sobota, 28 lutego 2015

Muminki komiksy Tom 1 - Tove Jansson


Komiksowa wersja Muminków to historie, tworzone bez powiązania z ich książkowymi przygodami, powstałe na zamówienie brytyjskiej prasy i drukowane w odcinkach przez blisko dwadzieścia lat. Były one satyrą komentującą bieżące wydarzenia i zawsze zaczynały się od jednej, bardzo zabawnej scenki z udziałem Muminka ;)

Oryginalność formy i ograniczona ilość miejsca, wymagały od Tove precyzji w wyrazie oraz sprytu, aby na małej kratce zmieścić, jak najwięcej treści. To właśnie tu dostrzeżemy niemały kunszt autorki, która nawet z ramek czyniła swe narzędzie pracy, a przestrzeń zapełniała szczegółami do granic możliwości.

I tak w pierwszym tomie poznamy cztery historie, w których trolle pokazują się nam z nowej, bardzo zaskakującej strony. Spędzają one wakacje na Riwierze, a nawet szukają sposobów na to by się szybko wzbogacić, co książkowym bohaterom, nie mogło by się zdarzyć. Na tym jednak polega magia obrazkowych historii, na nowym spojrzeniu na włochate stwory, przy jednoczesnym zachowaniu ich największych zalet - poczucia humoru i  niebanalnego spojrzenia na ludzkie przywary.

Muminki się nie starzeją, bo z wiekiem człowiek dostrzega w nich coraz więcej treści. Komiksy to po prostu kolejny sposób na odkrycie ich genialności ;)

p.s. ponieważ nie pamiętam, gdzie dokładnie zadano mi to pytanie, odpowiadam pod notką, iż historie powstały ręką samej Tove Jansson, bo dopiero od roku 1961 rysowania komiksów podjął się brat artystki, Lars.


Tove Jansson "Muminki komiksy tom. 1"
Ilość stron: 95
Wyd. EneDueRabe
Ocena: 6/6

czwartek, 26 lutego 2015

Więcej niż możesz zjeść - Dorota Masłowska

Zbiór tekstów o jedzeniu w wykonaniu Doroty Masłowskiej, z jedzeniem ma w gruncie rzeczy niewiele wspólnego. Mianownikiem każdego eseju, jest co prawda kuchnia, ale szybko dzięki dygresją przechodzimy do wątków zupełnie innych, związanych bardziej z obyczajowością i przemijającym czasem niż kulinarnymi tradycjami.

Publikacje przygotowane dla magazynu Zwierciadło, ukażą się wkrótce pod wspólnym tytułem: Więcej niż możesz zjeść. Są to refleksje o wszelkiej maści zachciankach i potrzebach. Przypomnienie o tym, aby zaklinać szczęście i nad talerzem dzielić jego okruchy z bliskimi. Zabawne i przede wszystkim trafne, obserwacje nas samych szalejących na wakacjach, a także sentymentalne podróże do czasów kogla-mogla i chleba sypanego waniliowym cukrem.

Zazdroszczę Masłowskiej doświadczonych podróży. Tych Chin, Stanów i Słowenii. Sopotu, Warszawy, a nawet "Koziej Wólki", bo okazuję się, że wenę do pisania tekstów można znaleźć absolutnie wszędzie. Chciałabym, tak jak ona, mieć cięty i odważny język, a wystrzelonymi słowami trafiać wprost do obranego celu. 

Wywołujące dyskusje, eseje o różnicach kulturowych i relatywności naszych kulinarnych gustów. Idealne do serwowania na co dzień i z samego rana.


Dorota Masłowska „Więcej niż możesz zjeść”
Ilość stron: 130
Wyd. Noir Sur Blanc
Ocena: 5/6
Premiera: 9 kwietnia 2015

środa, 25 lutego 2015

W blasku gwiazd - Lydia Netzer

Sunny żyje w pięknym świecie, gdzie wszystko ma swoje miejsce i czas. Jest mąż, wygodny dom na przedmieściach oraz drugie dziecko, które wkrótce ma się urodzić. Pozornie wszystko jest idealnie, tylko że te pozory bardzo mogą zmylić. 

Maxon, mąż Sunny odbywa właśnie misję na księżyc, gdy jego żona zostaje poszkodowana w wypadku samochodowym. W czasie zderzenia kobieta nie tylko dostaje bóli porodowych, ale wychodzi na też jaw jej wielka tajemnica, którą od dnia przeprowadzki skrzętnie próbowała ukryć. Tak powoli wali się domek zbudowany z kart, ujawniając codzienność skupioną wokół choroby oraz męża, który już nigdy może nie wrócić.

Lydia Netzer stworzyła portret rodziny, w którym sukces w jednej dziedzinie, oznacza porażkę w czymś zupełnie innym. Można być geniuszem w robotyce i nie radzić sobie w sytuacjach społecznych, wyprzeć z pamięci koszmarne dzieciństwo, ale przy okazji nigdy nie stać się oparciem dla bliskich.

W blasku gwiazd to tytuł z niespodzianką, bo za fasadą książki o miłości, kryje się powieść o odzyskanym życiu na ziemi i tym, co może zdarzyć się nad nami w kosmosie. Fantazja miesza się tu z nauką, a pytania zawieszone w powietrzu, szybko zdobywają dodatkowe znaczenie w kontekście zaburzeń i dysfunkcji.

Mądra i wzruszająca opowieść o kobiecie, która nigdy nie przestała walczyć. Polecam, bo przy takich książkach odpoczywa się najlepiej.


Lydia Netzer "W blasku gwiazd"
Ilość stron: 344
Wyd. Black Publishing
Ocena: 4/6

wtorek, 24 lutego 2015

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek reż. Simon Kaijser

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek (Torka aldrig tårar utan handskar) to szwedzki mini serial, nakręcony na podstawie bestsellerowej trylogii Jonasa Gardella. Pochłonęłam go w trzy wieczory i stwierdzam, że jak na telewizyjną produkcję, został zrobiony naprawdę solidnie

Z początku miałam ciężko przyzwyczaić się do aktorów, bo inaczej wyobrażałam sobie, grane przez nich postacie, ale ostatecznie muszę przyznać, że Simon J. Berger w roli Paula był niesamowity. Reszta chłopaków też dała radę, ale jak w książce, tak w filmie Paul jest moim ulubieńcem, który zawsze musi mieć ostatnie zdanie, a już akcja z pogrzebem, to kwintesencja jego charakteru ;)

Dramat literaturze jest wierny, ale nie szokuje obrazem. Temat został pokazany ze smakiem, nie pominięto jednak bólu oraz prawdziwego oblicza choroby. Oczywiście, kto będzie szukał w nim kopii książki szybko się zawiedzie – zekranizowana historia jest bardziej powierzchowna i nie przekazuje tak wielu treści, jak powieść Gardella. Mam jednak wrażenie, że problem ten dotyczy większości adaptacyjnych produkcji. 

Patrzę więc na serial, jak na historię dwójki zakochanych chłopców i ich znajomych. Jak na opowieść o Stockholmie o którym nikt nie chce mówić, jak na dokument o pięknej i niezwykłej przyjaźni zanim śmierć przybyła do miasta.

Polecam by po przeczytaniu książek sięgnąć po ich ekranizację. Dobra produkcja, stanowiąca trafne podsumowanie tej niesamowitej historii. 

źródło: dn.se

poniedziałek, 23 lutego 2015

Pan na Wisiołach: Trzeba to zabić - Piotr Kulpa



Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Akcja ostatniego tomu Wisiołów rozgrywa się pięć lat później, lecz nie w leśnych ostępach, a w Bełchatowie, gdzie aktualnie mieszkają Magda z Cezarym. Tymek siedzi na drugim końcu Polski, zamknięty w szpitalu dla psychicznie chorych, podtrzymując, że zarzucane mu zbrodnie popełnił ktoś inny.

Otumaniony lekami i poddany praniu mózgu, Tymek czuje jednak, że lada dzień wydarzy się coś ważnego. Jest o tym przekonany bardziej niż o czekającej na niego śmieci, dlatego wykorzystuje okazję i ucieka ze szpitala, wracając tam, gdzie wszystko się zaczęło...

Na pewno pamiętacie, jak zachwalałam serię i schlebiałam autorowi, za jakość zaprezentowanej w niej grozy. Teraz nie wiem, co mam o tym wszystkim powiedzieć, bo wraz ze zniknięciem wioski zapodziała się również magia. Bez Krużgana i reszty watahy, książka nie jest już tym samym, co wcześniejsze historie. Brakuje jej klimatu, nie ma w niej żadnych ma ludowych mądrości.

Trup i mary ścielą się gęsto. Są nowe postacie - zwłaszcza Anielka robi w tym tomie dobre wrażenie - tylko, że to Wisioły jako ludzie, mnie do książki przyssały. Wioska się pojawia, nadal odgrywa ważną w tym wszystkim rolę, ale nie przypomina już prawdziwej siebie. 

Podziwiam za odwagę i chęć zrobienia czegoś nowego, tylko że zamiast zamknąć serię z przytupem, osobiście czuję po finale wielki niedosyt.

Mroczne siedlisko   I   Krzyk Mandragory   I   Trzeba to zabić

Piotr Kulpa "Pan na Wisiołach: Trzeba to zabić"
Ilość stron: 376
Wyd. Videograf
Ocena: 4/6

sobota, 21 lutego 2015

Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Śmierć - Jonas Gardell


„Bo wolność nie jest czymś, co dostaje się w prezencie. Wolność trzeba zdobywać”. 

Nie ma już kolektywu Ptaszek, chłopcy nie będą was zabawiać, ani gorszyć rozpustnym zachowaniem. Skończyło się szybciej i straszniej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Byli młodzi i piękni. Kochali, eksperymentowali, uczyli się bycia ze sobą, jednak wszystko zmieniła ona – choroba, która pozbawiła ich godności oraz ludzie, którzy odebrali im człowieczeństwo. 

Śmierć. Ostatni tom powieści Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek. Smutny w wyrazie, lecz przybrany w tęczowe barwy, aby złożyć hołd tym, których radość nigdy nie opuszczała. Jonas Gardell mistrzowsko łączy historyczne fakty z życiem młodych, którzy pozornie byli fikcją. Może w Stockholmie nie było Rasmusma i Bengta, może przyjechali oni z zupełnie innej części Europy. Nie ma znaczenia, bo prawda i tak pozostanie prawdą. 

Zobacz, jak odbiera się ludziom prawo do bycia ofiarą. Jak stwierdza się, że sami są sobie winni, a prasa pisze o chorobie w pozbawiony współczucia sposób. Homoseksualizm w latach 70-tych był kategoryzowany jako choroba psychiczna, zmarłych zaklejało się w workach na śmieci, a rodzicie udawali, że zakażeni HIV nigdy nie byli ich dziećmi. 

Jeszcze żadna historia, nie wywoływała we mnie, tak wielkiej niezgody i pogardy wobec ludzi. W głowie się nie mieści, co cywilizowany świat myślał o chłopcach na początku epidemii i wszyscy, jak jeden mąż, się na to godzili. Kler, służba zdrowia, policja…

Książka brutalna, a jednocześnie piękna. Niesamowicie mądra i ucząca empatii do drugiego człowieka. Jonas Gardell to geniusz, a Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek najważniejszy tytuł w mojej kolekcji.

Miłość   I   Choroba   I   Śmierć 

Jonas Gardell "Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek: Śmierć" 
Ilość stron: 286 
Wyd. W.A.B. 
Ocena: 6/6

czwartek, 19 lutego 2015

Pan na Wisiołach: Krzyk Mandragory - Piotr Kulpa

Piotr Kulpa to dla mnie absolutny mistrz atmosfery. W debiucie łatwo zaskoczyć czymś czytelnika, ale utrzymać ten fenomen w kolejnym tomie, to spore wyzwanie. Wisioły to jednak potrafią, sprowadzają na manowce, jak mało która powieść, a autor deklasuje siebie pod względem niespodzianek. Jest mrocznie, strachliwie. Jest genialnie! 

Smutowie wyjechali na wieś, bo chcieli znowu stać się rodziną. Pogrzebać trochę w ziemi, zbliżyć się do siebie. Niestety przeprowadzka okazuje się być koszmarem, napędzanym przez mieszkańców tej dziwnej miejscowości. W leśnej głuszy żyją staruszkowie, parający się znachorstwem, a nawet i czarną magią, którzy z niewiadomych powodów, strasznie się na Smutów zawzięli. Straszą ich i gnębią, próbują otruć im psa. Wkrótce dochodzi do tragedii, a rodzina staje na granicy życia i śmierci.

Będę się powtarzać, ale to moja ulubiona polska seria grozy. Przekonuje mnie w niej wszystko - postacie z których żadna jest nieoczywista, staroludowe mądrości, wielowątkowość, aż po okładkę, dla której znowu będę odgrywać fanfary. 

Piotr Kulpa to objawienie w rodzimej literaturze. Jedyna do niego uwaga, tyczy się nacisku kładzionego na fizjologię postaci, bo gdzie nie popatrzeć tam z kogoś coś wycieka. Mam jednak nadzieję, że to chwilowe zafiksowanie na szczególe i w dalszej twórczości będzie pod tym względem lepiej. 

Jeżeli bliskie są wam historie z dreszczykiem nie zapomnijcie o Wisiołach. Krzyk Mandragory jeszcze długo będzie echem odbijał się w mojej głowie. 


Mroczne siedlisko   I   Krzyk Mandragory   I   Trzeba to zabić

Piotr Kulpa "Pan na Wisiołach: Krzyk Mandragory"
Ilość stron: 352
Wyd. Videograf
Ocena: 5,5/6

środa, 18 lutego 2015

Florystka - Katarzyna Bonda


Od pierwszego zdania przepadłam w sposobie pisania Katarzyny Bondy. Dobrze wiem, że proza autorki zbiera w mediach same pochwały, ale słuchać o jej talencie, a poczuć go na własnej skórze, to dwie odrębne sprawy.

Na Suwalszczyźnie ginie dziewięcioletnia dziewczynka, romskiego pochodzenia. Pierwsze podejrzenia padają na matkę, która nie chce wyjawić, gdzie w tym czasie była. Żeby rozwikłać to złożone przestępstwo, zaangażowany zostaje Hubert Meyer - dawny podinspektor w Katowickiej komendzie. Analizując przestępstwo i doszukując się kolejnych świadków, policjanci wpadają na trop podobnego zdarzenia z przeszłości. Dziwnym trafem wszystkie ślady prowadzą do Oli, utalentowanej florystki z Białegostoku, której syn pozbawiony został życia, w równie zastanawiający sposób. 

Budowa książki jest odbiorcy bardzo przychylna. Mamy tu ciągłość czasu, zagadkę z pogranicza psychologii i antropologii. Jest choroba psychiczna, omamy, różnice kulturowe i setki, ekspresowo narastających pytań. Jedyne zastrzeżenia tyczą się głównego bohatera, bo policjant z burzliwą przeszłością oraz słabością do alkoholu, to rysopis znany i oklepany. Sytuację ratuje wykonywana przez niego profesja - Meyer jest profilerem - przez którą dosłownie przykleiłam się do opowieści. Nie ma nic lepszego niż historia oparta na tajnikach zawodu i odzierająca go dla nas ze wszelkich tajemnic. 

Zakłamane relacje. Ludzie uprzejmi, grzeczni, z pozoru troskliwi, ale wewnątrz przepełnieni jadem. Społeczna warstwa książki, niczym nie ustępuje policyjnemu dochodzeniu, tworząc z nią w parze ambitny i znakomicie rozegrany kryminał. 
Co tu dużo mówić - Pani Kasiu rewelacja!

Katarzyna Bonda "Florystka"
Ilość stron: 576
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

wtorek, 17 lutego 2015

Dzień kota

Moje gryzonie święto mają właściwie codziennie, ale w ten szczególny dzień, poświęćmy im jeszcze chwilę ;) 


Nie zapomnijcie też klikać w akcji "pusta miska" - sekunda roboty, a pomożecie zwierzakom.

PustaMiska - akcja charytatywna

niedziela, 15 lutego 2015

Wiadomość - Tove Jansson

Świat dawno temu przestał kojarzyć Tove Jansson, wyłącznie jako autorkę bajek dla dzieci. Historia jej artyzmu jest dużo, dużo dłuższa i Polscy czytelnicy, mają nareszcie okazję, żeby się o tym przekonać.

Tove Jansson to kobieta o tysiącu twarzach. Potrafiła z jednakowym powodzeniem ilustrować kultowe opowiadania (patrz Alicja w Krainie Czarów), malować obrazy, jak również tworzyć własne historie i scenariusze komiksów. Co ważne, w każdej z tych dziedzin odnosiła sukcesy, a jej sława, w błyskawicznym tempie przekraczała granice.

Wiadomość to zbiór opowiadań, który powstał w 1997 roku, jako ukłon pisarki w stronę odbiorców i podsumowanie jej literackiego dorobku. Teksty skomponowała do niego sama, dzięki czemu znajdziemy w nich sporo migawek z jej prywatnego życia oraz listów do przyjaciół. Oczywiście wszystko podszyte zostało fikcją, jednak będąc człowiekiem tak wrażliwym, jak wrażliwa była Tove, nie da się w swej twórczości udawać kogoś, kim się nie jest - nawet jeśli bohaterem historii, stał się mały chłopiec.

Tove słynęła z życiowej energii, potrafiła zbalansować pracę zawodową z życiem prywatnym. Dzięki Wiadomości, poznamy ją jako dziewczynkę zapatrzoną w ojca i otoczoną ekscentrycznymi wujami. Osobę oddaną naturze, bojącą się wojny i stęsknioną za przyjaciółmi, którzy wyjechali. 

Kolejny raz opowiadania uwiodły mnie swoją ciszą i spokojem. Czytane przez weekend najlepiej smakowały nad ranem, gdy dom jeszcze spał, a słońce powoli wznosiło się nad horyzontem. Dajcie im trochę czasu, bo to nie jest lektura, która z miejsca was pochłonie. Pozwólcie, by melancholijna aura wymusiła na was skupienie, a kunszt pisarki, po stokroć wam to wynagrodzi. 

Perełka dla wielbicieli i esencja dorobku Tove dla nowych czytelników. 


Tove Jansson "Wiadomość"
Ilość stron: 320
Wyd. Marginesy
Ocena: 6/6

czwartek, 12 lutego 2015

Im szybciej idę, tym jestem mniejsza - Kjersti Annesdatter Skomsvold

Mathea Martinsen tworzy kapsułę czasu - skrzynię z przedmiotami, które najlepiej będą ją określać i ma zamiar zakopać ją nocą, na swoim osiedlu. Powędrują tam opaski zrobione na drutach, suknia ślubna w dziwnym, morelowym kolorze oraz woreczek z zębami, zebranymi w trakcie pracy. Osobliwe "znaleziska", idealnie oddające złożony charakter Mathei.

Kobieta jest samotniczką, rzadko wychodzącą z domu i marzącą o byciu niewidzialną, gdy jakiś człowiek inicjuje nawet krótką z nią rozmowę.  Ma obsesję na punkcie śmierci, a jej ulubioną rozrywką jest czytanie do śniadania nekrologów. Tak osobliwą bohaterkę mógł stworzyć wyłącznie norweski umysł i tym oto sposobem, Kjersti Annesdatter Skomsvold wprowadza nas w nieco absurdalny świat swojej fantazji. 

Od pierwszego rozdziału oszalałam na punkcie cytatów, jakie Mathea przytacza, a których nie sposób sobie nie wynotować. Co ciekawsze znajdziecie na moim profilu na Facebooku, ale prawdziwe perełki musicie odkryć sami.

Im szybciej idę, tym jestem mniejsza to tylko pozornie lekka i beztroska książka. W gruncie rzeczy jest to zapis panicznych starań starej kobiety, o to, by świat w jakiś sposób o niej nie zapomniał. Dla postronnego odbiorcy jej zachowania mogą się wydawać zabawne, ot babcia goni sobie po nocy z łopatą w ręku, jednak gdy przez moment spróbujemy znaleźć się w jej położeniu, radość z twarzy szybko nam znika.

Pięknie opowiedziana historia o przemijaniu i tęsknocie, szkoda jedynie, że taka krótka - chciałabym o Mathei poczytać więcej. 


Kjersti Annesdatter Skomsvold "Im szybciej idę, tym jestem mniejsza"
Ilość stron: 136
Wyd. Media Rodzina
Ocena: 5/6

wtorek, 10 lutego 2015

Nie taka dziewczyna - Lena Dunham


Serial Dziewczyny to produkcja, która szturmem wdarła się do mojej świadomość, ale nadal nie potrafię powiedzieć czy oglądam go z przyjemnością, czy czerpię z niego satysfakcję w jakiś dziwny, bliższy masochizmowi sposób. W ciągu dwudziestu minut, bezustannie balansuję między fascynującą i obrzydzeniem, by na końcu postawić pytanie: "co to do cholery było i po co to właściwie oglądam?" - co nie przeszkadza mi za tydzień włączyć kolejny odcinek.

Naturalistyczny sitcom opisujący (podobno) prawdziwe życie dziewczyn z Nowego Jorku - dziewczyn bez sukcesów na koncie, stałej pracy oraz poczucia miłości od kogokolwiek - został stworzony przez Lenę Dunham, która gra w nim główną rolę. Serial i książka to jednak dwie odrębne sprawy, bo wychodzi na to, że w wersji papierowej nikt nad Leną nie ma kontroli…

Dunham na dzień dobry ogłusza nas serią ekscesów z dziewictwem w roli głównej, sprawiając, że Miłość i seks to najsłabszy i najgłupszy rozdział z całej książki. Nie wiem dlaczego wylądował on na samym początku, czyżby autorka sądziła, że epatowanie seksem będzie aż takie poczytne? Według mnie dostanie rykoszetem, bo grono osób po takim wstępie, rzuci książką o ścianę i nigdy do niej nie wróci. Gdy jednak przebrniemy przez łóżkowe przygody i dotrzemy do "duszy" odkryjemy sympatyczną dziewczynę, która grzęźnie wśród wyolbrzymionych problemów, ale która w równie ciekawy i zabawny sposób, zaczyna je sobie tłumaczyć. 

To, że Dunham odniosła sukces, zawdzięcza głównie temu, że urodziła się w Stanach Zjednoczonych. Tam tego typu konwencja sprawdza się najlepiej, a sponsorzy mniej boją się w nią zainwestować. Stając w opozycji do wychudzonych modelek z prasy kobiecej, Lena pokazała światu, że da się i można być sobą bez poczucia kompleksu. No właśnie, ale czy aby na pewno autorka czuje się pewnie we własnej skórze? Czy rozmiar 42 nie stał się u niej takim samym produktem, jak lansowane w mediach 28? 

Wydaje mi się, że chwilami poza buntowniczki, wymknęła się Lenie spod kontroli, nie mniej lektura Nie takiej dziewczyny staje ciekawym doznaniem.


Lena Dunham "Nie taka dziewczyna"
Ilość stron: 280
Wyd. Czarne
Ocena: 4/6

poniedziałek, 9 lutego 2015

Córki marionetek - Maria Ernestam

"Niebezpieczna może być zabawa z ludzkimi uczuciami, bo gdy ogień już zapłonie, nie zawsze można go ugasić". 

Mariana jest dorosłą kobietą, ale koszmar, który w dzieciństwie rozegrał się na jej oczach, nadal pozostaje żywy. To wtedy, ktoś zastrzelił jej ojca, a ciało przywiązał do drewnianego konia na karuzeli. Mordercy nigdy nie znaleziono, podobnie, jak nie doczekano się odpowiedzi na pytanie, dlaczego to zrobił.

Pewnego dnia do miasteczka przyjeżdża amerykański pisarz, który niewiele mówi o sobie. Nikt nie wie kim naprawdę jest, ani po co odgrzebuje temat sprzed trzydziestu lat. Wiadomo natomiast, że wraz z jego przybyciem znowu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a mieszkańcy nie czują już w swoich domach bezpiecznie.

Córki marionetek ukazują mroczną część historii Szwecji, oddając zależności między przeszłością i tym, co obecnie dzieje się w miasteczku. Tytuł książki odnosi się do profesji głównej bohaterki, prowadzącej sklep z zabawkami, lecz nawiązuje też do innych mieszkańców, uzasadniając w ten sposób ich postępowanie. Mniej więcej w połowie tomu pada pytanie, czy skłonienie drugiej osoby do zmiany toku myślenia, jest jednoznaczne z wzięciem odpowiedzialności za jej czyny? Czy można tak skwitować napięcie rosnące wokół karuzeli? Odpowiedzcie sami czytając Marionetki.

Maria Ernestam oparła swą opowieść na autentycznych wydarzeniach, które prawdę mówiąc są tylko myślami zakotwiczonymi w historii, jednak podobało mi się, że książka porusza mało popularny, a mam wrażenie, że wręcz specjalnie przemilczany, wątek Szwecji w kontekście wojny.

Nie pochłonęłam jej za jednym razem, ale jako całość dobrze ją wspominam. Kolejna, tuż po Śnieg przykryje śnieg, zagadkowo-psychologiczna książka z północy. 


Maria Ernestam "Córki marionetek"
Ilość stron: 432
Wyd. Czwarta Strona
Ocena: 3,5/6

sobota, 7 lutego 2015

Błogosławieństwo ziemi - Knut Hamsun


Izak buduje swoją chatę z dala od ludzi. Nie lubi rozmawiać z innymi, stąd jego kontakty ograniczają się wyłącznie do wymiany handlowej. Całymi dniami kopie i karczuje, ciężką pracą dorabiając się sporego majątku. W końcu, do pomocy staje się mu potrzebna kobieta. Tak w Sellanrå pojawia się Igner, niewiasta silna i obyta z ziemią, a wraz z nią rozlega się płacz, przychodzących kolejno na świat dzieci.

Błogosławieństwo ziemi to opis życia na roli oraz dokumentacja relacji rodzinnych z początku XX wieku. Dostrzegamy wyraźny podział obowiązków i pilnowanie, by żadne z małżonków nie wchodziło sobie w drogę. Niewiele mówiło się w ten czas o uczuciach, rzadko kiedy poświęcało się uwagę najmłodszym. Dopiero w obliczu tragedii rodzinne więzi zaczynają się zacieśniać, a Izak pochyla się nad losem, swej zagubionej żony.

Oto opowieść, za którą Knut Hamsun otrzymał Nagrodę Nobla w 1920 roku. Książka o prowincji, ale w żadnym wypadku nie o wiejskiej beztrosce. Historia z której płynie spokój i pochwała dla życia opartego na prostocie, okupionego jednak heroiczną pracą oraz hektolitrami wylanego potu. 

Książka mile mnie zaskoczyła, bo nie przypuszczałam, że o lasach oraz uprawie można pisać w tak przyjemny i bliski mojej duszy sposób. Autor napytał sobie jednak biedy, gdy w czasie II Wojny Światowej okazał poparcie Hitlerowi. Norwegia wypomina mu to dziś, a mój zapał do niego, nieco się ostudził.

O sympatii do Hamsuna trudno teraz mówić, za to talentu do obrazowania spraw codziennych, nikt mu nie odbierze.


Knut Hamsun "Błogosławieństwo ziemi"
Ilość stron: 334
Wyd. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Ocena: 5/6

środa, 4 lutego 2015

Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków - Marta Sapała

Wychodzimy do sklepu z zamiarem kupienia sobie butów, wracamy z siatką i tak już zalegających w szafie t-shirtów. Prezentów dla najbliższych szukamy w centrach handlowych, a saldo naszego konta, bezustannie woła o ratunek do nieba. Marta Sapała miała tego dość, wrzuciła więc do sieci ogłoszenie o projekcie - Rok Bez Zakupów. Start: kwiecień 2012 roku, meta: marzec, dwanaście miesięcy później. Cel: radykalne ograniczenie wszystkich wydatków.

Autorka eksperymentu podjęła się z ciekawości. Chciała przez okrągły rok kupować i wydawać mniej. Chciała sprawdzić, za jaką kwotę uda się jej przeżyć i w którym momencie, zbędne staje się jednak do życia absolutnie konieczne. Dołączyła do niej jedenastka śmiałków, solo bądź całą rodziną, i tak powstał Intymny portret zakupowy Polaków.

Ogromną zaletą książki jest jej uniwersalność i spektrum podjętego tematu. Mamy tu singli, rodzinę wielodzietną, matkę z dwójką dzieci oraz gospodarstwo domowe za granicą. Każdy generuje inne przychody, każdy wydaje pieniądze na odmienne przedmioty. Łączy ich prowadzony skrupulatnie rachunek oraz przyzwyczajenia, z którymi bezustannie będą zmuszeni walczyć.

Eksperyment Sapały to pomysł karkołomny i stresujący. Bazuje na radykalizmie, bo jego celem jest okrojenie zakupów do absolutnego minimum i nie przewidziano w nim taryfy ulgowej. Wątpię abym  sama sprostała takiemu zadaniu - rok ubierania się w rzeczy otrzymane od znajomych, rezygnacja z każdej przyjemności, która generuje koszty. Nie ważne, że są święta, że idziemy do kogoś w odwiedziny. W tej obsesji, zawarte jest jednak całkiem sporo wiedzy. Autorka analizuje obowiązujący w Polsce wskaźnik minimum egzystencji, bojkotuje kampanie wiodących producentów odzieży i sprawdza na ile opłacalne jest hodowanie własnej żywności.

Podziwiam Martę za to, że wytrwała w postanowieniu, a zdobytej w ten sposób wiedzy, nie da się wycenić. Mniej odziera społeczne kampanie z populistycznych frazesów, wytyka koncernom prawdziwe przesłanki ich akcji reklamowych. I chociaż w ogólnym rozrachunku, ta książka mocno mnie przeraża, to trzeba pamiętać, że Marta miała wybór. Tysiącom Polaków go nigdy nie dano. 


Marta Sapała "Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków"
Ilość stron: 416
Wyd. Relacja
Ocena: 5/6

wtorek, 3 lutego 2015

Halla Norðfjörð w Cafe Bergson

Kawiarnia w centrum miasta, dokładnie taka, jakie lubię najbardziej - kameralna i skromna. W środku sala wypełniona po same brzegi - tłum, czekających na występ słuchaczy. Wtem na scenę wychodzi ona - Halla Norðfjörð, złotowłosa dziewczyna z gitarą. Bez oślepiających świateł i pompatycznego show. Tylko jej głos oraz instrument. Tyle wystarczy by zadziała się magia. 


poniedziałek, 2 lutego 2015

Mrożony mus bananowy, czyli domowe lody w 5 minut


Też tak macie, że wbrew temperaturze za oknem, nachodzi was nagle ochota na coś zimnego i kremowego? Czai się taka zmora na moment nieuwagi, gdy w zamrażalniku tylko szron i woda, a do sklepu zupełnie nie chce się wyjść. Miałam tak samo, dopóki nie zaczęłam mrozić bananów. Jeśli postaracie się by jeden owoc, zawsze czekał w zamrażalniku, zrobienie lodów zajmie wam zaledwie 5 minut. 

Składniki:
  • 1 duży mrożony banan - najlepiej zbrązowiały, bo jest słodszy
  • 80 - 100ml zimnego mleka
  • łyżeczka gorzkiego kakao 
  • opcjonalnie łyżeczka kawy rozpuszczalnej



Przygotowanie: 

Na maksa skomplikowane - wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy przez 20 sekund :) Jedyna uwaga, to nie róbcie tego zbyt dokładnie, niech drobne kawałki owocu w niej pozostaną. 

W czym tkwi sekret, że nazywam to domowymi lodami? We właściwej proporcji między mlekiem a bananem. Jeżeli mleka będzie odpowiednia ilość (czyli jak najmniej), zmrożony banan nieco je schłodzi i całość przybierze formę puchatej masy. 


Lubię zajadać mus na drugie śniadanie. W połączeniu z rozpuszczalną kawą jest i zdrowy, i lekko pobudzający, poza tym stanowi świetną alternatywę dla lodów wodnych. Nie mam nic przeciwko nim w sezonie letnim, jednak trzeszczące między zębami kawałki mrożonej wody, to niekoniecznie ten efekt, który chcę osiągnąć zimą.

p.s. zdjęcia nie oddają jego stanu tuż po przygotowaniu, bo choćby się człowiek nie wiadomo jak szybko ruszał, nie jest w stanie złapać dobrego świata, zanim górna warstwa nie stopnieje - jedzcie zatem szybko :) 

Smacznego!