19:08
Spowiedź bezrobotnego - Ireneusz Gębski
Obstawiam, że problem ze
znalezieniem pracy, dotknął już każdego z nas. Albo sami nie jesteśmy w stanie
zdobyć żadnej posady, albo narzeka na to ktoś z naszych znajomych. Przyczyna tego stanu
rzeczy, jest mało istotna. Ważne, że przez to nie tylko setki ludzi stanęło
na progu ubóstwa, ale przede wszystkim straciło wiarę we własne możliwości.
To, co w długotrwałym bezrobociu
jest najgorsze, to nie bieda, do której z czasem można przywyknąć, tylko
poczucie bezradności oraz wrażenie, że do niczego się już człowiek nie nadaje.
Ireneusz Gębski w Spowiedzi bezrobotnego
jest naprawdę szczery, jak przy konfesjonale. Opisując swoje przygody nie szczędzi sobie oraz innym słów krytyki, obnażając przy okazji
metody łgarzy, bezczelnie żerujących na cudzym nieszczęściu.
Początek książki wypada średnio,
z uwagi na dużą ilość liczb i suchych faktów, ale kiedy dotrzemy do miejsca, w
którym rozpoczyna się dziennik autora, cała historia zyskuje na przystępności.
Ireneusz parał się dziesiątkami profesji. Od rozprowadzania poradników, bycia
magazynierem, po zbieranie owoców, handel, a nawet organizowanie pokazów
dotyczących pościeli. Sporo miejsca poświęcono pracy w Szwecji,
która od zawsze ma u mnie szczególne względy, stąd książkę czytało mi się
naprawdę dobrze.
Optymizmu w Spowiedzi nie ma za wiele, jednak czuję szacunek dla autora z racji jego odwagi
i determinacji. Pojechać kilka razy w
ciemno do obcego kraju, raz nieomal trafić w ręce tamtejszej mafii, a już na pewno
handlarzy ludźmi, pracować za minimalną płacę po dwanaście godzin dziennie.
Brzmi nieprawdopodobnie, a przecież do dziś, zdaje się to być powszechną normą.
Marna to pociecha, ale finał
historii pozostaje otwarty. Czy Ireneusz znajdzie w końcu stałą posadę, a może
po latach na obczyźnie znowu dokądś wyjedzie? W walce o lepsze jutro trzeba mieć wiele samozaparcia,
bo jeżeli sami o siebie nie zadbamy, nikt inny za nas tego nie zrobi.
Ireneusz Gębski „Spowiedź
bezrobotnego”
Ilość stron: 454
Wyd. Novae Res
Ocena: 4,5/6
