środa, 13 września 2017

SuperFood czyli jak leczyć się jedzeniem - Sophie Manolas


W książkach kulinarnych najważniejsze są smaki. Autor musi trafić w nasze upodobania, ale prawda jest taka, że w pierwszej kolejności je się oczami, a dopiero potem analizuje się skład podanego przepisu. To czy dany tytuł wezmę do ręki zależy od okładki i tu SuperFood zdobywa przewagę na samym starcie.

Jest to jedna z najładniejszych książek, w mijającym roku wydawniczym. Szkoda, że bez twardej okładki (ta kulinarne manewry lepiej by przetrwała), ale same zdjęcia, kompozycja i sposób prezentacji, idealnie trafiły w moje gusta.

Sophie Manolas bazuje w niej na stwierdzeniu, że dobrze dobrana dieta to podstawa zdrowia. Składniki, które będą wspierać naszą florę bakteryjną, sprawią jednocześnie, że prawidło działać zacznie układ odpornościowy, samopoczucie stanie się lepsze, a w sytuacjach stresowych łatwiej poradzimy sobie z emocjami.  Oczywiście jedna marchewka życia nam nie zmieni, ale wprowadzając do każdego posiłku chociażby jeden "super składnik" szybko przekonamy się, że po pierwsze: wcale nie wychodzimy na tym drożej, po drugie: zajmuje nam to tyle samo czasu, a przede wszystkim, naprawdę dobrze to razem smakuje.

SuperFood, czyli jak leczyć się jedzeniem to zestawienie produktów, które są powszechnie dostępne, ale zawierają w sobie mnóstwo witamin i minerałów. Znajdziemy tu zielone warzywa liściaste, kapuściane, korzeniowe, strączkowe, orzechy i nasiona, owoce, a także zioła i przyprawy. Każda z grup została dokładnie scharakteryzowana, dodatkowo podając przepisy na jej wykorzystanie. 

Sophie Manolas komplementarnie podeszła do opisywanego tematu, sprawiając, że SuperFood zadowoli nawet bardzo wybredne gusta.


Sophie Manolas "SuperFood czyli jak leczyć się jedzeniem "
Ilość stron: 202
Wyd. Buchmann
Ocena: 6/6

czwartek, 7 września 2017

365 dni z Ewą Chodakowską - Planner 2018


Funkcja kalendarza jest prosta, ale im milszy jest on dla oka, tym i obowiązki łatwiej się dopełniają. 

Be Smart, Be Fit, Be Sexy to pozycja firmowana przez Ewę Chodakowską i wbrew pozorom, nienastawiona wyłącznie na osiągnięcia fizycznie. To naprawdę przyjemny i dobrze opracowany planner z mnóstwem miejsca na codzienne notatki. Są tu motywacyjne hasła (szczęście dalekie od powszechnie znanych banałów), przepisy, a w okresie wakacyjnym sugestie weekendowych wyjazdów. Do tego twarda, watowana okładka i szczerze jestem na "tak". 

Zeszytowy format świetnie sprawdza się w torebce, a zaokrąglane brzegi w dłoni. Jedyne na co mogę narzekać, to brak wbudowanego miejsca na długopis - poza tym polecam.

365 dni z Ewą Chodakowską - Planner 2018
Ilość stron: 320
Wyd. Edipresse Książki
Ocena: 5/6

środa, 6 września 2017

Hummusy i pasty - Konrad Budzyk


Jak tylko zobaczyłam tę książkę wiedziałam, że musi trafić w moje ręce - hummus to w końcu mój ulubiony dodatek do chleba.

Książka Konrada Budzyk to zbiór dowodów na to, że pasty nie muszą być nudne, a tym bardziej, że nie zawsze muszą być wytrawne. Za pomocą fasoli, bobu czy soczewicy wyczarujemy najróżniejsze specjały, minimalnym nakładem pracy oraz kosztem.

Przepisy są zwięzłe, zaledwie kilku składnikowe, a to spectrum uzyskanych smaków ogromne. Nie trzeba chyba specjalnych słów zachęty, gdy w menu mamy pasztet z wędzoną śliwką czy domowy krem orzechowo-czekoladowy. Do tego dużo zdjęć gotowych dań i co mnie osobiście najbardziej ułatwia życie - rozkład makro składników. 

Konrad z okrojonego z pozoru tematu uczynił świetny temat na książkę. Jestem pewna, że będzie się ona podobać.


Konrad Budzyk "Hummusy i pasty"
Ilość stron: 208
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

poniedziałek, 4 września 2017

Świat według Żunia - Iga Zakrzewska-Morawek

Na książkę wpadłam przypadkiem. Zainteresowała mnie okładka oraz jej tematyka, która nie należy do częstych w literaturze. Jak to zwyczajowo bywa, niestety te dwa wyżej wymienione czynniki odbijają się potem na samej treści i ostatecznej ocenie.

Żunio to dziecko, ma 2 i pół roku, mierzy 72 cm i waży 9 kg. Jest Inny niż wszystkie dzieciaki. A w książce staje się narratorem w postaci Pana Dziecko, opowiadającego nam swoje losy dotyczące codzienności życia i przeżywanych przez niego chwil. Opisuje nam swoje odczucia, analizuje otoczenie, pozwala nam zwrócić uwagę na rzeczy proste, których my dorośli nie dostrzegamy. I niby wszystko ok, zamysł został zrealizowany, lecz muszę użyć jednego zdania: przerost formy nad treścią!

Dlaczego? Otóż język, który został użyty w książce jest archaiczny, męczący, wręcz filozoficzny. Pamiętając, że opowiada to mimo wszystko dziecko, używane przez niego słownictwo jest skomplikowane i zwyczajnie po czasie nuży. Nie wiem dlaczego autorka zdecydowała się na taki zabieg słowotwórczy, ale mi było ciężko przebrnąć do końca.

Mam wrażenie, że tę książkę albo ktoś pokocha albo znienawidzi, sam temat jest interesujący, lecz to w jakiej formie został przekazany do mnie niestety nie przemawia, a szkoda. Duży plus jednak za oprawę graficzną i  świetne rysunki w środku.


Iga Zakrzewska-Morawek "Świat według Żunia"
Ilość stron: 176
Wyd. Zielona Sowa
Ocena: 3/6

piątek, 1 września 2017

Lata powyżej zera - Anna Cieplak


Jedni wspominają komunę, inny jak to było jeszcze przed wojną. Czym jednak może się podzielić pokolenie urodzone pod koniec XX wieku? Pierwsze w "nowej rzeczywistości" i ostatnie wychowane na osiedlowym trzepaku?

Aneta to nastolatka, której świat ulega zmianie, gdy poznaje historię Magika. Paktofonika to grupa, której słuchali wtedy wszyscy. Tak zrodził się nowy styl, nowa muzyka, co za tym idzie w życiu dziewczyny pojawili się nowi znajomi. Świat bezustannie się przeobrażał, a przed dorastającym pokoleniem stawiano wyzwania, oferując im jednocześnie spore możliwości.

Lata powyżej zera to sentymentalna podróż do wspomnień z czasów gimnazjum i podstawówki. W historii Anety Szymborskiej znajdziemy mnóstwo punktów stycznych, a przede wszystkim poznamy dziewczynę, która z rozdziału na rozdział wyraźnie się zmienia. Jest etap buntu, zabawne ucieczki, pojednanie z rodzicami, szkoła, emigracja... właściwie wszystko z czym ja i moi rówieśnicy mieliśmy do czynienia.

Książkę czyta się ekspresem, choć początkowo jej styl wydaje się być nieco koślawy. Dopiero z czasem albo my się przyzwyczajamy, albo autorka bardziej się rozkręca. Przygody Anety zostawiają za sobą jednak dobre skojarzenia, a przede wszystkim roztaczają aurę nostalgii. 

Muzyka zgrywana na kasety, Big Brother, przesiadywanie na Gadu Gadu... Dzwonki puszczane na komórkę, radocha z każdej mp3 w Winampie... To były piękne czasy.


Anna Cieplak "Lata powyżej zera"
Ilość stron:
Wyd. Znak 
Ocena: 4,5/6
Premiera: 13 września 2017r.

środa, 30 sierpnia 2017

Zniknięcie - Caroline Eriksson


Zniknięcie to powieść, która ciekawiła mnie po przeczytaniu krótkiego opisu na tylnej okładce. Tylko czy jest on aby na pewno adekwatny do tego, co znajdujemy w książce?

Greta wraz z Alexem i Smillą ruszają na wycieczkę po jeziorze Mara. Dopływając do wyspy na ląd schodzą tylko Alex i córka, Gerta zostaje na łódce, zasypia. Gdy wraca jej świadomość, zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak. Jej towarzysze zniknęli, a podjęte próby poszukiwania nie przynoszoną efektu - bliscy rozpłynęli się w powietrzu. W tym też momencie w głowie kobiety zaczyna toczyć się walka - wracają wspomnienia z jej trudnego dzieciństwa, a ona sama nie wie, co jest prawdą, a co przywidzeniem.

Stworzona przez Caroline Eriksson fabuła zdaje się być ciekawa, ale niestety pozory bardzo mylą. Dobry pomysł zrealizowano topornie. Narratorką jest głównie Greta, a czytelnik poniekąd siedzi jej w głowie - obserwujemy jej oczami wszystkie wydarzenia, co po pewnym czasie staje się męczące – mętlik jaki tam panuje, co rusz przywołuje skojarzenia z chorobą psychiczną. Dialogów jest mało i spowolniona przez to akcja sprawia, że zachowania bohaterki zaczynają nas irytować. Pojawia się pytanie dlaczego tak kombinuje i czemu to ma służyć. Dopiero pod koniec historia wspina się na wyższy poziom i zakończenie ostatecznie ratuje opowieść.

Żałuję, że autorka bez polotu podeszła do tematu, potencjał był wielki, a wyszła przeciętna książka, którą wiele osób porzucić w połowie. Średniak dla upartych.

Caroline Eriksson "Zniknięcie"
Ilość stron: 258
Wyd. Marginesy
Ocena: 3/6

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Ali Nino - Kurban Said

Pogranicze kontynentów, miejsce styku dwóch światów i kultur - chrześcijan oraz muzułmanów. W mieście mieszka On - Ali Chan Szyrwanszyr, a na obrzeżach Ona - Nino Kipiani, księżniczka. Czas ich zaręczyn zazębia się z wybuchem wojny, a przeszkody do bycia razem stają się jeszcze większe. 

Kurban Said w swej książce snuje opowieść nie tylko o dwójce, bardzo młodych ludzi, ale przede wszystkim o Kaukazie, miejscu fuzji przeciwstawnych sobie kultur. Niestety, to co w oczach Wydawcy jest najpiękniejszą historią o miłości, dla mnie stało się dowodem przede wszystkim na bezduszność i tyranię panującą na wschodzie. Poddańczy stosunek do kobiet, gloryfikowanie zemsty, morderstwa popełniane pod osłoną nocy... Może gdzieś tam i była opowieść o uczuciach oraz próbach bycia razem, jednak dla mnie zginęła w gąszczu brutalnych wydarzeń.

"Ma pan duszę człowieka pustyni – powiedział. – Możliwe, że istnieje tylko jeden właściwy podział ludzi – na ludzi lasu i ludzi pustyni. Sucha nietrzeźwość Orientu pochodzi z pustyni, gdzie gorący wiatr i gorący piasek upajają człowieka, gdzie świat jest prosty i bezproblemowy. Las jest pełen pytań. Tylko pustynia o nic nie pyta, niczego nie daje ani nie obiecuje. Jednakże ogień duszy pochodzi z lasu. Człowiek pustyni – widzę go – on ma tylko jedno uczucie i zna jedną prawdę, która go wypełnia. Człowiek lasu ma wiele twarzy. Fanatyk pochodzi z pustyni, twórczy człowiek – z lasu".

Słowa samego Kurban Said, niech będą najlepszą puentą historii.

Kurban Said "Ali Nino"
Ilość stron: 400
Wyd. W.A.B.
Ocena: 3/6

czwartek, 24 sierpnia 2017

Lagom. Szwedzka sztuka życia - Linnea Dunne


W lagom "chodzi o to, żeby pozwolić sobie po prostu być i dać sobie możliwość zmiany i rozwoju", to tak zwany złoty środek, moment kiedy wszystkiego mamy w sam raz.

Książka Linnei Dunne z marszu zdobyła moją sympatię licznymi nawiązaniami do Jonasa Gardella, jednego z najlepszych pisarzy z jakimi miałam do czynienia (kto nie czytał Nigdy nie ocieraj łez bez rękawiczek niech szybko to nadrobi!). Zresztą Lagom to tak naprawdę ilustrowane kompendium wszystkiego, co warto wiedzieć o Szwecji i co kojarzone jest z północą. Jest rozdział o jedzeniu, i o życiu, aktywności, wnętrzach, szacunku do natury. Pojawiają się takie nazwiska jak Claus Meyer (jego książka tutaj) czy Ingmar Kamprad (założyciel IKEI). 

Momentami ma się jednak wrażenie, że pojęcie lagom zostało użyte na siłę, co szczególnie rzuca się w oczy przy temacie związanym z modą. Lagom tkaniny, wzornictwo... trochę tego za dużo, nie mniej całą pozycję oceniam na plus i uważam, że jest mega wdzięcznie wydana. Grafika, zdjęcia, rozmieszczenie tekstu - wszystko na najwyższym poziomie, choć bez zdobniczej przesady.

Jeżeli stawiacie pierwsze kroki w skandynawskim świecie, albo lubicie go tak samo jak ja, musicie poznać Lagom. Książka choć mała, ma w sobie wszystko co najważniejsze i jest przeuroczo wydana.


Linnea Dunne "Lagom. Szwedzka sztuka życia"
Ilość stron: 160
Wyd. Burda Media
Ocena: 5/6

wtorek, 22 sierpnia 2017

Ocalałe - Sager Riley

Początkowo były we trójkę - Lisa, Sam i Quincy. Jedyne, które przeżyły, jedyne, które ocalały.

Ma świetnie prosperujący blog kulinarny, chłopaka, mieszkanie oraz szufladę pełną tajemnic. Od czasu masakry w Pine Cottage, Quincy jest w gruncie rzeczy cieniem dawnej siebie. Uzależniona od xanxu, przestraszona każdym nadchodzącym dniem. Od początku wsparciem była dla niej Sam, pierwsza, której media nadały przydomek Ocalałej. Teraz, gdy Sam popełniła samobójstwo, wszystko stanęło pod znakiem zapytania, a walka zaczęła się na nowo.

Ocalałe to thriller, który dopiero na końcu udowadnia ile jest warty. Poznajemy trzy dziewczyny, które łączy podobna historia - uczestnictwo w masakrze i zainteresowanie ze strony mediów. Blizny na ich ciałach są śladem, jednak czegoś więcej. To świadectwo woli przetrwania oraz metod na różne formy ucieczki.

Sager Riley stworzyła książkę, która ciekawi od pierwszej strony, ale nie jest tak magnetyczna, jakbyśmy tego chcieli. Dla mnie idealny thriller zbudowany jest jak powieść Zanim zasnę - prawda i domysły łączą się w nim w jedno, a my zarywamy noc by dowiedzieć się, która wersja zwycięży. Tu harmonię zaburza postać Lisy, tempo akcji pozostaje jednak zbyt wolne, byśmy obgryzali paznokcie ze zdenerwowania.

Ocalałe to dobra książka, ale po szumie obejmującym internet oczekiwałam od niej więcej. 

Sager Riley "Ocalałe"
Ilość stron: 350
Wyd. Otwarte
Ocena: 4/6
Premiera: 27 września 2017

środa, 16 sierpnia 2017

Ludzie na drzewach - Hanya Yanagihara


Debiutancka powieść, autorki jednej z najgłośniejszych książek zeszłego roku. Ludzie na drzewach to po Małym życiu kolejna historia człowieka, którego dzieje kreślone są przez nietypowe okoliczności i której sednem staje się choroba.

Norton Perina kończy studia na Harvardzie i dołącza do grupy badawczej, której celem jest mała wyspa na Pacyfiku. Wedle krążącej w tym regionie legendy, zamieszkuje ją plemię, którego członkowie posiedli dar długowieczności. Ekspedycja choć trudna, kończy się sukcesem. Norton robi niesamowitą karierę, towarzyszy temu jednak dość istotne "ale" - zmieniając świat nauki, Perina staje się prowodyrem wielkiego skandalu.

Ludzie na drzewach to książka poruszająca odwieczny dylemat geniuszu i norm społecznych. Świetnie portretuje osobę naukowca, człowieka, który dla wyższych celów przekracza granice, ale z drugiej strony nie ma w niej aż takiej przebojowości, czegoś co by nas przykuwało do lektury. Małe życie było dużo bardziej "medialne", że tak to ujmę, przychylne przypadkowemu odbiorcy. Z Ludźmi rzecz się ma odwrotnie, bo i tematyka jest trudniejsza, a i sama forma przekazu (dziennik spisany ręką bohatera) wywołuje w nas inne reakcje.

Jeżeli tak, jak ja, wciąż pamiętacie Jude i rozpamiętujecie jego dramaty, to jestem pewna, że Ludzi na drzewach sobie nie odpuścicie. Coś innego, bardziej wymagającego - kunszt pisarki jest jednak silnie wyczuwalny.


Hanya Yanagihara "Ludzie na drzewach"
Ilość stron: 576
Wyd. W.A.B.
Ocena: 4,5/6
Premiera: 13 września 2017r.

piątek, 11 sierpnia 2017

Dziewczyna z Brooklynu - Guillaume Musso


Zdjęcie trzech zwęglonych ciał, torba wypakowana banknotami, fałszywe dowody tożsamości... 

Kiedy Raphaël poznaje sekret swojej narzeczonej, odchodzi oszołomiony bez słowa. Wszystko, co o niej wiedział, okazuje się być ułudą. Świadectwa podwójnego życia Anne przekreślają wszystko, co do tej pory stworzyli, ale czy na pewno? Czy coś, co wydarzyło się bardzo dawno temu może przekreślić lata, które ich łączyły? Raphaël wraca, po Anne nie ma jednak śladu... 

Trudno ocenić dorobek autora po przeczytaniu zaledwie dwóch jego książek, ale czuję, że Guillaume Musso zagości u mnie na dłużej. Pisarz ma dar do budowania atmosfery i prowadzenia akcji na dwóch równoległych torach. Mamy obraz śledztwa prowadzonego przez Raphaëla oraz jego kolegę, byłego policjanta. Każdy doszukuje się innych szczegółów, w obu przypadkach sprawa dotyka coraz bardziej zaskakujących osób.

Dziewczyna z Brooklynu to opowieść o walce i woli przetrwania. O przeszłości, której nie da się zmienić, ale też o teraźniejszości, którą możemy dowolnie kształtować. Trzymająca w napięciu, przekonująca, dodatkowo z bardzo dobrym zakończeniem. Serdecznie polecam! 
                    Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1724,3917,dziewczyna-z-brooklynu-.html
Guillaume Musso "Dziewczyna z Brooklynu"  
Ilość stron: 368
Wyd. Albatros
Ocena: 5/6

środa, 9 sierpnia 2017

We wspólnym rytmie - Jojo Moyes


Długo czekałam na nową powieść Jojo Moyes. Razem będzie lepiej czy Zanim się pojawiłeś to jedne z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam, jednak tym razem nie obyło się bez zgrzytów. 

Natasha jest radcą prawnym, specjalizującym się w sprawach z udziałem małoletnich. Kiedy robiąc zakupy staje się świadkiem drobnej kradzieży, nie tylko staje po stronie dziewczyny, ale chce jej też dodatkowo pomóc. Tak Sarah trafia do niej do domu, a Natasha w wir niekontrolowanych zdarzeń. 

Jojo Moyes mistrzowsko łączy wątki obyczajowe z humorem i tajemnicami. I chociaż w We wspólnym rytmie motyw przewodni średnio mnie przekonał (jeździectwo, stadnina, hodowla koni), to sama historia mocno namieszała mi w głowie. 

Natasha jest w trakcie rozwodu i podziału majątku, opiekun Sarah leży w ciężkim stanie w szpitalu, a Boo, jej ukochane zwierzę może zostać sprzedane w nieodpowiednie ręce - oczywiście w całym tym ambarasie nikt nikomu nie mówi prawdy, więc sprawy dodatkowo się komplikują.

Książka budzi we mnie skrajne emocje - z jednej jest wdzięczną opowieścią o miłości i poświęceniu dla dobra bliskich osób, z drugiej irytuje postacią Sarah oraz mocno przewidywalnym zakończeniem. Niby poziom został utrzymany - nowym czytelnikom pewnie się spodoba, wiernym fanom również, ale ja nie jestem w pełni zadowolona. W finale lubię być zaskakiwana stąd dotychczasowe historie uważam za lepsze.


Jojo Moyes "We wspólnym rytmie"
Ilość stron: 528
Wyd. Znak
Ocena: 3,5/6

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? - Kuba Wojtaszczyk

Powojenna Polska, trupa samozwańczych cyrkowców przemierza kraj pozostawiony w ruinie. Wśród atrakcji, jest kobieta-guma, karzeł z niezwykłymi zdolnościami parodiowania Hitlera, klauni – jeden były Nazista, drugi Volksdeutsch, wróżka a nawet „Ostatni Żyd w Polsce”. Wszystko to brzmi mocno absurdalnie i takie też jest. Są to wyjątkowe osoby, każda z nich skrywa jakąś tajemnice oraz historię związaną z wojną, przez co Właściciel umiejętnie nimi manipuluje. 

Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? to powieść specyficzna i trudna w odbiorze. Początkowy jej surrealizm był interesujący, przedstawiał sobą coś innego, co nie jest notorycznie spotykane u Polskich autorów. Jednak z czasem, zaczynał męczyć. Z drugiej strony, brawa za konsekwencję i dotrwanie do samego końca w iście tarantinowskim stylu.

Mnie te historie niestety nie przekonały. Autor chciał unaocznić, jak wyglądała Polska zaraz po wojnie, rozbita przez Nazistów po to, aby trafić pod skrzydła nowych okupantów - Armii Czerwonej. Próbował oddać ludzki strach o przyszłość oraz niezdecydowanie i beznadzieję szerzącą się wśród ocalałych. Zwrócił też uwagę na antysemityzm rozprzestrzeniający się na pokaźną skalę - zagadnienia ważne, ale ostatecznie forma książki zagłuszyła zawartą w niej treść. 

Dlaczego nikt nie wspomina... warte jest uwagi za sam akt odwagi i umiejętności by zrobić coś oryginalnie. Jest to historia inna i niebanalna, ale mająca przez to trudności w odnalezieniu swojego odbiorcy. Czy Wam się spodoba? Przekonacie się dopiero po lekturze. 


Kuba Wojtaszczyk "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?"
Ilość stron: 290
Wyd. Akurat
Ocena: 3,5/6

piątek, 21 lipca 2017

Lirogon - Cecelia Ahern

Ekipa filmowa tworząc dokument o parze bliźniaków, trafia na niesamowity temat. Laura Button potrafi naśladować wszystkie dźwięki jakie słyszy - od odgłosów zwierząt, przedmiotów, po maszyny, a nawet ludzkie barwy głosu. Zdolność ta czyni ją wyjątkową, ale sprawia też, że całe życie musi spędzić w ukryciu. 

Bo wraz z ekipą pragną zrobić o niej film, co więcej chcą wylansować ją na gwiazdę wysyłając ją jako kandydatkę do popularnego talent show. Czy takie plany nie będą nadużyciem i jak dalej potoczą się losy Lirogona?

Tym razem Cecelia Ahern znakomicie wczuwa się w sytuację zagubionej dziewczyny, która z życia bez prądu i bieżącej wody, zostaje wrzucona przed oblicze kamery. Dla Laury wszystko jest nowe i inne, a reakcje otoczenia stanowią dla niej zagadkę. Lirogon to ptak, który tak jak bohaterka, powtarza dźwięki otoczenia, Laura za ich pomocą potrafi jednak wyczarować niezwykłą atmosferę, a przede wszystkim przenieść słuchacza w zupełnie inne miejsce. 

Książka Ceceli Ahern to opowieść o życiu i karierze, o zagubieniu oraz wierze ulokowanej w innym człowieku. Kolorowa, nieco tajemnicza, z puentą, jak to show biznes potrafi nas wszystkich omamić. Szkoda, że nie obyło się bez typowych dla tego gatunku rozwiązań,ale oceniając jako całość, nic specjalnie mnie w niej nie razi.

Lirogon to nie love story, to przejmujące losy samotnego człowieka.

Cecelia Ahern "Lirogon"
Ilość stron: 320
Wyd. Muza
Ocena: 4,5/6

wtorek, 18 lipca 2017

Niezbędnik podróżnika - Beata Pawlikowska


Kilka lat temu nabyłam Poradnik Globtrotera - pięknie wydany, ilustrowany przewodnik o tym, jak podróżować i właściwie spakować swój plecak na wyprawę. Dziś przychodzę z namiastką tego tytułu, choć może raczej uzupełnieniem (o ile taki był zamysł), jednak zupełnie nie tego się po nim spodziewałam (a przede wszystkim - nie za takie pieniądze).

Niezbędnik podróżnika to poradniko-notes na wymarzoną wyprawę. Jest w nim mnóstwo miejsca na notatki, a właściwie samo miejsce na notatki, przerywane tu i ówdzie aforyzmami oraz listami przedmiotów, które warto ze sobą zabrać. 

Pojęcia nie mam, co od nastu lat przyświeca Beacie Pawlikowskiej. Jej książki już dawno straciły rację bytu, bo o ile seria Blondynki w podróży jest czymś cudownym, o tyle poradniki psychologiczne, zwierzęce, językowe, żywieniowe, wszelkiej maści kalendarze... to już w moich oczach drobne nieporozumienie.     

Notes za 39,90zł.... bądźmy poważni.... 

Beata Pawlikowska "Niezbędnik podróżnika"
Ilość stron: 368 (w tym 70 na których jest jakaś treść) 
Wyd. Edipresse 
Ocena: 2/6

piątek, 14 lipca 2017

Lato - Karl Ove Knausgård


Knausgård uczy nas skupienia na codzienności i dostrzegania w swym otoczeniu tego, co niezwykłe. Jego życie nie jest wcale ciekawe ani fascynujące, dni upływają mu na pisaniu, gotowaniu, wożeniu dzieci na kursy i do znajomych. Tym, co jego książki czyni zaś wyjątkowymi, jest umiejętność obserwacji i przelewania myśli na papier. To nie to, co go otacza jest inne, to jego spojrzenie na przedmioty czyni je odmiennymi.

"Mówimy, że coś ma znaczenie, jakby sens był czymś, co dana rzecz otrzymała w prezencie, ale wydaje mi się, że w rzeczywistości jest odwrotnie: to my nadajemy znaczenie temu, co widzimy". 

Podsumowujące pory roku Lato, łączy w sobie cechy wszystkich wcześniejszych tomów serii. Rozpoczyna się krótkimi historiami o przedmiotach i zjawiskach, by wraz z początkiem czerwca przybrać formę, tak lubianego przeze mnie dziennika - mnóstwo przemyśleń i wspomnień z lat dzieciństwa - wielu to pewnie znudzi, ja od czasów Tove taką formą się zachwycam.

Przy okazji opisywania każdej z książek, pojawia się pytanie: ile z jego tekstów jest prawdą, a ile wytworem wyobraźni? Może dobrą odpowiedzią będzie ten fragment z dziennika: "jestem absolutnym, ponadprzeciętny smutasem, wykraczającym poza normę introwertykiem, o przeciętnej fantazji, za to wyjątkowej uczuciowości. Innymi słowy: jestem słaby w zmyślany, niezły w odczuwaniu".  

Przekonajcie się sami, jaki człowiek wyłania się spośród tych myśli.

Karl Ove Knausgård "Lato"
Ilość stron: 460
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

środa, 12 lipca 2017

Kolej podziemna - Colson Whitehead


Ameryka w dobie niewolnictwa i pierwszych abolicjonistów. Południe czerpie korzyści z pracy czarnoskórych rąk, północ zaczyna traktować je w końcu, jak ręce należące do ludzi.

Cora od zawsze była na plantacji. Urodzona jako dziecko niewolnika, z góry została skazana na ból i ciężką pracę, Wszystko ma jednak swoje granice - korzystając z okazji ucieka nocą z przyjacielem, zawierzając swe życie podziemnej kolei.

Powieść Colsona Whiteheada to podróż przez stany i następne wcielenia głównej bohaterki. Zmuszona by się ukrywać, nie porzuca nadziei o edukacji i poprawnym słownictwie. Pracuje, chodzi do niedzielnej szkoły, mając świadomość, że łowcy okazji depczą jej po piętach.   

Akcja w książce zmienia się bardzo szybko, ale tempo ani trochę nie przeszkadza w zarysowaniu nastrojów panujących w Stanach. Mniej poznajemy samych bohaterów, za to psychoza i potrzeba przypodobania się władzy, jest aż nadto widoczna (rozdział w którym Cora ukrywa się na poddaszu, to czyste mistrzostwo). 

Kolej podziemna to kawałek historii, którą portretowało już wielu artystów, ale nigdy nie słyszałam o tej drodze ucieczki. Pomysł równie niesamowity, jak ludzie, którzy ją zbudowali. Już dla samej idei warto wczytać się w książkę.   


Colson Whitehead "Kolej podziemna"                     Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu
 http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1688,3782,strazak.html
Ilość stron: 384
Wyd. Albatros
Ocena: 4/6 

niedziela, 9 lipca 2017

Przeklęty prom - Mats Strandberg

Okładka, tytuł, zarys fabuły – wszystko wywoływało pozytywne skojarzenia, gdy pierwszy raz zobaczyłam Przeklęty Prom. Do tego szwedzki autor, wyprawa przez Morze Bałtyckie – jak można się było oprzeć lekturze? 

Baltic Charisma wypływa w podróż ze Sztokholmu do Turku, zabierając na pokład ok. 1200 pasażerów. Każdy z nich jest inny, każdy ma jakiś ukryty lub jawny cel swojej podróży. Kilku z nich poznajemy w trakcie odprawy na terminalu, następnych na samym promie, wraz z obsługą. Jedni chcą się dobrze bawić, inni płyną trochę na siłę, a znajdzie się nawet taki, który będzie chciał się oświadczyć. Jednak na promie czai się też zło, dwie osoby, a może raczej potwory, które spowodują, że będzie trudno zapomnieć o tym kursie, a nawet dotrwać do jego końca. 

Mats Strandberg początkowo zbudował bardzo interesującą fabułę, czułam się dosłownie, jak pasażerka tego promu. Dokładne zarysy miejsca akcji, ciekawe główne postacie, szybko zmieniająca się akcja powodowały, że chciało się brnąć dalej. Potem pojawiła się groza i niestety od tego momentu zaczęło być już tylko poprawnie. To prawda - „potwory” są trochę inaczej przedstawione, niż w klasyce gatunku, ale nie pozwoliło to wyjść historii poza ramy standardowego thrillera-horroru. Powieść przestała zaskakiwać, stała się jednotorowa, ale ostatecznie wybroniła się na samym końcu swoją konsekwencją w dążeniu do celu. 

Przeklęty Prom zachęca swoją tematyką, generalnie nie zawodzi, ale też nie jest niestety niczym odkrywczym. 

Mats Strandberg "Przeklęty Prom" 
Ilość stron: 482
Wyd. Marginesy
Ocena: 4/6

czwartek, 6 lipca 2017

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu - Dorota Masłowska


"Schemat na schemacie, banał na banale, grube nici grubymi nićmi szyte. Ale o to właśnie chodzi. Wszystko to tworzy stabilny, przewidywalny stelaż pod poszczególne historie". 
 
Od zarania dziejów człowiek lubił przysłuchiwać się opowieściom. Dawno temu przekazywano je ustnie, potem czytywano książki, obecnie odbywa się to za pomocą telewizora.

Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu, to zbiór felietonów o mediach i ich wpływie na naszą kulturę. To wspomnienia programów z lat 90-tych do współczesności, ujęte w osobiste wynurzenia i ostre jak brzytwa sądy - Dynastia, Big Brother, fenomen Kuchennych rewolucji... Jednak temat tyczy się nie tylko mediów, ale sposobów spędzania tego czasu w ogóle. W jakie pułapki dajemy się złapać? I czy dla uwolnienia warto odcinać sobie stopę?

Szalone porównania i oryginalny język. Masłowska z upływem lat nabiera doświadczenia, ale zachowuje wszystkie typowe dla siebie cechy - jest mrocznie i trochę radośnie. Widać też, że odleglejsze czasy wspomina z większym rozrzewnieniem, współczesność oceniając surowiej.

Szczególnej uwadze polecam Azję Express oraz Dynastię. Ciekawa lektura, niezwykłe doświadczenie.


Dorota Masłowska "Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu"
Ilość stron:
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6

poniedziałek, 3 lipca 2017

Pazur sprawiedliwości - Leonie Swann


"Chybić ciut, ciut to też nie trafić".

Uniwersytet w Cambridge. W tragicznym wypadku ginie jeden ze studentów. Wiadomo, że był on miłośnikiem miejskiej wspinaczki, ale żeby spaść z najwyższej wieży w katedrze i rozpłaszczyć się na chodniku? Jeszcze w miejscu publicznym? Przecież tak nie może być, to burzy porządek!

A jako, że Augustus Huff jest miłośnikiem absolutnego ładu, na dodatek był też wykładowcą zabitego, czuje obowiązek dowiedzenia się prawdy - Elliot spadł sam, a może ktoś mu w tym pomógł? Rolę partnera w śledztwie przyjmuje Grey - wygadana papuga, która jako jedyna była naocznym świadkiem zdarzenia, pytanie tylko czy taki świadek może w czymkolwiek pomóc?

Kto raz przeczytał coś spod pióra Leonie Swann, ten już zawsze pozostanie jej wierny. Autorka ma niesamowitą lekkość opisywania rezolutnej przyrody, raz ubranej w formę owcy, kiedy indziej pchły, a w tym przypadku rozśpiewanej papugi. Pazur sprawiedliwości to żartobliwy kryminał z głębszym przesłaniem. Oparty na klasycznych rozwiązaniach gatunku i przesiąknięty czarnym humorem, oprowadzający nas po zakątkach Cambridge oraz profesorskiej kadry. 

Pasja, zazdrość, poszukiwanie sensu... Znowu pomysł trafiony w punkt i świetne wykonanie. Gorąco polecam!

I want your love and
I want your revenge!
You and me! Ohh-la-laa!

Leonie Swann "Pazur sprawiedliwości"
Ilość stron: 376
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 5/6

piątek, 30 czerwca 2017

Na pastwiska zielone - Anne B. Ragde


Zadłużone i odziedziczone przez Torunn gospodarstwo, mimo katorżniczej pracy chyli się ku upadkowi. Kobieta walczy o nie resztkami sił, jednak obowiązki coraz bardziej zaczynają ją przerastać. Pojawia się poczucie winy oraz dławiąca bezsilność. Na domiar złego beztroska Erlenda zaczyna doprowadzać ją do szału. Całemu wujostwu wydaje się, że pieniądze są lekarstwem na wszystko, a nic tak nie godzi w serce, jak samotność w tłumie bliskich sobie ludzi.

Na pastwiska zielone to trzecie spotkanie z mieszkańcami Byneset, maleńkiej wioski w środkowej Norwegii. Ta, licząca póki co trzy tomy seria autorstwa Anne B. Ragde (premiera czwartego we wrześniu) bez reszty mnie ujęła. Kto by pomyślał, że historia rolnika, pracownika zakładu pogrzebowego oraz homoseksualisty może być tak pasjonująca.

Znalazłam w niej wszystko czego mi było trzeba. Autentyczność, prawdę, bezradność ludzi wobec nieoczekiwanego. Co tu dużo mówić. Wszelkie zachwyty są tutaj w pełni uzasadnione.

 Ziemia kłamstw    I    Raki pustelniki   I  Na pastwiska zielone

Anne B. Ragde „Na pastwiska zielone”
Ilość stron: 258
Wyd. Smak słowa
Ocena: 6/6
Premiera wznowienia: 5 lipca 2017r.

środa, 28 czerwca 2017

Niespokojni zmarli - Simon Beckett

Piąta część przygód Davida Hunter'a.

Zimne i wrogie dla obcych, podmokłe tereny wyspy Mersea. David zostaje wezwany do zbadania ciała wyłowionego z rzeki. Krążą plotki, że jest to syn miejscowego potentata, który targnął się na życie. Sprawę komplikuje przypuszczenie, że przed śmiercią porwał i zamordował też swoją kochankę, a przy okazji żonę innego innego mieszkańca - Emmę Derby. 

Jakie sekrety skrywa tutejsza ziemia i w jak wielkie tarapaty wplata się znowu Hunter?     

Niespokojni zmarli to literatura, która przykuwa uwagę fragmentami z medycyny sądowej i tym, co się dzieje z ciałem po kontakcie z wodą - stworzeniami, które tę sytuację wykorzystują oraz może mało przyjemnymi, ale szalenie interesującymi, opisami poszczególnych faz rozkładu. 

Simon Beckett niczym Kathy Reichs, łączy życie prywatne bohatera z antropologią sądową. Jest trochę o jego przeszłości i poczuciu osamotnienia, przede wszystkim jednak mamy wgląd w niewielką społeczność wyspy oraz napięte relacje, jakie wszystkich łączą.

Twórczość Becketta warta jest poznania. Jego Zimne ognie bardzo mnie zawiodły, jednak w Chemii śmierci i jej kontynuacji nie ma się o co przyczepić. 

Simon Beckett "Niespokojni zmarli"
Ilość stron: 504
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Jem (to co kocham) i chudnę - Karolina i Maciej Szaciłło

Nie przeczę, że książek o tematyce dietetycznej, powoli zaczynam mieć już dosyć. Wyrastają one, jak grzyby po deszczu, a właściwie każda powtarza utarty od dawna schemat. O Jem, (to co kocham) i chudnę na blogu miałam nie wspominać, zmieniłam jednak zdanie, bo podobała mi się życiowa filozofia Karoliny oraz zwyczajnie jej osoba. 

Karolina podchodzi do tematu od strony psychologicznej i dokumentuje, jak zmieniało się jej nastawienie do własnego ciała. Opisuje proces karania się i ukrócania kolejnych posiłków, treningów w zamian za kremówkę oraz ulegania kolejnym modnym teoriom. Tym czasem kluczem do sukcesu okazuje się być świadomość i samokontrola. Autorka wraz z mężem kładzie nacisk na zmianę sposobu myślenia, a dopiero potem dopasowuje posiłki pod swoje potrzeby i upodobania.

I choć generalnie nie wykracza to zbytnio, poza wcześniej opisywane pozycje, to dostrzegam w tym tytule wartość dodaną. Takie normalne, codzienne podejście do jedzenia, opisywane przez kobietę z dzieckiem, mającej dom na utrzymaniu i od lat dążącej do upragnionej sylwetki.

Bez efektu "wow", ale Jem (to co kocham) i chudnę fajnie podbudowuje morale i zwyczajnie dobrze się ją czyta.  


Karolina i Maciej Szaciłło "Jem (to co kocham) i chudnę"
Ilość stron: 250
Wyd. Zwierciadło
Ocena: 3/6

czwartek, 22 czerwca 2017

Cabin porn - Zach Klein, Steven Leckart, Noah Kalina

Książka stworzona po to by cieszyć nasze oczy i przywoływać wspomnienia o wakacjach spędzanych na wsi.

Cabin porn to projekt trójki ludzi, którzy chcieli powiedzieć stop prędkości, z jaką zmienia się świat. Zakochani w odludnych miejscach oraz prostych chatach z drewna, postanowili sportretować ludzi, którzy w potrzebie wolności, wyruszyli do leśnej głuszy. Ta książka to efekt determinacji oraz pasji, która pozwoliła w ekstremalnych warunkach stworzyć budowle z jednej strony zachwycające wygodą, a z drugiej przerażające panującą w nich ascezą. 

Cabin porn to niesamowite spotkanie z pomysłowością i marzeniami. To opowieść o stylu życia, słuchaniu i tworzeniu czegoś zgodnego z naturą. Sposób konstrukcji, dostępność materiałów i samodzielność wykonania definiują zazwyczaj chatę i jej twórcę. Odpowiadają na podstawowe potrzeby i nie zakłócają głosu płynącego z wewnątrz.

Zamiast pędu za technologią, wieczór spędzony przy palenisku. Brak prądu, a droga do celu często okupiona wielokilometrowym marszem. Autorzy zawarli w tytule masę aspektów, które nie sposób jest mi tu wymienić. To historia budownictwa, designu, opowieść o podróżach, ludziach, kulturze... 

Wyjątkowa i niesamowita - koniecznie przeczytaj.

Zach Klein, Steven Leckart, Noah Kalina "Cabin porn"
Ilość stron: 338
Wyd. Smak słowa
Ocena: 6/6

wtorek, 20 czerwca 2017

Martwe ciało Mavericka - Anna Kapes


"Był martwy i nowy. Był gotowy. Na tym polegał problem świata, który nie był ani trochę gotowy na Mavericka".

Zabawna lektura na leżak - prosta, nieskomplikowana o mocno irracjonalnym zabarwieniu. Rick Maverick budzi się z wiecznego snu i pojęcia nie ma, co mu się stało. Nie jest ani żywy, ani martwy, a jego najbliższym kompanem staje się robak, czerw dokładniej, Julio Antonio Fernando Antonio de Guillermo Cassivegna (sic!). Wyruszając w świat przyjdzie im poznać wiele dziwnych stworzeń - wiedźm, duchów, starych bogów. Rick da się też omamić umarłej niewieście, w skutek czego powstanie pewna armia żądna krwi... 

Książka Anny Kapes to rozrywka w czystej postaci. Niby fantastyka, której nie lubię, ale w jednej z niewielu akceptowalnych przeze mnie form. Jest w niej dużo sytuacji komediowych, postaci, zwrotów akcji. Miejscami skojarzy się to z twórczością Marta Kisiel, jednak świat Marty osadzony jest w rzeczywistości, a Anna kreuje wszystko od zera. 

Coś innego, coś nowego. Przy okazji brawa za okładkę.

Anna Kapes "Martwe ciało Mavericka"
Ilość stron: 312
Wyd. Novae Res
Ocena: 4,5/6