piątek, 29 sierpnia 2014

Skafander i motyl - Jean-Dominique Bauby

Jak to jest zostać więźniem własnego ciała? Móc poruszać jedynie powieką i za jej pomocą komunikować się ze światem? Życie i choroba Jeana-Dominique Bauby są na te pytania wyjątkową odpowiedzią.   

W latach dziewięćdziesiątych Jeana-Dominique był redaktorem naczelnym francuskiego Elle. Znanym i szanowanym dziennikarzem w świecie mody, lecz całą jego karierę przekreślił jeden, pechowy dzień. Ósmego grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego czwartego roku, wylew krwi do mózgu unieruchomił go we własnym ciele.

Skafander i motyl to szczególna historia napisana potęgą umysłu, a nie mięśni. Pełna optymizmu, choć tworzona na dnie czarnej rozpaczy.

Nie wyobrażam sobie takiego życia i podziwiam Jeana za to, ile rzeczy w tym stanie osiągnął. Chylę czoła w stronę autora oraz ludzi, którzy z ogromną cierpliwością literowali mu alfabet, tworząc w ten sposób książkę, słowo po słowie.

Dopiero widząc takie przykłady, człowiek pojmuje, jak niewiele zależy od niego i jak wielką potęgą jest ludzka psyche. Piękna i przerażająca lektura.


Jean-Dominique Bauby „Skafander i motyl”
Ilość stron: 132
Wyd. Słowo/obraz terytoria
Ocena: 5/6

środa, 27 sierpnia 2014

Papierowe miasta - John Green


"Dziś w nocy, kochanie, będziemy naprawiać wiele złego. A także popsujemy trochę dobrego. Ostatni będą pierwszymi; a pierwsi ostatnimi; pokorni posiądą trochę ziemi. Jednak zanim radykalnie zmienimy oblicze świata, musimy pójść na zakupy".*

Papierowe miasta w porównaniu do Szukając Alaski trochę mnie rozczarowały. Pomysł na historię jest w zasadzie ten sam: niedostępna i szalona dziewczyna mąci pewnemu chłopakowi w głowie, po czym znika z jego życia, zostawiając za sobą mnóstwo pytań i ani jednej odpowiedzi. 

Margo zjawia się w pokoju Quentina z wymalowaną na czarno twarzą, prosząc go o pomoc w realizacji swojego odwetowego planu. Z ich nocnej eskapady wynika sporo dobrego, ale na drugi dzień po dziewczynie nie ma nawet śladu. Grupa znajomych z Quentinem na czele, zaczyna poszukiwania Margo, wstępując przy okazji na drogę do zrozumienia samego siebie. 

Idea, jak na powieść dla młodzieży nadal jest unikatowa, można nawet powiedzieć, że bardzo ambitna. Ponownie bazujemy na amerykańskich klasykach kultury: wierszu Walta Whitmana i utworach Woody’ego Guthriego. Tylko, że to, co robiło wrażenie za pierwszym razem, przy drugim podejściu niczym nie zadziwia. 

Szukając Alaski dużo bardziej mi się podobało i mój zeszyt do cytatów też to mocniej odczuł. Papierowe miasta są ok. Tylko tyle...

…no dobra przy finałowej podróży minivanem nieźle się uśmiałam - ten fragment książki to akurat mistrzostwo świata ;)


John Green „Papierowe miasta”
Ilość stron: 400
Wyd. Bukowy Las
Ocena: 4/6
* s.43

wtorek, 26 sierpnia 2014

To tylko dziecko - Malin Persson Giolito

Alex Anderson to agresywne dziecko, które zupełnie nie radzi sobie z obowiązkiem szkolnym. Ma trudności ze skupieniem uwagi, jest krzykliwy i stosuje przemoc wobec kolegów z klasy. Przyczynę tego zachowania odkrywa szkolna nauczycielka i alarmuje pomoc społeczną, co uruchamia dalszy ciąg dramatycznych zdarzeń.

Zjawisko przemocy wobec dzieci, to trudny motyw do przelania na papier. Trzeba go nie tylko wiernie odwzorować, lecz także wykazać się przy tym ogromną empatią, a prawda jest taka, że mało który autor to potrafi. Jodi Picoult to właściwie jedyne nazwisko, jakie ciśnie mi się teraz na usta, jednak przyrównanie Giolito do Picoult, raczej nie wyjdzie tej pierwszej na dobre.

Nie mniej, jako że Malin Persson Giolito sama jest z wykształcenia prawniczką, to znakomicie oddaje szwedzki system prawny i nonsensy nim rządzące. Widać, że wcale nie jest on tak idealny, jak powszechnie się uważa, a zło i przemoc istnieją w każdym miejscu na świecie.

To tylko dziecko jest dobrą książką, ale brakuje w niej gradacji napięcia oraz punktu, po którym chęć odłożenia jej na bok się nie powiedzie. Losy Alexa kończyłam będąc na skraju przeziębienia, a wiadomo, że jak powieki ciążą i umysł spowalnia, to tylko naprawdę mocna lektura, jest nas w stanie wybawić z letargu. Malin się to nie udało, ale jestem daleka od „deptania” tej historii, bo mimo wszystko coś we mnie po spotkaniu z Alexem zostało.

Nic przebojowego, ale plus za trzeźwą ocenę szwedzkiego systemu sprawiedliwości.


Malin Persson Giolito “To tylko dziecko”
Ilość stron: 400
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 4/6

niedziela, 24 sierpnia 2014

Szczyrk

Pierwsza w tym roku wyprawa z której wróciłam bez książki. Są postępy, a może to tylko odurzenie,  spowodowane pięknym widokiem? ;)







A jak minął Wasz weekend?

czwartek, 21 sierpnia 2014

Małe trolle i duża powódź - Tove Jansson

Małe trolle i duża powódź to pierwsza książka z serii o Muminkach autorstwa Tove Jansson. Nie znajdziemy w niej jeszcze stworków w tej pękatej, dobrze znanej nam formie. Zwierzaki są nieco koślawe, o Włóczykijach się tylko wspomina. Widać, że pomysł na Dolinę dopiero w Tove kiełkował, ale można już dostrzec w tym wszystkim potencjał. 

W książce przede wszystkim znajdziemy echa wojny, czego efektem są złowrogi las oraz tytułowa powódź. Nawet wstępie autorka wspomina o tym, że potrzeba jej napisania, wzięła się z chęci odwrócenia uwagi od tego, co działo się na świecie. Potrzebowała ucieczki do krainy bezpieczeństwa oraz fantazji i tak zrodził się pomysł na Muminki… 

Małe trolle… to sympatyczna bajka, lecz nigdy nie będzie moją ulubioną. Za mało w niej klimatu i bohaterowie jeszcze są nie tacy, jacy być powinni. Mimo to warto ją przeczytać dla ciągłości serii i tego, aby się dowiedzieć, kim są Muminki i jak trafiły do swojej Doliny.


Lato    I    Córka rzeźbiarza
 

Tove Jansson „Małe trolle i duża powódź” 
Ilość stron: 72
Wyd. Nasza Księgarnia
Ocena: 4,5/6

środa, 20 sierpnia 2014

Stulecie - Herbjørg Wassmo


Wiedziałam, że ta książka będzie cudowna. Po prostu czułam to po kościach, jak tylko zobaczyłam okładkę i miałam absolutną rację.

Stulecie opowiada o losach trzech kobiet z północny Norwegii. Prababka, babka i matka, nikogo innego, jak samej Herbjørg Wassmo, to bohaterki, które od pierwszej strony zaskarbiają całą naszą uwagę. Życie na Lofotach nigdy nie było łatwe - długie zimy, gospodarstwa wymagające ogromnego nakładu pracy oraz dzieci... tak, kobiety te miały nawet dwunastkę (!!) potomstwa, a mimo to nie zapominały czym jest samotność i uczucie pustki.

Wszystkie oblicza miłości i obowiązków znajdziemy na kartach tej książki. Gorycz porażki, dumę z osiągnięć. Wassmo snuje swą opowieść w oryginalny sposób, splatając dzieje pokoleń siecią przyczynowo-skutkową, tak, że nie zwracamy uwagi na lata, lecz na konkretne wydarzenia. 

Jednak Stulecie to nie tylko ludzie, to również historia Norwegii, wkomponowana w rodzinne losy Sary, Elidy i Hjørdis. Zdarzenia, które trzy miesiące temu mogłam poczuć na własnej skórze, dzięki Herbjørg Wassmo ponownie ożyły. Wyprawa Amundsena na Biegun Północny, przemianowanie Kristianii na Oslo. Dzieje tej ziemi są nieodłącznym elementem życia jej mieszkańców, a połączone ze sobą, tworzoną tę wyjątkową powieść. 

Potrzeba odwagi, aby tak szczerze mówić o swojej rodzinie oraz sporego talentu, by tak pięknie o niej napisać. Wassmo dziedziczy je w genach od co najmniej trzech pokoleń.


Herbjørg Wassmo "Stulecie"
Ilość stron: 520
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Ślady - Janusz L. Wiśniewski

Lubię powieści Wiśniewskiego, ale uważam, że najwięcej treści kryje się w jego felietonach. Wiem, że krótkie formy nie mają u nas szerokiego grona zwolenników, jednak czasami aż trudno uwierzyć, jak wiele informacji, jest w stanie zawrzeć autor na jednej tylko stronie, formatu A4.

Ślady to mój piąty tomik Wiśniewskiego z którym się spotykam. Mam Intymną teorię względności, mam Molekuły emocji, Sceny z życia za ścianą i Czy mężczyźni są światu potrzebni? I tak jak podobają mi się już ich tytuły, tak do samego przekazu też nie mam większych zastrzeżeń. Są teksty lepsze i gorsze, jak to zawsze w zbiorach bywa, ale Ślady cechuje przede wszystkim samotność i tęsknota za drugim człowiekiem.

Jeżeli ktoś jest wiernym czytelnikiem miesięcznika Pani to treść Śladów nie będzie dla niego żadnym zaskoczeniem (zebrane w tomie opowiadania były drukowane na łamach gazety w latach 2012-2014). Kto jednak prasy nie kupuje, albo tak jak ja, lubi mieć wszystkie felietony w jednym miejscu (i w pięknej oprawie), zachęcam do bliższego spotkania ze Śladami.

Utwory w sam raz do poduszki albo autobusu, lekkie wagowo, za to ściskające emocjonalnie.


Janusz L. Wiśniewski „Ślady”
Ilość stron: 98
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6

piątek, 15 sierpnia 2014

Córka rzeźbiarza - Tove Jansson


Autobiograficzne opowiadania Tove Jansson. Krótkie, ale jak zwykle treściwe migawki z jej życia, a w zasadzie z lat wczesnego dzieciństwa. Wizyty u dziadków na wsi, toczenie srebrnego kamienia ulicami miasta, marzenia małej dziewczynki i świat widziany jej oczami.

Tove tak sprawnie oddała osobowość siebie, jako dziecka, że miejscami trzeba było się sporo natrudzić, by nadążyć za jej tokiem myślenia – zwłaszcza że fantazja i rzeczywistość to pojęcia płynnie się tu przenikające. Ale Córka rzeźbiarza to nie tylko teksty, to również zbiór rodzinnych fotografii, szkoda tylko że niepodpisanych, bo o ile osoby uwiecznione na nich, po lekturze Mamy Muminków jestem w stanie rozpoznać, o tyle miejsca w których je zrobiono, pozostają już niestety tajemnicą.  

Jeśli lubicie autorkę, tak samo jak ja, to wręcz musicie poznać zawarte w tym tomie historie. Jeżeli jednak jej twórczość jest dla was obca, Córkę rzeźbiarza polecam zostawić sobie na koniec. Nie znając jej stylu, a poniekąd również i osobowości, nie wyłapiecie tego co u Tove najważniejsze – szacunku do przyrody i ukojenia, jakie wiąże się z "szumem morza".


Tove Jansson „Córka rzeźbiarza”
Ilość stron: 168
Wyd. słowo/obraz terytoria
Ocena: 5/6                                                                                        Dzień dobry i udanego weekendu!


czwartek, 14 sierpnia 2014

Sieroce pociągi - Christina Baker – Kline

Dwieście tysięcy dzieci wywiezionych pociągami na Środkowy Zachód. Sieroty zebrane z ulic Nowego Jorku i stłoczone w ciasnych, niekończących się wagonach. Mówiono im, że jadą szukać dla siebie lepszej przyszłości, że znajdą kochające rodziny oraz ciepły dom, w zamian za solidną pracę. W większości przypadków kłamali, a losy Niamh są tego najdotkliwszym przykładem.

Sieroce Pociągi to historia o ludzkiej pamięci oraz przejmującym szukaniu spokojnego miejsca na ziemi. Christina Baker–Kline w prosty i chwytliwy dla czytelnika sposób, połączyła losy dwóch dziewczyn, które dzieli pół wieku historii, a mimo to są w stanie świetnie się ze sobą porozumieć. Dzięki pudłom wyciągniętym ze strychu, nastolatka Molly i dziewięćdziesięcioletnia Niamh, zaczynają opowiadać o swoim życiu...  

Baker–Kline stworzyła książkę, opartą na przeżyciach tysięcy, okrutnie doświadczonych przez los ludzi. Pod przykrywką adopcji dzieci zmuszane były do katorżniczej pracy, i chociaż w zamyśle pomysł ten był jak najbardziej słuszny, bo przecież Children’s Aid Society chciało tylko ułatwić im znalezienie domu, to ludzka pazerność na ogół przelewała miarę. Część sierot trafiła pod przyjazne im dachy, inne jednak były bite i zaniedbywane, równie często pozbawiano je też kontaktu z rodzeństwem.

Jeśli lubicie książki oparte na faktach, i nie boicie się poznawać niewygodne zdarzenia z historii, Sieroce pociągi na pewno was zauroczą. Sama jestem pod ich ogromnym wrażeniem i aż trudno mi sobie wyobrazić, jak wielką siłą musiały odznaczać się te dzieci.


Christina Baker – Kline „Sieroce pociągi”
Ilość stron: 372
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6