piątek, 28 lutego 2014

Stos

Powoli wybudzam się z zimowego letargu. Normalne tempo czytania jeszcze do mnie nie wróciło, ale nawet po dzisiejszym stosie widać, że idzie w stronę lepszego. Dni są coraz dłuższe, słońce wspina się coraz wyżej. Jeszcze tylko trochę, dosłownie kilka tygodni i będzie można czytać na ławce w ogrodzie :)



Jonathan Lee "Joy"  od wyd. Muza    recenzja
Kerstin Ekman "Oszustki"  od wyd. Czarna Owca     recenzja
Jill Mansell "Nie traćmy ani chwili"   od wyd. Literackiego   recenzja
Rodrigo Rey Rosa "Głusi"   od wyd. Wielka Litera     recenzja
Rihdian Brook "W domu innego"   j.w.
Jack Ketchum "Czas zamykania"  od wyd. Replika
Natalia A. Bieniek "Uśpione marzenia"  j.w.     recenzja
Stephen Miller "Wysłanniczka"  od wyd. Muza

Udanego weekendu!

czwartek, 27 lutego 2014

Joy - Jonathan Lee

Znowu to zrobiłam. Oceniłam książkę po okładce i dałam się sprowadzić na manowce, ale sami przyznajcie: czy ta różowa, krzykliwa czcionka nie zapowiada „babskiej literatury na jedno popołudnie”? No właśnie nie. Jak się po fakcie okazało, jest to przewrotna i napisana z wielkim dystansem historia dziewczyny imieniem Joy (ang. radość), która w niejasnych okolicznościach rzuca się z balustrady chcąc popełnić samobójstwo.

Kancelarię opisaną przez Lee śmiało można nazwać domem wariatów. Każdy z jej pracowników to oryginalne indywiduum, mające zdanie właściwie na każdy temat, a świat kończy mi się centymetr za własnym nosem. Kiedy ich koleżanka z pracy postanawia odebrać sobie życie, instytucja postawia zapewnić wszystkim opiekę terapeutyczną, a jak wiadomo – na kozetce u psychoanalityka, wszystko może się zdarzyć.   

Jonathan w nieco przerysowany sposób obnaża znieczulicę panującą w londyńskiej kancelarii. Jest to miejsce, gdzie osobiste ambicje przysłaniają ludziom cały świat, a plotka znaczy więcej niż niejedno dyrektorskie rozporządzenie. I bardzo pomyli się ten, kto sądzi, że znowu będzie tu o modzie oraz kosmetykach. Joy niczym nie przypomina znanych mi dotąd historii o nowojorskich prawniczkach. Jest to raczej studium ich zawodowej psychozy, ukazane na brytyjski, groteskowy sposób.

Śmiać tu się raczej nie będzie z czego, ale Joy potraktowana jako powieść o ludziach, znacznie zyskuje na wartości. Zatem drogie panie i panowie, ta książka ma szansę wam się spodobać, choć w moim przypadku wywołała raczej stonowany entuzjazm.

prawnicy w roli głównej:

Jontahan Lee „Joy”
Ilość stron: 352
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

sobota, 22 lutego 2014

Lista życzeń - aktualizacja

W zeszłym roku postanowiłam sobie, że będę wydawać pieniądze tylko na konkretne rzeczy i przestanę (przynajmniej w teorii) impulsywnie kupować pierdoły. Chciałam w ten sposób zmobilizować się, aby zebrać fundusze na wymarzoną wycieczkę oraz komputer. 

Metoda upublicznienia zamiarów w moim przypadku okazała się być strzałem w dziesiątkę. Zawzięłam się, uparłam i ostatecznie z tej rozpiski - z wyjątkiem łosia - wszystko zostało zdobyte :)

Idąc dalej tym tropem i marząc ciągle o kilku szczególnych rzeczach, aktualizuję Listę życzeń:


*  pojemniki z Design Letters
*  łoś z Kinto
*  krzyżakowy fotel
*  nowy obiektyw do aparatu
*  Miska Dropp 

A przy okazji ślinę się na widok tego rodzaju miejsc:    
(wszystkie zdjęcia zostały zaczerpnięte z internetu)
Wszystko jednak przede mną i to marzenie też zostanie zrealizowane :)

czwartek, 20 lutego 2014

Oszustki - Kerstin Ekman

Gdzie leży prawda, co jest fikcją, jak często okłamujemy samego siebie?

Nie wiem czy ktoś z Was zna bliżej skandynawskie kino, ale Oszustki idealnie wkomponowują się w jego kanony. Jest to specyficznie skontrowana historia dwóch kobiet, które obmyślają wielką improwizację – jedna z nich tworzy kryminalne historie, a druga staje się ich twarzą, widniejąc na okładkach jako rzekoma autorka. Współpraca oszustek układa się pomyślnie do momentu, gdy Babba opisuje w nowej książce prywatne życie Lillmor i za jej plecami wysyła rękopis do konkurencyjnego wydawnictwa.

Książkę Kerstin Ekman otacza duszna atmosfera sekretów i niespełnionych marzeń, stąd moje skojarzenia ze skandynawskim kinem. Tak jak w norweskich filmach, również tutaj długo nie wiemy o co autorce chodzi. Zbieramy strzępki informacji, próbujemy posklejać to wszystko do kupy, ale efekty ciągle są marne. Właściwie do teraz mam wątpliwości, czy doszłam do sedna opisanej przez nią historii, bo odpowiedzi na pytanie: dlaczego? na pewno nie znalazłam. 

Proza Ekman to osobliwy kawał literatury i nie każdy się w niej odnajdzie. Wymaga ona czasu, uwagi, a znajomość opisanych tutaj kobiet, pełna jest pretensji i wzajemnych oskarżeń. Trudno mi pojąć łączącą je tą niby-przyjaźń oraz zrozumieć, jak przez dziesiątki lat mogły trwać w tej dziwnej symbiozie.

Warto, nie warto? Sama już nie wiem… Czasu spędzonego z lekturą na pewno nie żałuję, jednak chciałoby się od tej książki dostać chociaż trochę więcej.


Kerstin Ekman „Oszustki”
Ilość stron: 404
Wyd. czarna owca
Ocena: 3,5/6

poniedziałek, 17 lutego 2014

Nie traćmy ani chwili - Jill Mansell


Dexter jest typem imprezowicza lubiącego romanse i jednorazowe przygody. Nie dla niego są stabilizacja ani poczucie obowiązku. Ma jednak w swoim życiu osoby, które znaczną dla niego absolutnie wszystko: starszą siostrę Laurę i jej niespełna roczną córeczkę Delphi.

Dex uwielbia je odwiedzać i dawać prezenty, jednak nagły wypadek sprawia, że musi przewartościować całe swoje życie. Czy wieczny hulaka będzie się w stanie ustatkować? Jak długo wytrzyma w domu i czy poradzi sobie z opieką nad tak małym dzieckiem?

Jill Mansell znana jest na świecie, jako wysokiej klasy autorka romansów, ale błagam nie kojarzcie jej ze smętną i nijaką Norą Roberts. Nie wiem dlaczego, ale ta pani kompletnie mnie nie przekonuje, za to Jill po prostu uwielbiam. Mam słabość do jej pióra, lotności pomysłów, a z każdej napisanej przez nią historii bije niesamowity optymizm.

Nie traćmy ani chwili to prosta lektura, którą czyta się wyjątkowo dobrze. Pełna emocji opowieść o singlach i małomiasteczkowej ludności, pochłonęła mnie do tego stopnia, że przerobiłam ją w dwadzieścia cztery godziny – uwzględniając w tym ośmiogodzinny dzień pracy i obowiązkowy trening ;)

Jeżeli trafi wam się gorszy moment lub dopadnie chandra – nie ma na nie lepszego lekarstwa jak taka lektura.

opinia poprzedniej książki: Spacer w parku 

Jill Mansell „Nie traćmy ani chwili
Ilość stron: 470
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 19.02.2013r.

niedziela, 16 lutego 2014

Głusi - Rodrigo Rey Rosa

Głuchota - niezdolność do odbierania bodźców dźwiękowych, a może celowa postawa, prowadząca do ignorancji wobec pewnych elementów otaczającego nas świata? U Rey Rosy znaczenie ma właściwie jedno i drugie, bo Głusi to opowieść o ludziach, którzy walczą o przetrwanie w czasach pełnych niepokoju.

Historia rozpoczyna się sceną wypadku drogowego w którym ginie mała dziewczynka, a głuchoniemy chłopiec znika bez śladu. Następnie przenosimy się do domu zamożnej Clary, która zaczyna mieć dość rządów swojego apodyktycznego ojca. Zmęczona jego zawziętością pakuje się w końcu i ucieka, a jej śladem rusza Cayetano, oddany ochroniarz i chłopak wyrwany z biedoty.

Kontrasty to pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w tej książce. Są one obecne w każdym aspekcie życia, w zachowaniu bohaterów, nawet na przedniej okładce. Charakteryzują ludzi, pokazują tętniące w społeczeństwie emocje. I chociaż motyw ten jest bardzo uniwersalny, to niestety Ameryka Środkowa i jej literatura są mi zupełnie obce.

Przed lekturą Rey Rosy wiele sobie obiecywałam. Liczyłam na inny rodzaj wrażliwości, na totalnie nowe podejście do ludzkiego dramatu, i o ile autor niczym mnie nie rozczarował, o tyle ja zawiodłam samą siebie. Nie poczułam tej książki. Nie byłam w stanie się w niej zatracić ani przeżywać opisanych tu historii. Akcja rozgrywała się gdzieś obok, a ja półświadomie tylko się jej przyglądałam.

Głusi to bez wątpienia mądra i ambitna książka, ale to jeszcze nie mój czas na gwatemalską literaturę.

Rodrigo Rey Rosa "Głusi"
Ilość stron: 288
Wyd. Wielka Litera
Ocena: 3/6

czwartek, 13 lutego 2014

Ślubna suknia - Pierre Lemaitre

To zadziwiające, jak szybko normalna egzystencja może się zamienić w szaleństwo i śmierć.

Początek roku był marny pod względem literackim. Kolejne książki coraz bardziej mnie rozczarowywały, ale grunt, że idzie ku lepszemu. Widać to po ostatniej lekturze, udowadnia to też Ślubna suknia Pierra Lemaitre. 

Sophie od pewnego czasu dręczą przykre zaniki pamięci. Gubi drobne przedmioty, zapomina gdzie zaparkowała samochód. Coraz częściej zastanawia się przez to nad stanem swojego zdrowia, i czy na pewno wszystko jest z nią w porządku. Splot dramatycznych zdarzeń wpędza ją ostatecznie do szpitala psychiatrycznego, ale leczenie zdaje się niewiele pomagać. Próbując zorganizować swoje życie od nowa, zatrudnia się jako opiekunka sześcioletniego Leo. Wkrótce dziecko zostaje odnalezione martwe, a Sophie coraz częściej widzi krew na swoich rękach. 

Książki Lemaitre to dla mnie absolutne mistrzostwo świata. Genialnie kreuje on postacie swoich bohaterów, obmyśla zwroty akcji i wszystko co się z tym wiąże. W życiu bym nie powiedziała, że literatura francuska będzie dla mnie tak wielkim odkryciem. W listopadzie Alex wgniotła mnie fotel, a dziś Ślubna suknia nic jej nie ustępuje. Jest w tym rozmach, jest strategia i dużo znakomicie wprowadzonej psychologii.

Nie będę się rozpisywać, bo to nie ma żadnego sensu. Zamiast tracić czas na opinie, bierzcie się do lektury. Maj-ster-sztyk!

Pierre Lemaitre „Ślubna suknia”
Ilość stron: 280
Wyd. Muza
Ocena: 6/6
 

środa, 12 lutego 2014

Co było potem? - Tove Jansson

Jakiś czas temu postanowiłam wrócić do serii o Muminkach, ponieważ chcę aby na stronie znalazły się opinie na temat wszystkich, posiadanych przeze mnie książek Tove. Etykieta ulubionej pisarki do czegoś mnie obliguje, ale nim do Muminków dojdziemy trzeba wspomnieć jeszcze o innej, dużo starszej bajce, czyli Co było potem?

Historia powstała w 1952 roku, więc w czasach gdy Muminkowa seria dopiero się rozkręcała (wydano wtedy Pamiętniki Tatusia Muminka) i traktuje o jej bohaterach w nieco inny, bardziej interakcyjny sposób. 

Muminek niosąc do domu mleko dla swojej mamy, spotyka w lesie płaczącą Mimblę. Dziewczyna martwi się o swoją siostrę, Małą Mi, która zniknęła jej z oczu i nigdzie jej nie widać. Przejęty tym losem Muminek, postanawia pomóc Mimbli w poszukiwaniach.

Za sprawą krótkich, wierszowanych sekwencji, poznajemy cechy charakterystyczne dla każdego z głównych bohaterów. Troll jest bojaźliwy i tęskni za mamą, złośliwa Mi wiecznie gdzieś bryka, a Mimbla zachowuje się rozważnie, próbując zaopiekować się całą, opisaną tu zgrają.

Dla dzieci bajka na pewno będzie impulsem do świetnej zabawy, bo powtarzane co rusz pytanie "co było potem" aż się prosi o krótki komentarz z naszej lub dziecka strony.

„Naście" lat skończyłam dawno temu, ale Tove Jansson ponownie mnie nie zawiodła.


Tove Jansson "Co było potem?"
Wyd. Eneduerabe
Ilość stron: 32
Ocena: 6/6

poniedziałek, 10 lutego 2014

Uśpione marzenia - Natalia A. Bieniek


Spotkanie z Natalią Bieniek to dla mnie prawdziwa bomba emocjonalna. Przygotowana na lekką historię o marzeniach, nie spodziewałam się tak dobrej i dogłębnie przemyślanej prozy. Co tu dużo mówić, na dzień dzisiejszy to największe i zarazem najmilsze zaskoczenie bieżącego roku.

Książka przedstawia losy dwóch sióstr: Anki i Ewy, które są wobec siebie niczym ogień i woda. Jedna robi oszałamiającą karierę w banku, druga żyje na kredyt, ucząc w pobliskiej szkole. Kobiety nigdy nie były sobie bliskie, ale teraz nawet rozmowa telefoniczna zaczyna być dla nich wyzwaniem. W trakcie jednego z ich nielicznych spotkań, Ewa wygrania Ance, co myśli o jej sposobie prowadzenia rodziny. Że praktykuje intelektualny chów, powielając wszystkie popełnione przez ich matkę pomyłki. I pewnie byłoby to ostatnie ich widzenie, gdyby wspomniana matka, nie zginęła nagle w niewyjaśnionych okolicznościach.
 
Uśpione marzenia poruszają kwestię emocjonalnego zaniedbywania dzieci. Maluchów, które choć żyją w bogatych rodzinach, mają najlepsze szkoły i opiekunki, to brakuje im czasu na własne dzieciństwo. Są trenowane w zdobywaniu wiedzy, a to na czym zależy im najbardziej to odrobina zainteresowania ze strony rodziców. Tak żyły Ewa z Anką, taką samą rzeczywistość mają również ich dzieci.

W książce ważą się losy całej rodziny. Zapadają marnie przemyślane decyzje, wybuchają kłótnie. Ewa stara się to jakoś załagodzić, ale czy można w kilka dni odbudować relacje, które niszczały przez całe lata?

Piękna opowieść o kobietach, o ich marzeniach oraz o próbach łączenia sprzecznych ze sobą ról. Jeżeli trafi Wam się okazja na jej poznanie, nie zaprzepaście jej. Mądra i wbrew pozorom bardzo ciepła historia.


Natalia A. Bieniek „Uśpione marzenia”
Ilość stron: 320
Wyd. Replika
Ocena: 5/6

czwartek, 6 lutego 2014

W roli głównej

Zazwyczaj przewija się on gdzieś na drugim planie, a i tak zabiera najwięcej komentarzy oraz słów zachwytu. Co tam stosy albo nowości książkowe - futrzak zawsze przyciągnie uwagę, dlatego dziś to on, jest w roli głównej. Drodzy Czytelnicy oto Fizionek :)


Nie muszę chyba nadmieniać, że mam totalną obsesję na jego punkcie ;)

środa, 5 lutego 2014

Po apokalipsie - Maureen F. McHugh

Czym jest koniec świata? Zagładą dla całej ludzkości? Momentem w którym zmarli powracają z grobu, a może wręcz przeciwnie, zdarza się on codziennie, gdy na kuli ziemskiej, świat kończy się dla jednego, pogrążonego w rozpaczy człowieka? Pytania te bez wątpienia zadała sobie Maureen F. McHugh tuż przed napisaniem swej pierwszej, wydanej na polskiej ziemi książki.

Czym jest Po apokalipsie? Opowieścią, a właściwie opowiadaniami, bo każda historia skupia się na innej osobie, traktującymi o świecie który uległ zagładzie. W jednym przypadku jest to panująca w Nowym Meksyku susza, kiedy indziej wyzyskująca dla kobiet praca w Szanghaju, a nawet atak zombie w amerykańskim miasteczku. Co łączy ze sobą te okoliczności? Ludzie oraz ich niewyczerpana wola walki o normalną przyszłość.  

Najbardziej przerażające w tej książce, nie są jednak stwory ani nuklearne zagrożenie. Groza tkwi w zwykłości, wręcz pospolitości opisanych tu zdarzeń. Bohaterowie są niepokojąco podobni do nas samych. Przyjaźnią się, kochają, próbują nawet realizować swoje marzenia. Czy im się to udaje, jest już kwestią losową, ale zabieg ten zmusza nas do zastanowienia się nad samym sobą. Czy i dla nas świat zbliża się ku końcowi? Czy jesteśmy gotowi na szykujące się być może starcie?

Maureen F. McHugh stworzyła bardzo surową, wybiegającą daleko poza ramy gatunku opowieść, ale czuję po niej lekki niedosyt. Chciałabym aby tych historii było więcej, aby były one trochę dłuższe, a przede wszystkim, żeby ich bohaterowie jakoś się ze sobą łączyli. Mimo to Apokalipsę oceniam jako ciekawe, literackie doznanie, choć nie sądzę bym jeszcze kiedyś miała do niej wrócić.


Maureen F. McHugh „Po apokalipsie”
Ilość stron: 220
Wyd. Replika
Ocena: 4/6

niedziela, 2 lutego 2014

Stos

Nie ma się co usprawiedliwiać. Styczeń po względem funkcjonowania tej strony był marny, ale i moje realne życie mocno w tym czasie podupadło. Problemy organizacyjne, motywacje, zdrowotne... Miejmy jednak nadzieję, że idzie ku lepszemu. 


Maureen F. McHugh "Po apokalipsie"   od wyd. Replika
Solomon Northump "Zniewolony"   j.w.     recenzja
Jo Walton "Wśród obcych"   od wyd. Akurat    recenzja
C.C. Hunter "Urodzona o północy"  od wyd. Feeria    recenzja
Tove Jansson "Niebezpieczna podróż"  zakup własny    recenzja

Za przekazane mi książki serdecznie dziękuję.