wtorek, 26 lutego 2013

Stos


 Jennifer A. Nielsen "Fałszywy książę" od p. Macieja Drozd    recenzja
Katarzyna Michalak "Sklepik z niespodzianką: Lidka" -  od autorki
Beata Kiecana "Stosunki mega przerywane" - od wydawnictwa Novae Res   recenzja
Eliza Moraczewska "Jako w niebie" - j.w.  recenjza
Paul Keller "Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość" - j.w. 
Resident Evil: Retrybucja - od serwisu Kostnica.com.pl   recenzja


Gennifer Albin "Przędza" - od wyd. Literackiego   recenzja
Damian Dibben "Strażnicy Historii: Circus Maximus" - od p. Macieja Drozd


Za wszystkie książki serdecznie dziękuję!

poniedziałek, 25 lutego 2013

Resident Evil: Retrybucja

Umbrella jest korporacją, która pod przykrywką firmy farmaceutycznej, prowadzi badania nad tajną bronią biologiczną. Koncern na zasadzie prób i błędów testuje wpływ mutacji na żywy organizm oraz procesy w nim zachodzące. Wszystko przebiega zgodnie z planem do momentu, kiedy obiekt ich doświadczeń ucieka, zostawiając po sobie zgliszcza laboratorium. Tak rozpoczyna się seria filmów o Alice, kobiecie, która odważyła się przeciwstawić  Umbrelli, a za wyrządzone krzywdy chce odpłacić im pięknym za nadobne.

Początek Retrybucji jest nawiązaniem do poprzedniej części, pod koniec której nasza bohaterka cudem uchodzi z życiem, po ataku na zajęty przez nią lotniskowiec. W między czasie ziemia nadal opanowywana jest przez wirus T, a ludzie w coraz większej liczbie zamieniają się w żarłoczne zombie. Mimo szalejącej apokalipsy, Szefowie Umbrelii nie zaprzestają swoich działań, chcąc w ten sposób wyeliminować największego wroga, czyli Alice.

Filmy z serii Resident Evil trzymały do tej pory zadowalający poziom, ale niestety Retrybucja dość mocno od nich odstaje. Po entuzjastycznym początku oraz ciekawie zapowiadającej się akcji, dochodzimy do momentu, w którym nagle stwierdzamy: ale to już było. I słusznie, gdyż scenariusz przebiega bardzo podobnie, jak w poprzednich częściach. Różni się zaledwie tym, że Alice znajduje innych towarzyszy broni oraz przechodzi przez wirtualnie światy, gdzie spotyka zdwojoną ilość potworów, z którymi już kiedyś miała okazję walczyć.

Jak to bywa w kinie grozy, mamy tutaj masę efektów specjalnych, które momentami cieszą oko, jednak powtarzające się schematy psują nieco ich spektakularność. Nie mniej, akcja toczy się sprawnie, a sama Alice ponownie nie poddaje się bez walki.

Trudno powiedzieć czy produkcja przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom serii. Zagorzali fani pewnie będą zachwyceni, jednak Ci którzy mieli nadzieje na coś nowego, poczują się zawiedzeni.

Resident Evil: Retrybucja to rozrywka w czystej postaci. Jest w nim prędkość, wymyślne stwory i mnóstwo scen walki. Dla jednych będzie to aż tyle, dla innych tylko tyle, ale czy motyw wirusa T udźwignie kolejną, zaplanowaną już część. Zaczynam w to wątpić.


Resident Evil: Retriybucja
Reż.  Paul W.S. Anderson
Czas trwania: 1 godz. 35 min.
Rok produkcji: 2012
Ocena: 3,5/6

czwartek, 21 lutego 2013

Stosunki mega przerywane - Beata Kiecana

Jak daleko można się posunąć, żeby zdobyć ukochanego mężczyznę? Czy warto w imię miłości rozbijać rodzinę i odbierać dziecku ojca? Tego rodzaju pytania zadaje sobie Beata, bohaterka Stosunków mega przerywanych. Tytuł powieści idealnie oddaje relacje, jakie wiążą ją z Andrzejem, przystojnym instruktorem jazdy. Zaczęło się dość niewinnie od żartów i drobnego flirtu, a skończyło się pretensjami i potajemnym romansem.

Beata próbuje zbudować swoją przyszłość na nieszczęściu innych ludzi. Działa pod wpływem impulsu, nie myśli racjonalnie. Po wieloletnim nieudanym związku, chce w końcu chwycić życie w swoje ręce. Wynajmuje kawalerkę, przepisuje córkę do innego przedszkola i zakochuje się bez pamięci.

Debiutancka powieść Beaty Kiecany to prawdziwy wulkan emocji. Już dawno żaden bohater nie denerwował mnie tak bardzo jak tutejsza Betti. Co rusz miałam ochotę chwycić ją i wygarnąć, jak głupio postępuje. Żeby jeszcze choć trochę starała się być odpowiedzialna, ale nie, po kilku wizytach Andrzej ląduje u niej w domu, a córka zaczyna się dopytywać czy ma nowego tatę.

Stosunki mega przerywane to historia napisana lekkim i płynnym stylem, ale niestety ocierająca się o naiwność. Możecie mi zarzucić uprzedzenia wobec tematu, jednak nie potrafiłam zrozumieć zachowania bohaterów. Albo byli zbyt słodcy, albo za bardzo dramatyzowali. Z doświadczenia wiem, że zauroczenie ogłupia, ale zaakceptowanie większości związanych z nim decyzji było ponad moje siły. Mimo to książkę przeczytałam w trakcie jednego wieczoru, a wszystko przez falę rozdrażnienia, jaka się we mnie wzburzyła. Po prostu musiałam wiedzieć, jaki będzie finał. Kto ucierpi najbardziej, czyje będzie na wierzchu.

Stosunki mega przerywane są książką wokół której nie da się przejść obojętnie. Daleko jej do ideału, ale jeśli o mnie chodzi, taki początek przygody z literaturą może w przyszłości bardzo nas zaskoczyć.


Beata Kiecana  „Stosunki mega przerywane”
Ilość stron: 210
Wyd. Novae Res
Ocena: 3,5/6

środa, 20 lutego 2013

Jako w niebie - Eliza Moraczewska


„Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie” – tak śpiewa artysta.
„Nadam własnemu życiu sens, żywiąc się życiem innych” – tak robi kobieta.


Iga jest wdową, która po stracie męża nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Całe tygodnie spędza w pustym mieszkaniu, obserwując przez okno co robią jej sąsiedzi. Wie dokładnie kto i o której wychodzi do pracy, kiedy idą na zakupy oraz jak spędzają czas wolny. Iga nie jest jednak wścibską babą o przestarzałych poglądach. To inteligentna kobieta, której zwyczajnie brakuje pewności siebie oraz odwagi by znowu stanąć na własnych nogach. Przypadek, a właściwie brak gotówki sprawa, że do jej mieszkania wprowadza się sublokatorka Monika. Czy obecność drugiego człowieka ułatwi Idze walkę ze strachem? A może będzie wręcz odwrotnie i kobieta jeszcze bardziej wycofa się ze społecznego życia?

Nie wiem czy Jako w niebie to zapis osobistych doświadczeń autorki, czy może tylko zbiór jej wyobrażeń na temat samotności, ale nie zmienia to faktu, że książka jest naprawdę dobra. Moraczewska dała radę połączyć realizm przedstawionej tu sytuacji z dosadnością, która nikogo nie zostawi obojętnym. Iga nienawidzi siebie za to kim się stała. Myśli o samobójstwie, ucieka w fantazje obsesyjnie podglądając innych. Trudno mi stwierdzić bym ją polubiła jako osobę, jednak możliwość wniknięcia w jej umysł była dla mnie ciekawym doświadczeniem.  

Bez wątpienia samotność to jedna z najgorszych rzeczy, jakie mogą spotkać współczesnego człowieka. Niby żyjemy w globalnej wiosce, gdzie do nawiązania kontaktu wystarczy wciśnięcie guzika w telefonie, a jednak czujemy się coraz bardziej wyobcowani i zdani na łaskę losu. Można powiedzieć, że Jako w niebie to tylko kolejny głos w toczącej się dyskusji na temat depresji, ale prawda jest taka, że w tej historii każdy ma szansę odnaleźć cząstkę samego siebie.

Lektura do powolnego, uważnego czytania.

Eliza Moraczewska „Jako w niebie”
Ilość stron: 166
Wyd. Novae Res
Ocena: 5/6

wtorek, 19 lutego 2013

Przędza - Gennifer Albin

Świat przyszłości stał się materiałem stworzonym z cienkiej i wyjątkowej przędzy. Istnieje garstka dziewczyn, posiadających zdolność panowania nad nią i tylko jedna, która może dowolnie ją zmieniać. Proces wyławiania Kądzielniczek, choć medialnie jest bardzo dostojny i radosny, w rzeczywistości okazuje się być bezwzględną selekcją. W trakcie jednej z takich rekrutacji Adelice traci ojca, jej siostra zostaje gdzieś przeniesiona, a o losach matki nawet nikt nie słyszał. Pełna nienawiści do Gildii, a przede wszystkim akademii w której się znalazła, Adelice postanawia wywrócić świat Arrasu do góry nogami.

Przędza to stworzona z rozmachem debiutancka powieści Gennifer Albin. Ta trzy tomowa saga opowiada o losach szesnastoletniej Adelice – dziewczyny obdarzonej ogromnym talentem, ale też trudnym charakterem, który co rusz wpędza ją w tarapaty. W książce znajdziecie spisek, zagadkę, romans, a przede wszystkim nieograniczone pokłady akcji, bo tutaj naprawdę ciągle się coś dzieje. Lawirujemy między życiem w akademii, a prawdą o Arrasie. Zmieniamy rzeczywistość i zatrzymujemy czas.

Największą zaletą powieści są jednak bohaterowie. Charyzmatyczni, przebiegli, złośliwi…. Autorce udało się uniknąć jednego z najczęstszych błędów, jakim są płaskie i bezbarwne postacie. Tutaj albo kogoś polubicie, albo znienawidzicie, ale emocji nie zabraknie.

Przędza to uniwersalna przypowieść o ludzkiej determinacji oraz sile, jaka drzemie w jednostce. Można ją potraktować dosłownie, jako książkę dla młodzieży, ale też metaforycznie, jako obraz tego, do czego dąży nasze społeczeństwo.

Cudowna podróż do świata, który nie istnieje, a może tylko my nie zdajemy sobie z niego sprawy? Przeczytajcie. Naprawdę warto.


Gennifer Albin „Przędza”
Ilość stron: 322
Wyd. Literackie
Ocena: 5/6
Premiera: 18 kwietnia 2013

poniedziałek, 11 lutego 2013

Sejf - Tomasz Sekielski

Na przełomie ostatnich miesięcy można zauważyć wyraźny wzrost zainteresowania  literaturą wśród ludzi z tzw. pierwszych stron gazet. Nie jest to jednak zainteresowanie polegające na jej intensywnym studiowaniu, lecz na pisaniu. Biografie, poradniki, wywiady rzeka mnożą się na naszych oczach jak grzyby po deszczu. O ich jakości można by dyskutować godzinami, ale mało kto ma odwagę stworzyć coś bardziej wymagającego, jak np. powieść.

Na ten krok zdecydował się Tomasz Sekielski – dziennikarz radiowo-telewizyjny i publicysta kojarzony z TVNem oraz tygodnikiem Wprost. Jego debiutancka powieść to w głównej mierze mieszanka literackiej fikcji z doświadczeniem, które zdobył w trakcie wieloletniej pracy reportera. Mieszanka mocna i w moim odczuciu bardzo udana.

Sejf to wielowątkowa powieść, w której pytania i intrygi zdają się nie mieć końca. Policjanci na Podlasiu znajdują brutalnie okaleczone zwłoki mężczyzny. Na pierwszy rzut oka sprawa wygląda jak gangsterskie porachunki, jednak wzbudza wyjątkowo duże zainteresowanie służb specjalnych. W tym samym czasie w Iraku zamordowany zostaje polski ambasador i towarzyszący mu żołnierze. W to wszystko wplątuje się Artur Solski, redaktor jednego z poczytniejszych tygodników. Podsłuchy, kradzieże sprzętu, zastraszanie to specjalność ludzi, którzy wzięli go celownik. Czy Solski wyjdzie z tego cało i o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi?

Muszę przyznać, że Sekielskiemu warsztatu ani wyobraźni nie brakuje. Jego bohaterowie są wiarygodni, wątki sprawnie powiązane, a dojście do meritum sprawy wcale nie takie łatwe. Trzeba skupienia, żeby w pełni się w tym zorientować, ale lektura sowicie wynagradza ten trud. Nie będzie też przesadą, jeśli powiem, że pytania w stylu „na ile nasza dyplomacja rzeczywiście tak wygląda” i „jak bardzo fakty przedstawione tu są prawdziwe” zostaną z wami nawet po zamknięciu książki.

Wielbicielom polityki i sensacji powieść z pewnością przypadnie do gustu. Mojego serca Sejf nie podbił tylko dlatego, że nie lubię przedstawionej w nim tematyki. Mimo to uważam, że Sekielski pokazał na co go stać, a zapewniam was, że stać go na bardzo wiele.


Tomasz Sekielski „Sejf”
Ilość stron: 344
Wyd. Rebis
Ocena: 4,5/6

wtorek, 5 lutego 2013

Mam na imię księżniczka - Sara Blædel

W Kopenhadze dochodzi do brutalnego gwałtu na młodej kobiecie. Napastnikiem jest mężczyzna poznany na portalu randkowym, ale żadna z podanych tam przez niego informacji, nie ma potwierdzenia w rzeczywistości. Sprawa przydzielona zostaje asystentce kryminalnej Louise Rick, która dość szybko odkrywa cienką nić powiązań, między podobnymi zdarzeniami na przestrzeni ostatnich lat. W między czasie okazuje się, że gwałciciel staje się coraz bardziej wyrachowany, doprowadzając do śmierci kolejnej ofiary. Media nie zostawiają na policji suchej nitki, jednak ujęcie przestępcy w gąszczu fałszywych informacji, staje się nie lada wyzwaniem.

Sara Blædel zdobyła popularność pierwszym tomem przygód Lousie pt. Handlarz śmiercią. Jak na tle tego sukcesu wygląda jego kontynuacja? Akcja powieści nawiązuje się niezwykle szybko. Już na pierwszej stronie poznajemy ofiarę i okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia. Szkoda tylko, że z każdą następną miałam wrażenie jakby ten wir spowalniał. Niby szukamy podejrzanego i irytujemy się na matkę pokrzywdzonej, ale brakuje w tym wszystkim jakiejś iskry. Na ogół w czasie lektury pojawiają się u mnie momenty, kiedy opisy stają się katorgą i mam ochotę byle jak rzucić na nie okiem, tylko po to by szybciej uzyskać odpowiedzi. Z Księżniczką tak nie było. Czytałam spokojnie, bez znużenia, ale niestety także bez ekscytacji.

Powieść Blædel to dobry kryminał z obyczajową domieszką, ale odstający poziomem od innych historii tego typu. Główna bohaterka ma swoje wzloty i upadki, jednak średnio się nimi przejmowałam. Ciekawsze były dla mnie zachowania Susanne. Jej toksyczny związek z matką, szukanie pocieszenia u obcych mężczyzn, a w ostateczności też mechanizmy radzenia sobie z niewyobrażalną traumą.

W ogólnym rozrachunku Mam na imię księżniczka jest historią poprawną, ale nie wzbudzającą zachwytów. Szybko się ją czyta i równie szybko o niej zapomina. 

Sara Blædel „Mam na imię księżniczka”
Ilość stron: 352
Wyd. Prószyński i S-ka
Ocena: 3,5/6

niedziela, 3 lutego 2013

Portal zdobiony posągami - Marek S. Huberath

Ioanneos budzi się z dziwnego snu, w którym wydaje mu się, że był diablim malarzem – artystą specjalizującym się w tworzeniu potępionych stworzeń. Doznanie, które go spotkało było tak intensywnie i szczegółowe, iż sądzi, że to jeden z elementów szkolenia na którym właśnie przebywa. Przypuszczenia zdają się potwierdzać, kiedy tematyką pierwszego wykładu okazuje się być właśnie twórczość Quintena van den Cuyperena. Niedługo po tym zdarzają się jednak kolejne urojenia, a Ioanneos zaczyna błądzić między jawą, a senną marą.

W końcu zdobywa się na odwagę i opowiada o swoich przygodach znajomej z wykładu. Dziewczyna wyznaje, że ma podobne przeżycia, co więcej jedno z nich okazuje się być dla ich wspólnym doświadczeniem. Czym zatem jest szkoła w której przebywają? I jaki jest cel nauki, którą się im wpaja?

Z tego co udało mi się ustalić, Marek Huberath jest w Polsce znanym oraz lubianym twórcą z pogranicza science-fiction i fantasy. Osobiście nie mam jednak pojęcia skąd ten zachwyt i słowa uznania. Czytanie Portalu zdobionego posągami nie było ani lekkie, ani tym bardziej przyjemne. Już pomijam irytującą skłonność autorów gatunku do tworzenia imion, które ledwo da się przeczytać, a co dopiero spamiętać. Znacznie gorsza jest od nich panująca w książce chaotyczność i przesadny nacisk położony na fizyczność.

Już w pierwszym rozdziale zostałam zbombardowana potokiem informacji, a dobijając do dwudziestego nic się w tym temacie nie zmieniło. Do teraz mam trudności jednoznacznie powiedzieć o czym jest ta powieść, i nie wydaje mi się, żeby powstały mętlik był świadomym zabiegiem autora. Na koniec dostajemy w prawdzie odpowiedzi na podstawowe pytania, ale ich sedno śmiało można by zmieścić na trzystu stronach, więc po co blisko siedemset?

Druga rzecz, która odpychała mnie na każdym kroku, to opisy kładące akcent na budowę kobiecego ciała. Gruba, chuda, z biustem, w sukience, staniku czy bez. Ja rozumiem napomknąć o tym parę razy, ale ludzie kochani, charakteryzować tak każdą bohaterkę?! Kilkukrotnie?!

Już dawno żadna lektura nie była dla mnie taką katorgą jak Portal zdobiony posągami. W zasadzie prócz dobrej okładki i ciekawego motywu diablego malarza, nie jestem w stanie znaleźć w niej żadnych pozytywów. Koszmar moi drodzy. Koszmar i zgrzytanie zębów.


Marek S. Huberath „Portal zdobiony posągami”
Ilość stron: 644
Wyd. Fabryka Słów
Ocena: 1,5/6

piątek, 1 lutego 2013

Fałszywy książę - Jennifer A. Nielsen


Czy w ciągu dwóch tygodni da się z sieroty zrobić króla? Jak wielkim szaleńcem trzeba być, aby podjąć się takiego wyzwania?

Zamożny arystokrata wykupuje z sierocińca czwórkę nastoletnich chłopców i zmusza ich do konkurowania przeciwko sobie. Zwycięzca weźmie udział w największej mistyfikacji w dziejach Carthyi i zyska możliwość wcielenia się w zaginionego następcę tronu, księcia Jarona. Od samego początku wiadomo, że w tej grze nie będzie taryfy ulgowej. Kto się przeciwstawi poniesie srogie konsekwencje, a zwycięzca wcale nie będzie miał prościej.

Jednym z wybrańców Conner’a jest czternastoletni Sage. Młodzieniec wyjątkowo uparty oraz trudny w obyciu. Jednak mimo oczywistych wad, też niezwykle sprytny i rozumny. Z miejsca przewiduje jakie zamiary ma sabotażysta i chętnie wykorzystuje je do własnych celów. Są jednak sytuacje w których nawet podstęp na niewiele się zdaje, a żeby przeżyć należy rozwikłać liczne oszustwa i tajemnice.

Kwestie władzy i polityki, to z natury raczej nudne tematy i trzeba się trochę natrudzić, żeby wykrzesać z nich odrobinę życia. Nielsen ta sztuka się udała. Fałszywy książę to historia o zamachach stanu oraz chęci przejęcia władzy, ale napisana w tak wdzięczny sposób, że wszelkie zawiłości rodów przestają mieć znaczenie.

Conner, jak na szlachcica przystało, jest zawzięty i nie przebiera w środkach, jego podwładni to w większości klasyczne sługusy, ale za to czwórka rekrutów oferuje nam przekrój charakterów tak różnorodny, że nie sposób narzekać. I to właśnie ta specyficzna zadziorność bohaterów, zdejmuje ciężar z tematu, sprawiając, że historia Sage staje się fascynującą przygodą.

Powieść Jennifer A. Nielsen to kawał dobrej rozrywki, w której mam wrażenie, że najlepsze jeszcze przed nami. Bawi, fascynuje i świetnie się czyta.


Jennifer A. Nielsen 
„Fałszywy książę”
Ilość stron: 392
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6