wtorek, 30 września 2014

Hohaj - Elisabeth Rynell

Hohaj to książka na bardzo szczególne, nostalgiczne wręcz dni. Nie urzeknie nas akcją, bo tej właściwe w niej nie ma, za to cała siła przekazu, zamknięta została w słowach.

Garbaty starzec żyjący ze swą córką, niczym mąż i żona, strudzony wędrowiec szukający schronienia oraz przypuszczalnie współczesna kobieta, opłakująca utraconego męża. Bohaterowie pochodzą z różnych czasów, ale ich drogi krzyżują się, dowodząc, że w miłości nic nie przychodzi łatwo, za to ból i tęsknota, w każdym świecie smakują tak samo.

Niewątpliwie największą zaletą tej książki są opisy, a właściwie stany świadomości, jakie dzięki nim osiągamy. Wszystko zdaje się tu dziać wolniej, choć i tak wywołuje w czytelniku więcej trwogi niż podziwu.

Opowieść o relacjach między skrzywdzoną przez ojca dziewczyną i unikającym niewygodnych pytań wędrowcem. Traktująca o miłości w surowy, pozbawiony romantyzmu sposób. Oryginalna, ale nie powiedziałabym, że lekka i łatwa w odbiorze.


Elisabeth Rynell „Hohaj”
Ilość stron: 232
Wyd. Słowo/Obraz Terytoria
Ocena: -4/6

sobota, 27 września 2014

Gwiazd naszych wina - John Green


Moje trzecie podejście do Johna Greena i drugie w pełni udane. Znowu dobrze znany nam schemat: chłopak i dziewczyna, rodzące się między nimi uczucie oraz kultura - wiersze, książki, piosenki - największy atut książek Greena. Tym razem nikt jednak nie ucieka, a wręcz przeciwnie, chce zostać jak najdłużej w tym miejscu, gdzie teraz jest. 

Hazel ma zaledwie szesnaście lat, ale swym doświadczeniem życiowym, mogłaby obdzielić połowę świata. Podłączona na stałe do aparatu tlenowego, któremu zdążyła już nadać imię, walczy z nawracającym się rakiem. Na jednym ze spotkań grupy wsparcia, poznaje Augustusa, chłopaka któremu udało się wygrać z chorobą, chociaż cena jaką za to zapłacił, była ogromna. 

Nie będę rozpisywać się na temat książki, bo mam wrażenie, że to jedna z najczęściej recenzowanych powieści w internecie. Powiem tylko, że podobała mi się konsekwencja autora wobec Gwiazd naszych winaCiosu udręki, na którym bazuje opisana tu historia. Oba zakończenia świetnie ze sobą współgrają, a kolejne wątki kulturalno-literackie (już sam tytuł jest nawiązaniem do Shakespeare'a) tylko dodają jej uroku.

Pospolita i barwna. Smutna i porażająco emocjonalna. Taka jest najnowsza książka Johna Greena. W gruncie rzeczy nic spektakularnego, ale trafiłam na nią w dobrym momencie swojego życia. 

John Green "Gwiazd naszych wina"
Ilość stron: 312
Wyd. Bukowy Las
Ocena: 4,5/6

piątek, 26 września 2014

Dziewczę z sadu - Lucy Maud Montgomery

Seria romantyczna to klasyczne powieści, które cieszyły nasze mamy i babcie. Historie, w których kobiety są nieśmiałe, a mężczyźni pełni taktu i ogłady, również dziś zdobywają szeroką gamę zwolenników.

Lucy M. Montgomery to bez wątpienia jedno z najgłośniejszych nazwisk tamtego okresu, ale jednocześnie też kobieta, która nie bała się nowości. Dziewczę z sadu, mimo sugestywnego tytułu, opowiada o chłopaku, który na prośbę swego przyjaciela, jedzie do Lindsay uczyć na zastępstwo w miejscowej szkole. Spacerując pewnego dnia po okolicy, trafia do sadu, gdzie dziewczyna, w ujmujący sposób, gra na swoich skrzypcach.

Były czasy, kiedy nie znosiłam tego rodzaju historii, uważałam je za ckliwe i nużące, dlatego teraz naprawdę mam co nadrabiać. Poznałam Pollyanne, czeka na mnie Mała Księżniczka i coraz lepiej odnajduję się w tym świecie.

Dziewczę z sadu to urocza opowieść o zalotach i ówczesnej kurtuazji. Zadziwia opisami, jak te zwyczaje wyglądały na przełomie XIX i XX wieku, a nade wszystko ujmuje nas sympatią występujących tu bohaterów.

Brawa dla Lucy, której powieści zachwycają następne pokolenia.


Lucy M. Montgomery „Dziewczę z sadu”
Ilość stron: 192
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

środa, 24 września 2014

Prawdziwa historia oparta na kłamstwach - Jennifer Clement

Ileż ja się w tym tygodniu nasiedziałam w poczekalni u lekarza. Jak przez dziesięć lat nie widziałam białego kitla, tak ostatnie dni to był po prostu jakiś obłęd. Siedzenie ma jednak tę zaletę, że jest czas na spokojne czytanie - a przy okazji unikanie chorobowych pogaduszek z rozmownymi staruszkami ;) Wleczące się niemiłosiernie godziny umilili mi: Prawdziwa historia oparta na kłamstwach, autorstwa Jennifer Clement oraz Dziewczę z sadu Lucy M. Montgomery. 

Przed lekturą Prawdziwej historii ostrzegał mnie poniekąd wydawca. Dano mi do zrozumienia, że powieść Clement to wymagająca proza, przepełniona poetycką metaforą, symboliką i głębią znaczeń. Wymaga od czytelnika skupienia i zadumy nad niemal każdym zdaniem, ale kto uwielbia takie lektury, jak nie ja :) 

Losy Leonory są niezwykle tragiczne, lecz opisane pięknym, literackim językiem. Szkolona i wychowywana przez siostry zakonne dziewczyna, nauczyła się bycia posłuszną i wie, że nie wolno jej się przeciwstawić swojemu państwu. Zatrudniona jako służąca w domu meksykańskich bogaczy, staje oko w oko z czekającym na nią piekłem. 

W mediach co rusz słyszymy doniesienia, które są tak okrutne, że zdają się być fałszywe. Wierzymy, że zło nie może przybrać, aż tak namacalnej formy, jednak świat, nie przestaje nas w tym temacie zadziwiać. Nie inaczej jest z Leonorą, której życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby nie jeden pechowy tydzień. 

Prawdziwa historia oparta na kłamstwach to powieść skłaniająca do refleksji, drastyczna, a zarazem pełna miejscowych legend. Wiara chrześcijańska miesza się w niej z meksykańską kulturą, ukazując przed czytelnikiem niesamowity tygiel zwyczajów i obyczajowości. Książka ujęła mnie sposobem opowiadania o narodzinach, o uczuciach oraz o tym, jaki świat potrafi być bezwzględny...

Piękna literatura bez zbędnych słów.


Jennifer Clement "Prawdziwa historia oparta na kłamstwach"
Ilość stron: 156
Wyd. Mała Kurka
Ocena: 5/6

wtorek, 23 września 2014

Fanbook - niezła prasa za dwa złote

W czasie deszczu mole się nie nudzą. Marzną, kichają narzekają na coraz gorszą aurę za oknem, lecz z kawą w ręku wszystko staje się dla nich łatwiejsze. Aktualnie, zawinięta kocem po same uszy, czytam archiwalne numery Fanbooka, magazynu wydawanego przez United ExPress i przyznaję, że z każdą następną stroną, kibicuję jego ekipie coraz bardziej


Co wyróżnia ten tytuł na tle innych? Na pierwszy rzut oka cena, a zaraz potem format, bardziej przypominający bloga, niż sztywną recenzencką prasę. Magazyn tworzą pasjonaci literatury, w tym wielu moich znajomych z blogosfery, co jest miłym pochyleniem czoła w naszą amatorską stronę. 

Zachęcam do lektury wywiadów z Robertem Kilenem i Katarzyną Grochola, artykułu o najgorszych szkolnych lekturach - moją zmorą byli Żeromski i Sienkiewicz, boszzzz jaka to była nuda - a także wpisu o pewnej chorobie przenoszonej drogą płciową ;)


Idealnie jednak nie jest. Jakość papieru i korekta muszą wejść na wyższy poziom (za dużo kaczek drukarskich moi drodzy), ale mając na uwadze koncept gazety i rozwój, jaki jej autorzy czynią z numeru na numer, trzymam kciuki i wierzę, że i tym dadzą sobie radę. 


Jeśli nie mylą mnie obliczenia, w październiku czeka nas kolejny numer, więc rezerwujcie drobne w portfelu :) 

Fanbook nr 2, 3, 4 - dwumiesięcznik
Ilość stron: 68
Cena: 1,99zł
Ocena: 4/6

poniedziałek, 22 września 2014

Strażnicy Historii: Chiński Ekspres - Damian Dibben

Mam wrażenie, że największym talentem Jake’a, nie są wcale podróże w czasie, ale ściągnie na siebie kłopotów. W ciągu zaledwie jednego tylko dnia, Jake przerywa ślub swoich przyjaciół, daje się pojmać francuskiej policji oraz dowiaduje się o swoim bracie rzeczy, które całkowicie zmieniają oblicze jego śmierci.

W trzeciej części przygód Jake Djonesa, przenosimy się do XVII wiecznego Londynu, czyli miejsca dla mnie wymarzonego. Złote miasto w literaturze – to tam działali Sherlock Holmes i Kuba Rozpruwacz, a teraz jeszcze bohaterowie z książki Damiana Dibbena, wkraczają na te ponure i mgliste ulice. Ich misja polega na odnalezieniu klejnotu, który posiadaczowi daje władzę nad oceanami. Czy im się to uda i kto tym razem stanie się ich największym wrogiem?

Chiński Ekspress to utrzymana w lekkim tonie historia dla młodzieży. Połączenie przygodówki z odrobiną fantazji i czymś, co trzyma nas przy niej i nie pozwala się oderwać. Wątpiłam czy z tego typu literaturą będę się dobrze bawić, a tu niespodzianka i to po raz trzeci.  

Autor ma dryg do tworzenia płynnej fabuły, unikając jednocześnie przesady, co jest rzadkością u twórców fantasy. Lubię magię, ale tylko gdy ociera się ona o rzeczywistość, i chociaż podróże w czasie nadal są rzeczą nierealną, to do zachowania bohaterów nie mogę się przyczepić.

Strażnicy Historii to w znacznej części bajka, a dopiero potem ryzykowna zabawa, za to czas można z nimi spędzić przednio. 


Damian Dibben "Strażnicy Historii: Chiński Ekspres"
Ilość stron: 304
Wyd. Egmont
Ocena: 4/6
Premiera: 23.09.2014r.

niedziela, 21 września 2014

Księga Diny - Herbjørg Wassmo


To jedna z tych książek, które żal mi było dokończyć. Przez blisko tydzień lektury, zżyłam się z jej bohaterami. Polubiłam nieposkromioną Dinę, zastanawiałam się kim naprawdę jest Leo i skąd w Reinsens, wzięło się tak wiele wyraźnych postaci. Osoby to właśnie to, co u Wassmo jest najcudowniejsze. Każdy z mieszkańców zapadł mi głęboko w pamięć i każdy jest niezbędny dla dopełnienia się tej historii.

Księga Diny to opowieść o kobiecie, której wypadek w dzieciństwie, naznacza całe późniejsze życie. Odsyłana z domu do domu, by wreszcie złagodniała, staje się wojowniczką, której od lat towarzyszą duchy. Co jest przyczyną tego, że śmierć tak bardzo ją sobie upodobała, i jakie będą konsekwencje jej małżeństwa z trzykrotnie straszmy mężczyzną?

Nie wiem za sprawą czego, ta książka stała się tak magnetyczna. Pozornie jest to historia jakich wiele. O gospodarstwie położonym na dalekiej północy, podróżach morskich i kupiectwie. Niby takie nic. Mnóstwo osób o tym pisze z tym, że to od Diny nie sposób jest się oderwać. 

Można powiedzieć, że norweska literatura zgoła jest taka sama - nostalgiczna, przepełniona krajobrazami, ale bezapelacyjnie jej największą zaletą są zawsze bohaterowie. Widać, że Wassmo lubuje się w silnych kobietach, ale ich skomplikowane charaktery, nie pozwalają nam jednoznacznie się za nimi opowiedzieć. Za jedne cechy je doceniamy, za inne nienawidzimy, ale nigdy nie będziemy wobec nich neutralni.

Pokochałam ją za język i za atmosferę. Wassmo jest mistrzynią i czekam na więcej. 


Herbjørg Wassmo "Księga Diny"
Ilość stron: 580
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 6/6

piątek, 19 września 2014

Anioł Śmierci - Lucía Puenzo

Mamy rok 1960, od zakończenia II wojny światowej minęło już 15 lat, jednak wielu zbrodniarzy wojennych wciąż bezkarnie korzysta z życia na wygnaniu. Jednym z takich ludzi jest Josef Mengele. Słynny doktor z Auschwitz, postać która niczym bóg decydowała o losie ludzi, jednych skazując na szybką śmierć, a innych poddając sadystycznym eksperymentom. 

W książce Lucii Puenzo, spotykamy się z Mengele, w momencie jego podróży po Argentynie. Jego bezustanna potrzeba przemieszczania się, owocuje pewnego dnia nową znajomością. Josef poznaje rodzinę, w której największą uwagę przykuwa 12-letnia Lilith. Dziewczynka, budzi u doktora pewne wątpliwości, stąd Mengele postanawia bliższej się jej przyjrzeć i tym miejscu zaczyna się jej koszmar. 

Muszę przyznać, że Puenzo stworzyła bardzo interesującą, a zarazem przerażającą opowieść. Przez dłuższy czas zastanawiałam się czy jej historia oparta jest na faktach, ale na szczęście nie. Podobał mi się sposób, w jaki sposób narrator opowiada o wydarzeniach, jak potrafi krytycznie opisać daną sytuację oraz jak przedstawia zachowanie chorego psychicznie doktora, który ponad ludzkie życie ceni tylko swoje badania. 

Smutne w tym wszystkim jest to, że mimo fikcyjnej akcji, treść powieści mogłaby być w pełni prawdziwa, a co najgorsze, że była prawdziwa w czasie wojny, to kiedy Mengele dla nazistowskiej ideologii, starał się stworzyć nadczłowieka. 

Polecam ku pamięci i przestrodze, jak również zachęcam do obejrzenia filmu klik


Lucía Puenzo „Anioł Śmierci” 
Ilość stron: 288 
Wyd. Replika 
Ocena: 5/6

wtorek, 16 września 2014

Powrót - Izabela Sowa

Tak bardzo chciałam napisać coś dobrego o tej książce. Myślałam, że pochwalę Izabelę za pomysł z pin up girl oraz studiem tatuażu. Zapaliłam się do odpowiedniczki Kat Von D na Polskiej ziemi i co? Zawiodłam się tak, że bardziej już nie mogę…  

Dorota to była studentka ASP, która w poszukiwaniu lepszych perspektyw, wyjeżdża do pracy za granicę. Ima się tam różnych zajęć, jednak po sześciu latach znowu wraca do Polski. Pracując w miejscowym studiu tatuażu, analizuje gdzie popełniła błąd i jak dalej ułoży się jej życie.

Są chwile, w których lepiej nie działać pod wpływem impulsu i chyba na tym polega mój błąd z Powrotem Izabeli Sowy. Nastawiłam się na komediową historyjkę, która zrównoważy oklepany do bólu motyw emigracyjny. I wiem, że jestem sama sobie winna, ale to wszystko za sprawą charyzmatycznej (w teorii) bohaterki, która w rzeczywistości okazała się być przeciętna i denerwująca.

Nie wiem, co autorka miała na myśli tworząc tę historię. Czy chciała opowiedzieć o losach Doroty, którą cały czas nazywa Dorotką, choć ma dziewczyna już blisko 30 lat? Czy może usiłowała nakreślić obraz społeczeństwa, a w zasadzie klienteli zakładów tatuażu, którą stanowią tu ludzie w większości mało ogarnięci. Nie wiem, wolę nie spekulować... Plus za kilka rozważań o życiu np. w cieniu modelingu (przykład Nadii i Igo), jednak to wszystko to stanowczo za mało.

Powieść po zamknięciu której, nic już nie pamiętam, a szkoda, bo sam koncept dawał sporo możliwości.


Izabela Sowa „Powrót”
Ilość stron: 272
Wyd. Znak
Ocena: 2,5/6

poniedziałek, 15 września 2014

Lawendowy pokój - Nina George

Barka o pękatym kadłubie, z kambuzem, dwiema kojami, łazienką i ośmioma tysiącami książek…

Perdu jest właścicielem księgarni o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka. To w tym miejscu strudzeni czytelnicy mogą znaleźć w książce poradę, a sprzedawca, ciepły i cierpliwy, wysłucha ich, jak nikt inny na świecie.

Perdu doskonale wie czym jest ból i zdeptane nadzieje. Porzucony przed dwudziestoma laty przez ukochaną kobietę, do teraz zastanawia się, jak i dlaczego się to stało? Przypadkiem wychodzi na jaw, że odpowiedź ukryta została w liście, który pewnego dnia wypada ze starej szuflady biurka.

Historie o bibliotekarzach i książkach są podwójnie bliskie mojemu sercu, stąd gdy przeczytałam, że Lawendowy pokój łączy w sobie nie tylko postać księgarza, lecz również odwołuje się do jego emocji, wiedziałam, że jest ogromna szansa by całość mi się spodobała.

Niestety w praktyce nie wyszło to wcale dobrze. Sama podróż barką jest nużąca i de facto niewiele wnosi do książki. Warto jednak zacisnąć zęby i jakoś ją przetrwać, bo pamiętnik Marion oraz towarzyszące mu przemyślenia, wynagradzają poniekąd wcześniejsze trudy.

Lawendowy pokój to cudowna i niezwykle emocjonalna historia, ale tylko do połowy. Gdyby zostawić w niej wstęp i zakończenie, byłaby idealna, a tak przez denerwującego pisarza i wędrowanie z domu do domu, rozmywa się w niej to, co moim zdaniem jest najistotniejsze – uczucia i sposoby radzenia sobie ze stratą.

Książka o różnych obliczach miłości, wywołująca u czytelnika równie skrajne emocje.


Nina George „Lawendowy pokój”
Ilość stron: 344
Wyd. Otwarte
Ocena: 3,5/6                  

sobota, 13 września 2014

Stary człowiek i stos książek

Mój licznik znowu poszybował jedno oczko w górę, jednak sklepach nadal pyta się mnie o dowód. Metryka wymusza pewnego rodzaju powagę, ale ja się chce przede wszystkim dobrze bawić.

Marzę o Islandii, chcę postawić stopę na Nord-kappie i wędrować doliną Muminków. Chce aby moje książki miały osobny pokój, a takie stosy pojawiały się częściej.

Czarujmy rzeczywistość - niech marzenia się spełniają.  


Na zdjęciu nowości, które przywędrowały do mnie w ciągu ostatniego 1,5 miesiąca. Prezenty, efekty wymiany, egzemplarze recenzenckie i zakupy własne. 

Dziękuję wszystkim bez których ta strona nie mogłaby istnieć. Dziękuję Wam za odwiedziny, dziękuję za zaufanie. 
I przepraszam za ten bardzo chaotyczny wpis :) 

Zrecenzowane:

wtorek, 9 września 2014

Anglicy na pokładzie - Matthew Kneale

Piętnaście rozdziałów, pięćset dwadzieścia osiem stron tekstu i dwudziestu jeden tłumaczy - każdy dla jednego narratora. Oto Anglicy na pokładzie – niezwykła opowieść i wielkie przedsięwzięcie Wiatru Od Morza. 

Jest rok 1857. Trwają spory między duchowieństwem i antropologami, na temat początków ziemi i ludzkiego rodu. Wielebny Geoffrey Wilson, aby dowieść prawości swojej tezy, organizuje ekspedycję do Tasmanii, ponieważ wedle jego obliczeń, właśnie tam znajduje się biblijny Eden. Przypadek sprawia, że okrętem, który go tam zawiezie, staje się Sincerity, jednostka załadowana kontrabandą. Jak ułożą się losy kaznodziei oraz przemytników? I czy Tanzania to rzeczywiście taki raj na ziemi?

Anglicy na pokładzie to bogata w szczegóły i napisana z wielkim rozmachem powieść marynistyczna, w której czas i miejsce akcji, dopracowane zostały do perfekcji. W życiu bym nie powiedziała, że fabuła dziejącą się na środku oceanu może być zarówno interesująca  jak i uniwersalna. Fakt, że to XIX wiek nie ma w tym przypadku większego znaczenia. Ludzie od zarania dziejów walczą o to samo, a czy starają się to zdobyć metodą podstępu czy wyzysku, nie czyni ofierze żadnej różnicy.

Przygotowana na książkę w stylu Moby Dicka mile się zaskoczyłam, widząc, że Anglicy na pokładzie to tak naprawdę nowe spojrzenie, na wydarzenia znane z Jądra ciemności. Pomyli się jednak ten, kto stwierdzi, że taka historia musi być archaiczna i ciężka w odbiorze. Matthew Kneale wplata w fabułę sytuacje, które rozładowują napięcie, czego idealnym przykładem jest ser (sic), bez którego w gruncie rzeczy, nic by się nie wydarzyło ;)

Nie jest to rozrywkowa książka, ale z małymi wyjątkami, czyta się ją zaskakująco dobrze. 


Matthew Kneale „Anglicy na pokładzie”
Ilość stron: 528
Wyd. Wiatr Od Morza
Ocena: 5/6
Premiera: 30.09.2014r.

piątek, 5 września 2014

Czarne skrzydła - Sue Monk Kidd


„Historia to nie tylko ciąg faktów i zdarzeń. Historia to również ból w sercu. A my powtarzamy ją raz za razem, aż w końcu cudzy ból stanie się naszym własnym.”*

Autorka Sekretnego życia pszczół powraca w jeszcze mocniejszym i bardziej emocjonalnym wydaniu! W moim odczuciu – największy hit tej jesieni.

Czarne skrzydła to kolejna opowieść, osławionej po Sekretnym życiu pszczół, Sue Monk Kidd. Tak jak poprzednim razem, również i tutaj, głównym motywem książki jest przyjaźń ponad podziałami, a dokładniej mówiąc, życie i losy dwóch kobiet: czarnoskórej Hetty, zwanej Szelmą oraz córki sędziego Sądu Najwyższego, Sarah Grimké.

Każda z nich marzy o pewnego rodzaju wolności, Szelma o tej dosłownej, żeby bat nie ranił jej pleców za każdym razem, gdy czymś zawini, a Sarah o tej symbolicznej, by móc wreszcie stanowić o sobie i realizować ambicje. Losy obu dziewczyn łączą jedenaste urodziny Sarah, kiedy to matka w ramach prezentu, ofiarowuje jej Szelmę.

Zauroczona Sekretnym życiem pszczół marzyłam, by jak najszybciej poznać Czarne skrzydła i Sue Monk Kidd nic mnie nie zawiodła. Jej powieść oparta jest na prawdziwych bohaterkach, bowiem Sarah i Szelma żyły w Ameryce na przełomie XVII i XIX wieku. I chociaż książka a prawda historyczna, to dwie zupełnie różne sprawy, Czarne skrzydła porażają autentyzmem i bestialstwem ówczesnych ludzi.

Piękna, lecz okrutna w swych realiach, powieść o sile kobiet i odwadze, która zaczęła kruszyć mury. Musicie przeczytać.

Warto poznać:

Sue Monk Kidd „Czarne skrzydła”
Ilość stron: 488
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 25.09.2014r.
* s. 483

środa, 3 września 2014

Zakochać się - Cecelia Ahern

Christine próbowała kiedyś uratować człowieka, lecz ten i tak, targnął się na swoje życie. Niedługo po tym zdarzeniu, ponownie widzi mężczyznę, tym razem stojącego na moście. To Adam, pechowiec, którego zdradziła dziewczyna, i który też nie dostrzega sensu, aby dalej to wszystko ciągnąć. Finał drugiej historii jest jednak zupełnie inny. Adam nie tylko daje się namówić na zejście z barierki, ale co więcej, zawiera z Christine szaloną umowę - jeśli do jego urodzin, dziewczyna zdoła go przekonać, że warto żyć, zrezygnuje z kolejnych samobójczych prób.

Uwielbiam Cecelie Ahern i będę to powtarzać aż do znudzenia. To moje największe tegoroczne odkrycie. Kobieta o oryginalnych pomysłach i ogromnym talencie. I chociaż reszta świata pewnie już dobrze jej dorobek zna, to ja się cieszę, że jestem dopiero na początku tej drogi.

Prawdą jest, że Zakochać się to niestety nie to pióro, które cenię sobie najbardziej, ale mimo to w książce nie ma się do czego przyczepić – jedyny mój zarzut to przewidywalność, bo już sam tytuł jest poniekąd spojlerem. Szczęście, że powieść jest gruba, a do finału daleko, zdążyłam się więc wybawić, nim zakończenie potwierdziło wszystkie, wyciągnięte przeze mnie wnioski.

Optymistyczna historia z genialnymi bohaterami, z tym, że bez magii i fantastycznych wybiegów. Bardzo dobra, ale nie tak fascynująca, jak trzy poprzednie.



Cecelia Ahern „Zakochać się”
Ilość stron: 414
Wyd. Akurat
Ocena: 5/6

p.s. poznajcie nowego domownika, który tylko z wyglądu jest taki uroczy - w rzeczywistości daje nam teraz nieźle popalić  :)

poniedziałek, 1 września 2014

Dochodzenie 3 - David Hewson

Nie znam serialu, na motywach którego, powstała ta książka. Nie czytałam jej poprzednich części, ani też pojęcia nie miałam, o co w tym wszystkim właściwie chodzi, ale kurcze… dałam się porwać i strasznie mi się podobało.

Na złomowisku znalezione zostają poćwiartowane zwłoki, nieznanego mężczyzny. Tutejsze maszyny brutalnie się z nim obeszły, lecz ekspertyzy wykazują, że w chwili rozcinania karoserii, człowiek ten już dawno nie żył. Kim jest to anonimowe ciało i jaki ma to związek z pewną bardzo bogatą rodziną?

Porwanie siedmioletniej dziewczynki, przekręty polityczne oraz wielkie pieniądze, których zwykły człowiek nie jest w stanie ogarnąć rozumem, oto motywy na których David Hewson oparł swą powieść.

Chociaż mówimy tu cały czas o literaturze, to konstrukcja historii i jej wykonanie, dużo bardziej pasują mi do serialu niż książki. Natłok nazwisk i organizacji, częsta zmiana scen oraz nawiązania do poprzednich historii, z początku działały na mnie zniechęcająco. Plus jednak dla autora za przezorność i opracowanie spisu głównych postaci. Jeżeli ktoś, tak jak ja, rozpoczyna spotkanie z Sarah Lund od połowy serii, powyższa pomoc staje się nieoceniona.

Dochodzenie to powieść o bardzo szybkim tempie akcji i szeroko rozbudowanej charakterystyce postaci. Trudno mi powiedzieć czy książka Hewsona jest wariacją na temat serialu czy może jego świetnym uzupełnieniem, ale dla takich telewizyjnych ignorantów jak ja, serwuje pierwszorzędną rozrywkę.


David Hewson „Dochodzenie 3”
Ilość stron: 528
Wyd. Marginesy:
Ocena: 5/6