środa, 29 grudnia 2010

Śmierć letnią porą - Mons Kallentoft

W związku z męczeniem prac zaliczeniowych - oraz pisaniem niekończącej się magisterki (blehh) - moje czytelnictwo ostatnimi czasy lekko podupadło, ale już widać w tunelu światełko wolności. Szykujcie się powoli na więcej :)

Dziś co nieco o kryminale skandynawskim. Mam do niego ogromną słabość, zatem ostrzegam: będzie sporo zachwytów.


Śmierć letnią porą jest kolejnym dziełem Monsa Kallentoft’a, a zarazem drugim tomem serii o błyskotliwej komisarz kryminalnej Malin Fors.

Lato w Linköping tego roku jest niespotykanie gorące. Większość mieszkańców w poszukiwaniu wytchnienia wyjechała na wieś. Tym czasem w miejskim parku zostaje znaleziona naga dziewczyna. Jest niespotykanie czysta - wręcz śnieżnobiała - a rany na jej ciele dokładnie oczyszczone. Jest przytomna, świadoma, ale z powodu przeżytego szoku milcząca i nieobecna duchem. Okazuje się, że nazywa się Josefin Davidsson. W między czasie zostaje zgłoszone zaginięcie kolejnej nastolatki – Teresy Eckered. Malin Fors ponownie staje przed ciężkim zadaniem rozwiązania zagadki i odnalezienia winnych.

Nie wiem czy to tylko kwestia przyzwyczajenia się do literackiego języka Kallentoft’a, czy może zmienił on swój styl pisania, ale muszę przyznać, że drugą część czytało mi się znacznie łatwiej i przyjemniej. Nie było już wymuszonego wytężania umysłu, które to w przypadku Ofiary w środku zimy sprawiało mi małą trudność.

Monologi ofiary - jakie można było poznać już w poprzedniej części - wydają się tutaj jeszcze lepiej dopracowane i bardziej emocjonalne. U Monsa po raz pierwszy spotkałam się z takim sposobem wniknięcia w umysł pokrzywdzonego i niesamowicie mi się on spodobał.

Postać Malin ukazana jest z bardziej osobistej, psychologicznej strony. Targana wątpliwościami w kwestii jej związków z mężczyznami i nieustającą troską o córkę staje się bardziej ludzka i po prostu bliższa czytelnikowi. Nie ukrywam, że właśnie to głównie zadecydowało o mojej sympatii do tej serii. Miałam już trochę dość supermenów w stylu Mikaela Blokvist'a i taka zmiana idealnie wpasowała się w moje nowe oczekiwania.

I choć początkowo się z tym nie zgadzałam, to po tej lekturze mogę śmiało to powiedzieć: Mons Kallentoft zasługuje na postawienie go na równi z takimi autorami jak Mankell i Larsson. Liczę także, że tendencja wzrostowa się utrzyma i Jesienna Sonata będzie jeszcze lepsza od swych poprzedniczek.

Dodam również, że wydanie książki po raz kolejny zachwyca jakością i do pełni szczęścia brakuje mi już tylko zakładki ;)

Mons Kallentoft "Śmierć letnią porą"
Ilość stron: 432
Wyd. Rebis
Poznań 2010
Ocena: 5/6

poniedziałek, 27 grudnia 2010

L-O-S-O-W-A-N-I-E

Czas zgłoszeń dobiegł końca zatem pora na wyłonienie zwycięzcy.
Na wstępie dziękuje, że tyle osób wykazało zainteresowanie moim skromnym konkursem,


zakładka wędruje do...  



GRATULACJE!! Proszę o przesłanie swojego adresu na e-mail: varia-blog@gg.pl

Wszystkim pozostałym jeszcze raz dziękuję i zapraszam niebawem do kolejnego konkursu.
Tym razem do wygrania będzie książka. Zatem pilnujcie, obserwujcie, bo nie znacie dnia ani godziny :)

piątek, 24 grudnia 2010

Tysiąc kulek – Peter Pohl

Asa i Markus odkąd sięgają pamięcią są przyjaciółmi. Razem dorastali, razem spędzali każda wolną chwilę i byli po prostu nierozłączni. Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Asa dostaje deskę Galtona – pewnego rodzaju grę w kulki. Śledzenie ich toru spadania pochłania ją do tego stopnia, że zaczyna nie mieć czasu na nic innego. Tworzy statystki, porównania i odkrywa, że jest w tym wszystkim pewna regularność. Co więcej można ją przełożyć niemal na każdy aspekt życia i zawsze się sprawdza.
Ich losy na nowo łączy Allan, kolega ze szkoły, z którym od zawsze wiązały się same kłopoty. Chodził na wagary, wdawał się w sprzeczki i drobne kradzieże w konsekwencji czego został odesłany do szkoły specjalnej. Przez pewien czas zmieniał różne ośrodki, aż trafił do poprawcza z którego ostatecznie ucieka.

Nagle w mediach robi się głośno o pewnym siedemnastolatku, który napadł staruszkę. Jak się później okazuje była to nauczycielka ze szkoły do której chodzili Asa, Markus i Allan. Kobieta rozpoznaje, że bandyta, który ją napadł to właśnie Allan. Od tamtej pory uwaga prasy i telewizji skupia się tylko na nim. Z dnia na dzień na jaw wychodzą kolejne jego przewinienia. Powstaje nagonka przed którą chłopak szuka pomocy u Markusa.

Ten pamiętając swojego kolegę z czasów podstawówki nie daje wiary medialnym doniesieniom. Postanawia przeprowadzić własne dochodzenie i jako pomocnika do tego zadania wybiera Asę. Włamując się do systemu komputerowego lokalnej gazety odkrywają zaskakujące fakty, a przed domem Markusa nagle zaczynają wybuchać samochody.

Książka została nazwa mrocznym thrillerem i choć mroczności w niej nie dostrzegam to pewną nutę thrilleru owszem. Czyta się ją bardzo dobrze i pomimo skierowania jej głównie do młodzieży to nawet wciąga. Poznajemy świat dorosłych widziany oczami nastolatków, którzy nie chcą pozostać obojętni na kłamstwa jakie ich otaczają. Analizując fakty i przyrównując je do prawidłowości jakie wskazuje tysiąc kulek zaczynają brać udział w niebezpiecznej grze.

Gdzie kończy się zabawa, a zaczyna się prawdziwa zbrodnia? Kto w tym wszystkim rzeczywiście mówi prawdę? Jak zakończą się losy trójki przyjaciół? Sądzę, że warto sięo tym przekonać na własnej skórze.

Peter Pohl „Tysiąc kulek”
Ilość stron: 158
Wyd. Jacek Santorski & Co

Warszawa 2005
Ocena: 3/6

środa, 22 grudnia 2010

Ozzy Osbourne

W godzinach około południowych dotarła do mnie - długo i z niecierpliwością wyczekiwana - paczka, której zawartość prezentuje się następująco:



Ozzy Osbourne "Ja, Ozzy" - przypuszczam, że będzie to najlepsza biografia jaką uda się w życiu przeczytać. 
Ozzy Osbourne "Scream" - najnowszy album tego charyzmatycznego i zakręconego artysty. Zdążyłam go już dwa razy przesłuchać i muszę przyznać, że mimo wieku Ozzy wciąż trzyma formę.  

Nie ukrywam, że uwielbiam taką muzykę więc całość idealnie wpasowuje się w mój gust.


Ten wspaniały prezent zawdzięczam 

sobota, 18 grudnia 2010

Jak nie umrzeć – Jan Garavaglia


Doktor Garavaglia znana jest szerszemu audytorium jako Doktor G z serii programów „Doktor G – lekarz sądowy” emitowanych na Discovery. W książce „Jak nie umrzeć” zawarła kompendium wiedzy nie tylko na temat pracy patologa sądowego, ale i profilaktyki zdrowotnej.

Wraz z autorką rozwiązujemy liczne zagadki medyczne i zaglądamy do wnętrza ludzkiego ciała dowiadując się równocześnie jak powinniśmy rozmawiać z lekarzami, przygotowywać się do zabiegów oraz jakich symptomów nie należy lekceważyć.

Wszystko to przekazane jest prostym oraz zrozumiałym językiem i choć nie ma tutaj owijania w bawełnę, nie znajdziemy też efekciarstwa na temat sekcji rodem z seriali kryminalnych. Jest tylko naga prawda o tym jak ciężki bywa ten zawód i jak mały drobiazg może nas kosztować życie.

Warto też nadmienić, że mimo, iż świat medycyny jest opisany według realiów czysto amerykańskich to wydawnictwo Znak za pomocą przypisów podaje nam polskie odpowiedniki poszczególnych instytucji i stron internetowych tak abyśmy wszystkie informacje mogli bezpośrednio odnieść do własnego życia i zastosować w razie potrzeby.

Jestem świadoma, że książki tego typu trzeba po prostu lubić i że nie każdemu przypadnie ona do gustu, ale jednocześnie wydaje mi się, że każdy powinien ją poznać. Chociażby po to, aby uświadomić sobie jak wiele zależy na przykład od tego czy w czasie wypadku samochodowego mamy otwarte, uchylone czy zamknięte okno.

Świat rządzi się przypadkami, ale warto wiedzieć jak się zachować w niektórych sytuacjach by mniej zdawać się na los a więcej działać świadomie. Myślę, że wskazówki Doktor G. są ku temu najlepszą drogą. 


Jan Garavaglia "Jak nie umrzeć"
ilość stron: 318
Wyd. Znak
Kraków 2010
Ocena: 3,5/6

środa, 15 grudnia 2010

Świadectwo Judasza – Rainer M. Schröder


Koniec XIX wieku. Bogaty Lord Pembroke w przebiegły sposób tworzy grupę czterech śmiałków i powierza im zadanie by na podstawie zapisków z notesu jego brata Mortimera odnaleźli zaginioną ewangelię Judasza.

Osobami zwerbowanymi do tego zadania są: Byron Bourke – 27-letni dżentelmen o licznych zainteresowaniach i ogromniej wiedzy. Alistar McLean - młodzieniec z zamiłowaniem do hazardu i gry w karty, a także popadania, co rusz w tarapaty. Horiato Slade – złodziej i włamywacz, ale za razem człowiek o ogromnym talencie plastycznym oraz Harriet Chamberlain – artystka cyrkowa i mistrzyni rzucania nożami.

Otrzymane zadanie, nie jest jednak tak proste jak mogłoby się wydawać. Brat Lorda w ostatnich latach swojego życia, był posądzany o kompletne szaleństwo. Szaleństwo, które nie tylko zakończyło się jego samobójstwem, ale i wpłynęło na sposób zapisywania wskazówek w notesie. Nie są to, bowiem konkretne notatki, ale rzędy cyfr, imion, cytatów bądź rysunków, które z pozoru wydają się nic nie znaczyć.

Wytężając umysły i rozwiązując poszczególne zagadki, nasi śmiałkowie przemierzają Austrię, Rumunię, Turcję i Egipt, szukając kolejnych części łamigłówki. Cały czas podążają za nimi przedstawiciele tajemniczego stowarzyszenia Ordo Novi Templo, którzy zagrażają nie tylko powodzeniu całej akcji, ale i życiu głównych bohaterów.

Przyznam się, że pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy po zapoznaniu się z opisem fabuły to, że będzie to kolejna powieść w stylu „Kodu Leonarda da Vinci”. Okazało się jednak, że te książki mają ze sobą niewiele wspólnego. „Świadectwo” jest bardziej powieścią przygodową o klimacie Sherlocka Holmesa niż thrillerem z nieco przerysowaną fabułą.

Akcja toczy się wartko, a bohaterowie mimo licznych słabości i przewinień wzbudzają ciągłą sympatię. W książce przede wszystkim urzeka angielski klimat, który wydobywa się niemal z każdej jej strony. Autor świetnie wczuł się w atmosferę Londynu i Europy XIX wieku. Mężczyźni są dżentelmenami w melonikach, kobiety delikatnymi damami, podróże odbywają się Orient Expressem, a liczne zaułki spowite są nieodłączną mgłą.

Dostrzegłam co prawda w całości pewną niekonsekwencję: głowni bohaterowie to Anglicy, notes z zapiskami również należał do Anglika, a zdjęcia zamieszczone w książce przedstawiają odręczne notatki bohaterów w języku niemieckim.

Przypuszczam, że wynikło to z faktu, że autor jest pochodzenia niemieckiego i tak było mu to po prostu łatwiej tworzyć kolejne zagadki. Nie przeszkadza to jednak w żaden sposób w odbiorze książki, którą szczerze polecam każdemu.

Dodam jeszcze, że fani Brama Stokera również nie powinni czuć się zawiedzeni.


Rainer M. Schröder "Świadectwo Judasza"
ilość stron: 622
Wyd. Telbit
Warszawa 2010
Ocena: 4/6

Przypominam także o konkursie i zachęcam do udziału!

wtorek, 14 grudnia 2010

K-O-N-K-U-R-S

Wierzę w zachowanie równowagi w przyrodzie. W to, że świat oddaje nam to co od nas otrzymał oraz, że szczęście przyciąga pozytywne wibracje.
Tym samym, aby dobra karma w nowym roku sprzyjała zarówno mnie, jak i wam urządzam mały konkurs.
Do wygrania zakładka z kociakiem - trzeba w końcu szerzyć miłość do nich ;)


Zasady są proste. Wystarczy w komentarzach pod notką wyrazić chęć do wzięcia udziału w zabawie. Osoba, która dodatkowo doda mnie do obserwowanych zyska drugi los, który będzie brał udział w losowaniu.

Na zgłoszenia czekam do 26 grudnia. Wyniki w dniu następnym.

środa, 8 grudnia 2010

Centrum Taniej Książki to ZŁO - wielkie stosy książek

 -   Witajcie, nazywam się Varia i jestem książkoholikiem.

(I naprawdę powinnam zacząć leczyć się na nogi, bo na głowę już stanowczo za późno.)


Nie mam pojęcia, kiedy to wszystko przeczytam (ani tym bardziej gdzie to upchnę), ale gdy patrzę na te stosy to paszczak sam mi się uśmiecha :)

Nim jednak rozpocznę wyznanie winy, to chcę z całego serducha podziękować cudownej madmad za jeszcze cudowniejszą zakładkę! Sprawiłaś mi idealny prezent mikołajkowy! :D

  
 A teraz przechodząc do sedna sprawy.

W Centrum Taniej Książki potrafię wydać pieniądze, których nawet nie posiadam dlatego staram się zbyt często tam nie pojawiać. Niestety w poniedziałek czekając na koleżankę weszłam z ciekawości i jak można się domyśleć: był to BŁĄD. Miałam nic więcej nie kupować, skoro zamówiłam już sporo książek przez internet, ale sami powiedzcie, jak mogłam odmówić tym cudom po 2-8zł ? 


Marek Brand, Anna Molga, Alina Dobrowolska "W krainie ogryzka. Prozą, kreską, wierszem" - urzekły mnie tutaj rysunki oraz zabawne przysłowia i powiedzonka.
Marta Kuszewska "Szerszy kadr"
Gisela Hinsberger "Światło i cień. Migawki z życia Sofie" - opis, ktrótkiego życia małej Sofie, która urodziła się z porażeniem poprzecznym.
Evelyn Grill "Kolekcjoner" - wielki plus dla książki za nietypową okładkę z 'okienkiem'.
Graham Masterton "Festiwal strachu" - zbiór opowiadań.
Brian Keene "Miasto żywych trupów" - kontynuacja 'Nocy..'
Brian Keene "Noc zombie" - wampirów mam już dość, może zombie będą ciekawsze.
Stephen King (Richard Bachman) "Blaze" - ostatnia książka poprzedniego 'wcielenia' Stephen'a.

Z kolei dziś dotarło moje zamówienie z sieci z tradycyjnymi końcowo-rocznymi wielkimi zakupami. Lubię początek grudnia za to, że uczelnia wypłaca wtedy zaległe stypendia za październik i listopad. Dzięki temu mogę odczuć wyraźny przypływ gotówki.
I oczywiście jak przystało na porządną studentkę pożytkuję je na strawę dla umysłu :)


Agata Christie "Noc w bibliotece" - zakupiona za sprawą Lotty, tak polecała Christie, że w końcu się skusiłam.
Beata Pawlikowska "Blondynka w Tybecie"
Beata Pawlikowska "Blondynka w Tanzanii"
Jodi Picoult "Dziewiętnaście minut"
Carlos Ruiz Zafon "Książę mgły"
Mons Kallentoft "Śmierć letnią porą"
Doris Lessing "O kotach"
Jan Garavaglia "Jak nie umrzeć" - opis najbardziej tajemniczych przypadków ludzkiej śmierci sporządzony przez lekarza sądowego (coś w sam raz na święta;))
Barry Forshaw "Stieg Larsson. Mężczyzna, który odszedł za wcześnie" - biografia.
Alan Bradley "Zatrute ciasteczko"
Markus Zusak "Posłaniec"
Markus Zusak "Złodziejka książek"

Książki wygrane w konkursach:


Anna J. Szepielak "Zamówienie z Francji" - od Leny173
Eric Haney "Delta Force" - od portalu Na kanapie

A jakby tego wszystkiego było mało. Z Empiku przyniosłam jeszcze świąteczne katalogi i gazetkę, aby móc się zapoznać z nowościami i bestsellerami...  


(Przepraszam czy jest na sali psychiatra?? )

niedziela, 5 grudnia 2010

Kot w stanie czystym – Terry Pratchett


Książka na temat prawdziwych kotów, czyli tych niesfornych, poobijanych i uparcie stawiających na swoim.

Mr Pratchett opisuje tutaj różne odmiany kotów, ich imiona, sposoby karmienia, tresurę, zabawy oraz wiele innych kwestii. Nawiązuje do pojęcia kota Schrödingera, które przetwarza i wykorzystuje do określa kota potrafiącego przeniknąć do i wydostać się z najbardziej nietypowych miejsc.

Tym samym, jeśli na przykład „wieczorem wyrzuciliście kota z domu, a rano śpi sobie spokojnie pod waszym łóżkiem”*, wasz kot jest kotem Schrödingera. // ja swoje mogę spokojnie zaliczyć do tego gatunku ;)

Mniej więcej do połowy książkę czyta się szybko i przyjemnie. Opisywane sytuacje są bardzo życiowe, a żarty zgrabnie sformułowane. Niestety pod koniec robi się mniej interesująco i można odnieść wrażenie, że autor zbytnio sili się na bycie zabawnym. Da się to dostrzec choćby w rozdziale o kotach utraconych. Zostają w nim opisane gatunki kotów, które mogłyby powstać gdyby psy wyginęły gdzieś na drodze ewolucji. Mielibyśmy wówczas do czynienia z Bulkotem, Miauczerem czy Chimiaumiauą. Niby wszystko podane z przymrużeniem oka, ale jakieś zbyt toporne to dla mnie.

Nie mniej w pełni na uznanie zasługują rysunki Gray’a Jolliffe, obecne niemalże na każdej stronie książki. Proste i trafnie obrazujące treść.

Podsumowując książka ciekawa i warta poznania, ale wysokich lotów dzieło to z pewnością nie jest.

Terry Pratchett ”Kot w stanie czystym”
Ilość stron: 120
Wyd: Prószyński i S-ka
Ocena: 4/6

* T. Pratchett „Kot w stanie czystym” s.76