piątek, 31 stycznia 2014

Niebezpieczna podróż - Tove Jansson


Niebezpieczna podróż to opowiadanie o przygodach Zuzanny, która znudzona codziennymi sprawami, marzy o tym, żeby coś się wokół zmieniło. Niech dzieją się rzeczy straszne, pojawiają się zabawne. Ważne aby było inaczej, mniej monotonnie. W przypływie emocji dziewczynka wyrzuca swoje okulary, co daje początek szeregowi niezwykłych wydarzeń.

Uciekając przed dziwami natury Zuzanna spotyka Paszczaka, biwakuje w skalnej grocie z Włóczykijem, leci nawet z Too-tiki balonem. Dokąd zaprowadzi ją ta osobliwa wyprawa? Czy będą tam Muminki, a może to wszystko tylko jej się śni?

Zaledwie dwie książki Tove Jansson zostały mi do przeczytania, ale ich zdobycie graniczy już niestety z cudem. Szkoda, że tak się dzieje, i że nasze wydawnictwa zapominają powoli o tej autorce. Dla mnie każde z nią spotkanie, to mała okazja do świętowania. Uwielbiam jej wyobraźnię, wielowymiarowość zawartą w poszczególnych słowach. Z wielką przyjemnością sięgam do tego typu książek i chociaż nie wszystkie są jednakowo udane, to wszystkie (nawet ta bajka) mają w sobie wiele ukrytych znaczeń.

Zachęcam do bliższego poznania Tove Jansson. Niech Muminki nie będą dla was tylko postaciami z wieczornej bajki.


Tove Jansson „Niebezpieczna podróż”
Ilość stron: 32
Wyd. Nasza Księgarnia
Ocena: 5/6

wtorek, 28 stycznia 2014

Niemiecki bękart - Camilla Läckberg

Niemiecki bękart to moje piąte spotkanie z mieszkańcami Fjällbacki i szóste z Camillą Läckberg jako pisarką. Cieszę się, że tym razem jej książka mnie nie zawiodła, a mieszane uczucia po Ofierze losu zostały w końcu rozwiane. W Bękarcie znajdziemy trochę humoru, dużo świetnie skrojonej intrygi, a przede wszystkim masę dowodów na to, że grzechy z przeszłości zawsze nas odnajdą.

Na strychu, wśród rzeczy swojej matki, Erika znajduje stary poniemiecki medal. Do kogo  należał i dlaczego owinięty był w zakrwawiony, dziecięcy kaftanik? Chcąc poznać jego tajemnicę, Erika prosi o pomoc emerytowanego nauczyciela historii. Niestety wkrótce po ich spotkaniu, mężczyzna zostaje znaleziony martwy w swoim domu, a w całą sprawę zamieszany zdaje się być ruch neonazistowski.

Jak to u Szwedów zwykle bywa. Równocześnie z wątkiem kryminalnym, zgłębiamy się też w prywatne sprawy bohaterów. Widzimy jak Erika próbuje wyrwać się z okowów macierzyństwa, jak Patrik udaje, że zajmuje się roczną Mają, a na gwiazdę tego tomu znowu urasta Mellberg i jego sercowe podboje.

W natłoku skandynawskich pisarzy, gdzie każda książka zdaje się być bliźniaczo do siebie podobna, Läckberg odznacza się świetnie trzymaną równowagą, między wątkiem kryminalnym a obyczajowym. Żadnego z tematów nie traktuje po macoszemu, a wręcz przeciwnie, z tomu na tom rozbudowuje poruszone kiedyś sprawy, tworząc coś na miano Fjällbackiej sagi.

Kto czytał ten wie, że naprawdę warto. Kto jeszcze nie zna, niech szybko biegnie do biblioteki.
Camilla Läckberg „Niemiecki bękart”
Ilość stron: 566
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6

środa, 22 stycznia 2014

Zezia i Giler - Agnieszka Chylińska

Twórczość Agnieszki Chylińskiej towarzyszy mi od dobrych nastu lat. W podstawówce słuchałam kaset O.N.A., potem śledziłam jej karierę solową oraz coraz dziwniejsze, pomysły na samą siebie. Punktem zwrotnym w jej życiu okazał się być występ w telewizyjnym show, ale w moim odczuciu Aga nadal dopiero się rozkręca. Intencja tworzenia bajek dla dzieci, to zaledwie preludium do jej następnych szalonych projektów. Pytanie jednak, czy akurat ten kierunek artystycznej działalności, jest jej naprawdę pisany?

Zezia i Giler; brat i siostra, a raczej dwójka oddanych sobie przyjaciół, którzy w przelotnej zgodzie żyją pod jednym dachem. Glier ma swoje przyzwyczajenia, rytuały, których się kurczowo trzyma. Zezia za to ceni sobie spontaniczność i marzy o gorącej miłości.

Ich codzienne życie opisane zostało w tej niewielkiej bajce, i choć poruszony został chyba każdy, ważny dla dziecka temat (szkoła, wakacje, sąsiedzi i koledzy) czuje po tej książce pewien niedosyt. Może jest to wina zbyt wielu pochlebnych, i aż nazbyt entuzjastycznych recenzji. A może zadziałała magia poprzedniej Agnieszki Chylińskiej, która z wyszczekanej buntowniczki stała się przykładną matką? Nie wiem i pewnie jednoznacznie nigdy się tego nie dowiem, ale ja wzruszona jakoś się nie czuję.

Czytało się dobrze, Agnieszka barwnie swą historię opowiada, ale to by było na tyle.


Agnieszka Chylińska „Zezia i Giler”
Ilość stron: 122
Wyd. Pascal
Ocena: 4/6

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Kalkwerk - Thomas Bernhard


„ludziom się wydaje, że coś wiedzą, nie wiedzą jednak nic, ludziom się wszystko tylko wydaje”*

Posiadłość Kalkwerk staje się świadkiem okrutnych wydarzeń. Dokładnie w Wigilijny wieczór, Konrad strzela do swej żony z broni znajdującej się w ich domu. Dlaczego to zrobił? Ile strzałów oddał i czym zapracowała sobie na to, ta niepełnosprawna kobieta? Ilu „świadków” spotkamy na swej drodze, tyle będzie wersji domniemanych zdarzeń, i to właśnie przypuszczenia, stają się nośnikiem opisanej tu historii.

Thomas Bernhard losy bohaterów rysuje za pomocą plotek, rzadko kiedy spójnych, często za to wobec siebie sprzecznych i niezgodnych. Wiadomo jedynie, że małżeństwo Konradów nie należało do udanych. Żyli oni przez lata w chronicznym kłamstwie, którego przełamanie zrujnowałoby ich i tak nadwyrężone relacje.

Mężczyzna, totalnie pochłonięty studiami na temat słuchu oraz kobieta, przykuta przez chorobę do inwalidzkiego wózka – to nie mogło się udać, nie mogło tym bardziej, gdy dąży się do absolutnej izolacji od otoczenia, od ludzi i od potrzeb drugiego człowieka.

Kalkwerk to opis ascetycznego życia w surowych warunkach, w zimnie, a poniekąd i w szaleństwie. Jak to było naprawdę? Który z narratorów ma choć częściową rację?

Jedna z najdziwniejszych książek mojego życia, jednak czerpałam z jej obecności niezwykłą satysfakcję. Polecam. Napisana w węzłowatym stylu, niejako wymusza świadome obcowanie z lekturą.  


Thomas Bernhard „Kalkwerk”
Ilość stron: 240
Wyd. Officyna
Ocena: 4,5/6
* s. 82

sobota, 18 stycznia 2014

Urodzona o północy- C.C. Hunter

Po ostatniej wpadce z lekturą, bałam się tej historii jak diabli. Gdybym ponownie zawiodła się na fantasy, do którego i tak wielkiego przekonania nie mam, porzuciłabym bym go na cały nadchodzący rok. Szczęście, że Urodzona o północy to całkiem udane czytadło, nie wymagające od nas wiele skupienia, za to oferujące naprawdę godziwą rozrywkę.

Kylie Galen od kilku miesięcy czuje się bardzo zagubiona. Zerwał z nią jej chłopak, umarła babcia, rodzice postanowili się rozejść, a na dodatek tego wszystkiego, prześladuje ją widmo rannego żołnierza. Chcąc odreagować pojawiające się u niej stresy, daje się namówić koleżance na zakrapianą imprezę. Finał zabawy jest taki, że Kylie zostaje wywieziona na obóz dla trudnej młodzieży, a jego uczestnicy zdają się być osobliwi, nie tylko z powodu zachowania.

C.C. Hunter mimo amerykańskiego rodowodu, uniknęła pułapki swej znajomej po fachu – S.Meyer. Pisarka, zepchnęła romanse bohaterów na boczny tor historii i bardziej zaciekawiła nas darem Kylie, niż tym do kogo i jak wzdycha. Oczywiście maślanych oczu nadal znajdziemy tu całkiem sporo, jednak lek na niestrawność, w tym wypadku nie będzie nam już potrzebny.

Urodzona o północy to opowieść o silnej, lecz zagubionej w nowej rzeczywistości dziewczynie. Czy faktycznie ma ona szanse, stać się tak szumie zapowiadanym "gorącym hitem"? Uczucia mam mieszane, jednak po Obcych, ta książka to i tak niemalże arcydzieło ;)


C. C. Hunter „Urodzona o północy”
Ilość stron: 368
Wyd. Feeria
Ocena: 4/6

czwartek, 16 stycznia 2014

Wśród Obcych - Jo Walton

Opowieść o wróżkach i magii? No taki pomysł, to mi się podoba. Żądna wrażeń rzuciłam się na Obcych, nie szczędząc sobie nadziei na naprawdę dobrą lekturę. Owacji jednak nie będzie, bo tak hermetycznej powieści jeszcze nigdy nie czytałam.

Moria traci w wypadku samochodowym siostrę bliźniaczkę, a sama staje się kaleką. Ból fizyczny nie tylko dorównuje wyrwie, która powstała w jej sercu, ale zostaje jeszcze spotęgowany przez wysłanie jej do odległej od domu, szkoły z internatem. Kto o tym zadecydował? Szczęśliwie znaleziony ojciec, o którego istnieniu, dziewczyna nie miała do tej pory żadnego pojęcia. Pociechą, w tych trudnych dla niej chwilach, stają się wróżki. Dziwne, poniekąd nieme stworzenia, będące pomostem między światem ludzi, a ich głęboko skrywanymi fantazjami.

Biorąc do ręki Wśród Obcych szukałam emocji, jakie przed laty towarzyszyły mi czytając Harry’ego Pottera. Wiem, że dokonanie tej sztuki jest praktycznie niemożliwe, ale do jasnej ciasnej, aż takiego wpuszczenia w maliny w życiu się nie spodziewałam.

Nim zdecydujecie się na lekturę pamiętajcie o tym, że jest to książka tylko i wyłącznie dla fanów pogranicza s-f i fantasy. Ja do tej grupy się nie zaliczam, dlatego w większości przypadków nie miałam pojęcia do czego autorka nawiązuje, ani jaki efekt chce przez to uzyskać.

Zmęczyła mnie ta historia i rozczarowała, choć może nie…. Historia sama w sobie wydaje się być całkiem w porządku, ale jej podanie totalnie mnie zdyskwalifikowało. Jedna wielka, noworoczna porażka.

Jo Walton „Wśród Obcych”
Ilość stron: 368
Wyd. Akurat
Ocena: -3/6

poniedziałek, 13 stycznia 2014

A lasy wiecznie śpiewają - Trygve Gulbranssen

Jak tylko widzę zestawione z sobą słowa „kultowe” i „skandynawskie”, dostaje małpiego rozumu. Od razu chcę to mieć, siąść, czytać i się zachwycać. Na Lasy wiecznie śpiewają polowałam od dawna, ale dopiero najnowsze ich wydanie, sprezentowało mi szansę na zatopienie się w lekturze.

Lasy to blisko sześciuset stronicowa saga o życiu dwóch norweskich wspólnot: ludzi z równiny – Borgland oraz ludzi z gór – Björndal. Mentalnie dzieli ich niewiele, za to fizycznie odgranicza gęsty i niebezpieczny las.

Przez lata między tymi grupami narastała potężna, wzajemna niechęć. Zazdrościli sobie bogactwa, terenów pod uprawę roli. Dla Borgland synonimem dzikości zawsze byli ludzie z gór, kolei ci mieli równinnych za naiwnych pachołków. Jak na przestrzeni kilku pokoleń, układały się ich wzajemnie relacje? Doszło do zgody, a może rozpętano wojnę?

Gulbranssen życie na norweskich terenach rysuje, jako trudne i wymagające sporych umiejętności. W surowych warunkach, gdzie nawet serca zdają się być wykute z lodu, wbrew pozorom każdy pragnie bliskości. I to właśnie miłość oraz honor przodków, odbijają na tych kartach największe piętno.

Szkoda tylko, że jak na mój gust za dużo jest tutaj opisów. Na papierze każdy las wygląda dla mnie tak samo, stąd większość z nich pomijałam wzorkiem. Widoki pooglądam sobie na żywo w czerwcu, za to w historiach tego typu najbardziej interesują mnie ludzie. A osobowość i charakterność tutejszych zasługuje na uznanie.

Przedstawienie w atrakcyjny sposób, losów kilku pokoleń nie jest łatwym zadaniem. Gulbranssenowi akurat to się udało. Czuć tu ducha przeszłości nie tylko bohaterów, ale i samego autora. Napisana przed stu laty powieść obiegła już pół globu, została sfilmowana i doczekała się dwunastu milionów sprzedanych egzemplarzy.

Fascynacją bym tego nie nazwała, ale pasjonatom powinno się podobać.

Trygve Gulbranssen „A lasy wiecznie śpiewają”
Ilość stron: 560
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4/6 

czwartek, 9 stycznia 2014

Dźwięki kolorów - Jimmy Liao

Przed paroma dniami zachwycałam się pomysłem na Księżyc zapomniał, a tu znowu opinia pełna podziwu. Wszystko za sprawą Dźwięków kolorów, które są kolejnym dowodem na to, że utalentowany autor nawet z bajki, potrafi stworzyć dzieło wyjątkowe.

Jimmy Liao, tworząc Dźwięki kolorów, oparł się na świecie niewidomej dziewczyny, która schodząc do metra, wnika jak gdyby w inną rzeczywistość. Jej zmysły się wyostrzają, wyobraźnia zaczyna intensywnie pracować, lecz napierający zewsząd tłum ludzi, nie ułatwia jej podróżowania. Każdy gdzieś się spieszy, trąca ją, popycha. W końcu bohaterka traci orientację i żeby nie popaść w panikę, wyobraża sobie słonie oraz inne niezwykłe stworzenia.

Pisałam to poprzednio, powtórzę i teraz – twórczość Liao można interpretować na tysiące różnych sposobów, a każdy z nich to prawdziwa uczta dla naszych zmysłów. Bajka potraktowana dosłownie to dowód na to, jak niewidomi radzą sobie w okrojonym przez chorobę świecie. Z kolei rozumiana metaforycznie, stanie się odpowiednikiem życia, który budzi w nas refleksję nad własną codziennością.

Czasami żeby zobaczyć więcej, musimy zamknąć swoje oczy, a żeby lepiej zrozumieć świat, czytać takich autorów. Serdecznie zachęcam do lektury. U Liao największa magia, kryje się zawsze pod okładką.

Jimmy Liao „Dźwięki kolorów”
Ilość stron: 128
Wyd. Officyna
Ocena: 5/6

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Mglisty poranek

Świąteczny okres żegna się ze mną pięknymi widokami. O ósmej rano, świat za moim oknem wyglądał tak:


Aż się podwójnie nie chce wracać do pracy.

niedziela, 5 stycznia 2014

Miłość - Hanne Ørstavik

Mam wrażenie, że Miłość Hanne Ørstavik została już zapomniana, albo wręcz nigdy nie doczekała się należytej promocji. Spokojna, przeładowana emocjami powieść, rzadko kiedy cieszy się medialnym uznaniem. Dla mnie natomiast jest to perełka, godna najwyższej noty.

Jon ze swoją matką Vibeke, przeprowadza się do małego miasteczka na północy Norwegii. Nadchodzący dzień ma być dla niego tym wielkim, najważniejszym w całym roku, bo chłopiec będzie obchodził swoje dziewiąte urodziny. Chcąc zapewnić matce spokój, by ta mogła upiec dla niego tort, Jon wychodzi z domu.

Jest ciemny, zimowy wieczór. Vibeke pakuje się, żeby przed zamknięciem zdążyć wstąpić jeszcze do biblioteki. Nie wie, że jej syna nie ma już w domu. Zamyka drzwi, wsiada do samochodu i jedzie szukać lepszej wersji swojego życia. 

Co to dużo pisać – uwielbiam takie historie. Zawarty w nich spokój, który jest tylko złudzeniem. Myśli, poszczególne gesty, mówiące o bohaterach znacznie więcej, niż wypowiadane przez nich słowa. W Miłości każdy czuje się samotny, a przejmującą pustkę, stara się oszukać bliskością drugiego człowieka. Nie wszystko kończy się jednak dobrze, tak jak nie każde marzenie doczeka się spełnienia.

Prosta, bardzo zwyczajna, a bliska ideałowi powieść.

Hanne Ørstavik „Miłość”
Ilość stron: 128
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 6/6

piątek, 3 stycznia 2014

Zniewolony - Salomon Northup


Czytaliście Służące? Szczęśliwi ci, którym się to udało, bo ja nadal szukam ku temu okazji. Dostałam, jednak szansę poznania Zniewolonego i powiem wam, że relacja Salomona Northupa to kolejne świadectwo tego, jak okrutną i bezwzględną bestią potrafi być człowiek.

Fakt, że o niewolnictwie pisano już dziesiątki razy, jednak mało która powieść potrafi być tak przejmująca, jak świadectwo człowieka, którego chłostano, i którego oddech był wart tylko tyle, ile praca przez niego wykonana.

Salomon Northup urodził się wolnym człowiekiem w szanowanej, czarnoskórej rodzinie. Po mistrzowsku grał na skrzypcach, parał się spławianiem drewna oraz wraz z żoną, prowadził skromne gospodarstwo. Pech chciał, że pewnego dnia dał się jednak skusić na wyjazd dwójce podejrzanych ludzi. Na obcej ziemi został porwany, a następnie sprzedany i przekazywany z rąk do rąk przez długich dwanaście lat.

I mimo, że niewolnictwo w takiej formie jest już na szczęście rzadkością, to warto pamiętać, że spętani ludzie ciągle są wśród nas. Popychani, duszeni wszechobecną nienawiścią. Nieistotny jest kolor skóry, wyznanie, ani to kogo i jak się kocha. Podziwiam ludzi jak Solomon Northup. Cenię różnorodność i bycie w kontrze.

Powiedzenie „gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele” wciąż jest niestety, aż nazbyt aktualne.

Salomon Northup „Zniewolony”
Ilość stron: 320
Wyd. Replika
Ocena: 5/6
Premiera: 21.01.2014