niedziela, 31 maja 2020

Pani Churchill - Marie Benedict

Urodziła się w czasach, w których mężczyźni głosili, że kobietom nie należy przyznawać praw wyborczych ani pozwalać na uczestnictwo w polityce, z powodu rzekomych niedomagań psychicznych i fizycznych. Clementine Hozier to jednak nie przeszkadzało, zrobiła dokładnie na odwrót - angażowała się w działania polityczne, towarzysząc i doradzając Winstonowi na temat kolejnych działań.

Niestety przez takie podejście, całe jej istnienie skupiało się na mężu i jego potrzebach, sprawiając, że potrzeby dzieci schodziły na drugi plan. Nikt nie twierdzi, że Clementine była złą matką, ale do ideału brakowało jej niestety wiele. Wszystko przez to, że Winston był bardzo wymagającym człowiekiem - stale wybuchał gniewem, miał swoje zwyczaje i przyzwyczajenia na które nikt nie mógł wpłynąć, choć nieraz przeczyły logice.


Pani Churchill to opowieść o jej życiu zarówno zawodowym, jak i rodzinnym oraz trudnych relacjach z mężem. O tym jak strzegła jego otoczenia, wspólnych ideałów i swojego małżeństwa. Rzecz o osobie błyskotliwej i odważnej. Uparcie dążącej do celu, która swą postawą zaczęła zmieniać społeczne wyobrażenie kobiety.

Lubię to jak Marie Benedict tworzy swoje historie, jak suche fakty ubiera w przejmującą opowieść. Polecam każdą, z wydanych do tej pory książek.

Marie Benedict "Pani Churchill"
Ilość stron: 352
Wyd. Znak Horyzont
Ocena: 5/6

środa, 27 maja 2020

Bez pożegnania - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Bez pożegnania to kontynuacja losów Pauliny i Piotra, bohaterów powieści Bez przebaczenia. Tym razem autorka, która nie ucieka od tematów trudnych oraz bolesnych, dotyka kwestii związanych z zespołem stresu pourazowego. Nie od dziś wiadomo, że żołnierz wracający z wojny przywozi ze sobą nie tylko bagaż przedmiotów, ale przede wszystkim emocji i doświadczeń związanych z polem bitwy. Wszystko to oddziałuje na niego i na najbliższą mu rodzinę, i właśnie na tym koncertuje się akcja powieści.

Tak jak ostatnio, również i teraz książka przeczytała się właściwie sama. Słowa uznania ślę do autorki za umiejętność prezentowania trudnych tematów, przy jednoczesnym zachowaniu lekkości pióra oraz nośności samej historii. 

Tym samym, jeśli szukacie czegoś dobrego, co pozwoli oderwać myśli od codzienności, a jednocześnie przybliży wam warunki pracy wojskowego, to polecam. Wciąż jest to powieść z elementami romansu, ale wnosząca na ten gatunek na znacznie wyższy poziom.


Agnieszka Lingas-Łoniewska "Bez pożegnania"
Ilość stron: 320
Wyd. Burda Książki
Ocena: 4/6

niedziela, 24 maja 2020

Bez przebaczenia - Agnieszka Lingas-Łoniewska

"I wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że uczucie, którym go zaczęła darzyć, to coś więcej niż fascynacja czy pożądanie. To coś o wiele więcej, coś, co powoli ją przerażało, bo spodziewała się, wiedziała, że jedyne, co jej los przyniesie, to cierpienie i smutek".

Paulina to czarnowłosa dziewczyna ze smutnym oczami. Mieszka z ojcem, jego żoną oraz dziećmi, choć nie widziała go od ponad 15 lat. Jest to dla niej zarówno obcy totalnie człowiek, jak i osoba, której lepiej w żaden sposób nie prowokować. Paulina dopiero co straciła rodzinę w wypadku samochodowym, a znów musi radzić sobie z przeciwnościami losu. Życie pod tyranią wojskowego to jedno, poradzenie sobie w nowym środowisku, gdzie wszystko, co do tej pory wierzyłaś jest negowane, to już zupełnie inna kwestia. 

Starając się odnaleźć w nowej rzeczywistości, Paulina poznaje Piotra, zdawać by się mogło, jedyną przychylną jej osobę w militarnym środowisku, tylko, że w takich sprawach zawsze tkwi ukryty haczyk - ktoś inny czeka tylko na okazję, aby to wszystko zniszczyć. 

Nie będę ukrywać, że ta książka to klasyczne czytadło, ale po ostatnich wymagających rzeczach, trafiłam z nią idealnie. Prosta, ale szybka fabuła, która lubi dostarczać wrażeń oraz bohaterka, którą polubiłam od pierwszej strony. Nie zapominam też o najważniejszym, czyli tym, co w książkach Lingas-Łoniewskiej lubię najbardziej -  nawiązania do piosnek przed każdym rozdziałem! Z Agnieszką słuchamy tych samych gatunków, więc czy mam przy sobie odtwarzacz czy nie, melodie bezustannie grają mojej w głowie. 

Bez przebaczenia to romans obyczajowy. Historia ludzi, którzy nie potrafili się komunikować oraz okazywać skrywanych w sobie uczuć. Których zżerały demony z przeszłości oraz własna pycha, a potem również i poczucie winy.  

Książka wciąga i ciekawi - miła odmiana po ostatnich "ambitnych" rozczarowaniach. 


Agnieszka Lingas-Łoniewska "Bez przebaczenia"
Ilość stron: 420
Wyd. Burda Książki
Ocena: 4/6

czwartek, 21 maja 2020

Wierzyliśmy jak nikt - Rebecca Makkai


Miało być wielkie "wow", miały być emocje oraz wypieki na twarzy...

Wierzyliśmy jak nikt to w głównej mierze opowieść o Chicago lat 80-tych, tycząca się przyjaźni i miłości w obliczu szalejącej epidemii AIDS. Yale pracuje w galerii sztuki - jego działania zawodowe zmierzają w kierunku pozyskania pokaźnej kolekcji szkiców o wielkiej, choć jeszcze nie potwierdzonej wartości. Niestety sukcesy na polu zawodowym, nijak mają się do jego życia prywatnego. Wśród znajomych co rusz słuchać, że ktoś nowy został zakażony, że ma kolejne objawy, albo że właśnie zmarł. Ciągłe poczucie straty i zagrożenia sprawia, że Yale zaczyna wątpić w sens wszystkiego, co się dzieje, a przede wszystkim w ludzi, którzy go otaczają.

Nie wiem czy oglądaliście serial POSE (pierwszy sezon jest absolutnie genialny, w drugim już trochę zaszaleli, ale i tak warto!), ale Wierzyliśmy... ma podobny schemat - życie na salonach (tam w klubie, na scenie), kontra wszystko to, co się dzieje w prawdziwym życiu. Sęk w tym, że w powieści nie ma bohatera, który uciągnął by całą akcję. Yale jest totalnie bezbarwny, nudny, bezosobowy, gdzie w serialu Blanca to istny majstersztyk. W ogóle wszystko, co się w książce dzieje odebrałam jako powierzchowne i niedopracowane. Kwestie relacji między bohaterami wrzucone zostały jakby w celu wypełnienia pustej przestrzeni, a nie oparcia na niej fabuły.

Czytałam bardziej ze złości, że mnie nie wciągnęło niż z ciekawości co będzie dalej. O przejęciu się losami bohaterów nawet nie mówiąc. Zawiodłam się i tyle. Mnóstwo szumu wokół tej książki, poleceń z każdej strony i co? Wielkie NIC.

Specjalnie w treści nie odnosiłam się do serii Jonasa Gardella - tu absolutnie nie ma czego, ze sobą porównywać. 


Rebecca Makkai "WIerzyliśmy jak nikt"
Ilość stron: 622
Wyd. Poznańskie
Ocena: 3/6

poniedziałek, 18 maja 2020

Orwell - Pierre Christin, Sebastien Verdier

Ilustrowana historia życia autora Folwarku zwierzęcego. Jego początki oraz przeświadczenie tkwiąc w nim od dzieciństwa, że gdy dorośnie powinien zostać pisarzem. Mimo, że wiele lat później Eric Blair (tak brzmi prawdziwe nazwisko Orwella) będzie wspominał swoje dzieciństwo jako smutne i samotnicze, to w rzeczywistości już wtedy kształtował się jego światopogląd. Mieszkając w internacie, pracując potem jako pomywacz, a nawet służąc w wojsku, obserwował, jak ludzie traktowani są przez pryzmat swego pochodzenia. 

Tak po wielu latach tułaczki, nadszedł moment w którym Blair postanowił ziścić marzenie z dzieciństwa i zaczął pisać... Odmowy sypały się jak z rękawa, ale mimo to się nie poddawał. Wracając po latach z Hiszpanii zatrudnił się u Frederica Warburga, tworząc kolejne eseje, recenzje i kroniki, a także pracując nad pierwszą książką. Eric, noszący już wówczas pseudonim George Orwell stajł się znany jako twórca "reportaży wcielonych" tzn. pisanych pod mniej lub bardziej fałszywą tożsamością, a finalnie zapisał się w naszej pamięci, jako największy futurysta.

Biografie to specyficzny rodzaj literatury. Ciężko jest zachować wierność życiorysowi, a zarazem w atrakcyjny sposób przedstawić kluczowe wydarzania. Komiks jest w tym przypadku ciekawym rozwiązaniem, choć należy mieć świadomość, że bardzo ogranicza możliwości przekazywania informacji. 

Urzekło mnie, że w publikację wplecione zostały prawdzie zdjęcia Orwella, choć stanowczo jest ich za mało. Szkoda, że autorzy na końcu nie postarali się o jakiś zbiór fotografii, podsumowanie jego historii - sportretowanie żony oraz dziecka. Mimo to, książka jest dobrym wstępem do zapoznania się z twórczością Orwella, a przed wszystkim ukazuje tło wydarzeń, które miały bezpośredni wpływ na fabułę jego historii.  


Pierre Christin, Sebastien Verdier "Orwell"
Ilość stron: 140
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6

piątek, 15 maja 2020

Mała księga dawnych Islandczyków - Alda Sigmundsdóttir


"Współcześni Islandczycy mają swoje dziwactwa, ale dawniej były one jeszcze większe. Nie były tak zwyczajnie dziwne Były też komiczne. I pomysłowe. Muszę przyznać, że nabrałam nowego szacunku i podziwu do przodków, którzy potrafili przetrwa w warunkach, jakie przyprawiłyby o dreszcz przestrachu najdzielniejszych awanturników". 

Pięćdziesiąt krótkich tekstów o strukturze społecznej, idealnych świątecznych prezentach, oknach w dachu czy przesądach związanych z narodzinami i zwyczajem pytania elfów o zgodę na rozpoczęcie budowy. Można też po trosze dojść do wniosku, że grupą, która miała największy wypływ na mieszkańców wyspy byli "niewidzialni ludzie", istoty mieszkające w bliskim sąsiedztwie gospodarstw i w zależności od ich relacji z osadnikami, mogli być pomocni bądź wręcz złorzeczyć i porywać dzieci. Słowem islandzki folklor pełen jest baśniowych naleciałości oraz zwyczajów i przesądów ułatwiających przetrwanie, w bardzo kapryśnych warunkach pogodowych.

Do tego w książce znajdziemy co nieco o ciastkach - flatkökur oraz naleśnikach - pönnukökur, a także całym mnóstwie innych dyskusyjnych już, zjełczałych i pochodzących z dziwnych części zwierząt, potraw... Pladze cukru i niedoborze soli.

Wydawać by się mogło, że ta w zasadzie maleńka książka, nie pomieści w sobie aż tylu faktów, albo po prostu wstrzelili je z siebie z prędkością pocisku, a tym czasem ani nie czujemy przesytu informacji, ani tym bardziej nie ma się wrażenia, że coś zostało przekazane w zanadto skrótowej formie. 

Alda Sigmundsdóttir w zabawny, ale i rzeczowy sposób opowiada o losach swoich przodków, przytaczając przy okazji wiele historii o swojej babce (swoją drogą kobieta miała naprawdę ciężko w życiu) oraz ukazując rzeczywisty klimat panujący na wyspie. Mała księga dawnych Islandczyków przybliża tę odległą krainę i sprawia, że jeszcze bardziej chce się poczuć jej dzikość na własnej skórze.


Alda Sigmundsdóttir "Mała księga dawnych Islandczyków"
Ilość stron: 230
Wyd. Poznańskie
Ocena: 5/6

środa, 13 maja 2020

Pokaż mi swoją bibliotekę - Aleksandra Rybka


Pokaż mi co czytasz, a powiem ci kim jesteś.

Rozmowy z czołowymi polskimi twórcami, szeroko pojętego słowa pisanego. Sylwią Chutnik, Anną Dziewitt-Meller, Jackiem Dehnelem, a także językoznawcą, profesorem Jerzym Bralczykiem, Michałem Rusinek czy chociażby Krzysztofem Vargą.

Portrety ich czytelniczych zwyczajów, wspomnienia z dzieciństwa, a przede wszystkim wiele ciekawych podpowiedzi, po jakie książki warto jeszcze sięgnąć. Z rozmów wynika, że powszechnym problemem jest brak miejsca by przechowywać swoje zbiory (skąd ja to znam?! sądziłam, że w nowym domu nie ma bata, by ten kryzys szybko mnie dosięgnął... yhy... miejsce skończyło się po pół roku), za mała ilość czasu na czytanie oraz odkładanie ważnych lektur na później. Słowem problemy każdego z nas! A i jak się okazuje powszechnym zjawiskiem, jest również zaginanie przez zaproszonych gości rogów - ha! posądzenie o zbrodnię na literaturze uważam tym samym za bezzasadne! - tak, sama również tak robię, za to do robienia notatek mam osobny zeszyt. 

I tak oto w moim i tak napiętym już grafiku, który spokojnie starczy mi do siedemdziesiątki dołączyły: Kocie Oko Margaret Antwood, Blaszany bębenek Guntera Grass oraz Atlas wysp odległych Judith Schalansky.

Wam z kolei polecam lekturę Biblioteki - fantastyczne i inspirujące rozmowy!

Dla ciekawych, w tym poście możecie zobaczyć moje nowe/stare półki na domowe zbiory: klik
Stan z 2016 roku więc proszę sobie wyobrazić, jak to obecnie wygląda ;)

"Żyjemy w czasach, kiedy modne jest mówić, że się czegoś nie przeczytało albo przynajmniej że się nie podobało. Bardzo łatwo jest krytykować, choć trzeba pamiętać o tym, że wydawnictwa promują każdą książkę jako arcydzieło i nagle okazuje się, że żyjemy w świecie arcydzieł, a to tak naprawdę tylko promocja" - Justyna Sobolewska.

Aleksandra Rybka "Pokaż mi swoją bibliotekę"
Ilość stron: 346
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

wtorek, 12 maja 2020

Oczy ciemności - Dean Koontz

"Jest tak, jakby... jakby sama noc na nas patrzyła...
noc, cienie, oczy ciemności"
.

Czy duchy istnieją, a jeśli tak czy są w stanie z nami się komunikować?

Tina powoli staje na nogi, po tragicznej śmierci syna. Mimo, że od wypadku minął już ponad rok, to jego pokój wciąż zdaje się na niego czekać, a ona nie może zmobilizować się by raz na zawsze usunąć jego rzeczy. W czasie jednej z bezsennych nocy, słyszy nagle hałas dobiegający z drugiego końca domu, a na pierwszy rzut oka nic nie zbudza jej podejrzeń... do momentu, aż w pokoju Danny'ego dostrzega na tablicy napis "nie umarł". I możne nie było by to nic dziwnego, zawsze były mąż albo gosposia mogli jej spłatać figla, gdyby nie fakt, że napis ten zaczął wracać i wracać, a w pokoju zaczęły się dziać kolejne dziwne rzeczy. 

Nie jest to jakiś piorunujący rodzaj literatury. Przekraczając sto osiemdziesiątą stronę doszłam do wniosku, że właściwie mało co, miało tu jeszcze miejsce, za to czyta się to cholernie dobrze. Cały czas też wyczekiwałam tego słynnego Wuhan, dzięki któremu świat na nowo sobie o książce przypomniał :)

Oczy ciemności to thriller oparty na dość sztampowym pomyśle, ale znaczenie ma tutaj styl Koontza i lekkość z jaką piszę. To, że pojawiają się rządkowe spiski i tajne akcje to już standard w amerykańskiej literaturze tego typu, za to autorowi nie można odmówić umiejętności porywania czytelnika oraz skupiania całej jego uwagi. Jedyne zastrzeżenie mam jednak do ilości "idealnych strzałów" UWAGA SPOILER!! - bohaterom mimo karkołomnej akcji wszystko się udaje. Biorą udział w pościgach i strzelaninach, wybuchają im domy, a nie zostają nawet ranni. Pomoc otrzymują zewsząd: od losu, przypadku, prawników będących tajnymi agentami, duchów, hipnotyzerów. Są tu również zdolności paranormalne oraz naukowiec, którego dręczy sumienie. Miałam napisać, że zabrakło jedynie kosmitów, ale nie... autor wspomina o nich w posłowiu - wprawdzie w innym kontekście, ale jednak (!!). Cóż poziom kiczu sięga zenitu, a mimo to jakimś cudem, wciąż dobrze się to czyta.

Przyjemna, rozrywkowa historia, byle tylko nie drążyć kwestii jej realności oraz ślepego przypadku ;)

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/byla-sobie-rzeka/

Dean Koontz "Oczy ciemności"
Ilość stron: 386
Wyd. Albatros
Ocena: 3/6

poniedziałek, 11 maja 2020

Jest krew... - Stephen King


Oto King w swej najlepszej, klasycznej postaci. Opowiadający o nawiedzonych telefonach, stworach w ludzkiej postaci, końcu świata czy utrapionym pisarzu, raczącym się specyfikiem doktora Kinga - dokładnie tak, jak w filmach również i w książce, autor nie zapomina o wmieszaniu w akcję własnej osoby.

Opowiada to rzecz po którą sięgam bardzo rzadko. Wolę wgryźć się w fabułę i na dłużej zaznajomić z bohaterami. Szczęśliwie Stephen umożliwia jedno i drugie. Autor, którego powieści mają po 700-800 stron, opowiadania pisze na 200, efektem czego są cztery nowe historie z pełnym rozwinięciem fabuły, rozbudowaną charakterystyką postaci oraz klimatem, za który uwielbiam całą jego twórczość.

Moim faworytem tomu nie jest wcale tytułowe Jest krew..., a Telefon Pana Harrigana - historia jedenastoletniego Craiga, który swemu wiekowemu już przyjacielowi, prezentuje telefon komórkowy. Krew zajmuje miejsce drugie, za przywrócenie do życia Holly znanej z Outsidera, potem planuje się Szczur i świetnie znany u Kinga motyw niemocy twórczej oraz popadającego w obłęd pisarza, na końcu zaś Życie Chucka przypominające klimatem Uniesienie.

Od horroru, przez motywy fantastyczne, obyczaj aż po kryminalne sprawy. Jest krew... to pełny przekrój styli w jakich gustuje autor. To idealny wstęp do jego twórczości, albo sposób na umilenie sobie oczekiwania na kolejną, pełnowymiarową powieść. Mimo sporych obaw, jak odbiorę go w skróconej formie, jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. 


Stephen King "Jest krew..."
Ilość stron: 512
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 5/6

piątek, 8 maja 2020

Pod słońcem - Julia Fiedorczuk

"Rozpoczął się kolejny dzień cichej wojny. Wojny z czasem, który odbiera nawet wspomnienia, z życiem, które sobie drwi, z własnym, niepotrzebnie ładnym ciałem, które mimo wszystko trzyma się istnienia".  

Powojenna Polska i dwójka ludzi, którzy dorastają w tym trudnym i wymagającym czasie. Miłka oraz Misza - ich doświadczenia, losy ich rodzin oraz wszystkich, którym przyszło żyć w nowych granicach i zmniejszającej się rzeczywistości.
 
Kolejna poetycka powieść, która od czytelnika wiele wymaga, ale jeszcze więcej mu oferuje. Najtrudniejszym zadaniem jest zorientowanie się w miejscu wydarzeń, bo akcja skacze co kilkanaście akapitów, zmienia swoje miejsce i motywy, sygnalizując to tylko imionami bohaterów. Czas w powieści Fiedorczuk również jest zjawiskiem płynnym i bardzo względnym. Przeszłość przenika się z teraźniejszością, by jeszcze dosadniej zaznaczyć, jak jedna wywiera oddziałuje na drugą - piętno wojny, nie zna dnia ani godziny - ból jest bólem, a ludzie od zawsze zmuszeni byli jakoś sobie z nim radzić.

Życie, śmierć, nadzieja, narodziny... Jeśli jakąś tegoroczną powieść nazwałam trudną, to w porównaniu do Pod słońca, trudna nie była... Mimo to nie sposób napisać o niej inaczej jak  - znakomita w każdym calu. I choć brakuje fabule nieco płynności, to jednak dobrze się stało, że jej lektura przypadła tuż po Śladach miasta Christensena. W Mieście to opowieść grała pierwsze skrzypce, z kolei u Fiedroczyk język wysuwa się na prowadzenie. Obie książki są od siebie tak różne stylistycznie, a mimo to emocjonalnie bliźniaczo podobne.

Co tu dużo mówić - polecam każdemu, kto lubi zanurzyć się w lekturze.


Julia Fiedorczuk "Pod słońcem"
Ilość stron: 352
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6


środa, 6 maja 2020

Szczypta magii - Michelle Harrison


Oto Betty, Fliss i Charlie, trzy siostry, których życie naznaczyła klątwa. Gdyby nie chęć złamania domowych zasad oraz nocna próba ucieczki z wyspy, Betty pewnie jeszcze długo nie dowiedziałaby się, że Wronoskała to nie tylko ich dom, ale poniekąd również i więzienie. Za sprawą zaklęcia rzuconego przed wiekami, kobiety, które spróbują stąd wyjechać, umrą o zachodzie słońca...

Wraz z przekleństwem, siostry otrzymują jednak coś jeszcze. Trzy magiczne przedmioty, przynależne każdej z nich. Są to narzędzia codziennego użytku i każdy posiada inną moc, nazywaną szczyptą magii. Czy z ich pomocą zdołają złamać zły urok, a może sprowadzą na siebie jeszcze większe kłopoty?

Książka Michelle Harrison zabiera nas w niezwykły świat wiedźm i rodzinnych sekretów. Pełno w niej przygód, pytań oraz niebezpieczeństw kryjących się za rogiem, przy czym siostrzana miłość przezwycięża wszelkie trudności. Autorka wie, jak zaciekawić młodego czytelnika, trzymać go w napięciu, a zarazem nie straszyć bez powodu (mimo to o sielankowej historii nie może być mowy!). 

To baśń, która urzeknie starych i młodych. To opowieść, gdzie dobro musi walczyć ze złem, a pewien czworonożny bohater, zapadnie wszystkim głęboko w pamięć. 

Michelle Harrison "Szczypta magii"
Ilość stron: 400
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6

poniedziałek, 4 maja 2020

Ślady miasta. Ewald i Maj - Lars Saabye Christensen

"Większość rzeczy jest wspólna w tych powojennych czasach, dopóki dobrobyt za bardzo nie wzrośnie i wszyscy nie zaczną szukać samych siebie, a nie innych".

Lars Saabye Christensen to jeden z najbardziej cenionych norweskich pisarzy. Każda jego książka zachwyca mnie w ten sam sposób i nie inaczej było ze Śladami Miasta. Opowieścią o rodzinie - Mai, Ewaldzie i Jesperze, którzy uczą się funkcjonować w zmieniającym się świecie i odradzającym się po wojnie Oslo.

Siłą książki jest jej prostota oraz zwykłość. Fakt, że traktuje o młodym małżeństwie, trudnościach z jakimi się spotykają, ich potrzebach oraz strachu, który w pewnym momencie puka do ich drzwi. Podtytuł to Ewald i Maj, ale moim zdaniem głównym bohaterem jest jednak Jesper - chłopiec wymagający dodatkowej uwagi i nie radzący sobie w kontaktach społecznych. Paradoksalnie to on staje się naszym przewodnikiem po mieście, udowadniając, jak wiele mówią o ludziach ich czyny, a nie słowa.

Christensen to poeta prozy. To autor, który kreśli swych bohaterów z krwi i kości, a przy tym znakomicie unika banału. Ślady miasta zachwycają portretem Oslo oraz jego mieszkańców. To opowieść o ludziach i tym, jak los ukształtował ich życie. O nauce samoakceptacji, o odkrywaniu niezależności. Piękna i ponadczasowa. Musicie ją przeczytać.


Lars Saabye Christensen "Ślady miasta. Ewald i Maj"
Ilość stron: 420
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6