poniedziałek, 22 grudnia 2014

Norweskie noce - Derek Miller


Sheldona z racji wieku, nikt nie traktuje poważnie. Dawniej był on cenionym żołnierzem Marines, ale dziś, po śmierci swojej żony, zmuszony zostaje do przeprowadzki do wnuczki w Norwegii. Mieszkając w Oslo, w jednym budynku z bałkańskimi uchodźcami, staje się świadkiem morderstwa sąsiadki i zupełnym przypadkiem ratuje jej syna. Zmuszony do ucieczki się oraz walki o życie, Sheldon rusza z chłopcem na południe kraju, udowadniając tym samym, że z jego głową – przynajmniej w teorii – wszystko jest w porządku.

Nie powiem, by Norweskie noce twardo trzymały się rzeczywistości. Osiemdziesięcioletni komando nie znający języka i mający siedmiolatka pod opieką, to mieszanka bardzo ryzykowna. Szczęście, całą sytuację ratuje społeczno-psychologiczny rys bohaterów oraz prawda o losach bałkańskich imigrantów w Norwegii.

Sheldon żyje jakby w dwóch, równoległych wobec siebie światach: ciałem tu i teraz, duchem natomiast w czasach wojny, gdzie w każdej sekundzie, musiał być gotowy do ataku. Ocalony przez niego chłopiec staje się w ten sposób ucieleśnieniem jego tragicznie zmarłego syna, a ich ucieczka, próbą odkupienia dawnych win.

Początkowe strony powieści mocno mnie do siebie zniechęcały. Gdzieś do zamknięcia pierwszej części, miałam ochotę rzucić książką w kąt i wziąć się za coś innego. Jakimś cudem jednak dotrwałam i suma summarum cieszę się z tego – od połowy historia nabiera tempa i wreszcie widać dokąd to wszystko zmierza.

Nie zgadzam się z okładkowym hasłem, że to „najzabawniejsza książka o wojnie i demencji”, ale czwórkę spokojnie mogę jej dać. Dobra rzecz, choć tyłka nie urywa, no i trudno doszukać się w niej północno-literackiego klimatu – Miller to Amerykanin do szpiku kości.


Derek Miller „Norweskie noce”
Ilość stron: 392
Wyd. Feeria
Ocena: 4/6

piątek, 19 grudnia 2014

Udawajmy, że to się nie wydarzyło - Jenny Lawson

Idealna książka na zimową chandrę i kiedy świat sprzysięga się przeciwko tobie.

Udawajmy, że to się nie wydarzyło to autobiografia napisana z wielkim przymrużeniem oka i dystansem do własnej osoby. Jenny urodziła się w biednej, ale nadrabiającej szaleństwem rodzinie. Jej ojciec był taksydermistą, więc krew i wnętrzności nie robiły na dziewczynie żadnego wrażenia. Za domowe zwierzątko służył jej szop, jednak ta beztroska była tylko pozorna. Walcząc z poważną chorobą Jenny śmieje się z własnego strachu i zachowania. Bestię najlepiej oswaja się uśmiechem, a jej przypadek idealnie tego dowodzi.

Cudowna, zabawna, pełna dygresji i nieco absurdalna książka. Lekarstwo na całe zło tego świata, a może pechowy dla mnie koniec roku, co w zasadzie jest jednym i tym samym. Waleczność Jenny połączona z jej kompulsywnym zrachowaniem były dla mnie wzorem, a niewyparzony język stanowił fantastyczną rozrywkę.

Jeśli cenicie oryginalny pomysł i prozę niepodobną w zasadzie do niczego, Udawajmy… musi się znaleźć na Waszej półce. Dla mnie bomba!


Jenny Lawson „Udawajmy, że to się nie wydarzyło”
Ilość stron: 352
Wyd. Black Publishing
Ocena: 5,5/6

czwartek, 18 grudnia 2014

środa, 17 grudnia 2014

Złoty kluczyk czyli niezwykłe przygody pajacyka Buratino - Aleksy Tołstoj

Bajka dla dzieci musi być żywa. Musi mieć wyraźną kreskę i charakter nadany jej przez rysownika. Z tego powodu już rzadko sięgam po twórczość dla najmłodszych. Nie przepadam za komputerowymi tworami, obrazkami trójwymiarowymi i sztucznością, za którą nic głębszego się nie kryje. Złoty kluczyk obronił się wyłącznie dzięki Beacie Horyńskiej - ilustratorce, która historii o drewnianym pajacyku, nadała zupełnie nowe życie.

Buratino to swojego rodzaju brat, dobrze nam znanego Pinokia. Starzec imieniem Carlo, otrzymuje od znajomego polano, z którego struga sobie drewnianego chłopczyka. Ten jednak, w przeciwieństwie do swego pobratymca Pinokia, jest psotliwy i nie sposób go wychować. Miast do szkoły, pewnego dnia Buratino ucieka do teatru, gdzie zaczyna się jego wielka przygoda.

Aleksy Tołstoj podobno tak często opowiadał tę bajkę z dzieciństwa, że zaczął wplatać do niej coraz to nowsze, stworzone przez siebie przygody. Tym sposobem na kanwie klasyki powstała książką z całą masą barwnych elementów, ale niestety nie wszystkim będą się one podobać.

Złoty kluczyk to bajka dla starszych dzieci, mających już pojęcie o otaczającym je świecie. Czyta się ją bardzo lekko i sympatycznie, trzeba jednak pamiętać, że główny bohater bywa bezczelny w zachowaniu, co u młodszej części odbiorców może się spotkać ze zbyt entuzjastycznym przyjęciem ;)

Wartość bajki pozostaje według mnie względna, same ilustracje są jednak przepiękne.

Aleksy Tołstoj „Złoty kluczyk czyli niezwykłe przygody pajacyka Buratino”
Ilość stron: 98
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4/6

wtorek, 16 grudnia 2014

Za plecami anioła - Renata L. Górska


Do Tauburga przyjeżdża Marta, Polka, próbująca na niemieckiej ziemi na nowo ułożyć sobie życie. Szczęście, które z początku jej sprzyjało, teraz zaczyna płatać jej figle. Opiekując się seniorką z tutejszego rodu, ściąga na siebie wrogie spojrzenia, a napięcie rosnące wśród mieszkańców, zaczyna być odczuwalne aż za murami zamku. Samotna kobieta, na dodatek cudzoziemka, nie będzie mogła spać tutaj spokojnie i co gorsza, synowie pani Tauburg o to zadbają.

Za plecami anioła to opowieść o tym, jak przewrotne potrafi być życie. Że przypadki rządzą dzisiejszym światem i bez serdecznych ludzi dookoła, nie jesteśmy w stanie za wiele zrobić. Książka idealizuje ukazaną w niej rzeczywistość, lecz samo miasto do idealnych nie należy – są spiski, podsycane spory, ale dzięki temu czytelnik raczej nie utonie w nadmiarze lukru. Piszę raczej, bo to proza z gatunku tych, co to krzepią serca i sprawiają, że sami chodzimy, jak na lekkim rauszu. Miła, przyjemna w odbiorze, dobrze się kończąca.

Ale mimo to spotkał mnie tu jeden zawód… nie, zawód, to może za duże słowo niedosyt, który czuję po finale Grety. Wolałabym „ukarać” ją w sposób bardziej społeczny, wymusić niejako przemianę, a nie rach-ciach i po sprawie. Nie, na takie coś się nie zgadzam i widziałabym to zdecydowanie inaczej. Na plus wypadają za to opisy – ludzi, miejscowości, przyrody. Po tych blisko pięciuset stronach zżyłam się z bohaterami, a Adela budziła we mnie same ciepłe uczucia.

Książki Renaty L. Górskiej to powieści do których lubię wracać i które, ku mojej uciesze, w komplecie stoją już na półce. Jeśli i Wy lubicie takie pogodne, dające nadzieję historie, to serdecznie do lektury zapraszam.


Renata L. Górska „Za plecami anioła”
Ilość stron: 459
Wyd. Replika
Ocena: 4,5/6