środa, 30 kwietnia 2014

Gra o miłość - Eve Edwards

Trzecie spotkanie z Eve Edwards równie udane, jak dwa poprzednie. Tym razem autorka zabiera nas w świat teatru i początków twórczości Williama Shakespeare’a.

Obserwując losy Mercy Hart, córki bogatego kupca z Londynu, stajemy się świadkami tego, jak w XVI wieku wyglądało życie trup teatralnych oraz w jaki sposób, odbierany był ten zawód przez ówczesne społeczeństwo.

Kit chłopak, którego Mercy poznaje na przyjęciu organizowanym przez jej przyjaciółkę, z powodzeniem stawia pierwsze kroki na deskach teatru. Jego ambicje sięgają jednak znacznie dalej i przy udziale Mercy, chce zyskać przychylność jej zamożnego ojca, purytanina. Co w tej sytuacji okaże się być silniejsze – miłość czy interesy? I jak rodzina, o tak surowych zasadach moralnych, przyjmie do wiadomości, że ich córka darzy uczuciem komedianta?

Podtrzymując stwierdzenie, że Edwards jest godną następczynią Philippy Gregory, znowu będę rozpływać się w zachwytach. To już tradycja, że powieści Eve za każdym razem zdumiewają mnie swą dokładnością i ilością faktów. Fabularnie, miłość nastolatków, którym los rzuca kłody pod nogi – nuda, za to obyczajowo, fantastyczna przygoda pełna etiud i aktorskich smaczków.

Wiarygodna, dobrze napisana „bajka” z sympatycznymi bohaterami. Czy na majówkę trzeba czegoś więcej? (słonecznej pogody!!)

Polecam każdemu, kto chce przeczytać coś lekkiego, a niepozbawionego sensu.


Eve Edwards „Gra o miłość”
Ilość stron: 296
Wyd. Egmont
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Stos

W kwietniu wypadał Światowy Dzień Książki, dlatego stos z tego miesiąca musi być bardziej okazały. Takie święto zobowiązuje, stąd odstępstwo od zasady i nawet małe zakupy :) 


Andy Mulligan "Śmieć"    od wyd. Replika
Małgorzata Rogala "Kiedyś Cię odnajdę"    j.w.   recenzja
Graham Masterton "Rook"    j.w.   recenzja
Beata Gołembiowska "Żółta sukienka"    od autorki  
Philippa Gregory "Krucjata"    od wyd. Egmont   recenzja
Eve Edwards "Gra o miłość"    j.w.   
Agata Passent "Kto to pani zrobił?"    od wyd. Wielka Litera 
Victoria Gische "Kochanka królewskiego rzeźbiarza"    wygrana w konkursie
Richard C. Morais "Podróż na sto stóp"    j.w.
Sarah Jio "Marcowe fiołki"    j.w.   recenzja
Teresa Lewkowicz-Mosiej "Zapomniane warzywa"    od wyd. Zysk i S-ka   recenzja
Szwedzcy mistrzowie kryminału "Ciemna strona"    od wyd. Literackiego   recenzja
Karl Ove Knausgård "Moja Walka"     j.w. 
Cecelia Ahern "Sto imion"     od. wyd. Akurat   recenzja
Arnaldur Indriðason "Zimny wiatr"     zakup własny
Amélie Nothomb "Podróż zimowa"     j.w.
Dolores Redondo "Niewidzialny strażnik"      j.w.
Fiszki j. angielski     od wyd. Cztery Głowy
Katarzyna Michalak "Ogród Kamili"      z biblioteki

niedziela, 27 kwietnia 2014

Rook - Graham Masterton

W gatunku horroru liczą się dla mnie dwa nazwiska: Ketchum – poznany całkiem niedawno i Masterton  uwielbiany od bardzo wielu lat. Największą poczytność autor miał u mnie w okresie gimnazjum, ale również teraz, widząc półki gęsto zapełnione jego tekstami, w moim oku pojawia się błysk radości.

Prawdą jest, że powieści Grahama są bardzo nierówne. Moje doświadczenie sięga od fantastycznej Kostnicy i Walhalli, aż po Szatańskie włosy o których lepiej za wiele nie wspominać. Dzieje się tak za sprawą fantazji i mnóstwa pomysłów, którym Masterton daje się ponosić. Ogólnie uwielbiam go jednak za dosadność oraz świetnie skrojoną, napiętą atmosferę.

Rook w kategorii "hit czy chała" plasuje się mniej więcej po środku tej listy. Historia nauczyciela, który na skutek choroby zyskuje nowe zdolności, zwodzi nas tajnikami voodoo i ciemnymi mocami. Pracując w szkole specjalnej, Jim Rook bezustannie spotyka się z agresją. Efekt tego taki, że na wszelką krzywdę reaguje błyskawicznie, więc kiedy jeden z jego uczniów zostaje w brutalny sposób rozszarpany w kotłowni, Jim wie, że ma to coś wspólnego z mężczyzną w kapeluszu.

Belferska powieść odstaje od standardowej twórczości Mastertona, za to w kwestii dobrej, zdrowo pojętej rozrywki, Rook wyjątkowo daje sobie radę. Jest to jedna z prostszych historii, a mimo to będąca w stanie wywołać u czytelnika chłodny dreszcz emocji.

Lekkie, frapujące czytadło na deszczowy wieczór. Bez obrzydzenia za to z dużą dawką przygody.

Graham Masterton "Rook"
Ilość stron: 280
Wyd. Replika
Ocena: 4/6

czwartek, 24 kwietnia 2014

Marcowe fiołki - Sarah Jio

Kobieca proza – lubię, wyspy oraz bliskość natury – lubię, życiowe sprawy i trudne decyzje – oczywiście, że tak, więc dlaczego tak bardzo męczyłam się przy tych Fiołkach

Historia Sarah Jio opowiada o Emily, która po niedawnym rozwodzie, jedzie do ciotki pozbierać swe myśli. W zajętej przez nią sypialni znajduje pamiętnik z 1943 roku. Nie wie czy to początek jakiejś powieści, czy może prawdziwe losy kogoś z członków rodziny. Em ma trzy tygodnie aby rozwikłać tę sprawę, porządkując przy okazji swoje prywatne życie.

Pomysł na książkę powiedziałabym, że jest neutralny – o uciekających rozwódkach da się przecież ciekawie napisać, jednak Sarah Jio nie podołała zadaniu. Jej historia wydaje mi się być płaska i pozbawiona wyraźnych bohaterów. Na pierwszy rzut oka sporo się tutaj dzieje, ale w połowie tomu ziewałam z nudów. Ten kocha tą, a ona chce z innym, potem dochodzi jeszcze ktoś trzeci… Nie i jeszcze raz nie. Trąci banałem, bo takich książek są na świecie tysiące. Może gdyby bohaterów było mniej, albo autorka bardziej koncentrowała się na Emily i Bee…

Starałam się, doczytałam nawet do końca, ale nic z tego. Kiedy przed oczami ma się pomysły Ahern, szkoda zwyczajnie czasu.


Sarah Jio „Marcowe fiołki”
Ilość stron: 304
Wyd. Znak
Ocena: 3/6

wtorek, 22 kwietnia 2014

Podarunek - Cecelia Ahern

Sto imion nie było przypadkiem. Ahern fantastycznie pisze, a następna jej książka wyraźnie mnie w tym utwierdziła.

Tym razem poznajemy Lou Suffern’a. Wiecznie zajętego człowieka sukcesu, który buduje rodzinę, a jednocześnie przez swoje zachowanie niszczy wszystko, co z wielkim trudem udało mu się stworzyć. Pewnego dnia spiesząc się do pracy, oddaje bezdomnemu mężczyźnie kubek gorącej kawy. Odruch w jego przypadku co najmniej zagadkowy, daje Gabowi możliwość odwdzięczenia się za okazaną mu dobroć. Co takiego podaruje on Lou i jakie będą tego konsekwencje?

Podarunek łączy w sobie pierwiastek magiczny z realizmem, będąc jednocześnie ciekawą wariacją w stylu Opowieści Wigilijnej. Lubię, kiedy fantazja w tak nieoczywisty sposób przedostaje się do życia. Otwiera to umysł na nowe sprawy, pozostając nadal w pełni wiarygodną.

Zaskakująca, tajemnicza, bardzo dobra historia, napisana bez zbytniego zadęcia. I chociaż świętą nie te - z miejsca wprawiła mnie w wyjątkowy nastrój.


Cecelia Ahern „Podarunek”
Ilość stron: 320
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Z miłości do herbaty - Løv Organic

 

herbata - Løv Organic Migdałowa  I  słomka, kubek - Nicolas Vahé  I  książka Sarah Jio - Marcowe fiołki

sobota, 19 kwietnia 2014

Sto imion - Cecelia Ahern

Pojęcia nie mam, jak przez tyle lat mogłam ignorować książki Ceceli Ahern. Widziałam filmy, słyszałam masę komplementów… tylko dlaczego żadnej powieści nie wzięłam do ręki? Ok, kupiłam jedną, to fakt. Z tym, że od dwóch lat leży na półce i czeka na lepsze czasy. Szczęście dla mnie – lepsze czasy właśnie nadeszły.

Kitty jest dziennikarką, która wdepnęła w niezłe tarapaty. Sugerując się materiałami dostarczonymi przez jedną z uczennic, wysunęła wobec jej nauczyciela poważne oskarżenia. Teraz sama zasiada na ławie sądowej i jakby problemów było mało, umiera jej przyjaciółka – redaktor naczelna magazynu dla którego pracuje. Chcąc oddać należny jej hołd, Kitty postanawia dokończyć za nią artykuł. Musi rozwikłać, co łączy ze sobą stu przypadkowych ludzi oraz zrozumieć listę, którą Constance sporządziła za życia.

Kiedy po dzisiejszym dniu, ktoś zapyta się mnie, jaka jest jedna z moich ulubionych książek, bez wahania wymienię właśnie tę. Opowieść Ceceli bliska jest ideału. Dzieje się w niej dużo, ale nie w warstwie akcji tylko treści, bo gadać można wiele, ale żeby coś więcej za tym szło, to już wyższa szkoła jazdy.

Sto imion jest jednak inne, jest zachwycające. Serio, cieszę się z tej książki, jak królik na widok marchewki. Rozwiązywanie zagadki, jaką zostawiła po sobie Constance to sama przyjemność. Ciąg niesamowitych zdarzeń, ludzkich historii… Moim zdaniem to jedna z najlepszych powieści, jakie spotkałam do tej pory. Lekka a pełna mądrości. Podziwiam wrażliwość Ahern i chcę tego więcej.

Niesiona falą euforii, wzięłam się za Podarunek i ostrzegam – za parę dni pewnie znowu będę piała z zachwytu.


Cecelia Ahern „Sto imion”
Ilość stron: 448
Wyd. Muza
Ocena: 6/6

czwartek, 17 kwietnia 2014

Krucjata - Philippa Gregory


Odmieniec budził we mnie skrajne uczucia. Historia historii nie była w nim równa, za to Krucjata mile zaskoczyła mnie swą formą. Tym razem otrzymałam pełnowymiarową powieść zamiast zbioru opowiadań, i co tu dużo mówić – ten gatunek literacki Philippie wychodzi najlepiej.

Zdarzenia zapoczątkowane w Odmieńcu mają tu kontynuację. Izolda wraz z przyjaciółką próbują dotrzeć do ojca chrzestnego, wierząc, że z jego pomocą odzyskają utracony zamek. Z kolei Luca z Piotrem kroczą w papieskiej misji, badając oznaki schyłku ówczesnego świata. W pewnym momencie podróży, przyjaciele trafiają na dziecięcą krucjatę. Tysiące młodych maszerują za charyzmatycznym przywódcą, nie bacząc na ból i targającą nimi chorobę, pragnąc jedynie wstąpić do Ziemi Świętej.

Niechętna powieściom kostiumowym do Gregory mam ogromny szacunek. Bez znaczenia czy pisze dla starszych czy młodszych – wkład pracy jest zawsze ten sam. Wierze w opisywane przez nią zdarzenia i czuję magię tamtych czasów. Uwielbiam też kreślone przez Philippę bohaterki. Niezależnie od wieku są one charakterne i nie dają sobą pomiatać. Walczą o miłość, o obrany w życiu cel, a nade wszystko o prawo kobiet do bycia wolnymi.

Na co komu duchy albo strzygi, skoro tak cudnie można pisać również o rzeczach prostych. Czasy renesansu dawno minęły, jednak ludzkie wartości pozostają bez zmian.  W kategorii miłe, lekkie, ale niedurne – naprawdę świetna zabawa!

Philippa Gregory „Krucjata”
Ilość stron: 304
Wyd. Egmont
Ocena: 4,5/6

wtorek, 15 kwietnia 2014

Kiedyś Cię odnajdę - Małgorzata Rogala

Takiego wytchnienia było mi potrzeba. Po wymagającej koncentracji historii urzędnika, przez książkę Małgorzaty Rogali przeszłam niczym burza. Jeden dzień, dwa podejścia, a w zamian spora dawka krzepiących emocji.

Olga, lubiana przez uczniów pani pedagog, zostaje zgwałcona i zamordowana nieopodal swojego domu. Cień podejrzenia pada na kolegów z pracy, z którymi Olga miała zwadę, kilka minut przed atakiem. Żeby pojmać sprawcę, jej przyjaciółka zdolna jest do wszystkiego. Zatrudnia się w placówce i po nitce do kłębka zmierza do ludzi, którym Olga mogła nadepnąć na odcisk. Belferskie środowisko dalekie jest od ideałów, za to morderca dziewczyny coraz odważniej sobie poczyna. Weronika pozostaje jednak twarda. Szukając sprawiedliwości, chce pomścić w ten sposób, także własną matkę.

Kiedyś Cię odnajdę to kryminał z romantyczną domieszką w akcji oraz żwawą, nie bojącą się niczego bohaterką. Sympatia do Weroniki zrodziła się we mnie od samego początku. Zaimponowała mi swoją postawą i oddaniem dla sprawy. Szkoda jedynie, że po nawiązaniu relacji z komisarzem Pawelcem, łatwo domyślimy się całej reszty.

Wątku śledczego czepiać się nie będę, proszę Was jedynie – zdolne, rodzime pisarki – o więcej zamieszania, a mniej oczywistych zabiegów. Pomysły macie, warsztat (i to jaki!), ale w warstwie obyczajowej wszystkie Was ciągnie nadal w to samo miejsce. A ja bym chciała dostać książkę przewrotną, z głęboko zarysowaną naturą bohatera, gdzie facet gra trzecie, a nawet czwarte skrzypce. 

Szukałam rzeczy lekkiej, a sprawnie napisanej i taką też otrzymałam. Sympatyczna historia na jedno popołudnie, po której śmiało można wymagać od autorki dużo, dużo więcej.

Małgorzata Rogala „Kiedyś Cię odnajdę”
Ilość stron: 280
Wyd. Replika
Ocena: 4,5/6

niedziela, 13 kwietnia 2014

Skandynawska wieża Babel - Jerzy Stypułkowski

Czy to, co wydaje się być żywcem wyjęte z serialu Alternatywy 4, w Szwecji stało się już normą? Pozorowane działania, ceremonia ważniejsza od celu. Kraj zza wielkiej wody, ukazany oczami Stypułkowskiego napawa mnie strachem. Zachowania bohaterów muszą być przerysowane, gdyż zdrowy rozsądek nigdy by na to nie pozwolił. Nie pozwoliłby... prawda?

K. jest polskim emigrantem, szukającym w Szwecji lepszego życia. Od dwudziestu lat, mimo że szczerze nienawidzi swojej pracy, siada za biurkiem, produkując kolejne strony nikomu niepotrzebnych spisów.

Instytucja w której pracuje, jest potężnym molochem podzielonym na wiele działów i pododdziałów, z czego połowa kadry, zdaje się piastować kierownicze stanowiska. Myli się jednak ten, kto sądzi, że K. pracuje w międzynarodowej korporacji. Zajmowany przez niego urząd mieści się w bibliotece. Bibliotece o której napisano pięćset stron tekstu, a gdzie nie pojawia się ani jedna wzmianka o odwiedzającym ją czytelniku.

Przykre to, ale coraz więcej absurdów wkracza w nasze życie. Rok analiz czy kable na podłodze rzeczywiście komuś przeszkadzają, szkolenia dla zabicia czasu, albo siedemdziesięcioletnie „modelki”. Pod tym względem straszna jest ta historia. Absurdalna, niedorzeczna, a tak bliska prawdzie.

Nie potrafię tylko powiedzieć, czy Wieża mi się podobała czy nie. Z początku nie mogłam wskoczyć w jej rytm, po 1/3 myślałam żeby w ogóle dać sobie spokój, jednak po dniu przerwy wszystko się zmieniło. Tkwi w tej historii, jakaś sadystyczna przyjemność. Ciekawość, która nas zżera i musimy do niej wracać. Gdyby tylko trochę ją skrócić i pozbyć się kilku zbędnych powtórzeń (jak np. sceny szybkiej toalety K.) stała by się na pewno łatwiej przyswajalna.

Mam świadomość, że jej gabaryty i tematyka grono ludzi zniechęcą. Sama, gdyby nie tytuł oraz północne powiązania, ominęłabym ją szerokim łukiem. Ale dla pomysłu i otoczki rodem z Barei myślę, że warto.

Jerzy Stypułkowski „Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika”
Ilość stron: 532
Wyd. Novae Res
Ocena: 4/6

piątek, 11 kwietnia 2014

Zapomniane warzywa - Teresa Lewkowicz-Mosiej

Bób, soczewica, rzodkiew – to znamy. Nasturcja, oberżyna, fenkuł – nazwy dziwne, ale gdzieś słyszane. Gwiazdnica, endywia, salsefia – yyyy… czyżby jakieś zwierzątka?

Teresa Lewkowicz-Mosiej podjęła się zadania ambitnego i godnego według mnie każdej pochwały. Stara się przybliżyć rzeczy, które jadły nasze babki, prababki. Proste w przygotowaniu, a pożywne dania z warzyw, które w oparciu o tę pozycję zrobimy w dosłownie kilkanaście minut.

Zapomniane warzywa nie są jednak książką kucharską, a starannie dopracowanym kompendium wiedzy, dla osób ceniących sobie zdrowy tryb życia. Jeżeli chcecie założyć własną uprawę albo zwyczajnie, interesujecie się botaniką, ten tytuł powinien spełnić wasze oczekiwania. Wszystkie wymienione tu roślin zostały dokładnie scharakteryzowane i bez trudu dostosujecie glebę oraz nawadniane pod ich wymagania.

Sama jednak nie przepadam za grzebaniem w ziemi. Grządki, rabatki to kompletnie nie moja bajka, za to uwielbiam wgryzać się w warzywa. Od tygodni chodzi za mną jarmuż, którego nigdzie dostać nie mogę... moje kolacje bazują na fasoli i różnego rodzaju liściach. Czym zatem książka, tak bardzo mnie ujęła? Przepisami. Zupy, sałatki, surówki, zapiekanki. Minimum pracy, maksimum smaku – w taki układ to ja zawsze wchodzę :) Szkoda, że w stosunku do całości stanowią one może ¼ treści, ale dodając do oceny walory wizualno - estetyczne, książka wypada całkiem dobrze.

To prawda, że Zapomniane warzywa najbardziej przydatne będą w gospodarstwach agroturystycznych niż kuchni, ale w formie ciekawostki, warto rzucić na nie okiem.

Kliknij i sprawdź:
Zysk i S-ka    I   Varia-czyta 

Teresa Lewkowicz-Mosiej „Zapomniane warzywa”
Ilość stron: 360
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4/6

środa, 9 kwietnia 2014

Wystawa kotów - Jaworzno 2014r.

Klasyk powiedział, że "najmarniejszy kot jest arcydziełem". Nie sposób się z nim nie zgodzić, co więcej biorąc pod uwagę urodę moich niedzielnych towarzyszy, stwierdzenie, że znalazłam się w niebie, będzie jeszcze bardziej na miejscu. Oto krótka i nad wyraz okrojona (zrobiłam ponad 200 zdjęć;)) relacja z wystawy kotów rasowych w Jaworznie. 

  

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ciemna strona - oprac. John-Henri Holmberg

Ciemna strona to antologia opowiadań na widok której, moje oczy zamieniły się w dwa spodki. Stieg Larsson, Åke Edwardson, Åsa Larsson, Henning Mankell... najlepsi z najlepszych zebrani w jednym, tak niewinnie wyglądającym tomie.

W życiu bym nie powiedziała, że ta raptem czterystustronicowa książka z – powtórzmy to raz jeszcze – opowiadaniami, pozbawi mnie snu w czwartkową noc. Przecież takie historie czyta się od niechcenia, biorąc je i odkładając w dowolnym momencie. Inne i owszem, natomiast te pożarłam, strawiłam i ciągle mi mało.

Siedemnaście tytułów wśród których, tylko trzy nie przypadły mi do gustu. Reszta to wisienka na torcie mej szwedzkiej słabości. Są morderstwa, gwałty. Czasy współczesne i minione. Nietypowe spotkania (Wallander pije wino z Van Veeterenem), a także odmienne stany świadomości - medycyna przyszłości pozwoli nam wszystko przeszczepić?

„Szwedzcy mistrzowie kryminału. Zbrodnia, tajemnica, suspens”. Tak! Potwierdzam i gorąco polecam! Jeśli jeszcze ich nie znacie, albo znacie aż za dobrze. Pozornie to samo co powieść, ale ukazane z zupełnie innej strony. Czy na zachętę trzeba czegoś więcej? 

„Ciemna strona” opracowanie John-Henri Holmberg
ilość stron: 412
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

sobota, 5 kwietnia 2014

6:15 AM

    sobotni poranek...
                                       ... kilka godzin, na które czeka się najbardziej.

        na języku posmak wypitej niedawno kawy. za oknem opadająca mgła.
                                             jeszcze chwila, dosłownie kilka minut i świat obudzi się do życia.

piątek, 4 kwietnia 2014

Sztuka bycia Elą - Johanna Nilsson

Ela uważa swoje życie za pasmo totalnych nieszczęść. Jej rodzice się rozstali, bratu urodziło się kolejne dziecko, winda ciągle się psuje, a świat coraz słabiej się o nią upomina.

Dziewczyna unika kontaktów z innymi ludźmi. Przyjaźni wystrzega się jak ognia. Im mniej rzeczy posiada, tym bardziej zdaje się ich potrzebować, a w relacjach osobowych widać to najdotkliwiej. Zaangażowana w sprawę sześcioletniej Klary, nawet nie przypuszcza, jak wielka determinacja w niej podskórnie drzemie.

Johannę Nilsson cenię sobie od lat. Autorka, jak mało kto, czuje młodzieńczą rzeczywistość, i chociaż łatwo popada w przesadę (chwilami za dużo tu złego) podziwiam emocje zawarte w tej historii.

Sztuka bycia Elą to książka, którą żałuję, że nie poznałam kilkanaście lat wcześniej. Na fali uznania dla powieści typu Dzieci z dworca zoo, czyli dorobku Barbary Rosiek, Nilsson wyróżnia się bijącą od niej  nadzieją. Nie zarzuca czytelnika samymi tragediami, nie stara się go zgorszyć. Opisuje drogę prowadzącą do wiedzy, do sztuki życia w zgodzie z samym sobą.

Moja sympatia do Johanny ciągle jest ogromna, jednak Kochający na marginesie celniej do mnie trafili.

Jeżeli macie nastoletnie rodzeństwo, dzieci albo znajomych – pomyślcie nad prezentem.

Johanna Nilsson „Sztuka bycia Elą”

Ilość stron: 288
Wyd. Replika
Ocena: 4/6

środa, 2 kwietnia 2014

Wysłanniczka - Stephen Miller

Terroryści, żeby dowieść swojej siły zdolni są do wszystkiego. Mordują ludzi, potęgują chaos. Najgroźniejszy ich rodzaj to bez wątpienia samobójcy – wojownicy, którzy nie powstrzymają się przed niczym, aby siać grozę i zniszczenie.

Daria Vermiglio piękna, elegancko ubrana kobieta, leci właśnie do Nowego Jorku, w celu sporządzenia serii wywiadów do młodzieżowego magazynu Klic. To wszystko, to jednak tylko przykrywka. Rzekoma dziennikarka, zakażona została zmodyfikowanym wirusem ospy i ma go przekazać, jak największej liczbie osób. W ciągu szesnastu dni świat zostanie wystawiony na ogromną próbę. Co zrobią władze Ameryki i jak powolne umieranie zniesie sama wysłanniczka? 

Książka spędziła trochę czasu na mojej półce, ponieważ nie byłam przekonana do jej tematu ani sensacyjnej otoczki. Cały ten terroryzm oraz porywanie samolotów zdrowo mi się przejadły, stąd wątpliwości czy wymiana porwania na wirus cokolwiek w tej kwestii zmieni.

Stephen Miller zabrał się za temat bardzo popularny, i chociaż nie mogę powiedzieć, by jego historia mnie w jakiś sposób nudziła, to nie doszukałam się w niej również niczego nowego. Jest akcja, dobrze skrojona bohaterka, ale żeby zjeść na tym paznokcie… nie w ten sposób i nie w takim stylu. 

Książka ciekawa, ale za mało w niej "czynnika ludzkiego". Jest doktor z ciężko chorą żoną, wspominana wcześniej Daria oraz kilka mniej znaczących postaci, mimo to prócz dylematów wysłanniczki nie znalazłam w niej żadnej refleksji. 

Fikcyjna, acz naszpikowana realizmem historia zagłady. Dobrze się czyta, sęk jednak w tym, że całość nie do końca w moim guście.

 Stephen Miller „Wysłanniczka”
Ilość stron: 448
Wyd. Muza
Ocena: 4/6