Kochanie, zabiłam nasze koty - Dorota Masłowska

09:32

Kochanie, zabiłam nasze koty - Dorota Masłowska

Kochanie, zabiłam nasze koty to Masłowska do jakiej przywykłam, jaką cenię, ale i taka, której nigdy nie zdołam do końca zrozumieć. 

Mam wrażenie, że ta kobieta żyje w zupełnie innej rzeczywistości i potrafi dostrzec w niej szczegóły dla nas niedostępne, a w większości nawet niepojęte. Przy jej książkach warto odciąć się od otoczenia i otworzyć się na fantazję, bo tej autorce naprawdę nie brakuje.

Kochanie… opisuje historię przyjaźni, a w zasadzie znajomości, jakie nawiązuje Farah, mieszkanka sporego miasta w bliżej nieokreślonym kraju. W nieco schizofrenicznym tonie, narrator opowiada nam o pustce jaka ją otacza, o pogoni za lansem i dobrym wrażeniem, które usiłuje zrobić na miejscowej „śmietance”. W rzeczywistości wszystko na czym jej zależy, okazuje się być złudnym wyobrażeniem. Znajomi nieustannie ją wykorzystują, ona sama gubi się między snem a jawią, natomiast cała reszta to szalony kołowrotek, którego nie ma ucieczki.

Bardzo dziwna i specyficzna mini opowieść. Z pewnością nie dla każdego, bo Masłowską po prostu trzeba lubić, ale dla tych przenośni i metafor, myślę, że warto.


Dorota Masłowska „Kochanie, zabiłam nasze koty”
Ilość stron: 160
Wyd. Noir Sur Blanc
Ocena: 4,5/6
Wiecznie żywy - Isaak Marion

10:41

Wiecznie żywy - Isaak Marion

Zdawać by się mogło, że w temacie zombie nie można już stworzyć nic dobrego, że wszystko już było i po co się powtarzać. Nic bardziej mylnego. Isaac Marion w swej debiutanckiej powieści połączył to, co w gatunku  najlepsze: flaki, nastrój oraz przewrotność akcji, czyli dobra zabawa gwarantowana.

R nie pamięta skąd się wziął, ile ma lat, ani jak tak naprawdę się nazywa. Jego najlepszym przyjacielem jest M, z którym wspólnie polują, jęczą, a w zasadzie głównie stoją i wpatrują się w horyzont. Wszystko to jednak ulega zmianie, gdy pewnego dnia R poznaję Julie, wyjątkową dziewczynę z krwi i kości. Mimo, że ciało R nadal ulega rozkładowi, zaczyna budzić się w nim nowe, niespodziewane życie, a następstwa tego stanu są naprawdę niewyobrażalne.

Za najlepszą rekomendację książki niech posłuży fakt, że dostałam ją poniedziałek po południu, a we wtorek o tej samej porze byłam już po lekturze i w trakcie pisania recenzji. Wiecznie żywy czyta się praktycznie sam i nie ma w nim słabych momentów. Jedyną rzeczą jaką mogę mu zarzucić, to niepotrzebne nawiązania do Shakespeare’owskiego dramatu, ale prócz sceny balkonowej oraz imion bohaterów niż szczególnie nie razi. Wręcz przeciwnie, siedzi się jak na szpilkach czekając co będzie dalej i dopinguje się R, by w końcu udało mu się zrealizować swoje plany.

Niestety mam wrażenie, że wydawnictwo „strzeliło sobie w kolano” reklamując powieść nazwiskiem Stephanie Meyer. Znając życie więcej osób zrezygnuje przez to z książki niż po nią sięgnie, a szkoda, bo Marion odwalił kawał dobrej roboty. Jego historia jest żwawa, nie ma w niej ckliwości, ani biadolenia o pięknych oczach. Jest za to krew, urywanie głów i nierówna walka z zarazą.

Na dniach planuje zobaczyć ekranizację Wiecznie żywego (który tak prawdę, pierwszy raz w druku ukazał się po tytułem Ciepłe ciała ) i po zwiastunie mam wrażenie, że tu również się nie zawiodę. Jest akcja. Są zęby. Niech żyje zombie!

Isaac Marion „Wiecznie żywy”
Ilość stron: 308
Wyd. Replika
Ocena: 5/6
Strażnicy historii: Circus Maximus - Damian Dibben

16:44

Strażnicy historii: Circus Maximus - Damian Dibben

Wystarczyło kilka cieplejszych dni, aby zapał do lektury na nowo we mnie ożył. W przypływie energii sięgnęłam po powieść, która sama w sobie jest wulkanem zdarzeń i wielobarwnych postaci.

Circus Maximus to drugi tom przygód Jake’a, strażnika historii, który posiada zdolność przemieszczania się w czasie. Tym razem chłopak musi podwójnie się wykazać, by po nieudanej misji, odbudować utracone zaufanie organizacji. W między czasie okazuje się, że część załogi utknęła w starożytnym Rzymie, a na domiar złego zapasy atomium, substancji umożliwiającej podróżowanie w czasie, drastycznie się kurczą. I chociaż mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, to na Strażników zdają się spadać, jak grom z jasnego nieba. Wracają dawni wrogowie, pojawiają się nowi, jednak nikt się nie poddaje, bo ostatecznie to od ich decyzji, zależą losy całego świata.

Strażnicy historii pokazują, że książka przygodowa nie musi wcale być sztampowa i przewidywalna. Już pierwsza część serii zdobyła moje uznanie, a kolejna na tym polu wcale nie zawodzi. Pod hasłem następcy Harry’ego Pottera, otrzymujemy lekką historię z mnóstwem ciekawostek na temat starożytnego Rzymu. Jest w tym trochę grozy, poczucia humoru i dużo dobrej zabawy.

Damian Dibben stworzył książkę przy której nie sposób jest spokojnie wysiedzieć, a akcja i napięcie to słowa, które najlepiej ją charakteryzują. Żywię szczerą nadzieję, że na naszym rynku wydawniczym zacznie się pojawiać jeszcze więcej powieści tego typu, a póki co niecierpliwie wypatruję finału, który mam nadzieję, na długo zostanie w mej pamięci.


Damian Dibben „Strażnicy historii: Circus Maximus”
Ilość stron: 336
Wyd. Egmont
Ocena: 5/6
Sabaton i Eluveitie - Kraków 2013r.

21:21

Sabaton i Eluveitie - Kraków 2013r.

Była moc, atmosfera oraz świetna zabawa, czyli Sabaton i Eluveitie wymietli wszystkich. Visdom ze swoim pitu pitu w takim towarzystwie był bez szans, ale może jestem uszczypliwa tylko dlatego, że to totalnie nie moja estetyka. Niemniej hala się "spociła", zespoły nie zawiodły (czego nie można powiedzieć o organizatorze), a 17-18 maja powtórka z rozrywki :)


* filmy zapożyczone z Youtube.
Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość - Paul Keller

17:09

Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość - Paul Keller

Marie jest drugim w kolejności dzieckiem, jakie urodziło się w rodzinie Heinrichów. Jej ojciec zmarł wiele lat temu, jednak matka nigdy nie odważyła się ponownie wyjść za mąż. Kiedy brak sił i sędziwy wiek uniemożliwiły jej właściwe zajmowanie się domostwem, obowiązki gospodyni przejęła Marie. Dziewczyna surową, lecz pełną miłości ręką, usiłuje wychować braci oraz zadbać o gospodarstwo. Niestety wzbudza to zawiść miejscowej ludności, która nie potrafi zrozumieć wielu podejmowanych przez nią decyzji. Nieoczekiwane wsparcie kobiecie okazuje Neuman, nauczyciel jej brata, ale czy za tym gestem kryje się coś więcej? A może ufność i zauroczenie, jakie budzi się w Marie będzie dla niej zgubą?

Czytając powieść Paula Kellera bardzo łatwo wnikamy w zaprezentowaną epokę. Już po kilku rozdziałach przestaje nas dziwić cnotliwość jej bohaterów oraz styl wychowania, jakiemu hołdują. Jest to bez wątpienia zasługa tego, iż autor sam żył w opisywanych czasach. Marie Heinrich po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1926 roku, ale mimo wiekowej przepaści jaka nas dzieli, nie straciła nic na swym przekazie.

Jest to uniwersalna historia o odwadze oraz ogromnym harcie ducha, jaki drzemie w młodej kobiecie. Marie można zarzucić zbytnie wtrącanie się w życie najbliższych i działanie pod wpływem emocji, jednak ma ona zarazem w sobie tyle sił i pokory, że nie tylko skutecznie broni własnego imienia, ale jeszcze wstawia się za innymi.

Dlatego jeżeli lubicie rodzinne sagi i powieści traktujące o uczuciach, to dzieło Paula Kellera powinno wam się spodobać. Książka, w daleki od dosłowności oraz natręctwa sposób, traktuje o uczuciach w połowie XX wieku. W tle pobrzmiewa nadchodząca wojna, atmosfera w wiosce staje się coraz bardziej napięta, ale młodość ma swoje prawa, a uczucie nigdy nie wybiera.

Wiekowa historia ze współczesnym przesłaniem. Polecam. 


Paul Keller „Marie Heinrich: w oczekiwaniu na miłość”
Ilość stron: 270
Wyd. Novae Res
Ocena: 4/6
Copyright © Varia czyta , Blogger