piątek, 8 grudnia 2017

Wielki marynarz - Catherine Poulain

Rzuca wszystko i rusza na Alaskę. Przyjmuje się do pracy na kutrze rybackim, walczy z wezbranymi falami i przykuwa spojrzenia wszystkich osób w porcie, ponieważ jest... kobietą.

Lili nie boi się przesuwania granic, ale szczerze powiedziawszy, w ogóle nie wie, w jaką kabałę się wpakowuje. Praca na statku rybackim, daleka jest od romantycznej historii o wezbranym morzu. Tu sen jest przywilejem, a  człowiek funkcjonuje na granicy wyczerpania. Kiedy do rany na ręce wdaje się zakażenie, Lili zyskuje szansę na wycofanie się z pochopnie podjętej decyzji. Czy powrót do zdrowia sprawi, że wróci też na statek?

Wielki marynarz to opowieść o harcie ducha i udowadnianiu innym, a przede wszystkim sobie, że można i, że nie należy się bać. Jak mało która książka ukazuje prawdziwy obraz poławiaczy ryb, wkładany w każdą czynność wysiłek, ale i charaktery, które uwięzionej na małej przestrzeni, muszą się ścierać. 

Zdecydowanie obraz ludzi, jak i samej Lili to najmocniejszy aspekt historii. Nie sposób podzielić jej entuzjazmu do tego rodzaju pracy, ale podziw i zdumienie towarzyszy nam do samego końca książki. Co więcej śmiało można powiedzieć, że bohaterka, to alter ego autorki. Catherine pracowała w wytwórni konserw rybnych na Islandii, zajmowała się zbiorem jabłek, a finalnie dziesięć lat spędziła na kutrach rybackich na Alasce. Poulain doskonale wie z czym wiążą się takie decyzje i poniekąd poprzez książkę, pokazuje co skłoniło ją do porzucenia spokojnego życia w Prowansji. 

Szalona, pachnącą jodem opowieść o kobiecie twardszej niż zaokrętowany facet. 

Catherine Poulain "Wielki marynarz"
Ilość stron: 376
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

wtorek, 5 grudnia 2017

Pij zielone - opracowanie zbiorowe


Sezon chorobowy w pełni, dlatego podstawą jest teraz wzmocnienie odporność i nie danie się zimowej chandrze. Przyznaje, że na co dzień bazuje przede wszystkim na suplementach, ale weekendowo, gdy czasu jest więcej, lubię zrobić coś mniej oczywistego. 

Pij zielone to przepięknie wydana książka o wszystkich rodzajach koktajli, jakie przychodzą do głowy, gdy pomyślicie o słowie "zielony". Jest tu ogórek, szpinak, jarmuż, awokado, pietruszka... Rzeczy, które same w sobie mogłyby wydawać się jałowe, podkręcone zostały w smaku różnymi owocami - ananasem, mango, jabłkiem - zawartość szklanki nadal wygląda, jak kawałek Shreka, ale w smaku jest znacznie przyjemniejsza.

Co dobrego kryje się pod zielonym kolorem? Jaki sprzęt będzie do tego potrzebny? Jakie dodatki warto mieć w swojej kuchni?

Czasami małe rzeczy czynią wielką różnicę, i tak jest w przypadku tego typu koktajli. Naturalne produkty, dodane nawet w niewielkich ilościach, znacząco poprawiają stan zdrowia, a wbrew powszechnej opinii, wcale nie smakują trawiasto. Wystarczy do klasycznej zieleniny dodać trochę przypraw i wyrazisty owoc, a otrzyma się coś co wygląda kosmicznie, ale smakuje genialnie. 

Pij zielone to świetny początek by przełamać swoją niechęć do warzywnych koktajli. Jeśli zawiedzie wasze podniebienia, to na pewno zadowoli oczy - wydanie jest wspaniałe, a cena bardzo przystępna (29,99zł). 

Opracowanie zbiorowe "Pij zielone"
Ilość stron: 128
Wyd. Buchmann
Ocena: 5/6

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Graj w piłkę, Zabawa liniami, Gra luster, Paluszkowa wyprawa, Gra w kolory - Herve Tullet


Czy ktoś pamięta bestsellerową serię Gry i Zabawy autorstwa Herve Tulleta? Tym razem nakładem wydawnictwa Insignis ukazały się tytuły: Graj w piłkę, Zabawa liniami, Gra luster, Paluszkowa wyprawa oraz Gra w kolory. Wszystkie książeczki kolejny raz zaskakują kreatywnością autora i sposobami na "wdarcie się" do dziecięcego świata. Ciekawią, bawią, sprawiają, że zdolności manualne oraz poznawcze wystrzeliwują na wyższy poziom.

Czy może być coś lepszego niż interakcja dziecka z książeczką? Zaproszenie do jej dotykania, przekładania kartek, zastanowienia się na tym, co przekazują zamieszczone w niej ilustracje. Grube, usztywniane strony oraz lakowania, zabezpieczają ją przed zniszczeniem, sprawiając, że "lektura" staje się wyłącznie czystą zabawą. 

Dajcie się zaprosić do kolorowego świata, wznoszącego doświadczenie dziecięcej lektury na zupełnie nowy poziom! 


Herve Tullet "Graj w piłkę, Zabawa liniami, Gra luster, Paluszkowa wyprawa, Gra w kolory"
Ilość stron: 
Wyd. Insignis
Ocena: 5/6

sobota, 2 grudnia 2017

Pudełko z guzikami Gwendy - Stephen King, Richard Chizmar


Co byście zrobili, gdyby nieznajomy mężczyzna podarował wam pudełko spełniające życzenia. Przedmiot, który posiadaczowi przynosi szczęście, pomaga mu wygrywać, ale i niesie ze sobą wielką odpowiedzialność. Pewnego lata Gwendy dostaje taki prezent, pytanie tylko, co tak naprawdę dzięki niemu zrobi?

Efekt współpracy King - Chizmar to książka, która przenosi nas w świat magicznego realizmu. Za pomocą kilku guzików i słodyczy, otyła dziewczynka uwalnia się od prześladowcy i wywołuje mały koniec świata. Z tego powodu Pudełko z guzikami Gwendy to opowieść zarówno o dojrzewaniu i trudnych wyborach, ale i o nieszczęściu, które czasami musi się wydarzyć. Ciekawi, zachwyca, pozostawiania w nas jednak z nutą niedosytu, bo King znowu popada w skrajność - tym razem skrótowości formy. A gdyby tak poświęcić książce nieco więcej uwagi, bardziej rozbudować ją o charakterystykę postaci i dodać kilka wydarzeń. Kim był pan Farris, jak stał się właścicielem pudełka? Co tak naprawdę działo się w umyśle Gwnedy?  

Absolutnie nie twierdzę, że coś w tej książce zrobione zostało źle. Jest to świetna opowieść w nieco innej, lżejszej formie, ale pozostawia po sobie lekki niedosyt.

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu

 http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1740,3961,pudelko-z-guzikami-gwendy.html



Stephen King, Richard Chizmar "Pudełko z guzikami Gwendy"
Ilość stron: 180
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6

wtorek, 28 listopada 2017

Lab girl - Hope Jahren


"Nasionko umie czekać. Mija przynajmniej rok, zanim większość zdecyduje się wypuścić kiełki. Zdarzają się też takie, jak nasiono czereśni, dla którego i sto lat czekania to nie problem. Na co dokładnie nasionko czeka, pozostaje jego tajemnicą. Tylko jakieś unikatowe połączenie odpowiedniej temperatury, wilgotności, światła i innych warunków jest w stanie przekonać je, by skoczyło na głęboką wodę i wykorzystało - swoją jedyną szansę - na wyrośnięcie".

Życie w otoczeniu próbek i mikroskopów. Chęć odkrywania tajemnic natury, ale i konieczność współpracowania z resortem wojskowym. Hope Jahren dzięki pasji swojej matki do opasłych książek, sama dała się pochłonąć procesowi nauki. Zamknięta w laboratorium, które nazywa drugim domem, wpatruje się w kolejną pobraną przez siebie próbkę. Bycie biologiem, to coś więcej niż przeprowadzanie doświadczeń. To próba dostrzeżenia wszystkich drobinek, tworzących zjawisko, to próba ich zrozumienia i wykorzystania tej wiedzy w przyszłość.

Jahern o laboratoryjnym świecie opowiada z wielkim przejęciem. Jej zamiłowanie do natury, szczegóły, które jeszcze w dzieciństwie, zdecydowały o tym, czym teraz się zajmuje. Ale ta praca to przede wszystkim ciężka harówka. To setki godzin poświęconych na testowanie, z których tylko część przynosi upragnione efekty. Naukowiec musi czekać, potrzebuje odpowiednich warunków, środków finansowych i czasu, aby swoje przypuszczenia udowodnić i przelać na papier. Charakter tej pracy idealnie oddaje przytoczony na początku fragment. To kolejny znak, jak bardzo ludzie i rośliny są do siebie podobni. Jak mimo oczywistych różnic, jesteśmy od siebie zależni i musimy żyć ze sobą w zgodzie.

Hope Jahren zaraża pasją i pokorą do ciężkiej pracy. Lab girl czyta się niczym przygodową powieść. To książka, który uczy i przeraża. Fascynuje i otwiera oczy na świat. Wszystkim wam polecam.


Hope Jahren "Lab girl"
Ilość stron: 432
Wyd. Kobiece
Ocena: 5/6

niedziela, 26 listopada 2017

Hotel pod jemiołą - Richard Paul Evans


Pierwsza tegoroczna książka w świątecznym klimacie. Hotel pod jemiołą to przyjemnie lekka i zabawna historia o miłości. Miłości do kogoś, ale przede wszystkim o miłości do słów, przelewanych na papier.

Kimberly jeszcze w żadnym związku nie doznała spełnienia. Jej wszystkie kontakty z mężczyznami skończyły się rozczarowaniem - dwukrotnie zerwane zaręczyny, koszmarne małżeństwo, nic co wiązało się z relacjami, nie przyniosło jej szczęścia. Przewrotnie im gorzej się działo, tym silniej walczyła o swoje jedyne marzenie - wydanie książki o miłości. W końcu nadarza się ku temu okazja, Hotel pod jemiołą organizuje kurs dla początkujących pisarzy, w programie którego jest spotkanie z agentem. Czy los do Kimberly nareszcie się uśmiechnie?

Richard Paul Evans to pisarz bardzo nierówny, ale mający talent do tworzenia do świątecznych historii. Jeszcze żadna z jego zimowych książek mnie nie rozczarowała i Hotel pod jemiołą również daje radę. Jest tu happy end, w połowie powieści bezbłędnie wyczuwamy, kim jest tajemniczy facet, ale sedno sukcesu tkwi w atmosferze. Styl, bohaterowie (szczególnie "podróbka" Johna Grishama) są tak przystępni, przyjemni, a przede wszystkim zabawni, że wszystkie oczywistości tracą na znaczeniu. Świetnie wypada też motyw pisarza - przemycenie w fabule rad, dla tych, który do pisania dopiero się zabierają, to coś nowego w tym dość sztampowym i przewidywalnym gatunku.

Piękna i krzepiąca opowieść o miłości rozumianej pod każdym względem. O pokonywaniu lęku i odkrywaniu siły. Szczerze polecam, szczególnie na grudzień. 


Richard Paul Evans "Hotel pod jemiołą"
Ilość stron: 300
Wyd. Znak literanova
Ocena: 5/6

piątek, 24 listopada 2017

Lykke. Po prostu szczęście - Meik Wiking


Najpierw był traktat o Hygge, duńskiej sztuce szczęścia, więc teraz przyszła pora na rzecz o szczęściu traktowanym ogólnie. Czym ono jest? Jak je odnaleźć? I czy Kopenhaga to rzeczywiście taka mekka radości?

Lykke, to kolejna świetna książka autorstwa Maika Wikinga - szefa Instytutu Badań Nad Szczęściem. Tym razem ze społecznego punktu widzenia, rozbijamy czynniki prowadzące do zadowolenia, analizujemy różne zmienne i sprawdzamy, jak "możemy stać się szczęśliwsi dzięki niewielkim korektom zachowania".  

Generalnie uwielbiam książki Wikinga, właśnie za jego sposób patrzenia na daną sprawę. Nie skupianie się na samym efekcie, jaki daje koc czy świeczka (banał), ale na rzetelnym rozeznaniu tematu w oparciu o dane statystyczne. Co więcej facet wie, jak o tym pisać i nie przynudza samymi liczbami, w efekcie czego otrzymujemy ciekawą rozprawę o tym, co daje ludziom szczęście i jak jest ono postrzegane.

Lykke to jedna z niewielu pozycji, które wnoszą do tematu coś nowego i choćby dlatego, warto ją przeczytać. Przyjemny miniaturowy rozmiar i urocze zdobienia, tylko jej dodatkowe walory. Serdecznie polecam!

Meik Wiking "Lykke. Po prostu szczęście"
Ilość stron: 288
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6

środa, 22 listopada 2017

Kolorowa rewolucja - Dagny Thurmann-Moe


Współcześnie otacza nas bezbarwność. Miasta płowieją, bo inwestorzy boją się wykorzystywania na elewacjach odważnych kolorów. Stonowanie się ubieramy, w naszych wnętrzach rządzą głównie biele i szarości, a przecież barwy potrafią oddziaływać na nasze zachowanie. Jedne pobudzają, inne sprzyjają kontemplacji, każdy wywiera jednak określony wpływ i generalnie źle się czujemy, kiedy otoczenie pozbawione jest dodatkowych bodźców wzrokowych. 

Dagny Thurmann-Moe o barwach, ich wpływie na nasze samopoczucie oraz systemach oznaczania. wie chyba wszystko. Kolorowa rewolucja to przykład tego, jak skrupulatnie, a zarazem przystępnie opowiedzieć o kolorach i ich zastosowaniu. Mamy tu rozdział poświęcony wnętrzom, odzieży, a nawet motoryzacji!

Biorąc się za Kolorową rewolucję nie oczekiwałam niczego konkretnego. Obstawiałam, że będzie to kolejna książką o wszystkim i o niczym, ale co zaskakuje mnie podwójnie - tak się nie stało. W natłoku przeciętnych ostatnio lektur, Kolorowa rewolucja odznacza się zarówno treścią, jak i wydaniem. Jest przyjemna dla oka, naszpikowana przykładami i pozwala wiele rad odnieść do własnej osoby.

Jeśli ciekawi Cię psychologia, architektura i ogólne możliwości wykorzystania barw, jest to lektura dla Ciebie.

Dagny Thurmann-Moe "Kolorowa rewolucja"
Ilość stron: 176
Wyd. Agora
Ocena: 5/6

wtorek, 21 listopada 2017

Poliglotyczni kochankowie - Lina Wolff

Poliglotyczni kochankowie to współczesna opowieść o poszukiwaniu miłości w wirtualnym świecie. Ellinor zamieszcza ogłoszenie, że potrzebuje "czułego, ale nie nazbyt czułego mężczyzny". Tak poznaje Calisto, krytyka literackiego, który zaprasza ją do swojego domu w Stockholmie. 

Ich cielesność, sposoby uciekania przed światem, wreszcie tajemniczy rękopis, który staje się punktem wyjścia do nowej historii. Lina Wolfff ze smakiem snuje swoją opowieść, sprawiając, że im bliżej jesteśmy końca, tym mniej interesuje ją fizyczność (na szczęście), a więcej uwagi skupia na działaniach swoich bohaterów.

Niestety finalnie nie jest to książka, która porywa czy wzbudza emocje. Opowiadając o tym, jak skomplikowana może być relacja dwójki ludzi, gdzieś zatraciło się panujące między nimi napięcie. Poliglotycznych kochanków nie wybronił ani dobry język ani ciekawie ujęty temat. Jak na zapowiadany hucznie żar, wszystko okazało się być co najwyżej letnie.



Lina Wolff "Poliglotyczni kochankowie"
Ilość stron: 296
Wyd. Marginesy
Ocena: 3/6

niedziela, 19 listopada 2017

Hygge po polsku - Iza Wojnowska


Polskie zwyczaje, kultura i sposoby spędzania wolnego czasu. Bez cepelii, bez przesady i poszukiwania takich elementów na siłę. Hygge po polsku to dowód na to, że rodzinni i towarzyscy jesteśmy od zawsze. Że żadne nowe mody nie są nam potrzebne, aby celebrować wspólnie chwile z bliskimi. To taki atlas naszych zwyczajów i obrzędowości, inicjatyw oraz pomysłów. Historie przekazywane nad obieranym jabłkiem, podróż po Polsce śladami tego, co nas uszczęśliwia i co sprawia, że czujemy się dobrze.

Książka napisana została we współpracy z Marie Tourell Søderberg, autorką bestsellera Hygge. Duńska sztuka szczęścia, ale Marie jest tu tylko dobrym duchem. Nie ingeruje w treść, a ledwie podkreśla jej charakter.

Bliskość, ożywienie zmysłów, spontaniczność, szczęście w polskich realiach, wyrażone przez nas samych. Miło, że w końcu jesteśmy świadomi tego, co od dawna znamy i sami praktykujemy, bo nie o świeczki tutaj chodzi, ale o przestrzeń, którą dzielimy z innymi.

Iza Wojnowska "Hygge po polsku"
Ilość stron: 224
Wyd. Insignis
Ocena: 5/6

piątek, 17 listopada 2017

Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz - Jakub Skworz


Są książki, które znać trzeba i nazwiska, które w kanonie literatury polskiej powinny być dla wszystkich oczywiste. Adam Mickiewicz przez jednych uwielbiany, przez drugich (szczególnie licealistów) niekoniecznie lubiany. Poeta, tłumacz, filozof, autor Pana Tadeusza i Dziadów. Jakim był człowiekiem, o czym marzył, co go interesowało w dzieciństwie? 

Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz to fabularyzowana historia życia jednego z najwybitniejszych twórców dramatu romantycznego w Polsce. Książka, choć adresowana do dzieci, została bardzo chwytliwie i mądrze napisana. Z miejsca przekonuje językiem i autentycznie wciąga (niczym książki jej bohaterów). Myślę, że wiele osób będzie zaskoczonych, tym jak najmłodsze lata spędzał Mickiewicz. Że powtarzał klasę, że jego ojciec był poważnie chory, że tylko dzięki pomocy drugiej osoby dostał się na studia, a potem aż siedem miesięcy spędził w więzieniu.

Magiczne przenosiny do świata literatury, rodzina zakochana w książkach i wspierające się na wzajem rodzeństwo. Bez przesady można powiedzieć, że to najciekawsza dziecięca propozycja tego roku. A, że Jakub Skworz tym sposobem zapoczątkowuje serię Wciągających książek o wielkich Polakach, pozostaje tylko czekać na więcej.

"- Przecież to tylko książka... - wyszeptał Eryk.
- Jeszcze nie wiesz, jakie rzeczy potrafią się dziać w książkach! - stwierdził dziadek".   

Jakub Skworz "Adaś Mickiewicz. Łobuz i mistrz"
Ilość stron: 200
Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 5,5/6

czwartek, 16 listopada 2017

Kolekcja nietypowych zdarzeń – Tom Hanks


Ok, liczyłam, że to będzie powieść, nie zbiór opowiadań. Że w pewien sposób może nawiązywać do ról, jakie Tom Hanks przez całe swoje życie odgrywał. Nie spodziewałam się fanfarów, ale czekałam na to "coś", bo wiecie w końcu to Tom Hanks - facet ma łeb na karku oraz wielki talent i można powiedzieć, że w jego życiorys zostały wpisane przeżycia wielu innych osób.

Kolekcja nietypowych zdarzeń to kompozycja historii, które w pewien sposób łączy motyw maszyny do pisania. Raz jest ona tylko symbolem wspomnianym na uboczu, kiedy indziej stanowi główny trzon wydarzeń. Ich tematy są różne - piekło wojny, dziewczyna z ambicjami, zduszone uczucia. Zdawać by się mogło rzecz, która do wszystkich trafi. Napisana eleganckim, klasycznym językiem i osadzona gdzieś w złotych amerykańskich latach, ale kurcze nie porywa, nie ciekawi... takie nijakie to właściwie jest.

Pierwszych kilka opowiadań przeczytałam za jednym zamachem, ale kolejne przesuwały się w czasie. Nie tęskniłam za nią, nie brakowało mi jej. Mówiąc najprościej - książka jest przeciętna. Poprawna, jednak nie przekonuje do siebie czytelnika.

Kolekcji nietypowych zdarzeń najbardziej elektryzuje nazwisko autora i pewnie większość osób sięgnę po nią z czystej ciekawości.


Tom Hanks "Kolekcja nietypowych zdarzeń"
Ilość stron: 400
Wyd. Wielka Litera
Ocena: 4/6

środa, 15 listopada 2017

Dress Scandinavian - Pernille Teisbæk


Dress Scandinavian chciałam poznać od momentu, jak tylko zobaczyłam okładkę w zapowiedziach. Wiadomo, że mam słabość do północnych klimatów, więc w natłoku hygge, lagom oraz innych, modnych ostatnio tematów, kwestia mody brzmiała świeżo i miała szansę pokazać mi coś nowego. 

W książce Pernille Teisbæk wszystko jest stonowane i oszczędne. Fotografie liczne, ale nie nachalne. Tonacja raczej w kolorach ziemi, ale niestety porady, mimo, że jest ich dużo, nie wnoszą nic nowego i niczym nie różnią się od zasad, powszechnie stosowanych. Trąci to nudą i schematami, choć właśnie schematy autorka chciała przełamać. Jak się ubiera Skandynawia? Oszczędnie, przemyślanie, w rzeczy dobrej jakości, a szaleństwo wyraża w dodatkach. Nie wiem jak dla was, ale według mnie nie jest to ani nowe, ani odkrywcze. A wtrącanie w każdym możliwym miejscu, jaki to północne kobiety mają świetny zmysł, jest delikatną przesadą - gdzie ta duńska skromność pozwolę się zapytać?

Dress Scandinavian to przyjemna lektura na półgodziny. Dopełnienie popołudniowej kawy, ale jeśli szukacie treści, która coś nowego wniesie albo zmieni wasz sposób postrzegania mody, sięgnijcie po Slow Fashion Joanny Glogaza


Pernille Teisbæk "Dress Scandinavian"
Ilość stron: 196
Wyd. Otwarte
Ocena: 3/6

wtorek, 14 listopada 2017

Pyszne obiady - Anna Starmach

 
Spis ulubionych przepisów Anny Starmach, wyszukanych w starych zeszytach i zapisanych ręką jej babci. Dania przygotowane pod typowy niedzielny obiad, ale i receptury na szybkie, sycące posiłki w ciągu tygodnia. 

Nie ma tu wyszukanych potraw (po za małżami w białym winie). Większość dan to właściwie klasyka rodzinnego stołu: rosół, pomidorowa, barszcz czerwony, grzybowa. Dania mięsne, sałatki i oczywiście obowiązkowe miejsce na deser. Do gustu przypadł mi przede wszystkim spis treści, zaopatrzony w miniatury prezentowanych potraw, dzięki czemu rzecz na którą mamy ochotę, możemy wybrać samymi oczami. 

Mała, filigranowa książka, która na co dzień będzie rzeczywiście przydatna. 


Anna Starmach "Pyszne obiady"
Ilość stron: 160
Wyd. Znak literanova
Ocena: 5/6

poniedziałek, 13 listopada 2017

Bullet Book - David Sinden


Świat opanowała moda na organizację. Wszystko powinno być uporządkowane, zaplanowane i policzone. Co jednak w sytuacji, gdy przewidywanie nie jest naszą najmocniejszą stroną, a sam proces wydaje się być nudny i niewarty zachodu? Tu z pomocą przybywa David Sinden i jego Bullet Book, czyli organizacja życia w pigułce.

Bullet Book to rewolucja w sposobie organizowania czasu. Dzięki prostym diagramom i gotowym wykresom, właściwie na zasadzie relaksu czy zabawy, jesteśmy w stanie spisać najważniejsze dla nas rzeczy. Zaczynamy od wynotowania tygodniowych i miesięcznych celów, specjalnymi symbolami oznaczamy ważne i długoterminowe zadania, a potem w prosty sposób kontrolujemy swoje postępy - szybko i efektywnie.
 
Terminarz, kalendarz, osobisty dziennik i notes. W skład Bullet Book wchodzą planner (Bądź pięknie zorganizowana) oraz dziennik (Twój rok z Bullet Book). Oba tytuły można używać oddzielnie, albo kupić je w zestawie  - każdy z nich to punkt wyjścia do wdrożenia spersonalizowanego systemu organizacji - zarządzania kontaktami, śledzenia stanu swoich finansów, a przede wszystkim droga do poznania metod i ćwiczeń, dzięki którym wejdą one w nawyk. 

Tytuły urzekają swoim wydaniem, ale mam wrażenie, że większe zainteresowanie wzbudzą u młodszej grupy odbiorców - głównie za sprawą formy i mnóstwa miejsca na rysunki i szlaczki. Jeśli zatem szukanie mikołajkowego prezentu dla młodszego rodzeństwa albo nastolatki, to będzie strzał w dziesiątkę. 


David Sinden "Bullet Book bądź pięknie zorganizowana"
Ilość stron: 224
David Sinden "Twój rok z Bullet Book"
Ilość stron:  256
Wyd. Insignis
Ocena: 4/6

niedziela, 12 listopada 2017

Trzy dni i jedno życie - Pierre Lemaitre

Przyzwyczaiłam się, że ten autor pisze mocne, kryminalne książki. Jego Alex albo Ślubna suknia to jedne z najciekawszych historii w tym gatunku, ale Trzy dni i jedno życie zaskoczyło mnie podwójnie. Raz, że nie ma tu inspektora Verhoevena, a myślałam, że to kolejny tom z serii, a dwa, budowa i oś historii są zupełnie inne. 

Antoine był bardzo związany ze swoim czworonożnym przyjacielem. Choć zwierzę nie należało do niego, spędzali ze sobą niemalże każdą wolną chwilę. W dniu, kiedy pies wpada pod koła samochodu, a właściciel psa na jego oczach, dobija go z broni, w Antoine coś pęka. Naładowany negatywnymi emocjami i wciąż znajdujący się w szoku,  idzie do lasu, gdzie atakuje małego Rèimego. Zamach był w afekcie, ale skutki tego kroku, już nigdy nie zostawią Antoine'a w spokoju. 

Trzy dni i jego życie to opowieść o tragedii, której ofiarą stał się sam morderca. Nastoletni chłopak, który widząc brutalność w czynach innych, sam nie potrafił nad nią zapanować. Lemaitre świetnie oddaje nastroje, panujące w pogrążonym w poszukiwaniach miasteczku. Dylemat chłopca czy ma się przyznać czy uciekać. Tragizm całej tej, niezamierzonej przecież sytuacji.

Jak potoczą się losy małoletniego zbrodniarza, czy ciało chłopca doprowadzi do pojmania właściwiej osoby?

Zaskakująca, napisana w nieco starym stylu opowieść, że morderstwo nie jedno ma imię.


Pierre Lemaitre "Trzy dni i jedno życie"
Ilość stron: 290
Wyd. Muza
Ocena: 4,5/6

piątek, 10 listopada 2017

Suma drobnych radości - Agnieszka Burska-Wojtkuńska


Wszyscy blogerzy wydają książki. Jedni piszą samodzielnie, inni z "małą" pomocą, mało który jednak wie, jak to prawidłowo zrobić, a jeszcze mniej, potrafi to robić. Ona jest inna. Ona trafia celnie w nasze podskórne bolączki, obala mit matki polki, kury domowej czy też blogerki, która leci na fejmie. 

Mrs PolkaDot czyli Agnieszkę Burską-Wojtkuńską poznałam długo przed tym, jak urodziła się Hania. Zaczęło się od przepisów i podglądania sposobów na dekorowanie domu, a skończyło się na potakiwaniu głową we właściwie każdej, opisywanej przez nią kwestii. Do dziś pamiętam to święte oburzenie, gdy bodajże rok czy dwa lata temu, Polka opublikowała swój wpis o Halloween. Kontrowersji mimo wszystko nie można jej zarzucić, za to poczucie humoru i społeczne wyczucie już jak najbardziej tak. 

Przechodząc do sedna sprawy, czym jest w ogóle Suma drobnych radości, to powiedziałabym, że przewodnikiem, tak przewodnikiem, absolutnie nie poradnikiem, po tym, jak cieszyć się codziennością i nie mieć wyrzutów sumienia, że lubi się zwykły, schematyczny rytm dnia. Dziś ludzie boją się jak ognia posądzenia o przeciętność. Wszyscy muszą być jacyś i muszą być kimś. Najlepiej kimś kto się liczy, kto jest sławny. A co jeżeli ktoś lubi mieć święty spokój, woli się nie wychylać i w domowym zaciszu realizować swoje potrzeby? Polka pracująca w domu, wychowująca dwie córki, gotująca, sprzątająca, nie mająca zagranicznych wakacji, wcale nie narzeka. Kocha to, co ma, choć nie rezygnuje z tego aby sięgać po więcej.

Suma drobnych radości to szczera rzecz o tym, że szczęśliwym się bywa, a nie jest. Że te małe momenty należy pielęgnować. Przyjacielska opowieść o rodzinie i o wdzięczności. Czuła, zabawna, co najważniejsze - napisana z sercem.

Agnieszka Burska-Wojtkuńska "Suma drobnych radości"
Ilość stron: 260
Wyd. Pascal
Ocena: 5/6

środa, 8 listopada 2017

Zawsze jest przebaczenie - Anne B. Ragde

Czekałam na tę książkę od kiedy tylko skończyłam czytać poprzedni tom. Cała seria Anne B. Ragde to niesamowita wyprawa w głąb ludzkiej duszy, emocji, jakimi targani są członkowie zwaśnionej rodziny. I teraz nie wiem, czy to przez to wypatrywanie - tak bardzo chciałam, że rozbudziłam wygórowane oczekiwania, czy może sama autorka, trochę bez pomysłu napisała ciąg dalszy, ale z magnetyzmu poprzednich części nie zostało nic.

Zawsze jest przebaczenie to bardziej scenki rodzajowe, migawki z życia Margida, Torunn, Erlenda niż opis ich wzajemnych relacji. Sprawa ożywa dopiero, gdy bohaterowie spotykają się w Trondheim. Ten rozdział to nareszcie to, na co tak długo czekałam, ale to już niemalże koniec całej książki... Nie ujęła, nie oczarowała, a właściwie rozczarowała mnie ta historia. Stoję teraz nad nią i nie wiem co mam napisać. Aż niemożliwe by Ragde tak bardzo dała ciała....

Zawsze jest przebaczenie to czwarte spotkanie z mieszkańcami Byneset, maleńkiej wioski w środkowej Norwegii. Poprzednie części bez reszty mnie ujęły. Kto by pomyślał, że historia rolnika, pracownika zakładu pogrzebowego oraz homoseksualisty może być tak pasjonująca. Szkoda, że kolejny tom nie podołał presji.

Anne B. Ragde "Zawsze jest przebaczenie"
Ilość stron: 342
Wyd. Smak Słowa
Ocena: 3/6

niedziela, 5 listopada 2017

Czarownica - Camilla Läckberg


Na obrzeżach Fjällbacki zostaje zamordowana czteroletnia dziewczynka. Do popełnienia zbrodni przyznają się dwie nastolatki. Początkowo zgodne, wraz z postępem sprawy, wycofują swoje zeznania. Dziś, po trzydziestu latach od tego zdarzenia, Marie wraca do miasta. Odnosząca sukcesy aktorka, skupia na sobie spojrzenia miejscowych, a pytanie czy zabiły rozbrzmiewa na nowo, kiedy policja znajduje kolejne zwłoki dziecka.

Ataki na wioskę uchodźców, internetowa przemoc, akceptacja, tolerancja, nienawiść. Läckberg pokazuje, że idylliczna Szwecja w gruncie rzeczy nie istnieje. Dręczą je te same bolączki, co resztę świata, a w ludziach jednakowo odzywa się złość.

Przypuszczam, że każdy już wie, że śledztwo u Läckberg, to jedynie motyw przewodni. Każda książka ma dziesiątki pobocznych wątków i właśnie tu robi się poważnie. Czarownica, jak jeszcze żadna z napisanych przez nią powieści, opowiada o sprawach dręczących obecny świat. Miasteczko nawiedza fala emigrantów nie znających języka, uciekających przez wojną i wzbudzających wszechobecną podejrzliwość. Społeczność dzieli się na dwa obozy, a w obliczu popełnionej zbrodni radykaliści od razu mają winnego. Zaczynają się zamieszki, policja dzieli uwagę między przeszłość i teraźniejszość, usiłując odpowiedzieć na pytanie czy obie zbrodnie popełniła ta sama osoba.

Co jednak równoważy sprawę i sprawia, że do książek Läckberg tak chętnie wracam, to humor i charaktery bohaterów. Kryminalna zagadka nie wmurowała mnie w ziemię. Znacznie ciekawsze od pytania kto zabił, było obserwowanie dręczonej przez kolegów nastolatki i motywu siedemnastowiecznych spaleń na stosie. O tak, przeszłość to zdecydowanie najlepsza warstwa Czarownicy, ale polecam ją też za humor, za Mellberga, Patrika i Annike. Za Erikę już trochę mniej, choć tym razem działa jakby mądrzej i nie pakuje się w kłopoty (cud!)

Opowieść o ludziach, oczekiwaniach i życiu. O szczęściu, dramacie, krajobrazie, który przywołuję we wspomnieniach. Świetna w kategorii powieść i dobra w nurcie kryminału.


Camilla Läckberg "Czarownica"
Ilość stron: 592
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6
Premiera: 08.11.2017r.

czwartek, 2 listopada 2017

Naturalnie. Prosto, zdrowo, smacznie - Alain Ducasse, Christophe Saintagne, Paule Neyrat


Naturalnie, czyli książka z której nigdy nic nie ugotuję ;)

Alain Ducasse to ikona francuskiej kuchni. O jego klasie świadczą prestiżowe wyróżnienia – trzykrotnie zdobył trzy gwiazdki Michelin, a w całej swojej karierze uzyskał ich w sumie aż dwadzieścia jeden. Doskonale dowodzi to faktu, że facet wie, co się robi w kuchni.

Pierwsza, wydana w Polsce książka jego autorstwa to uczta dla oczu i spełnienie marzeń każdego estety. Nie wiem czy to zasługa Wydawnictwa Dwie Siostry czy Ducasse sam dbał o wszystkie szczegóły, ale napatrzeć się na nią nie można. Te ilustracje, zdjęcia, "surowa" oprawa - po prostu jest bosko!

Co się tyczy przepisów, zdania są podzielone. Na pewno są one zdrowe, nie podważam faktu, że zapewne i smaczne, ale czy proste - przy moich umiejętnościach wypada to różnie. Jakiś czas temu spotkałam się z określeniem "coffee table book", czyli książka, której się nie czyta, a delektuje się jej obecnością i Naturalnie dla mojej osoby, takie właśnie jest. Ot, przyjemna książka do oglądania, podziwiania, inspirowania się różnymi składnikami.

Jak podaje Wydawnictwo:

Znajdziecie tu potrawy klasyczne, takie jak kura z rosołu, i zaskakujące, jak lody ze szczawiu, imponującego ananasa pieczonego na rożnie i skromne omlety, sycące dania główne i lekkie przystawki, delikatne zupy, pyszne desery, przetwory i pasty.To kuchnia z zasadami, ale bez wyrzeczeń. Zdrowa, ale bez dietetycznych nakazów i zakazów. Prosta, codzienna i dla każdego, ale z francuską fantazją. A „kluczowymi słowami – jak mówi sam autor – są tu »przyjemność« i »zadowolenie«”.

Weźcie do ręki, dotknijcie, obejrzyjcie - warto!


Alain Ducasse, Christophe Saintagne, Paule Neyrat "Naturalnie"
Ilość stron: 380
Wyd. Dwie Siostry
Ocena: 6/6 - za wydanie

poniedziałek, 30 października 2017

Nie tak miało być - Targi Książki Kraków 2017r.

To moje siódme Krakowskie Targi Książki. Pamiętam jeszcze imprezę organizowaną w pierwszej hali przy ul. Centralnej. Był tam ścisk, niesamowita duchota i właściwie brak wentylacji. Wszyscy żyli nadzieją i oczekiwali obiecywanych przenosin do Hali Expo. Zapowiadano mnóstwo nowego miejsca, ładniejszą lokalizację, świetne warunki... Cóż mogę powiedzieć po tych siedmiu latach? Niestety tyle, że prócz adresu nie zmieniło się nic.


Jak było ciasno, tak jest, choć budynek powierzchniowo na pewno jest większy, ale szerokość alejek względem zainteresowania nie daje rady. Ludzie się przeciskają, potrącają. Absurdem jest według mnie wypuszczanie w tłum "pluszaków", które samym strojem zajmują całą powierzchnię. Co jednak boli mnie najbardziej, to beztroska organizatora, który raz, że z roku na rok nie wprowadza żadnych nowości - nie testuje innego ustawienia stoisk (największe wydawnictwa są obok siebie, więc gdy dodamy do każdego po głośnym nazwisku, zapomnijmy o przejściu tamtą stroną), a po drugie brak pomysłu by tę sytuację i brak komfortu poprawić.


Spotkanie z Camillą Läckberg. Zainteresowanie gigantyczne (co chyba nikogo nie dziwi). Komu zależało bardziej, ten wcześniej ustawiał się w kolejce. Mnóstwo osób czekało po 1,5 a nawet 2 godziny, by na samym końcu zostać zepchniętym i niemal zadeptanym przez tych, którym się spieszyło i mieli w poważaniu wszelkie zasady kultury.

Największa gwiazda szwedzkiego kryminału, zaproszona została do sali ulokowanej na środku głównego korytarza. Czekając na podpisy zatamowaliśmy całe przejście, nie było ustawionych żadnych barierek nadających kształt, choćby połowie kolejki. Można było postawić wijące się alejki, raz, że każdy wiedziałby gdzie stoi, a dwa bylibyśmy mniej rozproszeni - inni mogli by przejść. Na miejscu powinno stać dwóch ochroniarzy, jeśli niezaplanowanych od razu, to wysłanych tam zapobiegawczo dla utrzymania porządku przy takim tłumie. Nie było żadnej z tych rzeczy, więc gdy tylko drzwi się otworzyły koniec kolejki szturmem ruszył na wejście. Ludziom puściły nerwy, były wrzaski, przepychania (pamiętajmy, że w kolejce były osoby z małymi dziećmi). Do opanowania tłumu wysłano filigranową blondynkę - nie ujmuję jej kompetencji, jak kobiecina ryknęła to nawet rosłe chłopy się cofały, ale przez całe dwie godziny nie oddelegowano jej nikogo do pomocy!

Camilla z uśmiechem starała się podejść do całej sytuacji, żartowała, że czuje się jak gwiazda rocka, ale na swoim >>instagrame<< nie omieszkała wspomnieć o chaosie i małej panice - czy tak powinno się przyjmować gości?

Pierwsza zasada zgromadzeń grupowych - tłum NIGDY nie myśli, tłum działa na zasadzie emocji, to organizator musi nim kierować! Przewidywać, co się może wydać i dbać o wspólne bezpieczeństwo!! Ja przyznam, że przyparta do ściany i depcząca po przewróconym krześle bezpiecznie się w ogóle nie czułam....

Nie narzekam na autorów, choć na każdej edycji są właściwie zawsze w identycznym składzie, to jednak przykro mi jest, gdy się nie wyciąga wniosków płynących z lat poprzednich. Z roku na rok, co idealnie widać po statystykach, liczba odwiedzających Targi wzrasta - z 35 000 osób w 2011 roku do 68 000 (!!) w 2016. Hala Expo, niestety więcej już nie pomieści, niezbędne jest poszukiwanie nowej lokalizacji, albo zastanowienie się jak w inny sposób rozwiązać tę patową sprawę.


Dziś, choć ochłonęłam już z najgorszych emocji, czuję niesmak, bo tych kilka dni w roku to jest nasze święto, a właściwie powinno być nasze literackie święto. Obecnie jest to walka o podpis, o spotkanie, o to by w jednym kawałku wydostać się z alejki...

Brakuje mi wprowadzania nowości, urozmaiceń w programie. Promocji, które dorównywałyby tym, które Wydawnictwa mają na swoich stronach. Postęp widać jedynie na stoiskach - coraz ciekawsze pomysły, aranżacje, zawsze miła i pomocna obsługa. Tylko, że w momencie, gdy po godzinie mamy ochotę uciec od Expo jak najdalej, sami wystawcy sprawy nie uratują...

czwartek, 26 października 2017

Wszystko wina kota - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Lidia jest autorką poczytnych romansideł. Jej książki od lat nie opuszczają list największych bestsellerów, ale jej twarz mimo odniesionego sukcesu, pozostaje nieznana. Unikająca szumu bohaterka, ma jednak inną obsesję. Jest nią jej nowy sąsiad, blond włosy "surfer", którego dom bezustannie nawiedza jej niesforny kot. 

Wszystko wina kota to sytuacyjna komedia omyłek. Życie współczesnej pisarki, współpracującej z wydawcami, blogerami i zmagającej się z pewnym złośliwcem, który wystawia jej negatywne opinie. I choć z zamysłu jest to typowy umilacz - romantyczny, przyjemny, to w takim wydaniu to jednak nie dla mnie. Czytuje naszych pisarzy, kibicuje im z całego serca, ale w prozie kobiecej brak mi faworyta.

Nie zaciekawiło, nie porwało, nie wznieciło emocji, nie skłoniło do refleksji - oprócz jednej, że taka literatura, to jednak nie dla mnie. O ile sercowe zawirowania w wykonaniu Ahern albo Moyes po prostu uwielbiam, tak w polskim wydaniu nie podchodzi mi i koniec.

Agnieszka Lingas-Łoniewska "Wszystko wina kota"
Ilość stron: 360
Wyd. Novae Res
Ocena: 3/6

poniedziałek, 23 października 2017

Damy, dziewuchy, dziewczyny - Anna Dziewit-Meller

Książka adresowana do młodszej grupy czytelników, łącząca w sobie historię Polski, portrety znaczących kobiet oraz nutę feminizmu.

Kobieta, której zawdzięczamy Damę z łasiczką (Izabela Czartoryska), która oddała swoją twarz dla Warszawskiej Syrenki (Krystyna Krahelska) i która potrafiłaby zawstydzić samego Jamesa Bonda (Krystyna Skarbek).

Anna Dziewit-Meller językiem dobranym do dziecięcego wieku, pobudza ciekawość opowiadając o bliskich i dalekich losach Polski. Nazwiska kobiet, które walczyły, działały i dbały o wspólne dobro. Królowe, pisarki, malarki, wojowniczki o naszą wolność.

Z książki na książkę widać, że autorka się rozwija i lubi eksperymentować. Po lekko popowym Disko, poprzez poważną Górę Tajget do Dam, które dzieciakom przybliżą najistotniejsze sprawy. Każda charakterystyka kończy się słownikiem ważniejszych wyrazów, a zadawane w trakcie lektury pytania, aktywują słuchacza. 

Anna Dziewit-Meller zaczyna spoglądać w tym samym kierunku, co Sylwia Chutnik, a mi ten kierunek bardzo się podoba. Nauka ukryta w aurze przygody i dobrego humoru.


Anna Dziewit-Meller "Damy, dziewuchy, dziewczyny. Historia w spódnicy"
Ilość stron: 160
Wyd. Znak emotikon
Ocena: 5/6