niedziela, 25 marca 2012

Amsterdam Parano - Michał Puchalak

Dla bohatera tej powieści Amsterdam jest czymś więcej niż tylko stolicą Holandii. W jego oczach urasta on do synonimu wolności i wyzwolenia, a przy okazji staje się nieświadomym zagrożeniem dla samokontroli oraz poczucia rzeczywistości.

Wyjazd za granicę był dla Michała decyzją spontaniczną i z założenia krótkoterminową. Miał to być wakacyjny wypad dla zabicia nudy oraz zdobycia paru groszy na dalszą zabawę. Nieoczekiwanie stał się trudnym etapem w życiu, który na zawsze zmienił jego sposób postrzegania  świat.

Na początku wszystko się jakoś układało. Niezłe zakwaterowanie, praca. Ludzie pomocni i życzliwi. Z czasem zaczęły się problemy z pieniędzmi, kłótnie, a im więcej towarzyszyło im towaru, tym stawały się dłuższe i bardziej zacięte. Życie na tripie. Wieczna balanga. Może i brzmi atrakcyjnie, ale wszystko ma swoją cenę. 

Amsterdam Parano to biograficzna powieść o młodzieńczym buncie, która owiana narkotycznym dymem, staje się szczerą wyprawą w karkołomne środowisko „pasjonatów ryzyka”. Łatwość dostępu do używek oraz ich legalność, uczyniła z tego miasta mekkę dilerów i drobnych dystrybutorów. W takich okolicznościach nie trudno się zatracić, a odnalezienie właściwej drogi staje się sporym wyzwaniem.

Powieść w osiemdziesięciu procentach bazuje na wątku narkotyczno – metafizycznym, a znaczy to tyle, że mamy tu od groma historii kiedy, jak i ile Michał wziął oraz co mu się po tym działo. Brzmi średnio porywająco, mimo to nie spisywałabym tej książki na starty. Jeżeli dobrze wczytamy się w fabułę, będziemy w stanie dostrzec w niej opowieść o dorastaniu, braniu za siebie odpowiedzialności oraz o błądzeniu w nieznanym świecie, czyli uniwersalne problemy każdego człowieka.

Czyta się to gładko i nie odczuwamy znużenia tekstem, jednak będę daleka od nazwania jej lekturą łatwą i przyjemną. Poruszana tematyka jest bardzo specyficzna, przez co nie każdemu przypadnie do gustu i też nie każdy powinien po nią sięgać. Na mnie niestety wielkiego wrażenia nie zrobiła. Mogę przypisać ją do skandalizującego nurtu literatury, ale powiem szczerze, że za stara już jestem by takie rzeczy mnie szokowały. Nie odbieram jej prawdy ani szczerości. Co więcej, doceniam brak moralizatorstwa oraz wykładanie kawy na ławę. Po prostu za dużo takich rzeczy w życiu czytałam, by Amsterdam mógł mnie czymś zaskoczyć.


Michał Puchalak „Amsterdam Parano”
Ilość stron: 328
Wyd. Comm
Ocena: 3,5/6

10 komentarzy:

  1. Przyznam, że mimo dość ciekawej fabuły wcale mnie nie ciągnie do tej książki. Raczej nie odnajdę się w tych klimatach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam już jakiś czas temu. Dość dobrze ją wspominam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedyś miałam propozycje zrecenzowania tej książki, ale odmówiłam, bo jakoś nie czuję się dobrze w takich klimatach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja swego czasu przechodziłam fazę lektur tego typu i niestety mało która wniosła do gatunku coś więcej niż kolejne opisy odlotów...

      Usuń
  4. A ja wręcz przeciwnie - nigdy nie zaczytywałam się tego typu literaturą, ale to nie opisy odlotów zrobiły na mnie największe wrażenie; raczej to,w jaki sposób stopniowo Michał degenerował - fizycznie, psychicznie i mentalnie. Moim zdaniem choć kontrowersyjna, to zarazem bardzo dobra książka.:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Watek narkotyczno - metafizyczny może pogrążyć, ale z czystej ciekawości chętnie rzucę okiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem czy bym się odważyła sięgnąć po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jest taka zła, ale trzeba mieć na nią odpowiedni nastrój.

      Usuń
  7. Mam co do tej książki podobne odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno przeczytam, tylko będę musiała ja wychaczyc w bibliotece bo recenzja bardzo mnie zaciekawiła.

    OdpowiedzUsuń