wtorek, 31 grudnia 2013

Pewnego dnia, w grudniu - Martyna Ochnik

Jeszcze się nie urodziła, a już była przeklęta. Niechciana, przez matkę nigdy nie pokochana. Porzucona, kiedy ta w porywach depresji wyskoczyła z domowego okna. W chwili zderzenia z betonem, życie maleńkiej jeszcze Poli, otrzymało ranę, która nigdy się nie zagoi.

Gęsta linia połączeń splata ze sobą człowiecze losy. Od skutku do przyczyny, wędrujemy z Basią w rytmie jej prywatnego śledztwa. Przez rozmowy z obcymi ludźmi, po głąb samego siebie, odważając się w końcu, wziąć odpowiedzialność za popełnione czyny.

Książka Martyny Ochnik z początku wywołała we mnie zachwyt, porównywalny do czytanej kiedyś Dziuni Anny Nowakowskiej. Szkoda tylko, że w pewnym momencie pisarka niepotrzebnie zapędziła się w taroty, medytację oraz resztę dziwacznych historii, które paradoksalnie odebrały jej całą magię.

Składana z przypadkowych fragmentów, opowieść o życiu Poli - pół sieroty, oustiderki, dziewczyny, która nieświadoma swej siły, naznaczyła przyszłość dziesiątek ludzi. Podobała mi się konwencja Pewnego dnia i pomysł na „puzzlową układankę”. Rozczarowało zakończenie oraz ilość pytań na które nie ma odpowiedzi.

Coś po tej książce zostaje w człowieku, ale jest to bardzo nietrwałe. Liczyłam na dużo więcej.

Martyna Ochnik „Pewnego dnia, w grudniu”
Ilość stron: 316
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3,5/6

niedziela, 29 grudnia 2013

Stos

Jak tam Wasz świąteczny tydzień? Wypoczęci, zrelaksowani? Ja niestety ciągle byłam w biegu i dopiero dziś znalazłam chwilę, aby zająć się swoimi rzeczami i porobić kilka zaległych zdjęć.

W grudniu przybyło do mnie wiele nowych książek, a dzięki wczorajszym wyprzedażom, również dwa obłędne skrzaty normalni ludzie w takich okolicznościach kupują sobie ciuchy, osobniki takie jak ja, metrowe głowy z wielkim nosem ;)


Renata L. Górska "Historia kotem się toczy"   od wyd. Replika    recenzja
Yrsa Sigurðardóttir "Pamiętam cię"
Yrsa Sigurðardóttir "W proch się obrócisz"
Amélie Nothomb "Z pokora i uniżeniem"
Pierre Lemaitre "Ślubna suknia"
Pierre Lemaitre "Zakładnik"
Carlos Ruiz Zafon "Gra Anioła"
Eowyn Ivey "Dziecko śniegu"   od wyd. Pascal    recenzja
Martyna Ochnik "Pewnego dnia, w grudniu"     od wyd. Zysk i S-ka
Trygve Gulbranssen "A lasy wiecznie śpiewają"    j.w.
Przemysław Wechterowicz "Rybka i słońce"   od wyd. Officyna   recenzja
Thomas Bernhard "Kalkwerk"    j.w.
Jimmy Liao "Księżyc zapomniał"     j.w.    recenzja
Jimmy Liao "Dźwięki kolorów"     j.w.
Simon Tofield "Kot Simona kontra reszta świata"
Tomek Tomczyk "Blog"      recenzja
Eberhard Schuy "Fotografia produktowa"
Banksy "Wojna na ściany

środa, 25 grudnia 2013

Księżyc zapomniał - Jimmy Liao


„Zaraz się skończy najczarniejsza godzina nocy. Spójrz, na niebie pojawił się księżyc”.

Jestem zdania, że każda bajka ma w sobie coś z poezji. Że żyje ona własnym życiem, całkowicie poddana naszej wyobraźni. Szkoda jedynie, że wraz z wiekiem, tracimy zdolność zanurzenia się w takie historie. Zaczynamy niepotrzebnie wszystko analizować, gubiąc po drodze magię w nich zaklętą.

Księżyc zapomniał to bajka, która na moment, budzi w nas uśpione pod skórą dziecko. Bardziej za sprawą obrazów niż słów, opowiada o losach księżyca, który z niewiadomych nikomu przyczyn spadł z nieba i wylądował w zimnej sadzawce. Ocalony przez chłopca, w zamian ofiarowuje mu swoją przyjaźnią. Sęk jednak w tym, że niebo nie może zbyt długo pozostawać puste.

Jedni opowiadanie potraktują dosłownie, inni będą doszukiwać się w nim ukrytych znaczeń. Sama zapytana o czym ono jest odpowiem, że o dorastaniu oraz o przyjaźni ponad podziałami. Liao stworzył naprawdę piękną, wielowymiarową historię, która prowadzi nas przez świat, aż na granice kosmosu.

Ręczę za każdy komplement na temat Jimmy’ego, a bajkę polecam szczególnie tym, którzy z założenia nie czytają już podobnych książek.


Jimmy Liao „Księżyc zapomniał”
Ilość stron: 120
Wyd. Officyna
Ocena: 5/6

wtorek, 24 grudnia 2013

Dużo ciepła i spokoju...

                                                                   ...niech ten czas będzie dla Was wyjątkowy.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Spowiedź bezrobotnego - Ireneusz Gębski

Obstawiam, że problem ze znalezieniem pracy, dotknął już każdego z nas. Albo sami nie jesteśmy w stanie zdobyć żadnej posady, albo narzeka na to ktoś z naszych znajomych. Przyczyna tego stanu rzeczy, jest mało istotna. Ważne, że przez to nie tylko setki ludzi stanęło na progu ubóstwa, ale przede wszystkim straciło wiarę we własne możliwości.

To, co w długotrwałym bezrobociu jest najgorsze, to nie bieda, do której z czasem można przywyknąć, tylko poczucie bezradności oraz wrażenie, że do niczego się już człowiek nie nadaje. Ireneusz Gębski w Spowiedzi bezrobotnego jest naprawdę szczery, jak przy konfesjonale. Opisując swoje przygody nie szczędzi sobie oraz innym słów krytyki, obnażając przy okazji metody łgarzy, bezczelnie żerujących na cudzym nieszczęściu.

Początek książki wypada średnio, z uwagi na dużą ilość liczb i suchych faktów, ale kiedy dotrzemy do miejsca, w którym rozpoczyna się dziennik autora, cała historia zyskuje na przystępności. Ireneusz parał się dziesiątkami profesji. Od rozprowadzania poradników, bycia magazynierem, po zbieranie owoców, handel, a nawet organizowanie pokazów dotyczących pościeli. Sporo miejsca poświęcono pracy w Szwecji, która od zawsze ma u mnie szczególne względy, stąd książkę czytało mi się naprawdę dobrze.
  
Optymizmu w Spowiedzi nie ma za wiele, jednak czuję szacunek dla autora z racji jego odwagi i determinacji. Pojechać kilka razy w ciemno do obcego kraju, raz nieomal trafić w ręce tamtejszej mafii, a już na pewno handlarzy ludźmi, pracować za minimalną płacę po dwanaście godzin dziennie. Brzmi nieprawdopodobnie, a przecież do dziś, zdaje się to być powszechną normą.

Marna to pociecha, ale finał historii pozostaje otwarty. Czy Ireneusz znajdzie w końcu stałą posadę, a może po latach na obczyźnie znowu dokądś wyjedzie? W walce o lepsze jutro trzeba mieć wiele samozaparcia, bo jeżeli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny za nas tego nie zrobi.


Ireneusz Gębski „Spowiedź bezrobotnego”
Ilość stron: 454
Wyd. Novae Res
Ocena: 4,5/6

piątek, 20 grudnia 2013

W krainie smaku - kasza jaglana z dynią albo jabłkiem

Od dawna nie było u mnie nic smakowitego, dlatego przygotowując ostatnio śniadanie pomyślałam, że warto podzielić się z wami pomysłem na szybkie i zdrowie jedzenie. Całość zajmuje około 20 minut, z czego 10 ogranicza się tylko do czekania :)


Potrzebne składniki:
  • 1/4 szklanki kaszy jaglanej
  • łyżka miodu
  • szczypta cynamonu
  • dynia/jabłko - wedle uznania
  1. Kaszę prażymy w suchym garnku przez ok. 5 minut stale mieszając. 
  2. Zalewamy ją wrzątkiem i odcedzamy - para i burzenie się kaszy jest zjawiskiem normalnym. 
  3. Ponownie dodajemy do niej gorącą wodę, tak aby sięgała 2 cm nad poziom kaszy i gotujemy na małym ogniu, koniecznie pod przykryciem przez 10-15 minut - nie mieszamy. 
  4. W międzyczasie dowolną ilość obranej i poszatkowanej w kostkę dyni, dusimy w innym garnku.
  5. Kiedy dynia zmięknie, a kasza wpije całą wodę, układamy oba składniki warstwowo w salaterce, dodając do nich za każdym razem odrobinę miodu. 
  6. Górę sypiemy cynamonem i gotowe. 

Jeżeli nie lubicie, albo nie macie w domu dyni, śmiało możecie ją zastąpić jabłkiem. Procedura wygląda dokładnie tak samo, ale zestaw lepiej smakuje, kiedy dodacie do niego orzechy włoskie i rodzynki lub żurawinę.

 Podawać w łóżku z dobrą literaturą. Smacznego!
(dajcie znać czy przepis się przydał i jak smakowało) 

czwartek, 19 grudnia 2013

Wyz(n/w)anie - Joanna Kotyńska

Obraz ludzkich potrzeb i reakcji, zamknięty w małej, pachnącej owocami cukierni.  

Maja i Marzena, to dwie oddane sobie przyjaciółki, które niepotrzebnie poróżnił facet. Teraz, gdy od tamtego zdarzenia minęło już blisko dwanaście lat, u Marzeny rodzą się wątpliwości, czy nie za gwałtownie się wtedy zachowała. Może trzeba było załatwić sprawę bardziej polubownie, tak aby nie stracić ich obojga?

Zaglądając do ulubionej czekoladziarni, dziewczyna wpada na Maję. Obie są zmieszane i bardzo wobec siebie nie ufne, ale postanawiają usiąść i porozmawiać. Stojący między nimi kubek gorącej czekolady, staje się pomostem między skłóconymi do tej pory kobietami. Czy uda im się odbudować straconą przed laty przyjaźń? Gra toczy się o wysoką stawkę: o miłość i szacunek do samego siebie.

Próba opisania wspomnień oraz budzących się pod ich wpływem emocji, nie jest łatwym zadaniem. Dodajcie do tego wrażenia, jakie wywołuje wiśniowa czekolada, a otrzymacie powieść, która dla debiutantki będzie sporym wyzwaniem. Joanna Kotyńska porwała się z motyką na słońce, ale co zasługuje na pochwałę równą jej pomysłowi, to to, że dała sobie z tym radę.

Wyz(n/w)anie to interesująca historia z psychologicznym zacięciem, przepełniona jazzem i wewnętrznymi przemyśleniami. Nie przeczyta się jej na jednym oddechu, ale uważam, że warto. Mnie przypadła do gustu i trzymam kciuki za jej papierowe wydanie - e-booki to jednak kompletnie nie moja bajka.

Joanna Kotyńska „Wyz(n/w)anie”
Ilość stron:214
Wyd. Self Publishing
Ocena: 4,5/6

wtorek, 17 grudnia 2013

Rybka i słońce - Przemysław Wechterowicz + wyniki konkursu

Istnieją na świecie historie, które czyta się zaledwie trzy minuty, a które mimo oszczędnej formy, zaprzątają nasze myśli przez dobrych kilka godzin. Jedną z nich jest Rybka i słońce - maleńka, skromna bajka, zdobiona mnóstwem pięknych ilustracji.

Morska głębia wygląda w niej niczym kosmos. Jest wielka, bezkresna, a jednocześnie przenikliwie pusta. Powoduje to u pewnej Rybki, ciągłe uczucie samotności. Każdego dnia, gdy tylko się obudzi, wypatruje w wodzie przyjaciela, ale ani Kałamarnica, ani nawet Wieloryb, nie zwracają na nią uwagi. Wtem pojawia się ktoś inny i zupełnie nieoczekiwany: Promień wprost z dalekiego słońca.

Przemysław Wechterowicz symbolicznie, w zaledwie kilku zdaniach, opisał strach i możliwości, które drzemią w niewielkiej Rybce. Jej postawa godna jest pochwały, bo mimo początkowych obaw, dzielnie dąży do realizacji swego celu: znalezienia idealnego miejsca na dom.

Czy się jej to uda? Musicie przeczytać sami. Ja jestem oczarowana.

Przemysław Wechterowicz "Rybka i słońce"
Ilość stron: 34
Wyd. Officyna
Ocena: 5/6



Na zakończenie jeszcze rzecz przyjemna i mam nadzieję, że radosna dla dwójki osób. 

Zwycięzcami Świątecznego konkursu zostają: 
                   z ramienia czytelników "Szusteczka", a z mojego wyboru "Marta W." czyli zgłoszenie nr 4 i 6

Gratuluję dziewczyny i proszę o kontakt mailowy, w celu ustalenia dalszych szczegółów :)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Blog - Tomek Tomczyk

Tomczyk jest popularny (tak mówią), nieźle zarabia (tak mówią) i miesiąc temu w ogóle o nim nie słyszałam (serio). Kominek po raz pierwszy obił mi się o uszy, przy okazji tegorocznego Blog Forum Gdańsk, a że z natury jestem ciekawska i kasa długo mnie się nie trzyma, postanowiłam kupić jego książkę.

Moje początkowe skojarzenie można streścić w jednym zdaniu - klasyczny poradnik, będący "przepisem" na sukces, sławę i wielkie pieniądze, słowem: nuuuda. Pisali o tym milion razy i wszystkie porady były do tej pory dla mnie marne i nietrafione. Ale, ale... tu czekało mnie miłe zaskoczenie, bo w Blogu wcale nie chodzi o to żeby Kominka bezwarunkowo słuchać, ale żeby uruchomić swój mózg i dostosować jego wskazówki do własnych potrzeb. Słowa "wskazówka" używam świadomie, bo w kwestii blogowania nie ma złotego środka, ani tym bardziej metody jednakowo u wszystkich skutecznej. Sedno tkwi w tym, żeby odznaczyć się sprytem prognozując, co i kiedy się wydarzy, bo jeśli będziesz konsekwentny, a przy tym również i cierpliwy, wydarzy się na pewno. 

Jest to pierwsza pozycja typu poradnik, którą czytałam z taką przyjemnością, ponieważ potraktowałam ją jako reportaż - biorąc pod uwagę ilość przytoczonych przykładów, nie jest to wcale trudne.

Napisana w przyjemnym, gawędziarskim tonie książka, ma w sobie sporo zdrowo pojętego humoru, który równoważy ego autora. Tomek do skromnych ludzi nie należy, ale co np. u Larry’ego Wingeta doprowadziło mnie do nerwicy, tu jest podane w mniejszej i bardziej przyswajalnej formie. W końcu, jeżeli sam nie wierzysz w to co mówisz, to jak ktokolwiek może ciebie słuchać?

Poradnik, który czyta się niczym dobrej klasy powieść - kolejny dowód na to, że świat jednak chyli się ku upadkowi ;)


Tomek Tomczyk "Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj"
Ilość stron: 378
Wyd. Zielona Sowa
Ocena: 5/6

niedziela, 15 grudnia 2013

Graweromat - idealne prezenty nie tylko dla moli

Szukasz ciekawego pomysłu na prezent dla swojego przyjaciela? Dziewczyny, chłopaka, pomocnego sąsiada? Chcesz rzecz prostą, użyteczną, a przy tym naprawdę wyjątkową? Mam dla Ciebie gadżet idealny - skoroszyt z wygrawerowanym logo, napisem, czym tylko sobie zażyczysz!


Oferta sklepu Graweromat skierowana jest do tych, którzy tak jak ja, cenią sobie indywidualność i dobrą jakość za niewielkie pieniądze. Kalendarze, pieczątki, gadżety z filcu, szkła i moje ulubione - drewniane. Wybór jest naprawdę spory, a w razie jakiś problemów, obsługa służy błyskawicznym kontaktem mailowym.



Procedura zamawiania jest dziecinnie prosta: wybierz materiał, zaprojektuj, wyceń i zamów. W ciągu kilku dni paczka zawita do twojego domu.



Sama od dwóch dni jestem szczęśliwą posiadaczką notatnika, ołówka i clipboardu. Słabość do takich pierdół mam okrutną i jestem pewna, że większość z was również ;) 



Sprawdzajcie, projektujcie i podawajcie dalej! Niech Graweromat was zainspiruje :)

sobota, 14 grudnia 2013

Dziecko śniegu - Eowyn Ivey

Pewnej magicznej nocy, kiedy pierwszy raz w roku z nieba sypie się śnieg, Jack i Mabel lepią z puchu dziewczynkę. Śliczną z perkatym noskiem, dokładnie taką, o jakiej zawsze marzyli. O poranku figurki na dworze już nie ma, za to za drzewami skrywa się wystraszona postać w niebieskim płaszczyku.

Dziecko śniegu to nostalgiczna baśń o miłości, dziejąca się na zapomnianym przez wszystkich końcu świata, zwanym potocznie Alaską. Z jednej strony zabieg ten czyni powieść bardzo uniwersalną, nie ograniczoną żadnym charakterystycznym miejscem – pola i lasy przecież są wszędzie. A z drugiej, dzięki wysłaniu jej do dzikiej krainy, zyskuje też coś z magii i sprawia, że zaczynamy wierzyć w siłę, spełniających się tam marzeń.

W pisarstwie Eowyn Ivey nie ma dla mnie słabych momentów. W historii podobało mi się praktycznie wszystko od opisów przyrody, jej bohaterów, aż po tajemnicę i otoczoną nutą niepewności kwestię dziewczyny.

W życiu, jak w przyrodzie: wszystko zatacza swe kręgi. Rodzimy się, umieramy, skrywamy sekrety na samym dnie serca...

Piękna, wigilijna i na maksa wciągająca powieść.

Eowyn Ivey „Dziecko śniegu”
Ilość stron: 448
Wyd. Pascal
Ocena: 5,5/6

piątek, 13 grudnia 2013

Konkurs - przypomnienie

 
Termin zakończenia zabawy zbliża się wielkimi krokami, dlatego przypominam i zachęcam, tych, co się jeszcze nie zdecydowali. 

KLIK

A tutaj możecie głosować na niezbędniki: klik

środa, 11 grudnia 2013

Kocham Paryż - Isabelle Laflèche

Nie tak dawno temu zwiedzałam Nowy Jork, a już dziś w towarzystwie Catherine, wyruszam w podróż do Paryża: miasta mody, przepychu i walki z gangsterami!

Cath po wykańczającej emocjonalnie pracy w korporacji, ma nadzieje zająć się w końcu tym, co kocha najbardziej – modą i prawem. Posada we francuskim domu mody Christiana Diora, to spełnienie jej młodzieńczych marzeń. Szkoda tylko, że walka z fałszerzami markowych towarów, nie ogranicza się wyłącznie do pracy za biurkiem. Prawniczka zmuszona jest zamienić eleganckie szpilki na wygodne trampki, a jakby atrakcji było mało, jej związek z Antoine’em też nie układa się najlepiej.

Nowy Jork ukazany oczami Isabelle Laflèche totalnie mnie zauroczył. Polubiłam osobowość stworzonej przez nią bohaterki, dynamikę zawodu oraz personalne utarczki między pracownikami wielkiej korporacji. Paryż jedynie z pozoru wydaje się być miejscem milszym i bardziej przyjaznym. Jeden wróg czai się pod nosem, drugi dzwoni na telefon, a dla Catherine zbliża się moment podjęcia krytycznych decyzji. 

Amerykańskie wcielenie „Ally McBeal” bardziej przypadło mi do gustu, ale to pewnie efekt mojej odwiecznej niechęci do Paryżan. Jakby nie było, to jednak bardzo lekka, przyjemna i dobrze napisana powieść. Myślę, że warto ją poznać, bo ja z Laflèche znowu świetnie się bawiłam.


Isabelle Laflèche „Kocham Paryż”
Ilość stron: 502
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6

sobota, 7 grudnia 2013

Bubble - Anders de la Motte


Mimo oczyszczenia z zarzutów zabójstwa Anny Argos, Henrik Pettersson dalej musi się ukrywać. Zastraszony, chowa się w mieszkaniu, gdzie żyje niczym karaluch, karmiący się resztkami i unikający dziennego światła. W tych okolicznościach, tylko jego duma, zdaje się nie zmieniać. Chociaż HP staje na granicy obłędu, nadal jest święcie przekonany, że jego umiejętności, wyciągną go z każdych tarapatów. Tymczasem, gdy wróg czai się za ścianą, nawet największa wiara, może sprowadzić cię donikąd.

Bubble to trzecia i niestety już ostatnia, odsłona powieści na temat gry w alternatywną rzeczywistość. Jej Przywódca, chcąc definitywnie rozliczyć się z przeciwnikiem, szykuje zamach na królewską parę. Oczywiście Henrik, jak ostatni głupiec, musi wziąć w tym kluczowy udział. Będą grzechotniki, porwania, a nawet kilka potężnych wybuchów. Anders de la Motte na zakończenie niczego sobie nie odpuszcza. Niestety w cały ten urodzaj, wkrada się też sporo chaosu i jeśli będziemy czytać książkę na raty, może się to źle dla nas skończyć.

Sama połknęłam ją w trzy dni, ale przeziębienie i lekka gorączka, sprawy mi nie ułatwiały. Stąd też nie wiem, czy to wina mojego marnego samopoczucia, czy może za dużo było tu stricte sensacyjnej akcji, jednak Bubble zrobił na mnie dużo mniejsze wrażenie niż poprzednie części.

Niby jest to tom, w którym pojawiają się wszystkie odpowiedzi, a nie czuję się nim do końca usatysfakcjonowana. Zbyt dużo fartu towarzyszy Petterssonowi, za dużo pomysłów i przeciągniętej akcji.

Bardzo dobra trylogia, ale finał jest mniej ekscytujący niż oczekiwałam.

Geim   I   Buzz
Anders de la Motte „Bubble”
Ilość stron: 488
Wyd. Czarna owca
Ocena: 4,5/6

czwartek, 5 grudnia 2013

Świąteczny konkurs

Mikołaj za pasem, gwiazdka coraz bliżej, dlatego u mnie pod choinkę, też musi się coś znaleźć :)

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Pascal mam dla Was dwa egzemplarze powieści Abbi Glines: 


Zadanie konkursowe jest bardzo proste i polega na zrobieniu zdjęcia, jednej albo kilku rzeczy, bez których nie wyobrażacie sobie zimy. Pomyślcie co jest waszym zimowym niezbędnikiem i pokażcie mi to na fotografii. Jakością produkcji ani posiadanym aparatem, kompletnie się nie przejmujcie - liczy się tylko pomysł i kompozycja.

Możecie zrobić jedno zdjęcie, albo połączyć kilka fotek w kolaż - formy wyrazu są dowolne i wszystkie mile widziane. Zasady mam tylko dwie: musi to być jeden plik, a zdjęcia mają być waszego autorstwa (zwycięzca zostanie poproszony o weryfikację tego co przedstawił).
 
Pomysły wysyłacie na adres: varia-czyta@wp.pl w temacie wpisując "zimowy niezbędnik" i podając który tytuł was interesuje.

Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 16 grudnia. Zdjęcia będzie można oglądać na bieżąco na moim Facebooku, a przy okazji również na nie głosować. 17-go wyłonię zwycięzców: osobę z największą liczbą polubień oraz autora najciekawszej kompozycji.
Powodzenia!            

środa, 4 grudnia 2013

Historie, które napisało życie - Dorota Sumińska

Zwierzęta towarzyszą nam dosłownie wszędzie, i o każdej porze dnia oraz nocy. Kryją się na podwórkach, polach, w domach naszych znajomych. Nigdy nie wiadomo, kiedy jedno z nich stanie nam na drodze, ani jakie będą tego konsekwencje. U bohaterów Historii, takie spotkania zawsze owocowały czymś więcej. A jak twierdzi sama autorka: najważniejsze w nich jest to, że mają swoje źródła w prawdziwych zdarzeniach.

Szkoda tylko, że tego typu opowieści, mógł zebrać właściwie każdy. I chociaż nie odbieram im magii ani wyjątkowości, to od pani Doroty Sumińskiej oczekuję dużo, dużo więcej. Chcę poznać sekrety jej zawodu, poczytać o refleksjach, zależnościach między światem ludzi i zwierząt.

Historie, które napisało życie to antologia prawd o świecie, ale zwierzęta odgrywają w niej rolę drugoplanową, często tylko symboliczną. I to jest właśnie największa słabość tego zbioru. Czytałam już tak wiele pozycji tego typu, że zaczynają one zlewać się w jedną, identyczną całość. Znając Sumińską i wiedząc, jak świetnym jest ona ekspertem, czekam na następną, tym razem „psychologiczną” książkę pani weterynarz. Opowiadaniom w takiej formie, obecnie mówię "nie".


Dorota Sumińska „Historie, które napisało życie”
Ilość stron: 160
Wyd. Literackie
Ocena: 3,5/6

niedziela, 1 grudnia 2013

Zimowy niezbędnik zmarzlucha

Wraz z nastaniem pierwszego grudnia, przyszła meteorologiczna zima, czyli pora roku, której szczerze nie znoszę (no powiedzmy, że lubię ją do końca stycznia, bo potem mi już brzydnie;)). Jedyną osłodą w tym czasie, jest dla mnie świąteczna gorączka: lampki, choinki, wszelkiej maści ozdoby - to, co ktoś nazwałby kiczem, dla mnie jest źródłem niesamowitej radochy. Co tu dużo kryć, jestem "christmas geekiem" i dobrze mi z tym. 

Żeby przetrwać do kwietnia, czasami nawet maja, przeciągam ten okres możliwe najdłużej jak się da. Poniżej mój zimowy niezbędnik - lista rzeczy bez których zima, była by stanem absolutnie nie do wytrzymania. 

Numer jeden to bez wątpienia herbata i kawa. Siedząc w domu bezustannie coś piję, pogryzając w między czasie korzenne wypieki.

Następne w kolejce są rękawiczki i czapka, bo wystarczy, że temperatura spada poniżej piętnastu stopni, a mi już robi się zimno. Lubię, kiedy dodatki nie są zbyt poważne, dlatego pompon i miśkowe mordki zawsze są mile widziane.

Będąc w temacie chłodu, kolejną niezbędną rzeczą są świeczki, w znaczeniu osłonowym i zapachowym. Mam ich już dziesiątki i ciągle dokupuję następne - przecież takim wzorom odmówić nie można.


Skarpety, skarpetki i grube kapciochy też się znajdą.


A kiedy jest mi już ciepło oraz mam coś dobrego do picia i jedzenia, dni najczęściej spędzam nad lekturą. Zimą nic tak nie smakuje, jak skandynawski kryminał i nowości prasowe. 


I na liście może i ostatni, za to w życiu pierwszy i najważniejszy. Wierny acz kompletnie nieekonomiczny (je za trzech) - Fizionek. Żeby było ciekawiej, wbrew imieniu jest to kotka ;)


Tak wygląda moja lista przetrwania, a co wchodzi w skład Waszej? Myślcie i szykujcie aparaty, bo już niedługo świąteczny konkurs związany z tym tematem :)

piątek, 29 listopada 2013

Alex - Pierre Lemaitre

Po miesiącu spędzonym z książkami lekkimi i przyjemnymi, czas wrócić do normalności. Regały uginają się od kryminałów, dlatego grudzień upłynie mi pod szyldem takich właśnie powieści. Na pierwszy ogień poszła Alex, Pierra Lemaitre i zgodnie z zapowiedzą były „ciary” . Trzymają się mnie nawet do tej pory.

Uprowadzono idącą z przystanku kobietę. Nikt nie zna miejsca w którym jest przetrzymywania, ani tego, jak naprawdę się nazywa. Jedyny człowiek, który to wiedział, zginął pod kołami samochodu, a na jego telefonie znaleziono serię brutalnych zdjęć ofiary. Czasu by ją uratować zostało niewiele, co potwierdza fotografia trzech wielkich szczurów oraz dziewczyny zamkniętej w małej, ograniczającej ruchy klatce. 

Inspektor prowadzący dochodzenie, przyciąga uwagę swoim mizernym wzrostem, ale prawdę powiedziawszy, jego osoba średnio mnie interesowała. W zasadzie to czekałam tylko, aż skończą się fragmenty mu poświęcone, ponieważ tym, co najbardziej absorbuje myśli, jest bez wątpienia postać Alex. Z tak dynamicznie zmieniającą się bohaterką, od czasu Millenium nie miałam do czynienia.

Książka jest ge-nial-na. Od wieków nie czytałam tak dobrze prowadzonego kryminału, w trakcie którego, moje nerwy ledwo utrzymywałyby się na wodzy. Słyszałam wiele pochlebnych opinii o Lemaitrze, jednak takiej uczty się nie spodziewałam.

Elektryzująca powieść, naznaczona strachem i zawrotną prędkością. Już zacieram ręce, patrząc na następne tytuły autora, czekające w kolejce.

Pierre Lemaitre „Alex”
ilość stron: 352
wyd. Muza
ocena: 6/6

czwartek, 28 listopada 2013

Pollyanna dorasta - Eleanor H. Porter

Druga dawka, papierowego zastrzyku dobrej energii.

Pollyanna jest już trzynastoletnią dziewczyną, która po ciężkim wypadku, wraca powoli do zdrowia. Przebywając w sanatorium, zdobywa oddanych do tego stopnia przyjaciół, że siostra jednej z pacjentek, prosi ciotkę Polly, by ta pozwoliła jej przyjechać do nich na zimę. Della ma nadzieję, że obecność Pollyanny pokaże Ruth, jak znowu cieszyć się życiem, a zaginięcie jej syna przestanie być dla niej tak wielkim ciężarem.

Przyznam się bez bicia, że strasznie polubiłam tę spontaniczną gadułę. Jej talent wiązania ze sobą tematów nie zna w zasadzie granic, przez co potrafi od motywu pań z Opieki przejść do pogody, następnie poruszyć kwestię dekoracji mieszkania, a cały wywód zakończyć na nowej sukience. Dodatkowo Pollyanna jest kompletnie nieświadoma swojej siły oddziaływania na ludzi i bez większego wysiłku zjednuje sobie słuchaczy. 

Ania z Zielonego Wzgórza zawsze wydawała mi się jakaś dziwna, dlatego dzieciństwo upłynęło mi pod szyldem Pippi Langstrump. Mam jednak wrażenie, że gdyby ta książka trafiła do mnie znacznie wcześniej, ranking ulubionych postaci z okresu podstawówki wyglądałby zupełnie inaczej.

Zażalenie do całości mam tylko jedno: Panno Porter, dlaczego stworzyła pani tak mało książek o Pollyannie?


Eleanor H. Potter "Pollyanna dorasta"
Ilość stron:328
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

wtorek, 26 listopada 2013

Stos


Eleanor H. Porter "Pollyanna"                z biblioteki    recenzja
Eleanor H. Porter "Pollyanna dorasta"      od pana M. Drozd
Eve Edwards "Demony miłości"               j.w.     recenzja
Neal Shusterman, Eric Elfman "Strych Tesli"          j.w.   recenzja
Agnieszka Chylińska "Zezia i Giler"           pożyczona 
Bernice Rubens "Wybrany"            od wyd. Wiatr od Morza   recenzja 
Dorota Sumińska "Historie, które napisało życie"           od wyd. Literackiego
Isabelle Laflèche "Kocham Paryż"         j.w. 
Hilary Boyd "Czwartki w parku"          j.w.    recenzja
Pierre Lemaitre "Alex"        od wyd. Muza
Andres de la Motte "Bubble"          od wyd. Czarna Owca
Ireneusz Gębski "Spowiedź bezrobotnego"        od autora

Za otrzymane tytuły bardzo dziękuję, a żeby tradycji stało się zadość, dzisiejszy wieczór mam zamiar spędzić tak:

Trzymajcie się ciepło!

poniedziałek, 25 listopada 2013

Uwięziona królowa - Philippa Gregory

Naczytałam się wspaniałości na temat Gregory, oj naczytałam. Że to mistrzyni gatunku, że znakomicie pisze, czuje epokę. Nadzieje miałam spore i co najlepsze, wszystkie się sprawdziły. Philippa wielki talent ma i ja to potwierdzam.

Uwięziona królowa to moje pierwsze (nie licząc Odmieńca kierowanego do młodzieży) spotkanie z autorką. Jest to napisana z rozmachem historia Marii Stuart, królowej Szkotów, która ucieka z kraju przed zagrażającymi jej życiu lordami. Kierowana nadzieją, że ocali ją kuzynka Elżbieta I boleśnie zawodzi się na rodzinie i trafia w niewolę, oskarżona o zdradę głowy państwa.

Od tego momentu do głosu zaczynają dochodzić dworskie intrygi oraz bezwzględna walka o władzę. George Talbot w osobie pojmanej dostrzega szansę na sławę, jego żona widzi rywalkę, a generalnie każdy w tej sytuacji, chce zgarnąć jak najwięcej dla siebie. Rozpoczynają się konszachty wymierzone w samą Elżbietę, a dwie potężne armie stają przeciwko sobie.

Powieści historyczne darzę chłodnym entuzjazmem, dlatego kiedy po jakąś już sięgam, to muszę mieć co najmniej sześćdziesiąt procent pewności, że nie skończy się to tragedią. Nie twierdzę, że od dziś stanę się fanką tego gatunku, ale powodów żeby go odrzucać, mam na pewno mniej.

Uwięziona królowa znakomicie oddaje psychikę ówczesnych władców. Ich przeświadczenie o boskim pochodzeniu oraz bardzo, ale to bardzo wysokie mniemanie o własnej osobie. Talent Philippy objawia się jednak w tym, że tak zachowująca się monarchia wcale nas nie drażni. Ich postępowanie traktujemy jako rzecz zupełnie normalną, a jedyna uwaga, jak nasuwa mi się po lekturze to ta, że mogłoby tu być mniej wątków religijnych, a więcej kwestii ogólno zwyczajowych. Ludzie z tamtej epoki nie żyli w końcu tylko tym, co porabiał kler ani jakiego wyznania był ich aktualny sąsiad. Tak samo istotne były obrządki, sposób prowadzenia dysput. Dużo jest o czasie wolnym, za to pracą głowy sobie nie zaprzątano.

Wielowątkowa, naszpikowana spiskami, znakomita powieść i stwierdzam to ja, historyczny sceptyk oraz przeciwnik religijnych wynurzeń.


Philippa Gregory „Uwięziona królowa”
Ilość stron: 408
Wyd. Książnica
Ocena: 4,5/6

piątek, 22 listopada 2013

Pollyanna - Eleanor H. Porter

Pollyanna to rezolutna, wygadana dziewczynka, która po śmierci swoich rodziców, trafia pod opiekę konserwatywnej ciotki Polly na drugim końcu kraju. Mimo ciężkich przeżyć, jedenastolatka nie traci humoru i już pierwszego dnia pobytu w nowym domu, zdobywa sympatię wszystkich jego mieszkańców. Spora jest w tym zasługa jej szczerości oraz pogodnego usposobienia, bowiem Pollyanna bez krzty zadęcia mówi ludziom co o nich myśli, a ci kiedy wyjdą już z pierwszego szoku, są pod wrażeniem jej otwartości.

Eleanor H. Porter stworzyła historię, która mimo swego wieku, zdobywa czytelnika prostą sztuką doceniania tego, co dostało się od życia. „Gra w zadowolenie” wymyślona została przez ojca Pollyanny i polega na tym by w każdej rzeczy znaleźć coś, z czego można by się cieszyć. Dziewczynka dorastając w biednej rodzinie pastora, opanowała tę filozofię do perfekcji i chętnie dzieli się nią z innymi.

Pollyanna w mig zdobywa sympatię największych osobliwości w miasteczku i nawet najtwardsze serca miękną pod jej urokiem. Przy okazji małe ostrzeżenie – was też na pewno raz dwa weźmie pod swój pantofel ;)

Eleanor H. Porter stworzyła skromnych rozmiarów książeczkę, w której drzemie ogromna siła. Wstyd i szkoda, że poznałam ją dopiero teraz.


Eleanor H. Porter „Pollyanna”
Ilość stron: 272
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

środa, 20 listopada 2013

Dwanaście słów - Jan Jakub Kolski

Akcja książki dzieje się w kilku punktach na ziemi. Poznajemy tu losy byłej zakonnicy, której żądze, nie pozwalają dochować wierności, wyznawanej przez nią wierze oraz muzyka, człowieka o bardzo uporządkowanym życiu, w którym wszystko ma swój czas oraz miejsce.

W snuciu tej historii najważniejsze są słowa, a dokładnie dwanaście słów, wypowiadanych przez bohaterów każdego dnia ich znajomości. Fryderyk wierzy, że właśnie ta liczba wystarczy mu, żeby w pełni porozumieć się ze światem. Nie znosi tracić dnia na bezpodstawne dyskusje. Wszystko ma zostać wypowiedziane przy śniadaniu, w jak najkrótszej formie.

W spokojnym życiu artysty wraz z przybyciem Marianny, zaczyna sporo się zmieniać. Dalej uczy on wiejskie dzieci muzyki i romansuje z ich matkami, ale nieświadomie uwodzi też swoją gosposię, a jak wiadomo zazdrosna kobieta staje się nieprzewidywalna.

Dwanaście słów to moje pierwsze spotkanie z Kolskim w roli pisarza. Jednak, jak na reżysera przystało, powieść pełna jest detali, które tak samo istotną rolę, odgrywają w każdym jego filmie. Symbole definiują tutejszych bohaterów na równi z ich zachowaniem. Pochowane w pościeli zdjęcia, dłonie pianisty, sceny zatrzymane w literackim kadrze. Wszystko to sprawia, że lektura pochłania nas bez reszty praktycznie już od pierwszej strony.

Kolski ma dar tworzenia historii w mało oczywisty sposób. Potrafi zatrzymać się nad ludzką duszą, pochylić się i sprawić by stała się ona zrozumiała dla innych. Nie wszystko w książce jest piękne i cudowne, ale życie wśród ideałów byłoby strasznie nudne i dlatego detali się nie czepiam.

Ciekawa i wydaje mi się, że bardzo osobista powieść o dwójce, igrających ze sobą ludzi.


Jan Jakub Kolski „Dwanaście słów”
Ilość stron: 240
Wyd. Wielka Litera
Ocena: 4/6
Na zakończenie jeszcze dwa ogłoszenia:

  •  wczoraj ruszyło moje konto na facebooku - użytkowników tego serwisu zachęcam do obserwowania.
  • z kolei w Katowicach, w dniach 9-11 grudnia, odbywać się będzie akcja "Oddaj misie" polegająca na zbiórce maskotek i art. szkolnych na rzecz miejscowej świetlicy środowiskowej. Serdecznie zapraszam wszystkich do wzięcia w niej udziału - szczegóły akcji dostępne są tutaj.

niedziela, 17 listopada 2013

Czwartki w parku - Hilary Boyd

Na mróz, na pluchę oraz szarość za oknem, taka książka jest wprost idealna. Literackie rozpieszcza mnie tego roku, jak żadne inne wydawnictwo. Najpierw porwali się na Carrère’a, potem wydali Kocham Nowy Jork, a dziś udowodnili, że mają nosa do brytyjskich dziennikarek. Jeszcze trochę i przyzwyczaję się do tych miłych niespodzianek.

Czwartki w parki to historia wyjątkowa, bo opisująca życie naszych dziadków (a w niektórych przypadkach pewnie też rodziców) i pokazującą, że kochać można zawsze i naprawdę w każdym wieku.

Kiedy mąż Janie, po trzydziestu latach małżeństwa, wyprowadza się bez słowa do drugiego pokoju, nikt nie wie dlaczego. On nie zamierza niczego wyjaśniać, a Janie brakuje odwagi, żeby wprost się o to zapytać. Pocieszeniem w tej sytuacji są dla niej czwartkowe wyprawy do parku. To tam spędza czas ze swoją wnuczką oraz poznaje Raya – wrażliwego mężczyznę, który jako jedyny potrafi jej szczerze wysłuchać.

Od rozmów i przyjaźni, po dylematy i poważne oskarżenia. Przepadłam w tej książce bez reszty. Dałam się porwać decyzją Janie i bardzo się temu dziwię, bo przecież ani jej motyw ani też pomysły nie są niczym nowym. Można nawet powiedzieć, że pokoleniowa przepaść między mną a bohaterami powinna mieć tu większe znaczenie, a jest dokładnie odwrotnie. Metryki gdzieś zniknęły, pozostawiając na planie samych ludzi, których to przeżycia są tu najważniejsze.

Piękna i mobilizująca do działania powieść, mówiąca o tym, że każdy ma prawo szukać swojego szczęścia. Świetnie się czyta i brawa za polski akcent.


W temacie seniora warto przeczytać:


Hilary Boyd „Czwartki w parku”
Ilość stron: 404
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 19.11.2013r.

sobota, 16 listopada 2013

Za oknem pierwszy mróz...

... idą, idą święta.

Wszystkim, którzy tak jak ja siedzą dzisiaj w domu - udanego wieczoru i przyjemnej lektury!
(czytacie coś ciekawego?)

piątek, 15 listopada 2013

Demony miłości - Eve Edwards

Demony miłości to książka o stosunkowo niewdzięcznym, i co by nie mówić, negatywnie kojarzącym się ludziom tytule. Pewnie sama, gdybym wcześniej nie przeczytała Alchemii miłości, ominęłabym tę pozycję szerokim łukiem, i byłby to błąd. Całkiem poważny dodajmy.

Powieść autorki niewiele ma wspólnego z popularnymi romansami. Jest tu co prawda co nieco o miłości, ale na pierwszy plan wysuwa się motyw przyjaźni wśród młodych dworzan, a nie koniecznie ich buduarowe podboje i miłostki. W Demonach poznajemy losy następnej pary z rodu Lacey: Lady Jane Rievaulx - dziewczyny decydującej się na małżeństwo z o wiele starszym od siebie mężczyzną oraz Jamesa Lacey - młodzieńca, który w poszukiwaniu własnego szczęścia wybiera się aż za ocean.

Do takich powieści podchodzę na zasadzie dodatku do kawy i relaksu. Nie łudźcie się, że w Demonach znajdziecie wyszukaną akcję albo język. Jest prosto, jednak klucz do sukcesu tkwi w tym, że nie do końca banalnie.

Książki mistrzyni gatunku, jaką podobno jest Philippa Gregory, dopiero przede mną. Śmiało mogę za to stwierdzić, że Eve Edwards będzie pretendować do tytułu jej godnej następczyni. Obracając się w "bezpiecznej" jeszcze dziedzinie powieści dla młodzieży, pisarka dba o detale niczym autorzy tytułów biograficznych. Wedle noty na okładce brała ona udział w ucztach w stylu elżbietańskim, oglądała wnętrza zamków, a nawet nauczyła się jeść w elegancki sposób bez pomocy widelca ;) Z takim poświęceniem i wysiłkiem włożonym w pracę, sukcesy ma murowane.

Stąd jeśli lubicie ducha Tudorskiej epoki i w smak są wam turnieje rycerskie, Demony miłości nie powinno okazać się dla was wcale straszne. 

Eve Edwards "Demony miłości"
Ilość stron: 360
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

środa, 13 listopada 2013

Spróbujmy jeszcze raz - Abbi Glines

Pamiętacie jak irytowałam się na Blair z O krok za daleko? Jak nazwałam ją manipulantką, zarzuciłam jej naiwność oraz brak konsekwencji? Zgodnie z powiedzeniem: „przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej” z panną Wynns postanowiłam spotkać się ponownie. Chciałam się upewnić czy dziewczyna faktycznie jest taka zła, czy może da się ją jakoś polubić. Nadal nie rozumiem fascynacji tą postacią u wszystkich bohaterów książki, ale prawdą jest, że wizyta u niej była teraz znacznie przyjemniejsza niż za pierwszym razem.

Blair po burzliwym rozstaniu z Rushem, jedzie do byłego chłopaka w Sumit, szukać ukojenia. Chce z jego pomocą rozpocząć wszystko od nowa. Znaleźć jakąś pracę, uwolnić się od ojca oraz dalszej rodziny. Problem w tym, że kiedy przez tyle dni człowiek się nie kontrolował, to nadchodzi w końcu moment, gdy trzeba za to wszystko zapłacić. Życie wystawia Blair słony rachunek – w kilka tygodni musi zdecydować co chce robić dalej i czy jej powrót do Rusha jest w ogóle możliwy.

Nie wiem czy to kwestia przyzwyczajenia się do Blair, czy może efekt długiego weekendu i faktu, że moja tolerancja na niektóre rzeczy w tym czasie wzrosła, ale obyło się bez zgrzytów i wielkich rozczarowań. Sytuacja dziewczyny naprawdę jest podbramkowa. Świat wali jej się na głowę, serce krwawi po rozstaniu, a tu trzeba wziąć się w garść i zacząć myśleć o innych.

Przemiana głównej bohaterki spektakularna jeszcze nie jest, ale dostrzegam dla niej nadzieję. Glines zrobiła spore postępy w kreowaniu swych postaci, nawet Rush staje się odpowiedzialny i zdobywa się na odwagę przeciwstawienia się Nan. Szkoda jedynie, że końcówka znowu idzie w tani erotyk, trzy czwarte powieści uznaję jednak za udane.


Abbi Glines „Spróbujmy jeszcze raz”
Ilość stron: 336
Wyd. Pascal
Ocena: 4/6

poniedziałek, 11 listopada 2013

Kobiety łazarza - Marina Stepnova


Literaturę rosyjską zaczęłam doceniać od chwili przerabiania w szkole Zbrodni i Kary. Na ogół niechętna lekturom, dałam się porwać historii Rodiona Raskolnikowa. Potem byli znakomici Mistrz i Małgorzata, za to dziś przychodzę do Was z Kobietami Łazarza – najbardziej szczerą rosyjską powieścią, jaką do tej pory czytałam.

Tytułowy Łazarz to genialny fizyk, którego postać spina klamrą opisaną w książce historię. Towarzyszymy mu od momentu nauki szkolnej, następnie kariery zawodowej i dalszych sukcesów. Na każdym z etapów życia u jego boku stoją kobiety. Godne i oddane swej roli, jednak rzadko kiedy kochane tak, jakby samego tego chciały.

Na przykładzie tych żon oraz matek, poznajemy siłę rodzinnej więzi i dostrzegamy, jak podjęte niegdyś decyzje, odbijają się echem na następnych pokoleniach. Kiedy małżonka Łazarza zaczyna czuć do niego urazę, ten nie przypuszcza nawet, jak wielkie znaczenie będzie to miało dla jego potomków. Po śmierci naukowca, w bolesny sposób przekonuje się o tym, jego osierocona nagle wnuczka.

Kobiety łazarza zrobiły niemałe spustoszenie w mojej głowie. Powieść po której ciężko mi było spodziewać się czegoś konkretnego, zaskoczyła mnie złożonością podjętej w niej historii. Marina Stepnova stworzyła obraz kobiet, które nie do końca godzą się ze swoim losem. Cierpiąc na brak miłości: albo obsesyjnie starają się ją pozyskać, albo wyzbywają się współczucia i trącą w ten sposób cząstkę człowieczeństwa.

Muszę przyznać, że autorka sprezentowała nam rozbudowaną i wymagającą skupienia historię, ale obcowanie z nią przyniosło mi mnóstwo satysfakcji.


Marina Stepnova „Kobiety łazarza”
Ilość stron: 396
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 4,5/6

niedziela, 10 listopada 2013

Inne zasady lata - Benjamin Alire Saenz

Nie przeczę, że tym, co mnie do tej historii najbardziej skusiło, jest wątek miłości. Motyw tak chętnie przedstawiany w książkach i na szklanym ekranie, tu nabiera wyjątkowego znaczenia. Uczucie rodzące się pomiędzy dwojgiem chłopców jest tematem ryzykownym, ale daje pisarzowi ogromne możliwości.

Buntownik imieniem Ari i Dante początkujący artysta. Różni ich właściwie wszystko – jeden jest bratem przestępcy, drugi synem nauczyciela. Tego lata obowiązują jednak zupełnie inne zasady. Można chodzić boso, kąpać się w basenie. Można szukać właściwej dla siebie drogi. 

Benjamin Alire Seanz z wielkim wyczuciem przedstawia świat nastolatków oraz chaos i zagubienie w nim panujące. Czytając jego historię nie mamy wątpliwości, że człowiek ten na co dzień ma do czynienia z młodzieżą. Jego bohaterowie są wybuchowi, pełni sprzeczności, wciąż są to jednak wrażliwi ludzie, których bardzo łatwo można zranić. 

Inne zasady lata są książką przeznaczoną dla nastolatków, ale napisaną w tak uniwersalny sposób, że trafi do odbiorcy w dosłownie każdym wieku. Dzieje się to za sprawą rodziny obu bohaterów. Matki i ojcowie pokazują tu jak budować właściwą relacje z pociechą. Udowadniają, że trzeba być stanowczym, a równocześnie nie zapominać o zapewnieniu dziecku wolności.

Benjamin Alire Seanz napisał bardzo ciepłą i przyjemną lekturę, która ilustruje banalną prawdę o życiu: wystarczy kochać, a nic nie będzie stanowić dla nas problemu. 


Benjamin Alire Seanz "Inne zasady lata"
Ilość stron: 340
Wyd. Rodzinne 
Ocena: 4/6

sobota, 9 listopada 2013

Gra o książki - Beata Stasińska dla Elle Magazine


Nazwisko Beaty Stasińskiej nie powinno być obce tym, którzy uważnie śledzą poczynania wydawnictwa W.A.B. To ona w latach 90-tych była jednym z założycieli spółki i na przekór późniejszym skandalom, również dziś zasiada w fotelu jej prezesa. Autorytet wśród wydawców, osobowość i charyzma. To dzięki niej w Polsce nastała moda na rodzimą literaturę, a takie pisarki jak Joanna Bator czy Alice Munro miały okazję opanować nasze księgarnie. 

Jeśli macie chwilę czasu albo 7,90 zł wolne w portfelu, zachęcam do lektury nowego numeru Elle. O takich osobach warto mówić i trzeba to robić głośno. Pani Beato - dziękuję za Serię z Miotłą.

WYWIAD:  1  2  3   I   kawa: Skworcu pomarańczowa - pycha! 

piątek, 8 listopada 2013

Wybrany - Bernice Rubens

Wybrany to dla mnie książka niezwykła. Bezpośrednio i z wielkim wyczuciem opisuje ona drogę człowieka do zguby, na którą pracuje cała jego rodzina. Poznajemy w niej losy Normana – niegdyś wziętego prawnika, syna rabina z Londynu. Dziś jest to chłopak z łatką szaleńca, umieszczony na oddziale psychiatrycznym z powodu zażywanych bez kontroli leków.

Berince Rubens opowiada o tym, jak traci się złudzenia oraz symuluje się spokojnie życie. W rodzinie Zwecków każdy jest samotny, bo wspólnie dba się wyłącznie o pozory. Wychodząc z założenia, że rabinowi pewne rzeczy nie przystoją, despotyczna matka porządkuje domownikom życie. Syn nie może mieć problemów z narkotykami, córka wyjść za mąż za „nie-Żyda”. Kiedy Sarah nagle odchodzi, mąż i dzieci zostają zmuszeni radzić sobie sami. Co w tej sytuacji okaże się być silniejsze? Miłość czy przyzwyczajenie?

Powieść wywarła na mnie spore wrażenie i ciężko jest mi coś wyjątkowego o niej pisać. Mam świadomość, że co bym nie powiedziała to i tak będzie za mało. Że nie ujmę w tym nawet połowy swoich emocji.

Berince Rubens zdobyła mnie prawdą zawartą w swej historii. Tym jak ojciec i siostra czują się zaangażowani w szaleństwo brata, jak wszystkie trybiki maszyny współgrają ze sobą, jak działają na odbiorcę.

Nie przebojowa, ale przez to jeszcze bardziej ciekawa. Piękna, nostalgiczna przypowieść. Podobało mi się od początku do samego końca.


Bernice Rubens „Wybrany”
Ilość stron: 288
Wyd. Wiatr od Morza
Ocena: 5/6
Premiera: 22 listopada 2013r.