poniedziałek, 24 czerwca 2019

Wisząca dziewczyna - Jussi Adler-Olsen

Departament Q wyrusza na Bornholm. To tam jeden z oficerów, dokładnie w dniu przejścia na emeryturę, odbiera sobie życie na oczach zgromadzonych kolegów. Jego decyzja ma bezpośredni związek ze sprawą, która przez ostatnie lata nie dawała mu spokojnie spać, mowa tu śmierci siedemnastoletniej dziewczyny, której ciało zostało znalezione na drzewie. Co więcej, syn policjanta na wieść o tym, co się stało, również popełnia samobójstwo. Carl, Rose i Assad, choć bez przekonania, postanawiają ruszyć tym tropem.

Wisząca dziewczyna to kryminał, który potrzebuje czasu, aby nas do siebie przekonać. Pierwsza połowa szła mi bardzo opornie - nie wiem czy to przez retrospekcje i wbrew pozorom, nudnawe nawiązania do sekty czy też to wina obecności Rose, której szczerze mówiąc po prostu nie lubię. Na szczęście Jussiego cały czas trzyma się czarny humor, więc czego nie dograła akcja, dopowiedzieli bohaterzy.

Generalnie trzeba nie lada wyobraźni by tworzyć tak rozbudowane i wielowątkowe zagadki. Adler zadziwia mnie za każdym razem, gdy sięgam po jego książki. Pisarz dawkuje napięcie stopniowo, lubi wodzić czytelnika za nos, zaskakuje. Wisząca dziewczyna to kolejny dowód jego szerokich zainteresowań i umiejętności. Nie jest to moja ulubiona książka jego autorstwa, ale z niecierpliwością czekam na następne.


Jussi Adler-Olsen "Wisząca dziewczyna"
Ilość stron: 496
Wyd. Sonia Draga
Ocena: 4/6

sobota, 22 czerwca 2019

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót - Stefan Darda

"Jeśli do stu dni nie wrócę, wiedzcie, że spokojnym jak morze - nie miałem pojęcia, co oznaczały te słowa. Wiedziałem natomiast, że skończyło się dla mnie pożegnanie, a rozpoczął czas żałoby".

W dniu wyjścia z więzienia Jakub dostaje przykrą wiadomość - jego wuj, ostatni członek rodziny na którego mógł liczyć, odebrał sobie życie wyskakując z okna. I choć jego ręce były wiązane, policja nie ma wątpliwości, że śmierć była samobójcza. Świadczy o tym zamknięte mieszkanie oraz pożegnalny list pozostawiony na stole. Tylko, że list, tak dokońca odejścia wcale nie sugeruje. To raczej zaszyfrowana informacja, nawiązująca do pewnego magicznego przedmiotu. 

Stefan Darda to jeden z najciekawszych, rodzimych autorów grozy. Uwielbiam aurę tajemniczości, która towarzyszy wszystkim jego książką oraz to, jak sprawie łączy ze sobą światy magiczne z dobrze znaną nam codziennością. Nie inaczej jest w Przebudzeniu, choć tu historia dopiero się zaczyna i jeszcze trudno ocenić, w jakim kierunku się rozwinie.

Przebudzenie zmarłego czasu to opowieść o niesprawiedliwości i krzywdzie, jaką wyrządza plotka. Rzecz o agresji, o nowym początku, a także o słowiańskim amulecie - przemyskiej gemmie, który istnieje naprawdę i od lat krążą na jego temat niesamowite pogłoski.

Jestem zaintrygowana. Zobaczymy jak seria rozwinie się dalej.


Stefan Darda "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót"
Ilość stron: 320
Wyd. Akurat
Ocena: 4/6

środa, 19 czerwca 2019

Ale z naszymi umarłymi - Jacek Dehnel

"Problem z pogranicza nielegalnej emigracji i metafizyki".

Powieść oparta na absurdzie, bo jak inaczej nazwać można hordy nieumarłych, kroczących w stronę Wawelu. Tak moi drodzy, w najnowszej powieści Jacka Dehnela, ciała powstają w grobu, ale nie po to aby siać śmierć oraz zniszczenie, tylko po to by iść, iść w bliżej nieznanym celu. 

Gdy początkowy szok ustępuje miejsca ciekawości, daje o sobie znać polska żyłka do interesów. Atrakcja turystyczna, potencjalni nowy wyborcy, cóż biznes jest biznes, nawet ten trupem lekko śmierdzący. 

Obraz dopasowywania się społeczeństwa do nowej rzeczywistości, a właściwie próba ukazania, jak przekuć na swoje, to co aktualnie dzieje się w państwie. Zarówno partie polityczne, jak i ruchy religijne, może nie od razu, ale jednak i tak zaczynają kreować swoje programy, żeby zjednać sobie nowych wyznawców. Dehnel świetnie to ilustruje i myślę, że za sprawą zombie, obnaża wiele współczesnych problemów.

"Wydawało się, że nie ma już słów, których nie dałoby się, czy choćby nie wypadało wypowiedzieć, tez, których nie sposób postawić, obelg i skarżeń, które nie mają prawa paść publicznie".

Ale z naszymi umarłymi to tylko pozornie opowiastka rodem z fantasy. Po wcześniejszym spotkaniu z Krivoklatem, pamiętałam Jacka Dehnela, jako autora powieści trudnych i wymagających skupienia. Tym razem stwierdzam, że potrafi on w bardzo humorystyczny i zdystansowany sposób, opisywać skomplikowane społeczne relacje, a przy okazji po prostu umilać czas. 

Zaskakująca, nietuzinkowa, oryginalna lektura.


Jacek Dehnel "Ale z naszymi umarłymi"
Ilość stron: 304
Wyd. Literackie
Ocena: 4,5/6
Premiera: 19 czerwca 2019 r.

wtorek, 18 czerwca 2019

Matka - S.E. Lynes

Kim jest matka? Czy tą która nas wychowała? Urodziła? A może w pewnym momencie, po prostu pokochała? Gdzie leżą granice matczynej miłości i jak wiele w imię tego uczucia, jesteśmy w stanie zrobić?

Christopher od zawsze czuł wokół siebie coś, jak gdyby pętlę, zaciskającą się, gdy tylko pozwalał swoim myślom, swobodnie odpłynąć. Dziś już wie, że wszystko przez to, że za dziecka został adoptowany. I choć rodzina nigdy nie dała mu odczuć, że jest inny, on mimo wszystko izolował się od bliskich. Dziś w dniu osiemnastych urodzin wypełnił dokumenty i rozpoczął swoją podróż. Drogę do poznania historii, a może raczej do zatracenia się w marzeniu...

Jak pisze sama autorka, Matka to książka o głębokiej potrzebie przynależności i świadomości tego, kim się jest. Myślę, że śmiało można to też nazwać książką o obsesji, o pragnieniu, które zaślepia zdrowy rozsądek oraz prowadzi do tragedii.

S.E. Lynes genialnie snuje swoją opowieść. Właściwie biorąc książkę do ręki, spodziewałam zupełnie innej historii niż ta, która w finale się wyłoniła - jednak zmiana ta wypada, wyłącznie na jej korzyść. Osobowość Christophera, jego myśli, czyny... Cały rys tej postaci, to jak powoli wnikamy w jego psychikę - tego nie da się opisać, to po prostu trzeba odczuć.

Matka to powieść będąca dla mnie wielką niespodzianką. Fascynuje, przeraża, osacza historią.

S.E. Lynes "Matka"
Ilość stron: 324
Wyd. Vesper
Ocena: 4/6

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Moje przyjaciółki z Ravensbrück - Magdalena Knedler

 

Pierwsze, co rzuca się w oczy, w przypadku tej książki to okładka. Piękna, symboliczna... idealnie współgrająca z jeszcze piękniej opisaną treścią.

Moje przyjaciółki z Ravensbrück to fikcja, ale oparta na faktach i zeznaniach prawdziwych więźniarek. Maria, Sabina, Bente i Helg - silne, walczące kobiety, które mimo okrucieństwa wojny, nie zapomniały o swoim człowieczeństwie. Poddawane eksperymentom i zmuszane do nadludzkiej pracy, jeszcze bardziej wspierały siebie na wzajem, a przede wszystkim dałby o to, co zawsze przyniosło im ukojenie, czyli o sztukę.

Magdalena Knedler to tuż koło Patrycji Pelicy (Wszystkie kolory życia), rodzima pisarka, która oczarowała mnie słowem. Tej magi nie da się opisać, a przynajmniej ja tego nie potrafię. W ich książkach się tonie i przepada z kretesem. Dotykają one spraw trudnych, ostatecznych, okrucieństw, którym nikt nie zaprzeczy, a mimo to gdzieś tam w środku zawsze pozostaje nadzieja.


Magdalena Knedler "Moje przyjaciółki z Ravensbrück"
Ilość stron: 432
Wyd. Mando
Ocena: 5,5/6