piątek, 22 lutego 2019

Szczury Wrocławia - Robert J. Szmidt

Sierpień 1963 roku. Zaraza zmienia ludzi w krwiożercze bestie. Władza ludowa ukrywa się w bunkrach, a to znak, że dzieje się naprawdę źle. Zakład Karny nr 1 ma się na ten czas zamienić w niedostępną twierdzę chroniącą strażników i ich rodziny, tudzież  masowy grób, jeśli w krążących plotkach jest choć ziarno prawdy. 

Tym czasem wypuszczeni na wolność przestępcy biorą los w swoje ręce. Mając na koncie liczne morderstwa i rozboje, zdają się być świetnie przystosowani do panujących obecnie warunków. Jednym z nich jest Fabian Sprycha, bezwzględny zabójca i kanibal, który zrobi wszystko, by ludzie mu podobni objęli władzę nad Wrocławiem.

Robert J. Szmidt stworzył powieść, która stylem i klimatem jest niesamowicie komiksowa, a wrażenie to potęgują rysunki przeplatające się tu i ówdzie z tekstem. Nowe jest też spojrzenie na tematykę zombie, bo tak naprawdę to nie one odgrywają tu najgorszą rolę. Prawdziwymi potworami stają się ludzie i to ich, a właściwie uwolnionych skazańców, należy się wystrzegać.

Szczury Wrocławia. Kraty to drugi tom serii Roberta J. Szmidta. Pierwszego nie miałam okazji poznać, jednak ten zostawia za sobą dobre wrażenie. Na pewno książka zyskałaby jeszcze więcej, gdyby była mniej obszerna, a przez to szybsza i bardziej zwięzła, ale rozumiem chęć dokładnego nakreślenia tła. Autor napracował się nad Wrocławiem i podobno bardzo wiernie oddał stan miasta z tamtego okresu.

Niby jest to horror i niby są tu hordy zombie, a wyraźnie czuć, że w historii chodzi o coś więcej. Na pierwszy plan wysuwa się panika i ludzie postawieni na krawędzi. To, jak radzą sobie ze strachem oraz próbują podjąć decyzje w ekstremalnych warunkach.

Brawurowa i drastycznie prawdziwa, zarówno jeśli chodzi o ograny wewnętrzne wyciągane na zewnątrz, jak i ludzką psychikę. Polecam, nie tylko fanom ożyłych.


Robert J. Szmidt "Szczury Wrocławia"
Ilość stron: 544
Wyd. Insignis
Ocena: 4/6

środa, 20 lutego 2019

Kobiety z bloku 10 - Hans Joachim Lang

Kobiety z bloku 10 to jedna z tych książek, których nie wypada i nie można oceniać. Nie da się wartościować ludzkiego cierpienia. Można jedynie podkreślić starania autora o to, by być dokładnym i uważnym.

"Tu jest Birkenau. I tu są tylko dwie kategorie ludzi – martwi albo żywi, trzeciej nie ma. I jeszcze jedno chcę wam powiedzieć: żywi zawsze będą tu zazdrościć martwym”.

Hans Joachim Lang losy przytoczonych tu kobiet traktuje całościowo. To opowieść o ich wcześniejszym i późniejszym życiu, o drodze do obozu oraz kontraście między tym, co im obiecywano, a co zgotowano. Opis historii powstawania budynku, znanego także jako „medyczny oddział doświadczalny”, pierwsze eksperymenty oraz cierpienie z nimi związane.

Co jednak należy podkreślić - autor uniknął drastycznych opisów. Nie jest to książka nastawiona na szokowanie, ani zbytnią dosadność, więc z tego powodu nie obawiajcie się lektury. Cała jej groza rozbrzmiewa w przytoczonych wypowiedziach osadzonych, objawia się w zamysłach lekarzy i atmosferze. Jedyne czego mi szkoda to, że język Langa jest tak bardzo oficjalny i sprawozdawczy, naszpikowany nazwiskami, danymi statystycznymi, co w dłuższej perspektywie spowalnia lekturę i sprawia, że książka staje się niej plastyczna.

"Ta książka nie została pomyślana jako obowiązkowa lekcja moralności, trudno bowiem nadać cierpieniu kobiet z bloku 10 jakikolwiek sens. Aby potwierdzić fundamentalne prawa człowieka i etykę lekarską, nie potrzeba takich miejsc jak obóz śmierci, a prawa człowieka nie muszą wywodzić swych kryteriów etycznych z negacji zła. Sens cierpienia tych kobiet wynika przede wszystkim z tego, że, podobnie jak wszystkie ofiary zbrodniarzy nazistowskich, nie mogą zostać zapomniane".

Raz za czas warto przeczytać coś, co jest dużym wyzwaniem, co zmusza nas aby się zatrzymać i pomyśleć. To jedna z takich książek.


Hans Joachim Lang "Kobiety z bloku 10"
Ilość stron: 400
Wyd. Marginesy
Ocena: ---

niedziela, 17 lutego 2019

Nie jestem potworem - Carme Chaparro


Trzech chłopców w tym samym wieku, niemal identycznych z wyglądu, porwanych w tym samym centrum handlowym, dwóch w odstępie czterech dni. Czy to przypadek? Czy może porywacz, który dwa lata temu uprowadził stąd Nicolasa, znowu jest na wolności? 

Ana Arèn, nadinspektor madryckiej policji, otrzymuje zadanie aby wyjaśnić tę sprawę. Ma ona dla niej podwójne znaczenie - chce odszukać winnego, ale jeszcze bardziej ocalić chłopców, ponieważ jednym z porwanych jest syn jej przyjaciółki. 

Nie jestem potworem to książka wielowymiarowa i bardzo uniwersalna. Z jednej strony nastawiona na tanią rozrywkę, jaką po prostu funduje nam thriller, a z drugiej obrazująca współczesny świat przestępczości oraz fakt, że znaczna jego część funkcjonuje aktualnie w sieci. Nie wiem na ile wykorzystane tu technologie są zgodne z prawdą, jednak nie zmienia to faktu, że na wielu forach i stronach dzieje się wiele złych rzeczy. Umiejętność łączenia faktów, a przede wszystkim współpraca, to jedyna szansa, aby kogoś ocalić. 

Ana, Javier i genialny Joan, dzielnie stawiają czoła wszelkim trudnościom, ale postacią, która najsilniej utkwiła  w mojej pamięci jest leciwa Laura oraz jej lekarski biznes - babcia w książce pojawia się na krótko, ale wrażenie robi spore.

Ciekawa, miejscami może trochę nazbyt skomplikowana, ale ważne, że trzymająca w napięciu. Jak na debiut jest całkiem nieźle, a chodzą słuchy, że ma powstać z tego seria. 


Carme Chaparro "Nie jestem potworem"
Ilość stron: 384
Wyd. Muza
Ocena: 4/6

sobota, 16 lutego 2019

Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego - Caleb Wilde

Okładka jest piękna. Stonowana, klimatyczna... Nie gorzej wypada też opis, tylko że mało ma on wspólnego z tym, co znajduje się w środku.

Czekałam na tę książkę, wyobrażałam sobie narrację w stylu Mary Roach. Że poznam zakład pogrzebowy od strony jego właściciela. Proces balsamacji ciała, przygotowania obrządku, rzeczy interesujące lecz owiane delikatnie tabu.

Co ostatecznie dostałam? Spowiedz gościa, który usiłuje wyrwać się z depresji. Tajników pracy przedsiębiorcy pogrzebowego jest tu jak na lekarstwo. Czytasz jego opowieść o dorastaniu, fragment, gdzie mały Caleb podejrzał dziadka w masce, rękawicach i ochronnym kombinezonie i szukasz z nadzieją zdań, które zdradzą coś więcej. Drzwi się jednak zamykają, a Wilde przechodzi do kolejnych wspominek z młodości. 

Wyznania to nie opowieść o zakładzie, ale proces terapii człowieka pogrążonego w depresji i podejmującego próby samobójcze. Książka o śmierci w różnych nurtach filozofii i jej postreganiu współcześnie. Przypadek, że napisał ją człowiek z tej a nie innej branży, bo do swojego fachu odnosi się nie wiele, jeśli chodzi o konkretne procedury.

Zawiodłam się ogromnie, bo nie tak reklamuje się książkę w mediach. Pierwsze rozczarowanie roku. Nuda.


Caleb Wilde "Wyznania przedsiębiorcy pogrzebowego"
Ilość stron: 290
Wyd. Znak
Ocena: 2/6 (za złudne nadzieje)

środa, 13 lutego 2019

Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza - Dominik Szczepański


"Dotarł na szczyt.
 Po siedmiu latach od chwili, kiedy po raz pierwszy zobaczył Nangę. 
10 lat po swojej pierwszej zdobytej górze. 
25 lat po tym, jak znalazł się na samym dnie".

Człowiek, o którym rok temu mówił cały świat. Pasjonata, linoskoczek, włóczęga, blacharz...
Tomek Mackiewicz, jedna z ofiar alpinizmu. Pozostał tam, gdzie jego serce biło najmocniej - w górach. Mało kto wie, że przed laty zmagał się z uzależnieniem. Aby podróżować imał się wszystkiego w kraju oraz za granicą, pracował fizycznie, żył na kredyt. 

Wyprawy wybijały rytm jego życia.Tak naprawdę, to co się działo między jednym wspinaniem a drugim, było mniej istotne niż sama podróż. Kochał rodzinę, jednak bez gór wszystko traciło sens.

Czapkins to historia opowiedziana ustami tych, którzy znali go najlepiej. To cytaty z wywiadów przeprowadzonych z Tomkiem. Relacje z licznych wypraw. Wyobrażam sobie, jak ciężko musiało się Szczepańskiemu to wszystko zbierać i pisać. Nie dać się porwać sentymentalizmowi, a rzeczowo i wiarygodnie opowiedzieć o kimś, kogo już z nami nie ma. Kto zadziwiał, do swoich działań zawsze dopisywał wyższy cel, pracował na rzecz innych, ale i miał bardzo trudną osobowość.

Moim zdaniem udało się to znakomicie. Książka jest równie dobra, co "Spod zamarzniętych powiek" Adama Bieleckiego. Niesie ze sobą ten sam ładunek, tak samo wbija człowieka w ziemię. Jedyna szkoda to, że nie została opowiedziana w pierwszej osobie, że Tomka już nie ma.


"Stanąć wobec niemożliwego oznacza, być może, zmierzyć się z tym wewnętrznym spustoszeniem i spróbować je uporządkować. Zaakceptować siebie. Wydorośleć. Przezwyciężyć lub ograniczyć się, to zależy. Powtórzenie wspinaczki dla czystej przyjemności jej powtórzenia i w poczuciu samotności w świecie z dala od wszystkiego i od wszystkich, tak jak to robią Tomek i Élisabeth, stanowi kwintesencję alpinizmu i to jest to, co prawie wszyscy miłośnicy gór robią w naszym małym świecie. Nie są szaleńcami, są marzycielami. Prawie każdy z nas wchodzi na szczyt góry – nieważne, małej czy dużej – nie po to, by być pierwszym lub czuć się lepszym od innych, lecz po to, by czuć się żywym, wolnym. Szczęśliwym".

Takich książek nie ma sensu polecać, bo ich znajomość to właściwie obowiązek. Kupić, przeczytać, wziąć sobie do serca. Zrozumienia nie wymagam, bo sama nie potrafię pojąć podejmowania tak wielkiego ryzyka, za to szanuję oraz podziwiam za konsekwencję i determinację.

Wielka osobowość i mocna historia - znakomita robota Panie Szczepański.

Dominik Szczepański "Czapkins. Historia Tomka Mackiewicza"
Ilość stron: 400
Wyd.Agora
Ocena: 5,5/6