wtorek, 30 czerwca 2015

Syrenka - Camilla Läckberg


To już szósty tom serii, a Camilla Läckberg nic nie spuszcza z tonu. Tym razem na ofiarę swej historii wybrała mężczyznę – ojca dwójki dzieci, którego ciało znalezione zostaje w skutym lodem jeziorze. Szybko okazuje się, że sprawa będzie mieć ciąg dalszy, bo bliski przyjaciel zamordowanego otrzymuje listy z pogróżkami. W rozwiązywanie sprawy angażuje się Erika, oczywiście robiąc to nieoficjalnie i wbrew sugestiom Patrika.

Śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z najciekawszych serii, z jakimi miałam do czynienia i najlepiej rozpisane charaktery w książkach z kryminalnym wątkiem. Każda z postaci wprowadzona zostaje do fabuły za pomocą opisu, ale nie wyglądu, tylko jej losów i okoliczności przez które znalazła się w Fjällbace. Co więcej skupienie się na bohaterze wcale nie umniejsza złożoności zagadki, a już mistrzostwem w potęgowaniu emocji są rozdziały pisane kursywą - mój ulubiony fragment każdej historii.  

W Syrence nie ma niczego z bajki. To brawurowo opowiedziana historia choroby i odrzucenia. Jej tempo jest zawrotne, mimo że nie znajdziecie w niej strzelaniny ani pościgów (nawet broni nikt nie wyciąga!). Jest za to znakomity pomysł i podziw, że przez tyle stron można utrzymać czytelnika w niepewności.

U Läckberg każdy bohater to odrębny wszechświat, zespolony z miasteczkiem milionami połączeń - ich odkrywanie to czysta przyjemność. 


Camilla Läckberg "Syrenka"
Ilość stron: 488
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 5/6

poniedziałek, 29 czerwca 2015

W Kopenhadze reż. Mark Raso

Bohaterem filmu jest William, który przyjeżdża do Danii z zamiarem odszukania swojego dziadka. Nie zna on jednak miejscowego języka, więc o pomoc w przetłumaczeniu listu prosi kelnerkę z okolicznego baru. Tak między Willem i Effy nawiązuje się przyjaźń, która w ujmujący sposób zmierza do czegoś więcej.

W Kopenhadze (Copenhagen) to opowieść o zmienianiu swojego życia i odkrywaniu, jakim człowiekiem się w gruncie rzeczy jest. Will staje przed ciężkim wyborem: podjąć decyzję w zgodzie z tym, co mówi mu serce czy lepiej sugerować się rozumem. Nie wie, jak w tym kontekście uporządkować przeszłość związaną z ojcem, ma też mętlik w głowie dotyczący Effy. 

Jeśli ktoś mi powie, że zamysł Copenhagen jest miałki czy oklepany, to zaczekajcie aż poznacie kluczowy motyw historii - jestem pewna, że kto przekonał się do Tjockare än vatten, ten doceni również Duńską produkcję. Uwiedzie was ona sposobem ukazania miłości oraz chemią, jaka rodzi się między bohaterami. 

Film bazujący na dialogach i świetnie dobranej muzyce (Vi To Er Smeltet Sammen) - obejrzycie, posłuchajcie. Naprawdę warto!

źródło: imdb.com

czwartek, 25 czerwca 2015

Bądź fit - Ola Żelazo


W przeciwieństwie do książek wydawanych przez konkurencję, Bądź fit to nie tylko zbiór ćwiczeń, które możemy wykonać w swoim domu, ale przede wszystkim obszerne kompendium wiedzy. Mamy tu typy budowy ciała, trochę motywacji, podstawy żywienia, rozdział o dobieraniu ćwiczeń do swoich możliwości, i dopiero na końcu, pojawiają się treningi na różne pory roku. Takie ułożenie działów ma szczególne znaczenie dla osób początkujących, którym brakuje wiedzy, by włożony w ćwiczenia wysiłek, przyniósł zadowalające i długotrwałe efekty. Poza tym w zależności od rodzaju sylwetki, powinno przestrzegać się różnych zaleceń dietetycznych i treningowych, a liczni doradcy zapominają o tym wspomnieć.

Bądź fit nie jest pozycją nastawioną na obrazki i nie o promocję autorki w nim chodzi. Zdjęcia są proste i ukazują trenerkę w dobrze znanych nam okolicznościach - ogrodzie, stadionie, łące. Nie ma szpanu metkami, jest różnorodność i widoczne zaangażowanie w powstawanie książki - każda pora roku faktycznie znajduje się na fotografii.

Gdyby nie poradnik i jego promocja w sieci, pewnie nigdy nie usłyszałabym o Oli Żelazo, albo zignorowałabym ją tak, jak większość rodzących się obecnie sportsmenek - powoli dochodzę do wniosku, że co dziesiąta osoba w Polsce jest trenerem i chce wcisnąć mi "wiedzę". W przeciwieństwie do Anny L. której porady i postawy są dla mnie wątpliwej jakości, Ola Żelazo mnie przekonała. Może nie ma takiej siły przebicia jak konkurentki, ale w przeciwieństwie do nich ma wiedzę i wie, jak jej można użyć.


Ola Żelazo "Bądź fit"
Ilość stron: 288
Wyd. Pascal 
Ocena: 5/6

wtorek, 23 czerwca 2015

Tully - Paullina Simons

Jako nastolatce Tully było wiecznie czegoś brak. Właśnie to uczucie, popchnęło ją do tańczenia w nocnych klubach i przesiadywania w wannie. Gdy zrezygnowała z występów, postanowiła wyjechać do Kalifornii. Początkowo z najlepszą przyjaciółką Jennifer, potem w żałobie i w pojedynkę. Ostatecznie została jej trudna do zidentyfikowania tęsknota oraz nieodparta potrzeba dążenia do wolności.

"Powiedz mi Tully, kim chciałabyś być w przyszłości? (..) Pragnę stać się kobietą, która o niczym nie śni".

Pierwsze spotkanie z Paulliną Simons wrzucam do worka z napisem "sukces". Autorka sprezentowała mi wszystko, co jest ważne w dobrej historii - obszerną opowieść o przemianach, życiu i złożonych relacjach z otaczającymi nas ludźmi. 

Tully to wyjątkowo skomplikowana bohaterka. Egoistyczna osobowość, która w życiu kochała raz i która, choć temu zaprzecza, nie może poradzić sobie ze stratą. Nie podejmuje samodzielnych decyzji, pozwala by rzeczy jakoś się działy, a jej ruchy ograniczają się do wyrażania co jakiś czas protestu. Kieruje się chwilą i własnymi potrzebami, raniąc innych, ale jednocześnie wyrywając sobie kawałek serca.

Świetnie zbudowana i rozbudowana powieść o nieprzepracowanej żałobie oraz granicach obojętności. Brawa też za wyczucie i proporcje między kolejnymi etapami historii.

Jeśli znacie lepiej dorobek Simons polećcie, co przeczytać w dalszej kolejności.

Paullina Simons "Tully"
Ilość stron: 686
Wyd. Świat Książki
Ocena: 5/6

niedziela, 21 czerwca 2015

Lazy rainy (no-sun)day

Czas na zasłużony odpoczynek, po wyjątkowo aktywnym weekendzie. Tegoroczny midsommar spędziłam w wyborowym towarzystwie i nawet korki na autostradzie nie były w stanie zepsuć mi humoru. 


Leże więc w łóżku słuchając Kensington i wspominając ich genialny, piątkowy koncert. Chłopaki mocno się spóźnili i byli wykończeni dwudziestopięciogodzinną, ale dali z siebie wszystko. 

Ktoś był na tegorocznym Life Festival Oświęcim? 

piątek, 19 czerwca 2015

Musimy coś zmienić - Sandy Hall

Lea i Gabe są sobie przeznaczeni, a przynajmniej tak uważa cały świat... z wyjątkiem nich samych.

Poznają się na zajęciach kreatywnego pisania, lecz przez chorobliwą nieśmiałość, nie potrafią odezwać się do siebie słowem. Okazję do dyskusji stara się zainicjować im nauczycielka, kelnerka, nawet baristki w Starbucksie rozmawiają na ich temat. Czy będąc na świeczniku ten związek będzie miał w ogóle szansę zaistnieć? Czy nie zepsują go plotki oraz tajemnica, skrzętnie skrywana przez Gabe'a?

Sandy Hall stworzyła na maksa optymistyczną i wzbudzającą nadzieję książkę. Przy lekturze odzyskujemy wiarę, że ludzie mogą być pogodni i potrafią bezinteresownie dopingować innych. Musimy coś zmienić czyta się błyskawicznie, w czym pomagają zamieszczone w niej praktycznie same dialogi. Nim jednak wszyscy na hura rzucą się do lektury, muszę was ostrzec - jeżeli masz powyżej szesnastu lat, nie jest to książka dla ciebie.

Mimo całej sympatii do autorki oraz świetnie dopracowanej okładki, nie jestem w stanie dać książce więcej niż "trzy". Dlaczego bohaterów umieszczono się na uniwersytecie, a potem odebrało im się zdolność prostego nawiązania rozmowy? Przecież mając dwadzieścia jeden lat, chłopak potrafi chyba powiedzieć "cześć" do dziewczyny?

Wykładowca podstępem skłaniający uczniów do pójścia na randkę, gadające wiewiórki (sic! - choć ten zabieg jest akurat całkiem zabawy), maksymalnie prosty język i brak opisów - nie zostawią wymagającego czytelnika obojętnym.


Sandy Hall "Musimy coś zmienić"
Ilość stron: 304
Wyd. Pascal
Ocena: 3/6

środa, 17 czerwca 2015

Sobotnia szkoła piękności - Marsha Mehran


Buenos Aires powitało mnie kolejny raz. Wybierając najnowszą i ostatnią napisaną przez Marshę Mehran powieść, nie sądziłam, że będzie mi dane ponownie odwiedzić to multikulturowe miasto. Stety lub niestety, odbiór powieści był znacznie trudniejszy niż poprzednim razem - wszystko przez egzotyczną dla mnie tematykę i obszar kulturowy, całkowicie mi nieznany.

"Zadi dostrzegała tę dziwną magię, gdziekolwiek się znalazła. Lecz jako mała dziewczynka widywała nie tylko piękno życia. Odkąd sięgała pamięcią, widywała ból. Rozpoznawała ludzkie potrzeby i samotność od jednego spojrzenia".

Zadi wraz z córką uciekają do Buenos Aires i wprowadzają się na piąte piętro emigranckiej kamienicy. Wykorzystując, zdobytą wcześniej wiedzę, kobieta otwiera salon piękności i pod pretekstem upiększania ciała, kultywuje rodzimą tradycję. Wraz z zacieśnianiem się więzi między sąsiadami, rodzą się też cykliczne spotkania, w trakcie których opowiadają sobie historie o pięknie i doznanej w życiu miłości.

Autorka napisała tę książkę pod wpływem wspomnień z dzieciństwa, pogłębionych o lata wnikliwych badań nad własną kulturą. Miejscami ciężko mi było odnaleźć się w tym persko-irańskim tyglu. Obce mi są tamtejsze zwyczaje, nie mam też serca do interpretacji poezji, a w powieści mówi się o niej dużo. Znacznie bliższe były mi relacje Zadi z córką oraz perypetie reszty mieszkańców Anny Kareniny.

Sobotnia szkoła piękności nie wywołuje takiego wrażenia, jak wcześniejsze - szczególnie polskie - tomy serii, ukazuje jednak rolę kobiety z nowej i nieznanej mi dotąd kulturowo strony. 


Marsha Mehran "Sobotnia szkoła piękności"
Ilość stron: 288
Wyd. W.A.B.
Ocena: 3,5/6
* s.87

poniedziałek, 15 czerwca 2015

W krainie kolibrów - Sofia Caspari

Kiedy w trzy dni przerabia się sześćset stron tekstu, to znak, że książka jest naprawdę dobra. Świat Sofi Caspari pochłonął mnie bez reszty. Przepadłam w dzikiej i upalnej Argentynie, na przemian zalewana fascynacją i obrzydzeniem do jej mieszkańców.

Rok 1863. Nowy Świat ma odmienić życie wszystkich podróżujących statkiem. Właśnie wypłynęli oni z Niemiec i kierują się do Buenos Aires. Ludzi wypełnia nadzieja na lepszą przyszłość, ale nie dla każdego los okaże się być łaskawy. Annę czekają bardzo trudne chwile, a znajomości, które zawarła podczas rejsu będą miały swoje złe i jeszcze gorsze strony. 

Jeżeli pamiętacie zachwalane niedawno Ptaki i Życie Colleen McCullough to W krainie kolibrów oferuje dokładnie ten sam rodzaj literatury. Mamy tu dziki kraj z całym jego pięknem i okrutnością, silną lecz poniewieraną przez ludzi dziewczynę, smutek, szczęście i nigdy nie gasnącą nadzieję, że kiedyś będzie lepiej.

Tło społeczne, trochę historii regionu oraz to, co lubię najbardziej - przewrotne życie we wszystkich jego odcieniach. 

Są takie książki z których aż kipi od emocji, są wiarygodne, mają klimat. Niespodziewanie Caspari dołączyła do grona moich ulubieńców i pozostaje tylko ostrzyć zęby na kontynuację serii. Wierzę, że Kraina Flamingów utrzyma poziom i mnie nie zawiedzie. 


Ilość stron: 600
Wyd. Otwarte
Ocena: 5/6
Premiera: 1 lipca

sobota, 13 czerwca 2015

Pochłaniacz - Katarzyna Bonda


Florystką byłam zachwycona. Wypowiadałam się o Bondzie w samych superlatywach, jednak po Pochłaniaczu mój entuzjazm przygasł. Nie żeby książka była aż taka marna, ale spodziewałam się po niej zupełnie czegoś innego. 

Sasza Załuska wraca do Polski, aby rozpocząć spokojną pracę w banku. Dość ma mieszania się policyjne sprawy, chce zapewnić córce bezpieczeństwo i rozpocząć nowy rozdział swojego życia. Jej plany krzyżuje jednak zlecenie od właściciela popularnego klubu - mężczyzna zamawia profil osoby, która go prześladuje i wysyła listy z pogróżkami. Skuszona znaczną sumą pieniędzy, profilerka bierze się więc pracy i odnawia dawne kontakty z policjantami.

Załuska w Anglii zatrudniona była w prestiżowym Instytucie Psychologii Śledczej, jednak krajowe służby traktują jej zdolności, niczym niezrozumiałe voodoo. Cóż z tego, że może ustalić cechy osoby, która dokonała zbrodni - podać jej wiek, płeć, nawet preferencje seksualne - skoro w prowadzonym dochodzeniu pełni rolę maskotki i musi walczy o każdą minutę należnej uwagi. 

Mając za trzon historię Załuskiej, liczyłam, że Bonda stanie na wysokości zadania i opowie o życiu kryminologa z osobistej i pełnej niespodzianek strony. Że będę mogła uczestniczyć w rozwiązywaniu zagadki, krok po kroku budować rysopis poszukiwanego człowieka. Oczywiście jest to umiejscowione w książce, ale nie w takim stopniu, jakbym tego chciała. Na pierwszy plan wysuwa się mafia, jej konszachty z policjantami, a Sasza i jej życie stają się tylko dodatkiem. 

Pochłaniacz to kryminał o typowo śledczym wymiarze - akcja skupiona jest na dochodzeniu i nie rozmienia się na drobne. Na mój gust za dużo tu sprawy, a za mało ludzi. Źle nie było, jednak nie tego oczekiwałam. 


Katarzyna Bonda "Pochłaniacz"
Ilość stron: 672
Wyd. Muza
Ocena: 3/6

czwartek, 11 czerwca 2015

Prowadź swój pług przez kości umarłych - Olga Tokarczuk


Kryminał niekonwencjonalny, to chyba najwłaściwsze określenie dla książki Olgi Tokarczuk. Okładka jak z horroru, wewnątrz obyczaj, astrologia i przysłowia piekielne. Misz-masz spory, za to w całości prezentuje się on fenomenalnie!

Rusza śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci sąsiada. Ślady mówią o zadławieniu się kością, jednak Janina Duszejko wie, że to zemsta zwierząt, za popełnione na nich zbrodnie. Policja zostaje głucha na argumenty i traktuje ją jak wariatkę; ignoruje listy, ośmiesza w zeznaniach. Jednak miesiąc później śmierć ponownie nawiedza miasteczko, zabierając ze sobą komendanta. 

Szkoda, że nie poznałam Prowadź swój pług… przed spotkaniem z Tokarczuk. Ciekawi mnie na ile opisana w książce astrologia ma ścisłe podłoże, a na ile jest to wyobraźnia autorki. Główna bohaterka analizuje układy gwiazd i stawia na ich podstawie horoskopy. Wnioski, które wyciąga idealnie odnoszą się do popełnionych zbrodni i zżera mnie ciekawość, czy da się tak naprawdę, czy tylko na potrzeby książki. 

Jeżeli faktycznie efemerydy planet mają takie znaczenie, trzeba się będzie nimi zająć, ale póki co gorąco zachęcam was wszystkich do lektury. 

Trzeba mieć oczy i uszy otwarte, kojarzyć opisywane w powieści fakty. Widzieć podobieństwo tam, gdzie inni widzą przeciwności. Wszak "wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza", a Janina wcale nie jest tak szalona, jak mogłoby się wydawać. 

Przewrotna, oryginalna i diabelnie dobra powieść - wysyp cytatów, jak zwykle na Facebooku! 

Olga Tokarczuk "Prowadź swój pług przez kości umarłych"
Ilość stron: 320
Wyd. Literackie
Ocena: 5,5/6

wtorek, 9 czerwca 2015

Tjockare än vatten scen. Henrik Jansson-Schweizer

Tjockare än vatten to dziesięcioodcinkowy serial o rodzeństwie, które po niespodziewanej śmierci matki, musi na nowo nauczyć się rozmawiać. Nim Anna-Lisa pociągnęła za spust, wszystko dokładnie zaplanowała - jej synowie i córka otrzymają wart wiele tysięcy spadek, jeśli przez cały sezon poprowadzą pensjonat i przyniesie on w tym czasie zyski.

Pozornie, spędzenie wakacji na Alandach nie powinno być dla nikogo problemem, sprawy komplikują jednak sprzeczki między spadkobiercami oraz żal Oskara, że ci którzy przed laty go opuścili, mogą mu teraz odebrać część jego dobytku. 

Prócz świetnie prowadzonej warstwy psychologicznej, która jest dla mnie największym atutem serialu, Henrik Jansson przyszpilił mnie do ekranu tajemnicami. Każdy z bohaterów ukrywa coś pod skórą. Pojawia się złość, pretensje, podpalenie i zakopane ciało. Przeprowadzka na wyspę wszystkim krzyżuje plany, ale życie niektórych dosłownie będzie zależeć od pozyskanego spadku.

Co okaże się być silniejsze: kaprysy, pieniądze czy więzy rodzinne? Jakie brudy ujrzą światło dzienne i czy rodzeństwo Waldemar nie straci przez ten sezon więcej, niż może zyskać?  

Dawno nie widziałam serialu, który by tak wnikliwie oddawał relacje rodzinne. Był subtelny, a zarazem piękny. I wiecie co jest najlepsze? To, że sezon drugi właśnie jest w produkcji!

źródło: imdb.com

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Poczytaj ze mną: Baśń o świętym spokoju; Ząb czarownicy

Poczytaj ze mną to seria edukacyjnych książek dla dzieci, którą przygotował Egmont. Obecnie w jej skład wchodzą cztery tytuły, a dwa najciekawsze prezentuję wam poniżej.

Pierwszy napisany został w formie baśni i opowiada o królu, który cenił sobie spokój i pilnował, aby w królestwie wszystkim dobrze się żyło. Dzieci mówiły więc półgłosem, a psy nigdy nie szczekały. Pewnej nocy do zamku przybyła jednak kobieta, po wizycie której wszystko się zmieniło.

Ząb czarownicy to z kolei historia o kocie, który chciał być czarodziejem, lecz rodzice woleli by został dentystą. Ratując od bólu starą kobietę, dostaje w formie zapłaty jej złoty ząb. Tak zaczynają dziać się niestworzone rzeczy, mogące skutkować atakiem niekontrolowanego śmiechu.

Baśń o świętym spokoju skupia się na magii i siłach nadprzyrodzonych. Znajdziemy w niej smoki oraz morał, że na świecie są sprawy, dla których warto zmienić ustalony porządek. Ząb czarownicy to znowu humorystyczna opowieść bazującą na niespodziankach i dobrej energii. Obie bajki cechują ilustracje w starym, plastycznym stylu, a moją sympatię zdobywa Ząb, za przewrotną akcję.

Pamiętajcie, że w czytankach jest dwa razy więcej słów niż w programach telewizyjnych, a dziecko, któremu czyta się przez co najmniej dwadzieścia minut dziennie, odnosi lepsze wyniki w szkole - stąd inwestycja w książki to nie tyle w papier, co przyszłość waszych pociech.


Zofia Stanecka "Baśń o świętym spokoju"
Joanna Olech "Ząb czarownicy"
Ilość stron: 48
Wyd. Egmont
Ocena: 4/6

sobota, 6 czerwca 2015

Czarne nenufary - Michel Bussi


Pierwsze ugodzono go nożem, potem zmiażdżono mu czaszkę, a następnie zanurzono w strumieniu - potrójne morderstwo na jednym mężczyźnie, to ewidentny znak, że Jérome Morvala ktoś bardzo nie lubił. W sprawę zamieszane są trzy kobiety - pierwsza to egoistka, druga kłamczucha, trzecia jest po prostu zła. Która z nich maczała w tej zbrodni palce i która cało się z tego wywinie?

Francuska literatura rządzi się swoimi prawami i charakterystyczną atmosferą. Jedna książka będzie w stanie mnie powalić, za to inną ją będę miała ochotę, cisnąć o ziemię. Michel Bussi się nie obronił. Jego powieść mnie zmęczyła, znudziła i nawet ciekawie zbudowana zagadka przegrała z ilością malarstwa, które autor na upartego chciał tutaj wcisnąć.

Miałam wrażenie, że historia zbudowana jest nie na osobowościach, we wstępie opisanych kobiet, tylko na policjantach, którzy nie potrafią do nich dotrzeć. Akcja jest ślimacza, zachwyty nad nauczycielką denerwujące… 

Po paśmie udanych lektur - totalna porażka. 


Michel Bussi "Czarne nenufary"
Ilość stron: 424
Wyd. Świat Książki
Ocena: 3/6

czwartek, 4 czerwca 2015

Komiks: Smerf Reporter - Parthoens Luc

Gdy w wiosce Smerfów, wypadek nad wodą urasta do rangi walki z potworem, Papa Smerf dochodzi do wniosku, że trzeba usprawnić przepływ informacji. Nie można pozwolić by kolejny raz plotka, zawładnęła smerfną wyobraźnią i w ten oto sposób, w wiosce pojawia się Reporter.

Niestety to, co z początku było niewinną zabawą, zaczyna mieć ogromne pole zasięgu, a wynalazek ułatwiający Smerfom życie, staje się źródłem nowych konfliktów.    

Życie Smerfów zaczęło się od komiksu, a ja dopiero dziś  w tej formie miałam z nimi pierwszą styczność. Spotkanie było jednak udane, bo taka forma literackiej ekspresji, cieszy mnie za każdym razem, gdy się z nią spotykam. 

Rozrywka na kwadrans przy kawie. Barwna i przekorna - bo kto by przypuszczał, że w Smerfach będzie tyle złości - nauka, że nie należy wierzyć we wszystko, co się przeczyta ;)

Parthoens Luc - Smerf Reporter
Ilość stron: 48
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6

wtorek, 2 czerwca 2015

Sweetland - Michael Crummey


Sweetland - mała, zdawałoby się sielankowa wyspa u wybrzeży Kanady. Odcięta od świata i zamieszkiwana przez grono, wyjątkowo osobliwych ludzi.

Właśnie rozpoczęła się akcja wysiedlania Chance Cove, ale dopiero, gdy wszyscy mieszkańcy się spakują, otrzymają za przenosiny należne odszkodowanie. Problemem w tym momencie staje się Moses Sweetland, który nie chce się przeprowadzać i za żadne pieniądze zdania nie zmieni. W jego domu co rusz, pojawiają się listy z pogróżkami, ale mężczyznę na tej ziemi trzyma zdecydowanie coś więcej, niż dom i pole uprawne.

Michael Crummey zaskoczył mnie pomysłem, by akcja książki rozgrywała się współcześnie. Szykowałam się na opowieść z przełomu XIX/XX wieku, a trafiłam na komórki i sprawnie działający Internet - w żaden sposób to jednak nie razi, a nawet uwydatnia przepaść, pomiędzy lądem i specyfiką życia na wyspie. Co więcej, pokazuje, że Moses mimo wieku pozostaje sprawny oraz, że podejmowane przez niego decyzje są w pełni świadome.

Wiatr od morza lubi płynąć pod prąd i raczyć nas książkami skupionymi na bohaterze. Za nic mają modę czy szablonowe schematy, powiedziałabym raczej, że ich tytuły są dziwne i zmierzają w kierunku wielowarstwowych - pod głównymi wątkami kryją się niespokojne, wymagające myślenia treści, i wiecie co? Właśnie przez to mam do nich tak ogromny szacunek.

Nie wiem, jak przy Sweetlandzie wypada Dostatek, ale w tym przypadku Michael Crummey mnie do siebie przekonał. Urzekająca, niespieszna, wypełniona tajemnicami ludzkiego życiorysu opowieść.


Michael Crummey "Sweetland"
Ilość strom: 389
Wyd. Wiatr od Morza
Ocena: 5/6