poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Britt - Marie tu była - Fredrik Backman

"Szukam pracy, bo uważam, że nie wypada niepokoić sąsiadów przykrym zapachem. Chcę, żeby ktoś wiedział, że tu jestem".

Britt-Mariie poszukuje pracy. Jakiejkolwiek, byle była natychmiast. Tak trafia do Borg, wielkiej dziury pośrodku niczego, gdzie praktycznie wszystko jest już zamknięte. Jej zatrudnienie również jest krótkotrwałe, zaledwie na okres trzech tygodni ma być dozorczynią certum rekreacyjnego. Britt to jednak nie przeszkadza, bo jej to w ogóle mało co przeszkadza - jest osobą nad wyraz wyrozumiałą oraz stateczna. Stateczną do tego stopnia, że kto choć raz miał z nią do czynienia, ten omija ją szerokim łukiem...

Brakuje jej kompetencji społecznych, czym pozornie się nie przejmuje, choć przejmuje się ogromnie. Jest uszczypliwa, złośliwa, wiecznie brakuje jej taktu, za to w sobie tych wad nie widzi totalnie. Kobieta samotna, nieszczęśliwa, żyjąca w samodzielnie wykreowanym kłamstwie. Słowem - kolejna cudowna postać stworzona przez Backmana! (Skąd on bierze te pomysły?!).

Opowieść o udawaniu szczęścia i niezależności. O kobiecie, która żyła pod jednym dachem z człowiekiem, który jej nie dostrzegał i przez którego wypracowała najróżniejsze mechanizmy obronne. Zresztą całe jej zamiłowanie do porządku bierze się z lat dzieciństwa, z potrzeby kontrowania czegokolwiek, bo nad przeszłością nie ma się niestety władzy...

Szczera, ujmująca, zabawna... a przede wszystkim krzepiąca. Polecam ogromnie!  


Fredrik Backman "Britt - Marie tu była"
Ilość stron: 380
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5,5/6

piątek, 24 kwietnia 2020

Doggerland. Podstęp - Maria Adolfsson


Społeczność maleńkiej wyspy, gdzie każdy zna każdego i wszyscy myślą, że znają sekret swojego sąsiada. Mimo to miejscowa policja ma pełne ręce roboty, szczególnie teraz, gdy znaleziono skatowaną kobitę w jej własnym domu i wiele wykazuje na to, że było to morderstwo. Ofiarą jest Susanne Smeed, była żona szefa Wydziału Kryminalnego Policji w Dogerlandzie i nie jest wcale tajemnicą, że ich relacje od lat są co najmniej lodowate. 

Do prowadzenia śledztwa przydzielona zostaje komisarz Karen Björken, która pechowym trafem, noc poprzedzającą morderstwo spędziła po pijaku z... tak, brawo Karen! W jednym łóżku ze swoim szefem Jounasem Smeed - głównym podejrzanym w tej sprawie.

Doggerland. Podstęp to pierwszy tom, kolejnej skandynawskiej serii, ale szczerze mówiąc nie czuję tego szału na jego punkcie, jaki zaczął pojawiać się w sieci. Książka jest dobra oraz poprawna... i to by było na tyle. Główna bohaterka Karen to dla mnie swoiste połączenie Bridget Jones z Kurtem Wallanderem czyli bohatera o trudnej przeszłości z kimś, kto po prostu ma talent do popadania w kłopoty, a równocześnie dzięki pewnej dozie szczęścia oraz wewnętrznego uroku, wychodzi z nich na ogół obronną ręką. Do kreacji Björken przyczepić się nie mogę - fajna kobieta, tylko, że kryminalna intryga, kompletnie nie wywarła na mnie wrażenia.

Książka standardowych rozmiarów, a jakaś taka przydługa i późno się rozkręcająca. Co by nie męczyć Was również recenzją powiem, że "najlepszy szwedzki kryminał ostatnich lat" - to na pewno nie jest.


Maria Adolfsson "Doggerland. Podstęp"
Ilość stron: 480
Wyd. W.A.B.
Ocena: 3/6

wtorek, 21 kwietnia 2020

Rysio Snajper - Kurt Vonnegut

Jesteśmy tylko wiązką jednorodnej nicości.”

To mój ulubiony cytat z książki, który poniekąd idealnie oddaje klimat, jaki stworzył Kurt Vonnegut. Rysio Snajper to wciągająca opowieść o chłopcu, który miał „niefart”, ponieważ jeden strzał w przestrzeń, zmienił całkowicie jego życie, tworząc tym samym pasmo ciągłych absurdów.

Historii Rudiego Waltza słuchamy z zaciekawieniem. Dzięki tej opowieści poznamy „niezwykłe” przygody jego ojca Otto, który tak bardzo chce zaistnieć, że w akcie desperacji, bierze na siebie winę za zbrodnię syna. Rysio jednak postanawia jakoś unieść ciężar krzywd i problemów rodzinnych. Zostaje farmaceutom, a na boku pisze sztuki skazane na porażkę. W swoją relację „z życia”, ni stąd ni zowąd, wplata przepisy kulinarne, a innym razem niczym dramaturg odtwarza sztukę.

Vonnegut, z jednej strony bawi czytelnika, daje mu szansę chłonąć każde słowo, po czym wyraźnie nakreśla, jak bardzo skomplikowane jest nasze życie i jak wiele czynników może na nie wpłynąć. Porusza wiele aspektów zarówno kulturowych, jak i obyczajowych. Manipuluje rzeczywistością, wciąż pozostając jednak bliskim prawdy.

Z jednej strony opowiedziana tutaj historia, nie jest zbyt imponująca, z drugiej zaś, czyta się ją niezwykle płynnie. Co najważniejsze, znów obecny jest w niej czarny humor, tak charakterystyczny dla twórczości autora. Zatem jeśli lubicie takie klimaty, na pewno nie poczujecie zawodu.



Kurt Vonnegut "Rysio Snajper" 
Ilość stron: 316 
Wyd. Zysk i S-ka 
Ocena: 5/6

niedziela, 19 kwietnia 2020

Przez - Zośka Papużanka

Siedzi i obserwuje, skupiony w trakcie swojej misji. Jest tylko on, okno i obiektyw, w pustym, wynajętym na przeciwko mieszkaniu. Przeszłości nie da się zmienić, ale on nadal wierzy, wciąż na nią patrzy, śledzi ją pilnym okiem kamery. Pięć lat temu zniknął z jej życia. Wyjechał bez słowa pożegnania, a właściwie uciekł z małżeńskiego układu pełnego niezrozumienia i braku miłości. Teraz się ukrywa, licząc, że ona wciąż na niego czeka. Co nim kieruje? Jaka będzie puenta? 

Zośka Papużanka zachwyciła mnie w 2016 roku powieścią On, a dziś sprawiła mi nie lada wyzwanie kolejną historią. Wszystko przez to, że Przez jest trudne do opisania i w zależności od miejsca w którym je czytamy, wzbudza w nas inne emocje. Z początku sądzimy, że akcja dotyczy szaleńca, potem adoratora, potem współczujemy bohaterce, a finalnie przecieramy oczy ze zdumienia - przecież to prawda, samotność jest najbardziej dołująca i przez jej pryzmat wszystko nabiera innych kolorów.

Świat Papużanki to piękno przetykane brzydotą, gdzie fragmenty niemal poetyckie skonfrontowane zostają z opisem zabrudzonego przez ptaki balkonu. Wbrew pozorom zabieg ten idealne oddaje relacje głównych bohaterów, o czym dowiadujemy się pod sam koniec, bo u Zośki nic nie jest oczywiste ani tym bardziej łatwe.

Książka dziwna, ale życiowa. Potrafi zachwycić, zadziwić, miejscami też rozczarować. Powieść pełna emocji o tym, jak oczekiwania rozmijają się z prawdą.

"Zużywali się, coraz bardziej przeźroczyści, jak kostka mydła, która z czasem staje się giętka i cienka. Można ją zastąpić nową, można ratować, doklejając do następnej nowej i twardej kostki nasze zabrudzone fragmenty, ale i tak się odklejają. Nie potrafią udawać, że są częścią czegoś obcego. Czyści, bez zarzutu, coraz bardziej wymydleni, zużywali się bez szczególnego nabożeństwa, naturalnie. Nie wiadomo dokładnie, kiedy przestać udawać i spuścić w kiblu te kawałki, które noszą nasze brudy, ale których się brzydzimy, chociaż nasze".


Zośka Papużanka "Przez"
Ilość stron: 300
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6


piątek, 17 kwietnia 2020

Miasteczko Rotherweird - Andrew Caldecott

"Wyjątkowa koncentracja talentów naukowych w mieście na pewno ma racjonalne wyjaśnienie, tylko dlaczego wszystkich skupiono w jednym miejscu? Z powodu wyjątkowego nauczyciela, a może z powodu dla którego budynek Pałacu zamknięto na setki lat?".

Rok 1564 - do doliny Rotherweird trafia 12 wybitnych uczniów, mających różne talenty: od matematyki poprzez alchemię i anatomię, aż do badań nieba. Niestety wśród nauczycieli jest pewien szaleniec, który ma wobec nich określone plany. Jego dążenie do nieśmiertelności oraz chęć stworzenia potworów, znanych dotąd wyłącznie z legend, ściąga na miasto spore kłopoty.

W tym samym miejscu, dokładnie czterysta pięćdziesiąt lat później, Johan Oblong zatrudniony zostaje w roli nauczyciela. Jedyną zasadą, jakiej musi przestrzegać, to absolutny zakaz badania historii tego miasta. Sęk w tym, że przeszłość sama zdaje się o siebie dopominać i tak niczego nieświadomy Oblong trafia w sam środek wojny o władzę, pieniądze i ponad-nadnaturalne moce. 

Miasteczko Rotherweird to ciekawy pomysł oraz koncepcja miejscowości na własne życzenie, odciętej od reszty świata. Tajemnica goni się ze spiskiem, konszachty, układy, a w środku tego wszystkiego niczego nieświadomy wykładowca historii. 

Caldecott stworzył bogaty świat zarówno w najróżniejszego rodzaju relacje, jak i sporą ilość bohaterów. Niestety przesyt jednego i drugiego odbiera książce lekkość oraz znacząco ogranicza jej dynamikę. Lektura wymaga uwagi i notatek, bo wystarczy odpuścić sobie kilka postaci, nie sprawdzić z kim są i w jakich okolicznościach się pojawiały, a łatwo zgubimy się w lekturze. 

"Portal się zamknął. Jak teraz przyjdzie do nich wybawca?".

Faktem jest, że to magiczny świat skierowany stricte dla dorosłych, bo spotkanie z książka przypomina przeprawianie się przez labirynt z zasłoniętymi oczami. Młodszy czytelnik szybko się zgubi, jednak wszelkie porównania Miasteczka do Harryego Pottera tylko wyrządzają mu krzywdę. Potter to klasyk i legenda, to książki które czytają się same i nie pozwalają się od siebie oderwać. Rotherweird to główkowanie i łączenie faktów. Czy to dobrze czy źle... musicie ocenić sami - dla mnie za dużo tu jednak „polityki” i konspiracji.


Andrew Caldecott "Miasteczko Rotherweird"
Ilość stron: 620
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

wtorek, 14 kwietnia 2020

Porozmawiaj z roślinami - Marta Orriols


Uwielbiam, gdy książki bazują na prostocie, na motywach, które kreuje samo życie. Tak, jak zachwycił mnie ostatnio Backman, tak dziś jestem pełna podziwu dla Marty Orriols. Cenię to jak subtelnie prowadzi swoją opowieść, jak ukazuje zagubienie i rozdarcie między dwoma przeciwstawnymi uczuciami.

Paulna uczy się żyć z bólem spowodowanym śmiercią Maura, swego towarzysza życia. Jego odejście było nagłe, spowodowane wypadkiem, jednak tak samo jak jego strata, boli też wiadomość o zdradzie. 

"Kto dziedziczy umarłego z dobrodziejstwem niewierności, wie rzeczy, których inni nigdy się nie dowiedzą, jak np. ćwiczenie się w niemożliwym opanowaniu".

Porozmawiaj z roślinami to coś à la spowiedź zranionej duszy, z której zadrwił zarówno los, jak i drugi człowiek. To próba pogodzenia straty oraz żalu z rozgoryczeniem. To tłumienie jednych uczuć kosztem drugich, to próba zrozumienia, że jedno i drugie w tych okoliczościach jest tak samo właściwie.  

"Dwa pociski wystrzelone w niewielkim odstępie czasu: śmierć i kłamstwo...".

Ogromnie spodobała się ta historia. To coś innego, osobistego, co dotyka najgłębszych kwestii i nikogo nie zostawia obojętnym. Trudno zapomina się taką powieść, bo jest napisana nieco inaczej, bardziej osobiście, intrygująco, może nawet przekornie. Polecam gorąco każdemu kto lubi elementy psychologi zawarte w powieści!


Marta Orriols "Porozmawiaj z roślinami"
Ilość stron: 304
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5/6

niedziela, 12 kwietnia 2020

Była sobie rzeka - Diane Setterfield


Pod łabędziem to gospoda w Radcot prowadzona przez Margot i Joego, z czego jedno słynie z napełniania kufli, a drugie ze snucia swych barwnych opowieści. Talent do przemawiania to jedno, ale ważniejszego od niego są przytaczane historie, a wiadomo - te najlepsze zawsze pisze życie.

Jedna z takich historii przytrafiła się w Radcot pewnej burzliwej nocy. To wówczas do gospody zawitał mężczyzna z zakrwawioną twarzą oraz dzieckiem. Czteroletnią dziewczynką u której w najpierw stwierdzono zgon, a po godzinie dziecko cudownie ożyło.

"Kiedy w jednym sercu żyją ze sobą żądza i pogarda, rodzą czarcie nasienie".

Historia zawarta w Była sobie rzeka biegnie, tak jak opowieść płynąca z ust doświadczonego bajarza. Raz dotyka jednych postaci, za chwilę tyczy się drugich, płynnie zmieniają swoje miejsce oraz czas w którzym się odbywa. Finalnie każdy wątek otrzymuje puentę, a czytelnik lawiruje między zdarzeniami, które łączy ze sobą rzeka oraz bogactwo społecznych relacji.

Dziecko, które nie mówi, nie może przedstawić swej wersji wydarzeń, dlatego u miejscowych wciąż rodzą się nowe pytania. Czy dziewczynka jest dzieckiem, które porwano przed dwoma laty? A to może to nieślubna córka pewnego młodzieńca, czy jak zapewnia inna kobieta, jej siostra, choć przeczy temu dzieląca je różnica wieku? Jednego można być pewnym, kimkolwiek dziecko to by nie było, na zawsze zmieni życie tego brzegu Tamizy.

Powieść Diany Setterfiled to prosta saga o ludziach oraz sprawach związanych z pochodzeniem i więzami krwi. Jest rok 1887, a w tym czasie wszystko co się działo mało swój społecznych powód oraz skutek. Grabierze, dzieciobójcza walka, bieda, dobroduszność i ciężka praca. Autorka zgrabnie dawkuje nam ten świat, a on pochłania nas bez reszty na długie godziny.  

Ciekawa i wciągająca - w sam raz na świąteczny weekend.


Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/byla-sobie-rzeka/


Diane Setterfield "Była sobie rzeka"
Ilość stron: 480
Wyd. Albatros
Ocena: 4/6

czwartek, 9 kwietnia 2020

Ktoś, kogo znamy - Shari Lapena


Nastoletni syn Olivii włamuje się do sąsiednich domów, aby płatać ludziom psikusy za pomocą komputera. Jego wyprawy nie mają na celu nic złośliwego, niczego też nie kradnie, jednak wiedziona poczuciem winy Olivia, pisze anonimowe przeprosiny w imieniu syna. Tak po okolicy roznosi się informacja o tym, że ktoś myszkował w nie wiadomo ilu domach i poznawał sekrety ich właścicieli. Pech chciał, że zbiega się to z morderstwem, a chłopak, jak się okazuje, był wcześniej w domu ofiary.

Robert Pierce mąż zamordowanej, staje się pierwszym podejrzanym, tym bardziej, że od dawna szerzyły się plotki o ich rzekomym rozstaniu. Jednak nadzieja Olivii, że wzmożone zainteresowanie Amandą Pierce wymaże z pamięci mieszkańców okolicy kwestię włamań i anonimowych listów, szybko w niej gaśnie.

To moje pierwsze spotkanie z Shari Lapeną, ale obyło się bez fajerwerków. Jej książka jest po prostu poprawna. Nie nudzi, ale tym bardziej też nie zachwyca. Wszystko tu jest raczej średnie - intryga w sąsiedzkim kręgu, gdzie każdy z każdym ma romans, nastolatek, który właściwie nie wiadomo po co włamuje się do ich domów. Przede wszystkim jednak brak mi tu charakteru - bohaterów oraz samej autorki. Akcja biegnie bez wgłębiana się w szczegóły. Plusem jest, że czyta się to szybko i sprawnie, tylko, że co szybko przyszło, to i szybko poszło.

Jeśli ktoś bardzo się nudzi - można rzucić okiem.

Shari Lapena "Ktoś, kogo znamy"
Ilość stron: 335
Wyd. W.A.B.
Ocena: 3/6

wtorek, 7 kwietnia 2020

Miasto niedźwiedzia - Fredrik Backman

"To tylko gra. Ale może odmienić czyjeś życie".

Dzień przed wielkim meczem. Gra o wszystko. O przyszłość ludzi i miasteczka leżącego w samym sercu niczego. Każdego zżerają nerwy, żołądki zdają się nie wytrzymywać. Tu rozgrywka toczy się o zwycięstwo, ale wynik na tablicy to jedynie efekt tego, co zadecydowało się już wcześniej. Komu dać szanse, kogo przenieść, kogo zwolnić?

Björnstad hokejem żyje i to hokej Björnstad tworzy. A że miłość ta bywa toksyczna i często wyniszczająca. Cóż... miłość idealna przecież nie istnieje.

"Jest wiele sposobów na to, by umrzeć w Björnstad. Zwłaszcza od wewnątrz".

Najnowsza powieść  Beckmana to mistrzostwo kreacji i talentu oddawania życia społeczność. To ponad tuzin bohaterów, który tworzy tożsamość tego miejsca. Ich potrzeby, obawy, marzenia.  To ci którzy są obcy, bo przyjechali z daleka i ci którzy są swoi, bo od nich zależą losy miasteczka. To pogoń za pieniądzem, bo tylko pieniądz możne uratować Björnstad, ale czy pieniądz jest ważniejszy od prawdy i sprawiedliwości?  

Powieść poświęcona sportowi, staje się w pewnym momencie historią o życiu i różnych jego obliczach. O tragedii, wychodzeniu na prostą, karaniu winnych oraz tym, że na świecie nie jest oczywiste. To opowieść o mieście na dalekiej północy, a jednocześnie o nas samych oraz o rzeczach wszystkim nam bliskich. Miłość, nienawiść, odrzuceniu i strachu.

Tak się prowadzi opowieść o społeczności i ludziach, o tym co drzemie w ich duszy, czego się boją o czym tak naprawdę marzą. Miasto niedźwiedzia - książka wieloznaczna, naszpikowana sentencjami i zdaniami pozornie prostymi, a niosącymi wiele treści.

GENIALNA!! A najlepsze, że to dopiero początek - kolejne dwa tomy w przygotowaniu!


Fredrik Backman "Miasto niedźwiedzia"
Ilość stron: 490
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 6/6 (!!)

niedziela, 5 kwietnia 2020

Ciche dni - Abbie Greaves


Maggie znajduje się w śpiączce farmakologicznej po tym, jak usiłowała popełnić samobójstwo. Zapytany o powody takiej decyzji mąż, nie wie, co ma odpowiedzieć. Od pół roku nie rozmawiali ze sobą i unikali się, mimo życia pod jednym dachem. Taki stan rzeczy jest niczym innym, jak konsekwencją tego, co wcześniej zrobił. 

Dziś, czuwając przy jej łóżku, Frank, postawia się otworzyć i od początku opowiedzieć, jak to było i co sprawiło, że podjął taką decyzję. Wraca do chwili, gdy się poznali, jak miało się pojawić ich wspólne dziecko, a potem jak wszystko to rozsypało się niczym domek z kart...

Ciche dni to opowieść o małżeństwie, o strachu i oczekiwaniach, których nie jesteśmy w stanie spełnić. To życie ludzi, którzy zamiast komunikacji wybrali izolację oraz samobiczowanie się. Opowieść o smutku, samotności, straconych nadziejach. Jeśli ktoś doszukiwał się w niej choćby śladów thrillera to będzie zawiedziony. Ciche dni to książka raczej psychologiczna, skupiona na głównych bohaterach, gdzie właściwie nie ma momentu przełomowego, a czyta się ją jak najlepszy dreszczowiec.


Abbie Greaves "Ciche dni"
Ilość stron: 320
Wyd. Muza
Ocena: 4/6
Premiera: 15 kwietnia 2020

czwartek, 2 kwietnia 2020

Fabryka lalek - Elizabeth Macneal

Iris wraz z siostrą zajmują się malowaniem porcelanowych lalek. Ich trud włożony w każdy egzemplarz nijak ma się jednak do pensji, jaką za to otrzymują. Żyjąc bardzo skromnie i licząc się z każdym groszem, potrzeba bardzo niewiele, aby między dziewczynami wywiązała się kłótnia.

Efektem jednej z takich sprzeczek jest przyjęcie osobliwej propozycji miejscowego artysty - Louisa Frost. Iris w zamian za pozowanie do jego obrazu może otrzymać spore wynagrodzenie, a także rzecz dla niej bezcenną - naukę rysunku. Mimo, że oferta niebezpiecznie balansuje na granicy dobrego obyczaju, Iris postanawia się zgodzić, bo jedyne o czym marzy, to zostać artystką. Niestety jej pragnienie malowania jest tak wielkie, że zaślepia ją na prawdziwe niebezpieczeństwo, kryjące się bardzo, bardzo blisko.

Elizabeth Macneal stworzyła bardzo plastyczny obraz dawnego Londynu. Miasta z końca XIX wieku, rewolucji przemysłowej, skrajnej biedy oraz ogromnego bogactwa niektórych warstw społecznych. W tym świecie wszystko się ze sobą miesza, szaleńca czyniąc geniuszem, a jego urojenie niebezpieczną obsesją.

Fabryka lalek to wyprawa w świat wielkich marzeń i oczekiwań. To obietnica rozrywki, odrobina strachu oraz obrzydzenia warunkami, w jakich bohaterowie żyją. To fascynacja wymieszana z przygodą, niebezpieczeństwo z miłością, a także wielkie pokłady nadziei oraz wiary w innych ludzi. Londyn Macneal to przede wszystkim jednak brutalny świat dla młodej kobiety. To społeczność pełna konwenansów, obowiązków oraz zasad, które ograniczają jej swobodę. Między to wszystko wpleciona została sztuka oraz świat wielkich galerii.

Książka ogólnie ciekawa, pomysłowa, choć liczyłam na coś bardziej pokroju Miniaturzystki Jessie Burton.


Elizabeth Macneal "Fabryka lalek"
Ilość stron: 400
Wyd. W.A.B.
Ocena: 4/6