Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fabryka słów. Pokaż wszystkie posty
Raport z północy - Andrzej Pilipiuk

14:33

Raport z północy - Andrzej Pilipiuk


Gdy wypożyczałam Raport z północy strzelałam, że będzie to albo straszne albo epickie. Nie sądziłam, że będzie tak bardzo niejednoznaczne. 

Wstawki historyczne (o ile nie za długie) oraz opisy odwiedzanych miejsc, jak najbardziej na "tak". Widać ogrom pracy, włożony w pracę nad każdą lokalizacją. problem zaczyna się, gdy autor dopuszcza do głosu wewnętrzne „ja”. „Ja” marudne, narzekające, wychowane w prlowskiej biedzie - co w pierwszych wyprawach ma swoje uzasadnienie, bo przypadają końcówkę lat 90-tych i rok 2003, ale potem stają się już męczące. Mimo to w wielu kwestach trudno nie przyznać mu racji, szczególnie jeśli chodzi o obserwacje tego, co społecznie dzieje się chociażby w Szwecji (Katarzyna Tubylewicz wiele razy również o tym wspominała).  

Oczywiście można zarzucić Pilipiukowi niewyparzony język. Przynudzanie w fragmentach stricte historycznych, ale tam, gdzie temat dotyka ludzi, jego książka zyskuje na wartości, bo zmusza nas do własnej refleksji.   

Dlatego, jeżeli siedzicie już w północnych klimatach, znacie trochę faktów o przemianach społecznych i ekonomicznych Szwecji czy Norwegii, to ten Raport fajnie skonfrontuje waszą wiedzę z innym punktem widzenia. Zaznaczam jednak, że Pilipuk idealizuje oba kraje, krzywo patrzy na wszelkie przemiany, a przecież nic nie stoi w miejscu i przeobrażanie się, jest rzeczą naturalną. 

Dlatego zaznaczę jeszcze raz - jeśli byłaby to jedna z waszych pierwszych książek o Skandynawii, to odłóżcie ją na bok. będzie narzekać i sklniecie Andrzeja na czym świat stoi. Przy otwartym umyśle i odrobinie własnych doświadczeń, spotkanie z książką stanie się swojego rodzaju eksperymentem. Ważne tylko, by czytać z dystansem. 


Andrzej Pilipiuk "Raport z północy"
Ilość stron: 544
Wyd. Fabryka Słów
Ocena: 4/6
Dożywocie - Marta Kisiel

11:13

Dożywocie - Marta Kisiel

Metr pięćdziesiąt wzrostu, pięćdziesiąt kilo wagi, oczy mieniące się kolorami tęczy, płeć nijaka. Znaki rozpoznawcze - celofanowe włosy, krzywo ostrzyżone na rozjechanego jeża, oskubane skrzydła, bamboszki, towarzyszy mu różowy królik - kto to taki? Lichotek. Anioł Stróż budynku, który właśnie odziedziczył Konrad.

Na wieść o przejęciu spadku, Romańczuk pakuje się do swojego tico i rusza obejrzeć otrzymaną przed chwilą posiadłość. Przed oczami ma wizję bogatego domu, ale to co go czeka w leśnej głuszy, wymyka się spod wszelakich ram wyobrażeń. Stare gotyckie domostwo, zdaje się być marem z nocnych koszmarów, jednakże to co najciekawsze, skrywa dopiero jego wnętrze.

Dożywocie jest rzadkim przypadkiem szalonej książki, która zaskakuje pierwszymi rozdziałami i obezwładnia charakterem opisanych w niej postaci. Zaczynamy marzyć o przejęciu identycznego spadku, jak ten u Konrada i odczuwamy ogromną chęć zamieszkania w Lichotce. Tylko czy towarzystwo anioła, widma oraz utopców na pewno przypadłoby nam do gustu? 

Początek powieści Marty Kisiel to mistrzostwo świata. Oryginalny język, zamiłowanie do tworzenia słów i fakt, że miejscami niemalże turlałam się ze śmiechu. Szkoda tylko, że im bardziej złożona stawała się historia, tym cały humor uciekał, a żarty przestawały śmieszyć. Dzieląc książkę na trzy części otrzymamy jedną średnią, jedną mistrzowską i w końcu tę, która nas znudzi. Wstęp i zakończenie bomba, natomiast środka jak dla mnie mogłoby już nie być. 

Fanfarów nie zagram, ale ciąg dalszy czeka.

Marta Kisiel "Dożywocie"
Ilość stron: 376
Wyd. Fabryka Słów
Ocena: 4/6
Portal zdobiony posągami - Marek S. Huberath

20:43

Portal zdobiony posągami - Marek S. Huberath

Ioanneos budzi się z dziwnego snu, w którym wydaje mu się, że był diablim malarzem – artystą specjalizującym się w tworzeniu potępionych stworzeń. Doznanie, które go spotkało było tak intensywnie i szczegółowe, iż sądzi, że to jeden z elementów szkolenia na którym właśnie przebywa. Przypuszczenia zdają się potwierdzać, kiedy tematyką pierwszego wykładu okazuje się być właśnie twórczość Quintena van den Cuyperena. Niedługo po tym zdarzają się jednak kolejne urojenia, a Ioanneos zaczyna błądzić między jawą, a senną marą.

W końcu zdobywa się na odwagę i opowiada o swoich przygodach znajomej z wykładu. Dziewczyna wyznaje, że ma podobne przeżycia, co więcej jedno z nich okazuje się być dla ich wspólnym doświadczeniem. Czym zatem jest szkoła w której przebywają? I jaki jest cel nauki, którą się im wpaja?

Z tego co udało mi się ustalić, Marek Huberath jest w Polsce znanym oraz lubianym twórcą z pogranicza science-fiction i fantasy. Osobiście nie mam jednak pojęcia skąd ten zachwyt i słowa uznania. Czytanie Portalu zdobionego posągami nie było ani lekkie, ani tym bardziej przyjemne. Już pomijam irytującą skłonność autorów gatunku do tworzenia imion, które ledwo da się przeczytać, a co dopiero spamiętać. Znacznie gorsza jest od nich panująca w książce chaotyczność i przesadny nacisk położony na fizyczność.

Już w pierwszym rozdziale zostałam zbombardowana potokiem informacji, a dobijając do dwudziestego nic się w tym temacie nie zmieniło. Do teraz mam trudności jednoznacznie powiedzieć o czym jest ta powieść, i nie wydaje mi się, żeby powstały mętlik był świadomym zabiegiem autora. Na koniec dostajemy w prawdzie odpowiedzi na podstawowe pytania, ale ich sedno śmiało można by zmieścić na trzystu stronach, więc po co blisko siedemset?

Druga rzecz, która odpychała mnie na każdym kroku, to opisy kładące akcent na budowę kobiecego ciała. Gruba, chuda, z biustem, w sukience, staniku czy bez. Ja rozumiem napomknąć o tym parę razy, ale ludzie kochani, charakteryzować tak każdą bohaterkę?! Kilkukrotnie?!

Już dawno żadna lektura nie była dla mnie taką katorgą jak Portal zdobiony posągami. W zasadzie prócz dobrej okładki i ciekawego motywu diablego malarza, nie jestem w stanie znaleźć w niej żadnych pozytywów. Koszmar moi drodzy. Koszmar i zgrzytanie zębów.


Marek S. Huberath „Portal zdobiony posągami”
Ilość stron: 644
Wyd. Fabryka Słów
Ocena: 1,5/6
Copyright © Varia czyta , Blogger