środa, 29 kwietnia 2015

Razem będzie lepiej - Jojo Moyes

Do sięgnięcia po książkę skłoniła mnie okładka - tak, znowu dałam uwieść się kwestiom wizualnym, mimo że sam tytuł do lektury, jakoś nie zachęcał. Razem będzie lepiej brzmi trochę jak średniej klasy obyczaj, jednak moje pierwsze spotkanie z Jojo Moyes było tak przyjemne, że na pewno zaowocuje kolejnym!

Jess to przemęczona kobieta, która aby utrzymać swoją rodzinę, zmuszona jest imać się najróżniejszych zajęć. Kelneruje w barze, sprząta, najmuje się na godziny jako złota rączka. Efekty są jednak mizerne, a długi bezustannie się za nimi ciągną. Kiedy jej córka Tanzie, otrzymuje propozycję nauki w prestiżowej szkole, Jess pęka z dumy, a jednocześnie boi się skąd weźmie brakujące na to pieniądze. Rozwiązaniem może być konkurs matematyczny z pokaźną wygraną, tylko żeby wziąć w nim udział, całą rodziną musi dostać się do Szkocji…

Mnóstwo ciepłego humoru, rodzinnych perypetii i złości, na to co dzieje się wokół bohaterów. Jojo Moyes pozytywnie mnie zaskoczyła, bo oczekiwanie lekkiej historii, a otrzymanie w jej miejsce mądrej opowieści o pokonywaniu trudności, to dwie, w gruncie rzeczy bardzo odległe od siebie rzeczy. 

Razem będzie lepiej skupia się wokół emocji, a nie tylko rodzącego się uczucia. Tak samo ważne jest to co dzieje się w głębi Tanzie, jej brata czy Nata, co w głowie Jess.

Piękna i brawurowo napisana opowieść o sile tkwiącej w rodzinie, o nadziei i losie, który musi się kiedyś odmienić. Gorąco polecam!!


Jojo Moyes "Razem będzie lepiej"
Ilość stron: 464
Wyd.Między Słowami
Ocena: 5/6

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Nadchodzi ogień - Gillian Anderson, Jeff Rovin

Oczywistym jest, że wypuszczenie tej książki na rynek, miało ścisły związek z zapowiedzianą niedawno, kontynuacją serialu Z Archiwum X. Gdy w eterze zrobił się medialny szum, Gillian Anderson wykorzystała moment i dała upust swej, podobno nowej pasji, czyli tworzeniu literatury. I chociaż mój wstęp będzie brzmiał sceptycznie, to powieść Nadchodzi ogień idealnie wpasowała się w oczekiwania - mamy tu skomplikowaną zagadkę, dziwne znaki i przemawianie w prastarych językach. 

Trwają negocjacje na linii Indie - Pakistan. ONZ usiłuje wszelkimi siłami powstrzymać rodzącą się właśnie wojnę, ale atmosfera z dnia na dzień staje się coraz bardziej napięta. Ostatnia nadzieja w ambasadorze Pawar, który swoją osobą może mieć jakiś wpływ na dyskutujących, jednak jego pozycja zdecydowanie słabnie, gdy córka zaczyna mieć zagadkowe halucynacje.

Historia Gillian i Jeffa to rzeczywiście takie Archiwum X w wersji papierowej. Polityka przenika się z prywatnym dochodzeniem doktor O'Hara, w kilku miejscach na świecie dzieją się podobne do siebie i bardzo dziwne rzeczy. Są elementy voodoo, przypuszczenia, że maczali w tym palce obcy - klasyczny misz-masz, brakuje jedynie Muldera ;)

Potencjał w zapoczątkowanej właśnie serii wyczuwam spory, nie wiem jednak na ile starczy Anderson zapału do kontynuowania swej pracy. Obawiam się, że będzie to tylko chwilowy zryw i wykorzystanie medialnego szumu. Potem albo Jeff pociągnie wózek sam, albo seria nie doczeka się finału.    

Nadchodzi ogień to opowieść o odważnej Caitlin O'Hara, psycholog dziecięcej specjalizującej się w leczeniu traum - polubiłam ją i mam nadzieję, że nadarzy się okazja by jeszcze się spotkać. 


Gillian Anderson, Jeff Rovin "Nadchodzi ogień"
Ilość stron:
Wyd. Literackie
Ocena: 4/6
Premiera: 20 maja 2015r.

sobota, 25 kwietnia 2015

Kryminał dla młodych

Na stronie księgarni internetowej Buka właśnie pojawił się mój tekst o kryminale dla młodych. Zachęcam do lektury i zakupów na majowy weekend :)


Gdy słyszysz „kryminał”, w głowie masz pewnie obraz książki, napisanej głównie dla dorosłych, traktującej o przestępcach i brutalnej zbrodni. Tym czasem, coraz większą popularność, gatunek zdobywa w świecie najmłodszych, a śmiałkowie tacy jak Flawia de Luce czy Rico i Oskar, urastają do rangi kultowych bohaterów.

Sympatyczny Kanadyjczyk nazwiskiem Alan Bradley, w roku 2009 powołał do życia dziewczynę, która stała się idolką masy odbiorców. Flawia jest rezolutna i niczego się nie boi. W Zatrutym ciasteczku ma zaledwie jedenaście lat, ale gdy na grządce z ogórkami pojawia się niezidentyfikowane ciało, w sekundzie podejmuje wyzwanie...

W równie nieoczekiwany sposób, śledczymi stają się kobiety w powieściach Charlaine Harris. Autorka zdobyła popularność wampiryczną serią Czysta Krew, jednak jej cykle o Aurorze Teagarden, Lily Bard czy Harper Connelly na listach bestsellerów też zdobywają wysokie pozycje. Za sprawą Phillipa Pullmana renesans przeżywają Baśnie Braci Grimm, których odświeżone wersje pod koniec zeszłego roku, pojawiły się w księgarniach, a wielkie nazwiska świata kryminału – Jo Nesbø i Camilla Läckberg – podejmują się pisania historii dla dzieci. 

Świat małych i dużych na papierze bezustannie się przenika, co jednak istotne, w przypadku tego typu książek, bohaterowie nie robią wokół siebie wyłącznie szumu. Uczą czytelników co jest w życiu ważne, kładą nacisk na przyjaźnie i dotrzymywanie złożonych obietnic. Świetnym przykładem jest Andreas Steinhöfel, który na podorędziu ma wyjątkowy duet. Rico i Oskar posiadają cechy, uczące tolerancji wobec inności. Rico jest łagodny, prostoduszny, ma jednak problemy z rozróżnianiem kolorów i kierunków świata. Nie lubi zmian, nieraz wszystko mu się w głowie miesza. Oskar to natomiast mały geniusz, opanowany, trzeźwo oceniający rzeczywistość, ale łatwo go przestraszyć i różni się od reszty rówieśników swoim wyglądem.

Kryminał w świecie dorosłych, dawno temu przestał być wyłącznie rozrywką i to samo dzieje się teraz u najmłodszych. To co miało straszyć, staje się edukacyjne, a lektura prócz zabawy poszerza horyzonty. Nie obawiajcie się bajkowej atmosfery przytoczonych historii. Każda z wymienionych przeze mnie książek oczaruje również dorosłych, sprawiając, że oryginalne tytuły powieści Bradleya, zaczną śnić Wam się w nocy :)

                                                                                                                    Buka.net

czwartek, 23 kwietnia 2015

Ptaki ciernistych krzewów - Colleen McCullough

Klasyka, którą jak to zwykle bywa, znałam wyłącznie ze szklanego ekranu. Nazwiska Colleen McCullough nie łączyłam w żaden sposób z poniższą historią, tym czasem jej nazwisko winno być wyraźnie podkreślane, bo kobieta stworzyła piękną i ponadczasową opowieść, która chwyta ze serce okresem w którym się rozgrywa.

Akcja Ptaków ciernistych krzewów zaczyna się w Nowej Zelandii, gdzie rodzina Clearych z ledwością wiąże koniec z końcem. Zaproszenie od ciotki i możliwość prowadzenia jej farmy, trafia się im, jak manna z nieba i tym oto sposobem Cleary przenoszą się do Australii. Tam też zawiązuje się właściwa akcja historii, a losy dwojga ludzi, bezpowrotnie się naznaczają.

Ptaki ciernistych krzewów to opis przyjaźni między młodziutką Meggie, a dojrzałym mężczyzną, księdzem Ralphem de Bricassart. Przez lata obserwujemy jak ich "związek" się przeistacza, a marzenia przegrywają w walce z pieniądzem.

Międzypokoleniowa, napisana z wielkim rozmachem i smakiem, opowieść o miłości i odbieraniu sobie prawa do szczęścia. Byłam pełna podziwu dla Meggie za jej hardość oraz opanowanie, a jednocześnie nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tak długo dusiła rodzące się w niej uczucia. 

Od Colleen McCullough oczekiwałam powieści w starym, prowincjonalnym klimacie i dostałam nie tylko to, ale też dużo, dużo więcej przede wszystkim powodów do zachwytu. Obraz Australii z całym jej pięknem i bezwzględnością panujących tam żywiołów. Trud oraz pot, lejący się z czoła przy pracy na roli.

Nie dziwię się, że serial był taki popularny i mam nadzieję, że książka ponownie zrobi w Polsce karierę. Polecam i biorę się za następny tytuł Colleen - to w końcu idealny sposób uczczenia Międzynarodowego Dnia Książki.


Colleen McCullough "Ptaki ciernistych krzewów"
Ilość stron: 608
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Za żadne skarby - Vera Falski

Przed Ewą właśnie otworzyły się drzwi do światowej kariery. Ma szansę dokończyć doktorat w paryskim instytucje mikrobiologii, a także odbyć staż, pod okiem największych umysłów w dziedzinie. Gdy jednak zawodowo wszystko układa się po jej myśli, prywatnie los zaczyna srogo z niej drwić.

Nagła śmierć matki, choroba brata oraz ojciec od lat zaglądający do kieliszka. Powrót w rodzinne strony, staje się dla Ewy jeszcze większym wyzwaniem niż rozpoczęte dawno temu studia, a rodzące się w jej wnętrzu przerażenie, wiele osób skrzętnie wykorzysta. 

Dowiedziałam się od Wydawnictwa, że Vera Falski to alter ego dwóch, znanych w medialnym świecie osób. Nie mam pojęcia, które "wielkie" nazwiska, skryły się za pseudonimem, śmiało mogę za to powiedzieć, że język i plastyczność ich pióra, są dla mnie miłym zaskoczeniem. W natłoku grafomańskich straszaków, które służą wyłącznie promocji własnej osoby, Falski odważyła się skonstruować powieść i sam ten fakt, zasługuje na uznanie.      

Za żadne skarby to gatunkowy misz-masz, bo znajdziemy w nim elementy obyczaju, romansu, kryminału i sielskie klimaty mazurskiej wsi - tu jednak uwaga, bo przyjemnie jest tylko do czasu! Ogólnie miło wziąć do ręki książkę, która bazuje na lubianych przez ludzi schematach, a zarazem jest nieco inna i przewrotna w swej akcji. 

Falskiej bliskie są kwestie społeczne - wyzyskiwanie ludzi, niepełnosprawność i rodzinne problemy. Świetnie radzi sobie też z młodszą siostrą Ewy, której hasła na długo zostają w pamięci. Sądzę, że Za żadne skarby będzie się ludziom podobać, a sama jestem szczerze zainteresowana postacią jej autorów.


Ilość stron: 440
Wyd. Otwarte
Ocena: 4,5/6
Premiera: 6 maja

sobota, 18 kwietnia 2015

Awokado

Drobna rzecz, kiełkująca na wodzie pestka, a tak może cieszyć oczy. Na parapecie dziś wiosna, za oknem niekoniecznie. Trzymajcie się ciepło i udanego weekendu!

piątek, 17 kwietnia 2015

Co kryje twoje imię? - Clara Sanchez

Opinie na temat tej książki, w sieci są raczej "letnie", ale mi historia opowiedziana przez Clarę Sanchez, niesamowicie się podobała. Połączenie wspomnień sędziwego człowieka, ze spojrzeniem na obecny świat oczami dorastającej i spodziewającej się dziecka dziewczyny, to absolutny strzał w dziesiątkę. Akcja nie jest jednak tak prosta i oczywista, bo osią powieści są popełnione w XX wieku zbrodnie.

Gdy Sandra słabnie na plaży, nieoczekiwaną pomoc okazują jej Karin i Fred, para sympatycznych staruszków z zagranicy. Ich znajomość szybko się zacieśnia - dziewczyna jest zapraszana do nich do domu i traktowana niczym wnuczka. Zaistniałej sytuacji przygląda się Julián, zaniepokojony faktem, jak daleko ta przyjaźń już sięga. Dziewczyna nie wie bowiem, że ta sędziwa para, to dawni zbrodniarze wojenni, którzy w jednym z hitlerowskich obozów, dopuszczali się bestialskich aktów na osadzonych.

Co kryje twoje imię? to książka, która mnie oczarowała i porwała totalnie oraz bez reszty. Może jest to efekt poprzedniego zawodu, kiedy to bohaterowie żyli i działali poza moim zainteresowaniem. Jednoznacznie na to nie odpowiem, ale Clara Sanchez odwaliła kawał solidnej roboty i jej książką jestem zachwycona!

Dysproporcje między tym, co działo się w obozie, a ma miejsce teraz. Ciężar, jakim przeszłość jest dla Juliána oraz beztroska obecnie, prowadzonego przez byłych hitlerowców życia. Jeszcze przez kilka najbliższych lat, taka historia może mieć, a zapewne ma miejsce, w jakiś odludnych i dalekich nam miejscach - ten fakt sprawia, że odbieram ją jeszcze silniej.


Clara Sanchez "Co kryje twoje imię?
Ilość stron: 450
Wyd. Bellona
Ocena: 5/6

czwartek, 16 kwietnia 2015

Słowo klucz: "otwartość"

Natalia ze Szwecjobloga zaprosiła mnie do wzięcia udziału, w jednej z blogerskich akcji na temat "otwartości". Czym jest dla mnie otwartość, jak ją rozumiem i staram się przejawiać w życiu codziennym? O tym kilka zdań poniżej.
Otwartość to dla mnie...

przede wszystkim stan umysłu. Bycie świadomym tego, że ludzie i sytuacje mogą być różne i nie należy z tego powodu, narzucać innym swojego zdania. To także chęć próbowana nowych rzeczy, niezależnie od tego czy mam tu na myśli książkę, która teoretycznie do mnie nie przemawia, czy też może wyzwania, które na co dzień przed sobą stawiam. Aby się rozwijać i stawać się - przynajmniej w teorii - coraz to lepszym, musimy pokonywać swoje ograniczenia - ja staram się tak robić, a czy mi to wychodzi, to już odrębna sprawa ;)
 

Otwartość idzie według mnie w parze z tolerancją, ale taką świadomą, a nie z postawą, że dana sprawa nas nie dotyczy. W innym wypadku jest to po prostu obojętność, a tę trudno powiązać z jakąkolwiek aktywnością czy wysiłkiem.

Otwartość to chęć poznawania nowych ludzi, ich obyczajów, nowych miejsc i kultur. To podróże i oczy dookoła głowy :)


Cały czas uczę się postawy otwartej, ale w naszej kulturze mam wrażenie, że nie jest to takie proste. Polacy nauczeni zostali, że zawsze muszą poradzić sobie sami, stąd wobec wszelkich inicjatyw i prób nawiązania kontaktu, podchodzimy nieufnie. Gdy ktoś się pyta czy mnie może mi w czym pomóc, pierwsze co robię, to szybko dziękuje i mówię "nie". Nie sposób obcą osobę obdarzyć zaufaniem, tak samo, jak ciężko jest mi z marszu przekonać do nowych rzeczy.

Może to moje złudzenie, ale za granicą jakoś łatwiej przychodzi mi "eksperymentowanie". Zgodzicie się tą opinią, czy macie przeciwne zdanie? Czym jest dla was otwartość i z jakim hasłem pierwsze wam się ona kojarzy?

Stronę inicjatywy Mocnej Grupy Blogerów odwiedzicie klikając w poniższy banner:
http://mocnagrupablogerow.pl/slowo-klucz-otwartosc/

A do uczestnictwa w akcji szczególnie zapraszam: 
Karolinę z bloga Zastrzyk inspiracji
Anię ze strony Lego Ergo Sum
Kasię ze Świata Kasiencjusza

środa, 15 kwietnia 2015

Na krawędzi ciemności - Ian Rankin

Malcom Fox nie jest zwykłym policjantem. On swoich "kumpli" sprawdza i usadza, jeśli nawywijają coś złego, a wiadomo, że w tym fachu ludzi chcących wykorzystać władzę, z pewnością nie brakuje. Pracując dla Wydziału Etyki i Standardów Zawodowych, szybko dorabia się zastępu wrogów,  a otrzymana właśnie sprawa molestowania kobiet w hrabstwie Fife, wystawi go na kolejne ataki.

Usiłując odkryć prawdę na temat Paula Carter'a, policjanci z wydziału trafiają na poszlaki dotyczące terrorystów i niewyjaśnionych spraw z ubiegłego wieku. 
 
Na krawędzi ciemności to bez wątpienia solidnie skonstruowany kryminał, ale niestety okazał się on być zupełnie nie w moim guście. Wolę gdy w akcji wyraźniej ujawniają się bohaterowie, a uwaga nie zostaje skupiona wyłącznie na dochodzeniu. U Rankina pierwszeństwo ma przede wszystkim sprawa, a dopiero potem rysuje się osobowość Fox'a i tu pojawiają się wszystkie, związane z tym zgrzyty.

Sprawy wewnętrzne, już w swoim założeniu, są bardziej upolitycznione i hermetyczne, i akurat w tym temacie nikogo się nie czepiam - sama taką książkę wybrałam. Ale od natłoku nazwisk i miejsc, których autor  nie oszczędzał, mój błędnik dosłownie oszalał. Nie mogłam się wczuć w akcję, nie polubiłam postaci...  

Jeżeli denerwuje was "rozlazłość" północnych opowieści, jest szansa, że Na krawędzi ciemności wam się  spodoba. Jeżeli jednak tak jak ja, szukacie głównie ciekawych bohaterów i ich historii, szkocki pisarz was raczej nie zadowoli.

Ciężko mi to pisać, bo liczyłam na dłuższą z autorem przyjaźnić, ale do Rankina raczej już nie wrócę.  


Ian Rankin "Na krawędzi ciemności"
Ilość stron: 464
Wyd. Albatros
Ocena: 3/6

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Zostań fit. Nowa ty w 180 dni - Natalia Gacka


Do książek traktujących o sporcie, podchodzę z dystansem. Na ogół bazują one na tych samych ćwiczeniach, a dopracowaniem odstają nawet, od współcześnie wydawanej prasy kobiecej - patrz Women's Health. Na szczęście wraz z nastaniem "Chodakomanii" zmieniło się podejście ludzi do sportu. Siłownia już mało komu kojarzy się z pakerami, a dziewczyna chcąca być fit, nie musi od razu żyć na samej marchewce. Niszę w tym temacie dostrzegły też wydawnictwa i to z sezonu na sezon, coraz bardziej mnie cieszy.

Natalia Gacka to dziewczyna z jednej strony dobrze odbiorcom znana - szczególnie tym, którzy ćwiczą z YouTubem, ale media sportowe nie odkryły jeszcze jej potencjału - absolutnie nie słusznie!

Jej książkowy plan na 180 dni, jest zadaniem skierowanym do osób samodzielnych i ambitnych - wytrwać w treningowym reżimie przez pół roku i dawać z siebie wszystko przez 6 dni w tygodniu, dla początkujących może się okazać sporym wyzwaniem. Bez wątpienia, taki tryb przyniesie jednak efekty, a dzięki stopniowemu zwiększaniu intensywności wykonywanych ćwiczeń, poprawi się kondycja i wydolność organizmu.

Merytorycznie Zostań fit to podręcznik dla każdego, od zawodowca po osobę robiącą pierwsze kroki - duża ilość zdjęć, opis każdego ćwiczenia i sprzętu, który należy użyć. Ale jak już wspominałam, mało zdopingowanym może w tym wszystkim zabraknąć oddania. Plus jednak za wstawki w formie dziennika - zapisywanie wymiarów i porównywanie ich z miesiąca na miesiąc, na pewno będzie mobilizujące oraz za nastawienie Natalii, która już we wstępie zagrzewa do wspólnej walki.

Książka Zostań fit to niewyczerpane źródło gimnastycznych inspiracji, w którym przepisy są tylko dodatkiem. Z Gacką ta ciężka praca staje się przyjemnością, a przecież w sporcie właśnie o to chodzi.


Natalia Gacka "Zostań fit. Nowa ty w 180 dni"
Ilość stron: 240
Wyd. Dragon
Ocena: 5/6 

sobota, 11 kwietnia 2015

Malowanki na szkle - Beata Gołembiowska

Samotna góralka uwieczniona na szkle. Z pozoru roześmiana i tańcząca, ale przypatrując się jej bliżej ma się wrażenie, że jej szczęście jest wyłącznie udawane. Tak samo odbiera się życie Joli, jako scenę, którą odgrywa, ukrywając swe prawdziwe zamiary.

Zauważyłam, że połowa książek, które ostatnio czytam, traktuje o skomplikowanych relacjach pomiędzy matką i córką. Przypadek to, czy może podświadome działanie, nie wiem, ale póki co dobrze się to u mnie sprawdza.

Beatę Gołembiowską poznałam za sprawą świetnej powieści Żółta sukienka, ale Malowanki na szkle poziomem jej nie ustępują. Jest to opowieść o kobiecie, która po latach spędzonych w samotności, nareszcie szuka miejsca dla siebie. Ma upragnionego mężczyznę, plany i odwagę by rzucić się na głęboką wodę. Niestety przeszłość bezustannie depta jej po piętach, oferując jednak w zamian, sporo odpowiedzi.

Malowanki na szkle to książka o miłości do ludzi, do natury, ale i o rozczarowaniu, które w relacji z drugim człowiekiem, często nas spotyka. Obawiałam się w tym kontekście, występującego w niej folkloru - mogło mu być bliżej do cepelii niż górskiego krajobrazu. Na szczęście zarówno gwara, jak i obyczaje nie dominują akcji, całość czyta się więc wyjątkowo gładko.

Jestem mile zaskoczona powieścią - jest dobra i wciągająca. Są wątki psychologiczne, obyczajowe, ludowe. Wzbudza to wszystko emocje, i choć porusza tematykę znaną nam od dziejów (zdrada, rozczarowanie) sprawia, że jako całość i tak intryguje. Słowem: kolejna piękna opowieść, którą warto przeczytać.


Beata Gołembiowska "Malowanki na szkle"
Ilość stron: 300
Wyd. Comm
Ocena: 5/6 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Stos i porządki

Plany czytelnicze na najbliższe dni, a właściwie tygodnie, bo ilość wolnego czasu, mocno mi się niestety skurczyła. Nie biegam z aparatem, ale z książkami staram się nie rozstawać, stąd powoli, ale nowe teksty na pewno będą się pojawiać. 

W kwietniu czeka mnie kontynuacja spotkania z klasyką - zobaczymy czy Ptaki ciernistych krzewów rzeczywiście są takie dobre, a także odwiedzę starych znajomych z Sekretnego życia pszczół. Będzie Tully, Przyjaciele zwierząt i szalony Mężczyzna imieniem Ove


Jak na wiosnę przystało, wzięłam się też za porządki, stąd m.in. te tytuły szukają nowego domu - możliwa jest sprzedaż albo wymiana - gdyby ktoś był zainteresowany szczegóły podam na maila. 


Więcej książek na zbyciu znajdziecie TU

wtorek, 7 kwietnia 2015

Babska stacja - Fannie Flagg


Gdybym czytała Smażone zielone pomidory, powiedziałabym, że Fannie Flagg wraca z przytupem i historią, która żadnego Polaka nie zostawi obojętnym. Pomidorów jednak nie znam, a co za tym idzie, brak mi możliwości ich porównania. Śmiało mogę za to polecić Babską stację - idealną książkę na przedłużony weekend!

Snooki w swoim życiu zawsze grała drugie skrzypce. Wychowywała ją apodyktyczna i nieznosząca sprzeciwu matka, więc nie ma się co dziwić, że uszczęśliwiać chciała wszystkich dookoła, lecz nie samą siebie. Wszystko zmienia jednak kryzys, a w zasadzie niespodziewanie poznana prawda, bo jak przyjąć do wiadomości, że to, w co przez ostatnie sześćdziesiąt lat się wierzyło, jest starannie wykreowaną bajką?

Babska stacja to opowieść o uwalnianiu się z toksycznych więzi, a jednocześnie zabawna historia o poważnych sprawach, czyli połączenie, które lubię najbardziej - przyswajam nowe rzeczy, unikając nudnej, moralizatorskiej pozy - w tym miejscu brawa dla Fannie za WASP (amerykański korpus kobiet - pilotów z czasów II wojny światowej).

Na dzisiejsze losy Snooki mają wpływ wydarzenia z połowy ubiegłego wieku oraz pewne rodzeństwo z miasteczka o polsko brzmiącej nazwie - Pulaski. To tam otwarta została "babska stacja", a cztery rezolutne dziewczyny, w wyraźny sposób wpłynęły na losy całego świata.

Fannie Flagg stworzyła powieść o niepohamowanej sile drzemiącej w kobietach. Połknęłam ją w jedno popołudnie i podobało mi się w niej właściwiej wszystko - bohaterki, pomysł, dystans do stereotypów oraz chęć pokazania, że Polska to nie tylko buraki i kapusta kiszona ;)


Fannie Flagg "Babska stacja"
Ilość stron: 432
Wyd. Otwarte
Ocena: 5/6

piątek, 3 kwietnia 2015

Szczątki pamięci - Anders de la Motte

Anders de la Motte wraca z serią, do której zostały zakupione prawa ekranizacji. Taka zapowiedź na okładce wiele obiecuje, ale po niedawnych rozczarowaniach wzniosłymi blurbami, tym razem całość prezentuje się wyjątkowo dobrze.

David Sarac pracuje dla Wydziału Kryminalnego, jako opiekun informatorów. W praktyce oznacza to tyle, że posiada dane o których wie tylko kilka osób na świecie, a jego kontakty mogą zaważyć na losach całego kraju. Niestety na skutek odniesionego urazu, traci część pamięci oraz większość faktów dotyczących pracy. Leżąc w szpitalu zauważa jednak grę, która się o niego toczy. Rozgrywkę w którą zamieszane są irańskie ugrupowania przestępcze oraz niejaki Janus, człowiek, którego wiele osób chce wyeliminować.

Szczątki pamięci zaskoczyły mnie postacią głównego bohatera, bo po pyszałkowatym Henriku Petterssonie, Davida Saraca wręcz nie da się nie lubić. Miła to odmiana zarówno osobowości, jak i w postępowaniu, bo David zna się na robocie i doskonale wie dokąd zmierza, za to u HP w większości sytuacji decydował przypadek. 

Sensacyjne książki rzadko u mnie goszczą. Wolę spokojniejszą prozę, znacznie bliższą prawdzie, ale  na de la Motte mogę polegać w ciemno. Autor przez lata pracował jako dyrektor ds. bezpieczeństwa i doskonale zna się na rzeczy. Wie z czym minister sprawiedliwości się zmierza oraz jak zawiłe są policyjne ścieżki. Stąd w jego opowieściach nie brak realizmu, a tak podana akcja wyjątkowo mnie nie nudzi.

Szczątki pamięci to kawał solidnej literatury bez wyraźnego męskiego kontekstu, tzn. bez pościgów i biuściastych bohaterek, dlatego dziewczyny nie uciekajcie - jest spora szansa, że jednak Wam się spodoba. 


Geim   I   Buzz   I   Bubble

Anders de la Motte "Szczątki pamięci"
Ilość stron: 448
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 4/6