czwartek, 29 grudnia 2011

Juniper Berry i Tajemnicze Drzewo - M.P. Kozlowsky

Pierwszą rzeczą, jaka rzuca się w oczy, kiedy spotykamy się z książką Juniper Berry i Tajemnicze Drzewo jest okładka – dla mnie wprost fenomenalna i muszę przyznać, że to właśnie ona była główną przyczyną, dla której  sięgnęłam po tę pozycję.

Tytułowa Jumper to jedenastoletnia dziewczynka, której teoretycznie niczego nie brakuje. Ma sławnych rodziców, piękny dom, psa o imieniu Kicia, a nawet prywatną nauczycielkę. Jednak Juniper nie jest osobą ceniącą takie luksusy. Od pewnego czasu zaczynają one jej nawet przeszkadzać, bo zauważa, że kariera rodziców przynosi same problemy. Z powodu pracy poświęcają jej mniej uwagi, stają się coraz bardziej obcy, a ona sama czuje się w domu jak zabłąkana dusza. Gdy pewnego dnia w swoim ogródku spotyka chłopca noszącego imię Giles, okazuje się, że nie tylko ona boryka się z takimi problemami.

Tym sposobem dwójka przyjaciół postanawia rozwikłać zagadkę, dlaczego ich rodzice tak bardzo się zmienili. Rozpoczęte śledztwo doprowadza ich do niezwykłego miejsca. Starego drzewa, które odkryje przed nimi nie jedną straszną tajemnicę.

Początkowo osoby zaznajomione z Koraliną Neil’a Gaimana będą widziały spore podobieństwo, czy też wręcz naśladownictwo wobec tej książki. Na szczęście z kartki na kartkę zapominamy, że coś zbieżnego można było w ogóle wychwycić.

Powieść tworzy swój unikalny klimat i nie pozwala czytelnikowi oderwać się od niej ani na chwilę. Mimo, że jest kategoryzowana jako pozycja dla dzieci, to tak naprawdę nadaje się dla każdego. Magiczna podróż w głąb tajemniczego drzewa zmusza nas do przemyśleń nad własną osobą i rodzi pytanie: czy warto poświęcić wszystko, żeby spełnić kilka ulotnych zachcianek? W książce jest wiele trafnych spostrzeżeń i aż dziwne wydaje się, że to właśnie mała dziewczynka jest w stanie dostrzec znacznie więcej niż dorośli. 

Jestem pewna, że każdy odnajdzie w Juniper Berry coś dla siebie i nie będzie się przy niej nudził. Dla mnie była to bardzo udana przygoda, która mimo prostoty zapisała się w mojej pamięci bardzo pozytywnie.


M.P. Kozlowsky „Juniper Berry i Tajemnicze Drzewo”
Ilość stron: 280
Wyd. Esprit
Kraków 2011
Ocena: 5/6

piątek, 23 grudnia 2011

Dom na wyrębach - Stefan Darda

Dom na wyrębach to głośna oraz wielokrotnie nagradzana powieść grozy, ceniona przez odbiorców tym bardziej, że jest literackim debiutem Stefana Dardy, a trzeba tu nadmienić – debiutem bardzo udanym.

Mały domek pośrodku polany, a dookoła piękny zielony las – romantyk rzekłby oaza spokoju i spełnienie marzeń akademickiego wykładowcy, jednak nie wszystko jest tak cudowne jak mogłoby się wydawać. Kiedy Marek zabrał się za remont świeżo kupionej posiadłości, wszyscy pukali się w czoło pytając, po co mu dom na takim odludziu. Nie dość, że do miasta daleko, dostęp prądu niepewny, to jeszcze w najbliższym sąsiedztwie ma jakiegoś obłąkanego starca. Jak to jednak bywa, męska upartość nie zna granic i nasz bohater postanowił na stałe przeprowadzić się na wieś.

Początkowo wszystko się jakoś układało, godzenie pracy z dłuższymi dojazdami, oswajanie przyrody, ale tylko do czasu. Sprawy zaczęły się komplikować, gdy pewnej nocy nawiedziła go mało przyjemna zjawa.

Duchy, trzaski, zagadkowy sąsiad i leśna głusza, czyli powieść grozy w dobrym, klasycznym stylu. Tu straszy gęsta atmosfera, a nie brutalne opisy, budzące więcej odrazy niż trwogi. Z tego też powodu fanów gore od razu wysyłam do innej pozycji, natomiast tych ceniących sobie subtelne acz długotrwałe dreszcze, zachęcam do sięgnięcia po Dom na wyrębach. Jest to naprawdę godna uwagi książka, w której znajdziemy barwnie skrojone postacie, sugestywne opisy i po prostu dobrze opisaną historię, bez zbędnej przesady i udziwnień, dzięki czemu z łatwością jesteśmy w stanie w nią uwierzyć. Fanfar na jej cześć nie odegram, ale śmiało mogę przyznać, że pan Darda zdobył mój głos, jak i czytelnicze zaufanie.

 
Stefan Darda „Dom na wyrębach”
Ilość stron: 334
Wyd. Videograf II
Chorzów 2010
Ocena: 4/6

środa, 21 grudnia 2011

Grzesznicy i święci - Michael Seed

Michael Seed zdobył uznanie czytelników głośną autobiografią Dziecko niczyje, w której opisał swoje trudne dzieciństwo, spędzone w slumsach Manchesteru. Teraz, odziany już we franciszkański habit, powraca z kontynuacją tego dzieła i zdradza nam sekrety brytyjskiego dworu, ale nie tylko.  

Seed wielokrotnie nazywany był „księdzem stulecia”, a Times zażądał nawet, by natychmiast mianowano go biskupem. Kim więc jest ten niezwykły bohater? Otóż jest on skromnym i niepozornym zakonnikiem, który wbrew losowi jaki go spotkał, postanowił dawać innym to czego sam nigdy nie miał – dobre słowo, miłość i nadzieję.

Ta książka to zbiór przeróżnych opowieści o ludziach i sytuacjach. Ludzie Ci nie tylko pojawiali się na jego drodze, ale sprawili też, że stał się lepszym człowiekiem. Wspomnienia, anegdoty, ilustracje osobistości znanych, sławnych oraz tych anonimowych i raczej zwyczajnych. Każde wymienione nazwisko nabiera tu nowego znaczenia i staje się  w ten sposób kimś wyjątkowym, kogo po prostu chcielibyśmy poznać.

Niestety prócz przedstawienia fabuły tak naprawdę ciężko jest mi powiedzieć cokolwiek na jej temat. Grzesznicy i święci trafili do mnie przypadkiem i całkowicie nie wpasowali się w mój gust. Co więcej opisują wszystko to za czym nie przepadam. Wprawdzie można wyłapać tu kilka ciekawostek chociażby z życia Tony’ego Blaira czy królowej Elżbiety, ale generalnie nie jest to książka dla mnie. Pod względem języka i warsztatu czyta się ją komfortowo i dość lekko, jednak tematycznie oscyluje w kręgach bardzo mi odległych, dlatego też powstrzymam się od oceniania, a to czy warto ją przeczytać pozostawię już waszej decyzji. 


Michael Seed „Grzesznicy i święci”
Ilość stron: 352
Wyd. Promic
Ocena: ----

wtorek, 20 grudnia 2011

Stos


Co prawda ostatni stos był całe wieki temu, ale niestety (albo i stety z racji na brak czasu) wielu nowości nie udało mi się zebrać. Zaległości mam od groma, jednak obiecuje powoli acz systematycznie się z nich rozliczać.

Paulo Coelho "Jedenaście minut" - zakup własny

od wydawnictwa Muza:

Carlos Ruiz Zafon "Światła września"
Magda Parus "Rodzinnych ciepłych świąt"
Arne Dahl "Na szczyt góry"

od serwisu Kostnica:

 Maggie Stiefvater "Niepokój"

od wydawnictwa Papierowy Księżyc:

Scott Sigler "Infekcja"
Karen Chance "Dotyk ciemności"
Jack Ketchum "Dziewczyna z sąsiedztwa"
+ James Dashner "Więzień labiryntu"

od wydawnictwa Telbit:

Zoran Drvenkar "Ty"
+ Andreas Goessling "Opus"

od wydawnictwa PWN:
 
Jerzy Przystawa "Odkryj smak fizyki"

Simon Tofield "Kot Simona - Kociokwik" - prezent


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ ~~ 


 Przy okazji życzę Wszystkim magicznych i pełnych ciepła świąt oraz wielkich stosów książek pod choinką :)

 

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Nowości i zapowiedzi

"Myślę, więc nie jestem" Anna Pliszka

Myślę, więc nie jestem to realistyczna opowieść o osobie, która walczy z własnymi myślami, z samą sobą. To pewnego rodzaju kanibalizm ego. Co myśli osoba, która nie odnajduje sensu życia? Czego pragnie? Jak ją postrzegają inni? Czy w ogóle zauważają, że problem samobójstwa coraz bardziej się nasila?
Główną bohaterką książki jest młoda dziewczyna z małego miasteczka, która pewnego razu zawiera internetową znajomość. Od tego momentu rozpoczyna się jej spowiedź życia, a w międzyczasie… próby unicestwienia się. Dziewczyna porusza istotne zagadnienia, takie jak np. postrzeganie niedoszłych samobójców i zbyt mała ilość stowarzyszeń pomagających w uporaniu się z czarnymi myślami.
Zwrot akcji następuje w momencie, gdy dziewczyna postanawia spotkać się osobiście z wirtualnym „przyjacielem”. Czemu osoba zza monitora nie chce jej poznać? A co, jeśli tak naprawdę nie istnieje i bohaterka wszystkie te maile pisze… sama do siebie? Wpadamy w pewnego rodzaju malignę, aby na końcu dowiedzieć się, jaka jest prawda i gdzie w tym wszystkim była rzeczywistość.


"Wiadomość z nieba" Brooke i Keith Desserich
 
Elena Desserich pragnęła zostać nauczycielką. Chociaż jej życie było zbyt krótkie, by zdołała spełnić to marzenie, Elena nim odeszła, zdążyła przekazać nam niezwykłą lekcję. Nigdy nie przestała uczyć tych, którzy ją otaczali, jak doceniać cud codziennego życia, nawet będąc sześciolatką z rzadką odmianą guza mózgu.
W tym osobistym i szczerym dzienniku, jej rodzice, Brooke i Keith Desserich dzielą swoją emocjonalną podróż i zmagają się z targającymi nimi sprzecznymi impulsami, by za wszelką cenę pokonać chorobę Eleny, a jednocześnie przygotować się na nieunikniony koniec. Strona po stronie, ten dziennik jest przypomnieniem dla rodziców na całym świecie, by doceniali i cieszyli się każdym momentem spędzonym wspólnie ze swoimi dziećmi.

„Wiadomość z nieba” to niezwykły pamiętnik napisany przez rodziców sześcioletniej dziewczynki, którzy dowiadują się, że ich córka ma rzadką odmianę guza mózgu. To wzruszająca historia o tym, jaką lekcję życia i miłości może przekazać swoim rodzicom kilkuletnia dziewczynka, odchodząc z tego świata.


"Śmiercionośne fale" Carrie Ryan - Trylogia Las Zębów i Rąk – tom 2

Główna bohaterka pierwszego tomu dociera do społeczności żyjącej nad brzegiem oceanu. Kim są? Dlaczego Siostrzeństwo tyle czasu okłamywało mieszkańców wioski? Na te i inne nurtujące czytelników bestsellerowej pisarki Carrie Ryan pytania odpowie druga część cyklu jej autorstwa – „Śmiercionośne fale”.

Poznajemy w niej nastolatkę Gabrielle, która razem z matką mieszka w starej latarni sprzed Powrotu. Dotychczas wiodła względnie bezpieczne życie - jej miasteczko otoczone jest Barierą, której przekroczenie grozi najsurowszą karą, ale jednocześnie chroni ich przed Mudo. W świecie, po którym wciąż krążą hordy ogarniętych niewysłowionym głodem martwych, każda czynność podporządkowana jest względom bezpieczeństwa. Otoczeni przez śmierć ludzie muszą niejedno poświęcić, by przetrwać. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, by utracić wszystko…

Niestety Gabrielle przyszło przekonać się o tym na własnej skórze. Dziewczyna w ciągu jednej nocy traci wszystko – przyjaciół, rodzinę, ukochanego. Nie wie już, kim jest, więc postanawia zaryzykować życie, by odnaleźć tego, który pokazał jej, czego naprawdę pragnie. Nawet jeśli nie ma już dla niego ratunku…

wtorek, 13 grudnia 2011

Klub koneserów zbrodni - Michael Capuzzo

Interesują was tajne stowarzyszenia? Śledztwa, rozwiązywanie tajemnic i odniesienia do rzeczywistych zdarzeń, ukrytych gdzieś na kartach powieści? Jeżeli tak, to Klub koneserów zbrodni z pewnością was zainteresuje.

Mamy tu do czynienia z towarzystwem Vidocqa, grupą ponad osiemdziesięciu osób, która stanowi śmietankę ówczesnej kryminologii. Dla nich ta profesja to nie tylko praca, ale przede wszystkim sposób na życie. Są to pasjonaci, odkrywcy nowych technik, wśród których odnajdujemy trójkę naszych bohaterów – Williama Fleishera, Franka Bendera i Richarda Waltera, czyli swego rodzaju połączenie wszystkich znanych nam geniuszy z tamtejszego okresu. Dzięki nim poznajemy tajniki rekonstrukcji twarzy, tworzenia psychologicznych profili przestępców, a co najważniejsze odkrywamy prawdziwych ludzi i zbrodnie, które na stałe wpisały się w policyjne kartoteki.

Niestety mimo, że książka powszechnie zbiera dość pozytywne opinie, mnie nie zdołała porwać. Za dużo jest tutaj wtrąceń, opisów i nawiązań historycznych. Brakuje jednolitej akcji, która trzymałaby czytelnika w napięciu i sprawiała, że nieustannie ma on ochotę na więcej. Każdy rozdział to w zasadzie inne przestępstwo, spojone z wcześniejszymi postaciami głównych bohaterów i… nic więcej. Nie twierdzę, że opisane przypadki są nudne, jednak Klub koneserów zbrodni to bardziej literacka ciekawostka niż powieść kryminalna. Znacznie bliżej jej do antologii zbrodniarzy lub zestawienia przestępstw aniżeli klasycznego dreszczowca. Czyta się to nienajgorzej, ale jak dla mnie jest tu przesyt wątków. Autor starał się opisać tak wiele sytuacji i osób, że po skończeniu lektury niewiele z nich pozostaje w pamięci. 

Dla tego też powieść Michael’a Capuzzo polecam przede wszystkim miłośnikom zagadek i kryminologii, bo jako książka dla relaksu swojego zadania może nie spełnić. 


Michael Capuzzo „Klub koneserów zbrodni”
Ilość stron: 480
Wydawnictwo Literackie
Ocena: 3/6

czwartek, 1 grudnia 2011

Więzień labiryntu - James Dashner

Pamiętacie serię filmów o zagadkowym tytule The Cube, gdzie grupa ludzi zamknięta jest w sześcianie, którego pokonanie wymaga od nich sporo sprytu i ostrożności?

Więzień labiryntu to powieść zbudowana na podobnym schemacie. Mamy tu do czynienia z gromadą chłopców, którzy z niewiadomego powodu budzą się nagle w dziwnej rzeczywistości. Niby jest to świat taki ja nasz, lecz zbudowany w pomieszczeniu. O niezbędne do życia materiały proszą „pudełko”, ale uwaga wszystkich i tak skupiona jest tylko na jednym – labiryncie. Wierzą, że odnalezienie z niego wyjścia da im odpowiedź na pytanie „jak” i „dlaczego” się tu znaleźli. Jest tylko jeden problem. Po roku poszukiwań wciąż nie mają pojęcia gdzie ono się znajduje. 

Przystępując do lektury nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Reguły życia i panujące tam warunki idealnie wpasowują się w konwencję grozy, jednak młodzi bohaterowie jakoś nie bardzo mi do niej nie przystawali. Obawiałam się zbytnich uproszczeń, pójścia przez autora na łatwiznę, ale ostatecznie spotkała mnie tu miła niespodzianka.

W trakcie czytania wszystkie wątpliwości się zniknęły, natomiast główny bohater – Thomas – choć ma naście lat, okazał się odważny i zdeterminowany. Społeczność w której żyje została podzielona na grupy, a dla niezdyscyplinowanych przewidziano dotkliwe kary. I wszystko byłoby piękne i uporządkowane, gdyby nie śmiercionośne maszyny, które nieustannie im zagrażają.

Mój opis jest może nieco zagmatwany, ale samą książkę czyta się sprawnie i przyjemnie. Po prostu jest ona na tyle rozbudowana i niejednoznaczna, że trudno w kilku zdaniach opisać wszystko co się tu dzieje. Nie brak w niej elementów zaskoczenia, odrobiny humoru czy wiarygodnych postaci, dlatego śmiało mogę stwierdzić, że Dashner stworzył młodzieżową powieść, którą z powodzeniem mogą przeczytać wszystkie zainteresowane osoby.


James Dashner „Więzień labiryntu”
Ilość stron: 400
Wyd. Papierowy księżyc
Ocena: 5/6

środa, 16 listopada 2011

Sztuka morderstwa - Michael White

Michael White jest postacią znaną nie tylko za sprawą swoich powieści, ale przede wszystkim znakomitych biografii takich osób jak Tolkien, John Lennon czy Darwin. Jego najnowsze dzieło Sztuka morderstwa, jest drugą książką opowiadającą o losach Jack’a Pendragona – inspektora policji w Stepney.

Tym razem Jack staje przed nie lada wyzwaniem – musi odnaleźć szaleńca, który popełnia morderstwa w bardzo wyszukany sposób, czyli nawiązuje nimi do dzieł wybitnych surrealistów. Jak to zawsze bywa, droga do odnalezienia sprawcy jest długa i skomplikowana. Nasz policjant wraz z sierżantem Jezem Turnerem dwoi się i troi, aby połączyć jak najwięcej faktów, ale rezultaty tego wciąż są raczej marne.

Mimo podjętego śledztwa książka nie skupia się wyłącznie na działaniach Pendragona, mamy tu bowiem jeszcze ciekawie skonstruowane retrospekcje, które można określić mianem „Listów do Sonii”. Dowiadujemy się z nich o równie makabrycznych morderstwach, popełnionych wiek wcześniej, a ich znakomicie skonstruowana forma pokazuje nam, jak sprytnie autor pod koniec historii, będzie w stanie połączyć przeszłość z teraźniejszością.

Trzeba przyznać, że akcja powieści toczy się w bardzo ujmujący sposób. Jest żwawa, dynamiczna i co najważniejsze, pozbawiona niepotrzebnych wtrąceń. Każde z morderstw to drobiazgowo dopracowany majstersztyk i choć momentami jest w tym sporo brutalności to całość jednak nie razi. Osobiście jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Sztukę morderstwa czyta się jednym tchem i nawet skojarzenia z takimi produkcjami jak Kości i Siedem nie przeszkadzają w jej odbiorze. 

Dlatego jeżeli dostaniecie szansę przeczytania tej książki to nie wahajcie się ani przez chwilę. Gorąco polecam.


Michael White „Sztuka morderstwa”
Ilość stron: 400
Wyd. Rebis
Poznań 2011
Ocena: 6/6

środa, 9 listopada 2011

Odkryj smak fizyki - Jerzy Przystawa

Od ostatniej lekcji fizyki dzieli mnie już dobre pięć lat, ale mimo że przedmiotów ścisłych nigdy nie darzyłam miłością, to z trojga złego (sic), fizyka była mi jeszcze najbliższa. Prócz obliczeń robiło się na niej również ciekawe doświadczenia, a teoria w jakiś tam sposób do głowy jednak wchodziła.

Dzięki uprzejmości wydawnictwa PWN miałam na chwilę okazję wrócić do minionych czasów i poczytać o tak wielkich umysłach jak Newton, Einstein czy Hubble, co ku memu zaskoczeniu, było zajęciem całkiem przyjemnym.

Odkryj smak fizyki nie jest standardowym podręcznikiem. Tłumaczy on wprawdzie przeróżne zagadnienia tej obszernej nauki, ale więcej jest w nim ciekawostek i zabawnych wtrąceń, niż sztywnych formułek mających tylko „wpajać wiedzę”. Może to dziwnie zabrzmieć, ale niektóre teksty czytało się prawie jak opowiadania. Są one naszpikowane różnymi regułkami, lecz podane w tak chwytliwy sposób, że przyswajają się same.

Wiele pozycji tego typu reklamuje się jako „podręczniki dla opornych” albo „książki humanistów”, a gdy człowiek je wertuje to i tak nie jest w stanie nic z tego pojąć. Ja mimo, że nauka ta jest dla mnie czymś obcym i w gruncie rzeczy nieznanym, nie męczyłam się czytając o wielkim wybuchu, promieniowaniu czy formach przyznawania nagrody Nobla.

Nie twierdzę, że dzięki tej pozycji nagle każdy da radę zrozumieć wszystkie zawiłości fizyki, jednak została ona przedstawiona w sposób na tyle ciekawy, że da się ją czytać – a dla nieścisłych umysłów to naprawdę dużo.

Myślę, że Odkryj smak... może być świetnym uzupełnieniem wiedzy na temat otaczającego nas świata i skrywanych w nim tajemnic. Uczniom przyda się do „tłumaczenia” tematów z lekcji, a studentom zapewni świetną podstawę do dalszego zgłębiania wiedzy.


Jerzy Przystawa „Odkryj smak fizyki”
Ilość stron: 400
Wyd. PWN
Warszawa 2011
Ocena: 5/6
Książka do kupienia w księgarniach od 28 listopada

wtorek, 8 listopada 2011

Przeciw złu - Julianna Podborska

Magda zostaje podstępem zwerbowana do Uniwersytetu Dla Ciebie. Szkoły niezwykłej zarówno z nazwy, jak i wykładanych tam przedmiotów. Uczniowie studiują tu bowiem sny i zdolność funkcjonowania między dwoma wymiarami. Zapytacie pewnie o jakie rzeczywistości chodzi. Otóż  na ziemi prócz zwykłych ludzi mieszkają też istoty chcące im zaszkodzić. Są to wysłannicy zła, mieszający w umysłach i sprowadzający na słabsze jednostki coś w stylu letargu, z którego nie są w stanie same się uwolnić. 

Na nieszczęście Magdy, wrogowie upatrzyli sobie w niej łakomy kąsek i nie spoczną dopóki nie zasili ona ich szeregów. Czy dziewczynie uda się uniknąć nieszczęścia? Kto okaże się dla niej prawdziwym sprzymierzeńcem, a kto wilkiem w owczej skórze?

Powieść pani Podborskiej zbudowana jest na klasycznym motywie walki dobra ze złem, gdzie nie ma jasno wyznaczonych granic, a wróg i przyjaciel są pojęciami bardzo relatywnymi. W tym trudnym świecie umiejętność rozpoznawania zagrożeń oraz zdolność bycia wiernym własnym przekonaniom staje się nagle na wagę złota. Niestety każda próba oporu skupia na sobie uwagę, czyniąc kolejny ruch jeszcze bardziej niebezpiecznym...

Przedstawiona tu historia, mimo że ma niecodzienną formę i jest tak naprawdę bardzo uniwersalna tematycznie, mnie nie zdołała porwać. Cały czas czegoś mi w niej brakowało. Nie byłam w stanie wczuć się w zachowania bohaterów, przeżywać ich trudności, ani nawet szczególnie kogoś polubić. Akcja też niby posuwała się stałym, dynamicznym tempem, ale nie okazała się szczególnie frapująca, a zachowania Magdy były w kilku miejscach dosyć zastanawiające.

Być może podłoże moich narzekań leży w tym, że Przeciw złu trudno jest jednoznacznie zdefiniować. W zasadzie jest to fantasy, ale silnie osadzone w rzeczywistości i oba wymiary przenikają się na tyle mocno, że właściwie nie wierzy się ani w jeden ani w drugi. A może chodzi o to, że po okładce i opisie spodziewałam się czegoś zupełnie innego i być może moje niespełnione oczekiwania są winne powyższej ocenie? Na pewno nie da się ukryć, że w moim przypadku całość „nie zagrała”, a do powieści mam bardzo mieszane uczucia.



Julianna Podborska „Przeciw złu”
Ilość stron: 326
Wyd. Warszawska Firma Wydawnicza
Warszawa 2011
Ocena: 3/6

niedziela, 6 listopada 2011

Targi Książki - Kraków 2011

Ledwo wróciłam, a już się nie mogę doczekać kolejnej edycji :)

król jest tylko jeden - Graham Masterton
Beata Pawlikowska

















Alan Bradley
prof. Władysław Bartoszewski
moje łupy

czwartek, 3 listopada 2011

Bajki dla niektórych dorosłych - Karol Arentowicz

Bajki dla niektórych dorosłych to lektura dość osobliwa. Za sprawą tytułu wywołuje w nas skojarzenia z czymś lekkim i błahym, lecz w trakcie lektury doświadczamy czegoś zupełnie innego...

Gdy wgłębimy się w opisane tu historie, odkryjemy niełatwe losy dwójki, z pozoru obcych sobie bohaterów. Pierwszym z nich jest Paweł, któremu mimo osobistych tragedii nie brak dobrego serca. Udziela się on jako wolontariusz, służy sąsiedzką pomocą, a nawet ratuje nieznaną dziewczynę przed zgwałceniem. Drugą postacią jest Joasia, której losy są równie zastanawiające co jej poprzednika. Asi życie także nie rozpieszczało, ale podobnie jak Paweł nie zatraciła woli walki, a wręcz zaczęła zarażać nią innych.

Opowiadania są wprawdzie dość krótkie, ale za to naszpikowane emocjami. Smutek miesza się w nich z radością, beztroska z ludzkimi dramatami, tworząc razem bardzo realistyczną przypowieść. I choć nie są to utwory najwyższych lotów, to myślę, że brakuje na naszym rynku wydawniczym właśnie takich historii. Lekkich, niezobowiązujących, a mimo to dających do myślenia.

Poza tym książka ujmuje swym nietypowym, dwustronnym wydaniem. Obracając ją do góry nogami możemy na zmianę zgłębiać losy Jego i Jej. Jednak jedno co mi się w niej nie podoba, to czerwone hasło „tylko dla kobiet” widniejące na okładce. Nie klasyfikowałabym tych opowiadań tylko dla jednej płci. Są one na tyle uniwersalne, i co by nie mówić po prostu ludzkie, że sądzę, iż bez trudu trafią do każdego.

Dlatego też twórczość pana Arentowicza polecam wszystkim zainteresowanym. Tym którzy wierzą w dobre zbiegi okoliczności, potrafią na chwilę się zatrzymać, a przede wszystkim lubią proste historie, bo właśnie takie są Bajki. Z pozoru niby nic, a chwyta za serce.

 
Karol Arentowicz „Bajki dla niektórych dorosłych”
Ilość stron: 70+60
Wyd. IMG Partner
Ocena: 5/6

wtorek, 25 października 2011

Enklawa - Ann Aguirre

Na przełomie ostatnich miesięcy można zauważyć kolejny trend w młodzieżowej literaturze. Tym razem jej głównym motywem nie są nadprzyrodzone istoty, ale świat przyszłości dotknięty widmem zagłady. Nie inaczej jest też w przypadku Enklawy, najnowszej powieści Ann Aguirre, autorki już od dawna cenionej przez amerykańskich czytelników. 

Ludzie zasiedlili podziemne tunele od czasu, gdy na powierzchni wydarzyło się coś tragicznego. Mieszkają w pilnie strzeżonych koloniach, w których życie zostało ograniczone do bezkrytycznego wypełniania powierzonych im ról. Są robotnicy, łowcy i reproduktorzy, a złamanie tego podziału jest niewybaczalne oraz surowo karane. Właśnie w takiej rzeczywistości przyszło żyć Karo i Cieniowi – dwójce nastolatków, która w tym trudnym świecie została zdana tylko na siebie. Niestety okazuje się, że prawdziwym wyzwaniem będzie dla nich dopiero zmierzenie się ze światem zewnętrznym, a zamieszkujący go Dzicy to najmniejsze zmartwienie.

Pomimo, iż powieść pani Aguirre jakoś szczególnie na oryginalność się nie sili, to zdołała zaskarbić sobie moją przychylność dystansem do uczuć. Nie zaleje nas tu nagła fala zachwytów ani miłosnych wyznań. Nie zostaniemy stłamszeni opisem ciał ani wspaniałych oczu. Tutaj najważniejsza jest atmosfera zagrożenia i niepewność tego, co czai się tuż za rogiem. Dzicy są stworzeniami bardzo przypominającymi zombie. Ścigają żywych, ale nie gardzą też posiłkiem złożonym z własnych pobratymców. Żyją w mroku tuneli czyhając na zbłąkanych wędrowców, a zarazem sami udają się za nimi w pościg.

Czyta się to znakomicie. Nic się nie dłuży, nie nudzi. Język autorki jest prosty, lecz sprawny i co najważniejsze, bardzo sugestywny. Każdy kto kiedyś podróżował metrem, bądź jechał przez tunel samochodem, bez trudu wyobrazi sobie warunki tam panujące. Klaustrofobiczną ciasnotę, nieprzyjemny zapach i ciemność.

Enklawa to dopiero pierwszy tom zaplanowanej trylogii, ale jeżeli tylko kolejne części zdołają utrzymać jej poziom, to zapowiada się naprawdę świetna zabawa. Gorąco polecam.


Ann Aguirre „Enklawa”
Ilość stron: 304
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

piątek, 21 października 2011

Mrówka w wielkim mieście - David Safier

Kim to w znacznej mierze gwiazda telewizji, a dopiero potem żona i matka. Bez wątpienia  kocha swoją rodzinę, ale jakimś sposobem to zawsze kariera i związane z nią obowiązki znajdują się na pierwszym miejscu. Zapomina o urodzinach córki, zdradza męża, a w pracy nieprzerwanie dąży po trupach do celu. Wszystko to trwa jednak tylko do czasu, kiedy i ona sama staje się martwa. Niestety w przypadku Kim, śmierć wcale nie oznacza spaceru w stronę światła, a piszę „niestety”, ponieważ odrodzenie się w ciele mrówki nie jest raczej marzeniem kogokolwiek z nas.

Nie da się ukryć, że Mrówka w wielkim mieście jest powieścią bardzo ekscentryczną. Główna bohaterka odradzająca się w ciele owada, tajemniczy Budda zalecający jej zbieranie dobrej karmy, a do tego towarzyszące im bez przerwy kolejne wcielenie Casanovy, wywołują u czytelnika znaczne zdziwienie. Mimo to książka ma w sobie też wiele prawdy o życiu, a co najważniejsze, przekazuje ją w bardzo niezobowiązujący sposób.

Wszystko to zawdzięczamy stylowi autora, który posługuje się językiem z naprawdę sporym dystansem. Jego styl jest swobodny, ironiczny, a przy tym nie pozbawiony sensu, przez co chwilami może się kojarzyć z twórczością Christophera Moore’a. I choć nie znajdziemy tu tylu zabawnych scen, co na przykład w Brudnej robocie wspomnianego twórcy, to absurdalność pewnych sytuacji bardzo ich do siebie zbliża.  

Dla mnie ta powieść to przede wszystkim świetna lektura odprężająca. Na pierwszy rzut oka niby taka lekka i zakręcona, ale gdy damy jej szansę, jest w stanie zasiać w nas ziarno refleksji. Przy czym nie chcę byście się nastawiali na jakieś niesamowite przeżycia, bo wybitna literatura to z pewnością nie jest, ale w swoim gatunku myślę, że śmiało wiedzie prym.

Tym samym, jeżeli lubicie nietuzinkowe historie, motyw reinkarnacji oraz nieobce są wam zachowania zwierząt, gwarantuję, że będziecie się z tą Mrówką naprawdę dobrze bawić.


David Safier „Mrówka w wielkim mieście”
Ilość stron: 315
Wyd. Galaktyka
Łódź 2009
Ocena: 4,5/6

środa, 19 października 2011

Stos


Przeziębiona i zmęczona trzydniowym szkoleniem zbyt dobrze się nie czuję, ale widok powyższego stosu łagodzi wszelkie dolegliwości :)

od serwisu Sztukateria:  

Michael Capuzzo "Klub koneserów zbrodni"
David Safier "Mrówka w wielkim mieście"
Julianna Podborska "Przeciw złu"
Michael Seed "Grzesznicy i święci"
Karol Arentowicz "Bajki dla niektórych dorosłych"

od wydawnictwa Videograf II:

Stefan Darda "Dom na wyrębach"
Lionel Shriver "Musimy porozmawiać o Kevinie"

od wydawnictwa Galeria Książki: 

Sara Blakley - Cartwrigh "Dziewczyna w czerwonej pelerynie"
Rick Riordan "Ognisty tron"
Karen Miller "Nieświadomy mag"
Alison Croggon "Dar"

od serwisu Kostnica:

Elana Johnson "Zawładnięci"
Ann Aguirre "Enklawa"
Wojciech Szyda "Stroiciel ciszy"

zakup własny:

Amélie Nothomb "Kwas siarkowy"
Amélie Nothomb "Peplum"
Amélie Nothomb "Dziennik jaskółki"
Amélie Nothomb "Antychrysta"
Grażyna Jagielska "Fastryga"
Halina Pawlowská "Zdesperowane kobiety postępują desperacko"
Milena Agus "Póki rekin śpi"
Helen Oyeyemi "Mała ikar"
Elina Hirovonen "Przypomnij sobie"
Halina Pawlowská "Dzięki za każdy nowy ranek"

z konkursów:

Leszek Talko "Talki w podróży" - wygrana u Pauli
Liver Pötzsch "Córka kata" - wygrana w konkursie na recenzję miesiąca Gazety Niepołomickiej
Sabina Berman "Dziewczyna, która pływała z delfinami" - j.w.
Casey Hill "Tabu" - j.w.


~~ ZA WSZYSTKIE KSIĄŻKI BARDZO DZIĘKUJĘ! ~~



A teraz ciekawa nowości wydawnictwa Telbit:

"OPUS. Zakazana księga” tom I - Andreas Goessling
Pierwsza część dwutomowej powieści przygodowej znakomitego niemieckiego autora książek dla młodzieży. Fantastyka, która wyzwala moc czytania i magię literatury…

Tajemnicza księga. Fanatyczny inkwizytor. Zapierająca dech w piersiach gonitwa.
Rok 1499. Rzesza Niemiecka. Wydaje się, jakby lada chwila miał się zawalić cały świat: na stosach płoną kacerze i czarownice, powstania zubożałych chłopów są bezwzględnie tłumione, a wędrowni kaznodzieje podróżują od miasteczka do miasteczka, głosząc bliskie nadejście końca świata.
Gdy piętnastoletniemu Amosowi powierzana jest Księga Duchów, chłopiec nawet nie spodziewa się, że jego życie już nigdy nie będzie takie samo. Bo też w każdym, kto przeczytał tę księgę, budzą się magiczne zdolności… Amos ma do spełnienia misję: musi dostarczyć Księgę Duchów do rąk wybranego adresata. Ale właściwie dla kogo jest ona przeznaczona? Rozpoczyna się szaleńcza pogoń. Życie chłopca jest w niebezpieczeństwie, bo księgą zainteresowała się cenzura. Siepacze inkwizycji i urzędu cenzury uczynią dosłownie wszystko, by znaleźć się w jej posiadaniu… 

Mistrzowsko poprowadzona epopeja z aktualnym przesłaniem, w której czasy późnego Średniowiecza odżywają na nowo. 

Przekład: Dariusz Salamon                                       Format: 144x208 mm;
Liczba stron: 500;                                                    Oprawa: Miękka;
ISBN: 978-83-62252-47-3

niedziela, 16 października 2011

Musimy porozmawiać o Kevinie - Lionel Shriver

Co czuje kobieta, której zawalił się nagle cały świat? Rozpacz, przeszywającą pustkę? A co jeżeli winnym tego załamania jest jej własny syn – szesnastolatek, który popełnił zbiorowe morderstwo?

Eva była do niedawna żywą definicją kobiety sukcesu. Prowadziła własne wydawnictwo, tworzyła popularne przewodniki, a nawet miała męża na którego zawsze mogła liczyć. Niestety wszystko uległo zmianie, gdy w jej życiu pojawił się Kevin - oczko w głowie Franklina, natomiast dla niej brutalne zderzenie się z rzeczywistością.

Niespełnione oczekiwania bycia matką, rozczarowanie tą rolą, a przede wszystkim własną bezsilnością, zepchnęły ją w otchłań załamania. Już od samego początku nie była w stanie zbudować z synem właściwej więzi emocjonalnej. W jej towarzystwie Kevin nieustannie płakał, bywał złośliwy, ale gdy tylko w pobliżu pojawiał się Franklin, przeobrażał się w spokojnego aniołka. Można się spierać, że cała wina leży po stronie głównej bohaterki, która nigdy się nie pogodziła się z faktem narodzin dziecka, jednak mimo to się starała i chciała dla niego jak najlepiej. Szkoda tylko, że aura poświęcenia oraz własnych problemów co rusz jej to uniemożliwiała.

Musimy porozmawiać o Kevinie to przejmujące studium samotnej kobiety – zawiedzionej życiem i próżnymi marzeniami, które dzięki formie listów do męża, staje się czymś niezwykle intymnym. Eva opisuje tu całe swoje życie. Tłumaczy się z podjętych decyzji, szuka dla nich usprawiedliwienia. Jest to bardzo osobista relacja, w której czytelnik przybiera postać nieproszonego gościa, ale to właśnie owe przekraczanie granic staje się w tej powieści największą zaletą.

Czytając tę historię próbujemy rozłożyć wszystko na części pierwsze, poukładać je, a co najważniejsze zrozumieć. Kto ponosi odpowiedzialność za zaistniałą tragedię? Rodzice, szkoła, a może jeszcze ktoś inny? Usiądźmy i porozmawiajmy o Kevinie. Naprawdę warto.


Lionel Shriver „Musimy porozmawiać o Kevinie”
Ilość stron: 424
Wyd. Videograf II
Chorzów 2008
Ocena: 5/6

wtorek, 11 października 2011

Koty - Renate Jones

Już starożytni wiedzieli, że najlepszym przyjacielem człowieka jest nie kto inny jak kot. Stworzenie dumne, bardzo uparte i niestety zawsze mające swoje zdanie. Można je za to kochać albo nienawidzić, ale z pewnością nie da się przejść obok niego obojętnie.

Ci, którzy je uwielbiają z pewnością zainteresuje pozycja Koty, autorstwa Renate Jones. Jest to niezwykle obszerne kompendium wiedzy, poświęcone każdej dziedzinie ich życia. Znajdziemy tu informację właściwie o wszystkim. Ich zachowaniu, rasach, sposobach pielęgnacji, metodach wychowania, chorobach, a nawet zabawie. Każdy z tematów opisany jest w sposób prosty, wyczerpujący, a przy tym nie pozbawiony ciekawostek. Jednak ta pozycja literacka to nie tylko fakty. Równie ważnym elementem są tutaj zdjęcia obrazujące poszczególne zachowania zwierząt – a trzeba przyznać, że ich ilość oraz jakość powinna zadowolić nawet najbardziej wymagających czytelników. Koty duże, małe, czarno białe i wielobarwne. Naprawdę każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Jak stali bywalcy mojej strony wiedzą, przez wakacje zostałam w pewien sposób obdarowana małym kociakiem, i choć stworzenia te towarzyszą mi od najmłodszych lat, to książka pani Jones okazała się być w tej sytuacji nieocenioną pomocą. Dzięki niej dowiedziałam się ile moje „znalezisko” ma tygodni, czym je karmić, i co najważniejsze, jak je wprowadzić do domu pełnego innych zwierząt.

Znani oraz cenieni w swoim fachu weterynarze napisali książkę, która jest zarówno poradnikiem, jak i świetnym umilaczem czasu. Cieszy oczy, zachwyca formą, a przede wszystkim sprawia, że te niezwykłe stworzenia stają się nam jeszcze bardziej drogie. Serdecznie polecam.


Renate Jones „Koty”
Ilość stron: 320
Wyd. Muza
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

niedziela, 9 października 2011

Wichry archipelagu - Bradley P. Beaulieu

Co powiecie na opowieść o dalekiej krainie, gdzie czary i magia czają się za każdym rogiem, a wielkie królewskie rody panują od dawien dawna? Jeżeli jesteście wielbicielami takich historii, Wichry Archipelagu na pewno przypadną wam do gustu.

Powietrzne statki sunące wysoko nad ziemią, a pod stopami okazały archipelag siedmiu wysp. Oto Wielkie Księstwo dla którego nastały wyjątkowo trudne czasy. Jego ludność oraz zwierzynę nęka bowiem tajemnicza choroba zwana „wyniszczeniem”, doprowadzająca do coraz większej epidemii głodu. Jakby tego było mało pojawia się kolejny kłopot – książęce zaślubiny. Uroczystość nie mniej problematyczna, ponieważ książę Nikandr nie ma ochoty wiązać się z księżniczką Atianą wyłączanie dla politycznych korzyści. Jego miłość do kurtyzany Rehady jest na tyle silna, że ciężko ją z miejsca zagłuszyć, a porywcze usposobienie księcia co rusz przejmuje nad nim kontrolę.

Sytuację dodatkowo komplikują zatargi z sąsiadami, które po niespodziewanym ataku żywiołaka na jeden ze statków transportowych, przybierają na sile i ostatecznie zaprzepaszczają szansę na porozumienie między księstwami. Nieoczekiwanie deską ratunku może się okazać wyjątkowo niepozorny chłopiec, skrywający w swym wnętrzu wielki talent i umiejętności, ale czy jedno dziecko będzie w stanie poradzić sobie z problemami dorosłych?

Beaulieu stworzył niezwykle rozległy świat, bogaty w detale i barwne opisy. Latające statki, żywiołaki, a tuż obok nich zapożyczenia z kultury arabskiej i rosyjskiej. Wszystko to tworzy zgrabną oraz oryginalną w swej formie całość, choć trzeba przyznać, że nie do końca łatwą w odbiorze. Dzieje się tak za sprawą lawiny postaci i sytuacji, które z początku mogą przytłaczać, jak również licznych opisów wojennych batalii. Roi się w nich od informacji w których można momentami odnieść wrażenie, że zaginął myślą nawet sam autor.

Mimo to powieść nie jest zła, a wręcz przeciwnie, lektura mija szybko i przyjemnie, sprawiając, że drobne niedociągnięcia nikną w ogólnym podsumowaniu. Dla miłośników gatunku, pozycja obowiązkowa.


Za książkę dziękuję Marcinowi Zwierzchowskiemu oraz wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Bradley P. Beaulieu „Wichry archipelagu”
Ilość stron: 650
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 4/6

czwartek, 6 października 2011

In Flames, czyli warto było...




...przez dwie doby spać niecałe pięć godzin. Jestem ledwo przytomna i po trzech kawach, ale choć dzień był wariacki to nie żałuję.

Był ktoś może? (I ma jakieś nagrania z występu X-Core?)

wtorek, 4 października 2011

Nie odchodź Julio - Ewa Barańska

Życie to loteria. Jednego dnia coś nam daje, a drugiego brutalnie odbiera.

Kiedy Wiktor wiąże się z Idą, myśli, że odnalazł swoją gwiazdkę z nieba. Niezwykle piękna, adorowana przez wielu mężczyzn dziewczyna jest spełnieniem jego najskrytszych marzeń. Niestety bardzo kosztownym i wymagającym. Modne kluby, noce w drogich hotelach - w takim towarzystwie nie wypada oszczędzać. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Julię. Szarą myszkę z nieodłączną książką w ręce, która wywraca jego ułożony świat do góry nogami.

Ich przypadkowe spotkania w parku, rozmowy o matematyce oraz starożytnych kulturach sprawiają, że stają się sobie coraz bliżsi. To  również dzięki Julce Wiktor dostrzegła jak wiele fałszu jest w jego obecnym związku i postanawia to zmienić. Niestety Ida nie przywykła do słuchania, a już tym bardziej nie można jej bezkarnie porzucić.

Początkowo wydaje się, że jest to książka jakich wiele. Mamy wielkie uczucia, zazdrość i udawanie kogoś kim się nie jest. Słowem nieodłączne elementy każdej młodzieżowej historii. Niech was jednak te początki nie zmylą, bo już w połowie zamienia się ona w przeraźliwą batalię o zdrowie, która otwiera oczy na sprawy znacznie poważniejsze niż „bywać i mieć”.

Nie odchodź Julio to opowieść o błędach, determinacji i niełatwym wchodzeniu w dorosłość, której idealnym finałem jest otwarte zakończenie, pozwalające czytelnikowi na osobiste spuentowanie historii. Poza tym porusza ona kwestie dotąd raczej pomijane w literackim świecie, a nawet i społecznych debatach. Nie  będę tutaj zdradzać o co dokładnie chodzi, żeby nie zepsuć wam przyjemności  z czytania, ale naprawdę warto się w nią wgłębić. Lektura mija bardzo przyjemnie, a zarazem przekazuje też coś więcej i daje do myślenia.

Jest to prosta historia o życiu, ale podana w taki sposób, że chwyta czytelnika za serce. Mnie oczarowała, a wam serdecznie ją polecam.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Telbit, za co bardzo dziękuję. 

Ewa Barańska „Nie odchodź Julio”
Ilość stron:256
Wyd. Telbit
Warszawa 2011
Ocena: 5/6

niedziela, 2 października 2011

Zawładnięci - Elana Johnson

Oto świat w którym zakazane jest wszystko, prócz stosowania się do ustalonych zasad. Nie można spacerować po zmroku, chodzić bez nakrycia głowy ani nawet się dotykać. Czy w takich warunkach można jeszcze być szczęśliwym?

Nastała epoka globalnej komputeryzacji, podczas której ludzie w dążeniu do stworzenia społeczeństwa idealnego, zatracili to co mieli najważniejsze – własną niezależności. O tym co i kiedy robią decydują Ci-Od-Myślenia, a każdy przejaw niesubordynacji jest brutalnie likwidowany. Violet to jednak zupełnie inny przypadek. Tę dziewczynę od najmłodszych lat cechuje niezwykła siła w stawianiu oporu oraz dążeniu do realizacji własnych celów. Niestety starając się kolejny raz postąpić zgodnie z własnym pragnieniem, wpada w poważne tarapaty. Aresztowana i osadzona w więzieniu musi podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu: całkowite posłuszeństwo w zamian za prestiż oraz pozorną wolność, czy niezależność okupiona wieczną ucieczką i zagrożeniem? Co wybierze Vi i jak wiele dla tej decyzji będzie w stanie poświęcić?

Zawładnięci to klasyczny przedstawiciel antyutopii. Pozornie idealny świat, okazuje się być kryształowym więzieniem, natomiast najmniejszy przejaw indywidualizmu śmiertelnym niebezpieczeństwem. Nie znamy dokładnego czasu opisywanych tu wydarzeń, lecz na podstawie zaawansowania techniki można przypuszczać, że jest to niedaleka przyszłość naszego świata.

Pomijając wątek miłosny, któremu jak na mój gust poświęcono zbyt wiele uwagi, można dojrzeć w tej powieści kilka uniwersalnych prawd i zapytań o nie. Co to znaczy być naprawdę wolnym? Dokąd sięgają granice naszej swobody? Jak daleko możemy posunąć się w dyktowaniu innym co mają robić? Jasnych odpowiedzi nie dostaniemy, ale pomimo aury młodzieżowej opowiastki, książka zawiera w sobie coś głębszego, a wręcz skłania nas do chwili refleksji nad opisywaną sytuacją.

Ja mimo tej zalety, praktycznie do samego końca nie byłam wobec niej entuzjastycznie nastawiona. Poduszkoptery, myślące budynki, roboty – to nie moja bajka. Ostatecznie jednak przekonało mnie zakończenie. Wcześniejsze wydarzenia w wielu kwestiach były przewidywalne, natomiast sam finał bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. I choć zbyt dużo tu „ochów i achów” na temat Jaga, to całość nie jest taka zła. Względnie szybka akcja, brak dłużących się fragmentów oraz ciekawy pomysł, pozwalają mi nazwać ją dobrą lekturą.


Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję.

Elana Johnson „Zawładnięci”
Ilość stron: 320
Wyd. Amber
Warszawa 2011
Ocena: 4/6
Data premiery: 2.11.2011

Na komentarze, maile i wszelkie zawołania postaram się odpowiedzieć w ciągu najbliższych dni - obecnie przede mną tydzień wielkich zmian i kiepsko stoję z czasem, dlatego bardzo proszę o wyrozumiałość. 

czwartek, 29 września 2011

Sorry - Zoran Drvenkar

Wszyscy mamy coś na sumieniu, gdzieś popełniliśmy błąd i wypadałoby kogoś przeprosić. Ta myśl, dla czterech przyjaciół z Berlina, stała się okazją do założenia własnego interesu. Stworzona przez nich firma „Sorry” specjalizuje się bowiem w przepraszaniu. Są nadzwyczaj dokładni, konkretni i świetni w swoim fachu. Bez zbędnego dramatu rozwiązują dawne spory klientów, zdobywają ugody, a nawet grają na nosie bogaczom. Tym sposobem szybko zyskują rozgłos i renomę, jednak sława nie zawsze okazuje się być korzystna. W ich przypadku jest to nawet śmiertelne zagrożenie.

Po otrzymaniu zlecenia, którego adresatką jest samotna kobieta, nie spodziewają się niczego szczególnego. Jak bardzo się mylą, wychodzi na jaw po otwarciu drzwi do jej mieszkania.  Odkrywają wówczas, że została ona przybita do ściany, a ich zadaniem jest przeproszenie jej za niewyobrażalne męki, jakich doświadczyła tuż przed śmiercią. Zamówienie mrozi krew w żyłach, ale jak się wkrótce okazuje, to wcale nie ono jest tutaj najgorsze.

Książka pod względem budowy jest bardzo dziwna. Fabułę skonstruowano z różnych punktów widzenia, natomiast narrator co rusz zwraca się do czytelnika, utożsamiając go z osobą mordercy. Jest to zabieg bardzo nietypowy, może nieco nawet ryzykowny, ale za to maksymalnie angażujący odbiorcę. Podobnie rzecz się ma z układem scen. Poznajemy sekwencje zdarzeń sprzed i po najważniejszych momentach akcji. Wiemy, że jacyś chłopcy bawią się na placu budowy, ktoś inny został zamknięty w bagażniku, ale nie mamy pomysłu jak to przyporządkować. Pozornie niczym nie powiązane elementy z czasem układają się w logiczną całość, sprawiając nam masę przyjemności przy ich kompletowaniu.

Sorry to przede wszystkim duszna atmosfera zagrożenia, pozbawiona prostych rozwiązań. Książka wnosi sporo nowego, nie tylko w budowie historii, ale i w samym pomyśle na nią. Po przeczytaniu niezliczonej ilości thrillerów i horrorów nie sądziłam, że znajdę jeszcze coś co mnie zaskoczy, jednak powieści Zorana Drvenkera się to udało. Jest bardzo chwytliwa, nieco obłąkańcza, a zarazem perfekcyjna pod każdym względem. Polecam.


Książkę otrzymałam od wydawnictwa Telbit, za co bardzo dziękuję. 

Zoran Drvenkar „Sorry”
Ilość stron: 400
Wyd. Telbit
Warszawa 2011
Ocena: 6/6

środa, 28 września 2011

Poczekajka - Katarzyna Michalak

Patrycja jest młodą panią weterynarz, która w poszukiwaniu swego „księcia z bajki” chwyta się wszystkich dostępnych środków. Siła woli, afirmacja, a nawet czary. Nic nie jest jej obce. W celu realizacji marzeń podróżuje po świecie, szukając wymarzonego domku i wielkiej miłości. Pewnego dnia przypadek kieruje ją do Poczekajki, maleńkiej wioski, ledwo zaznaczonej na mapie. Czy ta miejscowość okaże się być iście magiczna, a zamieszkanie w chatce wiedźmy korzystne? Nowa praca, ludzie i wielkie wyzwania – tego z pewnością nie zabraknie, ale gdzie ten książę?

W książce spotykamy się z dwoma biegunami ludzkich obyczajowości. Elitą znakomitych i świetnie wyszkolonych prawników oraz wiejską społecznością, robiącą zakupy w sklepie „Sporzywczym”. I choć nie da się ukryć, że podział ten jest mocno stereotypowy, to mieszkańcom Poczekajki nie brakuje uroku. Nie są wszechstronnie wykształceni, ale za to bardzo honorowi, czego niestety miejskiej inteligencji przypisać nie można.

Przedstawicielką ów grupy jest matka Patrycji, której toksyczna miłość do córki nie zna umiaru. Kobieta usiłuje zaplanować jej praktycznie całe życie. Wtrąca się w każdą decyzję, manipuluje ludźmi i faktami. Już dawno nie spotkałam się z tak zaborczą i bezwzględną postacią, która żeby osiągnąć swój cel, gotowa jest skrzywdzić nawet własne dziecko. Z kolei Patrycja to jej całkowite przeciwieństwo. Spontaniczna, trochę szalona dziewczyna, która w każdym widzi dobro oraz wierzy w przeznaczenie. Jej otwartość jest może trochę naiwna, ale  przy bliższym poznaniu każdy chciałby mieć takiego przyjaciela.

Powieść z początku mnie nie zachwyciła, ale im głębiej w nią wkraczałam, tym bardziej mi się podobało. Ostatecznie urzekła mnie ukryta tu magia. Z jednej strony traktowana bardzo serio przez Patrycję, a z drugiej opisywana z lekkim przymrużeniem oka przez autorkę. Dlatego jeżeli chcecie poznać sekrety pracy weterynarza, przygody z panterą i wężem boa, Poczekajka was nie zawiedzie.

Bardzo ciepła, lekka, a przy tym i nie głupia historia.


Katarzyna Michalak „Poczekajka”
Ilość stron: 320
Wyd. Albatros
Warszawa 2008
Ocena: 4/6

wtorek, 27 września 2011

Pociąg do śmierci - Nora Roberts

Na początku mamy trzęsienie ziemi, a potem napięcie już tylko rośnie – za pomocą tej znanej maksymy, bez trudu możemy odzwierciedlić to,co się dzieje w Pociągu do śmierci, kolejnym tomie o przygód Eve Dallas, żywiołowej porucznik z Nowego Yorku. 

Wyjazd do Irlandii miał być dla Eve i Roarke’a okazją do wypoczynku oraz odwiedzenia dawno niewidzianej rodziny. W zasadzie wszystko szło zgodnie z planem, ale tylko do czasu, gdy w pobliskim lesie natknięto się na ciało młodej dziewczyny. W tej okolicy od lat nie było podobnej zbrodni, dlatego doświadczenie i pomoc pani porucznik po raz kolejny okażą się tu niezastąpione.

Niestety morderstwo na wyspie, to nie jedyny problem policjantki. Tuż po powrocie czeka ją kolejna zagadka, tym razem śmierci kierowcy wytwornej limuzyny, a kilka dni później ekskluzywnej damy do towarzystwa. Sprawy wydają się być powiązane, lecz wciąż brakuje w nich jasnego motywu. Na dodatek włożony w morderstwo wysiłek oraz wyszukane narzędzia zbrodni, wskazują na kogoś zamożnego i posiadającego spore umiejętności. Czyżby w okolicy pojawił się seryjny morderca z wyższych sfer?

Podobnie jak w przypadku poprzednich części, również tutaj Nora Roberts świetnie łączy ze sobą elementy kryminału z wątkiem nieco bardziej romantycznym, czyli pożyciem małżeńskim. Od kiedy Eve i Roarke powiedzieli sobie sakramentalne „tak”, mamy okazję poznać ich wspólne perypetie. A trzeba przyznać, że za sprawą licznych nadgodzin na posterunku, do standardowych zaliczyć się ich nie da. Równie niespotykaną, a zarazem zaskakującą sprawą, jest umiejscowienie akcji w roku 2060. Ogólnie w trakcie lektury nie zwraca się na to większej uwagi, ale pojawiające się od czasu do czasu androidy i nowinki technologiczne za każdym razem wywołują drobne zdziwienie.

Szkoda tylko, że pomimo tych plusów powieść ma też jeden poważny mankament. Po naprawdę świetnym początku, gdzieś w połowie książki, napięcie zaczyna opadać, a wszystko z powodu poznania tożsamości sprawcy. Faktem jest, że potem staramy się go złapać na gorącym uczynku, jednak znajomość mordercy w pewien sposób odbiera przyjemność rozwiązywania zagadki.

Z tego też powodu nie mogę powiedzieć by Pociąg do śmierci jakoś szczególnie mnie zachwycił, ale czyta się go naprawdę dobrze. Nie jestem zwolenniczką odkrywania kart już w połowie historii i może dlatego mam wobec niej mieszane uczucia, ale w ogólnym rozliczeniu nie jest źle. I chociaż nie można mnie nazwać wielbicielką, ani nawet znawczynią twórczości Nory Roberts, to muszę przyznać, że kryminały tworzy ona całkiem pomysłowe. 


  Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję. 
 
Nora Roberts (J. D. Robb) “Pociąg do śmierci”
Ilość stron: 392
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 3,5/6

poniedziałek, 26 września 2011

Morderstwo tuż za rogiem - Zofia Małopolska

Kraków to jedno z najpiękniejszy miast w Polsce. Liczne zabytki, malownicze kamienice. Nic tylko się zakochać. Okazuje się jednak, że „rezydencja królów” posiada również drugie oblicze. Mroczne i owiane zbrodniczą aurą niepewności.

Jest burzowa letnia noc. W jednym z osiedlowych domów trwa właśnie głośna zabawa. Nikt nie przypuszcza, że w tym samym czasie, tuż pod ich oknami, dochodzi do tragedii. Od ciosów w głowę ginie mężczyzna, prawdopodobnie bezdomny alkoholik. Do sprawy przydzielony zostaje komisarz Marcin Bartnik, niedoszły lekarz, a obecnie całkiem nieźle radzący sobie policjant.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że będzie to kolejne rutynowe śledztwo. Zatargi między bezdomnymi nie są w końcu niczym nowym, ani skomplikowanym. Niestety w chwili odkrycia kim naprawdę był kloszard, dochodzenie zaczyna niebezpiecznie zapętlać się wokół pewnej, dobrze znanej Marcinowi grupy ludzi.... Co takiego uczynił mężczyzna, że trafił na ulicę. Kto i dlaczego go zabił? Pytań nie brakuje, ale czy komisarz Bartnik będzie wystarczająco zdeterminowany by znaleźć na nie odpowiedź?  

Trzeba przyznać, że najciekawszym zabiegiem w powieści jest wykorzystanie roli pani Rudzkiej, byłej polonistki Marcina. Kobiety leciwej, ale za to posiadającej bystry umysł oraz zmysł obserwacji. Niespodziewanie staje się ona dla Marcina kimś, kogo można by przyrównać do doktora Watsona z serii o Sherlocku Holmesie, czyli pomocnikiem, przyjacielem, a nawet pewnego rodzaju mentorem. Jej spostrzeżenia, a często i własna działalność, okazują się mieć duże znaczenie dla prowadzonego śledztwa. W końcu któż bałby się odpowiedzieć na kilka niewinnych pytań, padających z ust starszej pani ;) 

W toku rozwiązywania zagadki odwiedzamy różne miejsca i ludzi, będąc przy tym zaskakiwani trafnością ich przedstawienia. Nie ważne czy chodzi tu o religijną sąsiadkę, która ma wyrobione zdanie na każdy temat, czy może pracownicę uniwersyteckiego dziekanatu, jak zawsze skorą do „pomocy”. Realność ich zachowania oraz nasze własne doświadczenia z tego typu osobami sprawiają, że opisywane wydarzenia wydają się być bardziej rzeczywiste.

Powieść pani Małopolskiej polecam zarówno fanom kryminalnych historii, jak i miłośnikom Krakowa, bo choć nie wprowadza do gatunku nic nowego, to świetnie umila czas oraz przypomina malownicze zaułki tego miasta. 
  

  Książę otrzymałam od serwisu Kostnica, za co bardzo dziękuję. 

Zofia Małopolska „Morderstwo tuż za rogiem”
Ilość stron: 304
Wyd. Prószyński i S-ka
Warszawa 2011
Ocena: 4/6