wtorek, 5 lutego 2013

Mam na imię księżniczka - Sara Blædel

W Kopenhadze dochodzi do brutalnego gwałtu na młodej kobiecie. Napastnikiem jest mężczyzna poznany na portalu randkowym, ale żadna z podanych tam przez niego informacji, nie ma potwierdzenia w rzeczywistości. Sprawa przydzielona zostaje asystentce kryminalnej Louise Rick, która dość szybko odkrywa cienką nić powiązań, między podobnymi zdarzeniami na przestrzeni ostatnich lat. W między czasie okazuje się, że gwałciciel staje się coraz bardziej wyrachowany, doprowadzając do śmierci kolejnej ofiary. Media nie zostawiają na policji suchej nitki, jednak ujęcie przestępcy w gąszczu fałszywych informacji, staje się nie lada wyzwaniem.

Sara Blædel zdobyła popularność pierwszym tomem przygód Lousie pt. Handlarz śmiercią. Jak na tle tego sukcesu wygląda jego kontynuacja? Akcja powieści nawiązuje się niezwykle szybko. Już na pierwszej stronie poznajemy ofiarę i okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia. Szkoda tylko, że z każdą następną miałam wrażenie jakby ten wir spowalniał. Niby szukamy podejrzanego i irytujemy się na matkę pokrzywdzonej, ale brakuje w tym wszystkim jakiejś iskry. Na ogół w czasie lektury pojawiają się u mnie momenty, kiedy opisy stają się katorgą i mam ochotę byle jak rzucić na nie okiem, tylko po to by szybciej uzyskać odpowiedzi. Z Księżniczką tak nie było. Czytałam spokojnie, bez znużenia, ale niestety także bez ekscytacji.

Powieść Blædel to dobry kryminał z obyczajową domieszką, ale odstający poziomem od innych historii tego typu. Główna bohaterka ma swoje wzloty i upadki, jednak średnio się nimi przejmowałam. Ciekawsze były dla mnie zachowania Susanne. Jej toksyczny związek z matką, szukanie pocieszenia u obcych mężczyzn, a w ostateczności też mechanizmy radzenia sobie z niewyobrażalną traumą.

W ogólnym rozrachunku Mam na imię księżniczka jest historią poprawną, ale nie wzbudzającą zachwytów. Szybko się ją czyta i równie szybko o niej zapomina. 

Sara Blædel „Mam na imię księżniczka”
Ilość stron: 352
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 3,5/6

21 komentarzy:

  1. No cóż, ostatnio mnie jakoś nie ciągnie do kryminałów, zwłaszcza tych niespecjalnie dobrych :-)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam podobnie jak Isadora. Kryminałów czytam ostatnio mniej, ale póki co czytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie kryminał, to jeden z najlepszych gatunków literackich, ale tyle się ich już naczytałam, że stałam się dość wybredna. byle co mnie nie zadowoli.

      Usuń
  3. Może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio czytam głównie kryminały. Myślę, że na ten też się skuszę. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślałam, że będzie to nieco lepsza powieść od przeciętniej a tu jednak takie rozczarowanie. No cóż, dam sobie więc z nią spokój.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biorąc pod uwagę główny motyw też spodziewałam się większego napięcia, ale jest bardzo przeciętnie.

      Usuń
  6. Kryminał jak najbardziej w nurcie skandynawskim, średnia ocena :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest tak duży wybór kryminałów skandynawskich, że szkoda czasu na książkę, o której piszesz, ze jest średnia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z opisu wydaje się być ciekawa, po recenzji wiem, że to może za dużo powiedziane. Pewnie jak już bym sięgnął to bym do końca dobrnął, ale nie podoba mi się, jeśli akcja zaraz co raz bardziej się rozwijać, zwalnia. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A u mnie wystarczył sam zachwyt C. Lackberg bym grzecznie podziękowała za ów kryminał. Średnio mi po drodze z autorkami, Skandynawię zostawmy facetom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Läckberg jeszcze nie czytałam, ale z czystej ciekawości kiedyś na pewno sięgnę. zbyt skrajne opinie zbiera, bym mogła to tak zostawić ;)

      Usuń
  10. Mi się pierwszy tom podobał, ale jakoś szczególnie mnie nie porwał. Widzę, że drugi podobnie, chociaż z ciekawości bym przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz rację, sytuacja Susane była ciekawsza niż prywatne rozterki w życiu głównej bohaterki. Mnie się podobał ten kryminał, aczkolwiek uważam, że pierwszy tom faktycznie był lepszy. Ciekawe jak będzie z 3 tomem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jedynki nie czytałam, więc trudno mi się odnieść, ale na tle innych kryminałów ten wypada bardzo wtórnie.

      Usuń
  12. Zgadzam się z Tobą w kwestii wybrzydzania w kryminałach. Ja też wiele oczekuję od kryminału, choć czasami po prostu z czystego sentymentu czytam serię, która wcale nie odbiega poziomem od innych, przeciętnych kryminałków - np. Stuart MacBride mistrzem nie jest, ale jakoś polubiłam głownego bohatera i tak czytam... Co do Lackberg to też jej jeszcze nie znam, zamierzam poznać, a oceny jej twórczości są baaardzo różne. Jedni ją kochają, inni - niezbyt. Chyba sama się będę musiała przekonać. Co do Sary Blaedel - nie, dzięki w takim razie.

    OdpowiedzUsuń
  13. O! Jeszcze nigdy nie czytałam książki, której akcja dzieje się w Kopenhadze!
    Jak dla mnie kryminał wcale nie musi trzymać w napięciu, wystarczy, że nie zasnę podczas czytania. Dla mnie powieści kryminalne to rozrywka w czystej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam na półce, ale po twojej recenzji nie będę się do niej spieszyć

    OdpowiedzUsuń
  15. Raczej książka nie dla mnie. :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Handlarz był zdecydowanie lepszy!

    OdpowiedzUsuń