czwartek, 26 czerwca 2014

Stos + jaki obiektyw do krajobrazów?

Czerwiec upłynął mi w rozjazdach i chociaż niewiele miałam czasu na lekturę, nie przeszkodziło mi to w zachomikowaniu kolejnych tytułów. Od przybytku głowa nie boli, co najwyżej w domu robi się ciaśniej, ale zawsze powtarzam, że papier dobrze izoluje, więc w przypadku mrozów i upałów, takie zbiory mają pewne uzasadnienie ;) 

Ogólnie muszę powiedzieć, że Allegro jest zgubne, szczególnie, gdy sześć książek można wraz z wysyłką, zdobyć za niespełna pięćdziesiąt złotych. Nie wchodźcie tam, zwłaszcza jeśli od pół roku powtarzacie sobie - przestań do cholery tyle kupować, bo zbierasz na obiektyw ;)


Piotr Macierzyński "Odloty"    zakup własny
Katarzyna Michalak "Zacisze Gosi"    wygrana w konkursie
Eliza Mórawska "White Plate. Słodkie"    od wyd. Dwie Siostry   recenzja
Anna Dziewit-Meller "Disko"    z wymiany
Katherine Webb "Echa pamięci"  od wyd. Insignis
Gabriela Garaś "W plątaninie uczuć"  od wyd. Feeria
Agnieszka Topornicka "Wakacje od życia"  zakup własny
Salwa An-nu'ajmi "Smak miodu"  j.w.
Marta Syrwid "Zaplecze"  j.w.
Dorota Terakowska "W krainie kota"  j.w.
Åsa Larsson "I tylko czarna ścieżka"  j.w.
Ivar Rødningen "The Troll Hunt"  pamiątka z Norwegii
Theodor Kittelsen "Troll"   j.w.

A to już wnętrze "norweskich" książek - czyż nie są one genialne? Praktycznie każda strona zwiera grafikę, do tego kredowy papier i staranne wykończenie. Postaram się do miesiąca opisać je nieco dokładniej i zamieść więcej zdjęć.


A tak a propos wspominanego obiektywu. Od dawna mówię, że mierze się do kupna nowego sprzętu, ale co widać z każdym mijającym tygodniem, w ogóle mi to nie wychodzi. Niestety zdjęcia z ostatniego wyjazdu udowadniają, że mój obecny nie radzi sobie krajobrazami i najwyższa pora, zainwestować coś solidnego i jasnego. 

Stąd pytanie do Tych, którzy dużą fotografują i lepiej ode mnie znają się na rzeczy - jaki obiektyw polecacie? Osobiście mam wrażenie, że Sigma 24-70 mm f/2.8 spisałaby mi się najlepiej, ale może zasugerujecie jeszcze coś innego, w trochę niżej cenie? Obiektyw musi radzić sobie z krótkimi czasami naświetlania oraz niską czułością, bo nie wożę ze sobą statywu. 

Nie sztuka rzucić się od razu i kupić jakieś paści, dlatego będę wdzięczna za wszelkie sugestie. Moje body to Canon 600D.

środa, 25 czerwca 2014

Simon i dęby - Marianne Fredriksson

Urodzenie się z Żydowskimi korzeniami, było w ubiegłym wieku sporym przewinieniem. Nie ważne były wówczas poglądy, ani sposób zachowania, to przynależność etniczna naznaczała ludzi swym śmiertelnym piętnem. 

Simon i dęby to opowieść nie tyle o małym chłopcu, co o osobach, które go otaczają. Przybrani rodzice decydując się na adoptowanie Simona, wiedzieli, że wyróżnia się on wśród rówieśników zarówno wyglądem, jak i sposobem zachowania. Od samego początku w jego oczach kryło się coś więcej, jakiś trudny do zdefiniowania ból oraz rozumność, tak unikalna u małego dziecka. 

Gdy groźba wojny staje się rzeczywistością, Karin i Eryk biorą pod swój dach również Izaaka, żydowskiego chłopca ze szkoły Simona. Początkowa sympatia do kolegi znika w obliczu zagrożenia, bo choć Simon wie, jak bardzo jest ważne to, co robią dla Izaaka, to zazdrość o jego relacje z matką, definiuje ich przyszłe stosunki. 

W obliczu zmieniającego się świata, tylko dęby wydają się być wieczne. Niemi świadkowie wydarzeń i powiernicy największych sekretów, stoją na obrzeżach gospodarstwa strzegąc ludzkiej pamięci. 

W czasie II Wojny Światowej Szwecja niewiele się wycierpiała. Ostała się jako stosunkowo neutralne państwo, ale ludzie swój dramat i tak tam przeżyli. Marianne Fredriksson opisuje to wszystko z wielką czułością, bo w jej książce nie chodzi wcale o napaść, ani o działania zbrojne, tylko o to, co ta atmosfera zrobiła z konkretnymi ludźmi. 

Simon i dęby to opowieść o życiu i jego przemijaniu. O marzeniach, o próbie pozostania sobą. Melancholijna i napisana w nieśpiesznym, północnym tonie, unaocznia, jak wiele rzeczy się w tamtych czasach wydarzyło. Spokój zamienił się w chaos, bezpieczeństwo w udrękę. Najważniejsze by o tym mówić, a Fredriksson uczy nas jak to zrobić. Piękna, acz poważna opowieść. 


Marianne Fredriksson „Simon i dęby” 
Ilość stron: 396
Wyd. Replika 
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zabłądziłam - Agnieszka Olejnik

Kaja, starsza siostra Mai, odbiera sobie życie z powodu krzywdy, jakiej doznała od swoich znajomych. Dzień jej śmierci przekreśla praktycznie wszystko, co istniało do tej pory. Maja traci nie tylko siostrę i poczucie bezpieczeństwa, ale przede wszystkim rodziców, na których mogła zawsze bezgranicznie liczyć. Dziewczyna próbuje wyrwać matkę z totalnego marazmu, tylko jak tu ratować innych, kiedy samemu potrzebuje się pomocy? 

Zabłądziłam to książka oparta na kontraście, bo dramat rodziny, zestawiony jest z rodzącym się nieśmiało szczęściem, pomiędzy dwojgiem nastoletnich ludzi. Agnieszka Olejnik bardzo trafnie oddaje atmosferę, jaka panuje w rodzinnym domu. Są tu obsesje związane ze śmiercią oraz porzucone nadzieje. Samotność Mai czuje się do szpiku kości, tak samo, jak jej radość, gdy spotyka wzrok Alka. 

Niestety smak po lekturze, psuje mi ogólny zarys historii. Mam wrażenie, że mój czas dla takich książek dawno się już skończył. Jestem stara i czepliwa, i będę narzekać na to, w jakim kierunku zmierza ta opowieść. Rozumiem, że zakończenie miało złagodzić ogólną posępność historii, tylko, że ja tego w ogóle nie kupuję. Nie wierzę, że dyrektor szkoły z uśmiechem na twarzy przyjąłby taką wiadomość, że matka Mai by się zmieniła, że nikt nie miałby obaw ani wątpliwości (z wyjątkiem głównej bohaterki). 

Widziałam, że wokół Zabłądzonej zbierają się praktycznie same słowa pochwały, ale mnie ona nie przekonuje. Wolałabym książkę nieco "nudniejszą", o mniejszych skrajnościach, chociaż nie przeczę, że naście lat temu, pewnie spojrzałabym na nią zupełnie inaczej. Aktualnie - ciekawa historia, ale tylko dla młodych.


Agnieszka Olejnik "Zabłądziłam"
Ilość stron: 312
Wyd. Literackie
Ocena: 3,5/6

sobota, 21 czerwca 2014

Second Hand - Joanna Fabicka


Gdybym miała wymienić, za jakie tytuły uwielbiam polską prozę, Second Hand na pewno znalazłby się wśród nich. Ogromnie cenię sobie takie odważne i nietuzinkowe historie. Z jednej strony pisane bardzo na serio, bo pokazujące jak koślawe potrafi być ludzkie życie, z drugiej zaś, przez formę języka oraz okoliczności poszczególnych zdarzeń, nabierające dystansu i śmieszące nas zachowaniem swoich bohaterów. 

Second Hand to życie z odzysku, sprane, zniszczone, ale na własne życzenie, kobiet w pewnej rodzinie. Cecylię i Marię łączy mnóstwo zawiści i złości. Niby to siostry, teoretycznie pokrewne dusze, a jedna drugiej nie wybaczy, tego co zdarzyło się w przeszłości. Zraniona duma oraz źle pojęty obowiązek, sprawiają, że w tej relacji nie znajdzie się miłości. Wręcz przeciwnie, uprzykrzają sobie nawzajem życie, bo „jak mnie się nie udało, to i tobie nie może”. 

Powieść Joanny Fabickiej, to rzecz w głównej mierze traktująca o stracie i samotności. Jak na dłoni opisuje polską prowincję, będącą właściwie dziurą zabitą dechami, gdzieś na końcu świata. Żyje się tam wyłącznie pod publikę, a schorowanej, niepełnosprawnej kobiecie nigdy nie ma łatwo. 

Bohaterów Second Handu trudno jest polubić, ale zachwycili mnie bogactwem swoich osobowości. To kobiety grają w Second Handzie pierwsze skrzypce, mężczyźni, celowo bądź nie, nie reprezentują sobą niczego wyjątkowego. Wiecznie pijane obdartusy, bardziej dopraszają się od nas żalu, niż jakiejkolwiek uwagi. 

Z pozoru żartobliwa, lekko przerysowana opowieść, obnażająca większość naszych narodowych słabości. Strasznie mi się podobało. 

Polecam też: 
Anna M. Nowakowska - Dziunia  I  Sylwia Chutnik - Dzidzia  

Joanna Fabicka „Second Hand” 
Ilość stron: 304 
Wyd. W.A.B. 
Ocena: 5/6

p.s. Dzień dobry, mam nadzieję, że po Midsommar jakoś się trzymacie :)

piątek, 20 czerwca 2014

Norwegia cz.2 - Vigelandsparken, Geirangerfjorden, Flåmsbana

Norwegia to kraj, który jest dla mnie żywą pocztówką. Gdzie by się nie odwrócić, tam widoki godne uwiecznienia, dlatego zrobiłam łącznie ponad 1200 zdjęć, z których po dogłębnej selekcji ostało się 884, także mam czym się z Wami dzielić ;) 


Moja wyprawa skupiała się na środkowo południowej części półwyspu. Przemieszczałam się od granicy szwedzkiej do Fredrikstad, gdzie miałam pierwszy nocleg. Następnie było Oslo i wizyta w jednym z najsłynniejszych parków na świecie – Frogner, którego częścią jest Vigelandsparken, składający się z 212 rzeźb, przedstawiających łącznie prawie 600 postaci. Następnie przejechałam do Lilehammer i zwiedzałam dobrze wszystkim znaną skocznię narciarską oraz miasteczko olimpijskie, a na koniec wyprawy wzdłuż rzeki Lågen, dotarłam do doliny Gudbrandsdal. 



Kolejne dni to odwiedziny u Trolli - Trollveggen, Trollstigen oraz wizyta w miasteczku Geiranger, które położone jest nad jednym z najgłębszych i najdłuższych fiordów w Norwegii. Odbyłam tam obowiązkowy rejs promem po Geirangerfjordzie i natrzaskałam dziesiątki zdjęć, które możecie zobaczyć poniżej. 

Nie mogło mnie też zabraknąć pod lodowcem Boyabreen oraz na największym w Europie, górskim płaskowyżu Hardangervidda. W drodze do Flåm odbyłam przejazd 25 kilometrowym tunelem, a także jedną z najbardziej widokowych kolejek świata, poprowadzoną w stromym górskim wąwozie, gdzie pokonałam trasę Flåm-Myrdal-Flåm. 


Były też kilkudziesięciometrowe wodospady Tvindefossen, malownicze Bergen i wjazd kolejką torową na górę Fløyen (to tam zostały zrobione zdjęcia panoramy miasta z poprzedniego wpisu i znak zakazujący latania na miotle;)). Do tego dochodzą setki pomniejszych rzek, fiordów i mnóstwo wodospadów. Co jednak szczególnie zasługuje na uwagę, to norweskie białe noce. Dwa ostatnie zdjęcia zostały zrobione tuż przed 22 w nocy i mogę tylko powiedzieć, że to szczęście, iż wszystkie odwiedzone przeze mnie hotele, były wyposażone w grube i masywne zasłony :)

czwartek, 19 czerwca 2014

Troje - Sarah Lotz

Obowiązek dochowania tajemnicy wydawniczej do 12 maja, przesyłka pierwszego rozdziału w czarnej kopercie, otoczka sensacji i skandalu – z taką promocją książki jeszcze się nie spotkałam. 

O co w ogóle chodzi, z tym całym: „uwaga spisek i wielka tajemnica”? O marketing, bo o cóż by innego ;) Muszę jednak przyznać, że chciał czy nie chciał, wyobraźnia zaczęła pracować, a to już połowa sukcesu, żeby książka mi się podobała. 

Jest 12 stycznia 2012 roku. Na czterech kontynentach dochodzi do czterech katastrof lotniczych, w których ginie ponad tysiąc osób. W trzech z nich zdarza się jednak cud i przeżywa jeden z pasażerów. Trójka ocalałych, która szczęśliwym trafem nie doznaje żadnego uszczerbku na zdrowiu, budzi w mediach sensację, a ludzie w ich ocaleniu doszukują się coraz głębszych teorii. Gdzie leży prawda tych dramatycznych wydarzeń? W zrządzeniu losu, zamachu terrorystycznym, a może ingerencji Obcych? 

Troje są bardziej dziennikarskim reportażem, niż standardowo pojmowaną powieścią. Prezentują różne wersje wydarzeń (artykułów prasowych, wywiadów) i żadnej z nich nie kwitują komentarzem. Sami musimy dokonać wyboru w czyich słowach kryje się prawda, a gdzie kończy się ludzkie szaleństwo, wierzcie mi jednak, nie jest to wcale łatwe. 

Książka Sarah Lotz to świetnie skonstruowane czytadło, gdzie bez trudu odnajdziemy prawidła, rządzące współczesnym światem. Starannie przemyślana i wbrew pozorom, łatwa do spełnienia historia globalnej psychozy, z tym, że są na ziemi kryminały, które wzbudziły we mnie znacznie więcej emocji. Jest dobrze, ale nie tak rewelacyjnie, jak sugeruje reklama. 


Sarah Lotz „Troje” 
Ilość stron: 480 
Wyd. Akurat 
Ocena: 4,5/6

środa, 18 czerwca 2014

Norwegia cz.1 - Trollstigen, Bergen i Oslo

Umysł oraz ciało odmawiają mi jeszcze posłuszeństwa, ale warto było w ciągu ośmiu dni, przejechać blisko cztery tysiące kilometrów. Fiordy, miasteczka, wodospady… opisać się tego nie da, dlatego mam nadzieję, że zdjęcia oddadzą chociaż część tamtejszego klimatu. 

Największe wrażenie zrobiła na mnie Droga Trolli oraz to, jak szybko zmienia się w Norwegii pogoda. Po wyjeździe na punkt widokowy i ujrzeniu mgły, która uniemożliwia zobaczenie czegokolwiek, mocno się podłamałam. Bezsensu pokonywać takie odległości i przegapić, jedną z kluczowych atrakcji. Czekaliśmy więc cierpliwie, w strugach marznącego deszczu, by po piętnastu minutach, ujrzeć widok zapierający dech w piersiach. 

Jeśli nadarzy się okazja, jedzcie tam bez chwili wątpienia.  Piękne i magiczne miejsce. 

To dopiero pierwsza tura zdjęć, szykujcie się na więcej :) 

sobota, 7 czerwca 2014

White Plate: Słodkie - Eliza Mórawska

Zostając dzień dłużej w temacie kulinarnym, chcę Wam przybliżyć następny smakowity tytuł, jakim jest: White Plate: słodkie Elizy Mórawskiej.

Książek kucharskich miałam w swoich dłoniach wiele. Wszystkie piękne wydane na kredowym papierze, tylko co z tego, skoro ich treść była zupełnie niepraktyczna. Skomplikowane receptury, składniki trudne do zdobycia… nie jestem i nigdy nie będę kulinarnym wirtuozem. Moim celem jest szybkie zrobienie czegoś dobrego i zajęcie się czymś innym, dlatego od lat szukam życiowych książek, które faktycznie na coś się zdadzą. 

White Plate kusiło tytułem oraz prostą okładką. Jak się okazało to piękne, ascetyczne wydane, skrywa w swym wnętrzu w zasadzie wszystko, co laik wiedzieć powinien. Niezbędnik domowego cukiernika wprowadza nas krok po kroku w to, jaki sprzęt i akcesoria będą nam potrzebne, przedstawia opisy i właściwości składników, udziela porad, co i w jaki sposób wyrabiać oraz prezentuje przelicznik miar. Nareszcie ktoś pomyślał o tym, że po książki kucharskie sięgają zwykli ludzie, a nie mistrzowie blachy i kociołków.

Tytuł został podzielony na pięć tematycznych części - odpowiadających poszczególnym porom roku oraz miłości - bazując w ten sposób na świeżych składnikach i owocach sezonowych. Czuć tu osobowość autorki, zawartą nie tylko we wstępie, ale i w fotografiach oraz wprowadzeniu do poszczególnych działów.

Na Talerzu znalazłam mnóstwo przepisów na tarty i muffiny (moje ulubione), na serniki, gofry, bułki śniadaniowe. Jest soczyście, aromatycznie, i chociaż dziwnie to zabrzmi w odniesieniu do kulinariów, bardzo nastrojowo.

White Plate wędruje na półkę moich ulubieńców, tuż koło Wypieków i deserów Doroty Świątkowskiej. Moim drodzy – do garów! :)

W  środku nocy, boso, na środku kuchni, przy uchylonym oknie dryluję wiśnie. Parzę kolejne kubki herbaty i słucham nadlatujących samolotów, które o tej porze roku wiozą wycieczki stęsknionych słońca turystów. Spaceruję po łące, szukam dzikiego kopru i gąsienic, które zamieszkają w akwarium do czasu, aż wyłonią się z nich motyle. Pierwsze truskawki, miniaturowe poziomki z krzaczków przed domem. Pod sklepem, ktoś sprzedaje na kubki jagody, pąsowe czereśnie i zerwane pod blokiem kwiaty jaśminu”.*


zajrzyj do środka: 1 2 3   I    Moje wypieki i desery   I   przepis na czekoladowe muffiny

Eliza Mórawska „White Plate: Słodkie”
Ilość stron: 196
Wyd. Dwie Siostry
Ocena: 5/6   
Wydanie drugie uzupełnione
* s. 64

piątek, 6 czerwca 2014

Czekoladowe muffiny z fantazją*

Ich wykonanie jest banalnie proste i zajmuje maksymalnie 15 minut. Wystarczy przygotować składniki, wymieszać je ze sobą i viola.


Składniki:

1 szklanka mleka
1/3 szklanki oleju
1 jajko

1 i 3/4  szklanki mąki
2 łyżki stołowe kakao – ja daje nawet 3, bo lubię, gdy są mocno czekoladowe
0,5 szklanki cukru pudru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody

+ fantazja


opcjonalnie: 
czekoladowe groszki, kokos (do dekoracji)



* fantazja to nic innego jak dowolny owoc/warzywo/przyprawa – co tylko przyjdzie Wam do głowy. Robiłam je już z truskawkami, bananem, marchewką, dynią, migdałami, przyprawą do piernika... Zawsze się udają i są bardzo dobre, niezależnie od tego co do nich wrzucimy :)

Przygotowanie: 

Za pomocą drewnianej łyżki mieszamy osobno składniki suche i mokre, następnie łączymy je ze sobą w dużej misce i przekładamy do papilotek. Dekorujemy, pieczemy w 180’C przez ok. 20 minut.

                                                                                                                     Smacznego!

czwartek, 5 czerwca 2014

Berek - Marcin Szczygielski

Berek w czasie premiery – był to rok 2007narobił sporo zamieszania w naszej szeroko pojętej kulturze. Do tej pory nikt tak otwarcie nie wypowiadał się na temat homoseksualistów, nie usiłował przybliżyć ludziom tego co siedzi w ich głowach, ani w motywach postępowania. Marcinowi Szczygielskiemu należy się zatem uznanie zarówno za samą powieść, jak i za szczerość i odwagę w jej treści zawartą. 

Autor skonfrontował tu dwa zwalczające się nawzajem światy: Pawła, przystojnego grafika, który nie może ułożyć sobie miłosnego życia oraz Annę, wojującą katoliczkę w moherowym berecie. On jest gejem, ona nienawidzi wszystkiego co inne; na jej wycieraczce ląduje psia kupa, a jemu ktoś nożem dewastuje wejściowe drzwi. Oboje mieszkają na jednej klatce, uprzykrzając sobie wzajemne życie.

Szczygielski, będący od lat w związku z Tomaszem Raczkiem, stworzył przed czytelnikami, nową, nieznaną dotąd rzeczywistość. Największą zaletą jego książki są główni bohaterowie – ich psychika oraz rodzinne relacje, a nie, wbrew pierwszemu wrażeniu, seks czy wyuzdane zabawy. Akty stanowią w Berku zaledwie ułamek treści, za to trzon fabuły jest psychologiczny i bardzo dobrze przemyślany.

Szczygielski tą książką ogromnie mnie zaskoczył. Wiedziałam, że pisuje dla dzieci, że tworzy artykuły do prasy, ale, że Berek będzie aż tak dojrzałą propozycją, w życiu bym nie powiedziała. Fantastycznie napisana, mądra, przełamująca tabu historia. Po prostu musicie przeczytać!

p.s. chętnie nabędę Berka i Bierki w rozsądnej cenie, jeśli kurzą Wam się na półce, dajcie mi znać.


Marcin Szczygielski „Berek”
Ilość stron: 296
Wyd. Latarnik
Ocena: 5,5/6

wtorek, 3 czerwca 2014

Morelowy sad - Amanda Coplin


Morelowy sad to zaledwie mój drugi tytuł z Kaszmirowej serii, a już wiem, że cykl ten jest wart każdej, wydanej na niego złotówki. Tego rodzaju bohaterów i podejścia do historii nie znajdziecie nigdzie indziej. Udowodnił to Charles Fraizer, potwierdziła Amanda Coplin.

Dziki Zachód – ujeżdżacze koni, Indianie i wielkie połacie sadów. To tu mieści się królestwo Talmagda, prostego mężczyzny, dla którego ogród, jest wszystkim, co posiada. Gdy pewnego dnia przyjmuje pod swój dach dwie zbłąkane dziewczyny, ludzie pukają się znacząco w czoło. Na co mu takie dzikuski, jeszcze obie będące w ciąży?

O uczuciach pisano już sporo. Właściwie każda książka, w jakiś sposób o nich traktuje, tylko, że mało kto potrafi tak przedstawić mężczyznę, jak zrobiła to Amanda Coplin. William jest szorstki, zdystansowany w obyciu, ale tyle ciepła i empatii, co skrytych w jego oczach, próżno szukać u innych. Nie dość, że otwiera on drzwi swojego domu, to jeszcze gotów jest bronić dla dziewczyn tego, co najważniejsze – ich dumy i honoru.

W Morelowym sadzie podobało mi się dosłownie wszystko: suche powietrze, pot kapiący z czoła oraz owoce; ich słodki, pobudzający zmysły zapach. Jeżeli książka tak oddziałuje na czytelnika, musi być dobra.

Ludzie są niczym drzewa – raz ukorzenieni, nie lubią przesadzania, a pielęgnowani od maleńkości, odwdzięczą się wspaniałym owocem.

Piękna i głęboka historia. Aż trudno uwierzyć, że to literacki debiut.  

Amanda Coplin „Morelowy sad”
Ilość stron: 488
Wyd. Black Publishing
Ocena: 5/6

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej - Richard Fariña

Pomieszanie z poplątaniem, w oparach palonego opium.

Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej przenosi nas do połowy ubiegłego wieku. Głównym bohaterem powieści jest Paps, pewny siebie, brylujący w kłamstwie facet, dla którego studenckie życie to w zasadzie wieczna zabawa i cielesne uciechy.

Chłopak buntuje się przeciwko kampusowej polityce oraz realiom otaczającego go świata. Wraz z kolejnymi stronami, przemierzamy w jego towarzystwie Stany Zjednoczone i Kubę, widząc, jak tytuł książki idealnie odzwierciedla, sposób jego funkcjonowania.

Powieść czytało mi się niczym teatralną farsę, pełną didaskaliów i wewnętrznych rozterek bohaterów. Czuć tu klimat minionych czasów, głoszoną wówczas idee wolności, miłości, a erotyzm czai się praktycznie za każdym rogiem.

Książka Fariñy to świadectwo młodości, do którego inspiracje zaczerpnął z własnego życia. Powieść jest dziwaczna, pokrętna, a na pierwszy rzut oka, chce się nawet powiedzieć, że pisana pod wpływem środków odurzających, jednak w tym szaleństwie rzeczywiście jest metoda.

Wybrańcy muz giną młodo. Richard dożył zaledwie dwudziestu jeden lat, za to jego historia będzie wieczna. Bezkompromisowa i szczera, zupełnie jak jego życie.


Richard Fariña „Wszystko się spieprzyło, ale chyba będzie lepiej”
Ilość stron: 320
Wyd. Officyna
Ocena: 4/5