środa, 29 lipca 2020

Pozdrawiam i przepraszam - Fredrik Backman

Babcia Elsy to płynna energia, gotowa dla swej wnuczki zrobić naprawdę wszystko. Ostatnio włamała się do zoo tylko po to, aby Elsa zapomniała, że był to dzień w którym trzy starsze dziewczyny pobiły ją i podarły szalik. Wolała, żeby zapamiętała to jako dzień, w którym babcia uciekała przed policją. 

I chociaż Babcia ma siedemdziesiąt siedem lat, to nie przeszkadza jej to stać nago na balkonie i mierzyć z broni do paintballa w mężczyzn, którzy chcą rozmawiać o Jezusie. Ani tym bardziej stroić sobie żarty ze swej irytującej sąsiadki Britt-Marie (tak Britt, która doczekała się osobnej książki, tu miała swe początki!!). 

Niestety pewnego dnia babcia odchodzi, pozostawiając po sobie serię listów z przeprosinami. Tak od wiadomości do wiadomości, Elsa poznaje swoich sąsiadów, psy bojowe oraz przeżywa całą masę szalonych przygód.

Pozdrawiam i przepraszam to chyba najpoważniejsza książka Backmana. Oczywiście dla niego powaga to wciąż duża ilość szalonych pomysłów, jednak pod tą delikatną aurą absurdu, kryje się kwintesencja życia. Babcine opowieści ze Świata-Między-Snem-A-Jawą, pobyt na misji, poświęcenie, pomoc niesiona obcym ludziom, a także krzywda tych, którzy powinni być jej najbliżsi. 

Historia opowiedziana z punktu widzenia siedmio-, no prawie ośmioletniej dziewczynki - mądrej, choć upierdliwej, która wszelką wiedzę czerpie z Wikipedii. Może mniej szalona, za to bardziej życiowa. 

Backman zachwyca. Nie inaczej! 


Fredrik Backman "Pozdrawiam i przepraszam"
Ilość stron: 456
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5/6

czwartek, 23 lipca 2020

Galapagos - Kurt Vonnegut

Galapagos to nowa kolebka ludzkości. To miejsce, gdzie po ekonomicznym kryzysie i upływie miliona lat, życie rozpoczyna się na nowo.

Historia staruje w roku 1986, kiedy to ziemię dosięga plaga bezpłodności przez która, gatunek ludzi praktycznie znika jej powierzchni. Jedynymi, których ominęła ta przypadłość są uczestnicy Przyrodniczej Wyprawie Stulecia na wyspy Galapagos. Teraz, to od nich zależy przyszłość gatunku, który ewoluuje w bardzo zaskakujący sposób. Całość wydarzeń relacjonuje Leon Trout, żołnierz amerykańskiej armii, który stracił życie przez dekapitację blachą falistą (sic!).

Czytając wcześniejsze książki Vonneguta przywykłam już do jego szalonych pomysłów, jednak Galapagos to zupełnie nowy wymiar wariactwa. To powieść niezwykle wymagająca, rozciągnięta i o powolnym tempie, naszpikowanym dygresją. Kurt odwołuje się w niej do darwinowskiej teorii ewolucji, filozofii i na swój wyjątkowy sposób kreśli przyszłość, jaka nas czeka. 

Autor bez wątpienia ma zmysł obserwacji oraz talent do satyrycznego do opisywania świata, ale szkoda, że tym razem czyni to w zbyt rozwlekły sposób, gubiąc po drodze istotę rzeczy.

Tym razem Vonnegut wprawił mnie w konsternację. Kolejny jednak raz wznoszę oklaski na widok okładki - genialna, metaforyczna, wieloznaczna! Dajcie znać, co na niej widzicie, bo to swego rodzaju test na spostrzegawczość. 


Kurt Vonnegut "Galapagos"
Ilość stron: 400
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 3/6

poniedziałek, 20 lipca 2020

Od jednego Lucypera - Anna Dziewit-Meller


"Miłość w śląskim domu to towar deficytowy. Ciężko pracujący ludzie nie mają na nią czasu, 
bo muszą harować, żeby uzasadniać swoje istnienie". 

Katarzyna od lat zadaje sobie jedno pytanie: dlaczego wszystko jest z nią nie tak?

Po studiach wyjechała do Holandii, by prowadzić badania na tutejszym uniwersytecie. W Polsce praktycznie nikt jej nie został: matka już nie żyje, a babkę odwiedza okazjonalnie. Temu uciekła, zostawiając za sobą rodzinny Śląsk i przejmującą ciszę. Uciekła od przeszłości, od siebie samej, od tego, co pozostawiła po sobie jej matka.

Po latach zmuszona by wrócić, porządkuje rzeczy po babce. Znajduje wśród nich fotografię Marii - kobiety o której w rodzinie nikt nie chce pamiętać, i o której się nie mówi. Katarzyna chce przywrócić jej dobre imię, a walcząc o nią, walczy przede wszystkim o siebie.

Od jednego Lucypera to przejmująca historia Śląskich przodownic pracy, dziewcząt z fabryk, hut i kopalń. To opowieść o bólu, nadużyciach, o obowiązku godzenia ze sobą tuzina różnych ról, zarówno tych domowych, jak i zawodowych. Rzecz o komunistycznej chorobie, toczącej Polskę w połowie ubiegłego wieku. O propagandzie, strachu i potrzebie miłości.

Autorka opisuje kobiece losy na przestrzeni trzech pokoleń, demonstrując, jak pochodzenie może wpływać na nasze możliwości oraz podejmowane decyzje. To spory kawałek przemilczanej historii regionu, ale przede wszystkim kobiet, których życie dzielą dekady, a łączy je właściwie wszystko.

Anna Dziewit-Meller zachwyca wnikliwością obserwacji, dialogami wypowiedzianymi gwarą, umiejętnością portretowania spraw trudnych, a zarazem ważnych.

"Jaka marchew - taka nać, taka córka - jaka mać
Jaka matka - taka cera - od jednego Lucypera".

Anna Dziewit-Meller "Od jednego Lucypera"
Ilość stron: 304
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

środa, 15 lipca 2020

Wszystko, co lśni - Eleanor Catton

Walter Moody trafia w sam środek tajnej narady. To tu, w palarni hotelu Korona dwunastu mężczyzn dywaguje nad lokalną zagadką. Wplątana w nią jest miejscowa prostytutka, odludek, którego znaleziono martwego oraz wielka fortuna, ukryta w jego domu. Generalnie 14 stycznia 1966 roku wydarzyło się wiele: to wtedy umarł Crosbie Wells, Emery Staines zniknął, Francis Carver odpłyną w siną dal, Alistair Lauderback przybył do Hokitiki, a Anna Wetherell o mało nie rozstała się z tym światem. Sporo jak na jedną miejscowość, a to dopiero początek wszystkich wydarzeń.

"Moody z roztargnieniem przesunął palcem wokół brzegu szklanki. Musi istnieć jakieś lepsze wyjaśnienie dla tego wszystkiego niż skomplikowany zbieg okoliczności. Co powiedział Balfour kilka godzin temu? Że szereg przypadków nie może być przypadkiem? Czymże zaś jest pojedynczy przypadek, myślał Moody, jeśli nie zatrzymanym w czasie momentem w sekwencji zdarzeń, które należy dopiero wyjaśnić?".

Tu nie chodzi o tempo akcji, sensację czy jakiś niezwykły klimat. Magia kryje się w historii, w stylu opowieści. Tak, Wszystko, co lśni to powieść pełną parą. Bogata, naszpikowana postaciami, zachwycająca feerią charakterów i krajobrazów.

To opowieść zbudowana z mniejszych narracji, gdzie za poszczególne zdarzenia opowiadają układy gwiazd. Śmiało można rzecz, że Wszystko, co lśni to misternie tkana sieć powiązań i zdarzeń, zapisanych na niebie. Osobiście niw ząb nie znam się na astrologii, ale jeśli ktoś siedzi w temacie, wiele wniosków wysunie z diagramów rozrysowanych na początku każdego rozdziału. Podobnie z postaciami, którymi rządzą znaki zodiaku, a czytelnik możne się sprawdzić, czy jego decyzje byłby podobne do literackiego towarzysza.

Eleanor Catton stworzyła książkę, która z pewnością nie jest dla każdego. Sama czekałam aż cztery lata na ten właściwy tydzień i moment. Te niemała 936 stron, to pokaźna dawka relacji, w której dłużyzny również się zdarzają (szczególnie jeśli chodzi o opisy, które autorka uwielbia).

Rzecz ciekawa, acz daleka jestem od nazwania jej wybitną. Obecnie czekam na ekranizację, mam nadzieję, że dzięki Evie Green tu już będą fajerwerki oraz wielkie emocje.


Eleanor Catton "Wszystko, co lśni"
Ilość stron: 936
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6

 

piątek, 3 lipca 2020

Rozgrzeszenie - Yrsa Sigurðardóttir


Stella przygotuje właśnie kino do zamknięcia. Sprawdza kasę, salę i toalety, kiedy przypomina jej się, że w trakcie dnia dostała dziwną wiadomość na snapie - jej niewyraźne zdjęcie zrobione z ukrycia i dopisek "do zobaczenia". Bierze to za żarty albo słaby podryw nieśmiałego chłopaka, ale niestety, rzeczywistość okazuje się być dużo gorsza. Niedługo po tym jej martwe ciało wleczone jest na podjazd, a zamaskowany morderca zdaje się nie wyrażać ani krzty emocji. Czym Stella zasłużyła sobie na taki los i w jakim celu sprawca zabrał ją ze sobą? 

Trzecie spotkanie z Huldarem i Freyją to kolejne wejrzenie w społeczne dysonanse i problemy. Tym razem rzecz się tyczy tematu często podnoszonego w mediach, czyli cyberprzemocy oraz nękania rówieśników w szkole. W sieci aż roi się od złośliwości. Trucizna przekazywana jest z wiadomości do wiadomości, a Yrsa Sigurðardóttir genialnie oddała mechanizm tej złośliwości. To, jak celem stosowania przemocy w szkole jest zranienie i poniżenie ludzi, fizyczne oraz psychiczne. Szkody są często długotrwałe. Świadkowie takich zachowań zazwyczaj biorą stronę agresora tylko po to, żeby samemu nie zostać jego kolejną ofiarą. To wzmacnia pozycję sprawcy w grupie i zwiększa szacunek do niego. Takim dzieciom może być trudno zejść z piedestału, ponieważ nie tylko dorośli chętnie oddają raz zdobytą władzę. A jak wiadomo: dla władzy co poniektóre osoby są w stanie zrobić wszystko.

Rozgrzeszenie to kawał świetniej literatury. To idealne połączenie kryminału ze społecznym tłem wydarzeń. To bohaterowie, których uwielbiam oraz lekkie pióro autorki.

Kolejne tomy serii nic nie tracą na swej sile i świeżości. Serdecznie polecam, bo Yrsa najlepszą islandzką pisarką jest - kropka.

Wcześniejsze tomy:

Yrsa Sigurðardóttir "Rozgrzeszenie"
Ilość stron: 384
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 5/6