wtorek, 1 grudnia 2015

Fynf und cfancyś - Michał Witkowski

"Od pewnego momentu forsa już nic nie dawała, a powyżej pewnego progu wręcz pożerała swojego właściciela, chociaż on był święcie przekonany, że pożera ją".

Fynf und cfancyś wzbudzało kontrowersje nim jeszcze powstało. Wystarczyła świadomość kim właściwie jest ten cały Witkowski, a w zasadzie skojarzenie jego nazwiska z obrazem, by dojść do wniosku, że słodko i łagodnie to na pewno nie będzie.

Dziennikarz, bloger, prowokator - autor znany jest głównie z projektu Fashion Pathology oraz awantury o kapelusz z nazistowskim symbolem, nic więc dziwnego, że w głowie rodzi się od razu pytanie: jak bardzo obrazoburcza będzie jego powieść?

Szokujący w opisach, przykład prosperity lat 90-tych. Tysiące ludzi gnających na zachód, by się szybciej dorobić. Snują marzenia o discmanie i nowych Levisach. Jednym się to udało, o drugich możemy sobie poczytać... Bohaterami książki są Diana i Polak, zwany szumnie Fynfundcfancyś, co ma bezpośredni związek z jego przyrodzeniem. Ona nastoletnia, oddaje się w szaletach, on doświadczony facet zajmuje się bogatszą klientelą. Wałęsają się osobno po ulicach Wiednia, w kryzysowych sytuacjach ratując się jednak nawzajem.

Grono adresatów Witkowskiego będzie mocno okrojone, ale ja bardzo lubię tego typu książki. Od lat kibicuję Marcinowi Szczygielskiemu, jego Berek i Bierki to chyba najciekawsza ilustracja "moherowego beretu" w polskiej literaturze. Michał taki "fajny" niestety nie jest, denerwujące są jego fonetyczno-niemieckie wtrącenia, bo ani to przeczytać ani zrozumieć, doceniam jednak styl i odwagę.

Są tacy bohaterzy, których się nie zapomina. Wbrew pozorom Polak i Diana zostaną we mnie na długo.


Michał Witkowski "Fynf und cfancyś"
Ilość stron: 320
Wyd. Znak
Ocena: 4/6

10 komentarzy:

  1. Nie czytałam, ale mam zamiar. Słyszałam wiele o tej książce kontrowersyjnych rzeczy, Twoja recenzja to potwierdza. Skoro dałaś radę, to i ja dam i przebrnę przez tą trudną powieść :)
    Wtrąceń z niemieckiego nie zrozumiem, może to i lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja edukacja z niemieckiego była długa,ale totalnie nie efektywna - braki w lekturze, jednak nie przeszkadzają ;)

      Usuń
  2. Zapraszam do zabawy w wygrywajce http://popoludniezksiazka.blogspot.com/2015/12/wygrywajka.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  3. Śmieszny tytuł książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to losy niektórych Polaków na obczyźnie ;)

      Usuń
  4. Nie czytałam jeszcze, ale jeżeli gdzieś znajdę - zajrzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzeba przeglądać, bo kupując w ciemno można niestety potem żałować. jak Witkowski jest większość widzi.

      Usuń
  5. Od jakiegoś czasu przyglądam się okładkom zagranicznym, w szczególności książek anglojęzycznych. Kiedy na blogrollu pojawiła się miniaturka Twojego posta z okładką MW, od razu weszłam, żeby napisać, jak dobra i "na światowym poziomie" jest okładka. Brawa dla grafika.
    Nie piszę, że książka przede mną, bo MW to całkiem nie moje literackie klimaty, ale to chyba jedna z lepszych polskich okładek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znak ma ostatnio nosa do dobrych grafików. oby więcej tak oszczędnych, symbolicznych okładek.

      Usuń