
19:07
Miodowa pułapka - Unni Lindell
Cato Isaksen nie lubi zmian, a
jeszcze bardziej nie przepada za kobietami, które z premedytacją wchodzą mu w
drogę, podważając nie tylko jego pozycję, ale przede wszystkim podejmowane
decyzje. Z tego powodu zatrudnienie Marian Dahl na komisariacie w Oslo, zostaje
przez niego odebrane jak spoliczkowanie prosto w twarz. Pyskata i pewna siebie
policjantka od pierwszego dnia zaczyna działać mu na nerwy, a fakt że jest
diabelnie zdolna, nie ma tu nic do rzeczy.
Chciał czy nie chciał, to
jednak właśnie ona, odgrywa kluczową rolę w toczącej się sprawie śmierci młodej
Łotyszki, której śmierć w niedługim czasie, zaczyna się łączyć z równie
zagadkowym zaginięciem chłopca w okolicy. Kto za tym stoi i jaki
będzie kolejny cel porywacza?
Miodowa pułapka odstaje stylem od klasycznie rozumianej literatury
skandynawskiej. Główna część akcji toczy się w Oslo, nie znajdziemy tu
bajkowych krajobrazów ani piękna natury. Społeczność lokalna zepchnięta została
na dalszy plan, a relacje i życie bohaterów ograniczają mury komisariatu. Można
nawet powiedzieć, że to właśnie one, sympatie i antypatie policjantów,
zastępują w niej życie norweskiej prowincji.
I choć do zamysłu i samej realizacji książki nie mam żadnych zastrzeżeń, to było w niej coś takiego, co nie pozwalało mi do końca skupić swojej uwagi. Nie potrafię zdefiniować czego jest to
wina, ale brakowało mi "pędu do lektury". Czytałam, lecz nie wyczekiwałam momentu, kiedy wezmę ją do ręki.
Unni Lindell stworzyła złożoną
i wielowymiarową opowieść o zbrodni w imię źle pojmowanej sprawiedliwości. Co
jednak ważne, ta historia jak żadna inna, uświadomiła mi, że policjanci też są
ludźmi, a wszelkie teorie o ich nadzwyczajności, rzadko kiedy przekładają się na rzeczywistość.
Dobra książka, ale bez oczekiwanej rewelacji.
Unni Lindell „Miodowa pułapka”
Ilość stron: 376
Wyd. Czarna Owca
Ocena: 3,5/6