16:32
Pożyczanie jest srebrem, a rabowanie złotem - Catharina Ingelman-Sundberg
Ilość stron: 304
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 3/6
Historia, która czyta się sama i zaskakuje na każdej stronie.
Grupa emerytów zrozpaczona warunkami, w jakich przyszło im żyć w Domu Seniora, postanawia „przeprowadzić” się do więzienia. Wszak tam nie tylko lepiej karmią, ale i jest też więcej rozrywek.
I tak zaczynają imać się kradzieży, a że w wieku 80 lat już mało co może człowieka wystraszyć, to ich pomysły są iście karkołomne, a co zaskakuje najbardziej - również skuteczne!
Seniorzy w natarciu to prawdziwy literacki lek na wszelkie zło świata. bawią, zaskakują, szokują i rozczulają. polecam ogromnie, tym bardziej, że kolejce są jeszcze dwa tomy.
Huldar bierze udział w gromadzeniu dowodów rzeczowych w sprawie mężczyzny, który odebrał sobie życie. Policjanci obecni na miejscu zdarzenia, zdają się mocniej sprawą nie przejmować. Ważniejsze jest dla nich oczyszczenie terenu przed przyjazdem delegacji z ministerstwa, niż staranne zebranie śladów. I wszystko nawet jakoś im idzie, póty, póki zdjęte z liny zwłoki wcale nie okażą się być samobójczą misją.
Wzgórze wisielców to kolejny tom serii z udziałem Freji oraz Huldara. Tym raziem ich drogi zawodowe zbiegają się za sprawą małego chłopca, znalezionego w mieszkaniu mężczyzny, który się powiesił. Chłopiec nie wie, jak się tam znalazł, ani kto go tu przyprowadził. Nie wiadomo też co go łączyło z ofiarą, a co gorsza, nikt nie jest w stanie dowiedzieć się kim są jego rodzice i jak można ich odnaleźć.
Yrsa Sigurðardóttir to jedna z moich ulubionych autorek kryminałów, mimo, iż jej styl odbiega nieco od tego, który klasycznie nazywa się skandynawskim. Yrsa nie wnika aż tak głęboko w życie bohaterów, bardziej interesują ją sprawy społeczne i to, jak mocno może uczulić czytelnika na wydarzenia, które być może dzieją się za ścianą. Przemoc domowa, fora pełne pornografii... Sigurðardóttir wie, jak wciągnąć w swoją opowieść czytelnika.
Wielowątkowa, zagmatwana, intrygująca i świetnie napisana. Islandzka pisarka nadal trzyma wysoki poziom.
Noah właśnie pakował się na upragniony wyjazd do Nicei, gdy nieoczekiwanie dostał wiadomość, że ma zostać opiekunem swojego ciotecznego wnuka - Michaela. Osiemdziesięcio- i dwunastolatek pod jednym dachem, w jednym pokoju, jeszcze widzący się pierwszy raz na oczy? Noah czuje w starych kościach, że będą z tego tarapaty.
I tak dwa zupełnie różne światy zaczynają się stykać i przenikać. Ich wspólny wyjazd do Francji szybko staje u progu katastrofy, a kolejne kłótnie sprawiają, że na wzajem testują swoje granice.
Emma Donoghue na pierwszy rzut oka stworzyła powieść o różnicy pokoleń, ale gdy bliżej się jej przyjrzymy, to dwoje bohaterów więcej ze sobą łączy niż dzieli. Historia rodzinna każdego z nich jest zagmatwana i pełna tajemnic. Stają przed trudnymi wyborami, o wielu sprawach nie chcą mówić, jednak malownicze uliczki Nicei zbliżają ich coraz bardziej do siebie.
Stare fotografie znalezione w kopercie, piętno II Wojny Światowej, ucieczki z kraju i powroty. Krewni to książka o tym, jak bardzo historia, nawet jeśli jest nieznana, wpływa na nasze losy. O tym, że kłębiące się znaki zapytania również kreują decyzje, a światy dwojga ludzi, nawet jeśli dzieli je ponad pięćdziesiąt lat, emocjonalnie są do siebie bliźniaczo podobne.
I chociaż książka nie pochłonęła mnie jakoś bezgranicznie, a samej autorce trudno było utrzymać jednakowy dla czytelnika poziom zaciekawienia, to całość oceniam pozytywnie.
"Proste rzeczy są w dzisiejszym świecie najtrudniejsze".
Książka dla zadumy i zachwytu. Stacje serc to powieść skupiona
na obecności i dialogu nie tylko z drugim człowiekiem, ale wszystkim z
samym sobą. To sztuka słuchania i rozumienia, bez nacisku i
dociekliwości. Jednocześnie jest to portret ukrytej Warszawy, tej
schowanej za turystyczną woalką, czekającej od podwórza i mniej
uczęszczanych skwerów.
Polecam czytając, mieć włączone street
view z topografią Warszawy. Odkryjecie w ten sposób mnóstwo ciekawych
miejsc od Domu Kereta i pomnika mostku łączącego dwa getta, aż po
najlepsze pączki tego miast!
Monika Sjöholm mistrzowsko operuje językiem i narracją, a jej historia nasycona jest prawdami o dzisiejszym świecie oraz relacjach międzyludzkich. Jeśli lubicie książki koncentrujące się na bohaterach, a nie na szalonym tempie wydarzeń, to ogromnie wam polecam.
Spencerowie chcąc odpocząć od zgiełku wielkiego miasta, kupują dom w spokojnym i sennym Mahingan Falls. Tuż pod lasem, otoczeni naturą, mają nadzieję zjednoczyć rodzinę i zacząć wszystko od nowa. Niestety wraz kolejnymi dniami ich pobytu, w miasteczku zaczynają namnażać się dziwne zdarzenia, a kolejni mieszkańcy zaczynają tracić swoje życie.
Tak, jak już wspomniałam Sygnał to szaleństwo łączące style dwóch czołowych twórców gatunku grozy. Początek oraz sam rozmach tej historii, przypomina mi dokonania Stephena Kinga, a zakończenie to ilość masakry dobrze znana z twórczości Grahama Mastertona. Przypisywanie tej książki do kategorii "kryminał, sensacja, thriller" jest moim zdaniem ogromnym błędem. To horror i groza w najczystszej postaci. Kto szuka w niej innych wartości, raczej będzie zawiedzony.
Jedyne zażalenie mam do samego finału oraz rozwiązania zagadkowych zdarzeń, które moim zdaniem są zbyt "techniczne". Wolałabym, żeby autor bardziej poszedł w kierunku dawnych wydarzeń z Mahingan Falls, jego związku z Salem oraz okultyzmem.
Zaskakująca lektura i pierwsze spotkanie z Maxime Chattam, które już wiem, że na pewno nie będzie ostatnie.
Lunatyczka to powieść z jednej strony fascynująca, a drugiej niesamowicie się dłużąca. Początkowo uważałam, że lepiej by wyszło, gdyby autor zamiast silić się na thriller, skonstruował po porostu powieść obyczajową, dopuszczając Annelee do głosu, skupiając się na jej życiu i problemach. Przez 2/3 książki nie dzieje się właściwie nic. Córki oraz mąż błąkają się po świecie szukając, jak sobie z tym wszystkim poradzić, policjant zaczyna dziwnie się zachowywać, a to, że jeszcze nie rzucamy książką w kont to sprawa tylko i wyłącznie, wtrąconych fragmentów dotyczących bezpośrednich konsekwencji somnambulizmu.
Ostatnie sto stron to dopiero napięcie i ciekawość. Zwroty akcji. Nie mniej wiele nie brakowało, a nie doczytałabym do tego miejsca. Pomysł na szóstkę, wykonanie co najwyżej na tróję. W ogólnym rozrachunku średniawka.
Myślałam, że Miasta niedźwiedzia nie da się przebić, a tym czasem My przeciwko wam zachwyca podwójnie. Drobna i misternie utkana sieć czynów i idących za nimi konsekwencji, motywacja każdej z postaci, jej osobowość, myśli oraz pragnienia... jestem oczarowana. Totalnie!
To jak Backman potrafi opowiadać o swoich bohaterach - to się w głowie nie mieści. A intrygi? Polityczne zagrywki? Układy, układziki, droga do władzy, a we wszystkim tym dwa, zwalczające się obozy czyli Björnstad i Hed.
Na uwagę zasługuje również sam styl, bo jeszcze nie czytałam książek, które pisane byłby w tak niezwykły, bo wybiegający w przyszłość sposób, a przy tym wciąż przesiąknięty tajemnicą. Do tego te puenty, prawdy o życiu. Magia!
Kto nie czytał, niech koniecznie nadrobi!
Jim sobie nie radzi. Odcina się od świata, od bliskich sobie ludzi. Mieszkając na oddziale szpitala psychiatrycznego w Beckomberdze żyje w sztucznie wyimaginowanej rzeczywistości. Jego historię opowiada córka, która mimo wszystko, postanawia zacieśnić w nim więzi. Relacjonuje specyficzne zwyczaje miejscowego lekarza, towarzyskie relacje panujące wśród pacjentów, a przede wszystkim wszystko, co czuje córka chorego człowieka.
Książka Sary Stridsberg to opowieść o bólu i trudnej do zdefiniowania pustce. O obronie przed samotnością i czeluścią w głębi duszy. O próbach życia w społeczeństwie, na wolności, poza szpitalnymi murami. To też historia o przegranych walkach, o ranach, których nie da się zaleczyć, o stanie rodziny, w której pojawia się choroba, a właściwie o jej rozpadzie.
Autorka stworzyła piękny portret miłości i osobowości, która cierpi. Książka fascynuje, smuci, zadziwia i wzbudza niezaznane dotąd emocje. Coś innego, trudniejszego, za to bardzo wartościowego.
Samanta Schweblin stworzyła bardzo dziwną i wieloznaczną opowieść. Sposobów jej interpretacji są tysiące, w zależności od tego, na którym elemencie skupimy się bardziej i, co w tej historii, weźmiemy za prawdę.
Specyficzna i magnetyczna. Dziwna, duszna. A w pewien sposób wzbudzająca również wewnętrzną obawę oraz strach. Atmosferę Schweblin potrafi budować, jak mało kto. Pisarka jest rewelacyjna w tym zakresie.
Książka warta przeczytania, choćby dla samego klimatu.