piątek, 31 października 2014

Jesień


"Jest jesień. Kąsa mnie po kawałku i owija sobą. Lato wszędzie się już zapodziało, że wszystkich stron sączy się chłód, wieczory są coraz ciemniejsze. Dopiero szósta, a na dworze już granatowa ciemność. Nieruchomo stoją żółte i czerwone drzewa, które nie zdążyły jeszcze zgubić liści. Rolnicy zebrali już wszystko, co było do zebrania, pola leżą odłogiem w oczekiwaniu na przyszły rok. Wchodzimy w zimę i nie ma już nadziei".

                                                                                                           Jonas Gardell

czwartek, 30 października 2014

Gry: Mumia. Wyścig w bandażach i Cappuccino

W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz. Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się, ale strasznie nudzą się w deszcz”. Słowa z Kabaretu Starszych Panów idealnie odnoszą się nie tylko do dzieci, ale właściwe do każdego żywego stworzenia. Trzecia doba bezustannego deszczu (było tak tydzień temu, gdy pisałam tę opinię), to wyzwanie nawet dla takiego bibliofila jak ja. W tym trudnym dla wszystkich czasie z pomocą przyszło mi wydawnictwo Egmont, które sprezentowało mi do testowania dwie gry planszowe. 


Mumia. Wyścig w bandażach i Cappuccino to rozrywka dla całej rodziny. Na pierwszy rzut oka obie planszówki zachwyciły mnie wykonaniem i starannością oddanych szczegółów. W Mumii mamy karty z naprawdę grubej tektury, drewniane pionki, kostki do gry. Za to Cappuccino urzekło mnie motywami na szczytach kubeczków.

Jak się gra? W wyścigu w bandażach przesuwamy się dobrze znaną wszystkim metodą, ile oczek na kostce i jaki symbol, takim przedmiotem się przemieszczamy. Po drodze czekają na nas pułapki: punkty ujemne, zadania do wykonania oraz nagrody: punkty dodatnie, bonusy. Żeby wygrać musimy pokonać całą trasę trzykrotnie, a w podliczeniu mieć jak najwięcej zdobytych punktów.

Cappuccino odbieram natomiast, jako nowocześniejszy wariant warcabów. Gra jest rozgrywką typowo logiczną, polegającą na budowaniu coraz wyższej piramidy i zakrywaniu kubków przeciwnika. Wydawać by się mogło, że takie rozwiązanie szybko będzie się nudzić, ale jeżeli gra się tylko we dwie osoby, przez co dysponujemy dwoma różnymi kolorami, pojedynek może stać się naprawdę zacięty.


Moja znajomość gier stołowych ogranicza się w zasadzie do Chińczyka i Scrabble, ale powyższe nowości też zdobyły moje uznanie. Jeżeli będziecie się głowić, co kupić bliskim na nadchodzące święta, powyższy wariant wart jest rozważenia.

Szczegóły:  Mumia   I   Cappuccino


Mumia. Wyścig w bandażach                                                  Cappuccino
Ilość graczy: 2-6                                                                       Ilość graczy: 2-4 graczy
Wiek: >8 lat                                                                              Wiek: >8 lat



środa, 29 października 2014

Miłość i Chaos w Nowym Jorku - Gemma Burgess.

Polubiłam Dziewczyny z Nowego Jorku, dlatego szukając książki znacznie lżejszej, niż moje zeszłotygodniowe wybory, sięgnęłam po Miłość i Chaos Gemmy Burgess. 

Tytuł idealnie odpowiada historii za nim ukrytej, traktującej o imprezującej dziewczynie, której świat wali się na głowę, a alkohol i tańce są tylko chwilową od tego ucieczką. Angie kończy za moment dwadzieścia trzy lata, nie mając jednocześnie w życiu żadnego, konkretnego celu. Ok, chce być sławna i bogata, i mieć własną kolekcję ubrań, ale funkcjonując na kacu na pewno tego nie zdobędzie. Pewnego dnia budzi się trzema tysiącami dolarów na poduszce, problem jednak w tym, że z ubiegłej nocy zupełnie nic niepamiętna… 

Gemma Burgess tworzy lekkie, naiwne w gruncie rzeczy historie, ale do autobusu taka lektura spisała się idealnie. Miłość i chaos w Nowym Jorku czytałam w drodze do Krakowa i nawet nie wiem kiedy, zleciało mi to półtorej godziny. Jest to zabawna, czysto rozrywkowa powieść, którą polubiłam bez konkretnego powodu. Zwyczajnie, raz za czas, dobrze jest zatracić się w czymś takim. W bajce dla dorosłych, gdzie na przyjaciół zawsze możemy liczyć, a ubrani w bikini, bez gotówki i dokumentów, będziemy w stanie wrócić sami z Karaibów ;) 

Bliskie są mi babskie czytadła oraz styl, w jakim tworzy Burgess. Jeżeli i Was taka literatura przekonuje, warto zwrócić na Gemmę uwagę, ale wcześniejsze Dziewczyny podobały mi się jednak nieco bardziej. 


Gemma Burgess „Miłość i chaos w Nowym Jorku” 
Ilość stron: 352 
Wyd. Pascal 
Ocena: 4/6

poniedziałek, 27 października 2014

Dojrzewanie błazna - Jonas Gardell



Wybacz sobie wszystko to, co w sobie nienawidzisz. Wybacz sobie wszystko to, co w sobie kochasz. Wszystko, czego się wstydzisz. Wszystko, z czego jesteś dumny. Wszystko to, co chcesz ukryć. Wszystko, co chcesz pokazać. Wszystko to, co nie wyszło jak powinno. Wszystko, kim jesteś. Wszystko, kim chciałeś być. Wybacz sobie”.

Kolejna książka wgniatająca w ziemię. Opowieść o idealnym miasteczku, gdzie wszyscy żyją szczęśliwie i robią wszystko, by to złudzenie utrzymać.

Nauczycielka wychodzi na chwilę z lekcji, by w drugiej sali pociągnąć sobie z piersiówki. Dzieci nienawidzą kolegów, bo ktoś ma stare ubranie albo niemodną fryzurę – jednak proszone na przyjęcie każde z nich przyniesienie upominek. Rodzice też nie są lepsi, licytują się na choroby i starają się pewnych rzeczy, po prostu nie dostrzegać.

By wytrzymać w takim świecie, Juha odgrywa rolę błazna. Kocha być w centrum uwagi i żartem, chce pozyskać przychylność innych. Refleksja przychodzi dopiero z czasem, w listach, które pisze do znajomego.

Dojrzewanie błazna to książka o dorastaniu, a właściwie o dostrzeganiu popełnionych niegdyś błędów. Krótka, zaledwie dwustu-stronicowa, opowieść o nienawiści przejawianej z uśmiechem na twarzy.



Jonas Gardell "Dojrzewanie błazna"
ilość stron: 232
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5,5/6

niedziela, 26 października 2014

Targi Książki Kraków 2014r.

Gdy po raz czwarty, człowiek wybiera się na Tragi Książki, wie już mniej więcej czego się może spodziewać. Że będą szalone tłumy, zaduch (tym razem niespodzianka, nowa hala świetnie dała sobie radę z wentylacją), wiele ciekawych spotkań i autorzy, którzy jak zwykle nie zawiodą.


Mnie, jak co roku, spotkało niestety jedno rozczarowanie - Patrycja Pustkowiak odwołała podpisywanie Nocnych zwierząt - i jeden wielki zawód, czyli wystawa poświęcona Tove Jansson, a w zasadzie przedruk zdjęć z biografii i duża reklama wydawnictwa. Wstyd takie coś w ogóle reklamować i ruszać z tym po Polsce. Jeżeli tak mamy obchodzić jej setne urodziny, to ja bardzo dziękuję, postoję sobie z boku. 


Z przyjemnych rzeczy, na długo w pamięci zostanie mi na pewno rozmowa z Barbarą Kosmowską, której pięknie dziękuję za tę "odrobinę prywaty" i szczególny wpis w książce. Niezapominanie było również spotkanie z Jaume Cabré, którego Głosy Panamo dopiero przede mną, ale mam już pewność, że powieść będzie wyjątkowa, choć będzie wymagać od czytelnika wiele uwagi. 


Ogromnie się też cieszę ze skompletowanej serii Joanny Bator, bo kupienie Piaskowej góry w racjonalnej cenie, było do tej pory niemożliwe, a tu niespodzianka, Empik nie tylko miał ją jakimś cudem na stanie, to jeszcze 25% taniej. 


To też jedyne książki, jakie ze sobą przywiozłam. Po szaleństwie z 2013, tym razem postawiłam nacisk na ludzi i chłonięcie literackiej atmosfery, a nie targanie ze sobą dwudziestu kilogramów "makulatury". Stałej zmiany jednak nie obiecuję, bo za rok kolejne Targi :) 


Gdyby kogoś ciekawiło, jak bardzo "bogata" była wystawa o Tove, to zapraszam na Facebooka, gdzie zamieszczę za chwilę wszystkie jej slajdy. 

piątek, 24 października 2014

Burak - Włodzimierz Kruszona

Ostatnio mam szczęście do dobrej literatury. Dobrej, bo zarówno świetnie napisanej, jak i podejmującej niebanalne tematy. Po weekendowym zachwycie Gardellem (który wcale nie minął, bo już zabrałam się za jego trzecią powieść), dziś przyszła pora na autora z rodzimego podwórka - Włodzimierza Kruszona.

Burak to nic innego, jak określenie głównego bohatera, nauczyciela pracującego w liceum, którego nikt nie szanuje, który żyje wedle archaicznych zasad, i któremu nawet przekleństwo przez gardło nie przejdzie. Komputer to dla niego czarna magia, na Internet go po prostu nie stać. Pomiatają nim uczniowie, nie szanują nauczyciele. Jak ktoś taki ma, i może, edukować młode pokolenie? Czy we współczesnym świecie, osoba o tak słabym charakterze, ma szanse zdobyć jakikolwiek szacunek? 

Włodzimierz Kruszona ujmuje w ramy powieści zjawisko, które rozprzestrzenia się w szkołach w zatrważającym tempie - absolutny brak szacunku dla roli nauczyciela. Tutejszy Krzysztof dostaje po tyłku od podopiecznych, ale przede wszystkim od życia, a wszystko na własne życzenie i przez uległość, płynącą z dobroci serca. Polubiłam tego starego belfra, żyjącego mentalnie w zupełnie innej epoce. Jest w prawdzie z charakterku nieco "ciućmokiem", ale inteligencji i bogactwa wewnętrznego życia można mu tylko zazdrościć.

Brawa dla autora za oryginalny temat, za bohatera i mnóstwo ciekawostek przemyconych w fabule (polonistycznych, filozoficznych), ba! mamy tu nawet wątek szantażu, co przy osobności belfra jest pomysłem iście kosmicznym.

Rzecz do pośmiania się i do zadumy, a przede wszystkim bardzo dobrze skomponowana powieść. 


Włodzimierz Kruszona "Burak"
Ilość stron: 236
Wyd. Replika
Ocena: 5/6

środa, 22 października 2014

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Choroba - Jonas Gardell

"A jeśli krzyczysz i nikt cię nie słyszy, to czy w ogóle krzyczałeś?"

Nie wiem, jak to możliwe, ale Choroba jest jeszcze mocniejsza od Miłości. Głębiej się w nas wgryza i poraża nienawiścią ówcześnie żyjących ludzi. Nie dziwie się panice, jaka powstała w związku z epidemią. Nie mam za złe „zwykłym” osobom ich strachu oraz obawy. Nie potrafię jednak zrozumieć lekarzy, którzy machnęli ręką, twierdząc: niech sami sobie radzą oraz pogardy kleru, który sprawę wykorzystał do własnej polityki pt. „grzeszyli, więc mają za swoje, dopadła ich kara”.

Taki obraz świata wyłania się z drugiej części Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Konfrontacja miłości do rodziców z jadem sączącym się z ich strony. Bezradność i samotność chorego na szpitalnej sali, gdzie nawet pielęgniarka boi się do niego podejść.  

Jonas Gardell pokazuje jak to wtedy było, ale jest obiektywny wobec każdej ze stron. Trudno doszukać się w jego książce opinii, czy wyraźnej wzgardy dla kogokolwiek i chyba to jest w tej książce najtrudniejsze, że ciężar tematu spada na nas samych.

Znowu jestem pod ogromnym wrażeniem i wyczekuje premiery ostatniej części.

Jonas Gardell „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Choroba”
Ilość stron:
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5,5/6 

wtorek, 21 października 2014

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Miłość - Jonas Gardell


Z każdej strony powtarza się nam, że Szwecja to idealny przykład państwa opiekuńczego. Że pomoc społeczna funkcjonuje tam na najwyższym poziomie, że właściwie nie mają bezrobocia, a w chłodnym dystansie, odzwierciedla się powszechna tolerancja. Może teraz po części tak jest, ale jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu, sprawa wyglądała zupełnie inaczej.

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek to pierwszy tom trylogii Jonasa Gardella, traktujący o homoseksualizmie oraz epidemii ADIS na północy Europy. Opisuje on losy Rasmusa, chłopaka, przyjeżdzającego do Sztokholmu w poszukiwaniu wolności. Dość szybko odnajduje tu innych, podobnych sobie towarzyszy, a wśród nich Benjamina, nieśmiałego świadka Jehowy, który tak samo jak on, porzucił wcześniejsze życie, by choć przez chwilę być naprawdę sobą.

Losy bohaterów zapadają w pamięć, bo nie ma w książce ani jednego, zbędnego zdania. Przygody Rasmusa, Benjamina i Paula tworzą wnikliwą fabułę, a pozbawione emocji wtrącenia z publikacji medycznych, odzierają temat z delikatności.

Pochłania się tę książkę niezwykle szybko, czekając na finał, na nieszczęście, które musi się dopełnić. Kiedy skończyłam Miłość jedyne, co mogłam zrobić, to przejść do kolejnej części. Poznać dalsze losy bohaterów i dramat, który na nich czeka. Dopiero potem będę mogła próbować ochłonąć i poukładać swe myśli.

Brawurowa i szokująca powieść.


Jonas Gardell „Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Miłość”
Ilość stron: 288
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 20 października 2014

Kurs dziennikarstwa dla samouków - Małgorzata Karolina Piekarska

Pierwszą zasadą medycyny jest nie szkodzić, a literatury nie nudzić. Dziennikarstwo powinno łączyć w sobie te dwie cechy”.

Mawiają, że pisać może każdy, ale nie każdy musi to czytać, i w pełni się z tym zgadzam. Zaledwie garstka osób potrafi tak dobierać słowa, by oddać wszystko, co w nich siedzi, ale z drugiej strony, gdy ktoś czuje wewnętrzną potrzebę tworzenia, to dlaczego mu tego zabraniać? Uważam, że kto chce, niechaj pisze, lecz dziennikarstwo proszę zostawić tym, co wiedzą nieco więcej od innych.

Małgorzata Karolina Piekarska dzięki lekkiej formie felietonu, stara się przybliżyć różne rodzaje dziennikarskich tworów: wzmianki, reportaże, recenzje, wywiady, eseje... Poznajemy podstawowe cechy tych gatunków, sporo praktycznych rad i zadania do wykonania by np. odnaleźć w prasie omawiane teksty i porównać je ze sobą.

Kurs dziennikarstwa dla samouków to taki drogowskaz dla przyszłych adeptów tej wymagającej sztuki. Książka będzie dobrą wskazówką dla licealistów, wiążących swą przyszłość z pisaniem. Pomoże im usystematyzować wiedzę, sprawdzić swoje umiejętności, ale i osobom bardziej zaznajomionym z tematem, powinna przynieść coś nowego – np. rozwiać wątpliwości czy dziennikarz może oceniać, czy powinien tylko informować.

Sama do dziennikarstwa nigdy się nie rwałam, ba nawet przeprowadzenie wywiadu było dla mnie kosmosem, ale książkę Piekarskiej czytało mi się wyjątkowo dobrze. Jej żartobliwa forma oraz prostota w przekazie, czynią z niej tytuł wart uwagi, właściwie dla każdego humanisty.


Małgorzata Karolina Piekarska „Kurs dziennikarstwa dla samouków”
Ilość stron: 112
Wyd. Biblioteka Analiz
Ocena: 5/6

czwartek, 16 października 2014

Gorzko - Barbara Kosmowska

Jedna z moich ulubionych serii wydawniczych, licząca ponad pięćdziesiąt tytułów, ale do pełnej kolekcji, brakuje mi już tylko kilku. Książki o kobietach ze wszystkich zakątków na ziemi. Nie są one jednakowo pasjonujące, nie każda od razu chwyci nas za serce, ale każdą warto zdobyć, bo opowiadają prawdę o otaczającym nas świecie.

Gorzko to historia z naszego rodzimego podwórka, która traktuje o pokoleniowych relacjach na linii córka-matka-babka. Zmęczona awanturami w domu Teresa, ucieka do wielkiego miasta na upragnione studia. Chce zacząć od zera i znaleźć prawdziwe oparcie w drugim człowieku. W przydzielonym jej akademiku dostaje pokój z dwójką innych, pokrzywdzonych przez życie dziewczyn. Tak rodzi się między nimi przyjaźń, przetykana goryczą weekendowych wizyt w domu.

Gorzko, bardzo trafnie, wpasowuje się w nurt zapoczątkowany przez Joannę Fabicką i Annę Nowakowską. Akcja dzieje się gdzieś między miastem a wsią, w bliżej nie określonym czasie, możemy tylko wywnioskować, że jest to okres PRL-u, w którym szarość za oknem przeplata się z marzeniami.   

Życie mrzonkami i pamięcią o szlacheckim pochodzeniu (babka), zmarnowanym życiu, niespełnionych oczekiwaniach (matka) oraz niemogącej się dopełnić miłości (Teresa).

Gorzko to kolejny tom cyklu z odważnymi historiami, tylko dlaczego od ponad roku na Serii z Miotłą nie ma już miotły? Niegdyś książki, ustawione w rzędzie, same do mnie wołały, a teraz gubią się wśród innych. Szkoda... Zmiana grafiki była najgorszą decyzją z możliwych, ale powieść Kosmowskiej gorąco polecam.


Barbara Kosmowska "Gorzko"
ilość stron: 352
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6

wtorek, 14 października 2014

Pisane słońcem - Maciek Roszkowski

Uwielbiam podróże i uwielbiam ludzi z pasją, którzy dla swoich marzeń, gotowi są postawić cały świat na głowie. Taką osobą jest właśnie Maciek Roszkowski, chłopak, który od ośmiu lat wędruje po Azji.

Pisane słońcem to wyprawa do ludzi i ich domów, a nie zapis podróży do jakich nawykliśmy. Jest to dziennik stanów świadomości i tego, co na bieżąco dzieje się w głowie autora. Myślę, że stwierdzenie, że jest to najbardziej poetycka wyprawa o jakiej czytałam, nie będzie wcale użyte nad wyrost. Język, jakim Roszkowski się posługuje oraz idące za nim w parze zdjęcia, to bez wątpienia największy atut książki - żadną tajemnicą nie jest, że Azję darzę zdystansowanym zainteresowaniem, ale w taki sposób i takim językiem, mogłabym o niej czytać godzinami.

Pustynia, las tropikalny, tętniący życiem bazar oraz wiejskie wesele. Brzmi obłędnie, lecz Wschód mimo wszystko pełen jest zagrożeń. Pasożyty, bakterie, gorączka krwotoczna… żadne z nich Maćka nie oszczędziło, ale choć stanął on u progu śmierci, miłość do tych rejonów jednak zwyciężyła.

Pisane słońcem to feeria barw i ludzkich twarzy. Podane w pigułce bogactwo kulturowe Azji, pełne zdań, które trzeba podkreślić i koniecznie zapamiętać.

"Podróżując, żyje się tyle razy, ilu ludzi się spotyka, ile historii się słyszy, ile kultur się poznaje".
"Gdy nie ma nic, istnieje wszystko. Pełnia pustki".
"Wolność rośnie proporcjonalnie do ilości przebytych kilometrów (...) Przekraczanie granic to uczenie się nowych odpowiedzi. To poszerzanie granic własnego umysłu".

Maciek Roszkowski "Pisane słońcem"
Ilość stron: 192
Wyd. Axis Mundi
Ocena: 5/6

niedziela, 12 października 2014

Miasto ślepców - José Saramago


Właśnie skończyłam i jedyne słowo, jakie ciśnie mi się na usta to: fenomenalna. 

W pewnym mieście szerzy się epidemia ślepoty. Ludzie zarażają się w błyskawicznym tempie, lecz nikt nie zna mechanizmu tej tajemniczej choroby. Przerażeni tą sytuacją politycy, postanawiają przy pomocy wojska, odseparować nieszczęśników w opuszczonym szpitalu. Nie wiedzą, że wśród internowanych znajduje się kobieta, która nadal widzi…

Miasto ślepców to powieść, która trafia w czytelnika, niczym pięść wymierzona w twarz. Będąca metaforą totalitaryzmu historia, skrupulatnie demonstruje proces degradacji i poniżania człowieka. Walka o przetrwanie, domaganie się władzy i jej nadużywanie. Wyzysk, gwałty oraz przerażający, wszechobecny smród. Wyobraźcie sobie ponad dwieście niewidomych osób, które nie mają dostępu do bieżącej wody, nie wiedzą jak trafić do łazienki i których generalnie, niewiele rzeczy jeszcze obchodzi.

Lata temu widziałam film oparty na tej książce, w zeszłym miesiącu byłam na spektaklu, ale przy oryginale wszelkie interpretacje (nawet ta w wykonaniu Teatru KTO) po prostu bledną. 

Znakomita. Czyta się na jednym wdechu.

"Skoro nie możemy żyć jak ludzie, postarajmy się przynajmniej nie żyć jak zwierzęta".


José Saramago "Miasto ślepców"
Ilość stron: 272
Wyd. Świat Książki
Ocena: 6/6

piątek, 10 października 2014

Gzylek

 Pogoda sprzyja, więc mały gryzoń zaczął buszować na zewnątrz ;) 


Wszystkiemu przyglądał się Fizionek z wymownym zapytaniem w oczach - co to za wariat na smyczy? ;)

środa, 8 października 2014

Oddechy: Powód by oddychać - Rebecca Donovan

Powód by oddychać to jakby dwie historie splecione w jedną, przejmującą całość. Pierwsza traktuje o dziewczynie, która boi się zakochać, druga o bohaterce, w której domu rozgrywa się prawdziwe piekło. Oba wątki dotyczą tej samej osoby, Emmy, która po rozpadzie rodziny trafia pod opiekę bestialskiej ciotki.

Przyznaję, że fragmenty o napadach i atakach złości sprawiały, że krew się we mnie gotowała. Nie pojmuję, jak można tak traktować przybrane dziecko, ani jak Emma mogła w tym wszystkim trwać i radzić sobie na własną rękę.

Oddechy to nowa seria dla młodzieży wypuszczona przez wydawnictwo Feeria, stąd mimo powagi tematu, samą książkę czytało mi się zaskakująco dobrze. Jest tu mnóstwo o przyjaźni oraz o pierwszej miłości. Kwestie te akurat średnio mnie ujęły (każda młodzieżówka o nich traktuje), za to wątek psychologiczny i samo zakończenie (znakomite!) sprawiają, że chętnie przeczytam więcej.

Z tego co wiem, cykl obejmuje trzy tomy, i chociaż nie podzielam fali euforii, jaka się w sieci na ich temat rozniosła, to tytuł generalnie wypada u mnie na plus.

Rebecca Donovan podjęła się trudnego wątku w literaturze dziewczęcej, trzeba jednak przyznać, że całkiem nieźle dała sobie z nim radę. Piać z zachwytu na jego punkcie nie będę, za to dla młodszej części odbiorców, może to być niewątpliwy hit.


Rebecca Donovan „Oddechy: Powód by oddychać”
Ilość stron: 496
Wyd. Feeria
Ocena: 4/6

wtorek, 7 października 2014

Złoto głupców - Philippa Gregory

Długo wzbraniałam się przed Philippą Gregory. Przez lata unikałam powieści historycznej, obarczona doświadczeniem, gdy książki tego gatunku okazywały się być nudne i pełne szczegółów. Przypadek sprawił, że Odmieniec (pierwszy tom serii skierowanej do młodzieży) trafił do mojego domu i tak powoli, przez tytuły mniej zobowiązujące, przekonałam się do tej bezsprzecznej mistrzyni gatunku.

Złoto głupców to trzeci tom z cyklu Zakon ciemności. Tym razem Luca, Freize, Izolda oraz Iszrak trafiają do tętniącej zabawą Wenecji, gdzie staną oko w oko z alchemikami i zobaczą do czego może doprowadzić, chęć posiadania kamienia filozoficznego. 

Pocieszający w tej serii jest fakt, że z tomu na tom Gregory staje się jakby odważniejsza i zaczyna wplatać do powieści, więcej faktów historycznych. Możliwe, że jest to też odpowiedź na potrzeby czytelników i przekonanie się, że młodzi lubią nie tylko proste, miłosne historie, ale zagadki oraz intryga są im równie miłe. Oczywiście romantyzmu w Złocie nie zabraknie, jednak całość sprawia wrażenie znacznie dojrzalszej, przy jednoczesnym zachowaniu lekkości.

Nie sposób przyrównać Złota głupców do np. Uwięzionej królowej, ale książka ma potencjał i znakomicie się przy niej bawiłam. 



Philippa Gregory "Złoto głupców"
Ilość stron: 342
Wyd. Egmont
Ocena: 4,5/6

poniedziałek, 6 października 2014

Rio Anaconda - Wojciech Cejrowski


Pisałam o tym wczoraj, powtórzę jeszcze dziś: człowiek zagadka, geniusz i wariat. Tak odbieram Wojciecha Cejrowskiego. Książki tworzy niezwykłe, o podróżach opowiada cudnie, ale przy bliższym kontakcie zawsze czymś mnie do siebie zrazi.

Mimo to Rio Anaconda to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu spotkałam. Mało kto potrafi tak barwnie, a przede wszystkim zabawnie, relacjonować swoje wyprawy. W Rio zachwyca mnie nawet forma samych notatek (kropki jako mrówki, kropki jako deszcz), o okolicznościach przyrody nie wspominając. Wcale mnie nie dziwi fakt, że Zysk i S-ka już po raz szósty zrobiło wznowienie tytułu, a sprzedaż dawno temu przekroczyła 250 000 egzemplarzy.

Dzięki tej książce poczujecie czym jest amazońska dżungla i zobaczycie, jak wygląda prawdziwi macho. Przekonacie się, że „dzicy” są bardziej ludzcy niż my, i że nie ma na świcie nic lepszego, niż dzień spędzony w hamaku. Cejrowski pisze rzadko, za to jego książki są ponadczasowe i czytane po raz czwarty, nadal mnie bawią.

Uwielbiam, choć sympatia do autora jest nieco masochistyczna ;)


Wyspa na prerii   I   Podróżnik WC  I    Spotkanie z autorem   I   Zysk i S-ka    I   Varia-czyta


Wojciech Cejrowski „Rio Anaconda”
Ilość stron: 440
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5,5/6

niedziela, 5 października 2014

Ale Meksyk! - spotkanie z Wojciechem Cejrowskim

Ten człowiek to dla mnie persona-zagadka. Rewelacyjny showman, urodzony gawędziarz, natomiast jego poglądy oraz sposób bycia, są absolutnie nie do zaakceptowania. 


W miniony piątek byłam na blisko trzygodzinnym spotkaniu z autorem Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anacondy, gdzie na zmianę wybuchałam śmiechem i byłam pełna irytacji. Uszczypliwości względem obecnej władzy, bezustanne zwracanie ludziom uwagi, że nie mogą robić zdjęć - wolne od praw autorskich były pierwsze trzy minuty wystąpienia - oraz lustrujący salę wzrok ochrony, nie wpływały korzystnie na atmosferę.

Muszę jednak przyznać, że talent do występów Cejrowski bez wątpienia ma. Umiejętność śmiania się z własnego siebie oraz odpowiedzi na wszystkie pytania (w tym te niewygodne) również, dlatego nie żałuję, że się wybrałam na Ale Meksyk!


Był pokaz slajdów, ciekawostki z meksykańskiej granicy i kupa śmiechu. Z ludzkiej strony Cejrowskiego nigdy nie polubię, ale opowiadać o wyjazdach, to on potrafi.