Całość zajmuje około 20 minut, z czego 10 ogranicza się tylko do czekania :)


Potrzebne składniki:
  • 1/4 szklanki kaszy jaglanej
  • łyżka miodu
  • szczypta cynamonu
  • dynia/jabłko - wedle uznania
  1. Kaszę prażymy w suchym garnku przez ok. 5 minut stale mieszając. 
  2. Zalewamy ją wrzątkiem i odcedzamy - para i burzenie się kaszy jest zjawiskiem normalnym. 
  3. Ponownie dodajemy do niej gorącą wodę, tak aby sięgała 2 cm nad poziom kaszy i gotujemy na małym ogniu, koniecznie pod przykryciem przez 10-15 minut - nie mieszamy. 
  4. W międzyczasie dowolną ilość obranej i poszatkowanej w kostkę dyni, dusimy w innym garnku.
  5. Kiedy dynia zmięknie, a kasza wpije całą wodę, układamy oba składniki warstwowo w salaterce, dodając do nich za każdym razem odrobinę miodu. 
  6. Górę sypiemy cynamonem i gotowe. 

Jeżeli nie lubicie, albo nie macie w domu dyni, śmiało możecie ją zastąpić jabłkiem. Procedura wygląda dokładnie tak samo, ale zestaw lepiej smakuje, kiedy dodacie do niego orzechy włoskie i rodzynki lub żurawinę.

 Podawać w łóżku z dobrą literaturą. Smacznego!
(dajcie znać czy przepis się przydał i jak smakowało) 

czwartek, 19 grudnia 2013

Wyz(n/w)anie - Joanna Kotyńska

Obraz ludzkich potrzeb i reakcji, zamknięty w małej, pachnącej owocami cukierni.  

Maja i Marzena, to dwie oddane sobie przyjaciółki, które niepotrzebnie poróżnił facet. Teraz, gdy od tamtego zdarzenia minęło już blisko dwanaście lat, u Marzeny rodzą się wątpliwości, czy nie za gwałtownie się wtedy zachowała. Może trzeba było załatwić sprawę bardziej polubownie, tak aby nie stracić ich obojga?

Zaglądając do ulubionej czekoladziarni, dziewczyna wpada na Maję. Obie są zmieszane i bardzo wobec siebie nie ufne, ale postanawiają usiąść i porozmawiać. Stojący między nimi kubek gorącej czekolady, staje się pomostem między skłóconymi do tej pory kobietami. Czy uda im się odbudować straconą przed laty przyjaźń? Gra toczy się o wysoką stawkę: o miłość i szacunek do samego siebie.

Próba opisania wspomnień oraz budzących się pod ich wpływem emocji, nie jest łatwym zadaniem. Dodajcie do tego wrażenia, jakie wywołuje wiśniowa czekolada, a otrzymacie powieść, która dla debiutantki będzie sporym wyzwaniem. Joanna Kotyńska porwała się z motyką na słońce, ale co zasługuje na pochwałę równą jej pomysłowi, to to, że dała sobie z tym radę.

Wyz(n/w)anie to interesująca historia z psychologicznym zacięciem, przepełniona jazzem i wewnętrznymi przemyśleniami. Nie przeczyta się jej na jednym oddechu, ale uważam, że warto. Mnie przypadła do gustu i trzymam kciuki za jej papierowe wydanie - e-booki to jednak kompletnie nie moja bajka.

Joanna Kotyńska „Wyz(n/w)anie”
Ilość stron:214
Wyd. Self Publishing
Ocena: 4,5/6

wtorek, 17 grudnia 2013

Rybka i słońce - Przemysław Wechterowicz + wyniki konkursu

Istnieją na świecie historie, które czyta się zaledwie trzy minuty, a które mimo oszczędnej formy, zaprzątają nasze myśli przez dobrych kilka godzin. Jedną z nich jest Rybka i słońce - maleńka, skromna bajka, zdobiona mnóstwem pięknych ilustracji.

Morska głębia wygląda w niej niczym kosmos. Jest wielka, bezkresna, a jednocześnie przenikliwie pusta. Powoduje to u pewnej Rybki, ciągłe uczucie samotności. Każdego dnia, gdy tylko się obudzi, wypatruje w wodzie przyjaciela, ale ani Kałamarnica, ani nawet Wieloryb, nie zwracają na nią uwagi. Wtem pojawia się ktoś inny i zupełnie nieoczekiwany: Promień wprost z dalekiego słońca.

Przemysław Wechterowicz symbolicznie, w zaledwie kilku zdaniach, opisał strach i możliwości, które drzemią w niewielkiej Rybce. Jej postawa godna jest pochwały, bo mimo początkowych obaw, dzielnie dąży do realizacji swego celu: znalezienia idealnego miejsca na dom.

Czy się jej to uda? Musicie przeczytać sami. Ja jestem oczarowana.

Przemysław Wechterowicz "Rybka i słońce"
Ilość stron: 34
Wyd. Officyna
Ocena: 5/6



Na zakończenie jeszcze rzecz przyjemna i mam nadzieję, że radosna dla dwójki osób. 

Zwycięzcami Świątecznego konkursu zostają: 
                   z ramienia czytelników "Szusteczka", a z mojego wyboru "Marta W." czyli zgłoszenie nr 4 i 6

Gratuluję dziewczyny i proszę o kontakt mailowy, w celu ustalenia dalszych szczegółów :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Blog - Tomek Tomczyk

Tomczyk jest popularny (tak mówią), nieźle zarabia (tak mówią) i miesiąc temu w ogóle o nim nie słyszałam (serio). Kominek po raz pierwszy obił mi się o uszy, przy okazji tegorocznego Blog Forum Gdańsk, a że z natury jestem ciekawska i kasa długo mnie się nie trzyma, postanowiłam kupić jego książkę.

Moje początkowe skojarzenie można streścić w jednym zdaniu - klasyczny poradnik, będący "przepisem" na sukces, sławę i wielkie pieniądze, słowem: nuuuda. Pisali o tym milion razy i wszystkie porady były do tej pory dla mnie marne i nietrafione. Ale, ale... tu czekało mnie miłe zaskoczenie, bo w Blogu wcale nie chodzi o to żeby Kominka bezwarunkowo słuchać, ale żeby uruchomić swój mózg i dostosować jego wskazówki do własnych potrzeb. Słowa "wskazówka" używam świadomie, bo w kwestii blogowania nie ma złotego środka, ani tym bardziej metody jednakowo u wszystkich skutecznej. Sedno tkwi w tym, żeby odznaczyć się sprytem prognozując, co i kiedy się wydarzy, bo jeśli będziesz konsekwentny, a przy tym również i cierpliwy, wydarzy się na pewno. 

Jest to pierwsza pozycja typu poradnik, którą czytałam z taką przyjemnością, ponieważ potraktowałam ją jako reportaż - biorąc pod uwagę ilość przytoczonych przykładów, nie jest to wcale trudne.

Napisana w przyjemnym, gawędziarskim tonie książka, ma w sobie sporo zdrowo pojętego humoru, który równoważy ego autora. Tomek do skromnych ludzi nie należy, ale co np. u Larry’ego Wingeta doprowadziło mnie do nerwicy, tu jest podane w mniejszej i bardziej przyswajalnej formie. W końcu, jeżeli sam nie wierzysz w to co mówisz, to jak ktokolwiek może ciebie słuchać?

Poradnik, który czyta się niczym dobrej klasy powieść - kolejny dowód na to, że świat jednak chyli się ku upadkowi ;)


Tomek Tomczyk "Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj"
Ilość stron: 378
Wyd. Zielona Sowa
Ocena: 5/6

niedziela, 15 grudnia 2013

Graweromat - idealne prezenty nie tylko dla moli

Szukasz ciekawego pomysłu na prezent dla swojego przyjaciela? Dziewczyny, chłopaka, pomocnego sąsiada? Chcesz rzecz prostą, użyteczną, a przy tym naprawdę wyjątkową? Mam dla Ciebie gadżet idealny - skoroszyt z wygrawerowanym logo, napisem, czym tylko sobie zażyczysz!


Oferta sklepu Graweromat skierowana jest do tych, którzy tak jak ja, cenią sobie indywidualność i dobrą jakość za niewielkie pieniądze. Kalendarze, pieczątki, gadżety z filcu, szkła i moje ulubione - drewniane. Wybór jest naprawdę spory, a w razie jakiś problemów, obsługa służy błyskawicznym kontaktem mailowym.



Procedura zamawiania jest dziecinnie prosta: wybierz materiał, zaprojektuj, wyceń i zamów. W ciągu kilku dni paczka zawita do twojego domu.



Sama od dwóch dni jestem szczęśliwą posiadaczką notatnika, ołówka i clipboardu. Słabość do takich pierdół mam okrutną i jestem pewna, że większość z was również ;) 



Sprawdzajcie, projektujcie i podawajcie dalej! Niech Graweromat was zainspiruje :)

sobota, 14 grudnia 2013

Dziecko śniegu - Eowyn Ivey

Pewnej magicznej nocy, kiedy pierwszy raz w roku z nieba sypie się śnieg, Jack i Mabel lepią z puchu dziewczynkę. Śliczną z perkatym noskiem, dokładnie taką, o jakiej zawsze marzyli. O poranku figurki na dworze już nie ma, za to za drzewami skrywa się wystraszona postać w niebieskim płaszczyku.

Dziecko śniegu to nostalgiczna baśń o miłości, dziejąca się na zapomnianym przez wszystkich końcu świata, zwanym potocznie Alaską. Z jednej strony zabieg ten czyni powieść bardzo uniwersalną, nie ograniczoną żadnym charakterystycznym miejscem – pola i lasy przecież są wszędzie. A z drugiej, dzięki wysłaniu jej do dzikiej krainy, zyskuje też coś z magii i sprawia, że zaczynamy wierzyć w siłę, spełniających się tam marzeń.

W pisarstwie Eowyn Ivey nie ma dla mnie słabych momentów. W historii podobało mi się praktycznie wszystko od opisów przyrody, jej bohaterów, aż po tajemnicę i otoczoną nutą niepewności kwestię dziewczyny.

W życiu, jak w przyrodzie: wszystko zatacza swe kręgi. Rodzimy się, umieramy, skrywamy sekrety na samym dnie serca...

Piękna, wigilijna i na maksa wciągająca powieść.

Eowyn Ivey „Dziecko śniegu”
Ilość stron: 448
Wyd. Pascal
Ocena: 5,5/6

piątek, 13 grudnia 2013

Konkurs - przypomnienie

 
Termin zakończenia zabawy zbliża się wielkimi krokami, dlatego przypominam i zachęcam, tych, co się jeszcze nie zdecydowali. 

KLIK

A tutaj możecie głosować na niezbędniki: klik

środa, 11 grudnia 2013

Kocham Paryż - Isabelle Laflèche

Nie tak dawno temu zwiedzałam Nowy Jork, a już dziś w towarzystwie Catherine, wyruszam w podróż do Paryża: miasta mody, przepychu i walki z gangsterami!

Cath po wykańczającej emocjonalnie pracy w korporacji, ma nadzieje zająć się w końcu tym, co kocha najbardziej – modą i prawem. Posada we francuskim domu mody Christiana Diora, to spełnienie jej młodzieńczych marzeń. Szkoda tylko, że walka z fałszerzami markowych towarów, nie ogranicza się wyłącznie do pracy za biurkiem. Prawniczka zmuszona jest zamienić eleganckie szpilki na wygodne trampki, a jakby atrakcji było mało, jej związek z Antoine’em też nie układa się najlepiej.

Nowy Jork ukazany oczami Isabelle Laflèche totalnie mnie zauroczył. Polubiłam osobowość stworzonej przez nią bohaterki, dynamikę zawodu oraz personalne utarczki między pracownikami wielkiej korporacji. Paryż jedynie z pozoru wydaje się być miejscem milszym i bardziej przyjaznym. Jeden wróg czai się pod nosem, drugi dzwoni na telefon, a dla Catherine zbliża się moment podjęcia krytycznych decyzji. 

Amerykańskie wcielenie „Ally McBeal” bardziej przypadło mi do gustu, ale to pewnie efekt mojej odwiecznej niechęci do Paryżan. Jakby nie było, to jednak bardzo lekka, przyjemna i dobrze napisana powieść. Myślę, że warto ją poznać, bo ja z Laflèche znowu świetnie się bawiłam.


Isabelle Laflèche „Kocham Paryż”
Ilość stron: 502
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6

sobota, 7 grudnia 2013

Bubble - Anders de la Motte


Mimo oczyszczenia z zarzutów zabójstwa Anny Argos, Henrik Pettersson dalej musi się ukrywać. Zastraszony, chowa się w mieszkaniu, gdzie żyje niczym karaluch, karmiący się resztkami i unikający dziennego światła. W tych okolicznościach, tylko jego duma, zdaje się nie zmieniać. Chociaż HP staje na granicy obłędu, nadal jest święcie przekonany, że jego umiejętności, wyciągną go z każdych tarapatów. Tymczasem, gdy wróg czai się za ścianą, nawet największa wiara, może sprowadzić cię donikąd.

Bubble to trzecia i niestety już ostatnia, odsłona powieści na temat gry w alternatywną rzeczywistość. Jej Przywódca, chcąc definitywnie rozliczyć się z przeciwnikiem, szykuje zamach na królewską parę. Oczywiście Henrik, jak ostatni głupiec, musi wziąć w tym kluczowy udział. Będą grzechotniki, porwania, a nawet kilka potężnych wybuchów. Anders de la Motte na zakończenie niczego sobie nie odpuszcza. Niestety w cały ten urodzaj, wkrada się też sporo chaosu i jeśli będziemy czytać książkę na raty, może się to źle dla nas skończyć.

Sama połknęłam ją w trzy dni, ale przeziębienie i lekka gorączka, sprawy mi nie ułatwiały. Stąd też nie wiem, czy to wina mojego marnego samopoczucia, czy może za dużo było tu stricte sensacyjnej akcji, jednak Bubble zrobił na mnie dużo mniejsze wrażenie niż poprzednie części.

Niby jest to tom, w którym pojawiają się wszystkie odpowiedzi, a nie czuję się nim do końca usatysfakcjonowana. Zbyt dużo fartu towarzyszy Petterssonowi, za dużo pomysłów i przeciągniętej akcji.

Bardzo dobra trylogia, ale finał jest mniej ekscytujący niż oczekiwałam.

Geim   I   Buzz
Anders de la Motte „Bubble”
Ilość stron: 488
Wyd. Czarna owca
Ocena: 4,5/6

czwartek, 5 grudnia 2013

Świąteczny konkurs

Mikołaj za pasem, gwiazdka coraz bliżej, dlatego u mnie pod choinkę, też musi się coś znaleźć :)

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal mam dla Was dwa egzemplarze powieści Abbi Glines: 


Zadanie konkursowe jest bardzo proste i polega na zrobieniu zdjęcia, jednej albo kilku rzeczy, bez których nie wyobrażacie sobie zimy. Pomyślcie co jest waszym zimowym niezbędnikiem i pokażcie mi to na fotografii. Jakością produkcji ani posiadanym aparatem, kompletnie się nie przejmujcie - liczy się tylko pomysł i kompozycja.

Możecie zrobić jedno zdjęcie, albo połączyć kilka fotek w kolaż - formy wyrazu są dowolne i wszystkie mile widziane. Zasady mam tylko dwie: musi to być jeden plik, a zdjęcia mają być waszego autorstwa (zwycięzca zostanie poproszony o weryfikację tego co przedstawił).
 
Pomysły wysyłacie na adres: varia-czyta@wp.pl w temacie wpisując "zimowy niezbędnik" i podając który tytuł was interesuje.

Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 16 grudnia. Zdjęcia będzie można oglądać na bieżąco na moim Facebooku, a przy okazji również na nie głosować. 17-go wyłonię zwycięzców: osobę z największą liczbą polubień oraz autora najciekawszej kompozycji.
Powodzenia!            

środa, 4 grudnia 2013

Historie, które napisało życie - Dorota Sumińska

Zwierzęta towarzyszą nam dosłownie wszędzie, i o każdej porze dnia oraz nocy. Kryją się na podwórkach, polach, w domach naszych znajomych. Nigdy nie wiadomo, kiedy jedno z nich stanie nam na drodze, ani jakie będą tego konsekwencje. U bohaterów Historii, takie spotkania zawsze owocowały czymś więcej. A jak twierdzi sama autorka: najważniejsze w nich jest to, że mają swoje źródła w prawdziwych zdarzeniach.

Szkoda tylko, że tego typu opowieści, mógł zebrać właściwie każdy. I chociaż nie odbieram im magii ani wyjątkowości, to od pani Doroty Sumińskiej oczekuję dużo, dużo więcej. Chcę poznać sekrety jej zawodu, poczytać o refleksjach, zależnościach między światem ludzi i zwierząt.

Historie, które napisało życie to antologia prawd o świecie, ale zwierzęta odgrywają w niej rolę drugoplanową, często tylko symboliczną. I to jest właśnie największa słabość tego zbioru. Czytałam już tak wiele pozycji tego typu, że zaczynają one zlewać się w jedną, identyczną całość. Znając Sumińską i wiedząc, jak świetnym jest ona ekspertem, czekam na następną, tym razem „psychologiczną” książkę pani weterynarz. Opowiadaniom w takiej formie, obecnie mówię "nie".


Dorota Sumińska „Historie, które napisało życie”
Ilość stron: 160
Wyd. Literackie
Ocena: 3,5/6

niedziela, 1 grudnia 2013

Zimowy niezbędnik zmarzlucha

Wraz z nastaniem pierwszego grudnia, przyszła meteorologiczna zima, czyli pora roku, której szczerze nie znoszę (no powiedzmy, że lubię ją do końca stycznia, bo potem mi już brzydnie;)). Jedyną osłodą w tym czasie, jest dla mnie świąteczna gorączka: lampki, choinki, wszelkiej maści ozdoby - to, co ktoś nazwałby kiczem, dla mnie jest źródłem niesamowitej radochy. Co tu dużo kryć, jestem "christmas geekiem" i dobrze mi z tym. 

Żeby przetrwać do kwietnia, czasami nawet maja, przeciągam ten okres możliwe najdłużej jak się da. Poniżej mój zimowy niezbędnik - lista rzeczy bez których zima, była by stanem absolutnie nie do wytrzymania. 

Numer jeden to bez wątpienia herbata i kawa. Siedząc w domu bezustannie coś piję, pogryzając w między czasie korzenne wypieki.

Następne w kolejce są rękawiczki i czapka, bo wystarczy, że temperatura spada poniżej piętnastu stopni, a mi już robi się zimno. Lubię, kiedy dodatki nie są zbyt poważne, dlatego pompon i miśkowe mordki zawsze są mile widziane.

Będąc w temacie chłodu, kolejną niezbędną rzeczą są świeczki, w znaczeniu osłonowym i zapachowym. Mam ich już dziesiątki i ciągle dokupuję następne - przecież takim wzorom odmówić nie można.


Skarpety, skarpetki i grube kapciochy też się znajdą.


A kiedy jest mi już ciepło oraz mam coś dobrego do picia i jedzenia, dni najczęściej spędzam nad lekturą. Zimą nic tak nie smakuje, jak skandynawski kryminał i nowości prasowe. 


I na liście może i ostatni, za to w życiu pierwszy i najważniejszy. Wierny acz kompletnie nieekonomiczny (je za trzech) - Fizionek. Żeby było ciekawiej, wbrew imieniu jest to kotka ;)


Tak wygląda moja lista przetrwania, a co wchodzi w skład Waszej? Myślcie i szykujcie aparaty, bo już niedługo świąteczny konkurs związany z tym tematem :)