wtorek, 29 września 2020

Małe Licho i lato z diabłem - Marta Kisiel


Bożek jedzie na wakacje, takie pierwsze prawdzie. Z plecakiem, namiotem i niezastąpionym Lichem, które również nie może doczekać się wyjazdu. Lato spędzone na wsi, z dala od domowników i zaczynającego się remontu, normalnie lepiej trafić się nie mogło. Niestety, co ma iść z płatka, rzadko kiedy idzie zgodnie z planem. W domu Ody, co prawda czeka szalony Bazyl z ciepłym kakałkiem oraz naleśnikami, jednak konieczność spędzenia kilku dni z największym szkolnym wrogiem, skutecznie psuje Bożkowi nastrój. Do tego dochodzą anomalia pogodowe, nieprzenikniony las, a nawet morowa panna, chcąca się ponownie odegrać na Odzie.

Oto kolejna książka Marty Kisiel pełna humoru, seplenienia oraz ciepła, wynikającego nie tylko z pogody. Bawi, zachwyca, uczy otwartości na innych i tego, by zawsze być odważnym i się nie poddawać, bo wiele rzeczy jest jak jazda na rowerze - poobijasz się, zezłościsz, a po chwili pędzisz co sił w nogach przed siebie.  

Czy to seria o Lichotce, czy o Wrocławiu, czy o Lichu właśnie, każda niesie z sobą pokłady dobrej energii oraz wiary w czary i dobre potwory. Bo magia to nie tylko ta wywołana różdżką, ale przede wszystkim dobrym towarzystwem.

Polecam, jak zawsze! 


Marta Kisiel "Małe Licho i lato z diabłem"
Ilość stron: 304
Wyd. Wilga
Ocena: 5/6

piątek, 25 września 2020

Poławiacze dusz - Hanni Münzer

Ekipa remontowa odnajduje ukryte za ścianą stare książki i manuskrypty. Zobowiązani do tajemnicy, mimo wszystko ujawniają ten fakt, przez co nad rodziną von Stettenów zbierają się czarne chmury. Ktoś morduje opiekującego się zbiorami biskupa, a kilka miesięcy później, dodatkowo jego bratanek zamieszany zostaje w zabójstwo generała jezuitów. Do tego dochodzi tajemniczy klucz do skrytki, skrywana od wieków tajemnica Kościoła oraz płatny asasyn, gotowy na wszystko dla zdobycia skarbu. 

Poławiacze dusz to ciekawie przedstawiona historia, nieco markotna na początku, za to skutecznie nabierającą tempa wraz z rozwojem historii. Mamy to i pościgi, i strzelaniny i mnóstwo sekretów, związanych szczególnie z działalnością Kościoła w przeszłości,  która, co należy przyznać autorce, została skrupulatnie zbadana i przedstawiona. Właściwie historyczne wstawki, to najbardziej fascynująca część książki, a obserwacje, jakie czynią jej bohaterowie, dodatkowo nas samych, zmuszają do zastanowienia się nad biegiem wydarzeń.  

Obiecywano mi wartką akcję i mnóstwo tajemnic, i rzeczywiście dostałam jedno i drugie, nie mniej liczyłam, że całość bardziej wgniecie mnie w fotel. Na pewno na korzyść historii wypadają spiski oraz konszachty od wieków wkradające się w strukturę Kościoła. Jednak wątek obyczajowy oraz związek jezuity z ateistką, to moim zdaniem rozwiązanie zanadto sztampowe. Może Münzer w ciekawy sposób jeszcze to rozwinie - poczekam na kolejny tom i chętnie to sprawdzę. 

Rzecz dla miłośników intryg i historycznych tajemnic. 


Hanni Münzer "Poławiacze dusz"
Ilość stron: 382
Wyd. Insignis
Ocena: 4/6

poniedziałek, 21 września 2020

Rytuał - Greta Drawska

Nieoczywisty kryminał z mitologią w tle. 

Głowa przybita włócznią do dębu, na tle sielskiego krajobrazu pojezierza. Ofiara to miejscowy dentysta, osoba majętna, ale raczej nie posiadająca w swym otoczeniu wrogów. Główne pytanie brzmi jednak, kto za tym stoi, a nie z jakich powodów dopuścił się tego czynu. Mord wyglądający na rytualny, prastare narzędzie... Prokurator Wanda Just ma przed sobą karkołomne zadanie, rozwiązania tajemnicy wyjątkowo brutalnego morderstwa. 

Rytuał to książka, która fascynuje dzięki wykorzystaniu w fabule słowiańskich wierzeń i obyczajów. Do tego mamy mentalność małej miejscowości, w której zatargi z przeszłości, mimo upływu czasu, wciąż mają się dobrze. Gdzie trwa spór o ziemię, ludzie kochają plotkować, ale za swoimi, jak każdy stał murem, tak stoi.

Może nie jest to kryminał przy którym kapcie spadają ze stóp, ale kawał ciekawej i przede wszystkim, dobrze napisanej historii, już tak. Trochę szkoda, że autorka nie weszła głębiej w mitologię słowiańską, że tych ciekawostek w sumie znajdujemy tu zaledwie kilka. Mimo to wyszukiwarka pod ręką na pewno się przydaje, by wiedzieć o jakich przedmiotach w powieści jest mowa i jakich bożków bohaterowie mają na myśli. 

Powieść trochę w starym stylu. Krew nie leje się strumieniami. Jest jeden trup, ale za to wielu podejrzanych na czele z rodziną ofiary. Są elementy życia prywatnego pani prokurator, jest przystojny pomocnik w dochodzeniu. Cóż generalnie jestem mile zaskoczona i polecam fanom północnych klimatów.

 

Greta Drawska "Rytuał"
Ilość stron: 368
Wyd. Znak
Ocena: 4/6

środa, 16 września 2020

Typowy kot. Czyli jak wytrzymać z ludźmi - Kot Nieteraz


Typowy kot to książka o kocich sprawach, przyzwyczajeniach, osobliwościach i generalnie tym, jakich metod używają koty by z nami wytrzymać. Rzecz satyryczna, prześmiewcza, a jednocześnie, w tym wszystkim, mocno prawdziwa. I mówię wam to ja, osoba, która od zawsze miała czworonoga i której prawa były często mniej istotne niż to, czego aktualnie domaga się jej zwierz ;)
 
Przykładowe paradoksy zamieszkiwania z kotem:
- Kot jednocześnie wchodzi i wychodzi - prawda, rekordowo wyszło pół kota, które wróciło po kilku sekundach do domu. 
- Kot chce być tam, gdzie go nie ma, tak długo, jak długo nie może się tam dostać - prawda od zawsze, szczególnie gdy pogoda nie dopisuje!
- Nie da się mieć kota, ale można mieć kota na punkcie kota - prawda, nie da się nad nimi zapanować, szczególnie, że nawet one same nie panują nad sobą albo ich nogi nie słuchają się reszty ciała i bywa, że tylne są szybsze od przednich.
 
I właściwie wszystko z książka byłoby w porządku, gdyby nie koszmarny styl i język, jakim została napisana. Drażniący, męczący i to bezustanne ukazywanie kota, jako stworzenia, które tylko innym robi na złość i jest zadufane w sobie. Serio, gdybym nigdy nie miała do czynienia z kotem, to po tej lekturze na pewno nie chciałabym tego zmienić. 

Na pierwszy rzut oka super pozycja, ale po dokładniejszym wczytaniu się, traci cały swój urok. I tak, wiem, że wszystko zostało specjalnie przerysowane, ale nawet karykatura ma swoje granice. Zawód na całej linii.
 
 
Kot Nieteraz "Typowy kot. Czyli jak wytrzymać z ludźmi"
Ilość stron: 304
Wyd. Flow Books
Premiera: 16 września 2020 r.

poniedziałek, 14 września 2020

Sekretne życie pisarzy - Guillaume Musso

Urocza wyspa na Morzu Śródziemnym. Odizolowana od świata i dbająca skrupulatnie o swoją niezależność. Oto azyl, gdzie mieszkańcy są spokojni o swój dorobek, gdzie drzwi są zawsze otwarte, a wszyscy od lat dobrze się tu znają. To z racji poszanowania prywatności, przenosi się na nią słynny pisarz na emeryturze - Nathan Fawles. Niestety sielanka jest krótkotrwała. Pewnego dnia wyspą wstrząsa popełnione na niej morderstwo, a pewna dociekliwa dziennikarka, zdaje się aż za bardzo interesować życiem pisarza. 

Sekretne życie pisarzy to książka pełna zwrotów akcji i okoliczności, które wgniatają w fotel. To z jednej strony kryminał, z innej nieco obyczaj, okraszony dodatkowo czarnym humorem. Sporo tu faktów z pracy wydawcy (i systemu odrzucania większości książek), a jednocześnie jest to też ciekawe spektrum autorskiego życia oraz pojawiającej się w nim twórczej niemocy.

Guillaume Musso potrafi zadziwiać i przykuwać uwagę. Jego powieści są trudne do zdefiniowana oraz skutecznie unikają kategoryzacji, co mnie osobiście bardzo do niego przekonuje.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Guillaume Musso "Sekretne życie pisarzy"
Ilość stron: 288
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6

poniedziałek, 7 września 2020

Wihajster czyli przewodnik po słowach pożyczonych - Michał Rusinek

Michał Rusinek na tropie! 
 
Rynek, ratusz, tapczan, fotel. Taca, cukier, szkoła, szałas... Oto słowa przybyłe do nas z dalekich krain, znane w językoznawstwie, jako zapożyczenia. Skąd się wzięły, jaki kraj jest ich ojczyzną i co to właściwie jest ten cały wihajster?
 
Oto mała książka o ogromnym wnętrzu, pełnym ciekawostek oraz językowych tajemnic. Są w niej słowa ładne, i te o nieco szemranej opinii. Jest pięknie pachnąca herbata, głośny mikser, nielubiany szpital i śmierdzący stolec. Jest masa zabawy, szczypta zdumnienia oraz całe godziny radości! 
 
Wihajster podzielono na tematyczne działy, by łatwiej się w nim odnaleźć, a głównej mierze pewnie po to, by pięknie go zilustrować (odpowiada za to siostra autora - Joanna Rusinek). Treść zamyka indeks słów, które z Polski wyemigrowały do naszych sąsiadów, bo słowa lubią się zmieniać i za nic mają państwowe granice. 
 
Wihajster to zbiór krótkich definicji, skrywający w sobie masę informacji oraz dociekliwej pracy, bo to tylko na pozór książka dla dzieci - jestem przekonana, że ten zbiór zadziwi wszystkich, i dużych i małych!
 

Michał Rusinek "Wihajster czyli przewodnik po słowach pożyczonych"
Ilość stron: 60
Wyd. Znak Emotikon
Ocena: 5/6
Premiera: 16.09.2020 r.

piątek, 4 września 2020

Saturnin - Jakub Małecki


 
Saturnin ma 30 lat i od dziecka marzył, że zostanie sportowcem. Przez lata z sukcesem podnosił ciężary, aż kontuzja zniweczyła wszystkie jego plany. Dziś pracuje w handlu, mieszka w kawalerce i zwyczajnie czuje się samotny. Z odrętwienia dniem codziennym wyrywa go matka. Telefonuje z informacją, że jego dziadek nagle gdzieś przepadł, a znikający 96 latek, jeszcze w samochodzie, to dość poważna sprawa. Satek z ociąganiem, ale rusza w końcu z pomocą, wkraczając na drogę swego dzieciństwa, porzuconych wspomnień i wypartych z pamięci zdarzeń.

Saturnin to opowieść o przeszłości, która przenika w obecne czasy. Wojna, determinacja, strach, odkupienie. Imię nadane by pamiętać, a może podziękować... przeprosić? To również historia rodziny, odrzucenia, tego, że ludzie nie chcą i nie potrafią mówić o swoich potrzebach. Saturnin to pamięć o poległych oraz o tych którzy pozostali. To rodzinna historia, to świat w którym autobus przejeżdża przez tajemnicze wymiary.
 
Kolejna piękna i wielowymiarowa książka opowiadająca o tym, że nie istnieją złote środki, że to, co nas ratuje, jednocześnie powoli może nas wyniszczać. 
 
Jeden z najlepszych współczesnych pisarzy w znakomitej formie. Osobne brawa też dla Wydawcy za współgrającą z treścią okładkę - to nie czytadło, to wnikliwa proza na dodatek w bardzo przystępnej formie. Smutna, ale dająca nadzieję. 
 
 
Jakub Małecki "Saturnin"
Ilość stron: 320
Wyd. SQN
Ocena: 5/6
Premiera: 16 września 2020

środa, 2 września 2020

Keanu Reeves - Larissa Zageris, Kitty Curran


Drugiego września urodziny obchodzi jeden z najciekawszych aktorów Hollywood - Keanu Reeves. Jest to myślę idealna okazja, aby przybliżyć sobie jego postać oraz poznać kilka ciekawostek z jego życia, które wbrew pierwszemu mniemaniu, wcale nie było usłane różami.

"Oto człowiek, który jadł babeczki z Samotnością, pokonał Śmierć i przechytrzył Diabła - i to dwa razy".


Prywatnie Keanu urodził się w Libanie, chodź w rzeczywistości jest Kanadyjczykiem. Jako dziecko sporo się przeprowadzał, ale mimo bycia dyslektykiem, nauka nie stanowiła dla niego problemu. Zafascynowany Shakespearem, postanowił w liceum spróbować swoich sił w aktorstwie i tak, w ogromnym skrócie, wszystko się zaczęło.

Obsadzany w zdumiewająco różnych rolach, skutecznie unika szufladkowania. Odrzuca celebryckie zwyczaje, wybierając ścieżkę artysty (gra w teatrze, ma własny zespół muzyczny, unika ścianek oraz ceni swoją prywatność). Chętnie udziela się w akcjach charytatywnych, a swego czasu w tajemnicy dofinansował nawet szpital dziecięcy.

Książka Keanu Reeves to przede wszystkim podróż przez filmografię aktora, przetykana informacjami z jego prywatnego życia oraz hołd złożony jego talentowi i odwadze do okazywania uczuć. Przytaczane przez autorki cyniczne, a momentami wręcz negatywne opinie o jego grze aktorskiej, kontrastują z kolejnymi sukcesami, jakie filmy z Keanu odnosiły na wielkim ekranie. Bo nie ważne jest, co mówią krytycy, widzowie i tak go uwielbiają i doceniają ilość serca, jaką wkłada w każdą z podejmowanych ról.

Larissa Zageris, Kitty Curran stworzyły ciekawą, ale zdecydowanie za krótką i zbyt okrojoną biografię aktora - nie sposób wyrobić sobie zdanie na temat jego osoby, ponieważ Keanu to swego rodzaju laurka wystawiona artyście, a nie obiektywne fakty z jego życia.

Książka bardzo popkulturowa, za to przyjemna w odbiorze. Oryginalny sposób na opisanie filmografii. 

Larissa Zageris, Kitty Curran "Keanu Reeves"
Ilość stron: 192
Wyd. Znak Horyzont
Ocena: 4/6

wtorek, 1 września 2020

Latawce - Romain Gary


Ambroży Fleury - wiejski listonosz z Cléry, sympatyczny oryginał, którego latawce przyniosły sławę jemu oraz miejscowości z której pochodzi. Z czasem zaczęli go odwiedzać zamożni ludzie, ciekawi dzieł, jakie tworzy. Delektując się widokiem jego pracowni, nie ucieka uwadze, że przybyli odbierają go jako zabawne indywiduum, co jest tym bardziej przykre, że Ambroży zatracony w pracy, obojętnieje na to, co dzieje się wokoło i nie dostrzega, że część gości bawi się jego kosztem.  

"Powiadasz, że uważają mnie za szaleńca (...) To przecież jasne, że w człowieku, który poświęca życie latawcom, tkwi ziarnko szaleństwa. Powstaje tylko problem interpretacji. Niektórzy nazywają to ziarnkiem szaleństwa, inni mówią o iskrze bożej. Czasami trudno odróżnić jedno od drugiego. Ale jeśli naprawdę kochasz kogoś lub coś, oddaj mu wszystko, co masz, nawet wszystko, czym jesteś, a na resztę nie zwracaj uwagi...".

Historię Ambrożego opowiada jego bratanek, Ludo, dziecko o ponadprzeciętnej pamięci, które świat również bierze za wariata. Latawce to zatem opowieść o dwóch szaleńcach, młodym i tym nieco starszym, przy czym przypadek tego pierwszego jest nieco bardziej skomplikowany. Ludo zakochuje się w dziewczynie, Polce, na którą długo przychodzi mu czekać. Niestety mimo budzącego się między nimi uczucia, wojna ponownie ich rozdziela...

1 września Niemiecka inwazja na zawsze zmienia losy Ludovica oraz milionów ludzi na całym świecie.

Latawce to piękna, miejscami zabawna i cudownie skomponowana proza. Rzecz o miłości, cierpliwości, buncie i uporze, by zawsze być sobą (nawet jeśli nazywają cię wariatem).

"Czasami wyobraźnia robi nam świńskie kawały. Tak bywa z kobietami, z ideami, z ojczyzną. Pieścisz jakąś ideę, wydaje ci się, najpiękniejsza ze wszystkich, a kiedy nabiera materialnych kształtów, wcale nie jest do siebie podobna lub po prostu obraca się w gówno. Albo kochasz gorąco swój kraj, aż wreszcie nie możesz go już ścierpieć, bo nigdy nie jest dobry. No i wtedy robisz z życia, z idei, z marzeń... latawce".

Wyjątkowa książka. Zwłaszcza w takim dniu, jak dzisiejszy.

Romain Gary "Latawce"
Ilość stron: 460
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 5/6
Kup Teraz

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Zamiana - Beth O'Leary

Leena Cotton najmłodsza starsza konsultantka, najbardziej pracowita i łebska dziewczyna firmie. Do czasu. Widząc, jak powoli Leena wpada w błędne koło pracoholizmu i wyczerpania, szefostwo wysyła ją na przymusowe dwa miesiące wolnego. Jedni byliby w siódmym niebie wiedząc, że mają osiem tygodni pełnopłatnego luzu, ale nie Leena Cotton. Urlop wypoczynkowy, to dla niej ziszczenie największych koszmarów.

Niedługo po tym, odwiedza swoją babcie, szaloną i pełną energii Eileen, która zdaje się poszukiwać nowego kandydata na męża. Tak w przypływie chwili, Leena proponuje babci zamianę, wymienią się domami na dwa miesiące. Jedna pozna Londyn, w którym dawno temu chciała zamieszkać, a przy okazji jej liczba kandydatów do ręki znacząco się powiększy, a druga oderwie się od miejskiej rzeczywistości.

Zamiana to kolejna szalona powieść Beth O'Leary, a jej bezapelacyjną gwiazdką jest niemalże osiemdziesięcioletnia Eileen. Jej Londyńskie przygody, szczególnie te dotyczące mężczyzn, to obłęd w skarpetkach, ale i Leena na wsi nie próżnuje usiłując zorganizować średniowieczny festyn.

Serię "Mała Czarna" Albatrosa uwielbiam. Są to lekkie i przezabawne książki, które każdego będą w stanie wprawić w dobry humor, przy czym nie uciekają one od tematów ważnych, a nawet ciężkich, jak choroba czy strata bliskich osób. Beth O'Leary kolejny raz bawi i wzrusza czytelnika jednocześnie, sprawiając, że Zamiana to idealna lektura na kończące się powoli lato.  


Za możliwość lektury dziękuję Wydawcy.
Beth O'Leary "Zamiana"
Ilość stron: 416
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6

środa, 26 sierpnia 2020

Bez winy - Michael Crummey

Samotna chata umiejscowiona przy plaży. Matka, ojciec i dwójka małych dzieci. Żyją z dnia na dzień, oddając się wyczerpującej, ale sprawiedliwej pracy. Niestety, pewnego dnia śmierć zabiera rodziców, a Evered i Ada muszą się nauczyć radzić sobie sami.

Bez winy to pokłon w stronę prostoty życia. Pracy, pór roku, tego co przynosi los i jest niezależne od nas. Crummey w fascynujący sposób opisuje prozaiczne czynności, sprawiając, że podejmowany wysiłek staje się czymś wyjątkowym. 

Mimo to książka jest bardzo surowa, a niektóre opisy, chociażby polowań, mogą nie być przeznaczone dla czytelnika o słabych nerwach. Doceniam, jednak talent autora do portretowania chłodu oraz pustki. Relacji zachodzących między rodzeństwem i ich mieniającej się fizyczności. 

Crummey przyzwyczaił mnie już, że jego książki mają kameralny charakter, mimo, że czasami bohaterów bywa wielu (chociażby czytana przed laty Rzeka złodziei), ale to właśnie, takie samotnie, oddają najpełniej charakter jego prozy. Oszczędnej fabularnie, a przebogatej treścią. 

Wyjątkowa i fantastyczna. Polecam gorąco! 


Michael Crummey "Bez winy"
Ilość stron: 360
Wyd. Wiatr Od Morza
Ocena: 6/6 

środa, 19 sierpnia 2020

Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił - Ałbena Grabowska

Ledwo ją zaczęłam, a już mi się spodobała. Historia Bogumiła, to nie tylko opowieść o losach i rodzinie bohatera, ale przede wszystkim przemycona w tle historia światowej medycyny. W XIX wieku nikt nie myślał o dezynfekcji, chorych operowano na tych samych stołach, które służyły do sekcji zwłok, a całość zabiegu odbywała się bez znieczulenia. Natomiast dobry lekarz, to ten który szybko odcinał kończynę, a nie ten, którego pacjent najlepiej to zniósł.

W fabule znajdują się również elementy feministyczne - bardzo dobrze zarysowana została rola kobiet w ówczesnym czasie, zaślepienie religią oraz wmawianie innym, że prawem bożym tak musi być. Plus, w pewnym momencie Augusta bardzo mocno mi zaimponowała swoją wiedzą oraz przebiegłością.

Uczniowie Hippokratesa to nowa seria autorki znanej chociażby ze Stulecia Winnych czy powieści Matki i córki. Szokuje, zadziwia, zachwyca oddaniem epoki oraz medycznego świata, w czym na pewno spory udział miało jej medyczne wykształcenie.

Książkę przeczytałam w dwa dni, w środku tygodnia i w ferworze pracy.  Jestem pewna, że Ałbena Was również zachwyci. 


Ałbena Grabowska "Uczniowie Hippokratesa. Doktor Bogumił"
Ilość stron: 510
Wyd. Marginesy
Ocena: 5/6

wtorek, 11 sierpnia 2020

Składniki - George Zaidan


Produkty codziennego użytku widziane oczami chemika. Jak działają, jak na nas wpływają, czy ich szkodliwość oraz prozdrowotność jest rzeczywiście naukowo udowodniona?   

Od lat zwracam uwagę na to, co jem oraz co nakładam na swoje ciało. Czytanie składów jest dla mnie tak samo naturalne, jak sprawdzanie ceny produktu, ale wiedza na której się opieram, niestety stale musi się poszerzać. Wraz z kolejnymi badaniami odkrywa się inne właściwości danej substancji i nie zawsze, to co miało dobrą opinię, w dłuższej perspektywie jest ją w stanie utrzymać - pamiętacie modę na olej kokosowy? Że najzdrowszy, najlepszy? Tak, kiedy to było…  

Myślałam, że George Zaidan w Składnikach podobnie, jak inni ostatnio autorzy, skataloguje, co jest dla nas dobre, a czego należy unikać. Niestety nie tędy wiedzie jego droga. Składniki to rozprawa o kawie, papierosach i kremach z filtrem, która opisuje ścieżkę do konkretnych wniosków, a nie samą charakterystykę danej substancji.   
Całość podana jest w bardzo lekkiej, humorystycznej formie, dalekiej od klasycznych naukowych rozpraw i co rzuca się w oczy już od pierwszych stron książki - jej autor jest ogromnym fanem Harryego Pottera :)  

Osobiście Składniki mile mnie zaskoczyły, mimo, że oczekiwałam od nich zupełnie innej wiedzy. Nie znajdziemy tu popkulturowych teorii ani modnych ostatnio haseł. Brak w niej spisu korzystnych i szkodliwych substancji, jest za to świat doświadczeń oraz naukowych badań. Poznacie różne drogi i metody rozumowania, nauczycie się odróżniać prawdziwe teorie od błędnych. Dowiecie się, co wpływa na zaszeregowanie danego związku oraz za pomocą jakich metod i eksperymentów, wysunięto o nim wniosek. 

Książka zaskakująca i nieoczywista. Idealna dla ludzi ciekawych świata.


George Zaidan "Składniki"
Ilość stron: 328
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6
Premiera: 12 sierpnia 2020 r.

środa, 5 sierpnia 2020

Do boju! - Mary Roach

Wojsko to nie tylko taktyka i działania militarne. To również ciężkie boje, toczone z tym mniej oczywistym przeciwnikiem, jakim jest zmęczenie, panika, bakterie... albo kaczki.

Efekty połączenia szalonych pomysłów z nakładem finansowym bywają zaskakujące, a czasami są wręcz przełomowe. Do boju! to ukłon w stronę ludzi, których na co dzień nie widać. Do lekarzy, naukowców, którzy stają w szranki z niewidzialnym, a często nawet niezdefiniowanym wrogiem. 

Mary Roach opisuje tu sposoby radzenia sobie ze strachem, wysoką temperaturą, czy też metodami, by mimo poniesionych obrażeń, wrócić stosunkowo do normalnego życia. Oj, tak, rozdział o amputacjach oraz medycynie rekonstrukcyjnej to najmocniejszy punkt książki. Szczególnie, że porusza wszystkie kwestie związane z obszarem poniżej pasa. 

Do boju! pozwala spojrzeć inaczej na służbę wojskową. Na to,  jak wiele czynników ma znaczenie na polu walki, a sama broń to tylko koniec łańcucha przyczynowo-skutkowego.

Fascynująca i zaskakująca wyprawa, pełna charakterystycznych dla stylu autorki, zabawnych przypisów. Mary Roach w wyśmienitej formie - już jestem ciekawa, jaki będzie kolejny temat, który weźmie na swój warsztat. 


Mary Roach "Do boju"
Ilość stron: 320
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 4/6
Kup Teraz

niedziela, 2 sierpnia 2020

Żebrząc o śmierć - Graham Masterton


Matka Any-Marii zniknęła i nikt nie wie, co się z nią stało. Jedyny ślad po niej to pierścionek, znaleziony w mielonym mięsie, zakupionym w lokalnym sklepie. Sęk w tym, że zakład okazuje się czysty, a właściciel, choć jest kawałkiem chama, zdaje się nie mieć ze sprawą niczego wspólnego. Prowadzone dochodzenie zbiega się z serią zabójstw, szerzącą się wśród bezdomnych. Ktoś atakuje ich i za pomocą wiertarki, niszczy im pień mózgowy. Katie Maguire, oficer irlandzkiej policji, kolejny raz ma ręce pełne roboty, a na domiar złego, jej narzeczony trafia do szpitala w bardzo ciężkim stanie. 

Mam wrażenie, że nowi czytelnicy bardziej kojarzą Mastertona z kryminałów niż horroru. Szkoda, bo moim zdaniem groza to klimat, w którym Masterton czuje się najlepiej. Mimo to seria o Katie Maguire trzyma przyzwoity poziom (zarówno akcji i jak scen śmierci). Już sam zarys fabuły dowodzi, że autor patyczkować się nie będzie, serwując co kilkadziesiąt stron, sugestywny opis dokonywanej zbrodni.  

Żebrząc o śmierć bardzo dobrze mi się czytało. Akcja jest wartka, wielowątkowa oraz ciekawie prowadzona. Liczne zmiany tempa, nie pozwalają się nudzić. Sercem wciąż jestem przy powieściach grozy, ale w takim wydaniu thriller u Mastertona również mnie przekonuje. 

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Graham Masterton "Żebrząc o śmierć"
Ilość stron: 480
Wyd. Albatros
Ocena: 4,5/6

środa, 29 lipca 2020

Pozdrawiam i przepraszam - Fredrik Backman

Babcia Elsy to płynna energia, gotowa dla swej wnuczki zrobić naprawdę wszystko. Ostatnio włamała się do zoo tylko po to, aby Elsa zapomniała, że był to dzień w którym trzy starsze dziewczyny pobiły ją i podarły szalik. Wolała, żeby zapamiętała to jako dzień, w którym babcia uciekała przed policją. 

I chociaż Babcia ma siedemdziesiąt siedem lat, to nie przeszkadza jej to stać nago na balkonie i mierzyć z broni do paintballa w mężczyzn, którzy chcą rozmawiać o Jezusie. Ani tym bardziej stroić sobie żarty ze swej irytującej sąsiadki Britt-Marie (tak Britt, która doczekała się osobnej książki, tu miała swe początki!!). 

Niestety pewnego dnia babcia odchodzi, pozostawiając po sobie serię listów z przeprosinami. Tak od wiadomości do wiadomości, Elsa poznaje swoich sąsiadów, psy bojowe oraz przeżywa całą masę szalonych przygód.

Pozdrawiam i przepraszam to chyba najpoważniejsza książka Backmana. Oczywiście dla niego powaga to wciąż duża ilość szalonych pomysłów, jednak pod tą delikatną aurą absurdu, kryje się kwintesencja życia. Babcine opowieści ze Świata-Między-Snem-A-Jawą, pobyt na misji, poświęcenie, pomoc niesiona obcym ludziom, a także krzywda tych, którzy powinni być jej najbliżsi. 

Historia opowiedziana z punktu widzenia siedmio-, no prawie ośmioletniej dziewczynki - mądrej, choć upierdliwej, która wszelką wiedzę czerpie z Wikipedii. Może mniej szalona, za to bardziej życiowa. 

Backman zachwyca. Nie inaczej! 


Fredrik Backman "Pozdrawiam i przepraszam"
Ilość stron: 456
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5/6

czwartek, 23 lipca 2020

Galapagos - Kurt Vonnegut

Galapagos to nowa kolebka ludzkości. To miejsce, gdzie po ekonomicznym kryzysie i upływie miliona lat, życie rozpoczyna się na nowo.

Historia staruje w roku 1986, kiedy to ziemię dosięga plaga bezpłodności przez która, gatunek ludzi praktycznie znika jej powierzchni. Jedynymi, których ominęła ta przypadłość są uczestnicy Przyrodniczej Wyprawie Stulecia na wyspy Galapagos. Teraz, to od nich zależy przyszłość gatunku, który ewoluuje w bardzo zaskakujący sposób. Całość wydarzeń relacjonuje Leon Trout, żołnierz amerykańskiej armii, który stracił życie przez dekapitację blachą falistą (sic!).

Czytając wcześniejsze książki Vonneguta przywykłam już do jego szalonych pomysłów, jednak Galapagos to zupełnie nowy wymiar wariactwa. To powieść niezwykle wymagająca, rozciągnięta i o powolnym tempie, naszpikowanym dygresją. Kurt odwołuje się w niej do darwinowskiej teorii ewolucji, filozofii i na swój wyjątkowy sposób kreśli przyszłość, jaka nas czeka. 

Autor bez wątpienia ma zmysł obserwacji oraz talent do satyrycznego do opisywania świata, ale szkoda, że tym razem czyni to w zbyt rozwlekły sposób, gubiąc po drodze istotę rzeczy.

Tym razem Vonnegut wprawił mnie w konsternację. Kolejny jednak raz wznoszę oklaski na widok okładki - genialna, metaforyczna, wieloznaczna! Dajcie znać, co na niej widzicie, bo to swego rodzaju test na spostrzegawczość. 


Kurt Vonnegut "Galapagos"
Ilość stron: 400
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3/6

poniedziałek, 20 lipca 2020

Od jednego Lucypera - Anna Dziewit-Meller


"Miłość w śląskim domu to towar deficytowy. Ciężko pracujący ludzie nie mają na nią czasu, 
bo muszą harować, żeby uzasadniać swoje istnienie". 

Katarzyna od lat zadaje sobie jedno pytanie: dlaczego wszystko jest z nią nie tak?

Po studiach wyjechała do Holandii, by prowadzić badania na tutejszym uniwersytecie. W Polsce praktycznie nikt jej nie został: matka już nie żyje, a babkę odwiedza okazjonalnie. Temu uciekła, zostawiając za sobą rodzinny Śląsk i przejmującą ciszę. Uciekła od przeszłości, od siebie samej, od tego, co pozostawiła po sobie jej matka.

Po latach zmuszona by wrócić, porządkuje rzeczy po babce. Znajduje wśród nich fotografię Marii - kobiety o której w rodzinie nikt nie chce pamiętać, i o której się nie mówi. Katarzyna chce przywrócić jej dobre imię, a walcząc o nią, walczy przede wszystkim o siebie.

Od jednego Lucypera to przejmująca historia Śląskich przodownic pracy, dziewcząt z fabryk, hut i kopalń. To opowieść o bólu, nadużyciach, o obowiązku godzenia ze sobą tuzina różnych ról, zarówno tych domowych, jak i zawodowych. Rzecz o komunistycznej chorobie, toczącej Polskę w połowie ubiegłego wieku. O propagandzie, strachu i potrzebie miłości.

Autorka opisuje kobiece losy na przestrzeni trzech pokoleń, demonstrując, jak pochodzenie może wpływać na nasze możliwości oraz podejmowane decyzje. To spory kawałek przemilczanej historii regionu, ale przede wszystkim kobiet, których życie dzielą dekady, a łączy je właściwie wszystko.

Anna Dziewit-Meller zachwyca wnikliwością obserwacji, dialogami wypowiedzianymi gwarą, umiejętnością portretowania spraw trudnych, a zarazem ważnych.

"Jaka marchew - taka nać, taka córka - jaka mać
Jaka matka - taka cera - od jednego Lucypera".

Anna Dziewit-Meller "Od jednego Lucypera"
Ilość stron: 304
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

środa, 15 lipca 2020

Wszystko, co lśni - Eleanor Catton

Walter Moody trafia w sam środek tajnej narady. To tu, w palarni hotelu Korona dwunastu mężczyzn dywaguje nad lokalną zagadką. Wplątana w nią jest miejscowa prostytutka, odludek, którego znaleziono martwego oraz wielka fortuna, ukryta w jego domu. Generalnie 14 stycznia 1966 roku wydarzyło się wiele: to wtedy umarł Crosbie Wells, Emery Staines zniknął, Francis Carver odpłyną w siną dal, Alistair Lauderback przybył do Hokitiki, a Anna Wetherell o mało nie rozstała się z tym światem. Sporo jak na jedną miejscowość, a to dopiero początek wszystkich wydarzeń.

"Moody z roztargnieniem przesunął palcem wokół brzegu szklanki. Musi istnieć jakieś lepsze wyjaśnienie dla tego wszystkiego niż skomplikowany zbieg okoliczności. Co powiedział Balfour kilka godzin temu? Że szereg przypadków nie może być przypadkiem? Czymże zaś jest pojedynczy przypadek, myślał Moody, jeśli nie zatrzymanym w czasie momentem w sekwencji zdarzeń, które należy dopiero wyjaśnić?".

Tu nie chodzi o tempo akcji, sensację czy jakiś niezwykły klimat. Magia kryje się w historii, w stylu opowieści. Tak, Wszystko, co lśni to powieść pełną parą. Bogata, naszpikowana postaciami, zachwycająca feerią charakterów i krajobrazów.

To opowieść zbudowana z mniejszych narracji, gdzie za poszczególne zdarzenia opowiadają układy gwiazd. Śmiało można rzecz, że Wszystko, co lśni to misternie tkana sieć powiązań i zdarzeń, zapisanych na niebie. Osobiście niw ząb nie znam się na astrologii, ale jeśli ktoś siedzi w temacie, wiele wniosków wysunie z diagramów rozrysowanych na początku każdego rozdziału. Podobnie z postaciami, którymi rządzą znaki zodiaku, a czytelnik możne się sprawdzić, czy jego decyzje byłby podobne do literackiego towarzysza.

Eleanor Catton stworzyła książkę, która z pewnością nie jest dla każdego. Sama czekałam aż cztery lata na ten właściwy tydzień i moment. Te niemała 936 stron, to pokaźna dawka relacji, w której dłużyzny również się zdarzają (szczególnie jeśli chodzi o opisy, które autorka uwielbia).

Rzecz ciekawa, acz daleka jestem od nazwania jej wybitną. Obecnie czekam na ekranizację, mam nadzieję, że dzięki Evie Green tu już będą fajerwerki oraz wielkie emocje.


Eleanor Catton "Wszystko, co lśni"
Ilość stron: 936
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6

 

piątek, 3 lipca 2020

Rozgrzeszenie - Yrsa Sigurðardóttir


Stella przygotuje właśnie kino do zamknięcia. Sprawdza kasę, salę i toalety, kiedy przypomina jej się, że w trakcie dnia dostała dziwną wiadomość na snapie - jej niewyraźne zdjęcie zrobione z ukrycia i dopisek "do zobaczenia". Bierze to za żarty albo słaby podryw nieśmiałego chłopaka, ale niestety, rzeczywistość okazuje się być dużo gorsza. Niedługo po tym jej martwe ciało wleczone jest na podjazd, a zamaskowany morderca zdaje się nie wyrażać ani krzty emocji. Czym Stella zasłużyła sobie na taki los i w jakim celu sprawca zabrał ją ze sobą? 

Trzecie spotkanie z Huldarem i Freyją to kolejne wejrzenie w społeczne dysonanse i problemy. Tym razem rzecz się tyczy tematu często podnoszonego w mediach, czyli cyberprzemocy oraz nękania rówieśników w szkole. W sieci aż roi się od złośliwości. Trucizna przekazywana jest z wiadomości do wiadomości, a Yrsa Sigurðardóttir genialnie oddała mechanizm tej złośliwości. To, jak celem stosowania przemocy w szkole jest zranienie i poniżenie ludzi, fizyczne oraz psychiczne. Szkody są często długotrwałe. Świadkowie takich zachowań zazwyczaj biorą stronę agresora tylko po to, żeby samemu nie zostać jego kolejną ofiarą. To wzmacnia pozycję sprawcy w grupie i zwiększa szacunek do niego. Takim dzieciom może być trudno zejść z piedestału, ponieważ nie tylko dorośli chętnie oddają raz zdobytą władzę. A jak wiadomo: dla władzy co poniektóre osoby są w stanie zrobić wszystko.

Rozgrzeszenie to kawał świetniej literatury. To idealne połączenie kryminału ze społecznym tłem wydarzeń. To bohaterowie, których uwielbiam oraz lekkie pióro autorki.

Kolejne tomy serii nic nie tracą na swej sile i świeżości. Serdecznie polecam, bo Yrsa najlepszą islandzką pisarką jest - kropka.

Wcześniejsze tomy:

Yrsa Sigurðardóttir "Rozgrzeszenie"
Ilość stron: 384
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5/6

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Idź krok po kroku - Erling Kagge


"Kiedy chodzisz, życie trwa dłużej. Chodzenie wydłuża mgnienie oka". 

Przywiązani do tempa, w jakim współcześnie żyjemy, chodzenie, a nie daj spacerowanie, traktujemy jako coś dziwnego, wręcz nienaturalnego. Kto z własnej woli nastawi budzik wcześniej, by pieszo iść do pracy? (ja), kto wybiera się na zakupy bez samochodu, targając na ramionach dodatkowe kilogramy? (ja), kto uważa, że dzień bez 10-12 tys. korków to dzień stracony? (tak, znowu ja).

Nie ma wątpliwości, że książka Idź krok po kroku to rzecz, którą musiałam poznać. To słowa i argumenty, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że siedzenie na tyłku jest całkowicie pozbawione sensu. Erling Kagge dowodzi, jak wiele się traci, gdy człowiek zbyt szybko przemieszcza się z jednego miejsca do drugiego. Jak pozbawiamy się możliwości przeżywania, dostrzegania, poznawania nowych rzeczy. Tyczy się to zarówno dalekich wędrówek, jak i codziennych wypraw do pracy, parku, po najbliższej okolicy. 

"Tak wiele rzeczy w naszym życiu odbywa się w szybkim tempie. Chodzenie jest powolne. Jest więc jedną z najbardziej radykalnych rzeczy, jakie możesz zrobić". 

Idź krok po kroku to książka pełna pięknych doświadczeń i wspomnień związanych z wyprawami. To moje odczucia ubranie w słowa, które doskonale oddają to, co od zawsze czułam, choć nigdy nie potrafiłam właściwego tego wyartykułować. Jedna z zasad, jakimi się kieruję w nowym miejscu, to: nie korzystać z transportu publicznego. W zeszłym roku w czasie krótkiego pobytu w Warszawie pieszo nabiłam 90 km (!!). Przewodniki omawiają suche fakty, prawdziwie życie kryje się w maleńkich uliczkach, w skupiskach, które tworzą ludzie miejscowi, a nie turyści z wyciągniętymi telefonami. 

"Radość z chodzenia po mieście polega na przebywaniu między ludźmi. Na piechotę różnica między tym, co widzisz, a tym, co robisz zmniejsza się. Przez całą wycieczkę jesteś tym, co antropolodzy społeczni nazywają uczestnikiem, a nie jedynie obserwatorem" - Erlingu Kagge jesteś geniuszem!!

Cudowna, piękna i tak bardzo, bardzo moja. Gorąco polecam!


Erling Kagge "Idź krok po kroku"
Ilość stron: 160
Wyd. Muza
Ocena: 6/6

piątek, 26 czerwca 2020

Moja mroczna Vanesso - Kate Elizabeth Russell

Vanessa już dawno stała się dorosła. Ma pracę, zobowiązania oraz przeszłość, o której nikt nie powinien wiedzieć.

Gdy w mediach pojawia się informacja o nauczycielu molestującym uczennice, ona już wie, że do jej drzwi również ktoś zapuka. Na fali historii, która się rozpętała, ludzie wydają osądy. Jest winny i jest ofiara, dlatego ona wciąż pozostaje w tym sama i niezrozumiana - przecież w jej przypadku była to miłość, na którą sama wyraziła zgodę.

Rozbieżności między postrzeganiem własnej osoby, a odbieraniem podobnych sytuacji w pracy. Wybielanie Strane'a, przypisywanie mu czystych intencji, podczas, gdy wszyscy inni w tym kontekście są gorsi i żałośni. Moja mroczna Vanesso to ciężka, lecz znakomicie napisana powieść. Kontrowersyjna z racji podjętego tematu, miejscami nieprzyjemna, brutalna, a jednocześnie delikatna i wyważona dokładnie tam, gdzie trzeba.

Powieść ukazuje jak trudne i skomplikowane jest życie ludzi z doświadczeniem wykorzystania seksualnego. Jak z fotograficzną precyzją przywołują zdarzenia z przeszłości, wciąż widzą i czują, to co wtedy. Książka ważna, acz zwyczajnie smutna, bo dziury w duszy nie da się niczym wypełnić - można tylko nauczyć się z nią żyć.

 "-To dobrze. Dobrze. - Bierze mnie za ręce. - Ty o wszystkim decydujesz, Vaness. Ty tu rządzisz.
Zastanawiam się, czy naprawdę w to wierzy. Najpierw mnie dotknął, powiedział, że pragnie mnie pocałować, powiedział, że mnie kocha. To on robi zawsze pierwszy rok. Nie czuję presji, wiem, że mam moc powiedzenia, że się nie zgadzam, ale to nie to samo co decydowanie. Ale może on musi wierzyć w to, co mówi? Może musi wierzyć w bardzo wiele".


Kate Elizabeth Russell "Moja mroczna Vanesso"
Ilość stron: 438
Wyd. Otwarte
Ocena: 5/6

środa, 24 czerwca 2020

Miłość i inne obsesje - Liane Moriarty

Wiążąc się z Patrickiem, Ellen nigdy by nie przypuszczała, że zamiast pary przyjdzie jej utworzyć trójkąt. Wszystko przez byłą Patricka, która podążą za nim krok w krok, wysyła mu sms, chce wciąż sprawować kontrolę nad jego życiem. "Jednak prześladowczyni, zamiast przerażać Ellen, dziwnie ją intryguje. Ellen jak zafascynowana zbiera o niej informacje, próbuje zrozumieć jej motywy. Jako hipnotyzerka potrafi w końcu przenikać ludzkie umysły, a ta historia nie daje jej spokoju. Nie zna przecież przeszłości Patricka, czy może zatem być go pewna?".

Ta książka jest tak słaba, że nawet nie potrafię streścić jej fabuły w interesujący sposób... Ktoś prześladuje ciebie i twojego partnera, włamuje się do domu, piecze ciastka w twojej kuchni, a ty odkrywając ten fakt robisz sobie herbatę i zajadasz je ze smakiem. Serio? Zero strachu, przejęcia, ani joty obaw, co ta szalona kobieta jeszcze nawyrabia?

To moja pierwsza styczność z literaturą Liane Moriarty, jednak znając serial Big Littel Lies liczyłam na bardziej złożoną, a przede wszystkim realną akcję. Doceniam postać głównej bohaterki, a szczególnie jej zawód (Ellen jest hipnoterapeutką) - liczne nawiązania do terapii, metod oddziaływania na drugiego człowieka i na jego podświadomość, tylko że w tym wszystkim zabrakło elementów thrillera, a już szczególnie wiarygodnego zachowania ze strony terapeutki. Zamiast się bać, ta zdaje się mieć uciechę z nietypowych zdarzeń oraz kolejnego obiektu do obserwowania.

Miłość i inne obsesje odbieram bardziej jako opowieść o odtrąconej miłości, niż historię kobiety, która  styka się ze zjawiskiem stalkingu. To sposoby i motywy działania Saski są osia napędowa książki, szkoda tylko, że w finale nawet jej obsesja zdaje się wypalać. Rozumiem, ze puenta jest taka a nie inna z uwagi na decyzję organu, ale mimo wszystko, liczyłam na jakieś tąpnięcie, coś co zostanie w pamięci.

Taka sobie opowiastka bez napięcia, a przede wszystkim wiarygodności. Jestem rozczarowana. 


Liane Moriarty "Miłość i inne obsesje"
Ilość stron: 528
Wyd. Znak literanova
Ocena: 2,5/6

piątek, 19 czerwca 2020

Lista, która zmieniła moje życie - Olivia Beirne

Życie Georgie to pasmo omyłek. Zatrudniona w firmie jako grafik ani razu nie wykorzystała swoich zdolności, bo szefowa uznała, że lepiej spisze się jako dziewczyna na posyłki, przy organizacji jej wesela. Na dodatek mieszka w małym, obskurnym mieszkaniu z wieczną imprezowiczką, marząc jednocześnie o wielkiej miłości i tym, by wreszcie choć na moment uśmiechnęło się do niej szczęście. Niestety, tak łatwo z tym nie będzie. 

Chcąc poprawić swojej siostrze humor, przystaje na jej oryginalną propozycję - postara się zrealizować dziesięć punktów z przygotowanej przez nią listy, dokładnie do czasu swoich następnych urodzin. Upieczenie perfekcyjnego biszkoptu czy przebiegniecie dystansu 10 km, to zaledwie wierzchołek góry lodowej z którą Georgie, niechybnie przyjdzie się zderzyć.

Mała czarna to seria książek w kategorii chick lit czyli powieści lekkich oraz zabawnych i przyznać muszę, że z Georgie spędziłam nad wyraz przyjemne, weekendowe popołudnie. Styl opowieści bardzo przypomniał mi Pamiętnik Bridget Jones - ten rodzaj narracji, humor oraz roztrzepana bohaterka do której z miejsca czuje się sympatię. Stąd jeśli lubicie komizm sytuacyjny, Lista na pewno przypadnie wam do gustu.

Olivia Beirne stworzyła świetną historię o tym, jak odrobina odwagi, może całkowicie zmienić nasze życie oraz sprawić by stało się ono pełniejsze.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu Albatros.

Olivia Beirne "Lista, która zmieniła moje życie"
Ilość stron: 352
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6 

https://www.instagram.com/varia_czyta/

środa, 17 czerwca 2020

Telefonistka - Gretchen Berg


Vivian kocha swoją pracę. Od dziecka była ciekawa, co ludzie gadają i przez przytknięta do ściany szklankę, podsłuchiwała co siostra robi w drugim pokoju. Dziś pracuje jako telefonistka w centrali  Ohio Bell i ledwo może uwierzyć, że to od niej zależy przekazywanie połączeń telefonujących do siebie osób. Początkowo Vivian przestrzegała zasad, ale potem ciekawość oraz poczucie kontroli, wzięły górę nad rozsądkiem. 

Pewnego dnia podsłuchała rozmowę skierowaną do Betty Miller, gwiazdy lokalnej społeczności i tak jej świat się nagle załamał. Już nie chęć panowania nad wszystkim przejęła władzę, a wszechobecne poczucie zagrożenia.

Telefonistka to powieść przesiąknięta klimatem lat 50-tych, gdzie ludzie dbali w głównej mierze o pozory, a dopiero potem o siebie samych. Gdzie liczył się wygląd oraz opinia, a wszelkie brudy zamykało się za domowymi drzwiami. To tu plotka nosiła rangę sensacji, a zranione kobiety... cóż obmyślały jak niepostrzeżenie dosypać mężowi trutki do kolacji.

Gretchen Berg nie szczędzi nam intryg, choć cała magia książki kryje się jednak w miejscu i określonym czasie akcji. Może nie jest to nic przełomowego, za to miła odmiana dla klasycznych historii.


Gretchen Berg "Telefonistka"
Ilość stron: 406
Wyd. Insignis
Ocena: 4/6
Premiera: 17.06.2020 r.

poniedziałek, 15 czerwca 2020

Współlokatorzy - Beth O'Leary

"Mała Czarna to opowieści z życia wzięte, świat jaki znacie,dużo śmiechu i  odrobina łez – a przede wszystkim inteligentna rozrywka i dobra zabawa w wyśmienitym towarzystwie i najlepszym stylu!". 


Najnowszą serię wydawniczą Albatrosa otwiera odświeżona wersja Współlokatorów, książki która urzekła mnie niemalże równy rok temu.
*****

"Szukam współlokatora do jasnego mieszkania z jedną sypialnią i ze wspólnym łóżkiem (...), czynsz 350 funtów miesięcznie. Dostępne od zaraz".
Czy można wspólnie mieszkać i nigdy się nie spotkać? Dzielić nie tylko pokój, ale i łóżko, a jednocześnie być siebie obcymi ludźmi? Wychodzi na to, że można i Tiff oraz Leon są tego idealnym przykładem.

Początkowa euforia znalezienia lokum, ustępuje miejsca konsternacji, gdy maleńkim mieszkaniu nie chcą się pomieścić ich wspólne rzeczy. Co gorsza one kompletnie do siebie nie pasują (bo właściwie do czego pasuje lampa lawowa?) Sanitariusz medyczny i redaktora wydawnictwa promującego twórców diy, to połączenie z góry skazane jest na porażkę, tylko, że oni... zaczynają się dogadywać!

Współlokatorzy to lekka, rozbrajająca historia w angielskim klimacie. Wzrusza, bawi, jednocześnie wprawiając nas w dobry nastrój. Cała jej siła tkwi w oryginalnym, dobrze opisanym pomyśle - niby banalnym, ale w tej prostocie kryje się magia.

Beth O'Leary stworzyła idealny przykład wakacyjnej lektury. Szybkiej i przyjemnej, w sam raz na upały.


Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,46,4149,bastion.html
Beth O'Leary "Współlokatorzy"
Ilość stron: 432
Wyd. Albatros
Ocena: 4/6

środa, 10 czerwca 2020

Kobieta z blizną - Jussi Adler-Olsen

Kolejne spotkanie z bohaterami serii Departament Q, to szalony rollercoaster kilku kryminalnych spraw. Mamy tu śmiertelny cios zadany staruszce, morderstwo sprzed lat, kierowcę, który sam postanawia wymierzyć sprawiedliwość, napad rabunkowy oraz sytuację kondycji psychicznej Rose. Właściwie, to nie wiadomo za co zabrać się pierwsze, a jeszcze jakimś cudem Carl zostaje wezwany do szefostwa, bo nad Departamentem zawisa widmo likwidacji - po co dotować wydział, który rozwiązuje tylko ułamek swoich spraw?

Nie ulega wątpliwości, że Jussi Adler-Olsen zaszalał tym razem i w zawiły, a zarazem błyskotliwy sposób, powiązał ze sobą bardzo nietypowe fakty. Jedyne czego mi brakowało to humoru, bo ten jakoś chyba niechcący ulotnił się z kart historii. Brakowało mi docinek między Carlem i Assadem, choć lapsusów słownych w tego drugiego wciąż nie brakowało. Sądzę, jednak że za takim obrotem spraw stoi sytuacja Rose, bo gdy komuś bliskiemu dzieje się krzywda, trudno z innych stroić sobie żarty.

Kobieta z blizną to opowieść o demonach z przeszłości, które choć ukryte, wciąż zbierają swe krwawe żniwo. To rzecz o osobach, na własne życzenie, zepchniętych na margines społeczeństwa, o chodzeniu na skróty, o błędnie przyjętej odpowiedzialności za cudze przewinienia.

Akcja osadzona w Danii, tym razem zyskała wyjątkowo uniwersalne brzmienie. Polecam, mi podobało się bardzo.


Jussi Adler-Olsen "Kobieta z blizną"
Ilość stron: 464
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 4,5/6

środa, 3 czerwca 2020

Oświęcim. Czarna zima - Marcin Kącki


"Zdałem sobie sprawę, że cztery lata okupacji przesłoniły osiemset lat historii miasta, że to czarne chmury, które tu wiszą i nie chcą odejść". To "stawianie na pierwszym miejscu historii kosztem współczesności".

Do Oświęcimia mam rzut beretem, połowa rodziny stąd pochodzi i chyba nigdy, moim pierwszym skojarzeniem z tym miastem nie był obóz, tylko dziadkowie. Wiadomo, że jako dziecko niewiele z tego rozumiałam, jednak muzeum nigdy nie stało się dla mnie synonimem tego miasta.

Oświęcim. Czarna zima to reportaż, w którym przyjezdny stara się odkryć sposób miejscowych na panujący tu "klimat". Finalnie mamy tu Oświęcim widziany z perspektywy obozu, historie samego muzeum i tego, jak poszczególne władze je traktowały. Trochę szkoda, że druty kolejny raz przysłoniły miasto, choć nie zaprzeczę, że całą książkę przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem. Sądziłam jednak, że Kącki będzie się starał odczarować trochę wizję Oświęcimia, jako obozu, bo, nie ma co ukrywać, każdy kto tu nie mieszka, utożsamia miasto tylko i wyłącznie z nim. Może kojarzy zakłady chemiczne, może lubi lubi sport i kibicuje Unii Oświęcim, jednak dla zdecydowanej większości ta miejscowość to muzeum, poza którym istnieje tylko pusta przestrzeń. Wręcz są zdziwieni, że można i da się tu normalnie żyć, po czym dodają, że oni sami nie wytrzymali by takiej atmosferze...

Doceniam fragment o inicjatorze budowy hotelu i restauracji Haberlfeld Story, o próbach zmiany wizerunku miejscowości oraz trudnej kampanii reklamowej, społecznej. Najsilniej zadziałał na mnie jednak rozdział o zbieraczach, który ukazuje, jak czas zmienia postrzeganie rzeczy. Mowa w nim o człowieku, który prywatnie kolekcjonuje poobozowe artefakty, dba o nie, odnawia i trzyma w muzeum. Jego opowieści o tym, jak po wojnie wykorzystywano pozostałości z obozu - deski z baraków, umeblowanie,  ruszta z krematoriów... Działa to na wyobraźnię, tym bardziej, że nigdy głośno się o tym nie mówiło. Ważne jednak, że im głębiej wchodzimy w książkę, tym lepiej rozumiemy postępowanie miejscowych. Poznajemy to, jak to hitlerowcy zabrali im ziemię i domy, jak po wojnie zostali z niczym i rozbierając samodzielnie baraki chcieli po prostu odzyskać to, co swoje (często dosłownie wracali z deskami ze swych dawnych domów). Budowanie się po sąsiedzku to nie wyraz ignorancji, tylko fakt posiadania takim miejscu ziemi oraz swoista próba przeciwstawienia się historii. To czas, który upłynął, to po prostu życie, które biegnie dalej, bo oswoić nie znaczy zapomnieć.

Za dużo mam osobistych historii i przemyśleń, by obiektywnie ocenić taką książkę, ale muszę napisać, że jest ona bardzo, bardzo dobra, choć podkreślę to raz jeszcze: liczyłam, że autor więcej miejsca poświęci życiu codziennemu i przeobrażaniu się miasta. Inicjatywom miejscowych (Cafe Bergson, Scenie MDSM), więcej padnie na temat festiwalu, który likwidowano i do dziś nie wiadomo dlaczego (prócz kwestii finansowych)...

Wniosek z Czarnej zimy jest jeden - nie da się emocjonalnie rozdzielić miasta od obozu. Jedno i drugie płynnie się ze sobą przenika, choć o symbiozie nigdy nie będzie mowy.

p.s. określenie "czarnej zimy" nie wzięło się od muzeum, a od zakładów chemicznych, - tak tylko uprzedzam błędne domysły.


Marcin Kącki "Oświęcim. Czarna zima"
Ilość stron: 400
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

niedziela, 31 maja 2020

Pani Churchill - Marie Benedict

Urodziła się w czasach, w których mężczyźni głosili, że kobietom nie należy przyznawać praw wyborczych ani pozwalać na uczestnictwo w polityce, z powodu rzekomych niedomagań psychicznych i fizycznych. Clementine Hozier to jednak nie przeszkadzało, zrobiła dokładnie na odwrót - angażowała się w działania polityczne, towarzysząc i doradzając Winstonowi na temat kolejnych działań.

Niestety przez takie podejście, całe jej istnienie skupiało się na mężu i jego potrzebach, sprawiając, że potrzeby dzieci schodziły na drugi plan. Nikt nie twierdzi, że Clementine była złą matką, ale do ideału brakowało jej niestety wiele. Wszystko przez to, że Winston był bardzo wymagającym człowiekiem - stale wybuchał gniewem, miał swoje zwyczaje i przyzwyczajenia na które nikt nie mógł wpłynąć, choć nieraz przeczyły logice.


Pani Churchill to opowieść o jej życiu zarówno zawodowym, jak i rodzinnym oraz trudnych relacjach z mężem. O tym jak strzegła jego otoczenia, wspólnych ideałów i swojego małżeństwa. Rzecz o osobie błyskotliwej i odważnej. Uparcie dążącej do celu, która swą postawą zaczęła zmieniać społeczne wyobrażenie kobiety.

Lubię to jak Marie Benedict tworzy swoje historie, jak suche fakty ubiera w przejmującą opowieść. Polecam każdą, z wydanych do tej pory książek.

Marie Benedict "Pani Churchill"
Ilość stron: 352
Wyd. Znak Horyzont
Ocena: 5/6

środa, 27 maja 2020

Bez pożegnania - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Bez pożegnania to kontynuacja losów Pauliny i Piotra, bohaterów powieści Bez przebaczenia. Tym razem autorka, która nie ucieka od tematów trudnych oraz bolesnych, dotyka kwestii związanych z zespołem stresu pourazowego. Nie od dziś wiadomo, że żołnierz wracający z wojny przywozi ze sobą nie tylko bagaż przedmiotów, ale przede wszystkim emocji i doświadczeń związanych z polem bitwy. Wszystko to oddziałuje na niego i na najbliższą mu rodzinę, i właśnie na tym koncertuje się akcja powieści.

Tak jak ostatnio, również i teraz książka przeczytała się właściwie sama. Słowa uznania ślę do autorki za umiejętność prezentowania trudnych tematów, przy jednoczesnym zachowaniu lekkości pióra oraz nośności samej historii. 

Tym samym, jeśli szukacie czegoś dobrego, co pozwoli oderwać myśli od codzienności, a jednocześnie przybliży wam warunki pracy wojskowego, to polecam. Wciąż jest to powieść z elementami romansu, ale wnosząca na ten gatunek na znacznie wyższy poziom.


Agnieszka Lingas-Łoniewska "Bez pożegnania"
Ilość stron: 320
Wyd. Burda Książki
Ocena: 4/6

niedziela, 24 maja 2020

Bez przebaczenia - Agnieszka Lingas-Łoniewska

"I wtedy właśnie zdała sobie sprawę, że uczucie, którym go zaczęła darzyć, to coś więcej niż fascynacja czy pożądanie. To coś o wiele więcej, coś, co powoli ją przerażało, bo spodziewała się, wiedziała, że jedyne, co jej los przyniesie, to cierpienie i smutek".

Paulina to czarnowłosa dziewczyna ze smutnym oczami. Mieszka z ojcem, jego żoną oraz dziećmi, choć nie widziała go od ponad 15 lat. Jest to dla niej zarówno obcy totalnie człowiek, jak i osoba, której lepiej w żaden sposób nie prowokować. Paulina dopiero co straciła rodzinę w wypadku samochodowym, a znów musi radzić sobie z przeciwnościami losu. Życie pod tyranią wojskowego to jedno, poradzenie sobie w nowym środowisku, gdzie wszystko, co do tej pory wierzyłaś jest negowane, to już zupełnie inna kwestia. 

Starając się odnaleźć w nowej rzeczywistości, Paulina poznaje Piotra, zdawać by się mogło, jedyną przychylną jej osobę w militarnym środowisku, tylko, że w takich sprawach zawsze tkwi ukryty haczyk - ktoś inny czeka tylko na okazję, aby to wszystko zniszczyć. 

Nie będę ukrywać, że ta książka to klasyczne czytadło, ale po ostatnich wymagających rzeczach, trafiłam z nią idealnie. Prosta, ale szybka fabuła, która lubi dostarczać wrażeń oraz bohaterka, którą polubiłam od pierwszej strony. Nie zapominam też o najważniejszym, czyli tym, co w książkach Lingas-Łoniewskiej lubię najbardziej -  nawiązania do piosnek przed każdym rozdziałem! Z Agnieszką słuchamy tych samych gatunków, więc czy mam przy sobie odtwarzacz czy nie, melodie bezustannie grają mojej w głowie. 

Bez przebaczenia to romans obyczajowy. Historia ludzi, którzy nie potrafili się komunikować oraz okazywać skrywanych w sobie uczuć. Których zżerały demony z przeszłości oraz własna pycha, a potem również i poczucie winy.  

Książka wciąga i ciekawi - miła odmiana po ostatnich "ambitnych" rozczarowaniach. 


Agnieszka Lingas-Łoniewska "Bez przebaczenia"
Ilość stron: 420
Wyd. Burda Książki
Ocena: 4/6

czwartek, 21 maja 2020

Wierzyliśmy jak nikt - Rebecca Makkai


Miało być wielkie "wow", miały być emocje oraz wypieki na twarzy...

Wierzyliśmy jak nikt to w głównej mierze opowieść o Chicago lat 80-tych, tycząca się przyjaźni i miłości w obliczu szalejącej epidemii AIDS. Yale pracuje w galerii sztuki - jego działania zawodowe zmierzają w kierunku pozyskania pokaźnej kolekcji szkiców o wielkiej, choć jeszcze nie potwierdzonej wartości. Niestety sukcesy na polu zawodowym, nijak mają się do jego życia prywatnego. Wśród znajomych co rusz słuchać, że ktoś nowy został zakażony, że ma kolejne objawy, albo że właśnie zmarł. Ciągłe poczucie straty i zagrożenia sprawia, że Yale zaczyna wątpić w sens wszystkiego, co się dzieje, a przede wszystkim w ludzi, którzy go otaczają.

Nie wiem czy oglądaliście serial POSE (pierwszy sezon jest absolutnie genialny, w drugim już trochę zaszaleli, ale i tak warto!), ale Wierzyliśmy... ma podobny schemat - życie na salonach (tam w klubie, na scenie), kontra wszystko to, co się dzieje w prawdziwym życiu. Sęk w tym, że w powieści nie ma bohatera, który uciągnął by całą akcję. Yale jest totalnie bezbarwny, nudny, bezosobowy, gdzie w serialu Blanca to istny majstersztyk. W ogóle wszystko, co się w książce dzieje odebrałam jako powierzchowne i niedopracowane. Kwestie relacji między bohaterami wrzucone zostały jakby w celu wypełnienia pustej przestrzeni, a nie oparcia na niej fabuły.

Czytałam bardziej ze złości, że mnie nie wciągnęło niż z ciekawości co będzie dalej. O przejęciu się losami bohaterów nawet nie mówiąc. Zawiodłam się i tyle. Mnóstwo szumu wokół tej książki, poleceń z każdej strony i co? Wielkie NIC.

Specjalnie w treści nie odnosiłam się do serii Jonasa Gardella - tu absolutnie nie ma czego, ze sobą porównywać. 


Rebecca Makkai "WIerzyliśmy jak nikt"
Ilość stron: 622
Wyd. Poznańskie
Ocena: 3/6