poniedziałek, 29 stycznia 2018

Ostatni list od kochanka - Jojo Moyes


Ostatni list od kochanka to książką, której pewno nigdy nie wzięłabym do ręki, gdybym nie wiedziała kim jest Jojo Moyes i jak świetnie potrafi pisać. 

Jennifer, żona azbestowego potentata, zakochuje się w reportażyście, robiącym artykuł o jej mężu. Nie mogąc spotykać się w cztery oczy, kochankowie piszą do siebie listy pełne emocji i pasji. Dziś taki związek nie zwróciłby niczyjej uwagi, ale wówczas o rozwodzie, nie mogło być nawet mowy. Kawałek ich wspólnej korespondencji wpada po latach w ręce Ellie, młodej dziennikarki, której nos wyczuwa w nim świetny materiał na artykuł. Tak oto miłość naznaczona zdradą i wielkimi pieniędzmi, ożywa na nowo.

Tytuł zwiastujący ckliwą historię o niespełnionej miłości, tylko częściowo pokrywa się z tym, co rzeczywiście znajduje się na kartach opowieści. Owszem jest tu wiele o emocjach i zdradzie, ale sedno całej książki kryje się w czymś zupełnie innym. Jest to opowieść o czasach, kiedy kobiety miały przede wszystkim wyglądać i być dodatkiem do mężczyzny. Rzecz o kłamstwie i celowym ukrywaniu prawdy. O zmienianiu rzeczywistości, wielkich obietnicach. O pieniądzach, które tylko z pozoru potrafiły wszystko.

Jojo Moyes to po znakomitych historiach osadzonych we współczesności, sięga do ubiegłego wieku i tworzy coś ponad swoją miarę. We wspólnym rytmie kompletnie nie przypadło mi do gustu, ale Ostatni list z nawiązką wynagradza tamto rozczarowanie. Ta książka ma w sobie klimat Paulliny Simons - jest w niej zagadka, sensacja, jest oczywiście miłość, ale taka żywa, z krwi i kości. Są ślady wojny, bólu i cierpienia.

Jestem zaskoczona i oczarowana. Przeczytałam ją w dwa dni, a chętnie spędziłabym z bohaterami znacznie więcej czasu. Gorąco polecam!


Jojo Moyes "Ostatni list od kochanka"
Ilość stron: 512
Wyd. Między Słowami 
Ocena: 5/6

piątek, 26 stycznia 2018

To jest napad! - Marek Wałkuski


Gdyby ktoś mnie zapytał, jaki kraj kojarzy mi się z napadami na bank, bez wahania odpowiedziałabym, że Ameryka. Nie wiem czy to przez bajki, Lucky Lucka czy filmy o kowbojach, ale facet w kominiarce i worek z łupem, nieodzownie łączy się w mojej głowie ze Stanami.

Jak się okazuje, historia napadów oraz dzieje nierozgarniętych rabusiów, jeśli tylko są umiejętnie opowiedziane, potrafią fascynować, rozbawić, a jednocześnie nauczyć nas, że nim się na coś zdecydujesz, lepiej dobrze to zaplanuj ;)

W Ameryce napady na bank mają charakter masowy. W kraju, gdzie dostęp do broni jest otwarty, rabunek staje się najprostszym sposobem zyskania pieniędzy. Sprawę ułatwia też fakt, że kasjerzy mają odgórny przykaz spełniania żądań takiego delikwenta, aby nie doszło do rozlewu krwi. To jest napad! to jednak coś więcej niż opowieści o rabusiach. To równocześnie historia dolara, bankowości i rozwoju samej Ameryki. Opowieść o największych przestępcach - Bonnie i Clyde, Jessie James, John Dillinger. To też świetnie opisana anatomia napadów i krótki poradnik, jak tego nie robić :)

W roku 2016 w Ameryce dokonano 4251 napadów na bank, z czego większość zakończyła się przy okienku kasowym. Średnia wysokość łupu to 7 tysięcy dolarów, a kara jaką można za to otrzymać to nawet trzydzieści dwa lata odsiadki. Czy warto dla takich pieniędzy ryzykować połowę życia?

Michał Nogaś o książce napisał, że to "udany portret kraju, który nie przestaje zadziwiać, zachwycać  i denerwować". Cóż, Stany rządzą się swoimi prawami i wydaje mi się, że żyje tam największy odsetek marzycieli... a to, że wśród nich są też idioci, to już inna sprawa ;)

Zaskakująco lekka i rozrywkowa lektura!

Marek Wałkuski "To jest napad!"
Ilośćstron: 338
Wyd. Editio
Ocena: 4,5/6

środa, 24 stycznia 2018

Żyj lagom - Anna Brones

Nie za dużo, nie za mało, mniej więcej po środku - oto czym jest szwedzki lagom. To sztuka równowagi, sprawiania, że żyje się w harmonii, równości i prostocie. W teorii brzmi to bardzo górnolotnie, trudno bowiem w typowym pędzie dnia, odpuścić sobie i powiedzieć "nie, to zaburza moje lagom". Są jednak obszary, w których filozofia tego typu, będzie się idealnie sprawdzać.

Anna Brones poprzez opowieść o złotym środku, przybliża nam kulturę i obyczajowość ludzi północy. Jest to też niewątpliwa zaleta tej książki, bo ilekroć na horyzoncie pojawi się chwytliwe słowo (lycke, hygge, prostota, lagom), pozycje na ten temat zalewają wydawniczy rynek. W większości są w nich te same zwroty, ubrane mniej lub bardziej przyjemną dla oka formę. To wydanie na szczęście niesie z sobą trochę nowości, co pewnie bierze się stąd, że Anna tylko w połowie jest Szwedką, a żyjąc na co dzień w Stanach Zjednoczonych, ma na ten temat nieco inne spojrzenie.

Żyj lagom to zachęta do inwestowania w czas i naturę. Ograniczania zajęć, umiejętności cieszenia się z małych przyjemności. Brones podkreśla jednak, że niedaleko od lagom leżą podstawy Prawa Jante, czyli od poglądu że "wszyscy jesteśmy równi" niebezpiecznie zbliżamy się do przykazu - "nie wyróżniaj się". Trzeba więc do wszelkich nowinek podchodzić z rezerwą i wyciągać z nich tylko to, co rzeczywiście jest istotne.

Żyj lagom to lekcja zrównoważonego rozwoju - osobistego, zawodowego, rodzinnego. Książka rzeczowa, przejrzysta i napisana z dystansem. Jeśli ktoś lubi takie klimaty, warto się w nią zaopatrzyć.


Anna Brones "Żyj lagom"
Ilość stron: 226
Wyd. Edipresse Książki
Ocena: 4,5/6

wtorek, 23 stycznia 2018

Mity skandynawskie - Roger Lancelyn Green

Mity Skandynawskie Rogera Lancelyna Greena to książka, z którą tak naprawdę, rozpoczęłam swoją przygodę ze światem bogów nordyckich. Niezmiernie ucieszyłam się, gdy w zapowiedziach właśnie ta pozycja książkowa pojawiła się jako wznowienie. Stare wydanie to właściwie biały kruk, którego z rzadka można spotkać na aukcjach internetowych lub ewentualnie wypożyczyć z biblioteki. Możliwe, że wznowienie jest efektem „boomu” na wszystko, co związane z wikingami, ale ja mam jednak nadzieję, że powodem reedycji jest głównie jej wartość merytoryczna.

Roger Lancelyn Green opowiada o świecie Skandynawów od stworzenia świata aż po nieszczęsny koniec, którym jest Ragnarok. Opowiada w sposób barwny, humorystyczny a przede wszystkim starając się, jak najwierniej oddać wierzenia oraz legendy dotyczące bogów i ich działalności w mitycznej krainie Asgard czy też na ziemskim padole Midgardem.

Na rynku mamy mnóstwo pozycji opisujących mitologię skandynawską. Nie tak dawno nawet Neil Gaiman podjął się zadania odtworzenia tych opowieści. Są też podania, które starają się być jak najdokładniejsze, ale przejawiają się wtedy bardziej akademicką formą literatury. Tym czasem Green łączy to, co najlepsze: wiedzę, wieloletnią pracę i analizę z tym, co w moim mniemaniu, innym się nie udaje - stylem barda, którego opowieść płynnie żwawo. Green tworzy i przekształca te historie, tak aby czytelnik został nimi pochłonięty w całości.

Książka jest już dość wiekowa - jej pierwsza wersja została wydana w 1960 roku, ale jak dla mnie wciąż trzymająca wysoki poziom, a nawet przewyższająca współczesne interpretacje. Świetna sprawa, że nareszcie stała się ona ogólnie dostępna. Serdecznie polecam.

Roger Lancelyn Green "Mity Skandynawskie"
Ilość stron: 272
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5/6

czwartek, 18 stycznia 2018

Nieznośny urok PRL - Janusz Rolicki


Jest rok 1976 Edward Gierek szykuje się na spotkanie z Breżniewem, pułkownik Marczyński otrzymuje rozkaz śledzenia wicepremiera, a każdy wykonany przez niego ruch, jest bacznie obserwowany. Czego nie dostało się na piśmie, to właściwie nie istnieje. W walce na słowo przeciwko słowu, pomóc możne jedynie podsłuch. Tak toczą się przepychanki o realną władzę, która leżeć miała przecież w rękach ludu....  

Janusz Rolicki to jeden z największych znawców PRL. W swej fabularyzowanej historii ujawnia, jak rzeczywiście działał aparat władzy. Że kontrole wysyłane na największych ludzi w partii nie były niczym nowym, a o pozory dbało się najbardziej. 

Nieznośny urok PRL to tytuł idealnie dobrany do dziejących się wydarzeń. Do dziś czasy PRLu jednych przyprawiają o ciarki na plecach, a innym na to wspomnienie, kręci się łezka w oku. Jak było naprawdę? By to ocenić, trzeba by ten okres odczuć na własnej skórze, ale jednego napawano nikt nie poważy - był to najintensywniejszy czas stwarzania pozorów i panoszących się wszędzie niedorzeczności.

Powieść czyta się przyjemnie, bo polityka ukryta została pod płaszczem miłosnych przygód Teresy Grzecznej z wicepremierem. Co rusz w fabule pojawiają się też ciekawostki na temat epoki - zasady przydziału mieszkania, samochodu, sprzęty, które piorunowały wówczas nowoczesnością. Przez pierwsze strony trzeba się po prostu przebić, ale potem akcja sama nas wciąga.

W natłoku albumów o Polskie Rzeczpospolitej Ludowej, powieści tego typu odbiera się inaczej. Tu nie ma miejsca na sentymenty i domysły, tu Wielki Brat bezustannie na nas patrzy. Jest to fajne urozmaicenie wiedzy o tamtym etapie.


Janusz Rolicki "Nieznośny urok PRL"
Ilość stron: 356
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 4,5/6

środa, 17 stycznia 2018

Prostota. Siła codziennych rytuałów - Brooke McAlary

"Życie jest lepsze, kiedy nie staramy się robić wszystkiego".

W dobie, kiedy cały świat możemy utrzymać dosłownie w jednej ręce, umiejętność bycia i zanurzania się w tym, co jest przed nami, coraz bardziej zanika. Pędzimy za nowym, jesteśmy zmęczeni i zestresowani ilością napływających informacji. Brooke McAlary miała już tego dość i tak, z potrzeby wyhamowania, zrodziła się Prostota.  

Prostota to mozolnie wypracowany zestaw pomysłów na to, jak ułatwić sobie życie i wrzucić na luz. To siedem sposobów, które wymagają w prawdzie czasu, wysiłku i energii, ale autorka obiecuje, że wszystko po stokroć nam się zwróci. Jej przepis na szczęście brzmi - włączmy na chwilę wielozadaniowość, odłączmy się od sieci i oczyśćmy umysł. Kiedy opracujemy idealny rytm dnia i wygospodarujemy dla siebie kilka minut, wszystko stanie się łatwiejsze.

Prostota to uroczono wydana książka pełna fotografii i dobrych rad. Dla mnie samo przebywanie z tym tytułem sprawiło, że zapomniałam na chwilę o zewnętrznym świecie, jednak treściowo niestety nie wnosi ona zbyt wiele nowego - jeśli ktoś siedzi, chociażby trochę w tematyce organizowania czasu, to właściwie powieli posiadane już informacje. Plus jednak za pogląd wytrącania z równowagi, który w pełni mnie przekonuje: "zamiast męczyć się, próbując osiągnąć równowagę, nauczcie się pochylać nad tym, co akurat teraz jest ważne. Nauczcie się świadomego wytrącania z równowagi. I - co istotne - nauczcie się te odchylenia akceptować. A tak naprawdę powinniście zostać ich zwolennikami".

Więcej prostych przyjemności + więcej uwagi, celowości = większe zadowolenie - "prawdziwa tajemnica szczęścia, to autentyczne zainteresowanie dla każdego szczegółu codziennego życia". Bądźmy przez moment tu i teraz.


Brooke McAlary "Prostota"
Ilość stron: 104
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6
Premiera: 17.01.2018r.

wtorek, 16 stycznia 2018

Chłopcy, których kocham - Anna Ciarkowska


"Poranna afazja.
Jest pusta przestrzeń między słowami.
Akcent pada na miejsce wolne od zamętu.
Rano nie robimy zdań, tylko odstępy między wyrazami.
Nie robimy planów, tylko wolne przestrzenie.
Otwieram dłoń, pięć palców i pięć miejsc do wypełnienia".

Książka pełna napięcia, nostalgii i miłości. Chłopcy, których kocham to notatki na temat bliskości i relacji damsko męskich. Skrótowe, bardzo oszczędne w formie, za to naszpikowane tęsknotą i  potrzebą zrozumienia. On jest jak kamień, Ona dotykiem drąży skałę. Milczy i słucha, do siebie przykłada ucho...

Czytając zapiski Anny Ciarkowskiej wpadamy w pewną formę zawieszenia. Niby jest to poezja, ale taka ludzka, zrozumiała dla każdego i płynąca z doświadczenia. To taka Rupi Kaur dnia codziennego, gdy On wychodzi a Ona czeka. Do tego ilustracje - szkice stworzeń i roślin. Cudo, które odbiera się wszystkimi zmysłami.

"Usta gotowe do słowa, dłoń otwarta na wróżbę. 
Cała jestem czekaniem".

Klimatycznie, subtelnie, tajemniczo. Czysta przyjemność poznawania.


Anna Ciarkowska "Chłopcy, których kocham"
Ilość stron: 280
Wyd. Otwarte
Ocena: 6/6
Premiera: 22 stycznia 2018r.

piątek, 12 stycznia 2018

Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół - Mikołaj Nosow

Klasyka literatury dziecięcej, która przypomina o sobie w bardzo wdzięcznej formie.  

Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół to opowieść o krasnoludkach, tych dobrych oraz bardziej psotliwych, a także o jednym takim, który lubi opowiadać fantazyjne historie. Wyobraźnia Nieumiałka nie ma właściwie granic, ale jak wszyscy wiemy - kłamstwo ma zawsze krótkie nogi. Co się stanie z krasnoludkiem, gdy inni odkryją prawdę? Czy spotka go jakaś kara, czy ktoś mu zdoła jeszcze uwierzyć? 

Historia Mikołaja Nosowa to ponadczasowa opowieść o przyjaźni i potrzebie mówienia prawdy. Sama niestety wcześniej jej nie znałam, ale gdzieś z tyłu głowy wydaje mi się, że za dziecka kartkowałam ją u dziadków. Kojarzę tę łódkę i chłopca w ogromnej czapce... Dziś obrazy te łączę z treścią i jestem pod ogromnym wrażaniem.

Wydawnictwo Literackie wykonało świetną robotę, bo książkę Mikołaja Nosow pozostawiło w oryginalnej formie. Te same pełne szczegółów, odręczne rysunki, duży format, atmosfera i przekaz, który mimo upływu lat, tylko zyskuje na znaczeniu.

Zabawna i mądra książka nie tylko dla dzieci.

Mikołaj Nosow "Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół"
Ilość stron: 180
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

czwartek, 4 stycznia 2018

Manufaktura codzienności - Joanna Matusiak

"Ten moment, gdy wychodzisz z kawą po schodach, a za tobą osiem łap raźnie podskakuje..." - skąd ja to znam :)

Książka skrywająca w sobie mnóstwo emocji i rozważań nad codziennym życiem. Hasła przybliżające sprawy zwyczajne, trochę nostalgii, tęsknoty, a przede wszystkim zachwyt nad tym, co proste, co zwykłe i co często jest pomijane. To taki codziennik pełen dobrych myśli, myśli które warto zaznaczyć, a przede wszystkim w wcielić w swoje życie.

Joanna Matusiak znana jest ze instagramowego konta: @manufaktura_splotow, gdzie w scenerii pełnej zieleni i kotów, uchyla rąbka swej niezwykłej zwykłości. Wbrew pozorom jej książki nie dominują jednak zdjęcia, bo tekst, a właściwie treść, gra w nim kluczową rolę. Są to przemyślenia kobiety, która nauczyła się, że najważniejsze w życiu jest patrzeć i czuć. Nie pędzić, nie doznawać, ale świadomie przeżywać chwile. 

Ujęła mnie kameralność tej książki. Jej osobisty wymiar, taki bardzo Asi, a jednocześnie uniwersalny i dobrze znany nam wszystkim. Skromność i czystość formy, przepełnionej jednocześnie sensem.

Cudowna i idealna na prezent - szczególnie dla samego siebie.


Joanna Matusiak "Manufaktura codzienności"
Ilość stron: 352
Wyd. Sensus
Ocena: 6/6
* pierwsze zdjęcie - aut. Joanna Matusiak << klik
Premiera: 17 stycznia 2018r.

środa, 3 stycznia 2018

Na dobry początek


Jak to u mnie bywa, wypada w roku taki miesiąc, gdzie czytam mało albo nie czytam wcale. Tym razem był to grudzień i kompletnie tego nie żałuję. Miałam kiedy udekorować dom, nadrobić serialowe zaległości i sprawić by godziny, chociaż raz, płynęły wolnej.


Mam nadzieje, że i Wam ostatnie tygodnie minęły niespiesznie, a zapału na nowy rok nie brakuje. Wytrwałości, odwagi i uporu - wszystko przed nami!