niedziela, 29 kwietnia 2012

Reading is cool

Kolejny tag zatacza na blogach coraz szersze kręgi, dlatego zaproszona przez Keendi dołączam do zabawy :)

  • O jakiej porze dnia najchętniej czytasz? 
Jeżeli mam wolne, to pora dnia nie gra roli - zasypiam i budzę się z książką w ręku. Natomiast na co dzień jest to najczęściej popołudnie lub późny wieczór.

  • Gdzie czytasz?
Wszędzie. Kiedyś były to autobusy, nudne wykłady i przerwy między zajęciami. Teraz jest to głównie dom, ale jak tylko pogoda dopisuje to pędzę na ogród wylegiwać się na leżaku.

  • W jakiej pozycji czytasz? 
Prawie że lewitującej;) Dziwnie powyginana z nogami we wszystkich możliwych kierunkach. Nie potrafię czytać po prostu siedząc lub leżąc.

  • Jaki rodzaj książek najchętniej czytasz? 
Aktualnie obyczajówki. Nie ważne polskie czy zagraniczne, byle bazowały na życiowych historiach. Choć jak to tu mnie bywa, nie pogardzę niczym co stworzyło skandynawskie pióro.

  • Jaką książkę ostatnio kupiłaś/dostałaś? 
Tak ostatnio, że ostatnio to Klub Matek Swatek... bo tak mniej ostatnio, to dużo różnych nabytków, których część uwieczniona jest w notce poniżej. Ogólnie wzięłam się za skompletowanie Serii z Miotłą i w ostatnim miesiącu nabyłam jedenaście książek z tego cyklu. 

  • Co czytałaś ostatnio? 
Charlotte Isabel Hansen Torego Renberg’a i muszę przyznać, że jestem absolutną fanką Jarlego Klepp'a.

  • Co czytasz obecnie?
Europa Blues Arne Dahl’a. Drugie podejście do tego autora, może tym razem będzie mniej zgrzytów.  

  • Używasz zakładek czy zaginasz ośle rogi?
Zakładki wszelkiej maści i rodzaju. Mam sporą kolekcje więc jest w czym wybierać :)

  • E-book czy audiobook? 
Żadne z powyższych. Papier, zapach i tekstura. Amen!    

  • Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa? 
Muminki Tove Janson. Czytałam je dziesiątki razy, a na „stare lata” dorobiłam się pięknie wydanego wznowienia.

  • Którą z postaci literackich cenisz najbardziej? 
Trudno powiedzieć, bo z natury nie przywiązuje się do książkowych bohaterów. Mogę natomiast do znudzenia powtarzać, że jestem zafascynowana Lisbeth Salander. Jej wygląd, zachowanie oraz niepodważalna inteligencja wgniotły mnie w fotel i po dziś dzień nie mogę z niego wstać. 


Do dalszej zabawy zapraszam: Cyrysię, Mary i Dosiaka.

środa, 25 kwietnia 2012

Zdrada i śmierć - Nora Roberts

Eve Dallas to postać której miłośnikom dobrego kryminału przedstawiać nie trzeba. Bohaterka, znana z serii książek Nory Roberts, wplątuje się tym razem w intrygę zgoła odmienną od jej klasycznego repertuaru. Eve nie będzie już ścigać drobnych rzezimieszków, ani pakować za kartki kolejnych mafiosów. Teraz jej problemem staną się skorumpowani gliniarze oraz kierująca nimi porucznik Renee Oberman – istna zołza z piekła rodem.

Kiedy Peabody wkradła się do starej siłowni, nie przypuszczała, że stanie się świadkiem przestępstwa. Wciśnięta w najdalszy kąt kabiny prysznicowej usłyszała, jak dwójka policjantów sprzecza się o nieudaną akcję. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby spawa nie dotyczyła brudnych pieniędzy, a sposobem na jej rozwiązanie nie okazało się sfingowane samobójstwo dilera. 

Walka o stołki. Krwawe ofiary wśród mundurowych. Eve oraz jej wspólniczka Peabody, znowu mają pełne ręce roboty. Dodatkowo sprawy nie ułatwia im fakt, że głównym przeciwnikiem jest córka legendarnego Marcusa Oberman’a – miejscowego komendanta i chluby policji. 

Do poprzednich powieści Roberts zawsze miałam jakieś zastrzeżenia. A to były zbyt słodkie. To znowu rozbite na kilka niepotrzebnych wątków. Teraz nie mam się do czego przyczepić. Motyw przekupnych gliniarzy nie jest może niczym nowym, tak samo jak z góry wiadome zakończenie, a mimo to dałam się porwać historii i z przyjemnością patrzyłam się jak Eve dopina swego. 

Wartka akcja, irytujący przestępca oraz nie skrywana satysfakcja w momentach, kiedy to Peabody jest górą, sprawiły, że Zdradę i śmierć mogę nazwać dotychczas najlepszą powieścią w dorobku autorki. W zasadzie wszystkie książki stworzone pod pseudonimem J.D. Robb można uznać za dobre i przystępne. Poznałam już Pociąg do śmierci oraz Fałszywą śmierć (ciekawe skąd u Nory takie zamiłowanie do „śmiertelnych” tytułów? ;)) i z każdą kolejną jest coraz lepiej. 

Dystansując się od harequinowych skojarzeń, serdecznie polecam cały cykl z Eve Dallas.


Nora Roberts (J.D. Robb) „Zdrada i śmierć”
Ilość stron: 412
Wyd. Prószyńaki i S-ka
Ocena: 4/6

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Światowy Dzień Książki – stos i film



Damian Dibben "Strażnicy historii: Naciąga burza" - od p. Anny Pawlikowskiej -  recenzja
Jonas Jonasson "Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął"
Rosamund Lupton "Potem"
Grażyna Plebanek "Pudełko ze szpilkami"
Sylwia Chutnik "Dzidzia"
Tore Renberg "Charlotte Isabel Hansen"
Eryka Sokólska "Sekrety makijażu"
Sonia Raduńska "Kartki z białego zeszytu
Sarah Winman "Kiedy Bóg był królikiemrecenzja
Ahdaf Soueif "Mapa miłości"
Milena Agus "Ból kamieni"
Sharon Osbourne "Zemsta"
Barbara Delinsky "Nie moja córka"
Beata Pawlikowska "Blondynka w zaginionych światach"




środa, 18 kwietnia 2012

Strażnicy historii: Naciąga burza - Damian Dibben

„Historia zmienia się nieustannie. Nie jest jak prosta linia. To raczej skomplikowana, wciąż ewoluująca struktura”.*

Jeżeli sądzisz, że czas jest stałym punktem w którym się znajdujemy, to jesteś w ogromnym błędzie. Można nim nie tylko dowolnie manipulować, ale też cofnąć się i zmieniać według uznania.

Taką zdolność posiadają wybrańcy zrzeszeni w Tajnej Służbie Strażników Historii. Jednym z nich jest nastoletni Jake, z pozoru chłopak jakich wielu: nastolatek z niesforną fryzurą i dwójką ekscentrycznych rodziców. Jednak pewnego dnia odkrywa, że jego rodzina zajmuje się czymś poważniejszym niż tylko prowadzenie własnego interesu. Uprowadzony  przez grupę osiłków, dowiaduje się, że jego rodzice zaginęli bez wieści. Nie wiadomo w jakim są miejscu na Ziemi, ani co gorsza, w jakim momencie historii.

Lawirując między kolejnymi wiekami poznajemy całą ferajnę barwnych postaci. Kobiety, dzieci, starców, a  nawet zwierzęta (tak, mowa tu o zabawnym Panu Drake’u:)). Ten wesoły folwark towarzyszy nam do ostatniej karty powieści i sprawia, że czas mija nieubłaganie szybko. Autor umiejętnie przeplata świat fikcji literackiej z historycznymi wydarzeniami minionego wieku. Szczegóły funkcjonowania ówczesnego społeczeństwa, elementy stroju, a nawet wynalazki. Czytelnik wędruje między podanymi szczegółami ciekaw, które z nich są autentyczne.

Teoria spiskowa, choć zbudowana na gruncie fantastyki, intryguje i wprawia trybiki naszego umysłu w ruch. Co takiego chce osiągnąć Zeldt? Jaką apokalipsę ma na myśli oraz najważniejsze, co się stało z rodzicami Jake’a?

Strażnicy historii to udane spotkanie z przygodą, które mimo, że miejscami bywa nieco przewidywalne, zapewniło mi bardzo przyjemne popołudnie. Polecam wszystkim miłośnikom ekscytujących wypraw.

 Tu możecie obejrzeć zwiastun powieści k-l-i-k.

Damian Dibben „Strażnicy historii: Naciąga burza”
Ilość stron: 328
Wyd. Egmont
Ocena: 4,5/6
* s. 81

wtorek, 17 kwietnia 2012

Kiedy Bóg był królikiem - Sarah Winman

Naczekałam się na tę książkę, oj naczekałam. Jak tylko zobaczyłam jej angielskie wydanie z miejsca zapragnęłam mieć ją swoich rękach. Na czytanie w oryginale się nie porwałam, dlatego chwała, że w końcu mamy rodzimy przekład.

Co mnie do niej tak gnało? Zapowiedź cudownej opowieści o życiu małej Elly, która przez pryzmat swych niewinnych oczu, postrzega świat który ją otacza. Rodziców, brata, szaloną ciotkę, a także sąsiadów i najlepszą przyjaciółkę Jenny Penny. O tym, że życie rodziny wcale nie jest usłane różami przekonujemy się już po kilku stronach. Są to zabawni ekscentrycy, ale tak jak każdy z nas miewają gorsze dni, sprzeczają się i nie potrafią być wobec siebie całkowicie szczerzy. O niektórych sprawach dowiadują się dopiero po latach, kiedy to na zmiany bywa już za późno, a dorosłość okazuje się znacznie mniej wyzwalającą niż sądzili.

Amerykańskie przedmieścia lat 60-tych. Rowerki porzucone na trawniku, dzieci radośnie grające w gumę, a w tle istotne wydarzenia świata dorosłych – śmierć Lennon’a, Martina Luthera King’a, Lady Di – symbolicznie znaczą kolejne karty historii oraz życie naszych bohaterów. Oczywiście nie można też zapomnieć o tytułowym króliku, jednym z istotniejszych elementów powieści.

Wszystko tu jest realistyczne, tętniące emocjami. Sarah Winman z wielką gracją opisała zarówno piękne, jak i trudne momenty ludzkiego istnienia, nie zapominając przy tym o rzeczy najważniejszej czyli miłości, której liczne oblicza możemy znaleźć na jej kartach. 

Książkę należy potraktować jak tajemnicę. Podejść do niej na paluszkach, zasmakować delikatnie, a ostatecznie przepaść w niej bez reszty.


Sarah Winman „Kiedy Bóg był królikiem”
Ilość stron: 400
Wyd. Albatros
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Dziewczyna, która pływała z delfinami - Sabina Berman

Autyzm to choroba, która ogranicza człowiekowi świat. Odbiera mu zdolności komunikacyjne, zamyka w sferze własnych wyobrażeń. Takie też było życie Karen zanim odnalazła ją ciotka. Nieokiełznana dziewczyna mieszkająca w piwnicy. Przestraszona, jedząca piasek. Czy ktokolwiek mógł przypuszczać, że ten odludek pewnego dnia stanie się kimś ważnym? Kimś, kto wywoła niemałe zamieszanie w wielu szanowanych kręgach?

Cała historia rozpoczyna się na nadmorskiej plaży. Dostrzegamy tam dziewczynkę z czerwonym kocem, która niestrudzenie, przez kilka godzin dziennie, powtarza słowo „ja”. Tak wyglądały pierwsze lekcje Karen, które pomogły jej wyrwać się z okowy choroby. Po nich przyszła kolej na budowanie zdań, rozpoczęcie szkoły oraz poznawanie czym jest prawdziwe życie. A najtrudniejsze w tym wszystkim okazało się zrozumienie uczuć i nauczenie się kochać.

Można by stwierdzić, że jest to książka o spełnianiu marzeń i pokonywaniu barier, ale będą to tylko puste, sztampowe słowa. Bardzo ciężko w paru zdaniach trafić w jej sedno. Wydawnictwo używając sloganu „powieść na miarę Forresta Gumpa” było naprawdę blisko. Jest bowiem w niej ta specyficzna, trudna do zdefiniowania magia, która elektryzuje nas w czasie czytania. Bez fajerwerków, za to z mnóstwem błyskotliwych przemyśleń, przybliża nam świat bardzo niedostępny..

Wydaje mi się, że autorka bardzo trafnie ujęła całą historię. Nie miałam żadnych problemów by w nią uwierzyć, co więcej czułam, że porusza się w niej coś intymnego i wartego poznania. Mamy tu niezwykle barwną główną bohaterką oraz całą rzeszę pobocznych postaci "z krwi i kości". Każdy z nich ma swoje problemy, marzenia, a to, że są „inni” w żaden sposób nie umniejsza ich wartości.

Dziewczyna, która pływała z delfinami jest prawdziwa, szczera i wymowna. Czegóż chcieć od niej więcej.


Sabina Berman „Dziewczyna, która pływała z delfinami”
Ilość stron: 232
Wyd. Znak
Ocena: 5/6

sobota, 14 kwietnia 2012

Zauroczenia - Pamela Wells

Jeżeli szukacie niezobowiązującej historii na wiosenne popołudnie, to mam dla was coś, przy czym z pewnością da się wypocząć.

Alexia, Kelly, Sidney i Raven. Cztery przyjaciółki na dobre i na złe. Zawsze mogą liczyć na swoją pomoc, dobre słowo oraz bezgraniczne wsparcie. Nawet w najtrudniejszych momentach życia. Pewnego dnia siedząc w kawiarni tworzą „Kodeks zauroczeń”, zestaw kroków, które mają im zapewnić powodzenie u płci przeciwnej. Cóż jednak zrobić w sytuacji, kiedy obiektem westchnień okazuje się być chłopak najlepszej przyjaciółki? Czy wieloletnie braterstwo zdoła przezwyciężyć taką próbę?

Zauroczenia to klasyczna powieść dla młodzieży. Napisana prostym językiem wprowadza czytelnika w nastoletni świat fascynacji i pierwszych poważnych decyzji. Co zrobić po skończeniu liceum? Jak wytrwać przy swoich postanowieniach? Co wybrać: miłość czy przyjaźń?

Książka Pameli Wells niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale trzeba przyznać, że czyta się ją naprawdę dobrze. Miejscami tylko drażnił mnie jej nieco edukacyjny ton, ale tak to już chyba musi być, że te lepsze „młodzieżówki” prócz zabawy chcą przekazać też coś więcej.

Ja swoje gimnazjalno-licealne lata mam już niestety za sobą. Nie przeżywam rozterek rodem z powieści, ale polubiłam jej bohaterki. Wielki plus dla nich za to, że są dalekie od sztucznego lansu i totalnego nierozgarnięcia. Nie męczą czytelnika swoim zachowaniem, a wręcz przeciwnie, jest się nieustannie ciekawym co też wymyślą nowego.  

Powrotu do Zauroczeń wprawdzie nie planuję, ale śmiało mogę je polecić miłośnikom podobnych historii. - O wcześniejszych przygodach dziewczyn możecie przeczytać w pierwszym tomie serii pt. Złamane serca


Pamela Wells „Zauroczenia”
Ilość stron: 360
Wyd. Wilga
Ocena: 4/6

czwartek, 12 kwietnia 2012

Mężczyzna z lasu - Scott Spencer

Mężczyzna z lasu jest powieścią wymagającą. Szczególnie na początku, gdy pierwszą rzeczą z jaką się spotykamy jest masa opisów oraz nikła ilość dialogów, które mogłyby być pomocne w szybkim zaznajomieniu się z akcją i bohaterami. Kiedy jednak wdrożymy się w fabułę, a poruszane zdarzenia przestaną być dla nas zagadką, wnikniemy w bogaty świat przeżyć i psychologicznych rozmyślań.

Will z powodu zaciągniętych długów żyje w stałej paranoi. Ma nieustanne poczucie zagrożenia. Wydaje mu się, że ktoś go śledzi oraz, że lada moment pojawi się komornik, gotowy odebrać należne mu pieniądze. Mężczyzna staje się przez to wybuchowy i skory do zaczepek, co w efekcie obróci się przeciwko niemu. Paul to z kolei bogobojny facet, który po nagłej śmierci ojca nie może dojść do siebie. Spacerując po okolicznym parku zbiera myśli, a przy okazji staje się świadkiem niepohamowanej agresji wobec pewnego psa. Stając odruchowo w obronie zwierzęcia, nieumyślnie zabija człowieka.

Spotkanie się obu wyżej wspomnianych bohaterów, daje początek niekontrolowanej serii zdarzeń, która wpędzi Paul’a w wielkie poczucie winy. Czy będzie on w stanie udźwignąć takie brzemię? Jaki to będzie miało wpływ na jego rodzinę i dotychczasowe życie? 

Mężczyzna z lasu nie jest brawurowo skonstruowaną historią o porywającym tempie narracji. Próżno doszukiwać się w nim obiecywanego thrillera, czy też dreszczyku emocji. Jeżeli jednak kogoś interesują wewnętrzne przeżycia bohaterów oraz ich psychologiczny profil, to trafił wprost idealnie. 

Ile może zmienić w naszym życiu przypadek? Jak wiele zależy od jednej chwili i postawy drugiego człowieka? Paul Philips znajduje te odpowiedzi bardzo szybko i niestety okazują się one być dość bolesne. Na jego przykładzie zaobserwujemy przemianę człowieka, dowiemy się jakie są emocjonalne następstwa popełnionego czynu, a ostatecznie poznamy finał przygody, która mogła się przytrafić każdemu z nas. Dla pasjonatów ludzkich historii, pozycja godna polecenia.


Scott Spencer „Mężczyzna z lasu”
Ilość stron: 288
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

wtorek, 10 kwietnia 2012

Szczęśliwe dni - Laurent Graff

Wśród tysięcy napotkanych książek, najbardziej cenię sobie te niepozorne. Skromna okładka, niewielki format i to jedno zdanie, które sprawia, że z miejsca mamy ochotę się w nią zatopić. Taka też jest powieść Laurenta Graff’a. Na pierwszy rzut oka książka bardzo depresyjna, bo cóż innego można powiedzieć o fabule skupionej na śmierci i przemijaniu. Tym czasem to, że osiemnastoletni Antoine wykupuje sobie miejsce na cmentarzu, a w wieku trzydziestu pięciu lat przeprowadza się do domu starców, staje się początkiem do dużo głębszych przemyśleń, dalekich od śmiertelnej powagi.

Dekadentyzm głównego bohatera wcale nie jest posępny ani przygnębiający. Wręcz przeciwnie. Jego spostrzeżenia na temat codziennych czynności są proste, a przy okazji bardzo trafne i wielu miejscach okraszone absurdalnością poszczególnych sytuacji. To, że zamieszkał wśród staruszków i postanowił „oddać się” umieraniu nie oznacza, że ten proces rzeczywiście zdominował jego życie. Niewątpliwie Antoine właśnie tego by chciał, ale  jak to w życiu bywa, nie zawsze dostajemy to czego byśmy chcieli, a śmierć też  lubi płatać psikusy. 

Przepadam za czarnym humorem i poruszaniem spraw pozornie zakazanych. Szczęśliwe dni to bardzo specyficzna powieść, która w pełni wkomponowała się w mój gust. Nie wiem czy to dlatego, że jest taka dobra, czy po prostu dawno nie czytałam podobnej historii. Faktem jest, że pochłonęłam ją za jednym zamachem, chociaż starałam się wolno przekładać kolejne strony. Smakowałam każde słowo. Nie spieszyłam się z lekturą. Pozwoliłam aby losy Antoine same się dopełniały. I czuję się nimi w pełni usatysfakcjonowana. 


Laurent Graff „Szczęśliwe dni”
Ilość stron: 128
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5,5/6

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Biały gołąbek z Kordoby - Dina Rubina

Dina Rubina jest jedną z poczytniejszych pisarek rosyjskiego pochodzenia. Mimo, że autorka od wielu lat żyje na emigracji w Izraelu, to nie zapomniała o swoich korzeniach. Taka też jest jej powieść. Biały gołąbek z Kordoby to książka pełna wielobarwnych postaci niczym najlepsza saga rodzinna, a jednocześnie nie brak w niej wątków kryminalnych oraz iście poetyckich opisów.

Zachar Mironowicz Kordobin, to znawca malarstwa, wykładowca Uniwersytetu Jerozolimskiego, a przede wszystkim znakomity fałszerz dzieł sztuki. Obrazów z jego pracowni nie są w stanie odróżnić nie tylko najlepsi światowi eksperci, ale też wymyślny sprzęt komputerowy. Połączenie talentu z porywczym usposobieniem oraz sporą dawką przebiegłości sprawia, iż Kordobin wplątuje się w bardzo ryzykowną rozgrywkę. Chcąc pomścić śmierć najlepszego przyjaciela wchodzi w konszachty z mafijnym półświatkiem, a dotychczas spokojne życie zamienia w walkę nie tylko o sprawiedliwość, ale i własne sumienie.

Biały gołąbek z Kordoby jest powieścią wielogatunkową i niejednoznaczną. Pełno w niej finezyjnych opisów dzieł sztuki, ale też bez trudu doszukamy się obrazów bardziej metaforycznych, bo ilustrujących wspomnienia z czasów II wojny światowej. Osobiście potraktowałam ją jako opowieść o rodzinie. Album przedstawiający sceny z życia rodu Kordobinów oraz osobliwe zdarzenia, które miały bezpośredni wpływ na losy głównego bohatera i sprawiły, że ma on taki a nie inny, stosunek do sztuki.

Powieść Diny to książka, którą warto dawkować i smakować rozdziałami, bo choć te są dość obszerne, to pozwolą w kilku odcinkach zaprzyjaźnić się z bohaterami i przeżyć wraz z nimi wszelkie smutki i radości. Główny trzon akcji dzieje się tu i teraz, w czasach obecnych. Z kolei liczne retrospekcje ukazują nam trudy lat wojennych oraz przybliżają życie przodków Zachary’ego.

Niewątpliwe kulturowe wykształcenie Diny pomogło jej po mistrzowsku opisać malarski świat wielkich artystów, a przy okazji nie pozbawiło go magii i prostoty zrozumiałej dla każdego. Miłośników mocnych wrażeń powieść pewnie nie usatysfakcjonuje, ale tych, którzy cenią sobie niepowtarzalny klimat zadymionych kafejek, serdecznie zachęcam do lektury.


Dina Rubina „Biały gołąbek z Kordoby”
Ilość stron: 560
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rewolucja rocka - Marcin Rychlewski

Jak powstała muzyka rockowa? Które przemiany społeczne stały się impulsem do swoistego buntu i powstania młodych? Jak rozumieć ten gatunek muzyczny oraz ludzi go tworzących? I najważniejsze pytanie: czy rock rzeczywiście jest niszowy i ma ideologiczne przesłanie?

Na te oraz wiele innych pytań stara się odpowiedzieć Marcin Rychlewski - pracownik Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu, a zarazem człowiek zainteresowany związkami pomiędzy literaturą i sztuką awangardową. Jak wiadomo „piosenka musi posiadać tekst”, a każdy tekst to konkretne przesłanie, dlatego pan Rychlewski bada muzyczne korzenie i wyciąga z nich bardzo zaskakujące wnioski. 

Rewolucja rocka jest pracą czysto naukową, a co za tym idzie napisaną specyficznym językiem i o dość wzniosłym toku rozumowania. Rozkładanie muzyki na czynniki pierwsze: semiotyka, terminy pojęciowe, związki kulturowe... sprawiają, że jest to pozycja literacka skierowana w moim odczuciu do bardzo wąskiej grupy odbiorców.

Osobiście jestem fanką tego typu muzyki i od lat wiernie jej towarzyszę, ale niestety nie mogę powiedzieć by ta lektura była dla mnie czystą przyjemnością. Te wszystkie „dwoistości rockowego idiomu” oraz „wpływy przemian technologicznych na wielokodową strukturę rocka” sprawiły, że każda kolejna strona była dla mnie wyzwaniem. 

Jeżeli ktoś studiuje historię muzyki, albo jej socjologiczne uwarunkowania, to z pewnością wiele skorzysta na tej książce. Przeciętny zjadacz chleba, podobnie jak ja, pewnie nie będzie w stanie jej całej w pełni przestudiować, a co za tym idzie, wykorzystać w praktyce zawartych w niej informacji.


Marcin Rychlewski „Rewolucja rocka. Semiotyczne wymiary elektrycznej ekstazy”
Ilość stron: 248
Wyd. Oficynka
Ocena: 3,5/6

sobota, 7 kwietnia 2012

Szybka i prosta joga - Christina Brown

Moje pierwsze skojarzenia ze słowem joga to relaks i wyciszenie. Leżymy sobie na macie, wyginamy ręce, nogi i.... no właśnie, czy coś takiego można nazwać ćwiczeniami? Christina Brown udowadnia, że tak. Co więcej, pokazuje w jaki sposób osiągnąć nie tylko wewnętrzny spokój, ale i uzyskać gibkie oraz wytrzymałe ciało.

Szybka i prosta joga to niepozornej wielkości książeczka, która w przejrzysty sposób wprowadza nas w tajniki ćwiczeń relaksacyjnych. Od krótkiego wstępu czym jest joga, poprzez budowanie właściwego nastawienia, aż do opisów konkretnych lekcji – znajdziemy tu absolutnie wszystko, co każdy początkujący wiedzieć powinien. Zrozumienie poszczególnych kroków oraz prawidłowe wykonanie zadań ułatwiają liczne zdjęcia i instrukcje, a sympatyczny gadżet w postaci magnetycznie zapinanej okładki, umożliwia nam zabranie poradnika w praktycznie każde miejsce na ziemi.

Mnie szczególnie do gustu przypadł zestaw ćwiczeń, które możemy wykonać w pracy, kuchni, a nawet leżąc spokojnie w łóżku. Dzięki temu na zdobycie dodatkowej energii wystarczy 5 minut dziennie, a wygospodarowanie potrzebnej ilości czasu staje się banalnie proste.

Szybka i prosta joga, to uniwersalna propozycja literacka, która zabieganym da chwile wytchnienia, a tym bardziej opornym na wysiłek, zapewni niezbędną dawkę ruchu. Dlatego pozbądźcie się stresów, odzyskajcie siły i bawcie się dobrze :)


Christina Brown „Szybka i prosta joga”
Ilość stron: 128
Wyd. Muza
Ocena: 5/6