wtorek, 16 września 2014

Powrót - Izabela Sowa

Tak bardzo chciałam napisać coś dobrego o tej książce. Myślałam, że pochwalę Izabelę za pomysł z pin up girl oraz studiem tatuażu. Zapaliłam się do odpowiedniczki Kat Von D na Polskiej ziemi i co? Zawiodłam się tak, że bardziej już nie mogę…  

Dorota to była studentka ASP, która w poszukiwaniu lepszych perspektyw, wyjeżdża do pracy za granicę. Ima się tam różnych zajęć, jednak po sześciu latach znowu wraca do Polski. Pracując w miejscowym studiu tatuażu, analizuje gdzie popełniła błąd i jak dalej ułoży się jej życie.

Są chwile, w których lepiej nie działać pod wpływem impulsu i chyba na tym polega mój błąd z Powrotem Izabeli Sowy. Nastawiłam się na komediową historyjkę, która zrównoważy oklepany do bólu motyw emigracyjny. I wiem, że jestem sama sobie winna, ale to wszystko za sprawą charyzmatycznej (w teorii) bohaterki, która w rzeczywistości okazała się być przeciętna i denerwująca.

Nie wiem, co autorka miała na myśli tworząc tę historię. Czy chciała opowiedzieć o losach Doroty, którą cały czas nazywa Dorotką, choć ma dziewczyna już blisko 30 lat? Czy może usiłowała nakreślić obraz społeczeństwa, a w zasadzie klienteli zakładów tatuażu, którą stanowią tu ludzie w większości mało ogarnięci. Nie wiem, wolę nie spekulować... Plus za kilka rozważań o życiu np. w cieniu modelingu (przykład Nadii i Igo), jednak to wszystko to stanowczo za mało.

Powieść po zamknięciu której, nic już nie pamiętam, a szkoda, bo sam koncept dawał sporo możliwości.


Izabela Sowa „Powrót”
Ilość stron: 272
Wyd. Znak
Ocena: 2,5/6

poniedziałek, 15 września 2014

Lawendowy pokój - Nina George

Barka o pękatym kadłubie, z kambuzem, dwiema kojami, łazienką i ośmioma tysiącami książek…

Perdu jest właścicielem księgarni o wdzięcznej i wiele mówiącej nazwie Apteka Literacka. To w tym miejscu strudzeni czytelnicy mogą znaleźć w książce poradę, a sprzedawca, ciepły i cierpliwy, wysłucha ich, jak nikt inny na świecie.

Perdu doskonale wie czym jest ból i zdeptane nadzieje. Porzucony przed dwudziestoma laty przez ukochaną kobietę, do teraz zastanawia się, jak i dlaczego się to stało? Przypadkiem wychodzi na jaw, że odpowiedź ukryta została w liście, który pewnego dnia wypada ze starej szuflady biurka.

Historie o bibliotekarzach i książkach są podwójnie bliskie mojemu sercu, stąd gdy przeczytałam, że Lawendowy pokój łączy w sobie nie tylko postać księgarza, lecz również odwołuje się do jego emocji, wiedziałam, że jest ogromna szansa by całość mi się spodobała.

Niestety w praktyce nie wyszło to wcale dobrze. Sama podróż barką jest nużąca i de facto niewiele wnosi do książki. Warto jednak zacisnąć zęby i jakoś ją przetrwać, bo pamiętnik Marion oraz towarzyszące mu przemyślenia, wynagradzają poniekąd wcześniejsze trudy.

Lawendowy pokój to cudowna i niezwykle emocjonalna historia, ale tylko do połowy. Gdyby zostawić w niej wstęp i zakończenie, byłaby idealna, a tak przez denerwującego pisarza i wędrowanie z domu do domu, rozmywa się w niej to, co moim zdaniem jest najistotniejsze – uczucia i sposoby radzenia sobie ze stratą.

Książka o różnych obliczach miłości, wywołująca u czytelnika równie skrajne emocje.


Nina George „Lawendowy pokój”
Ilość stron: 344
Wyd. Otwarte
Ocena: 4/6                  

sobota, 13 września 2014

Stary człowiek i stos książek

Mój licznik znowu poszybował jedno oczko w górę, jednak sklepach nadal pyta się mnie o dowód. Metryka wymusza pewnego rodzaju powagę, ale ja się chce przede wszystkim dobrze bawić.

Marzę o Islandii, chcę postawić stopę na Nord-kappie i wędrować doliną Muminków. Chce aby moje książki miały osobny pokój, a takie stosy pojawiały się częściej.

Czarujmy rzeczywistość - niech marzenia się spełniają.  


Na zdjęciu nowości, które przywędrowały do mnie w ciągu ostatniego 1,5 miesiąca. Prezenty, efekty wymiany, egzemplarze recenzenckie i zakupy własne. 

Dziękuję wszystkim bez których ta strona nie mogłaby istnieć. Dziękuję Wam za odwiedziny, dziękuję za zaufanie. 
I przepraszam za ten bardzo chaotyczny wpis :) 

Zrecenzowane:

wtorek, 9 września 2014

Anglicy na pokładzie - Matthew Kneale

Piętnaście rozdziałów, pięćset dwadzieścia osiem stron tekstu i dwudziestu jeden tłumaczy - każdy dla jednego narratora. Oto Anglicy na pokładzie – niezwykła opowieść i wielkie przedsięwzięcie Wiatru Od Morza. 

Jest rok 1857. Trwają spory między duchowieństwem i antropologami, na temat początków ziemi i ludzkiego rodu. Wielebny Geoffrey Wilson, aby dowieść prawości swojej tezy, organizuje ekspedycję do Tasmanii, ponieważ wedle jego obliczeń, właśnie tam znajduje się biblijny Eden. Przypadek sprawia, że okrętem, który go tam zawiezie, staje się Sincerity, jednostka załadowana kontrabandą. Jak ułożą się losy kaznodziei oraz przemytników? I czy Tanzania to rzeczywiście taki raj na ziemi?

Anglicy na pokładzie to bogata w szczegóły i napisana z wielkim rozmachem powieść marynistyczna, w której czas i miejsce akcji, dopracowane zostały do perfekcji. W życiu bym nie powiedziała, że fabuła dziejącą się na środku oceanu może być zarówno interesująca  jak i uniwersalna. Fakt, że to XIX wiek nie ma w tym przypadku większego znaczenia. Ludzie od zarania dziejów walczą o to samo, a czy starają się to zdobyć metodą podstępu czy wyzysku, nie czyni ofierze żadnej różnicy.

Przygotowana na książkę w stylu Moby Dicka mile się zaskoczyłam, widząc, że Anglicy na pokładzie to tak naprawdę nowe spojrzenie, na wydarzenia znane z Jądra ciemności. Pomyli się jednak ten, kto stwierdzi, że taka historia musi być archaiczna i ciężka w odbiorze. Matthew Kneale wplata w fabułę sytuacje, które rozładowują napięcie, czego idealnym przykładem jest ser (sic), bez którego w gruncie rzeczy, nic by się nie wydarzyło ;)

Nie jest to rozrywkowa książka, ale z małymi wyjątkami, czyta się ją zaskakująco dobrze. 


Matthew Kneale „Anglicy na pokładzie”
Ilość stron: 528
Wyd. Wiatr Od Morza
Ocena: 5/6
Premiera: 30.09.2014r.