piątek, 30 maja 2014

Stos

W życiu bym nie przypuszczała, że maj będzie aż tak owocny pod względem książek. Widząc tą ferie barw i różnorodność tytułów, nawet nie wiem po co sięgnąć pierwsze - wszystko mnie kusi z jednakową siłą, a dzień jest taki krótki.

Ehh… gdyby tak się dało sklonować, albo chociaż tydzień funkcjonować bez snu… 


Marcin Szczygielski "Berek"    z biblioteki
C. C. Hunter "Przebudzona o świcie"    od wyd. Feeria
Michael Crummey "Pobojowisko"   od wyd. Wiatr od Morza    recenzja
Anna Włodarczyk "Zapach truskawek. Rodzinne historie"   od wyd. Black Publishing   recenzja
Amanda Coplin "Morelowy sad"   j.w.
Janusz L.Wiśniewski "Grand"   od wyd. Wielka Litera
Sarah Lotz "Troje"   od wyd. Akurat
Peter Høeg "Smilla w labiryntach śniegu"   od wyd. Zysk i S-ka    recenzja
Dorota Masłowska "Jak zostałam wiedźmą"   od wyd. Literackiego 
Agnieszka Olejnik "Zabłądziłam"   j.w.
Katarzyna Grochola "Zagubione niebo"   j.w.
Dorota Sumińska "Uśmiech gekona"   j.w.
Christiane V. Felscherinow "Życie mimo wszystko"  od wyd. Iskry   recenzja
Katarzyna Tubylewicz "Rówieśniczki"   od wyd. W.A.B.    recenzja
Blake Crouch "Wayward Pines: Szum"  od wyd. Otwarte   recenzja
Anna Klejzerowicz "Sąd ostateczny"   od. wyd. Replika
Marianne Fredriksson "Simon i dęby"   j.w.
Ewa Chodakowska "Przepis na życie"   zakup własny
Tove Jansson "Podróż z małym bagażem"  j.w.     recenzja
Kjersti Annesdatter Skomsvold "Im szybciej idę, tym jestem mniejsza"    j.w.
Miriam Elia, Ezra Elia "Dziennik Edwarda Chomika"   od wyd. Feeria    recenzja
Richard Fariña "Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej"   od wyd. Officyna

Na koniec jeszcze mój nowy piórnik - kupiony w sklepie kosmetycznym, bo przecież znalezienie go w papierniczym byłoby zbyt proste ;) - i testowe muffinki z bananem -  wyszły naprawdę dobre, chcecie poznać przepis? 

środa, 28 maja 2014

Życie mimo wszystko - Christiane V. Felscherinow

My, dzieci z dworca z Zoo to jedna z najczęściej czytywanych przeze mnie książek. Historia czternastoletniej Christiane, która wpadła w sidła uzależnienia od heroiny, wydaje się być ogólnie, jedną z popularniejszych powieści, dla współczesnej młodzieży.

Kiedy usłyszałam, że Felscherinow zabrała się za spisywanie dalszych swoich losów, pomyślałam, że sprawa idzie o pieniądze i albo ona, albo ktoś inny, znowu chcą na tym zarobić. Jak jest w rzeczywistości, trudno mi powiedzieć, jednak Życie mimo wszystko czyta się nadzwyczaj dobrze.

Co działo się z Christiane, gdy wyjechała do ciotki na wieś? Jak zareagowała na swoją popularność? Imprezowanie z Depeche Mode oraz Davidem Bowie?

Określenie narkomanki mianem gwiazdy, to dla mnie znaczna przesada, ale właśnie tak potraktował ją świat po premierze Dzieci z dworca Zoo. Mimo, że dziewczyna posiadła zdolność do refleksji i oceny własnego zachowania, jej dorosłe życie płynie dokładnie tym samym torem, co młodzieńcze lata. Codziennie walczy o towar, wikła się w nieszczęśliwe związki, dążąc ostatecznie do stanu, w którym zabierają jej syna.

Pięćdziesięcioletnia dziś Christiane, to zaledwie cień dawnego człowieka. Darzę ją szacunkiem za szczerość oraz fakt, że w żadnym momencie książki, nie próbuje się migać od odpowiedzialności, ale widać, że szuka u czytelnika też czegoś w rodzaju zrozumienia. Pewnie ma to związek z kończącym się dla niej czasem i może właśnie stąd potrzeba napisania książki (będącej pewnego rodzaju spowiedzią). 

Nie sposób ocenić walorów takiej historii, bo ludzkiego istnienia się nie wartościuje. Christiane zaprzepaściła większość danego jej życia, ale grunt, że nadal walczy. O siebie, o syna, o życie mimo wszystko.


Christiane V. Felscherinow „Życie mimo wszystko”
Ilość stron: 284
Wyd. Iskry
Ocena: 4,5/6

wtorek, 27 maja 2014

Dziennik Edwarda Chomika - Miriam Elia, Ezra Elia

„Próbują złamać mi wolę, zmiażdżyć mnie, zawładnąć mną. Mogą odebrać mi wolność, ale nigdy nie dostaną mojej duszy. Mam na imię Edward i jestem chomikiem”.* 

Przyglądając się uważnie książeczce, już na pierwszy rzut oka zauważycie, że nie będzie to bajka dla dzieci. Chomik z papierosem w łapie? Toż to przedziwna historia i właśnie taką rozrywkę, serwują nam Miriam i Ezra Elia. 

Rok z życia chomika, to tak naprawdę całe jego życie, spędzone na rozmyślaniu i gnaniu za kołowrotkiem. Pytania o sens istnienia, przymiarki do buntu, a nawet próby samobójcze oraz usiłowanie morderstwa. O Edwardzie powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że cierpi na nudę, albo że jego klatka w jakikolwiek sposób go ogranicza. 

Co mądrego może napisać zwierzę? Z pozoru niewiele, jednak gdy głębiej się zastanowić, to wszyscy kręcimy się na kołowrotku, wykonując ciągle te same ruchy. Ile jest w nas z przeciętnego chomika? A może to Edward jest nadzwyczaj ludzki? 

Dowcipnie, prosto i nieco filozoficznie – za to z całą pewnością nie dla małych dzieci. 


Miriam Elia, Ezra Elia „Dziennik Edwarda Chomika”
Ilość stron: 98
Wyd. Feeria
Ocena: 5/6
s. 19

poniedziałek, 26 maja 2014

DIY: notes z piórami


Kiedy kilka dni temu, pokazywałam Wam kieliszki z Kalvy, część z Was była ciekawa, jaki będzie efekt planowanej przeróbki notesu, przy użyciu ich firmowego papieru.

Trochę zastanawiałam się, który z zeszytów najbardziej na to zasługuje, aż wybór padł na kołonotatnik z Biedronki - wzór okładki był słaby, ale ponieważ urzekły mnie jego czarno-białe wykończenia, kupiłam, schowałam i tak oto, czekał sobie na lepsze czasy. Fakt, że zamontowana przy nim spirala, sprawy mi nie ułatwiła, ale myślę, że efekt końcowy, warty jest włożonej w to wszystko pracy. 

Jak już zapełnię zeszyt z Kotem Simona, będzie nowe miejsce do zbierania cytatów :)  


Też macie słabość do robienia takich notatek, bo ja kolekcjonuje zarówno fragmenty książek, jaki i prasowych wywiadów?

niedziela, 25 maja 2014

Smilla w labiryntach śniegu - Peter Høeg

Smilla nie przywiązuje się do przedmiotów, ani ludzi. Od sympatii bliźnich woli matematykę, a cały świat stanowią dla niej lód oraz śnieg. Dziwi więc, rodzącą się przyjaźń, między nią i małym chłopcem imieniem Esajas. Ich niepisana umowa, polegająca na głośnym czytaniu sobie książek, zbliża tych dwoje bardzo blisko do siebie.

Stąd też w dniu, w którym Esajas ginie spadając z dachu, Smilla nie godzi się z wyjaśnieniem, że sam się na niego wspiął. Dobrze wie, że osoba z lękiem wysokości, nigdy nie wyszłaby tak wysoko, chyba że ktoś, by ją do tego zmusił. Wbrew swoim przyzwyczajeniom oraz policji, Smilla postanawia wyjaśnić tę zagadkę, narażając się tym samym na wielkie niebezpieczeństwo.

Peter Høeg fantastycznie nakreślił charakter głównej bohaterki. Jej alienację, zawziętość. W kilku miejscach szczerze uśmiałam się z kąśliwych uwag, kierowanych przez nią do urzędników, ale w ocenie książki niestety daleka jestem od zachwytu. Historia sama w sobie jest interesująca. Spodobał mi się charakter Smilli oraz to jak stopniowo zachodzi w niej przemiana. Z pozoru nie zobowiązująca przyjaźń wciąga ją w wir kolejnych zdarzeń, na końcu których stoi spisek i nieśmiała miłość.

Mam tylko żal do Høega o zbytnią drobiazgowość, bo miejsca, gdzie przybliżał kolejne wyprawy na Grenlandię, albo opisywał ich elementy techniczne, sprawiały, że miałam ochotę, za przeproszeniem, dać sobie tą książką w łeb. Ja nie wiem po co aż tyle tego, bo walorów nie znalazłam w tym żadnych, a naprawdę popsuło mi to lekturę.

Motyw dochodzenia oraz przemyśleń bohaterki – zdecydowanie na plus, jednak nie da się zaprzeczyć, że powieść jest przesadnie zawiła i szczegółowa.

Kliknij i sprawdź:
Zysk i S-ka    I   Varia-czyta 

Peter Høeg „Smilla w labiryntach śniegu”
Ilość stron: 420
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

piątek, 23 maja 2014

Podróż z małym bagażem - Tove Jansson


Każdy ma prawo być sam”* - to zdanie, zaczerpnięte z książki Tove Jansson, chyba najlepiej oddaje charakter całej jej prozy.

Snując swoje opowieści, Jansson za każdym razem, wywołuje we mnie pewien rodzaj nostalgii i trudnego do opisana smutku. Nie wiem czy to zasługa krain, jakie opisuje - najczęściej skute lodem, wodne odstępy – czy może tajemnica tkwi w używanym przez nią języku, ale to jedyna autorka, która jest w stanie zatrzymać dla mnie czas.

Podróż z małym bagażem to tylko dwanaście historii. Raz krótszych, raz dłuższych, zawsze jednak skupionych na bohaterze i konkretnej chwili.

Bliskość wynikająca z obecności. W ciszy i bez zbędnych słów. Tak, jak lubię najbardziej.


Tove Jansson „Podróż z małym bagażem”
Ilość stron: 196
Wyd. Waza
Ocena: 5/6
* s. 25

środa, 21 maja 2014

Wayward Pines. Szum - Blake Crouch

Miałam tylko rzucić na nią okiem. Przerobić kilka rozdziałów, aby rozeznać się w temacie i wrócić do poprzedniej książki… Ależ to było naiwne myślenie… 

Ethan budzi się na brzegu kanionu i nie pamięta jak, ani dlaczego się tu znalazł. W głowie dudni mu przejmująca pustka, zaś ostatnią rzeczą jaką kojarzy, jest taranująca jego samochód ciężarówka. Do Waywart Pines przybył z misją odnalezienia dwójki zaginionych agentów, tymczasem sam zdaje się potrzebować pomocy. Ethan nie wie jednak, że z tego miejsca nie ma ucieczki, a jego życie zawisło właśnie na włosku. 

Jeżeli jakaś książka, może z czytelnika uczynić wariata, to jest to z pewnością Wayward Pines. Szum. Schizofreniczne miasteczko, gdzie dziwaczne zjawiska są jedyną pewną rzeczą, skutecznie wyzywa nasz umysł na pojedynek. Blake Crouch pomyślał o wszystkim. Jego powieść cechuje szalona akcja, napięcie, prawdopodobieństwo (do pewnego momentu). Jeżeli kojarzycie dreszcz, który towarzyszył pierwszemu sezonowi Lost to wiecie, co mam myśli. 

Jedyne zastrzeżenie jakie mam, tyczy się samej końcówki, a w zasadzie gatunku do jakiego zmierza. Akurat tego typu rozwiązania słabo mnie przekonują, co jednak nie zmienia faktu, że całością bawiłam się wyjątkowo dobrze. Usiadłam do lektury w południe i do wieczora nie wypuściłam jej z rąk. Nie da się inaczej, po prostu się nie da. 

Mówią, że Wayward Pines to hołd złożony Miasteczku Twin Peaks – jeżeli jest w tych słowach, choć połowa prawdy, będę musiała nadrobić ten serial. 


Blake Crouch „Wayward Pines. Szum” 
Ilość stron: 344 
Wyd. Otwarte 
Ocena: 4,5/6 
Premiera: 22.05.2014r.

wtorek, 20 maja 2014

Śmieć - Andy Mulligan

Czy może istnieć życie na wysypisku śmieci? Dzieci bawiące się odpadkami i przeszukujące kolejne hałdy… przecież to wydaje się być straszne, nawet w wyobraźni.

Niestety dla Raphaela tak wygląda rzeczywistość. Segreguje on plastik oraz papier, licząc na zysk w pobliskim punkcie skupu, aż pewnego dnia szczęście się do niego uśmiecha. W worku wyciągniętym spod śmieci, znajduje sporą sumę pieniędzy. Czy ta wygrana od losu, naprawdę zadowoli chłopca?

Może to wydawać się przesadnym stwierdzeniem, ale książki takie jak Śmieć, powinno serwować się dzieciom, jako lektury szkolne. Ileż to więcej wynosiłby one z zajęć, gdyby zamiast archaicznych powieści, mogły choć raz w semestrze, przeczytać coś takiego. Andy Mulligan opisuje autentyczne życie ich rówieśników w biednych zakątkach Indii. To, jak utrzymują oni siebie oraz rodziny, tylko z tego co znajdą na wysypisku, jak mieszkają na cmentarzyskach (o czym mówi też Martyna Wojciechowska) w kraju ogarniętym korupcją i wszechobecnym głodem.

Niby to tylko zmyślona „bajka”. Fikcja literacka, która nie dotyka nikogo konkretnego, a działa na psychikę, przybliżając nam tysiące istnień.

Trwają prace nad ekranizacją książki i bardzo się z tego cieszę. Kto nie przeczyta, niech chociaż obejrzy, jak Raphael wraz z przyjaciółmi, walczą o lepsze życie.

Kobieta na krańcu świata – Życie w grobowcu

Andy Mulligan „Śmieć”
Ilość stron: 292
Wyd. Replika
Ocena: 5/6

niedziela, 18 maja 2014

Czyżynalia 2014, czyli Kalva i stos

Będąc Krakowie nie da się wrócić z pustymi rękoma, a bynajmniej ja tak nie potrafię. Pojechałam na koncert i co? 

Znowu przytaskałam książki, ale na swoją obronę mam fakt, że od dawna je chciałam i za komplet zapłaciłam raptem 40zł. Co jednak ważniejsze, odwiedziłam Kalvę - magiczną pracownię z piękną, ręcznie tworzoną porcelaną. O tym, że mam słabość do prostoty już chyba wiecie, podobnie jak o zamiłowaniu do zwierzęcych motywów, stąd do kubków z Mugtaila dołączyły właśnie kieliszki z Kalvy. 

Korzystając z gościny oraz miłego powitania, poprosiłam jeszcze właścicielkę o firmowy papier pakunkowy (możecie go zobaczyć na zdjęciu powyżej). Zamierzam potraktować nim jeden ze swoich notesów - szykuje się piękna okładka :)


Żeby jednak nie było, że pojechałam na koncert i słowem o nim nie wspominam, informuję, że Czyżynalia uważam za udane. Wbrew obawom stale nie padało, a sobotnim koncertom towarzyszyło nawet słońce. Mela i Podsadło zaskoczyli mnie swoim profesjonalizmem, Neighbourhood grą świateł, a The Sisters Of Mercy kichą, jaką odstawili. Niestety zdjęciami nie mam się jak pochwalić, bo komórką wiele się nie zdziała, za to całość imprezy oceniam na duży plus. 


Aha, McFlurry z Oreo robione teraz w Mac'u są naprawdę dobre. Jak będzie okazja wstąpcie - pycha!

piątek, 16 maja 2014

Zapach truskawek. Rodzinne opowieści - Anna Włodarczyk

Kiedyś do posiłków przykładało się ogromną wagę, a jedzenie przypominało starannie zaplanowany, codzienny rytuał. To do tych pięknych, jakby nie było czasów, nawiązuje Anna Włodarczyk w swej pachnącej truskawkami książce.

Wspomnienia zrodzone przy rodzinnym stole, w jej wykonaniu smakują wybornie. Ileż się tu o zrazach i drożdżowych ciastach naczytałam. O ciepłym uśmiechu babci, o wspólnych spacerach. Gotowanie w polowej kuchni (zupełnie jak u mnie), domowy makaron w pomidorowej (oraz każdej innej zupie), stary stół, kredens i rogaliki z marmoladą (zajadam się nimi do dziś!).

W Rodzinnych opowieściach takich perełek są tysiące, a wspominane przez autorkę zapachy, mogą naprawdę ożyć w naszej kuchni – wszystko dzięki przepisom, zamieszczonych na końcu każdego rozdziału.

Czytając tę książkę łatwo da się zauważyć, które wspomnienia zajmują w sercu autorki szczególne miejsce, bo świadomie bądź nie, wraca do nich w kilku różnych fragmentach - np. pierwsza łyżka wigilijnego barszczu jedzona zawsze z zamkniętymi oczami. Ile razy trafiałam na taki opis, miałam przed oczami własny stół i święta.

Książka poniekąd kucharska, dająca ludziom znacznie więcej niż receptury wyszukanych potraw. Zapach przekazuje nam rodzinne ciepło i beztroskę słonecznego lata. Rozpala zmysły, wabi aromatami. Ah..to chyba najbardziej soczysta i aromatyczna literatura, jaką kiedykolwiek miałam w swojej dłoni. Lepiej nie czytajcie jej na pusty żołądek ;)


Anna Włodarczyk „Zapach truskawek. Rodzinne opowieści”
Ilość stron: 352
Wyd. Black Publishing
Ocena: 5,5/6

czwartek, 15 maja 2014

Kto to pani zrobił? - Agata Passent

Stworzenie eseju, który będzie inteligentny i uszczypliwy, to nie lada sztuka. Z lubością zaczytuję się w Chutnik oraz Bator, drukowanych od jakiegoś czasu w Pani. Zerkam na Hannę Samson w Wysokich Obcasach, ale z Agatą Passent kojarzyłam do tej pory wyłącznie program Xięgarnia

Jak dziennikarka, która na ekranie wypada korzystnie, radzi sobie z esejami? Muszę przyznać, że zadziwiająco dobrze. Fakt, że książka jest nierówna pod względem formalnym – potrafi zachwycić, żeby pięć minut potem totalnie nas znudzić, zaś rozdział Doświadczona dziewica nie zawiera w sobie właściwe nic pozytywnego – ALE za teksty takie, jak Kompleks osiedli czy Do kąta powinni jej wręczyć nagrodę. 

Eseje to od zawsze był trudny orzech do zgryzienia. Drukują je w praktycznie w każdej gazecie, a większości z nich nie da się zupełnie czytać. Ta forma wyrazu powinna być ciętym punktem widzenia na aktualne sprawy, a nie narzędziem do bezkarnego szydzenia z innych osób. W Kto to Pani zrobił? mimo że „dostaje się” poniekąd wszystkim – warszawiakom, facetom, kobietom, szkolnictwu, kulturze, naturze… jest to ujęte w błyskotliwym i bardzo fajnym tonie. 

Stwierdzenie, że zachwyciła mnie Passent będzie sporym nadużyciem, jednak po totalnej wpadce z Blogotonami, tym razem odczucia mam wyjątkowo pozytywne. 

Chwilami szczerze się uśmiałam i za to wielkie brawa pani Agato. Nawet, jeśli był to śmiech przez łzy.

Agata Passent „Kto to pani zrobił?” 
Ilość stron: 368 
Wyd. Wielka Litera 
Ocena: 4/6

środa, 14 maja 2014

Jakim jestem czytelnikiem - blogowa zabawa

Jakim jestem czytelnikiem? Pytanie to zdały mi dwie przesympatyczne blogerki Miqaisonfire oraz Masquerade - dziewczyny serdecznie dziękuję Wam za zaproszenie i z klasycznym już dla mnie opóźnieniem, przystępuję do wyznania.

Zatem jakim jestem czytelnikiem


na pewno oddanym, bo czytam odkąd sięgam pamięcią, a ilość przerabianych tygodniowo lektur przyprawia „zwykłych” ludzi o zawrót głowy.

Zachłannym, gdyż chciałabym mieć większość nowości, a i starociami rzadko kiedy gardzę.

Wrednym, bo nie lubię się dzielić ;) Źle znoszę pożyczanie książek, natomiast do szewskiej pasji doprowadza mnie ich długie przetrzymywanie - nie wierzę, że czytając jakiś tytuł trzy, cztery miesiące można cokolwiek z niego zrozumieć.

Wiernym, ponieważ ukochanej pisarki muszę mieć każdą pozycję - Tove Jansson.

Multizadaniowym – czytam, piszę, fotografuję… jak to Osioł śpiewa „pełny serwis”.

Staromodnym, gdyż nie przekonują mnie współczesne cuda techniki. E-book i audiobook nigdy nie dorównają papierowej książce. Nie ma takiej opcji, nie w tym stuleciu, choć nie odbieram im wygody oraz funkcjonalności.  

Zorganizowanym - zakładka, zeszyt do notatek, ołówek, wklejki... zestaw obowiązkowy nim zasiądę do lektury. 


I to byłoby raczej na tyle, a przyjemniej tak wyglądają moje pierwsze skojarzenia. A jak jest u Was? Które przymiotniki najlepiej Was charakteryzują, albo jakimi jeszcze określilibyście mnie? :)

wtorek, 13 maja 2014

Ogród Kamili - Katarzyna Michalak

Kamila to lękliwe dziewczę, żyjące na co dzień w świecie fantazji. Zraniona przed ośmioma laty przez ukochanego mężczyznę, nadal nie może się z tego otrząsnąć. Jest młoda, dobrze wykształcona, lecz zamiast realizować swoje plany, siedzi zamknięta w pokoju, marząc o różanym ogrodzie.

Pewnego dnia otrzymuje intratną ofertę pracy, pakuje się i rusza w podróż do Warszawy. Niestety daleko nie dojeżdża, bo już na pierwszej stacji ucieka z pociągu i wraca zrezygnowana do domu. W normalnym świecie żaden pracodawca by jej tego nie wybaczył, ale kiedy mężczyzna ma nieczyste zamiary, wszystko zdarzyć się może.

Katarzyny Michalak czytałam kilka książek, ale prócz serii owocowej żadna nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia. Jagódka i Poziomka prócz pogody ducha niosły też z sobą świetne poczucie humoru, Poczekajka tchnęła optymizmem, a Ogród… w Ogrodzie właściwe nic przekonującego się nie dzieje.

O przygodach Kamili czytało mi się dobrze, bo u Michalak nigdy nie szykuję się na nic znaczącego. Jej książki to takie współczesne bajki, w których zawsze znajdzie się upragniony książę, a zło zostanie zduszone. I o ile małych dawkach, takie historie zawsze dobrze na mnie wpływają, o tyle w Ogrodzie Kamili zbyt wiele rzeczy mi przeszkadzało.

Po pierwsze i najważniejsze, nie było w nim humoru, tej lekkości, która z baśni czyni rzecz zjadliwą, bo choć wiemy, że to się nigdy nie zdarzy, to przez żarty łatwiej jest się z tym oswoić. Po drugie strasznie przygnębiająca jest ta opowieść, napuszona, przesadnie poważna, a z drugiej strony odrealniona do granic możliwości. Ja rozumiem szczęście i przewrotność losu, jednak wszystko ma swoje granice.

Jak dramat to do zatrzymania akcji serca, a jak radość to sięgająca prezentów za grube miliony złotych. Połowa książki na plus, natomiast zakończenie już mnie drażniło. Pani Kasiu proszę pisać mniej i wrócić do dawnego stylu.

Rok w Poziomce   I   Powrót do Poziomki   I   Bezdomna   I   Poczekajka 

Katarzyna Michalak „Ogród Kamili”
Ilość stron: 352
Wyd. Znak
Ocena: 3/6

sobota, 10 maja 2014

Żółta sukienka - Beata Gołembiowska

Nie ładnie pani Beato. Tak mnie zaskoczyć i rozłożyć na łopatki w sobotę, w leniwe przedpołudnie… Jak tu teraz zabrać się do garów, kiedy w głowie kłębi się tyle myśli?

To się nazywa prawdziwa niespodzianka. Mała, zielona książeczka z dziewczynką na okładce – tak niepozorna, a tyle empatii w niej skryte.

Powieść Beaty Gołembiowskiej traktuje o kobiecie imieniem Anna. Jest to polska emigrantka pracująca w Kanadzie i zachowująca się tak, jakby na niczym jej nie zależało. Wszystko przez spotkanie sprzed dwudziestu laty. Była wtedy ubrana w żółtą sukienkę, ona radosna sześciolatka, której los w jednej chwili, naznaczyły ból i cierpienie… 

Kłaniam się autorce w pas za wyczucie, delikatność, a zarazem za grozę, skrytą w każdym napisanym przez nią zdaniu. Podobało mi się, że książka nie jest dramatyczna, a mimo to szokuje odbiorcę podczas czytania. Największa tajemnica kryje się w poezji języka. To on staje się przeciwwagą do zachowania bohaterów - piękno słowa odpowiada na brzydotę ich życia.

Każda z postaci przed czymś ucieka. Dla jednej wybawieniem okazuje się być wiara, dla innej przeszłość, a znajdzie się i taka, która by zapomnieć gotowa jest przebyć ocean. Co takiego wydarzyło się na polskiej wsi, że Anna wciąż o tym pamięta? Czy powrót do miejsc z dzieciństwa, uwolni ją od nękających koszmarów? 

Książka o gronie raniących się wzajem ludzi. Napisana z sercem i dla serca. 

Beata Gołembiowska „Żółta sukienka” 
Ilość stron: 164 
Wyd. Novae Res 
Ocena: 5/6

piątek, 9 maja 2014

Fiszki z j. angielskiego, czyli szykuję się do drogi


Za kilka dni rozpoczyna się u mnie sezon wyjazdowy. Będą festiwale, koncerty oraz upragnione wakacje na norweskich fiordach – ajj... doczekać się już nie mogę :)

Stety - niestety, nim człowiek gdzieś dalej wyruszy, trzeba mieć wszystko zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Zawartość plecaka w naszych czasach, to stanowczo za mało. Aby w pełni móc korzystać z uroków odwiedzanych miejsc, musimy też mieć co nieco w głowie, i tu z pomocą przychodzą moje ostatnie nowości.

Żeby pamięć się ćwiczyła, a języka w gębie mi nie brakło, pomagają fiszki – zestawy, które w idealnym momencie otrzymałam od jednego z wydawców. Jest to angielski w czterech odsłonach: wyrazy zdradliwe, konstrukcje egzaminacyjne, najczęstsze błędy oraz amerykański kontra brytyjski (choć te w praktyce akurat się nie przydadzą, wzięłam je tylko z ciekawości).

Małe, białe karteczki z wydrukowanymi słowami – banał, a spisuje się idealnie! Biorę parę takich do kieszeni, wyjmuję w ciągu dnia, powtarzam i zamieniam na inne. Bez wysiłku, nadwyrężania uwagi, a mam wrażenie, że na północy już tak szybko się nie zagubię.

Co mnie jeszcze mile zaskoczyło to cena tych zestawów. 9,99 zł wygląda naprawdę przyzwoicie, a spotkałam takie czary, nawet po sześć dych za sztukę….

Perfekt języka z fiszkami się nie opanuje, ale kto ma już podstawy i chce je wyłącznie poszerzyć, będą idealne. Jeszcze tylko kilka seansów z filmami w oryginale i można ruszać na poszukiwanie przebrzydłych trolli :)


Fiszki: j. angielski
Zestawy: po 100 kartoników każdy
Wyd. Cztery Głowy
Ocena: 5/6

czwartek, 8 maja 2014

Pobojowisko - Michael Crummey

Lata czterdzieste minionego wieku, to trudne czasy, myślę że dla wszystkich. Mało komu żyło się wówczas spokojnie, za to satysfakcje ludziom przynosiły proste, zwyczajne rzeczy. Zdawać by się mogło, że w rybackiej osadzie wszystko, więc będzie wyglądać lepiej. Że ludzie będą tam weseli, a każdy przybysz poczuje się u nich jak w domu.

Niestety Wish Furey traktowany jest tutaj, jak największy wróg. Katolik w protestanckim środowisku, działa na ludzi niczym płachta na byka, stając się obiektem drwin i licznych złośliwości. On jednak uparcie dąży do swojego celu - zdobycia serca pięknej Mercedes, dziewczyny z uprzedzonej do katolików rodziny. Pod osłoną nocy rodzi się między nimi romans, przerwany nagłym oskarżeniem o kradzież i rzekome morderstwo...

Michael Crummey przędzie swą opowieść z drobnych oraz bardzo niepozornych nitek. W głównej mierze, chodzi w niej o miłość dwojga rozdzielonych przez wojnę ludzi, ale dla mnie bardziej frapujące były okoliczności, które sprowadziły bohaterów w to, a nie inne miejsce - na wyspę, do St. John's, a nawet obozu jenieckiego.

Książka wymaga od czytelnika sporo uwagi i delektowania się jej obecnością. Nie przeszłam przez nią jak burza, więc odradzam czytanie z doskoku. Lepiej poświęćcie jej jeden spokojny weekend, bo tym którzy wytrwają, ofiaruje wiele nadziei.

Jaka dziewczyna ruszy w nieznane za utraconą miłością? Będzie pisać do jeńca, wierząc, że w końcu wróci? Łatwowierna? Gotowa na wszystko? O Sadie można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest naiwna. Byłam pod wrażeniem jej odwagi oraz wytrwałości, bo na kolejne spotkanie z Wishem przyszło jej naprawdę długo czekać.

Takich historii nie wyrzuca się z pamięci. Piękne dialogi, opisy oraz groza szalejącej wojny… Ech po co tyle gadać. Polecam i tyle!
  

Michael Crummey „Pobojowisko”
Ilość stron: 408
Wyd. Wiatr od Morza
Ocena: 4,5/6
Premiera: 19.05.2014r.

poniedziałek, 5 maja 2014

Rówieśniczki - Katarzyna Tubylewicz

Nazywają się dumnie przyjaciółkami, ale ich relacje, nie mają z przyjaźnią praktycznie nic wspólnego. Za dużo jest w nich urazy oraz chęci bycia lepszą. 

Za szkolnych czasów próbowały trzymać się razem, lecz nigdy tak naprawdę, nie były dla siebie oparciem. Po latach Sztokholm przypadkiem łączy ich losy. Miasto, będące dla wielu ludzi ucieczką, dla nich staje się miejscem kluczowych wyborów. Jak teraz będą wyglądać ich wspólne rozmowy oraz czy rówieśniczki staną się dla siebie, nareszcie kimś więcej?

Katarzyna Tubylewicz – tłumaczka, dziennikarka, w końcu pisarka, chcąca przez opowieść zaszczepić w czytelniku coś więcej. Ze mną ta chwila refleksji, w pełni jej się udała. Tubylewicz świetnie buduje charakter swoich postaci. Co prawda nie wzbudzają one sympatii – do Sabiny pałałam wręcz chorobliwą niechęcią – ale nie zmienia to faktu, że ich zachowania są bardzo spójne i konsekwentne.

Szorstkie spojrzenie na braterstwo oraz pojednanie. Powieść zbudowana w zajmujący sposób, dzięki czemu czyta się ją z przyjemnością, mimo że czuję po lekturze też spory niedosyt. Nie dane mi było odkryć wszystkich, ujętych w historii zależności. Autorka wiele myśli rozpoczyna, po czym nagle urywa je i nie kończy. Warto by rozbudować np. wątek Zosi i tego, co jeszcze działo się w jej życiu. 

Kobieca proza, która naszej płci niczego nie wybacza. W natłoku lukrowatych powieści, działa niczym zimny prysznic.


Katarzyna Tubylewicz „Rówieśniczki”
Ilość stron: 336
Wyd. W.A.B.
Ocena: 4/6

sobota, 3 maja 2014

Na osłodę majowej pluchy

Po dwóch dniach słonecznej pogody, skończyło się jak zwykle - chłodno, wilgotno… szkoda w ogóle ruszać się z wygodnego łóżka. Poddając się lenistwu czytam kolejne książki i korzystam z długiego weekendu. Z leżenia na trawniku nici, ale do Ogrodu zawsze się wybrać można ;)

Pozdrawiamy znad kołdry i mimo aury za oknem - udanej majówki!

Uprzedzając pytania:

zdj. nr 1 smoothie - mleko owsiane + truskawki + daktyle
zdj. nr 2 śniadanie - kasza jaglana + truskawki + suszona żurawina + figi
zdj. nr 3 herbata - Løv Organic - Zen
zdj. nr 4 przylepna pierdoła - Fizionek ;)

piątek, 2 maja 2014

Moja walka - Karl Ove Knausgård


Biografie mnie nudzą. Żebym wzięła jakąś do ręki musi traktować o wyjątkowej postaci, albo być naprawdę dobrze napisana. Karl Ove to jednak fenomen. Człowiek, który zwrócił moją uwagę, jeszcze nim jego książka ukazała się w Polsce.

Losy Knausgårda wbrew pozorom nie są wyjątkowe. To kolejny chłopak marzący o pisaniu. Trochę outsider, trochę indywidualista. Syn ojca, który popadł w alkoholizm, i w którego świecie mało co jest oczywiste. Nic w tym szczególnego, wielu powie, że ich życie jest znacznie ciekawsze, ale to Karl Ove obnaża się przed czytelnikami ze wszystkiego, co siedzi w jego głowie i duszy. Naprawdę, tak skrajnie posuniętej szczerość już dawno nie spotkałam.

Podczas, gdy w większości biografii chodzi głównie o to, by się pokazać z jak najlepszej strony, w Mojej walce rzecz ma się zgoła odwrotnie. Knausgård stawia się pod ścianą, tocząc batalię z własnymi demonami i żalem do ojca. Analizuje przeszłość, rozbijając ją na czynniki pierwsze, by w ten sposób pojąć jakoś to, co się z nim aktualnie dzieje.

Uwielbiam takie podejście i skrajną otwartość. Utonęłam w tej książce, w tych myślach i emocjach. Piękne opisy, głębokie refleksje oraz przerażenie o które bardzo łatwo, gdy dojdziemy do momentu sprzątania domu.

Proza życia przekuta w przejmującą powieść – i to jeszcze jak. Fascynuje, zachwyca i szalenie uzależnia.

„Pisanie jest wyciąganiem tego, co istnieje, z cienia tego, co wiemy. Właśnie o to chodzi w pisaniu. Nie o to, co się tam dzieje, nie o to, jakiego rodzaju reakcje się tam rozgrywają, tylko o  t a m  samo w sobie. Tam, oto jest miejsce i cel pisania”.*


Karl Ove Knausgård „Moja walka. Księga I”
Ilość stron: 550
Wyd. Literackie
Ocena: 5,5/6
* s. 241