czwartek, 20 listopada 2014

Miniaturzystka - Jessie Burton

Właśnie na taką książkę czekałam. Pięknie wydaną, błyskotliwą, a przede wszystkim utkaną z gęstej sieci połączeń, skumulowanych wokół tajemnicy, której nie da się, w żaden sposób rozwikłać. 

Nella, decydując się na małżeństwo, miała nadzieję otworzyć nowy rozdział w swoim życiu. Przeprowadziła się do Amsterdamu, stała się panią dobrze sytuowanego domu, ale nijak w tej rzeczywistości nie może się odnaleźć. Johannes traktuje ją jak powietrze, skąpiąc czułości i wspólnych nocy. Szwagierka jest oschła od pierwszego dnia przyjazdu, a jedyną pociechą staje się dla niej ślubny prezent od męża - replika kamienicy w której mieszka. Zafascynowana tym przedmiotem Nella, najmuje miniaturzystę, by sporządził do domku mieszkańców oraz wyposażenie. Trwoga pojawia się w momencie, gdy zamówione figurki w zagadkowy sposób zaczynają pasować do okoliczności, a ich twórca okazuje się być kobietą.

Petronella Oortman to realna postać żyjąca na przełomie XVII i XVIII wieku. W Muzeum Państwowym w Amsterdamie na własne oczy zobaczycie jej domek, ale prawdziwa magia rozkwita dopiero, po zetknięciu się z książką Jessie Burton.

Historia zachwyciła mnie dopiero od piętnastej strony, bo w sam wstęp ciężko było mi się wdrożyć. Bałam się, że kolejny raz moje nadzieje rozbiją się o rzeczywistość, ale na szczęście nie tym razem. Miniaturzystka to powieść pisana od serca, w której bohaterowie mają dusze i liczne zmartwienia. Burton potrafi pisać o stracie nie sięgając po utarte schematy, a jednocześnie wiernie trzyma się realiów tamtego okresu. 

Miniaturzystka urzekła mnie nastrojem i zawartą w niej prawdą. Bohaterowie bezustannie się zmieniają, natomiast baśniowa oprawa, nawet w połowie, nie oddaje złożoności oraz bogactwa zamkniętej na jej stronach udręki. Zdaję sobie sprawę, że moje słowa brzmią jak enigma i, że brakuje w nich konkretów, ale machnijcie na to ręką. Książkę musicie przeczytać, oto całe przesłanie tego tekstu.


Jessie Burton "Miniaturzystka"
Ilość stron: 464
Wyd. Literackie
Ocena: 6/6

środa, 19 listopada 2014

Droga - Cormac McCarthy


Zagłada według McCarthy'ego, to cisza wypełniona dymem i obrazem płonących lasów. Porażająca w swej prostocie opowieść o wędrówce ojca i syna, stała się najważniejszym tytułem w nurcie post-apokaliptycznym i wcale się temu nie dziwię.

W Drodze znajdziemy sceny, które mrożą krew w żyłach, akty kanibalizmu oraz przemoc, która na nikim nie robi już wrażenia. Jednak tym, co przede wszystkim, czyni tę powieść wyjątkową jest klimat - szary, zamarły w bezruchu świat i dwójka wędrowców walcząca o życie. 

Druzgocące wrażenie wywołuje też spokój. To jak dziecko przechodzi z tematyką śmiercią do porządku dziennego, pytając jaki czeka je koniec, w trakcie najzwyklejszej rozmowy. W tym świecie nie ma czasu na konwenanse. Gdy deszcz leje się z nieba, a na każdym kroku czają się ludzkie bestie, jedyne co ma jakiekolwiek znaczenie, to znaleźć w sobie odwagę by przetrwać jeszcze jeden dzień. 

Uwielbiam takie niepozorne książki, pełne wymownych scen i oszczędnych dialogów. Klasyka przy której bajki, jak Gwiazdozbiór psa mogą się tylko schować. 

Świat po zagładzie:


Cormac McCarthy "Droga"
Ilość stron: 268
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

poniedziałek, 17 listopada 2014

Odcienie miłości - Alice Munro

Mówią, że jest ślepa, braterska, albo trwa aż po grób. Że to najczystsze uczucie na ziemi, ale najsilniejsza jest między matką a dzieckiem. Odcienie miłości Alice Munro trochę temu zaprzeczają. W jej wyobrażeniu uczucie to urasta do rangi obowiązku i przyzwyczajenia. Bohaterowie wchodzą w skomplikowane związki, często na przekór logice.

Z zamysłu każde, z jedenastu zawartych tu opowiadań, było mi dość bliskie, lecz nie zauroczyły mnie one jako literatura. Absolutnie nie twierdzę, że Munro jest słaba, tylko przywykłam do faktu, że powieści noblistów są jakby to powiedzieć… intensywniejsze, bardziej wyraziste w odbiorze, przez co od pierwszej strony wiemy czy nam się to podoba czy nie.

W Odcieniach wszystko jest neutralne, takie poprawne, niczym nie szokuje, żadnych granic nie przekracza. A ja lubię, gdy noblista wsadza kij w mrowisko, gdy się o nim dyskutuje, często przy tym krytykując. Tak było z Saramago, Steinbeckiem, nawet z Doris Lessing.

Munro jest dobra, ale nic poza tym. Miano mistrzyni opowiadań zostaje przy Amelie Nothomb, którą serdecznie polecam - ta kobieta jest fantastyczna! 


Alice Munro "Odcienie miłości"
Ilość stron: 512
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6

niedziela, 16 listopada 2014

Piórka


Pamiętajcie by dokarmiać zwierzęta - a nóż pewnego dnia trzymacie w podzięce takie oto cuda.
Kolekcja rośnie.

sobota, 15 listopada 2014

Minimalizm po polsku - Anna Mularczyk-Meyer

Mam wrażenie, że nam książko-holikom, jest chyba najtrudniej zaprzyjaźnić się z minimalizmem. Tytuły dostajemy, kupujemy, wypożyczamy, a właściwie, gdybyśmy cały czas tylko siedzieli i czytali, to i tak połowa ciekawych pozycji uciekła by nam sprzed nosa. Nie da się wszystkiego poznać, odłożyć na półkę i czekać na potem.

Na początku swojego blogowania, gdy zaczęły się pojawiać propozycje od wydawnictw, wpadłam w sidła darmowych egzemplarzy. Brałam co popadło, bo a nóż mi się spodoba, a efekt był tylko taki, że frustrowałam się stosem czekających na mnie tytułów, na część których, w ogóle nie miałam ochoty. Dziś trzy razy zastanowię się nad książką, niż pozwolę by ktoś mi ją wysłał, lecz nadal mam ciężko rozstać się z posiadanymi już tytułami. To kwestia nad którą muszę jeszcze pracować, a dlaczego o tym w ogóle wspominam? Bo książka Anny Mularczyk-Mayer to najlepsze wsparcie, w jakie możemy się zaopatrzyć przed nadchodzącymi świętami.

Minimalizm po polsku to zdrowsze podejście do prostego życia, niż reprezentuje osławiona już Dominique Loreau. Istotę tego nurtu można zamknąć w jednym zdaniu: mniej rzeczy to mniej stresów, wydatków, sprzątania i odkurzania, a więcej miejsca. Kto z nas nie czuje się lżejszy, gdy uporządkuje szafę i z półek nie spadają na niego dziesiątki rzeczy? Porządek to pierwszy krok do minimalizmu, ale nie dotyczy on tylko przedmiotów. Mniej pragnień to też mniej obowiązków, stresu i więcej czasu wolnego. 

Podobało mi się, że autorka bardzo trzeźwo opisuje minimalizm, bo jego istotą nie jest pozbywanie się dóbr i przyzwyczajeń, ale ich świadome dobieranie do swoich potrzeb. Historia Polski niejako wpoiła w nas manię zbieractwa. Trzydzieści lat temu ciężko było cokolwiek dostać, stąd od rodziców zapożyczyliśmy zwyczaj chomikowania "na potem". W 99% przypadków "potem" nie następuje, jednak dzięki Mularczyk będziemy w stanie powoli sobie z tym poradzić. 

Fantastyczna książka po której od razu nabrałam ochoty do działania - a jak powszechnie wiadomo, poradników nie znoszę - więc niech to będzie dla Was podwójna zachęta.


Anna Mularczyk-Meyer "Minimalizm po polsku"
Ilość stron: 192
Wyd. Black Publishing
Ocena: 5/6