sobota, 31 stycznia 2015

Mała zagłada - Anna Janko

Rozmowa córki z matką. Wspomnienia o tym, co kiedyś było, jak spalono marzenia, jak trudno się w ten czas istniało. Istniało to słowo użyte świadomie, bo o życiu nie było wtedy mowy. Niemcy wpadali i zabijali, wywozili do niewoli, gwałcili. Część tych rzeczy, umysł Reni wyrzucił z pamięci, bo bagaż takich doświadczeń, każdego zepchnąłby pod ziemię. 

"Między ocaleniem a śmiercią są różne stany pośrednie. Żyjesz (Reniu) w jednym z nich".

Małej zagłady nie da się tylko przeczytać, tę książkę czuje się każdą cząstką siebie, a potem przez wiele dni, nosi się ją w sercu. Stan zdumienia i przerażenie wnikały we wszystkie pory mojej skóry. To nie tylko biograficzna opowieść i hołd złożony najbliższym, to prawdziwa historia, ludzka historia, która wydarzyła się w Polsce, choć miejsca tu, i w żadnym innym zakątku świata, mieć nie powinna. 

Odkopując rodzinne pamiątki, Anna Janko snuje opowieść o swojej matce, matce tej matki i wszystkich, którzy 1 czerwca 1943 roku, zginęli w Sochach na Zamojszczyźnie. Bestialstwa wojny nie da się streścić, nie mówiąc już o opisaniu strachu za pomocą słów. Możemy je tylko zestawić z ufnymi oczami dzieci, patrzącymi na nas z okładki. To oni, żywe wciąż ofiary, wydarzeń z poprzedniego wieku - mały Jaś i dziewięcioletnia wówczas Renia.

Przerażające, wzruszające, bezcenne świadectwo miłości i strachu, który przenika przez pokolenia. 


Anna Janko "Mała zagłada"
Ilość stron: 264
Wyd. Literackie
Ocena: 6/6

czwartek, 29 stycznia 2015

My - David Nicholls


Douglasa czekają wymarzone wakacje, podróż po Europie śladami, które wydeptali z żoną w młodości. Będą podziwiać wielkie dzieła sztuki, spacerować uliczkami… tak… będą, ale tylko w teorii… Connie przed wyjazdem oznajmia Dougowi, że chce od niego odejść. Nie wie jednak kiedy, ani dlaczego to robi. Na razie pakuje walizki i oświadcza, że całą rodziną, będą jednak zwiedzać tę przeklętą Europę.

Z nadzieją w sercu Douglas poddaje się temu i jedzie. Wierzy, że wycieczka podreperuje ich związek,  a syn ponownie zacznie z nim rozmawiać. Potwierdza hotele, bukuje bilety i na własne życzenie, wpędza się w gigantyczne kłopoty. 

Lawirując między przeszłością i teraźniejszością, poznajemy historię burzliwego związku, który można skwitować hasłem: przeciwieństwa się przyciągają. Connie i Doug są niczym ogień i woda. Ona, szalona artystka lubiąca towarzystwo ludzi; on, stoicki naukowiec obserwujący muchy w laboratorium. Są tacy, co powiedzą, że ten związek nie mógł się udać, jednak w tej przedziwnej mieszance była fura miłości. 

Książka zachwyciła moje oczy i umysł. Nicholls po raz kolejny, dowiódł swego mistrzostwa w kreacji bohaterów oraz w budowie historii. Bywa zabawnie, jest mądrze, wydaje mi się, że jako całość, nie mogła wypaść ona lepiej. Uśmiałam się z wpadek i pościgów, dowiedziałam się skąd w Albim wzięło się tyle złości, a nawet nauczyłam się trochę na temat mistrzów malarstwa. Pamiętajcie tylko - powieści Davida czyta się łatwo, bo zdają się być komedią, ale gdy zastanowimy się nad nimi głębiej, nikomu nie jest do śmiechu. 

Przewrotna, znowu świetnie napisana, historia o relacjach i rozstaniach. Opowieść o rodzinie, o trudach młodości, ponieważ My to nie tylko bycie we dwoje, także ci którzy od nas odeszli, ci przy których nas zabrakło.


David Nicholls "My"                                                                    David NichollsJeden dzień
Ilość stron: 480
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5,5/6
Premiera: 04.02.2015r.

środa, 28 stycznia 2015

Łowca trolli reż. André Øvredal

Filmy, które ostatnio polecałam były z gatunku mocno poważnych, dlatego dziś kino rozrywkowe, ale według mnie, równie wysokiej jakości. 

Łowca trolli (Trolljegeren) to prawie-horror nakręcony trzęsącą się ręką i zmontowany w stylu paradokumentu. Trójka studentów chce stworzyć film o polowaniach na niedźwiedzie. Nie przypuszczają, że prosząc o pomoc Hansa, znanego tropiciela, trafią na ślad znacznie groźniejszych drapieżników, a władze kraju świetnie wiedzą o ich istnieniu. 

Biorąc pod uwagę skromny budżet norweskiej produkcji, efekty specjalne robią bardzo dobre wrażenie. Pomysł na takie, a nie inne przedstawienie trolli, to dzieło Ivara Rødningena, człowieka który stworzył m.in.  książkę i na dniach z pewnością napiszę o niej więcej. Od pierwszego wejrzenia urzekła mnie kreska Ivara oraz uroda, opracowanych przez niego stworów. Są wielkie, groźne, a przy tym roztaczają wokół siebie specyficzną aurę niesamowitości. Podobał mi się humor Łowcy oraz polski akcent w osobie dostawcy.

Oglądając film po raz pierwszy, zdecydowałam, że kiedyś zobaczę przedstawione w nim miejsca na własne oczy. Włączając go po powrocie z Norwegii, znalazłam mnóstwo znajomych obiektów, a nawet hotel, w którym przez chwile mieszkałam. Wiele wspomnień kryje się w tym filmie i proszę tylko, abyście nie zrażali się jego komercyjnym zamysłem. Wbrew pierwszemu wrażeniu, wyczerpująco przedstawia on historię trolli i demonstruje, jak to chrześcijanie mają z nimi ciężko ;)

Jedna z moich ulubionych skandynawskich produkcji i źródło przyjemnej rozrywki - oglądajcie z lekkim przymrużeniem oka. 

źródło: www.filmweb.pl

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zanim zasnę - S.J. Watson


"Pozostaje starać się o to, by odmęty szaleństwa nie zamieniły się w otchłań, która nas pochłonie…"

Jeśli chodzi o zdanie na temat tej książki, to pierwszym i w zasadzie jedynym słowem, jakie ciśnie mi się na usta jest "wow". "Wow" ze względu na pomysł, stopniowane napięcie i bohaterkę, której strach można poczuć na własnych plecach. 

Christine cierpi na amnezję. Nie tworzy nowych wspomnień, zapomniała większość tego, co się jej  w życiu przydarzyło. Bywają dni, gdy budzi się z pamięcią małej dziewczynki, a tym czasem w lustrze spogląda na nią twarz znacznie starszej kobiety. Codzienna rzeczywistość wygląda dla niej inaczej, bo w momencie, gdy zaśnie zapomina wszystko, co w danym dniu się wydarzyło. 

Jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki autor ukazuje nam spustoszenie, tworzone przez amnezję. Dzięki jednemu, z pozoru tylko prostemu zabiegowi, nie ma się wrażenia, że człowiek zaklinował się w Dniu świstaka, a motywy choroby bezustannie się powtarzają. Widzimy wyraźnie dramat przeżywany przez Christine, za to czytelnik nie nudzi się zapętlonym schematem.

Na filmie krytycy ostro sobie używają, ale do książki nie mam się o co przyczepić. Przepadłam, przesiąkłam - to się nazywa prawdziwy thriller. 


S.J. Watson "Zanim zasnę"
Ilość stron: 408
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 6/6
Gazeta Wyborcza 13-14/12/2014

sobota, 24 stycznia 2015

Śnieg przykryje śnieg - Levi Henriksen

Co czuje mężczyzna wychodzący z więzienia i dowiadujący się, że właśnie stracił jedynego brata? Czy zmienia coś fakt, że śmierć była samobójcza,  a mieszkańcy Skogle wciąż pozostają wobec ciebie wrodzy? Jak odnaleźć się w domu pełnym pytań, na które już nikt nie udzieli odpowiedzi?

Książka Leviego Henriksena to przede wszystkim opowieść o człowieku, a dopiero potem obraz relacji oraz spisków, mających miejsce wśród tutejszej ludności. Jej głównym bohaterem jest Dan, uciekający pod wpływem emocji, z odprawianego właśnie pogrzebu. Nie przypuszcza nawet, że zostanie w ten sposób wmieszany w napaść na milionera, a policja od tej pory, zacznie codziennie dobijać się do jego drzwi. 

Żeby odkryć, co rzeczywiście skłoniło Jakoba do odebrania sobie życia, Dan musi zajrzeć w głąb własnej duszy i ta metaforyczna podróż, staje się przesłaniem „śnieżnej” historii.

Znając część dorobku Henriksena, muszę powiedzieć, że nie tworzy on książek w oczywisty sposób. Historie wigilijne, okazały się być w jego wykonaniu ponurym dramatem, zaś zimowy thriller, wyraźnie dotyka tematu miłości i relacji pomiędzy braćmi. Na tym jednak polega wielkość tego autora. By pogrywać w taki sposób z odbiorcami, trzeba być pewnym nie tylko własnych zdolności, ale i bohaterów, którzy się przed czytelnikami obronią.

Śnieg przykryje śnieg to rzecz o ludziach, którzy cierpią na samotność, bo biały puch izoluje ich od siebie, kolejnymi warstwami. Opowieść o bezradności i przypadku który lubi rządzić światem. Dopracowana, przemyślana... Spotkanie z taką książką, to sama przyjemność.

Opinia ukaże się na stronie internetowej księgarni Buka do odwiedzenia, której serdeczniej zapraszam:


Levi Henriksen „Śnieg przykryje śnieg”
Ilość stron: 288
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 5/6

czwartek, 22 stycznia 2015

Racuchy drożdżowe


Gdy je przyrządzam robię podwójną porcję, ponieważ świetnie smakują nie tylko, gdy są gorące, ale też kilka godzin później, kiedy ich skórka staje się bardziej chrupiąca. W sezonie wrzucam do ciasta tarte jabłko i rodzynki, doprawiając na koniec cynamonem. Danie niekoniecznie zdrowe i absolutnie niedietetyczne, jednak w takie dni jak dziś, słodkości mi się absolutnie należą. 

Składniki:

  • 500g mąki pszennej
  • 1,5 szklanki letniego mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżki cukru
  • 50g drożdży
  • szczypta soli
  • dżem lub cukier puder do dekoracji


Przygotowanie:

Drożdże mieszamy z cukrem i zalewamy ciepłym mlekiem, a następnie odstawiamy na kwadrans żeby "ruszyły". Dodajemy mąkę oraz jajka, wyrabiamy ciasto i przykrywamy ścierką czekając aż wyrośnie - powinno podwoić swoją objętość. Rozgrzewamy na patelni olej, formujemy racuchy i smażymy na wolnym ogniu aż przybiorą złoty kolor. 

Uwagi
  • Nabierając ciasto zamoczcie łyżkę w wodzie, będzie ono mniej przywierać. 
  • Racuchy po upieczeniu połóżcie na chwilę na papierowym ręczniku - wchłonie nadmiar oleju.
Smacznego!

środa, 21 stycznia 2015

Odpływ - Lars Saabye Christensen

Kłębowisko myśli, a kartka pozostaje przejmująco pusta. Tak wygląda proces powstawania tego tekstu i pojęcia nie mam, jak ubrać w słowa to, co teraz czuję.

Powieść Christensena, to właściwie dwie książki w jednej oprawie. W pierwszej poznajemy Christiana, chłopaka który wraz z matką, spędza wakacje w stojącej nad fiordem chacie - jest rok 1969 i ludzkość z zapartym tchem, czeka na pierwszy krok człowieka na księżycu. Druga to stworzona przez samego Chrisa, opowieść o mężczyźnie będącym posłańcem złych wiadomości. Historie łączy ze sobą postać narratora oraz muzyka, nadająca ton jej kluczowym wydarzeniom.

Trudno mówić w przypadku Odpływu o sympatii do głównego bohatera, bo denerwował mnie on nie tylko swoją postawą, ale przede wszystkim niezdolnością do podjęcia jakichkolwiek działań. Z tego powodu, jeszcze bardziej zadziwia mnie dzieło, które potem stworzył, bo "Pośrednik" to najlepsza i zarazem najmocniejsza część całej historii.  

Powieść Christensena skupia się w głównej mierze na brakach - braku weny, nieobecności ojca, braku odwagi. To nimi chłopak uzasadnia swoje zachowania, a przecież to "czego człowiekowi brakuje, jest bardziej istotne niż to, czym dysponuje". Trafność obserwacji to rzecz, która u skandynawskich pisarzy zaskakuje mnie od lat. Wystarczy, że pozwolą myślom płynąć swobodnie, a powstają wyjątkowe rzeczy.

Odpływ to samospełniająca się przepowiednia i dowód na to, jak wielką siłę niosą ze sobą słowa, również te niewypowiedziane. Ukłon autora w stronę dzieciństwa oraz roli kobiet we własnym życiu. Bardzo dobra historia, po której jeszcze silniej marzę o Półbracie.


Lars Saabye Christensen "Odpływ"
Ilość stron: 464
Wyd. Literackie
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Stos z przełomu roku


Vladimir Nabokov "Lolita" - noworoczne postanowienie - czytać więcej klasyki! Lolita ma tyle samo wielbicieli, co zagorzałych przeciwników. Zobaczymy po której stronie ja zostanę. 
Marcin Wroński "Kwestja krwi
Rebecca Donovan "Oddechy: Oddychając z trudem" - uwaga, seria szuka nowego domu.    recenzja
Cecelia Ahern "Love, Rosie"      recenzja
Piotr Kulpa "Mroczne siedlisko: Pan na Wisiołach"     recenzja
Alan Bradley "Gdzie się cis nad grobem schyla"  - uwielbiam tytuły jego książek oraz główną bohaterkę.
Mark Helprin "Zimowa opowieść" - nie rozumiem fenomenu tej książki.     recenzja 
Marcin Prokop "Jego wysokość Longin"      recenzja
Ragnhild N. Grødal "Bestia!"       recenzja
Knut Hamsun "Błogosławieństwo ziemi" - polecona przez Dominikę kwintesencja Skandynawii - dziękuję.
S. J. Watson "Zanim zasnę" - mierzyłam się do książki od ponad roku, w końcu ekranizacja z Nicole Kidman zmusiła mnie do mobilizacji.


Dorota Świątkowska "Moje wypieki i desery na każdą okazję" - drugi tom najlepszej, polskiej książki o słodkościach.
Levi Henriksen "Śnieg przykryje śnieg" - W drodze do domu zachwyciło mnie formą oraz puentą, mawiają, że Śnieg jest jeszcze lepszy.
Lars Saabye Christensen "Odpływ" - właśnie czytam - znakomita powieść, choć główny bohater jest starsznie denerwujący.
Anna Janko "Mała zagłada


Tak wyglądają moje zdobycze z grudnia i stycznia. Coś was zaciekawiło? Na coś czekacie?

niedziela, 18 stycznia 2015

Tao smaku - Jacek Wan

Zdawać by się mogło, że azjatycka kuchnia to głównie ryż i warzywa. Że składniki do niej są trudno dostępne, a sos słodko-kwaśny dodaje się do wszystkiego, co tylko można. Jacek Wan chce temu zaprzeczyć i udowodnić, że na azjatycką nutę można zjeść prosto oraz zdrowo.

Tao Smaku to cztery najbardziej znane kuchnie Dalekiego Wschodu: japońska, chińska, tajska i wietnamska, a Wan przekonuje, że podstawowe jej elementy, znajdziemy w niemal każdym spożywczym sklepie. 

Ponieważ dla mnie tego typu obietnice, brzmią niczym wyzwanie, nie pozostało mi nic innego, jak sprawdzić ile prawdy kryje w tym zapewnieniu. Mieszkając na wsi nie mam dostępu do egzotycznych składników, a na co dzień również i czasu, by przeprowadzać skomplikowane procedury. Połowę przepisów faktycznie da się przyrządzić nawet w małej miejscowości, o ile zaopatrzymy się wcześniej w takie przyprawy jak mirin (bazuje na sake, cukrze i winie ryżowym), wasabi (chrzan japoński) oraz samo sake, wykorzystywane głównie do sosów. Jednak czerwonego kawioru, pasty miso czy tofu, choć jest ono bardzo popularne, łatwo u mnie nie znajdziemy. Tu więc Jacek Wan trochę przegrywa, zakładając jednak, że podstawowe składniki kupimy raz, prosząc np. kogoś o pomoc, albo posiłkując się internetem, to książka w znacznej mierze, faktycznie może się przydać. 

Jeśli, ktoś z Was interesuje się Wschodem i chce sięgnąć po coś więcej, niż męczone z każdej strony sushi, to serdecznie polecam. Dodatkowo plus dla autora za spis składników przed każdym działem oraz krótkie wprowadzenie do poszczególnych regionów świata. 



Jacek Wan "Tao smaku"
Ilość stron: 224
Wyd. Buchmann
Ocena: 4/6

piątek, 16 stycznia 2015

Bestia! - Ragnhild N. Grødal


Ranghild N. Grødal dokonał rzeczy, iście niemożliwej. Połączył thriller z elementami psychologii w taki sposób, że właściwie nie wiemy, czy rozdziały poświęcone jej kolejnym nurtom są osobną historią, czy może wytworem chorej wyobraźni mordercy. 

Bestia! to opowieść o Torhild, która uwielbia grać na fortepianie, ale nie stać jej na własny instrument. Jeździ więc do starego domu zwanego Mokradłem, by w samotności ćwiczyć kolejne gamy. Jak na opuszczony budynek, z czasem spotyka tam coraz więcej ludzi, a jej wyobraźnia wystawiana jest na liczne próby. Wszystko zaczyna się od obrazu, na którym kobieta porusza głową, by przez nordyckie runy, zmierzać w kierunku zagłady…

Mechanizmy postrzegania świata, tego jak śnimy oraz skąd się biorą koszmary. To nie historia inspirowana psychologią, ale psychologia przekuta w formę ciekawej książki. Maslow, Freud, Skinner, Watson… Psychoanaliza, behawioryzm, terapia somatyczna, Gestalt. W tej książce jest naprawdę wszystko, co pasjonat ludzkich dusz wiedzieć powinien. I choć wiedza ta mnoży się na kartach upiornie, to spotkanie z nią nie jest wcale trudne czy nużące. 

I nic to, że mordercę odkryłam już w połowie historii. Nic, że atmosfery z thrillera jakoś tu nie było. Podobał mi się koncept oraz sposób przekazania wiedzy - rzekła bym to najciekawszy podręcznik z podstaw psychologii, jaki w życiu spotkałam - za to książka ma u mnie ogromny plus


Ragnhild N. Grødal "Bestia!"
Ilość stron: 324
Wyd. Jacek Santorski &CO
Ocena: 4/6

środa, 14 stycznia 2015

Oddechy: Oddychając z trudem - Rebecca Donovan

Gdy Emily coś zaplanuje, daje z siebie wszystko i nie ma znaczenia, czy chodzi w tym przypadku o naukę i zbliżające się przyjęcia na studia, czy też nagłą przeprowadzkę do niewidzianej od pięciu lat matki. Tuż po wypadku, w którym z dziewczyny na moment uleciało życie, usiłuje ona odzyskać namiastkę, straconej dawno temu rodziny. Kładąc kolejny raz na szali swoje serce, a może i zdrowie, pakuje się i jedzie do Weslyn.

Oddychając z trudem to udana kontynuacja bestsellerowej już serii Oddechy autorstwa Rebeccy Donovan. Pisarka udowodniła, że sukces, jaki do tej pory odniosła, nie był przypadkiem, a jej książki, prócz poczytnego u młodzieży wątku miłości, przekazują też poważniejsze i bardziej dramatyczne treści. Seria obrazuje z czym zmaga się ofiara przemocy domowej, i jak mogą wyglądać jej relacje z matką. W sytuacji, gdy rodzic zachowuje się niczym nastolatka nieświadoma czekających ją konsekwencji, nic nie może być zwyczajne…

Pisząc te słowa będę zapewne wyjątkiem w blogosferze, ale Oddychając z trudem nie jestem oczarowana. Książka jest dobra i zgodzę się z popularnym w świecie stwierdzeniem, że warto i trzeba ją polecać innym. Tylko, że jeżeli chodzi o psychologiczne aspekty, to jednak wolę, gdy stanowią one pierwszy, a nie boczny tor historii. U Rebeccy chodzi przede wszystkim o uczucia, a te w licealnym wydaniu średnio już do mnie trafiają.

Żyjąc w czasach, gdzie społeczna znieczulica dotyka niemalże wszystkich, książki uczące empatii i współodczuwania, zyskują dodatkową wartość. Z tego powodu powieść dostaje ode mnie mocne „4,5”.


Rebecca Donovan „Oddechy: Oddychając z trudem”
Ilość stron: 544
Wyd. Feeria
Ocena: 4,5/6
Premiera: 14.01.2014r.

wtorek, 13 stycznia 2015

W lepszym świecie reż. Susanne Bier

Nie jestem osobą, która potrafi długo wysiedzieć w nocy, ale gdy na TVP Kultura, trafiłam na produkcję W lepszym świecie (Hævnen) całe moje zmęczenie odeszło w niepamięć.

Spotkanie z dorobkiem duńskiej reżyserki Susanne Bier, to zupełny przypadek. Skończyło się Jesteś bogiem i sięgałam wyłączyć odbiornik, gdy w czołówce kolejnego filmu dostrzegłam logo Svenska Filminstitut. Odczekałam, ale anglojęzyczny początek, odgrywający się w dalekiej Afryce, szczególnie mnie nie zachęcił. Dałam całości 15 minut, żeby pokazała na co ją stać i przepadłam, niemal do pierwszej w nocy.

W lepszym świecie opowiada historię dwóch chłopców: Christiana, który wraca do Danii po śmieci swojej matki oraz Eliasa, którego rodzicie znajdują się w separacji, a ojciec na długie tygodnie wyjeżdża do Afryki. W rzeczywistości dalekiej od ideału, rówieśników zaczyna łączyć trudna i skomplikowana przyjaźń. Skrytość Eliasa zostaje skonfrontowana z buntem jego kolegi, a gniew obojga zaczyna przybierać coraz bardziej realną i niebezpieczną formę. 

Mocna rzecz o granicach i skutkach agresji. Bez znaczenia jest czy człowiek znajduje się na Dzikim Lądzie, czy w środku cywilizowanej z pozoru Europy. Mechanizmy nienawiści wszędzie są takie same, a przebaczanie bądź oddanie drugiej osobie, zaczyna być kluczową sprawą. 

Gdzie kończy się zadośćuczynienie, a zaczyna zemsta? Nadstawienie drugiego policzka jest oznaką odwagi czy może tylko słabości? 

Bezkompromisowy obraz z niesamowitą grą Williama Jøhnk Nielsena w roli Christiana. Zdobywca Oscara i Złotego Globu. Gorąco polecam. 

źródło: www.filmweb.pl

sobota, 10 stycznia 2015

Love, Rosie (Na końcu tęczy) - Cecelia Ahern


Na taką Ahern właśnie czekałam. Lekką, inteligentną, zabawną. I nic to, że nie lubię filmowych okładek, ani wydawania wznowień tylko po to, by dostosować się do ekranizacji. Mimo denerwujących zabiegów cieszę się, że Na końcu tęczy wróciło na sklepowe półki, bo choć tytuł ma teraz koszmarny - kojarzy się z tanim romansem - to Cecelia w końcu, nic a nic mnie nie zawodzi. 

Książka opowiada, a właściwie opisuje, bo skomponowana jest w formie listów i maili, relacje między Rose i Alexem. Dwójką dzieciaków, które połączyła szkolna ławka, a potem dorosłych ludzi, których życia ułożyły się z daleka od siebie. Ich korespondencja pełna jest żartów, jednak z większości listów przewija się smutek. Wyniszczająca praca, rozłąka z bliskimi i nie do końca udane związki.

W rozrywkowej z pozoru książce, wyłania się głęboki, psychologiczny obraz załamanej kobiety i tego, jak ciężko jest jej zrozumieć, co tak naprawdę łączy ją z Alexem - idę o głowę, że każdy czytelnik zastanawia się w duchu - dlaczego do diabła oni nie są ze sobą? Powieść ma emocjonalny wymiar i w tym przypadku, Ahern zdecydowanie bardziej pisze dla kobiet niźli dla mężczyzn, jednak tak podaną miłość, to ja przyjmuję z otwartymi ramionami.

Tym razem bez magii i fantazyjnych zabiegów, ale to właśnie ta Ahern, którą lubię najbardziej - jej ostatnim powieściom zdecydowanie brakuje tej głębi.


Cecelia Ahern "Love, Rosie"
Ilość stron: 512
Wyd. Akurat
Ocena: 5,5/6

środa, 7 stycznia 2015

Pan na Wisiołach: Mroczne siedlisko - Piotr Kulpa


Mężczyzna z pętlą na szyi, wchodzi do przydrożnego baru szukać pomocy. Nie pamięta kim jest, ani co tutaj robi. Boli go gardło, głowa irytująco mu pulsuje. Wraca on z Wisiołów, z domu swoich dziadków…

Wisioły nie są specjalnie przyjazną mieściną, ale gdy te okoliczności złączymy z trzeźwiejącym alkoholikiem, całość wyda nam się po stokroć bardziej koszmarna. 

Mroczne siedlisko bazuje na klimacie dawnych powieści grozy. Niby wszystko da się w nich wytłumaczyć racjonalnie, jednak podskórnie wiemy, że coś tu ewidentnie nie gra. Zagadkowe  zwyczaje i zachowania mieszkańców, ludność budząca w nas więcej lęku niż życzliwości - klasyka gatunku w uwspółcześnionym wykonaniu i pióro, które bardzo dobrze się czyta.

Piotr Kulpa w dwójnasób opisuje tutejsze upiory. Jedne miejscowe, od wieków dobrze w Wisiołach znane, drugie nowe, drzemiące w bohaterze i mające silny związek z jego uzależnieniem. 

Naczytałam się szeregu pochwał na temat tej książki. Jej fenomen nie jest oczywisty, bo nie od razu przesiąkamy panującą w niej atmosferą, ale powieść rozwija się wraz z narastaniem grozy i tym, co spotyka jej bohaterów. Wchodzimy miękko w zapadający mrok, aż powrotna droga przestaje dla nas istnieć. 

Znakomity debiut, który zalecam czytać "na raz" i ogromne brawa dla Asi Jedlińskiej za projekt okładki.


Piotr Kulpa "Pan na Wisiołach: Mroczne siedlisko"
Ilość stron: 368
Wyd. Videograf
Ocena: 5/6

wtorek, 6 stycznia 2015

Historie kuchenne reż. Bent Hamer

"Czy można zrozumieć drugiego człowieka, tylko go obserwując?"

Historie Kuchenne (Salmer fra kjøkkenetto filmowa odpowiedź na badania, prowadzone kiedyś przez szwedzkich naukowców, a zarazem przezabawny obraz o ludzkiej złośliwości. 

Do niewielkiej osady w Norwegii, zjeżdżają badacze chcący rejestrować kuchenne zwyczaje miejscowych. Badania te pomogą im w opracowaniu idealnego modelu kuchni, tak aby był funkcjonalny i praktyczny. Folkiemu dostaje się pod opiekę wyjątkowo zrzędliwy farmer, a ponieważ nie może dojść między nimi do żadnej interakcji, badania z dnia na dzień stają się coraz ciekawsze.   

Słów w filmie znajdziemy niewiele, ale czyny i pomysły głównego bohatera, mówią same za siebie. Nie byłoby to jednak skandynawskie kino, gdyby nie poruszało również głębszych i ważniejszych treści. Poczucie samotności, siła starych przyzwyczajeń relacje między „obiektem” i obserwującym go z krzesła badaczem. Folke pierw użyczył sobie soli, a potem Isak poczęstował go kawą i tak drobne gesty, zaczęły wszystko między nimi zmieniać. 

Oszczędny w formie i wielowymiarowy. Film, którego przesłanie dociera do nas dopiero po skończonym seansie - proste, a w znacznej mierze bezwzględne. 

Polecam i zachęcam do obejrzenia. Szkoda tylko, że zakończenie jest takie a nie inne… mimo zabawnego początku, film ma jednak smutny wydźwięk.

źródło: www.filmweb.pl

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Na rozgrzewkę: zupa krem z dyni


Jakie warzywo jest najlepsze o każdej porze roku? Oczywiście dynia! 

Uwielbiam ją za smak i możliwości jakie oferuje. Dawno temu przedstawiałam sposób na kaszę jaglaną z jej udziałem, a dziś mój wczorajszy eksperyment - zupa krem idealna na zimowe chłody. Jest pikantna, mocno czosnkowa i fantastycznie rozgrzewająca. 

Składniki: 
  • 1 kg dyni
  • 3 duże ziemniaki
  • 1 duża marchewka
  • 2 cebule
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kurkuma, imbir, pieprz, sól, curry, cukier, chilli
  • 1 litr bulionu warzywnego
  • oliwa

Przygotowanie:

Dynię, marchewkę i ziemniaki siekamy na kawałki, zalewamy bulionem i gotujemy aż zmiękną - ok. godziny. W między czasie pokrojoną cebulę szklimy z odrobiną oliwy na patelni, dodajemy do niej przeciśnięte przez prasę ząbki czosnku i całość dorzucamy do garnka. 

Kiedy warzywa są już miękkie dodajemy łyżeczkę cukru i blendujemy na gładki krem. Następnie doprawiamy wedle uznania resztą przypraw - zalecam hojność i dużo, dużo curry :) 

Zupę można podawać z kleksem śmietany lub jogurtem naturalnym, posypać pestkami z dyni albo grzankami. 

Smacznego!

sobota, 3 stycznia 2015

Zimowa opowieść - Mark Helprin


Peter Lake włamując się do rezydencji na Manhattanie, nawet nie przypuszcza, że znajdzie tam miłość swojego życia. Piękna i eteryczna Beverly opanowuje jego umysł oraz serce, lecz na drodze ich szczęścia staje śmiertelna choroba. W toczonym przez surowe mrozy Nowym Jorku, Peter podejmuje się walki z uciekającym mu przez palce czasem.

Zimowa opowieść to dziwny twór, łączący w sobie napięcie Gangów Nowego Jorku i magii znanej z baśni Disney'a. W malowniczy sposób opisuje miasto pełne brudu i rzezimieszków, a na głównego bohatera, wybiera sobie jednego z miejscowych złodziei.

Mnóstwo wątków i ludzkich historii, spiętych w jedną opowieść, której trzonem staje się miasto. Nowy Jork do którego wszyscy zmierzają, pokładając w nim nadzieję i wierząc, że na zawsze odmieni ich życie.

Książka nie porywa, w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale hipnotyzuje oryginalną budową i stylem. Biorąc pod uwagę fakt, że składa się głównie z opisów, jestem nieco zaskoczona jej popularnością. Helprina nie da się przeczytać w dwa dni. Mi samej zajęło to ponad tydzień, ale miło jest widzieć, że wymagające tytuły, też mają szansę zawładnąć globalną wyobraźnią.

Do tej pory nie znałam jeszcze niczego, co by choć po części przypominało Zimową opowieść i chyba w tym tkwi jej największy sekret


Mark Helprin "Zimowa opowieść"
Ilość stron: 692
Wyd. Otwarte
Ocena: 4/6