piątek, 14 listopada 2014

Treść kontra okładka

Mówi się, aby nie sądzić książki po okładce, ale u mnie się to w ogóle nie sprawdza. Od zawsze byłam wzrokowcem i pierwsze na co zwracam uwagę, to właśnie oprawa. 

Pamiętam wpis Mariusza Szczygła z Dużego Formatu, gdzie apeluje do Sonii Dragi słowami: "Kochana Soniu Draga, wiem, że wydajesz Dana Browna i na Twojej stronie www słowa „przerażający”, „piekło”, „thriller”, „apokaliptyczny" są błogosławione między słowami i podświetlone na złoto, żeby kopulować z naszym wzrokiem. Wiem, że wydajesz książki, dzięki którym masy Polaków przekonują się, że czytanie nie boli. Ale – please – wydawaj po dwie wersje okładkowe: dla estetycznych przymułów i dla nas. Bo szkoda wybitnych książek, Larson to nie Brown przecież". 


Jak widać okładka jest ważna i już. Oczywiście wybierając książkę nie można się sugerować wyłącznie nią, ale osobiście, gdy jakaś powieść ma kilka wydań, zawsze poluję na to najmilsze dla oka, nawet jeśli zajmuje mi to kilka miesięcy (sic) albo kosztuje nieco więcej niż zwykle - patrz limitowane wydania Bierek i Berka oraz trzy dni temu pokazywany Middlesex

W ogóle powieść Eugenidesa, to świetny przykład mojej "choroby", bo mierzyłam się na nią ponad rok. Pierwszy raz zobaczyłam Middlesex w Matrasie za marne 15zł, ale paskudny ślimak na okładce, skutecznie mnie do niej zniechęcił. Czekałam, pilnowałam, aż  na Allegro pojawi się ona w dobrej cenie i oprawie z Sonii Dragi (taki paradoks względem wstępu i słów Mariusza Szczygła) i jakby nie patrzeć, zajęło mi to około czternastu miesięcy....

A teraz pytanie do Was: tylko ja jestem takim graficznym zboczeńcem czy są tu wariaci podobni do mnie? Okładka jest ważna czy zupełnie nie ma znaczenia? 

34 komentarze:

  1. Ja zazwyczaj najpierw patrzę na okładkę i jeśli przyciągnie mój wzrok, to czytam o czym jest książka... nie lubię starych okładek i niestety, ale po takie książki nawet nie sięgam... Choć nie powinnam tak robić.

    http://pasion-libros.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na okładkę zazwyczaj nie patrzę, bo czytam e-booki i nie stoją na mojej półce, więc nie muszą wyglądać. Ale jak książka ma stać, to się staram, żeby wyglądała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja e-booków właściwie nie czytam, stąd każda okładka ma u mnie znaczenie. póki co te gorsze schowam z tyłu, bo ksiażki stoją u mnie w dwóch rzędach ;)

      Usuń
  3. Chyba każdy z nas ma takie same podejście do tego tematu. Bywając w księgarni pierwsze do ręki biorę zawsze książki, które przyciągają mnie swoją okładką. A co do wielu wydań tego samego tytułu, też wybieram te, które mi sie najbardziej podobają (patrz. Montgomery z wydania Naszej Księgarnii - lata '90, Sapkowski w pierwszym wydaniu, również lata '90, wszystkie książki wydawane przez Fabrykę Słów z wieloma nowymi wydaniami).

    OdpowiedzUsuń
  4. Wierz mi, że ja również jestem totalnym wzrokowcem, chociaż walczę z własną naturą, bo przychodzi mi nieraz czytać książki z fatalną okładką i niestety, muszę się przemóc ;) Uwielbiam też z drugiej strony stare książki, często z brzydkimi, bo prostymi okładkami, ale wynagradza mi tę kwestię ich antykwaryczny klimat. Na pewno na domowym regale najładniej prezentują się te pięknie wydane nowości, szczególnie w zintegrowanych (moich ulubionych) okładkach. A że czytam najczęściej fantastykę to Fabryka Słów w tej kwestii jest bezkonkurencyjna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Według mnie okładka jest ważna i lubię jak nawiązuje do treści książki.

    Najbardziej co mi się teraz przypomina to ostatnio wydana Zaginiona Pilipiuka, która jeśli się nie mylę to miałam już 4 motywy okładkowe. Według mnie najbardziej pasują 2 pierwsze wydania tej serii, kolejne sa coraz gorsze a ostatnia to normalnie przypomina "tanie romansidło". Z tego co pamiętam z rozmów na stronie wydawnictwa to nie planują tej ostatniej części wydać w okładkach z pierwszego i drugiego wydania - a szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tu poruszyłaś Kasiu kwestię, która też mnie denerwuje i w żaden sposób nie potrafię jej zrozumieć - zmianę okładki w połowie wydawania serii. ja rozumiem, że za każdy tytuł odpowiadają inni ludzie, ale chyba mają oni wgląd w poprzednie publikacje. człowiek biegnie do księgarni, kupuje książkę, stawia na półce i następuje wielka konsternacja, bo układ nie ten, kolory inni, czcionka nowa... Dlaczego??

      Usuń
    2. Seria Evanovich też zmienia się co kilka części - pierwsze wydanie było spoko, drugie genialne, trzecie okropne...

      Usuń
    3. Varia - dokładnie. Nie mam na własnej półce tej serii Pilipiuka, czytałam pierwsze 3 części z biblioteki i jak zobaczyłam, że po 10 latach będzie jednak kontynuacja to pomyślałam, że sobie kupię już wszystkie 4 tytuły i jeszcze raz wrócę do historii - ale nie chcę 3 książek z jednego wydania a czwartej nijak nie pasującej :/

      Te zmiany okładek w seriach to ostatnio często można zauważyć i wydaje mi się, że na plus całej serii raczej nie są.

      Usuń
    4. Znak tak zrobił z najnowszą Mary Roach. czwarty tytuł w serii, a oprawa zupełnie od czapy. książka mnie ciekawi, ale bez super promocji na pewno nie kupię.

      Usuń
  6. na okładkę zwracam wielką uwagę, potrafię spędzić godziny i dni w poszukiwaniu danego wydania książki. z pełnym zaangażowaniem kolekcjonuję też niektóre cykle w określonych okładkach i sprawia mi to wielką przyjemność :) potrafię też nie kupić danej książki, bo chcę ja mieć akurat w innej odsłonie, ewentualnie wolę poczekać na reedycję - absolutnym mistrzem jeśli chodzi o nowe wydania "starych dzieł" jest oczywiście Albatros, który np teraz niesamowicie mnie zasmuca "współczesnym" Sparksem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Okładka jest ważna. Nie mówię oczywiście, że jeśli jest jakaś niezachwycająca to książki nie przeczytam mimo super ciekawego opisu. Przeczytam.Ale jeśli opis jest średni a okładka świetna to już wtedy książka MUST READ.
    Nie lubię na przykład okładek z wydawnictwa Amber, są tandetne jak dla mnie. Muszę mieć pewność że książka mi się spodoba w środku żeby ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też mam ten problem okładkowy, ale jeżeli chodzi o Middlesex to kupiłam wersję pierwszą i bardziej ona do mnie przemawia (sentyment do biologii w liceum :)).
    A Sonia Draga i owszem, ma czasami straszne okładki a dobre książki - ale nie jedyna ma ten problem. Nie wiem, czy chodzi o pieniądze czy brak wyczucia - ale książki na tym cierpią, to pewne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dużo tytułów ma tandetne oprawy, albo łudząco do siebie podobne, żeby nie powiedzieć identyczne i różni je tylko tytuł. oszczędność na grafiku, czy nie wiedza osób zatwierdzających projekt?

      Usuń
  9. Okładka jest bardzo ważna, nie ma się co oszukiwać. Ja bardzo często kupuję stare, zniszczone książki, ale tych kiepsko wydanych - nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chciałam kupić (kieeeedyś) Paragraf 22, ale z fiutem na okładce to dziękuję.
    Za to całą serię HP mam w okładkach dla dorosłych. Doczekałam się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się podoba najnowsze wydanie Harry'ego, aż szkoda, że cała seria już u mnie stoi.

      Usuń
  11. Też zwracam uwagę na okładkę :) Dodatkowo kolekcjonuję konkretne wydania książek, np: zdecydowanie bardziej podoba mi się drugie wydanie książek C.Lackberg, zaprezentowane powyżej - to wcześniejsze w ogóle do mnie nie przemawiało :) Marzę też o całej serii Harry'ego Pottera z pierwszego wydania, bo właśnie w tej odsłonie go poznawałam i Władcy Pierścieni wydanym przez Muzę około 2000 roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli masz na myśli te wydania: http://4.bp.blogspot.com/-z5pihwU0ryY/T4WwYvFv4bI/AAAAAAAABsU/txYmbvaD06o/s1600/IMG_5574.jpg
      to mam je zdublowane w domu. napisz do mnie gdyby interesowała Cię wymiana, albo zakup za jakąś symboliczną kwotę :)

      Usuń
  12. Nie da się ukryć, że uwielbiam to, co piękne. Jak mam do wyboru książkę w dwóch, trzech okładkach to oczywiste jest, że wybiorę tę ładniejszą (moim zdaniem). Nawet tworząc listę książek "chcę jako prezent", dodaję na LC te w ładniejszych okładkach i wysyłam link do całej półki chłopakowi. On wie, że jak ma mi kupić coś z tej listy to tylko i wyłącznie w takiej okładce, w jakiej chciałam. :) Takie tam moje zboczenie... Także doskonale Cię rozumiem! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie, że okładka jest ważna, gdyby tak nie było, to zamiast grafiki byłby szary papier :-)
    Kupując książkę, zawsze zwracam uwagę na okładkę, oczywiście nie jest to kryterium jej jakości, ale ręka zawsze idzie do tych tytułów, które przyciągną mój wzrok. Niestety często piękna okładka ukrywa brzydką treść i odwrotnie, dlatego staram się walczyć ze swoim nałogiem ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Okładka kusi mnie zawsze...ale nie mam tak jak Ty, aby polować na specjalną okładkę. Czasem się zdarza, że mam serię książek w rożnych wydaniach :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie nie ma opcji, żeby seria były z różnych wydań.

      Usuń
  15. Od tych okładek nie da się uciec...jeśli okładka jest po prostu brzydka, to raczej trudno mnie do książki zachęcić... Mam takie swoje ulubione perełki, zresztą kiedyś nawet o tym pisałam u siebie na blogu:) No cóż, chyba po prostu w większości jesteśmy wzrokowcami:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Myślę, że każdy z nas uwielbia wrażenia wizualne i okładka jest jak najbardziej ważna! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze patrzę na okładkę, nie mogę się tego oduczyć !

    OdpowiedzUsuń
  18. Jestem wzrokowcem, więc okładka jest dla mnie ważna, potrafi skutecznie zachęcić mnie lub zniechęcić do jakiejś książki. Poza tym jestem marudnym bibliofilem i lubię by na moich półkach stały książki przyjemne dla oka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam tak, żeby marna oprawa zniechęciła mnie do czytania (z biblioteki, czy recenzenckie oceniam przede wszystkim przez opis), ale jeśli chodzi o zakup, to byle czego do ręki nie biorę.

      Usuń
  19. Żyjemy w czasach, kiedy przekaz wizualny jest bardzo ważny i kiedy książka to w dużej mierze towar. Dlatego uważam, że przywiązywanie wagi do okładki to nic zdrożnego ;)
    Lubię porównywać okładki wydań tej samej książki w różnych krajach.

    OdpowiedzUsuń
  20. Okładka jest bardzo ważna i to ona przyciąga wzrok czytelnika, jednak istotny jest również (zanim zapoznamy się z treścią) opis z okładki. Nawet najpiękniejsza okładka nie uczyni treści równie dobrą i o tym należy pamiętać.

    http://ksiazkowy-swiat-niki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, ale okropna oprawa potrafi zniechęci nawet do najlepszej książki . przykład: seria wydawnicza Klasyka polska ze Świata Książki - ich srakowate grafiki to zbrodnia na literaturze :/

      http://booklips.pl/premiery-i-zapowiedzi/swiat-ksiazki-wydaje-kolekcje-20-ksiazek-na-20-lecie-istnienia/

      Usuń
  21. Przyznam szczerze, że ja praktycznie zawsze sugeruję się okładką. Dopiero potem patrzę na opis. Czasami ryzykuję i się nie zawodzę, ale uważam, że pewne książki mają okropne, no po prostu brzydkie okładki i przez to tracą wielu czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  22. No właśnie - mówić to jedno ("Nie oceniaj..."), ale co do czego, jednak okładka ma dość istotne znaczenie. Te wpadające w naszą estetykę szybciej przyciągają wzrok, a jeśli opis (i opinie) jest zachęcający, chętniej się sięga po portfel w przypadku konkretnego tytułu.
    Jednak gust się zmienia. Zauważam co jakiś czas, że część z tych okładek, które podobały mi się kiedyś, teraz nie wzbudza już większych emocji, i odwrotnie. Ostatnio staram się sięgać częściej po klasykę i tutaj preferuję raczej okładki proste, pasujące do powagi treści. Mogłabym się tu rozwodzić jeszcze długo, odsyłając do konkretnych przykładów, ale może innym razem :-)
    Okładka okładką, ważna jest też ogólnie jakość wydania. Niedawno Wydawnictwo MG wznowiło sporo klasyków, w tym serię W poszukiwaniu straconego czasu Prousta. Z wielką niecierpliwością zamawiałam pierwszy tom, a gdy już wpadł w moje ręce, niestety poczułam małe rozczarowanie. Okładka jak najbardziej na plus, jednak jakość papieru trochę do życzenia pozostawia - jest tak cienki, że aż boję się go dotykać, a tusz czcionki (całkiem sporej!) przebija na drugą stronę. Dla przykładu wydania, które prezentuje się świetnie od strony jakości, jak i okładki, można bez wątpienia przytoczyć serię Znaku 50 na 50. Im jestem starsza, tym bardziej cenię sobie minimalizm i prostotę.

    A, i świetnie, że wspomniałaś o Middlesex, bo chociaż widziałam obydwie okładki na lubimyczytać, byłam przekonana, że ta druga, ładniejsza, jest do wersji anglojęzycznej! I choć Eugenides rozkochał mnie w swoich Przekleństwach niewinności, tak że w ciemno kupowałam też Intrygę małżeńską (rewelacyjne okładki!), to Middlesex rozważałam raczej wypożyczyć. Teraz będę wypatrywać wydania SD ;-)

    OdpowiedzUsuń