środa, 11 marca 2015

Analfabetka która potrafiła liczyć - Jonas Jonasson


Jonas Jonasson po raz drugi zdobywa szczyty absurdu, podbijając jednocześnie moje serce.

Nombeko Mayeki urodziła się i wychowała w Republice Południowej Afryki. Pracowała w miejskiej latrynie za marne pieniądze, gdzie nożyczkami wbijanymi w udo, broniła się od natrętnych gamoni. Nikt jej w tym czasie nie uczył pisać ani czytać, jednak talentem do liczb, utorowała sobie niezwykłą drogę kariery. A, że nieoczekiwanie stała też posiadaczką bomby atomowej w asyście, której trafiła w końcu do Szwecji... cóż, przecież nikt z nas nie jest idealny.

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął miał słabe punkty – za pomysł dałam mu szóstkę, jednak historyczne retrospekcje zanadto spowalniały akcję. W Analfabetce problem ten został rozwiązany, a "skomplikowane teorie", zapowiedziane na okładce stały się niczym innym, jak jej zabawnym uzupełnieniem.

Jonasson idealnie dopasowuje życie swoich bohaterów do realnych wydarzeń na świecie. Znając choć trochę historię Szwecji, wyłapiecie wątki otrucia księcia, zmiany ruchu drogowego, a nawet referendum na temat wstąpienia kraju do Unii Europejskiej. Poza tym to, co u innych pisarzy mogłoby mnie denerwować, w przypadku Jonasa staje się właściwie atutem. Mamy tu dwóch Holgerów (braci bliźniaków), nadprogramową bombę, próbę obalenia Szwedzkiej monarchii oraz Chinki specjalizujące się w masowej produkcji antyków. 

Nie będę przedłużać, takie książki trzeba chwalić i reklamować, a odkrywanie ich tajemnic zostawić nowym czytelnikom. Fantastyczna powieść o mądrej i zaradnej dziewczynie, przy której będziecie się wyjątkowo dobrze bawić.


Jonas Jonasson "Analfabetka która potrafiła liczyć"
Ilość stron: 414
Wyd. W.A.B.
Ocena: 5/6

29 komentarzy:

  1. Też jestem już po lekturze, nieźle się ubawiłam, Jonasson nie zawiódł. Choć miałam zupełnie inne wrażenie niż ty - aluzje historyczne w "Stulatku..." łykałam od razu, a tu, początkowe nawiązania do historii z Afryki nieco hamowały mnie w czytaniu. Ale wszystko się wkrótce rozkręciło tak, że ciężko było nadążyć za szalonymi pomysłami autora :) Cieszyłam się też, że mimo całkiem podobnego pomysłu, udało się uniknąć wtórności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w kwestii Afryki to tak, też nie mam bladego pojęcia o jej historii, ale gdy Nombeko dotarła już do Szwecji zaczęła się podwójna zabawa :) w kolejce mam jeszcze Mężczyznę imieniem Ove - czyta go mój P. i mówi, że historia jest obłędna.

      Usuń
    2. Tak, polecam! Ja mam w kolejce kolejną książkę Backmana, przywiozłam sobie teraz jako pamiątkę ze Szwecji i też jestem bardzo, bardzo ciekawa :)

      Usuń
    3. Ove wzięty był w ciemno, bo w Saturnie wycenili go raptem na 10zł. super, że zakup okazuje się trafiony.

      Usuń
  2. Rewelacja! W takim razie jak tylko skończę Astrid biorę się za tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę doczekać się kiedy sięgnę po książkę i zapoznam się z główną bohaterką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gwarantuję, że jak ją poznasz, to długo o niej nie zapomnisz :)))

      Usuń
  4. Nie czytałam, ale zdecydowanie zachęcasz. "Stulatek..." podbił moje serce, więc skoro "Analfabetka" jest jeszcze lepsza to muszę po nią natychmiast sięgnąć :)

    www.sagneska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest, jest. Stulatek nudził trochę retrospekcjami, a tu wstawki historyczne są zdecydowanie mniejsze i lepiej wplecione.

      Usuń
  5. Jonasson wydał kolejną książkę? Biegnę do księgarni !! Dziękuję za informacje!:):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam przeczucie, że książka skradnie i moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam ją w planach, może nie najbliższych, ale jednak :) Bardzo mnie ta książka intryguje. No i jak zwykle piękne zdjęcie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zachęcam, bo poczucie humoru Jonassona jest wyjątkowe!

      Usuń
  8. Muszę ją obowiązkowo przeczytać :) "Stulatek..." mi się bardzo podobał i w tym wypadku liczę na to samo ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka wydaję się być ciekawa, już ją daję na swoją długą listę książek do przeczytania :)
    Świetna recenzja, zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czego nie sfotografujesz, wygląda smakowicie! :) A o książce czytałam już wcześniej - ten zbiór różnych motywów/elementów/miejsc z jednej strony intryguje (wydaje się pomysłowy), z drugiej natomiast chwilami obawiam się, czy nie jest tego po prostu za dużo i zbyt chaotycznie (i czy mi się w związku z tym spodoba).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie Jonasowi ten mętlik świetnie wychodzi. nie czujemy się ogłupieni, a mimo to historia pozostaje szalona.

      Usuń
  11. Przy "Stulatku..." setnie się ubawiłam, dlatego "Analfabetkę..." szybko zamówiłam w bibliotece i już z niecierpliwością czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo że zwykle nie czytam takiego typu książek, to zarówno grafika okładki jak i Twoja recenzja bardzo mnie zachęciły ;) I na pewno się skuszę :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie czytałam jeszcze nic Jonassona, widzę, że to duży błąd. Jednak zacznę chyba od ,,Stulatka..."

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie czytałam książek autora, ale same tytuły są niebywale intrygujące.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawił mnie "Stulatek...", mogłam go mieć, ale w ostateczności wybrałam Kinga. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się go przeczytać i historyczne wstawki nie będą spowalniać mojej lektury.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przyciągają mnie książki Jonassona, ale ciągle mi z nimi nie po drodze. Teraz już wiem, że musze nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A nam sie zupełnie nie podobała , juz Stulatek nas zmeczył , fajnie sie zaczął ale im blizej konca tym gorzej,moj facet dał sobie spokój w połowie z Analfabetką ,ja jakos zdzierzyłam, chyba nie polubimy sie ze skandynawska literatura

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książki są specyficzne i jeżeli ktoś ma inne poczucie humoru, to nic dziwnego, że były zgrzyty. mimo to warto próbować, z czasem trafi się na coś w swoim guście.

      Usuń
  18. Chyba nie musze mówic jak bardzo chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jonasson (lub jego wydawnictwo) ma świetne pomysły na tytuły swoich książek. Nic tylko zazdrościć.

    OdpowiedzUsuń