Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
wywiad z Przemysławem Borkowskim, autorem Hotelu Zaświat

10:16

wywiad z Przemysławem Borkowskim, autorem Hotelu Zaświat

Niedawno wspominałam Wam o książce Przemysława Borkowskiego Hotel Zaświat, która zrobiła na mnie bardzo pozytywnie wrażenie. Dziś dzięki uprzejmości wydawnictwa Oficynka, mam dla Was krótki wywiad z autorem. Myślę, że kto się jeszcze waha czy sięgnąć po lekturę, zostanie przekonany osobowością Pana Przemka. Dlatego usiądźcie wygodnie i posłuchajcie, skąd w ogóle wziął się pomysł na tę historię...

* * * 

Twórca kabaretowy, poeta, absolwent polonistyki – tak definiują Pana strony internetowe, a jak opisał by Pan samego siebie?

Metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu, blondyn, niebieskie oczy. Uzależniony od pisania. W pracy się z niego śmieją.
 
Właśnie, praca i pisanie. Da się pogodzić ze sobą te role? Nie ma Pan wrażenia, że z powodu licznych zajęć, coś Panu umyka?

Życie składa się z wyborów. Gdy wybieramy jedną możliwość, inne nam umykają. Ważne, by wybierać te właściwe. U mnie na pierwszym miejscu zawsze jest rodzina, potem kabaret, bo to moja praca, a pracę – zwłaszcza taką, którą się lubi – należy szanować, a pisanie niestety na końcu. To dobra kolejność mimo tego „niestety”.

Widać, że szeroko pojęte „słowo” od lat jest dla Pana ważne i bliskie. Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem, występami?

Moja „przygoda” z pisaniem zaczęła się, tak jak pewnie u większości ludzi, którzy się tym zajmują – od czytania. W dzieciństwie i w młodości pochłaniałem książki wręcz kompulsywnie. I w pewnym momencie pojawiła się u mnie myśl, że ja też tak chcę, że też chcę pisać. I że we wszystkich tych książkach, które czytałem – a niektóre przecież były wspaniałe – nie ma tego czegoś, czegoś dla mnie bardzo ważnego, co tylko ja mógłbym opisać. Wtedy zacząłem próbować „to coś” opisać.
Kabaret był zaś poniekąd tego niespodziewaną konsekwencją. Poszedłem na polonistykę, bo myślałem, że tam nauczą mnie, jak pisać książki. Tego akurat mnie nie nauczyli, musiałem się nauczyć tej sztuki sam, ale w zamian za to poznałem na studiach kilku fajnych gości, z którymi założyliśmy kabaret.

Skąd wziął się pomysł Hotelu Zaświat?

Pomysł wziął się można powiedzieć z życia i to z życia w jego niezbyt przyjemnym, paskudnym przejawie. Kilka lat temu w mojej rodzinnej miejscowości popełniono dość makabryczną zbrodnię. Ta właśnie zbrodnia stała się punktem wyjścia mojej powieści.

Muszę przyznać, że książka jest dość osobliwa, w szczególności podobało mi się, że balansuje na granicy powieści grozy i obyczaju. Czy prywatnie też lubi się Pan bać?

Nikt się chyba nie lubi bać, jeśli powód tego strachu jest prawdziwy i może nam realnie zagrozić. Co innego film albo książka. Taki strach, właśnie dlatego, że wiemy, iż nie ma rzeczywistego podłoża, może być nawet dość przyjemny.  Już dzieci lubią, gdy się je straszy. Śmieją się wtedy, zamiast płakać. Ja też lubię czasami obejrzeć horror. Zwłaszcza gdy jedziemy z moim kabaretem busem, często włączamy sobie taki film, po części dlatego, że w takiej, pędzącej po Polsce sali kinowej, dość kiepsko się sprawdzają filmy Bergmana. Ale tak naprawdę bardziej mnie chyba w literaturze pociąga tajemniczość niż groza. Choć z drugiej strony często chodzą one ze sobą w parze.

A jak Pan ocenia swoje dziecięce lata? Czy w rodzinnym mieście można zaobserwować podobne zmiany, jak te dostrzeżone przez Krzysztofa, bohatera książki?

Chyba niestety trochę tak. Gdy przyjeżdżam teraz do swojej rodzinnej miejscowości, często mam takie same odczucia, jak bohater „Hotelu Zaświat”. Nikogo już tam nie znam, wszystko wydaje mi się jakieś pozarastane, coraz bardziej obce. To dość smutne. Być może moja książka jest jakąś próbą pożegnania się z tamtymi krajobrazami.

Pewnie trudno to ze sobą porównać, ale co sprawia panu większą przyjemność – pisanie książek, występy na scenie, tworzenie felietonów?

Największą przyjemność sprawia mi niewątpliwie pisanie. Gdy zamykam się w swoim pokoju z filiżanką mocnej kawy i zasiadam do pisania, czuję się, jakbym był dokładnie w tym miejscu, w którym być powinienem. Ale występy też są strasznie przyjemne. Gdy widzisz, jak po twoim tekście kilkaset albo i kilka tysięcy osób kładzie się ze śmiechu, to jest to niezwykłe uczucie, nieporównywalne z niczym. Obie te rzeczy w każdym razie uzależniają. Jestem więc można powiedzieć podwójnie uzależniony. I bardzo mi z tym dobrze.

Ostatnio coraz więcej mówi się o „blogowych” recenzentach. Zdarza się Panu odwiedzać takie strony?

Tak i to coraz częściej. Zwłaszcza, gdy szukam informacji o swojej własnej książce. Ale także wtedy, gdy zastanawiam się, czy warto zainwestować czterdzieści złotych, nie mówiąc już o czasie, w jakąś nowość literacką, o której jeszcze nic pewnego nie wiem.

Amatorzy wyprą w rezultacie zawodowców?

Tak, jeśli sami staną się zawodowcami. Myślę zresztą, że ten proces powoli postępuje. Znam człowieka, który utrzymuje się z bloga, na którym zamieszcza recenzje teatralne. Komputer jest obecnie pierwszym miejscem, w którym szukamy informacji o świecie. Czy chodzi o przepisy kulinarne, porady zdrowotne, czy właśnie o recenzje książek, filmów i spektakli teatralnych – pędzimy najpierw do komputera.

Kontakt z czytelnikami to istotna sprawa dla chyba każdego autora. Czy w najbliższym czasie można się z Panem gdzieś spotkać?

W najbliższym czasie nic niestety nie planuję. Ale może po wakacjach się coś ruszy.

Czego możemy się spodziewać po kolejnej książce Przemysława Borkowskiego? Były już gangsterskie opowiadania, historia grozy... Czym tym razem zechce nas Pan zaskoczyć?

Kończę już kolejną powieść i tym razem nie będzie to ani thriller, ani kryminał, ani powieść grozy, tylko melodramat, powieść o miłości. Jej akcja dzieje się w Warszawie, bohaterami są dwie kobiety i mężczyzna, których łączy dość pokręcona, trójkątna relacja. Jest jeszcze pewna tajemnica z przeszłości, która wpłynie na ich losy.  Jeśli więc jest to thriller, to thriller emocjonalny, a groza wynika w nim z samego faktu istnienia. Polecam, bo wydaje mi się, że wyszło z tego coś naprawdę fajnego.


                Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę kolejnych, artystycznych sukcesów.

Wywiad z Izabelą Degórską, autorką Pamięci Krwi

19:47

Wywiad z Izabelą Degórską, autorką Pamięci Krwi

Izabela Degórska to osoba o wielu talentach oraz rozległych zainteresowaniach. Dotychczas pracowała między innymi jako: dziennikarka telewizyjna, twórczyni scenariuszy do seriali telewizyjnych, producentka teledysków, a nawet autorka bajek dla dzieci. Teraz postanowiła stawić czoła wampirycznym kanonom i napisać o nich pierwszą polską powieść z prawdziwego zdarzenia. Do premiery Pamięć krwi zostało jeszcze kilka dni, a tym czasem, żeby umilić sobie okres oczekiwania, zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z autorką.  

 
>> Dziennikarstwo i pisarstwo to z pozoru bliźniacze dziedziny, które jednak dużo się od siebie różnią. Jak narodził się u Pani pomysł na twórczość literacką?

Od zawsze coś wymyślałam. Najpierw były to wiersze, potem piosenki. W pewnym momencie zaczęłam pisać fantasy i bajki. A dalej samo już poszło.
 
>> A co Panią inspiruje i jak wygląda proces twórczy?

Inspiracją jest czasem jakieś skojarzenie, zasłyszana historia lub sugestywny sen. Mam też folder w komputerze, w którym archiwizuję ciekawostki z internetowych witryn informacyjnych. Rzeczywistość bywa bardziej zaskakująca od ludzkiej wyobraźni.
W przypadku PAMIĘCI KRWI jedną z inspiracji były docierające do mnie różnymi kanałami opowieści o przepastnych podziemiach rozciągających się pod Szczecinem. Miasto pod miastem wydało mi się idealnym tłem do wydarzeń niezwykłych i tajemniczych.
Sam proces twórczy jest bardzo przyjemny, zwłaszcza kiedy piszę powieść. Mogę sobie wtedy poszaleć i nie muszę dumać, czy dana postać, czy scena jest niezbędna. W scenariuszach nie ma tak dobrze – pisanie przypomina tworzenie misternej konstrukcji, co wymaga wiedzy i sporej dyscypliny. A właśnie swoboda twórcza, to jest to, co tygryski lubią najbardziej. :)

>> Dość powszechnie mówi się, że Polacy nie mają smykałki do tworzenia horrorów. Dlaczego postanowiła się Pani zmierzyć właśnie z tym, dość niełatwym gatunkiem?

Naprawdę tak mówi się o polskich horrorach? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Co do mojej powieści, to świat wampirów trudno ująć w inny gatunek literacki. Chociaż, teoretycznie, mogło być romantycznie i przy świecach.…
Sam horror nie jest mi obcy – opublikowałam wcześniej dwa opowiadania w turpistycznych, dość mrocznych klimatach (Magazyn Fantastyczny). Groza, która dotyka ludzkiej natury jest bardzo powabna literacko.

>> Obecnie rynek przepełniony jest powieściami opowiadającymi o losach wampirów. Co było powodem, że zdecydowała się Pani właśnie na takich bohaterów?

No tak, wydało się. Nie pomyślałam. Powinnam była napisać o aniołach, wiedźmach, albo wilkołakach. A tak serio, to brakowało mi „wampirów w Polsce” - takich z krwi i kości. 
No i szczerze mówiąc, kiedy pochłania mnie projekt, „nie decyduję się” na bohaterów. Tylko z pozoru mam wpływ na to, jacy są i co zrobią. Mogę sobie "w przerwie" wymyślać różne rozwiązania, a potem i tak dzieje się to, co ma się dziać. Moja rola jest dość ograniczona. Jeśli w historii moich bohaterów pojawia się mroczna przeszłość lub dramatyczne wydarzenia - podążam za nimi na tyle, na ile mi starcza "pary w palcach".

>> Trudno nie dostrzec kilku podobieństw między Panią a Mileną, czy jest to pewna forma alter ego?

Nie sądzę. Główna bohaterka jest dziennikarką, a ja mam za sobą 10 lat ganiania z mikrofonem – i niestety to wszystko, co śliczna Lenka ma ze mnie... No tak, jest jeszcze równie zgryźliwa i ironiczna. :)

>> Przyznam się, że losy Mileny i Darka bardzo przypadły mi do gustu. Jest szansa na ich kontynuację?

Cieszę się, że się podobało. A co dalszego ciągu - wszystko się może zdarzyć. To co było najbardziej pracochłonne – stworzenie świata, w którym rozgrywa się powieść, już za mną.

>>Na Pani stronie internetowej można przeczytać kilka scenariuszy sztuk teatralnych. Czy można je w tej chwili gdzieś zobaczyć na dużej scenie i jak narodziła się współpraca z teatrem? 

Moja współpraca z teatrem zaczęła się od konkursu na sztukę dla dzieci. Byłam laureatką takiego konkursu w 2001 roku. W efekcie tekst został wydrukowany w antologii i bardzo szybko trafił na scenę. Ostatnia premiera miała miejsce pod koniec kwietnia tego roku, w Katowicach. Tam, w nowym sezonie, zapewne pojawi się jeszcze moja BAJKA O SZCZĘŚCIU. Gdzie poza tym? Nie wiem, trzeba poczekać na wrześniowy repertuar. Odbyło 12 premier moich sztuk i niektóre teatry wciąż je grają.

>> Patrząc na Pani dorobek artystyczny widać mnogość zainteresowań. Co innego Panią pasjonuje prócz pisania. Jakieś hobby?

Kiedy mam czas - czytam, z uwagą śledzę informacje z dziedziny astronomii, nauki i medycyny, chodzę do teatru (najczęściej... lalkowego), oglądam filmy (ze szczególną przyjemnością w najstarszym kinie świata, które mieści się w Szczecinie). Czasem uczestniczę w jakimś wyczerpującym projekcie, np. w nagrywaniu psychodelicznego teledysku. No i mam swoje tajemnice, których nie zdradzę.

>> A jaką książkę lub film mogłaby Pani polecić naszym czytelnikom?

Polecam nieśmiertelny FOLWARK ZWIERZĘCY Georga Orwella, za mądrość, HOBBITA Tolkiena – za humor, no i jeszcze CIEŃ KATA Gene Wolfea. Wiem, że to starocie, ale bardzo je lubię.

>> Premiera książki zbiega się z rozpoczęciem wakacji, dając tym samym czytelnikom ciekawą lekturę na wolne chwile. Ma Pani już jakieś urlopowe plany, czy może najbliższe tygodnie zostaną poświęcone na promocję książki?

Planuję kilka krótkich wypadów urlopowych. Zbieram się też, żeby skończyć pewną komedię. Co do promocji książki, to jest to pytanie do wydawnictwa.

>> Gdzie w najbliższym czasie można się z Panią spotkać, jakieś wieczory autorskie?

Och, na to chyba muszę sobie najpierw zasłużyć. Dziś można do mnie jedynie wysłać e-maila. Wygooglować nazwisko, zajrzeć na moją stronkę i kliknąć w zakładkę KONTAKT. Odpowiadam, jeśli tylko mam dostęp do komputera.

>> Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu i życzę dalszych sukcesów.

Dziękuję również. I pozdrawiam miłośników horroru!


Wywiad został zrealizowany dzięki serwisowi Kostnica.
Wywiad z Agnieszką Fibich autorką Requiem dla Tancerki

20:29

Wywiad z Agnieszką Fibich autorką Requiem dla Tancerki

Dzięki serwisowi Kostnica, miałam wczoraj okazję zostać autorką pytań zadanych pani Agnieszce Fibich. Autorce nie tak dawno zachwalanego u mnie Requiem dla tancerki. Była to moja pierwsza aktywność w tym kierunku, ale mam nadzieję, że zagadnienia nudne i  nijakie udało mi się ominąć... Wszystkich zainteresowanych zapraszam do lektury :)  


Varia: Kryminał nie był dotychczas szczególnie lubianym przez kobiety gatunkiem literackim. Skąd pomysł by samemu zacząć je pisać?

Agnieszka Fibich: Zaczęłam od wierszy, krótkich opowiadań, zaczęłam pisać powieść... okazało się, że ma wątek sensacyjny. W efekcie powstał kryminał, potem drugi. Taka naturalna ewolucja :-) Tutaj zmuszona jestem dodać, że fascynuje mnie wszystko, co tajemicze i nieodgadnione; kryminały to mój ulubiony gatunek.

Varia: Nie jest tajemnicą, że Francja od lat Panią fascynuje. Tym samym nasuwa się pytanie czy zachowania paryskiej części bohaterów Requiem dla tancerki, np. problemy z naszymi nazwiskami, były zaczerpnięte z pani osobistego doświadczenia?

Agnieszka Fibich: Jako dziecko pobierałam lekcje języka francuskiego. Udzielała mi ich cudowna starsza pani, która przed wojną studiowała na Sorbonie. Nasze spotkania okraszone były niesamowitymi historiami zaczerpniętymi z jej życia (a może z wyobraźni?). Kiedy pierwszy raz znalazłam się w Paryżu, w Polsce była głęboka komuna, smutek, strach i szarość. A tam, barwne miasto tętniące życiem, uśmiechnięci ludzie żyjący na dużym luzie, zabawa, radość, gwar... Nie można było się nie zakochać.
Później moje życie zawodowe dało mi wiele okazji do podróżowania po Francji, poznania wielu ludzi, zrozumienia tego, jak patrzą na świat i na nas, Polaków. Niektóre spostrzeżenia umieściłam w moich powieściach.

Varia: Swoją przygodę z literaturą zaczęła Pani dość wcześnie. Co było impulsem by w ogóle zacząć pisać?Jaki jest Pani ulubiony pisarz bądź kto jest inspiracją dla Pani własnej twórczości?

Agnieszka Fibich: Kiedy byłam dzieckiem nie było jeszcze komputerów, a i telewizor nie był tak popularny, jak dzisiaj. W dodatku czarno-biały i odbierał tylko 2 kanały (na obu często nie było co oglądać). Dla osób z wyobraźnią pozostawała książka, radio i film, chociaż kino też było reglamentowane przez państwo. Czytałam sporo, zarówno poezję, jak i prozę. Świetną literaturę podsuwała mi mama, która również dużo czyta. Uwielbiałam słuchać radia, zwłaszcza programu trzeciego, słuchowisk, teatrzyków, których się już dzisiaj nie przygotowuje. Myślę, że na to, iż zaczęłam pisać wpływ miała w dużej mierze rozwinięta wyobraźnia. Bez przerwy coś sobie wyobrażałam. Myśli piętrzyły się w mojej głowie. Czułam potrzebę przelania ich na papier. Jako nastolatkę fascynaowały mnie powieści Kafki i Marqueza... 

Copyright © Varia czyta , Blogger