poniedziałek, 30 października 2017

Nie tak miało być - Targi Książki Kraków 2017r.

To moje siódme Krakowskie Targi Książki. Pamiętam jeszcze imprezę organizowaną w pierwszej hali przy ul. Centralnej. Był tam ścisk, niesamowita duchota i właściwie brak wentylacji. Wszyscy żyli nadzieją i oczekiwali obiecywanych przenosin do Hali Expo. Zapowiadano mnóstwo nowego miejsca, ładniejszą lokalizację, świetne warunki... Cóż mogę powiedzieć po tych siedmiu latach? Niestety tyle, że prócz adresu nie zmieniło się nic.


Jak było ciasno, tak jest, choć budynek powierzchniowo na pewno jest większy, ale szerokość alejek względem zainteresowania nie daje rady. Ludzie się przeciskają, potrącają. Absurdem jest według mnie wypuszczanie w tłum "pluszaków", które samym strojem zajmują całą powierzchnię. Co jednak boli mnie najbardziej, to beztroska organizatora, który raz, że z roku na rok nie wprowadza żadnych nowości - nie testuje innego ustawienia stoisk (największe wydawnictwa są obok siebie, więc gdy dodamy do każdego po głośnym nazwisku, zapomnijmy o przejściu tamtą stroną), a po drugie brak pomysłu by tę sytuację i brak komfortu poprawić.


Spotkanie z Camillą Läckberg. Zainteresowanie gigantyczne (co chyba nikogo nie dziwi). Komu zależało bardziej, ten wcześniej ustawiał się w kolejce. Mnóstwo osób czekało po 1,5 a nawet 2 godziny, by na samym końcu zostać zepchniętym i niemal zadeptanym przez tych, którym się spieszyło i mieli w poważaniu wszelkie zasady kultury.

Największa gwiazda szwedzkiego kryminału, zaproszona została do sali ulokowanej na środku głównego korytarza. Czekając na podpisy zatamowaliśmy całe przejście, nie było ustawionych żadnych barierek nadających kształt, choćby połowie kolejki. Można było postawić wijące się alejki, raz, że każdy wiedziałby gdzie stoi, a dwa bylibyśmy mniej rozproszeni - inni mogli by przejść. Na miejscu powinno stać dwóch ochroniarzy, jeśli niezaplanowanych od razu, to wysłanych tam zapobiegawczo dla utrzymania porządku przy takim tłumie. Nie było żadnej z tych rzeczy, więc gdy tylko drzwi się otworzyły koniec kolejki szturmem ruszył na wejście. Ludziom puściły nerwy, były wrzaski, przepychania (pamiętajmy, że w kolejce były osoby z małymi dziećmi). Do opanowania tłumu wysłano filigranową blondynkę - nie ujmuję jej kompetencji, jak kobiecina ryknęła to nawet rosłe chłopy się cofały, ale przez całe dwie godziny nie oddelegowano jej nikogo do pomocy!

Camilla z uśmiechem starała się podejść do całej sytuacji, żartowała, że czuje się jak gwiazda rocka, ale na swoim >>instagrame<< nie omieszkała wspomnieć o chaosie i małej panice - czy tak powinno się przyjmować gości?

Pierwsza zasada zgromadzeń grupowych - tłum NIGDY nie myśli, tłum działa na zasadzie emocji, to organizator musi nim kierować! Przewidywać, co się może wydać i dbać o wspólne bezpieczeństwo!! Ja przyznam, że przyparta do ściany i depcząca po przewróconym krześle bezpiecznie się w ogóle nie czułam....

Nie narzekam na autorów, choć na każdej edycji są właściwie zawsze w identycznym składzie, to jednak przykro mi jest, gdy się nie wyciąga wniosków płynących z lat poprzednich. Z roku na rok, co idealnie widać po statystykach, liczba odwiedzających Targi wzrasta - z 35 000 osób w 2011 roku do 68 000 (!!) w 2016. Hala Expo, niestety więcej już nie pomieści, niezbędne jest poszukiwanie nowej lokalizacji, albo zastanowienie się jak w inny sposób rozwiązać tę patową sprawę.


Dziś, choć ochłonęłam już z najgorszych emocji, czuję niesmak, bo tych kilka dni w roku to jest nasze święto, a właściwie powinno być nasze literackie święto. Obecnie jest to walka o podpis, o spotkanie, o to by w jednym kawałku wydostać się z alejki...

Brakuje mi wprowadzania nowości, urozmaiceń w programie. Promocji, które dorównywałyby tym, które Wydawnictwa mają na swoich stronach. Postęp widać jedynie na stoiskach - coraz ciekawsze pomysły, aranżacje, zawsze miła i pomocna obsługa. Tylko, że w momencie, gdy po godzinie mamy ochotę uciec od Expo jak najdalej, sami wystawcy sprawy nie uratują...

czwartek, 26 października 2017

Wszystko wina kota - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Lidia jest autorką poczytnych romansideł. Jej książki od lat nie opuszczają list największych bestsellerów, ale jej twarz mimo odniesionego sukcesu, pozostaje nieznana. Unikająca szumu bohaterka, ma jednak inną obsesję. Jest nią jej nowy sąsiad, blond włosy "surfer", którego dom bezustannie nawiedza jej niesforny kot. 

Wszystko wina kota to sytuacyjna komedia omyłek. Życie współczesnej pisarki, współpracującej z wydawcami, blogerami i zmagającej się z pewnym złośliwcem, który wystawia jej negatywne opinie. I choć z zamysłu jest to typowy umilacz - romantyczny, przyjemny, to w takim wydaniu to jednak nie dla mnie. Czytuje naszych pisarzy, kibicuje im z całego serca, ale w prozie kobiecej brak mi faworyta.

Nie zaciekawiło, nie porwało, nie wznieciło emocji, nie skłoniło do refleksji - oprócz jednej, że taka literatura, to jednak nie dla mnie. O ile sercowe zawirowania w wykonaniu Ahern albo Moyes po prostu uwielbiam, tak w polskim wydaniu nie podchodzi mi i koniec.

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Wszystko wina kota"
Ilość stron: 360
Wyd. Novae Res
Ocena: 3/6

poniedziałek, 23 października 2017

Damy, dziewuchy, dziewczyny - Anna Dziewit-Meller

Książka adresowana do młodszej grupy czytelników, łącząca w sobie historię Polski, portrety znaczących kobiet oraz nutę feminizmu.

Kobieta, której zawdzięczamy Damę z łasiczką (Izabela Czartoryska), która oddała swoją twarz dla Warszawskiej Syrenki (Krystyna Krahelska) i która potrafiłaby zawstydzić samego Jamesa Bonda (Krystyna Skarbek).

Anna Dziewit-Meller językiem dobranym do dziecięcego wieku, pobudza ciekawość opowiadając o bliskich i dalekich losach Polski. Nazwiska kobiet, które walczyły, działały i dbały o wspólne dobro. Królowe, pisarki, malarki, wojowniczki o naszą wolność.

Z książki na książkę widać, że autorka się rozwija i lubi eksperymentować. Po lekko popowym Disko, poprzez poważną Górę Tajget do Dam, które dzieciakom przybliżą najistotniejsze sprawy. Każda charakterystyka kończy się słownikiem ważniejszych wyrazów, a zadawane w trakcie lektury pytania, aktywują słuchacza. 

Anna Dziewit-Meller zaczyna spoglądać w tym samym kierunku, co Sylwia Chutnik, a mi ten kierunek bardzo się podoba. Nauka ukryta w aurze przygody i dobrego humoru.


Anna Dziewit-Meller "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy"
Ilość stron: 160
Wyd. Znak emotikon
Ocena: 5/6

piątek, 20 października 2017

Miasto świętych i złodziei - Natalie C. Anderson

Zadbaj o to, żeby nie istnieć. Nikomu nie ufać i nie mieć przyjaciół - oni cię osłabiają. 

Żyjąc na ulicy w kraju takim, jak Demokratyczna Republika Konga, nie możesz pozwolić sobie na popełnianie błędów i Tina dobrze o tym wie. Gdy jej matka pracowała jako pokojówka, mieszkały w pięknym domu zamożnej rodziny. Niestety, kiedy człowiek zasłyszy to, czego nie powinien, los obraca się przeciwko niemu. Matka Tiny zostaje zastrzelona, a siostry rozdzielone. Rządna zemsty dziewczyna, wstępuje do gangu, idąc wytrwale po swoje. 

Książka Natalie C. Anderson to fikcja, ale niestety w wielu momentach oparta na faktach. Łamanie praw człowieka, nadużycia wobec kobiet, to chleb powszedni i władze w DRK nic sobie z tego nie robią. Dzieci żyją pozostawione same sobie, a nie wszystkie mają w sobie tyle siły, co Tina, bohaterka książki. Myślę, że właśnie to zderzenie naszego romantycznego wyobrażenia o Afryce z bezprawiem, tamtejszych krajów, wywiera na czytelniku największe wrażenie. 

Miasto świętych i złodziei to opowieść o strachu i zadośćuczynieniu. Skierowana raczej do młodzieży, otwiera oczy na wiele społecznych spraw oraz problemów. Ciekawi, trzyma w napięciu, a dodatkowo klimatem kojarzy się, że Śmieciem Andy'ego Mulligana.

Najbardziej podoba mi się to, ze dzięki tej powieści, mogłam poznać okruchy codzienności, malutkie sprawy i decyzje tamtego świata. Okazuje się ze temat łamana praw człowieka nie ma końca. Jak ulepić swoją rzeczywistości po przeżytej tragedii? Znaleźć sprawiedliwość, zadbać o bliskich i o samego siebie?
Dobra, ciekawa, godna polecenia książka.


Natalie C. Anderson "Miasto świętych i złodziei"
Ilość stron: 512
Wyd. Initium
Ocena: 4,5/6

czwartek, 19 października 2017

Dwe dwoje - Nicolas Sparks


Gdy poślubił Vivian sądził, że chwycił życie za rogi. Miał wymarzoną żonę, dom, w końcu też dziecko. Jednak kiedy Vivian postanowiła zrezygnować z zatrudnienia aby zajmować się domem, jedyne co odczuł, to narastająca presja. Spędzał w firmie coraz więcej godzin, córkę widując sporadycznie. W końcu postawił wszystko na jedną kartę i założył firmę...

We dwoje to moje pierwsze spotkanie z Nicolasem Sparksem w formie książkowej i jestem mile zaskoczona kreacją Russela. Mężczyzna, któremu rozpada się rodzina, a interesy nie idą tak, jak iść powinny, nie jest wcale jednobarwną postacią. Łatwo z jego punktu widzenia jest obwiniać żonę, tylko, że jego z jednej strony przesadne przejmowanie się, a z drugiej branie wszystkiego na siebie, też odciska piętno na sprawie. W małżeństwie coraz częściej dochodzi do kłótni, sprowadzając ich związek na skraj przepaści.

Pierwsze, co mogę powiedzieć po skończonej lekturze, to, że popularność Sparksa wcale mnie nie dziwi. Jego książka jest obszerna, ale kontakt z nią nie wymaga wysiłku. Co więcej pod otoczką rodzinnych sprzeczek kryje się masa relacji, które aż miło się ogląda. To jak Russel porozumiewa się z siostrą, wraca do wspomnień z dzieciństwa, jak konserwatywna rodzina traktuje swoje "odmienne" dziecko. Mawiają, że We dwoje znacznie różni się od dotychczasowych książek, ale obstawiam, że raczej nie w kwestii języka.

Rzecz o karierze, rodzinie i żalu. Co tu dużo mówić - facet ma dar do dobrych historii.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu 
 http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1688,3782,strazak.html
Nicolas Sparks "We dwoje"
Ilość stron: 544
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6

wtorek, 17 października 2017

Cisza. Kronika życia pewnego mordercy - Thomas Raab

Powieść, która elektryzuje od pierwszego zdania. Karl rodzi się jako upragnione dziecko, a dorasta jako lokalny wyrzutek. Obdarzony nadzwyczajnym słuchem, nie jest w stanie przebywać w normalnym środowisku. Żyje i dorasta w piwnicy - z dala od świata, z daleka od ludzi.

Gdy nabiera odwagi i przenosi się na powierzchnię, czas upływa mu na obserwacji miasteczka. Szybko orientuje się jak bardzo, to co mówią mieszkańcy wioski w dzień na ulicy różni się od tego, co opowiadają sobie wieczorem za zamkniętymi drzwiami. Dzięki doskonałemu słuchowi poznaje ludzi do głębi. Ich udawaną uprzejmość i prawdziwą bezduszność. Będąc świadkiem samobójstwa matki, odkrywa też, jak wielkim wybawieniem staje się śmierć.

Książka Thomasa Raab to portret nie tyle mordercy, co człowieka, który śmierć poznał z innej, nieznanej nikomu strony. Dojrzał w niej spokój, sposób na doznanie upragnionej ciszy. Czy uwalnianie innych od lęku może być złe? Czy matka, która pobłądziła między miłością i niechęcią, może zostać uznana za winną tego wszystkiego?

Połowę książki pochłonęłam w bezdechu. Historia dziecka, którego los jednoznacznie skazuje na drogę tragedii. Jego eksperymenty na zwierzętach, zdania opatrznie zrozumiane. Wreszcie pierwszy cios zadany człowiekowi...

Thomas Raab bierze na siebie nie lada wyzwanie i robi to dobrze. Cisza jest czymś nowym, nietuzinkowym. Szkoda tylko, że zakończenie nie daje już tej satysfakcji co początek. Psychologia dziecka wychodzi Raab mimo wszystko lepiej. A i ważna uwaga - nie traktujcie tej książki jak klasycznej sensacji, z tym gatunkiem nie ma ona nic wspólnego.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu 
 http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1688,3782,strazak.html

Thomas Raab "Cisza. Kronika życia pewnego mordercy"
Ilość stron: 352
Wyd. Albatros
Ocena: 4/6

poniedziałek, 16 października 2017

Labirynt duchów - Carlos Ruiz Zafon



Czwarty tom niezwykłego cyklu o Cmentarzu Zapomnianych Książek - serii, która przenosi czytelnika w świat Barcelony i magicznych powiązań między literaturą a życiem.

Dotknięta wojną domową Hiszpania, kolejny rok stara się pozbierać po doznanej traumie. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika Minister Kultury, tajni agenci ruszają na poszukiwania. W szeregach śledczych znajduje się Alicja Gris, mająca wśród politycznych celów również własne zamiary. Wspólnie z kapitanem policji Vargasem udają się do Barcelony, wiedzeni tropem z książki dla dzieci...
 
Labirynt duchów to w pewien sposób dopełnienie i uzupełnienie wątków, zapoczątkowanych w trzech, wcześniejszych książkach autora: Cieniu wiatru, Grze anioła i Więzieniu nieba. Osoby, które dopiero zaczynają przygodę z Zafonem zostaną przyjemnie wprowadzone w historię, a ich ciekawość pobudzona do tego stopnia, że na pewno nadrobią brakujące tomy. 

Powieść czyta się z zapartym tchem, czego winnym jest piękny język, wyjątkowi bohaterowie, przygody, które całym sobą się przeżywa. Odmienna jest tylko atmosfera - bardziej duszna i mroczniejsza niż ta, do której się przyzwyczailiśmy. Miłość do literatury jednak pozostaje. To prawdziwa książka o książkach, taka z serca i dla serca. Losy rodziny Sempere, ich księgarni... jestem pewna, że bez reszty w niej przepadniecie.





Carlos Ruiz Zafon "Labirynt duchów"
Ilość stron: 896
Wyd. Muza
Ocena: 5/6

piątek, 13 października 2017

Na gigancie - Peter May


Spotykają się w momencie, gdy od ich ucieczki mija dokładnie pięćdziesiąt lat. To dla nich ostatnia szansa, aby coś zrobić. Nawet jeśli nie mogą tego zmienić, spróbują to chociaż naprawić. Wtedy uciekali jako siedemnastolatkowie, którzy mieli wszystko do stracenia, dziś nie trzyma ich już nic. 

Jack, Dave, Maurie, Simon i Jeff, grupa dzieciaków, która założyła zespół i postanowiła ruszyć za sławą do Londynu. Spotkali tam kłopoty, wielkie nadzieje i miłość. W momencie, gdy nadszedł czas na podsumowania, spoglądają w oczy prawdzie.

Na gigancie to opowieść w której przygoda zamienia się w tragedię. Historia drogi ku dorosłości. Kto lubi książki obyczajowe z nutą tajemnicy - może poczuć dreszczyk emocji. Powieść intryguje, dwie zazębiające się historie, plany, marzenia. Pisarz dawkuje napięcie stopniowo, gra nam na nosie wspominając tu i ówdzie o śmierci i zadośćuczynieniu.

Nie jest to wesoła opowieść, ale czyta się przyjemnie. Żywię nadzieje, że na jej kanwie powstanie kiedyś film.
Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
 http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1688,3782,strazak.html
Peter May "Na gigancie"
Ilość stron: 400
Wyd. Albatros
Ocena: 4,5/6

środa, 11 października 2017

Wielki ogarniacz życia - Pani Bukowa

Pani Bukowa czyli sarkastyczny lek na codzienność. 

Wielki ogarniacz życia to felietony "gwiazdy Facebookowej" przybrane w scenki i obowiązkowe komiksy. Rzecz o "internetach", pracy i "piniondzach". Proza życia i wszystko to, z czym każdy z nas ma do czynienia. Jest rzecz o instagramie, relacjach damsko - męskich, hygge, piwach kraftowych i dużo, dużo pizzy. Każda moda, ruch, popularny nurt został obśmiany, a właściwie zracjonalizowany i pokazany, jak to z nim naprawdę jest.

Książka z przymrużeniem oka, nic w niej do końca nie jest na serio, a cholerka... trafia Bukowa w punkt. Śmiejemy się, kiwamy przytakująco głową, jednak koniec końców dochodzimy do wniosku, że z nam też jest zupełnie tak samo. 

Książka pokazująca jak być szczęśliwym, nie robiąc niczego co się powinno. Cudowna przeciwwaga do współczesnego szaleństwa. 


Pani Bukowa "Wielki ogarniacz życia"
Ilość stron: 304
Wyd. Flow books
Ocena: 5,5/6

wtorek, 3 października 2017

Niksy - Nathan Hill

"Żeby się pozbyć ducha, trzeba go zabrać z powrotem do domu".

Uwielbiam historie zbudowane w taki sposób, jak Niksy. Historie w których każdy bohater ma swoje miejsce, gdzie wątki przyczynowo skutkowe kluczą przez całą fabułę i właściwie nie dają jednoznacznych odpowiedzi.

Lekturę zaczęłam z pewną dozą obaw, bowiem połączenie świat gier komputerowych, mitologii nordyckiej i hipisowskich zamieszek nie jest rzeczą dla mnie typową. Szczęście - nie bierzcie tego na poważne. Ta książka, jak mało która osadzona jest w rzeczywistości i oddaje realia obecnego świata. Świata, w którym każdą informację można zmanipulować, a ludzkie losy schodzą na dalszy plan.

Nathan Hill opowiedział tu historię Samuela i jego matki, oskarżonej o atak na prezydenta. Kobiecie grozi wielkie niebezpieczeństwo, a jedynym, co tak naprawdę uczyniła, było rzucenie garścią żwiru w kierunku innego człowieka. Czy syn, którego porzuciła kilkanaście lat temu i wpędziła w dwie dekady pretensji i bólu, będzie ją w stanie obronić? Czy jego wirtualny przyjaciel pokona swój nałóg i ocali życie? Czy zadufana w sobie studentka odnajdzie prawdę o własnej osobie?

Niksy powinny stać na jednej półce z Małym życiem Yanyi Yanagihary - obie są obszerne, genialnie zbudowane i opowiadają o ludzkich dramatach. Nie sposób ocenić, kto robi to szerzej i lepiej, po prostu są to książki, które musicie przeczytać - szczere i bezkompromisowe.

"W każdym życiu następuje taka chwila, trauma, po której rozpadamy się na zupełnie nowe kawałki".

Sprawdźcie, jak blisko dziewięćset stron może pozostawiać niedosyt. 


Nathan Hill "Niksy"
Ilość stron: 864
Wyd. Znak
Ocena: 6/6