czwartek, 17 kwietnia 2014

Krucjata - Philippa Gregory


Odmieniec budził we mnie skrajne uczucia. Historia historii nie była w nim równa, za to Krucjata mile zaskoczyła mnie swą formą. Tym razem otrzymałam pełnowymiarową powieść zamiast zbioru opowiadań, i co tu dużo mówić – ten gatunek literacki Philippie wychodzi najlepiej.

Zdarzenia zapoczątkowane w Odmieńcu mają tu kontynuację. Izolda wraz z przyjaciółką próbują dotrzeć do ojca chrzestnego, wierząc, że z jego pomocą odzyskają utracony zamek. Z kolei Luca z Piotrem kroczą w papieskiej misji, badając oznaki schyłku ówczesnego świata. W pewnym momencie podróży, przyjaciele trafiają na dziecięcą krucjatę. Tysiące młodych maszerują za charyzmatycznym przywódcą, nie bacząc na ból i targającą nimi chorobę, pragnąc jedynie wstąpić do Ziemi Świętej.

Niechętna powieściom kostiumowym do Gregory mam ogromny szacunek. Bez znaczenia czy pisze dla starszych czy młodszych – wkład pracy jest zawsze ten sam. Wierze w opisywane przez nią zdarzenia i czuję magię tamtych czasów. Uwielbiam też kreślone przez Philippę bohaterki. Niezależnie od wieku są one charakterne i nie dają sobą pomiatać. Walczą o miłość, o obrany w życiu cel, a nade wszystko o prawo kobiet do bycia wolnymi.

Na co komu duchy albo strzygi, skoro tak cudnie można pisać również o rzeczach prostych. Czasy renesansu dawno minęły, jednak ludzkie wartości pozostają bez zmian.  W kategorii miłe, lekkie, ale niedurne – naprawdę świetna zabawa!

Philippa Gregory „Krucjata”
Ilość stron: 304
Wyd. Egmont
Ocena: 4,5/6

wtorek, 15 kwietnia 2014

Kiedyś Cię odnajdę - Małgorzata Rogala

Takiego wytchnienia było mi potrzeba. Po wymagającej koncentracji historii urzędnika, przez książkę Małgorzaty Rogali przeszłam niczym burza. Jeden dzień, dwa podejścia, a w zamian spora dawka krzepiących emocji.

Olga, lubiana przez uczniów pani pedagog, zostaje zgwałcona i zamordowana nieopodal swojego domu. Cień podejrzenia pada na kolegów z pracy, z którymi Olga miała zwadę, kilka minut przed atakiem. Żeby pojmać sprawcę, jej przyjaciółka zdolna jest do wszystkiego. Zatrudnia się w placówce i po nitce do kłębka zmierza do ludzi, którym Olga mogła nadepnąć na odcisk. Belferskie środowisko dalekie jest od ideałów, za to morderca dziewczyny coraz odważniej sobie poczyna. Weronika pozostaje jednak twarda. Szukając sprawiedliwości, chce pomścić w ten sposób, także własną matkę.

Kiedyś Cię odnajdę to kryminał z romantyczną domieszką w akcji oraz żwawą, nie bojącą się niczego bohaterką. Sympatia do Weroniki zrodziła się we mnie od samego początku. Zaimponowała mi swoją postawą i oddaniem dla sprawy. Szkoda jedynie, że po nawiązaniu relacji z komisarzem Pawelcem, łatwo domyślimy się całej reszty.

Wątku śledczego czepiać się nie będę, proszę Was jedynie – zdolne, rodzime pisarki – o więcej zamieszania, a mniej oczywistych zabiegów. Pomysły macie, warsztat (i to jaki!), ale w warstwie obyczajowej wszystkie Was ciągnie nadal w to samo miejsce. A ja bym chciała dostać książkę przewrotną, z głęboko zarysowaną naturą bohatera, gdzie facet gra trzecie, a nawet czwarte skrzypce. 

Szukałam rzeczy lekkiej, a sprawnie napisanej i taką też otrzymałam. Sympatyczna historia na jedno popołudnie, po której śmiało można wymagać od autorki dużo, dużo więcej.

Małgorzata Rogala „Kiedyś Cię odnajdę”
Ilość stron: 280
Wyd. Replika
Ocena: 4,5/6

niedziela, 13 kwietnia 2014

Skandynawska wieża Babel - Jerzy Stypułkowski

Czy to, co wydaje się być żywcem wyjęte z serialu Alternatywy 4, w Szwecji stało się już normą? Pozorowane działania, ceremonia ważniejsza od celu. Kraj zza wielkiej wody, ukazany oczami Stypułkowskiego napawa mnie strachem. Zachowania bohaterów muszą być przerysowane, gdyż zdrowy rozsądek nigdy by na to nie pozwolił. Nie pozwoliłby... prawda?

K. jest polskim emigrantem, szukającym w Szwecji lepszego życia. Od dwudziestu lat, mimo że szczerze nienawidzi swojej pracy, siada za biurkiem, produkując kolejne strony nikomu niepotrzebnych spisów.

Instytucja w której pracuje, jest potężnym molochem podzielonym na wiele działów i pododdziałów, z czego połowa kadry, zdaje się piastować kierownicze stanowiska. Myli się jednak ten, kto sądzi, że K. pracuje w międzynarodowej korporacji. Zajmowany przez niego urząd mieści się w bibliotece. Bibliotece o której napisano pięćset stron tekstu, a gdzie nie pojawia się ani jedna wzmianka o odwiedzającym ją czytelniku.

Przykre to, ale coraz więcej absurdów wkracza w nasze życie. Rok analiz czy kable na podłodze rzeczywiście komuś przeszkadzają, szkolenia dla zabicia czasu, albo siedemdziesięcioletnie „modelki”. Pod tym względem straszna jest ta historia. Absurdalna, niedorzeczna, a tak bliska prawdzie.

Nie potrafię tylko powiedzieć, czy Wieża mi się podobała czy nie. Z początku nie mogłam wskoczyć w jej rytm, po 1/3 myślałam żeby w ogóle dać sobie spokój, jednak po dniu przerwy wszystko się zmieniło. Tkwi w tej historii, jakaś sadystyczna przyjemność. Ciekawość, która nas zżera i musimy do niej wracać. Gdyby tylko trochę ją skrócić i pozbyć się kilku zbędnych powtórzeń (jak np. sceny szybkiej toalety K.) stała by się na pewno łatwiej przyswajalna.

Mam świadomość, że jej gabaryty i tematyka grono ludzi zniechęcą. Sama, gdyby nie tytuł oraz północne powiązania, ominęłabym ją szerokim łukiem. Ale dla pomysłu i otoczki rodem z Barei myślę, że warto.

Jerzy Stypułkowski „Skandynawska wieża Babel. Studium udręki szwedzkiego urzędnika”
Ilość stron: 532
Wyd. Novae Res
Ocena: 4/6

piątek, 11 kwietnia 2014

Zapomniane warzywa - Teresa Lewkowicz-Mosiej

Bób, soczewica, rzodkiew – to znamy. Nasturcja, oberżyna, fenkuł – nazwy dziwne, ale gdzieś słyszane. Gwiazdnica, endywia, salsefia – yyyy… czyżby jakieś zwierzątka?

Teresa Lewkowicz-Mosiej podjęła się zadania ambitnego i godnego według mnie każdej pochwały. Stara się przybliżyć rzeczy, które jadły nasze babki, prababki. Proste w przygotowaniu, a pożywne dania z warzyw, które w oparciu o tę pozycję zrobimy w dosłownie kilkanaście minut.

Zapomniane warzywa nie są jednak książką kucharską, a starannie dopracowanym kompendium wiedzy, dla osób ceniących sobie zdrowy tryb życia. Jeżeli chcecie założyć własną uprawę albo zwyczajnie, interesujecie się botaniką, ten tytuł powinien spełnić wasze oczekiwania. Wszystkie wymienione tu roślin zostały dokładnie scharakteryzowane i bez trudu dostosujecie glebę oraz nawadniane pod ich wymagania.

Sama jednak nie przepadam za grzebaniem w ziemi. Grządki, rabatki to kompletnie nie moja bajka, za to uwielbiam wgryzać się w warzywa. Od tygodni chodzi za mną jarmuż, którego nigdzie dostać nie mogę... moje kolacje bazują na fasoli i różnego rodzaju liściach. Czym zatem książka, tak bardzo mnie ujęła? Przepisami. Zupy, sałatki, surówki, zapiekanki. Minimum pracy, maksimum smaku – w taki układ to ja zawsze wchodzę :) Szkoda, że w stosunku do całości stanowią one może ¼ treści, ale dodając do oceny walory wizualno - estetyczne, książka wypada całkiem dobrze.

To prawda, że Zapomniane warzywa najbardziej przydatne będą w gospodarstwach agroturystycznych niż kuchni, ale w formie ciekawostki, warto rzucić na nie okiem.

Teresa Lewkowicz-Mosiej „Zapomniane warzywa”
Ilość stron: 360
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4/6

środa, 9 kwietnia 2014

Wystawa kotów - Jaworzno 2014r.

Klasyk powiedział, że "najmarniejszy kot jest arcydziełem". Nie sposób się z nim nie zgodzić, co więcej biorąc pod uwagę urodę moich niedzielnych towarzyszy, stwierdzenie, że znalazłam się w niebie, będzie jeszcze bardziej na miejscu. Oto krótka i nad wyraz okrojona (zrobiłam ponad 200 zdjęć;)) relacja z wystawy kotów rasowych w Jaworznie.