czwartek, 29 stycznia 2015

My - David Nicholls


Douglasa czekają wymarzone wakacje, podróż po Europie śladami, które wydeptali z żoną w młodości. Będą podziwiać wielkie dzieła sztuki, spacerować uliczkami… tak… będą, ale tylko w teorii… Connie przed wyjazdem oznajmia Dougowi, że chce od niego odejść. Nie wie jednak kiedy, ani dlaczego to robi. Na razie pakuje walizki i oświadcza, że całą rodziną, będą jednak zwiedzać tę przeklętą Europę.

Z nadzieją w sercu Douglas poddaje się temu i jedzie. Wierzy, że wycieczka podreperuje ich związek,  a syn ponownie zacznie z nim rozmawiać. Potwierdza hotele, bukuje bilety i na własne życzenie, wpędza się w gigantyczne kłopoty. 

Lawirując między przeszłością i teraźniejszością, poznajemy historię burzliwego związku, który można skwitować hasłem: przeciwieństwa się przyciągają. Connie i Doug są niczym ogień i woda. Ona, szalona artystka lubiąca towarzystwo ludzi; on, stoicki naukowiec obserwujący muchy w laboratorium. Są tacy, co powiedzą, że ten związek nie mógł się udać, jednak w tej przedziwnej mieszance była fura miłości. 

Książka zachwyciła moje oczy i umysł. Nicholls po raz kolejny, dowiódł swego mistrzostwa w kreacji bohaterów oraz w budowie historii. Bywa zabawnie, jest mądrze, wydaje mi się, że jako całość, nie mogła wypaść ona lepiej. Uśmiałam się z wpadek i pościgów, dowiedziałam się skąd w Albim wzięło się tyle złości, a nawet nauczyłam się trochę na temat mistrzów malarstwa. Pamiętajcie tylko - powieści Davida czyta się łatwo, bo zdają się być komedią, ale gdy zastanowimy się nad nimi głębiej, nikomu nie jest do śmiechu. 

Przewrotna, znowu świetnie napisana, historia o relacjach i rozstaniach. Opowieść o rodzinie, o trudach młodości, ponieważ My to nie tylko bycie we dwoje, także ci którzy od nas odeszli, ci przy których nas zabrakło.


David Nicholls "My"                                                                    David NichollsJeden dzień
Ilość stron: 480
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5,5/6
Premiera: 04.02.2015r.

środa, 28 stycznia 2015

Łowca trolli reż. André Øvredal

Filmy, które ostatnio polecałam były z gatunku mocno poważnych, dlatego dziś kino rozrywkowe, ale według mnie, równie wysokiej jakości. 

Łowca trolli (Trolljegeren) to prawie-horror nakręcony trzęsącą się ręką i zmontowany w stylu paradokumentu. Trójka studentów chce stworzyć film o polowaniach na niedźwiedzie. Nie przypuszczają, że prosząc o pomoc Hansa, znanego tropiciela, trafią na ślad znacznie groźniejszych drapieżników, a władze kraju świetnie wiedzą o ich istnieniu. 

Biorąc pod uwagę skromny budżet norweskiej produkcji, efekty specjalne robią bardzo dobre wrażenie. Pomysł na takie, a nie inne przedstawienie trolli, to dzieło Ivara Rødningena, człowieka który stworzył m.in.  książkę i na dniach z pewnością napiszę o niej więcej. Od pierwszego wejrzenia urzekła mnie kreska Ivara oraz uroda, opracowanych przez niego stworów. Są wielkie, groźne, a przy tym roztaczają wokół siebie specyficzną aurę niesamowitości. Podobał mi się humor Łowcy oraz polski akcent w osobie dostawcy.

Oglądając film po raz pierwszy, zdecydowałam, że kiedyś zobaczę przedstawione w nim miejsca na własne oczy. Włączając go po powrocie z Norwegii, znalazłam mnóstwo znajomych obiektów, a nawet hotel, w którym przez chwile mieszkałam. Wiele wspomnień kryje się w tym filmie i proszę tylko, abyście nie zrażali się jego komercyjnym zamysłem. Wbrew pierwszemu wrażeniu, wyczerpująco przedstawia on historię trolli i demonstruje, jak to chrześcijanie mają z nimi ciężko ;)

Jedna z moich ulubionych skandynawskich produkcji i źródło przyjemnej rozrywki - oglądajcie z lekkim przymrużeniem oka. 

źródło: www.filmweb.pl

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Zanim zasnę - S.J. Watson


"Pozostaje starać się o to, by odmęty szaleństwa nie zamieniły się w otchłań, która nas pochłonie…"

Jeśli chodzi o zdanie na temat tej książki, to pierwszym i w zasadzie jedynym słowem, jakie ciśnie mi się na usta jest "wow". "Wow" ze względu na pomysł, stopniowane napięcie i bohaterkę, której strach można poczuć na własnych plecach. 

Christine cierpi na amnezję. Nie tworzy nowych wspomnień, zapomniała większość tego, co się jej  w życiu przydarzyło. Bywają dni, gdy budzi się z pamięcią małej dziewczynki, a tym czasem w lustrze spogląda na nią twarz znacznie starszej kobiety. Codzienna rzeczywistość wygląda dla niej inaczej, bo w momencie, gdy zaśnie zapomina wszystko, co w danym dniu się wydarzyło. 

Jestem pod wrażeniem sposobu, w jaki autor ukazuje nam spustoszenie, tworzone przez amnezję. Dzięki jednemu, z pozoru tylko prostemu zabiegowi, nie ma się wrażenia, że człowiek zaklinował się w Dniu świstaka, a motywy choroby bezustannie się powtarzają. Widzimy wyraźnie dramat przeżywany przez Christine, za to czytelnik nie nudzi się zapętlonym schematem.

Na filmie krytycy ostro sobie używają, ale do książki nie mam się o co przyczepić. Przepadłam, przesiąkłam - to się nazywa prawdziwy thriller. 


S.J. Watson "Zanim zasnę"
Ilość stron: 408
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 6/6
Gazeta Wyborcza 13-14/12/2014

sobota, 24 stycznia 2015

Śnieg przykryje śnieg - Levi Henriksen

Co czuje mężczyzna wychodzący z więzienia i dowiadujący się, że właśnie stracił jedynego brata? Czy zmienia coś fakt, że śmierć była samobójcza,  a mieszkańcy Skogle wciąż pozostają wobec ciebie wrodzy? Jak odnaleźć się w domu pełnym pytań, na które już nikt nie udzieli odpowiedzi?

Książka Leviego Henriksena to przede wszystkim opowieść o człowieku, a dopiero potem obraz relacji oraz spisków, mających miejsce wśród tutejszej ludności. Jej głównym bohaterem jest Dan, uciekający pod wpływem emocji, z odprawianego właśnie pogrzebu. Nie przypuszcza nawet, że zostanie w ten sposób wmieszany w napaść na milionera, a policja od tej pory, zacznie codziennie dobijać się do jego drzwi. 

Żeby odkryć, co rzeczywiście skłoniło Jakoba do odebrania sobie życia, Dan musi zajrzeć w głąb własnej duszy i ta metaforyczna podróż, staje się przesłaniem „śnieżnej” historii.

Znając część dorobku Henriksena, muszę powiedzieć, że nie tworzy on książek w oczywisty sposób. Historie wigilijne, okazały się być w jego wykonaniu ponurym dramatem, zaś zimowy thriller, wyraźnie dotyka tematu miłości i relacji pomiędzy braćmi. Na tym jednak polega wielkość tego autora. By pogrywać w taki sposób z odbiorcami, trzeba być pewnym nie tylko własnych zdolności, ale i bohaterów, którzy się przed czytelnikami obronią.

Śnieg przykryje śnieg to rzecz o ludziach, którzy cierpią na samotność, bo biały puch izoluje ich od siebie, kolejnymi warstwami. Opowieść o bezradności i przypadku który lubi rządzić światem. Dopracowana, przemyślana... Spotkanie z taką książką, to sama przyjemność.

Opinia ukaże się na stronie internetowej księgarni Buka do odwiedzenia, której serdeczniej zapraszam:


Levi Henriksen „Śnieg przykryje śnieg”
Ilość stron: 288
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 5/6

czwartek, 22 stycznia 2015

Racuchy drożdżowe


Gdy je przyrządzam robię podwójną porcję, ponieważ świetnie smakują nie tylko, gdy są gorące, ale też kilka godzin później, kiedy ich skórka staje się bardziej chrupiąca. W sezonie wrzucam do ciasta tarte jabłko i rodzynki, doprawiając na koniec cynamonem. Danie niekoniecznie zdrowe i absolutnie niedietetyczne, jednak w takie dni jak dziś, słodkości mi się absolutnie należą. 

Składniki:

  • 500g mąki pszennej
  • 1,5 szklanki letniego mleka
  • 2 jajka
  • 2 łyżki cukru
  • 50g drożdży
  • szczypta soli
  • dżem lub cukier puder do dekoracji


Przygotowanie:

Drożdże mieszamy z cukrem i zalewamy ciepłym mlekiem, a następnie odstawiamy na kwadrans żeby "ruszyły". Dodajemy mąkę oraz jajka, wyrabiamy ciasto i przykrywamy ścierką czekając aż wyrośnie - powinno podwoić swoją objętość. Rozgrzewamy na patelni olej, formujemy racuchy i smażymy na wolnym ogniu aż przybiorą złoty kolor. 

Uwagi
  • Nabierając ciasto zamoczcie łyżkę w wodzie, będzie ono mniej przywierać. 
  • Racuchy po upieczeniu połóżcie na chwilę na papierowym ręczniku - wchłonie nadmiar oleju.
Smacznego!